Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Zakazany ogród Stalina – Simon Parkin

8 lutego 2026

Reportaż historyczny „zawiera wyraziste  opisy skutków skrajnego niedożywienia dla ciała i psychiki człowieka, łącznie ze śmiercią”.

   Nie zostały one zmyślone, ale oparte o źródła uczestników i świadków blokady Leningradu w latach 1941-1944 przez niemieckie wojska. Obecnie Sankt Petersburga. Trwała 872 dni, będąc najdłuższą blokadą jakiegokolwiek miasta w udokumentowanej historii ludzkości.

   A wśród tych głodujących ludzi posuwających się do kanibalizmu – instytut roślin.

   Sezam ćwierci miliona odmian nasion, pestek, orzechów, bulw i innych roślin, które mogłyby uratować od 250 tysięcy – według autora do nawet miliona zmarłych z głodu Leningradczyków – według pozostałych źródeł. W tym pracowników instytutu, którzy niczym cerberzy strzegli życiodajnego skarbu.

   Do ukazania tego kontrastu potrzebne było przytoczenie wcześniej wspomnianych drastycznych opisów.

   Aby zrozumieć tę kuriozalną sytuację z punktu widzenia współczesnego człowieka, autor rozpoczął reportaż od przedstawienia pomysłodawcy i twórcy instytutu roślin – Nikołaja Wawiłowa. Od kierowanej nim idei, motywacji założenia banku roślin, celu jego istnienia oraz roli, jaką miał odegrać w przyszłości ludzkości – doprowadzić do powstania nadzwyczajnych roślin uprawnych, które pozwolą wyeliminować głód na świecie. Instytut miał stać się jedyną w swoim rodzaju  biblioteką ziemskiej flory, zawierającą taką ilość potencjalnego życia, że po zasianiu wszystkiego, uprawieniu i zebraniu wystarczyłoby to do wyżywienia populacji Leningradu, całego Związku Radzieckiego i wszystkich innych części świata. Natomiast budynek był arką Noego roślin, katalogiem przeszłości i nadzieją na przyszłość, polisą ubezpieczeniową od ludzkiej obojętności i niedbalstwa. Nikołaj Wawiłow tę wiarę w ideę wyprzedzającą swoje czasy przekazał swoim pracownikom. Dla światowego środowiska naukowego był wysokiej klasy badaczem i specjalistą oraz człowiekiem dającym życie, budującym życie i kochającym życie bardziej niż ktokolwiek.

   To pozwoliło uchronić przyszłość ludzkości podczas straszliwego egzaminu w wojennej rzeczywistości.

   Opisy walki naukowców instytutu o każde ziarno przed moskiewską biurokracją, wilgocią, mrozem, bombami, ogniem, ignorancją państwa, zwierzętami, ludźmi, a także przed zjadliwymi atakami ze strony rodzimych naukowców określających instytut roślin jako ośrodek zgniłej i fałszywej zachodniej biologii o działalności „rasistowskiej” jego założyciela, kosztem własnego zdrowia, a ostatecznie nawet życia, budziło we mnie podziw i zrozumienie przesłanek tak granicznej postawy.

   Wiedziałam, skąd się brała.

   Rozumiałam uzasadniające ją słowa badacza Wadima Lechnowicza, który przeżył oblężenie – Powstrzymanie się od jedzenia kolekcji nie było trudne (…). To było po prostu niemożliwe, nie można jeść pracy swojego życia, pracy życia kolegów. To dlatego umierali wśród worków ryżu albo z woreczkiem migdałów w ręku podczas pracy… Nie uchroniło to jednak tych heroicznych strażników przed pytaniami, które podsuwało sumienie albo system wartości. Jeść czy nie jeść? Prosty wybór, za którym kryło się wiele złożonych pytań, a nawet kwestii tabu: czy postęp naukowy lub potrzeba prowadzenia badań może być usprawiedliwieniem dla jakiegokolwiek poświęcenia? Czy botanicy są odpowiedzialni za przetrwanie przyszłych pokoleń? Jak postępować właściwie, jeśli ta odpowiedzialność wyraźnie koliduje z obowiązkami wobec żyjących? Niemniej to ich wybory i nieustępliwa walka również ze sobą doprowadziły do powstania banków żywności na świecie, a wśród nich Milenijnego Banku Nasion w Anglii, któremu autor poświęcił ostatnie strony.

   To spuścizna również jednego, cichego bohatera tego reportażu – Nikołaja Wawiłowa.

   Nie było go w obleganym Leningradzie. Aresztowany jeszcze przed blokadą miasta przebywał w więzieniu, a potem w gułagu na rozkaz szefa NKWD Ławrientija Berii i za wiedzą Stalina. Ofiary nie tyle władz sowieckich, ile zawiści jednego człowieka – Trofima Łysenki. Antagonisty w poglądach naukowych niepodzielanych przez Nikołaja Wawiłowa, który sprowadził je do egoistycznych  pobudek – niepozorny chłop z prowincji, wykorzystując pełnię straszliwej siły państwa, był współwinny morderstw tych, których uważał za snobistycznych arystokratów. Waga emocji towarzyszących miażdżącemu procesowi niszczenia światowej sławy uczonego i człowieka była tak samo ciężka, jak trudna była walka z głodem, ochroną roślin i państwem, które wzgardziło kolekcją i zamordowało jego twórcę.

   Autor wprowadził jeszcze jeden bardzo ważny, bo kontrastowy do postawy sowietów wątek.

   Kuriozalny, bo doceniający osiągnięcia Nikołaja Wawiłowa przez wroga. Wręcz na tyle ceniący kolekcję, że czynił wszystko, by ją przejąć, czyli ukraść. Był nim nazistowski botanik, który wierzył, że gdyby zdołał przejąć próbki nasion, które ze swoim zespołem zebrał Wawiłow, potrafiłby przyspieszyć nazistowskie plany ulepszenia niemieckich upraw. Po latach określono jego działalność jako pierwsze w historii zjawisko biopiractwa.

   Te trzy wyraziste naprzemiennie relacjonowane wątki budowały dynamikę reportażu.

   Pełną skrajnych i zmiennych uczuć oraz sprzecznych myśli nieustannie podsuwających ponadczasowe pytania bez odpowiedzi. Bo jak odpowiedzieć jednoznacznie – jakie poświęcenia są dopuszczalne w pogoni za postępem naukowym? W którym momencie człowiek powinien wybrać nieposłuszeństwo wobec rozkazów?  Jaką odpowiedzialność ponosi każdy z nas za przetrwanie z naszymi obowiązkami wobec żyjących? Nie mnie oceniać ich wybory, bo dopiero w obliczu głodu człowiek zdaje egzamin z życia.

   Nie tylko te zagadnienia były dla mnie nowatorskie w tym reportażu.

   Również holistyczne spojrzenie na oblężenie i głód, których przyczyny autor próbował wskazać, oskarżając o to przede wszystkim Stalina, a po jego śmierci radzieckich decydentów. Tym samym autor podkreślił, że dotychczasowe publikacje o blokadzie Leningradu miały charakter monotematyczny i hagiograficzny, skupiając się tylko na głodzie i bohaterskim jego przetrwaniu przez mieszkańców. Reportaż autora położenie instytutu i ludzi w nim pracujących potraktował jako punkt wyjścia do nakreślenia również polityki Stalina wobec miasta, ujmując ją w jednym, makabrycznym zdaniu – śmierć rozwiązuje wszystkie problemy: nie ma człowieka, nie ma problemu. Polityki stosowanej również wobec jednostki z rozkazem – Bić, bić i jeszcze raz bić, przy użyciu śmiercionośnego połączenia oszczerstwa, niedbalstwa i wyzysku. Także późniejszej polityki radzieckiego rządu zrzucającej z państwa odpowiedzialność za śmierć ludności Leningradu.

   To emocjonujący reportaż pomimo upływu lat, bo ponadczasowy w swoim przekazie poprzez stawianie pytań, na które można odpowiedzieć jednoznacznie tylko wtedy, gdy okoliczności historii postawią człowieka w konkretnych sytuacjach, by odpowiedzieć sobie – Czy to poświęcenie warte było swojej ceny? Czy wybór, jakiego dokonali ci mężczyźni i te kobiety, decydując się poświęcić życie prawdziwych ludzi dla dobra wielu wyobrażonych, był słuszny moralnie?

   W tym również dla mnie i każdego po mnie.

   I pytanie ostatnie, może najważniejsze – co robią z tym krwawym darem współczesne pokolenia?

Zakazany ogród Stalina: jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców LeningraduSimon Parkin, przełożyła Magdalena Papuzińska-Mill, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026, 368 stron, literatura brytyjska.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad, Historia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *