
A kiedy usłyszysz tykanie Geigera […] uciekaj jak najdalej… Zamknij wszystkie grodzie… I uciekaj…
Tak radziła mu umierająca matka. Tadeusz został sam. Tak dobrze znany mu świat przestał istnieć. Ten pełen ludzi, ogromnych budynków, komputerów i wreszcie zabójczej broni. To ona zniszczyła to, co ludzie zbudowali, zmuszając ich do zejścia pod ziemię. To tam, w bunkrze, przebywał chłopiec.
Samotny dziesięciolatek wśród reszty ocalonych.
Rewelacyjne intro, z duszną atmosferą niepewności i zagubienia dziecka, wprowadzało w rzeczywistość, która otwierała opowieść o nowym świecie po apokalipsie przyniesionej przez falę uderzeniową nuklearnej eksplozji. Jego przebogate spektrum w dalszej części powieści pokazywał najemnik Amarth wędrujący po ziemiach Pogranicza, w którego sercu leżała mroczna kraina Stormgranu. Towarzyszyła mu wojowniczka Sheeana. W połowie ludzka, w połowie elficka, a przez to odrzucona przez obie rasy.
Samotność splotła ich losy.
Oboje mieli do wypełnienia misję przekazaną im przez maga, która prowadziła prosto do kolebki bestii – Stormgranu. Ich pełna niebezpiecznych zaskoczeń i zasadzek wędrówka pozwalała na poznanie ziem zamieszkałych przez różne nacje – ogry, cyborgi, elfy, ludzi, krasnoludy, nieumarłych i wiele, wiele innych, które pojawiły się po katastrofie nuklearnej. Nie tylko istot biologicznych, ale również mechanicznych i demonicznych. Każda z nich starała się przeżyć, broniąc swojego terytorium. Oprócz jednej osoby. Człowieka, który pożądał władzy absolutnej nad wszystkimi. Kwintesencji zła uosabianej przez nazistę i wroga Amartha – Heinza von Sterbberga.
Członka dyktatorskiej partii Hitlera.
Główny wątek przygodowy w fabule prowadził Amarth wraz z przyjaciółką, dążący do objawionego mu celu. Aby go osiągnąć, musiał pokonać po kolei wszystkie poziomy prowadzące do krainy, w której mrok przypominał kolor zakrzepłej krwi. Na każdym z nich stoczyć nierówną walkę z zamieszkałymi go istotami. Stwarzało to również okazję do poznania życia konkretnej nacji, ich zwyczajów, systemu wartości i priorytetów, a przede wszystkim słabych punktów do pokonania ich przedstawicieli. Każdy z tych poziomów budował odmienne realia, wymagające od pary bohaterów szybkiego rozpoznania, przystosowania się, znalezienia metody lub sposobu skutecznej walki, by przeżyć, wydostać się z pułapki i przejść do kolejnego etapu burzliwej i karkołomnej wędrówki. Na każdym z nich narrator ujawniał kolejne dawki informacji z przeszłości pary, łącząc retrospektywne dygresje w spójny obraz losu przede wszystkim Amartha.
Mężczyzny, który pozornie pojawił się znikąd na początku opowieści.
Człowieka, który musiał nauczyć się żyć na nowo w zmienionym świecie, poznając jego kolejne wymiary, ale i niespodziewane możliwości magiczne, by stawić czoła złu.
To bardzo prosta opowieść, ale z przebogatym uniwersum kreślonego świata.
Prosta, bo opowiedziana niczym gra komputerowa, skupiona na przyczynach upadku wartości ludzkiego świata. W tym sensie pełniła funkcję ostrzegawczą, wskazując jednoznacznie na konieczność podjęcia walki ze złem w ratowaniu świata. Trochę podobnej do baśni dopasowanej formą do reguł gry komputerowej, w której uwidoczniała się autorska fascynacja wieloma gatunkami prozatorskich i filmowych opowieści z fantastyki, horroru, tech-noir i postapo. To dlatego walki bohaterów były najsilniejszą stroną tej powieści. Precyzyjne i emocjonujące, budowały dynamiczny wątek, a złożone spektrum wokół tworzyło ciekawe miejsca akcji.
Jednak skromnej w charakterystyki psychologiczne postaci.
Wątek romantyczny snuty między Amarthem a Sheeną pośpiesznie zarysowany, za to grubą i krótką kreską słów. Miałam wrażenie, że narrator relacjonuje zachowania bohaterów głównie z zewnątrz na podstawie ich zachowań, wyglądu i postępowania, nie wnikając głębiej w ich umysł, dusze czy emocje. Chociaż wiedziałam, że autor umiałby to zrobić, sądząc po wprowadzającym prologu do podziemnego bunkra.
Niestety bardzo krótkiego.
Tworzone światy i zamieszkałe przez nie istoty budziły ciekawość nie w pełni zaspokojoną w treści tej zaledwie dwustustronicowej powieści. A szkoda. Nie wynikało to z braku pomysłów autora, ale z umieszczenia przebogatego materiału w słowniku dołączonym do książki, a który powinien znaleźć się w fabule. To stracony potencjał na rozbudowanie opowieści nomen omen epickiej, której charakter nie do końca oddał rozmach, jaki zapowiadał w sobie tytuł i filmy tworzone na stronie autorskiej i w mediach społecznościowych.
Pocieszającym była zapowiedź autora na kontynuację historii w kolejnych częściach.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Epika – Michał Skrzypczak, Wydawca Rideró, 2025, 223 strony, trylogia część 1, literatura polska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Fantastyka
Dodaj komentarz