
Docierające do Krakowa nieliczne egzemplarze wzbudzają »nietłumiony podziw recenzentów«, a Ryszard Löw napisał – Polszczyzna Baua „okazała się wspaniale zdramatyzowanym językiem własnym, o którego adekwatność wykazał wielką dbałość – z charakterystycznymi zaleciałościami krakowskimi.
Takie opinie o wspomnieniach z czasów wojennej okupacji Polski Józefa Baua przeczytałam w reportażu Będziesz moim słońcem Renaty Baume. Jej bohater był tak przeciekawy, niezwykły i wymykający się wszelkim klasyfikacjom, że te dodatkowe komentarze jego osoby i napisanej książki, bardzo zachęciły mnie do sięgnięcia po źródło, z którego również czerpała autorka reportażu. Do oryginalnych myśli człowieka, który pod spisem treści powrotu do makabrycznej przeszłości dopisał odręcznie – Nie jestem odpowiedzialny za treść, podyktowało je życie. Swoją młodość określił jako okup, który zapłacił za bycie naocznym świadkiem najbardziej okrutnej epoki w dziejach narodu żydowskiego, a od siebie dodam – również uczestnikiem fabryki śmierci w roli jej ofiary. Tak barbarzyńskiej, że nie rościł sobie prawa do zmuszania kogokolwiek do uwierzenia w ekstremizm hitlerowski, skoro on sam nie dawał mu wiary.
Przemawiały za nim niepodważalne fakty.
Ku lepszemu wyobrażeniu sobie opisywanego miejsca piekła, autor załączył mapę obozu koncentracyjnego w Płaszowie, którą jako grafik wykonał na zlecenie nazistów, z zaznaczoną trasą „wycieczki”.
Czekało mnie swoiste zstąpienie do piekieł niczym w Boskiej komedii Dantego i zwiedzanie kolejnych jego kręgów. Zaczęło się od Placu Zgody 1 w krakowskim getcie, w którym mieszkał z rodziną w ciasnym, ciemnym i wilgotnym pokoju, bez światła, bez wody, bez klozetu, w rozpadającej się chałupce. Na tym samym placu, przy którym mieściła się legendarna apteka „Pod Orłem” prowadzona przez jedynego Polaka Tadeusza Pankiewicza z prawem stałego pobytu na terenie getta, a której okupacyjne dzieje poznałam w spisanych później wspomnieniach Apteka w getcie krakowskim. W miejscu, które okazało się przedsionkiem piekła, gdzie każda minuta była tragiczna i każda chwila mogła być ostatnią chwilą życia.
To stąd autor trafił do obozu koncentracyjnego w Płaszowie.
Od jego bramy głównej przy rampie szłam z autorem wytyczoną kropkami trasą. Dla mnie kropkami, a dla niego mrocznymi obrazami wyławianymi z przeszłości. Każdy z nich od momentu przyjazdu do opuszczenia był cząstką budującą obraz precyzyjnego aparatu do zagłady narodów, którego znakiem firmowym była swastyka. Próbą rekonstrukcji modelu piekła, któremu na imię Płaszów.
Zatem pierwsza kropka i pierwszy krok – stoimy przed główną bramą, zamkniętą, opuszczoną rampą.
A potem budynek i biuro komendanta obozu Amona Götha określanego przez więźniów demonem, hala pogrzebowa, koszary i baraki dla ukraińskich żołnierzy, karcer, wille niemieckich oficerów, kamieniołom, burdel dla esesmanów, apelplac, dwie sadzawki, baraki męskie, obóz kobiecy, latryna, łaźnia, magazyn ubrań zamordowanych, odwszalnia, barak policji żydowskiej, pralnia, kuchnia, szpital, krematorium i warsztaty obozowe.
Między nimi oraz w nich zdarzenia i dychotomiczne emocje.
Skrajne. Ponad siły. I przerażeni, zaszczuci ludzie – ofiary znęcania się różnego rodzaju zboczonych żołdaków o zwierzęcych skłonnościach i zatwardziałym sercu, spragnionych krwi i żądnych widoków makabrycznych. Wydawało mi się, że zobaczyła wszystko, ale – jak zapewnił autor – widzieliście niewiele, tylko jedną łzę z morza łez. Nie sposób przekazać skali destrukcji i makabry odtwarzanych obrazów, skoro sam autor napisał – Opowiadać o płaszowskim obozie koncentracyjnym to jak gdyby podjąć się niewykonalnego zadania: podnieść własnoręcznie drapacz chmur, w którym znajduje się archiwum okropności wyrządzonych narodowi żydowskiemu.
Autor swoje wspomnienia ilustrował własnymi rysunkami oraz wierszami.
To w nich oraz w dalszej części wspomnień ujął skutki traumy, gdzie wystarczył zapach wykipiałego mleka na kuchennym piecu, / aby ujrzeć niemieckie krematoria, / pożerające hurtownie miliony Żydów. Powrót do przeszłości był dla autora bardzo bolesny, ale miał świadomość, że tą formą przekazu może uratować przed zapomnieniem tego makabrycznego potwora, którego pamięć wnet może zniknąć razem z nami.
Nie przypuszczał, że z czasem znajdą się i tacy, którzy będą negować jego doświadczenia i fakt istnienia obozów koncentracyjnych.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Czas zbezczeszczenia: wspomnienia – Józef Bau, przełożył i ilustrował Józef Bau, Oficyna Wydawnicza Mireki, 2022, 288 stron, literatura izraelska.
Wystawa w Muzeum Krakowa poświęcona autorowi.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Historia, Wspomnienia powieść autobiograficzna
Dodaj komentarz