W dniu zaginięcia Ruthie meszki były wyjątkowo żarłoczne.
Nic dziwnego, bo była połowa gorącego lata 1962 roku, w którym Levis z żoną i czworgiem dzieci: Benem, Mae, Charliem i Joe wyjechali z Nowej Szkocji do Maine na zbiór borówek. Karawan śniadych robotników wraz z nimi przemieszczał się setki mil, by zarobić trochę dolarów. Miejscowi twierdzili, że Indianie są dobrymi zbieraczami borówek, ponieważ kwaśny posmak ich krwi odstrasza owady. O ile przed tym pamiętnym dniem powszechna opinia miała wydźwięk rasistowski, o tyle po zniknięciu Ruthie, jej o dwa lata starszy brat Joe, tuż przed swoją śmiercią zaczął myśleć – może faktycznie jesteśmy skwaśniali.
Zaginięcie czteroletniej Ruthie zwarzyło ich emocje od nadmiaru traumatycznego kwasu.
Joe z perspektywy czasu smutno stwierdził – Żadne z nas nie było w stanie nikogo pokochać, a przynajmniej nikogo, kto wytrzymałby z nami dłużej. Jakby ciążyła nad nami klątwa.
Piętno, od którego odbijała się radość życia.
Autorka stworzyła emocjonalną opowieść ze wspomnień dorosłych już dzieci – Joe i Ruthie, naprzemiennie opowiadających o swoich równoległych losach.
Brata, który przez całe życie obwiniał się o niedopilnowanie czteroletniej siostrzyczki. Jego perspektywa pozwalała na poznanie losów całej rodziny, a przede wszystkim zatopienie się w bolesnym cierpieniu poszczególnych jej członków. Na przyjrzenie się sposobom, dzięki którym próbowali sobie poradzić z wyrwą w sercach. Na skalę bólu i cierpienia wywołanych utratą córki i siostry, a także moc miłości leczącej trudno gojące się rany psychiczne.
Z kolei spojrzenie zaginionej siostry pozwalało na poznanie jej losów, a także emocji jej towarzyszących przez całe życie – zagubienia, dezinformacji, niedopowiedzeń, niepewności, przebłysków świadomości wprowadzających podejrzliwość, kłamstwom, ciężarowi traumy rodziców, a przede wszystkim krępującej i duszącej potędze tajemnicy kładącej się nieustannym ciężarem na sercu, umyśle i ciele. Tworzyło ono obraz dziewczynki, a potem kobiety, która próbowała zrozumieć swój rozedrgany stan psychiczny.
Z czasem te dwa naprzemiennie snute wątki zaczęły się splatać ze sobą, by doprowadzić to emocjonalnego katharsis zarówno bohaterów, jak i czytelnika.
Autorka z precyzyjną dokładnością przeprowadziła proces rozwoju stanu emocjonalnego wszystkich członków rodziny, punktując jego destrukcyjne skutki – uzależnienia, agresję czy rozpad więzi rodzinnych, by z czasem przejść do czasu zrozumienia, gojenia i wybaczania.
To opowieść pisana językiem emocji.
Przekazem uniwersalnym trafiającym w najczulsze punkty duszy, poddając jedną, bardzo ważną myśl pod rozwagę – Niektóre sekrety są tak mroczne, że lepiej, by pozostały w ukryciu.
Na pewno? – pyta autorka.
Po tej brutalnej, a zarazem ciepłej opowieści nabiera się pewności, że kłamstwo nawet w najlepszej wierze jest ostatecznie bardziej destrukcyjne niż brutalna prawda.
Przed czytaniem polecam zaopatrzyć się w chusteczki.
Zdanie pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Zbieracze borówek – Amanda Peters, przełożyła Grażyna Woźniak, Wydawnictwo Filia, 2025, 352 strony, literatura amerykańska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa
Dodaj komentarz