Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Jestem kibolem – Krzysztof Korsak

21 marca 2019

Jestem kibolem – Krzysztof Korsak
Wydawnictwo Poligraf , 2012 , 304 stron
Literatura polska

Kibol brzmi dumnie!
Wiem, co napisałam. Nie pomyliłam się. Dokładnie to miałam na myśli. Ale zanim to zrozumiałam, zanim zobaczyłam, co kryje się za tym pojęciem, zanim pozbyłam się uprzedzeń i przetasowałam swoją marną i ubogą, bo opartą na doniesieniach medialnych, wiedzę, popełniłam ogromną gafę.
A było to tak.
Rozmawiałam z chłopakiem, który dowiedział się, że kiedyś kibicowałam Pogoni Szczecin jeszcze za czasów Dariusza Dziekanowskiego. Kibic ze mnie był dorywczy, przygodny i z namowy, ale to wystarczyło, żeby pojawił się temat. Bo chłopak był kibicem tego właśnie klubu. Tak mi się na początku zdawało, że kibic, dopóki nie padło z mojej strony określenie – kibol. Pełne pogardy degradującej jego pozycję i zachowania. W odpowiedzi usłyszałam – ja jestem kibolem. Zaniemówiłam. Pojawiła się ta niezręczna cisza, którą tak dobrze podkreślał i uwypuklał główny bohater powieści Kamil znany jako Belfer – cisza, nadal cisza, długa cisza, cisza. Cisza. Ale w tej ciszy jeszcze raz, dokładniej przyjrzałam się rozmówcy. Miałam przed sobą sympatycznego, komunikatywnego, inteligentnego, kulturalnego, zadbanego i dobrze ubranego chłopaka. Nijak nie pasował mi do popularnego wizerunku „karka”. To znaczy? – przerwałam pytaniem niezręczną ciszę. I potoczyła się dyskusja, której efektem było pożyczenie mi tej książki.
Nie sięgnęłabym po nią z własnej woli i byłby to poważny błąd.
Żyłabym w niewiedzy o zjawisku, które jest coraz powszechniejsze w życiu społecznym, kierując się ignorancją wszystkowiedzącej osoby, której wystarczyła jednostronna wiedza podawana przez media. Ta wiedza nie ma nic wspólnego z tą, którą poznałam w tej publikacji. Wprawdzie to powieść wymyślona przez autora, ale oparta – jak sam zaznaczył autor – na prawdziwym życiu kiboli. I wiernie pokazuje współczesne życie kibicowskie w Polsce.
Ale początki poznawania tego środowiska nie były łatwe!
Wręcz obrzydliwe! Pomijam fakt, że musiałam przyzwyczaić się do nagminnych wulgaryzmów. Ten świat tak ma i już, dlatego nie to było dla mnie najtrudniejsze. Większą przeszkodą było towarzyszenie mężczyźnie w jego codzienności, który nie bawił się w konwenanse, a życie przyjmował i opisywał takim, jakim go widział, z dużą dawką sarkazmu i ironii. Bez ubarwień, z podkreślaniem lub dostrzeganiem raczej jego brzydoty niż urody. A ponieważ Kamil był narratorem, z którym przebywałam bez przerwy, również wtedy, gdy był sam lub w sytuacjach intymnych, musiałam przyzwyczaić się do jego fizjologii i potrzeb ciała. Szczególnie wtedy, gdy na jego horyzoncie pojawiała się kobieta lub wszystko to, co mu się z nią kojarzyło. A ponieważ kojarzyło mu się prawie wszystko, to miałam niepowtarzalną okazję pobyć w skórze mężczyzny myślącego o seksie co 5 minut. A może nawet częściej.
Sam początek powieści też nie zachęcał.
Najpierw to, co kibole lubią najbardziej czyli ustawka. Rozdział pełen adrenaliny, agresji i przemocy. A potem scena w toalecie pociągu bardzo przypominająca mi tę ze Ślepych torów Irvine’a Welsha znanej też jako Trainspotting. Pełna ekskrementów ludzkich, które stały się tematem rozmów, a nawet przedmiotem flirtu!, między Kamilem a przypadkowo poznaną dziewczyną. Brnęłam więc przez tę „kupę” kartek, która była przede mną. Wchodziłam w świat, o którym mężczyźni raczej niechętnie opowiadają kobietom, bo on nie dla nich. To samo twierdził Kamil. Bo to nie jest świat dla kobiet. – usłyszała jego dziewczyna, gdy domagała się rozmów na temat walk. Chociaż trudno mi tak nazywać kobietę, z którą uprawia się tylko seks. Czasami przez skype’a. Bardziej pasuje – sekspartnerka. Może tym bardziej chciałam go poznać? Trudno dostępne, zakazane kusi, a tutaj nadarzyła się wyjątkowa okazja. Więc chodziłam i jeździłam za Kamilem wszędzie. Po rzeczywistości pełnej kupy (delikatniej rzecz ujmując), fizjologii ciała, detalicznego seksu pornograficznego, podniecenia seksualnego, adrenaliny w żyłach, niewybrednych żartów, agresji i „łaciny podwórkowej”, mając świadomość, że to tylko tło, naturalistycznie oddane, ale tło dla bardzo ważnych informacji, jakie chciał przekazać mi autor.
Wiedzę o świecie kiboli.
Innej niż w mediach. Niedostępnej dla przeciętnego człowieka z różnych względów. Według Kamila nawet ze względów społecznych i politycznych, które uzasadnia tak: Dlaczego kibole są tak niewygodni dla rządu? No, dlaczego? Bo są jak związki zawodowe. Jak katolicy. Jak stowarzyszenia i organizacje. Są grupą! Grupą! (…) A grupą trudniej manipulować niż jednostką. Tę całą wiedzę o świecie kibicowskim autor ujął w bardzo przemyślaną formę. Opowieść Kamila miała służyć jednemu celowi – pokazać bogaty świat kiboli jako pasję. Nie hobby, ale właśnie pasję, zaspakajającą potrzebę przynależności, samorealizacji, adrenaliny, poczucia wspólnoty, dumy, siły, mocy, solidarności, męskości, przyjaźni, zrozumienia i wreszcie wyładowania się. To dlatego każdy rozdział rozpoczynała taka krótka notka:

 

To mecze były albo głównym tematem, albo przyczyną opisywanych wydarzeń, albo sensem lub odniesieniem w dyskusji. Bez nich nie miało prawa być niczego, łącznie z bohaterami. A tym samym kolejnego rozdziału. W każdym wątek był inny – ustawka, wyjazd na mecz, seks, rodzina, koledzy, praca, rozprawy sądowe, forum kibicowskie, szpital. Jednak tak poprowadzony, by z tego punktu widzenia ukazać sens i istotę pasji Kamila, historię i genezę ustawek, żargon, nastawienie społeczeństwa, problemy w pracy, w rodzinie i z prawem. A wszystko po to, bym na końcu mogła zobaczyć, że kibole to nie bandyci (chociaż nazywają siebie chuliganami), a bardzo złożone zjawisko społecznej subkultury. Nieformalnej grupy społecznej wybierającej między systemem a buntem. Posiadającej swoją wewnętrzną hierarchię, historię, kodeks postępowania, zasady walki, które w skrócie podał jeden z bohaterów – Nie kopać leżących, nie skakać po głowach i nie bić po słowie: basta. A poza tym możecie ich zajebać. Bo jak dodał inny bohater – Dla mnie chuligaństwo to nie jest walka na śmierć i życie (…). Ja to traktuję jako hobby, ale na zdrowych zasadach. Dla mnie nie ma problemu, żeby po walce iść z przeciwnikiem na piwo. Wręcz przeciwnie, bardzo chętnie pójdę i porozmawiam o klimatach. Dlatego nie chciałbym być kibicem Wisły czy Cracovii. Dla mnie to nie jest już życie kibicowskie. To jakaś patologia. Nie jara mnie pocięcie kogoś. Już nie mówiąc o zabijaniu. To właśnie na tej patologii (obecnie bojówka Cracovii jako jedyna używa w walce narzędzi) media lansują i generalizują obraz kiboli.
Można tę powieść potraktować jako swoisty przewodnik po subkulturze kiboli. Dla mnie, kobiety, społeczności brutalnej, opartej na pierwotnych potrzebach człowieka, w której walka, siła, moc i agresja stanowi o męskości jej członków. Tylko i wyłącznie w ten sposób potrafiących się odnaleźć w świecie, zbudować tożsamość i zaspokoić potrzeby. Autor przewidział każdy ewentualny kontrargument przeciwko takiej pasji, każdą odpowiedź na pytanie, które nasuwało mi się podczas czytania, a które wkładał w usta bohaterów podobnych do mnie – zwykłych, przeciętnych ludzi, nastawionych negatywnie. Posunął się nawet do skrytykowania tak myślących, ukazując ich ignorancję, bezkrytyczność, hipokryzję, a nawet głupotę. Wykorzystał do tego celu rodzinę Kamila, by przy wspólnym stole wigilijnym pokazać różnorodność postaw społecznych wobec pasji Kamila – rodziców, kuzyna, cioci, a nawet pracodawcy. I tutaj niespodzianka. Kamil nie był człowiekiem z marginesu. Był inteligentnym, oczytanym, wykształconym historykiem i nauczycielem. Stąd ksywa Belfer.
I kibolem.
Może przede wszystkim kibolem, a potem całą resztą. Autor w swoim przedstawianiu rzeczywistości ruchu kibicowskiego poszedł dalej. Wskazał wyjście z sytuacji, które zadowoliłoby i kiboli, i społeczeństwo – legalne ustawki. Może być MMA? Mogą być i legalne ustawki! Zresztą już są. Czy zastąpią te nielegalne? Nie wiadomo. To, jak pokazuje autor, dynamiczny, stale zmieniający się ruch. Inny kiedyś, inny teraz i na pewno inny będzie w przyszłości. Jaki? – czas pokaże.
I jeszcze słowo do tych bardziej wrażliwych czytelniczek, które nie daj licho, skuszą się na tę pozycję.
Jeśli sięgniecie po tę książkę, to na własne ryzyko. Ja po jej przeczytaniu miałam dość długo problemy z „odczarowaniem” świata mężczyzny. Jednak trwanie w nieświadomości jest zdrowsze.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 To tylko takie obrazy widzimy w telewizji, więc może warto zobaczyć więcej, sięgając po tę książkę?

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *