Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Wyznania socjopatki – M. E. Thomas

26 grudnia 2022

Zaczynając pisać blog o socjopatii, chciałam pomóc ludziom zrozumieć, że socjopata to naturalna odmiana człowieka.

   Następnym krokiem autorki ze zdiagnozowaną psychopatią, ale używającej w stosunku do siebie określenia socjopatka, popierając tę zamianę logicznymi argumentami, była właśnie ta publikacja. Wyjaśnia w niej rozumienie i zakres pojęcia „naturalna odmiana człowieka”. Przede wszystkim burzy pogląd na temat socjopatów i psychopatów tak powszechnie wykorzystywany w przemyśle filmowym i literaturze, pisząc – Pod tym względem moja historia może was rozczarować. Jestem raczej człowiekiem niż mitem. Nie jestem morderczynią zwierząt […] nie mam kryminalnej przeszłości ani nie mogę się poszczycić dostatecznie wstrząsającymi lub okrutnymi przejawami swojej socjopatii. To przede wszystkim ulubiony i mocno eksploatowany „straszak” reżyserów i pisarzy.

    W takim razie, na czym polega ta „naturalna odmiana człowieka”?

   Na pewno – jak zaznacza autorka – nie mamy sztywnego poczucia jaźni ani światopoglądu, nie przestrzegamy norm społecznych, nie mamy moralnego kompasu i kierujemy się płynną definicją dobra i zła. Potrafimy przechodzić metamorfozy, bywamy przekonujący i czarujący. Nie mamy ustawień domyślnych. Nie mamy niczego, co dałoby się nazwać przekonaniami. Dotyczy to, przynajmniej w pewnym stopniu, również naszej seksualności. Ta bardzo ogólna, ale skondensowana charakterystyka nie mówi nic o „kryminalnej naturze”, bo zależy ona od środowiska wychowawczego socjopaty, w którym nie chodzi o podatność, tylko o wrażliwość na dobre lub na złe bodźce – jak uważa cytowany przez autorkę badacz rozwoju dzieci Jey Belsky, a robi to często, by poprzeć swoje poglądy. Ona miała to szczęście, że wychowywała się w bezpiecznym, głęboko religijnym środowisku mormonów, w którym rodzice rozwinęli w niej umiejętność produktywnego radzenia sobie z socjopatycznymi cechami.

   Co nie oznaczało, że potulna z niej owieczka.

   Zmuszona do noszenia maski (pisze pod pseudonimem), od czasu do czasu, jak szczerze przyznaje – potrzebuję spuścić trochę pary. Więc niszczę ludzi. To nie jest nielegalne, jest trudne do udowodnienia i pozwala mi nacieszyć się władzą. Lubię czuć, że mogę to robić i że jestem w tym dobra. Tak dobra, że jest przekonana, pisząc dalej – Polubilibyście mnie, gdybyście mnie poznali. Nie mam co do tego wątpliwości.

    A jak to robi?

   Jest podobna do wampira, tyle że nie zostawia po sobie śladów „psychicznych kłów”, a destrukcję drugiego człowieka porównuje, wykorzystując skojarzenia kulinarne – To moja owsianka na śniadanie, pozwalająca mi nie umrzeć z głodu. Ale kiedy naprawdę chcę sprawić sobie przyjemność – kiedy mam chrapkę na najsmakowitszy, najbardziej dekadencki »foie gras« – wchodzę do czyjejś psyche i po cichu sieję w niej spustoszenie. A potem następuje totalna ekstaza na widok szkód.

    I to już jest bardzo niebezpieczne.

   W swojej książce, która jest rodzajem konfesyjnego pamiętnika, opisuje swoją historię pełną takich „zgliszcz” – od dorastania w nieświadomości swojej „wyjątkowości” i procesu zrozumienia siebie, własnego zachowania oraz nietypowych potrzeb, poprzez diagnozę silnie psychopatycznej osobowości, do założenia blogu SociopathWorld ze społecznością jej podobną i podobnie myślących ludzi oraz tę publikację, w której próbuje przekonać, że w mniejszym lub większym stopniu socjopatami są wszyscy ludzie. Tłumaczy również mechanizmy pozwalające żyć w ukryciu i tego powody oraz zachowania dyktowane pragmatyzmem, a nie normami moralnymi, który pomaga uniknąć więzienia i bezpiecznie wtopić się w tłum. Wyjaśnia, jak przebiega jej wewnętrzny dialog, motywacja postępowania i wyborów, by zrozumieć jej sposób myślenia, jakże odmienny od otaczających ją empatów.  Tworzy obraz bardzo pomocnej i uprzejmej wykładowczyni, którą studenci oceniają jako jedną z najlepszych dydaktyczek na uczelni. Osoby głęboko religijnej, która postępuje dobrze, chociaż nie kieruje się w tym tymi samymi motywami, co inni dobrzy ludzie. Jest przy tym po prostu człowiekiem, który od czasu do czasu zbłądzi, bo jego osobowość po prostu leży w innym obszarze zakresu ludzkiej natury. Przedstawia i charakteryzuje przy tym zespół cech pożądanych zarówno w biznesie, jak i zawodach wysokiego ryzyka – oficer, szpieg, zarządca funduszy, polityk, pilot odrzutowca, spawacz podwodny, strażak i wiele innych.

   Również w świecie przestępczym.

   W tym sensie podkreśla wyjątkowość daru, który może przynosić nieocenione korzyści lub szkody dla ludzkości. To dlatego krytykuje obowiązujący system moralny, uważając, że może prowadzić do orzeczenia o czyjejś deprawacji, nawet jeśli nie będzie to oczywiste dla tych, którzy nigdy nie ośmielili się kwestionować fundamentów swoich moralnych »uczuć« w stosunku do świata. Wiedza zgromadzona w tej książce wyposaża czytelnika w czerwoną lampkę, która ma się zapalać za każdym razem, gdy w dyskursie publicznym pojawi się sugestia – socjopaci powinni mieć wszczepiane mikroczipy, być do końca życia umieszczani w zakładach albo wysyła