Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Klatka dla niewinnych – Katarzyna Bonda

3 sierpnia 2021

Shibari.

   To sztuka erotycznego wiązania wywodząca się z Japonii. Polega na przekładaniu specjalnych sznurków służących do obezwładniania, podwieszania i unieruchamiania w praktykach BDSM, jak tłumaczył jej mistrz, jeden z bohaterów tego kryminału. Węzły są rzadkością, pełniąc tylko funkcję dźwigni. Przyjemność dostarcza odpowiednie poprowadzenie sznurków na ciele oraz przekładnie, pętelki i oploty, dzięki którym w razie niebezpieczeństwa łatwo dało się partnera wyswobodzić ze sznurków. Są takie wiązania, że robi się to jednym ruchem. Magia, mówię wam! – dodawał kolejny praktykujący tę sztukę bohater.

   Dokładnie to samo mogę powiedzieć o tym kryminale!

   Sznurki to wątki. Dużo wątków. Szorstkich, brutalnych, raniących, nasączonych krwią i ludzkimi płynami fizjologicznymi. Oplecionych wokół ofiar i żywych bohaterów. I to jakich! Prosto ze środowiska kinku i sado-maso, w które został wplątany profiler śledczy Hubert Meyer. Trochę wbrew sobie, bo lekko zaszantażowany przez swojego byłego studenta Dragana, a teraz wysoko postawionego pracownika służb więziennych, i jego matkę. Jak się okazało to zaginięcie jego siostry, a jej córki, prowadził przed laty. Bez powodzenia. Jej zabójca według Dragana miał właśnie wyjść z więzienia, do którego trafił za zupełnie inną zbrodnię – zabójstwo własnej żony przed trzynastu laty. Na przepustce miał rzekomo dokonać kolejnej, tym razem swojej teściowej. Na dodatek pomysł, by Meyer został w Warszawie i zajął się tą coraz bardziej poplątaną sprawą, w której osadzony odgrywał coraz bardziej dominującą rolę, poparła prokurator Weronika Rudy. Draganowi mógł odmówić, ale nie Weronice. Tak, tak – coś tam się działo w tym kierunku, ale pozostawiam to za zasłoną taktu.

    Meyer został i dopiero się zaczęło!

   Logiczna zabawa dla intelektualistów przedkładających rozumowanie nad pościgami i umysł nad mięśnie, bo tutaj trzeba dobrze wsłuchiwać się w rozmowy, dialogi i słowne bitwy na argumenty. Lubiących czerpać satysfakcję z rozwiązywania rebusów i kalamburów, które metaforycznie narrator plótł z precyzją mistrza shibari w formie klatki sznurkowej będącej dosłownie fabułą. Wiedziałam, że gdzieś pozostawił koniec jednego sznurka-wątku, za który wystarczyłoby lekko pociągnąć, by zagadka sama się rozwiązała. Jednak im bardziej go szukałam, tym ciaśniej otaczali mnie bohaterowie tej mrocznej historii. Bardzo charakterystyczni, a mimo to tak zakamuflowani w życiu oficjalnym i w społeczeństwie, by specyficzne potrzeby seksualne z powodzeniem realizować w środowisku BDSM, a mnie pozostawić bez szans ich zdemaskowania. Autorka podczas eksploracji i opisywania tej grupy ludzi korzystała z doświadczeń osób rzeczywistych, ale jednocześnie kontrolowała jego zakres, pisząc w podziękowaniach – ile BDSM może przeniknąć do fabuły, nie infekując człowieka. Dostrzegałam ten mądry zabieg, kiedy kilkakrotnie czułam, że jeden krok-oplot dalej i zostałaby ta granica przekroczona do przesytu i zniechęcenia.

   Umiar to cecha, którą bardzo cenię u pisarzy.

    Dodatkowo gęstniejącą atmosferę dusznych emocji wzmagały wątki-sznurki, które zaczęły krępować również i mnie, nie pozwalając na wysunięcie żadnej hipotezy. Ich bieg wiódł w tak różnych kierunkach, zahaczając również o inne, że nie miałam szansy, by uchwycić ten jeden, zbawienny koniec. Najfajniejsze było to, że sprawiało mi to tyle samo cierpienia czytelniczego w niemożności dojścia do osoby za te wszystkie sznurki pociągającej, ile przyjemności intelektualnej czerpanej z desperackich prób rozwiązania tego życiowego kalamburu. Rzeczywistej i metaforycznej klatki, w której tkwili bohaterowie powieści, a razem z nimi ja. Zanim się spostrzegłam byłam totalnie opleciona, unieruchomiona w środowisku kinku i BDSM oraz otoczona dominami, masterami, uległymi, czując każdy węzeł-sytuację, sznur-wątek, oplot-zdarzenie i przekładkę-bohatera. Tylko jedna osoba mogła mnie z niej uwolnić. Nie, nie Meyer. On sam z czasem stał się podejrzanym o kolejne i nie ostatnie zabójstwo w tej zagmatwanej historii. Był tak samo unieruchomiony, jak ja, chociaż w jego przypadku również dosłownie.

   Mam tutaj na myśli autorkę.

   Mistrzynię literackiego shibari, dominę czytelnika, która precyzyjnie i z wyczuciem splotła klatkę wokół mnie, by za jednym pociągnięciem sznurka-wątku uwolnić, zostawiając z otwartym zakończeniem co do losów Meyera tak, jak w poprzednim tomie Nikt nie musi wiedzieć. Podobno to uzależnia, a sądząc po gronie jej fanów, coś w tym jest.

   Magia!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Klatka dla niewinnych – Katarzyna Bonda, Wydawnictwo Muza, 2021, 448 strony, cykl Hubert Meyer, tom 5, literatura polska.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *