Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Kolorowe bransoletki z muliny

21 marca 2019

Kolorowe bransoletki z muliny
Wydawca Wizjoner , 24 strony
Literatura polska

Otrzymałam wyjątkowy prezent!
Tę oto bransoletkę.

Niepozorny kawałek dwukolorowej plecionki z muliny, a jednocześnie bezinteresowny i bezokazyjny wyraz sympatii nieśmiałej nastolatki. Maturzystki, dlatego obiecałam sobie, że zdejmę ją dopiero po maturze. Mam nadzieję, że zdanej! Mogłam odwdzięczyć się i odwzajemnić sympatię tylko w jeden sposób – zainteresować się pasją dziewczyny.
Wypożyczyłam sobie ten kolorowy przewodnik, by przynajmniej zorientować się, jak takie cudeńka powstają. Po przejrzeniu, nabrałam ochoty na samodzielne stworzenie własnej bransoletki. Miało być prosto i łatwo. Przewodnik zapewniał mnie, że znajdę w nim instrukcje wykonania osiemnastu wspaniałych bransoletek, od najprostszych plecionek, a kończąc na zachwycających opaskach o niepowtarzalnym splocie. Jako nowicjuszka szukałam tych najnajprostszych, a najlepiej początku początków. Chciałam poznać podstawowe węzły i supełki. I takie znalazłam w pierwszym rozdziale.
A potem było już tylko pod górkę!
Wprawdzie opis wykonania każdego rodzaju bransoletki poprzedzono informacją o ilości, długości nitek i potrzebnych kolorach, by przejść do etapów wykonywania plecionki,

to szybko okazało się, że brakuje mi podstawowej wiedzy, którą powinien zawierać wstęp. Przewodnik zachęcił mnie do stosowania oprócz muliny również sznurka, skórzanych pasków czy nawet włóczki, ale zapomniał wspomnieć o sposobach umocowania robótki, zapobiegających jej przesuwaniu się podczas pracy. Ograniczył się tylko do umieszczenia zdjęcia z potrzebnymi przyborami.

Przeznaczenia muliny i nożyczek domyśliłam się, ale agrafek, taśmy czy spinaczy już nie.
Poddałam się!
Z samodzielnego korzystania z książki, ale nie z drążenia tematu. Uznałam, że przydałby mi się instruktor. Zaproponowałam mojej nastolatce poprowadzenie warsztatów z rolą instruktorki z wykorzystaniem tej publikacji.

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę!
To, czego nie ujął przewodnik, szczegółowo i powoli dopowiadała i wyjaśniała instruktorka. Pokazała niezbędną pętelkę jako początek robótki, dużo bardziej praktyczny niż węzełek proponowany w książce. Pokazała sposoby mocowania plecionki, opisując zalety i wady każdego z nich i przeznaczenie przyborów ze zdjęcia w książce. Zdecydowaliśmy się (byli również chłopcy!) na najbardziej praktyczny, ten z agrafkami. Z takim podwójnym wsparciem odważyłam się wybrać z przewodnika wzór bransoletki pasiastej. Nie ja jedna. Miała więcej zwolenników, bo była najprostsza do zrobienia, nie wliczając splotu warkoczowego.

A mimo to, nie było łatwo!
Bardzo myliłam kolejność nitek. Zdarzało się, że rozplątywałam plecionkę, by zacząć od nowa. Nie skupiałam się na niej, często przerywając pracę i gubiąc wątek. Plecenie, przynajmniej na początku, wymaga koncentracji i cierpliwości, by śledzić kolejność ruchów. Podzielność uwagi osiągają mistrzowie w tej dziedzinie. Dlatego moje dzieło nie wyszło równe i estetyczne, ale, jak na pierwszy raz, jestem bardzo zadowolona.

Doszłam do wniosku, że dla początkującej osoby o miernych zdolnościach plastycznych i manualnych najlepszy jest tandem – przewodnik plus instruktor. W tym układzie książka była bardzo pomocna i inspirująca. Szkoda tylko, że jest również klasycznym przykładem niechlujstwa wydawniczego. Nie posiada absolutnie żadnego aparatu informacyjnego oprócz nazwy wydawcy-widma.
Nie lubię anonimowości w publikacjach książkowych.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Można posłużyć się również filmikami. Spośród wielu, wybrałam najbardziej przejrzysty.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *