Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Gdzie jesteś, Bernadette? – Maria Semple

31 lipca 2019

Gdzie jesteś, Bernadette? – Maria Semple

Przełożył Maciej Potulny

Wydawnictwo W.A.B. , 2019 , 368 stron , wydanie 2

Literatura amerykańska

   Do diabła, nie sposób precyzyjnie określić, kim naprawdę była – architektem, artystką z pogranicza sztuki, zwykłą kobietą, która lubiła robótki ręczne, czy legendarnym kloszardem.

   Tak zastanawiał się jeden z bohaterów powieści nad osobowością głównej bohaterki – Bernadette. Nikt tak naprawdę nie znał jej. Nawet najbliżsi – mąż Elgie i piętnastoletnia córka Bee. Kiedy nagle zniknęła z ich życia, pojawiło się mnóstwo pytań, z których najważniejszym było – gdzie ona jest? Właściwie o jej zniknięciu dowiedziałam się w połowie opowieści. Wydawałoby się, że zdradzanie tego faktu już na początku mojego opisu (podobnie uczynił to wydawca, pozwalając na umieszczenie tej informacji w blurbie) psuje przyjemność czytania.

   Nic z tego!

   Czułam ją od początku opisu losu kobiety, ponieważ jego forma uczyniła mnie mimowolnie bardzo zaangażowanym intelektualnie detektywem. Z każdym przełożeniem strony otrzymywałam inny rodzaj dokumentu opisujący rzeczywistość, w której funkcjonowała Bernadette – mejle, korespondencję odręczną, notatki, rachunki, powiadomienia urzędowe, artykuły prasowe, sprawozdania, wpisy blogowe, informatory i kartki okolicznościowe. To z nich dowiadywałam się o faktach i zdarzeniach teraźniejszych i z przeszłości, które łącząc ze sobą, tworzyły obraz aspołecznej, zagubionej, rozczarowanej ludźmi kobiety i jej motywów ucieczki od społeczeństwa, środowiska, rodziny i wreszcie siebie. Od dotychczasowego życia i jego problemów.

   Kobieta znalazła jeden patent na ich rozwiązanie – ucieczkę.

   Pozornie zniknięcie Bernadette było tylko pretekstem do odpowiedzi na proste, tytułowe pytanie, które zamieniło się w przygodę życia dla Bee i jej ojca. Najważniejsza była jednak refleksja nad ich dotychczasowym życiem. Nastolatka postanowiła na podstawie zebranych dokumentów stworzyć opowieść o mamie, by pokazać całą prawdę na jej temat. Zburzyć wypaczony, niepochlebny, krzywdzący mit krążący w lokalnym środowisku. Efektem jej pracy była ta oto powieść, w której przyjęła rolę narratorki wyjaśniającej od czasu do czasu swój punkt widzenia opisywanych przez innych wydarzeń prowadzących do katastrofy. Sprowadziła wielowymiarowość subiektywnych spojrzeń do jednego, pełnego, obiektywnego profilu matki.

   To ja byłam jego odbiorcą, świadkiem tworzenia, sędzią, a przede wszystkim uczniem.

   Miałam nauczyć się, że każdy z nas jest inny i różnie patrzy na te same zagadnienia, odmiennie je interpretując. Zrozumieć, że rodzi to wiele nieporozumień i konfliktów, w których jedni są agresywni, inni pasywni, a dialog i empatia to podstawa sukcesu w procesie socjalizacji dla dobra społeczeństwa, rodziny i szczęścia osobistego. Tak trudne zagadnienia autorka potrafiła wyjaśnić w sposób niezwykle atrakcyjny, interaktywny, humorystyczny i emocjonalny. Zmusiła do zaangażowania intelektualnego, przełamania schematów i odrzucenia uprzedzeń, które dla osób wrażliwych są kwestią – żyć z ludźmi czy obok nich?

   To opowieść o nas samych.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gdzie jesteś, Bernadette? [Maria Semple]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powieść doczekała się ekranizacji, a premiera filmu w kinach już wkrótce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Bękarty z Pizzofalcone – Maurizio de Giovanni

28 lipca 2019

Bękarty z Pizzofalcone – Maurizio de Giovanni

Przełożył Paweł Bravo

Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2019 , 384 strony

Seria Bękarty z Pizzofalcone ; Część 2

Literatura włoska

   Zbieranina „zgniłych jabłek” z innych komisariatów.

   Złośliwie rzecz ujmując według Romano, jednego z tych „zgniłych jabłek” – Jakby się urwali ze składu zepsutych rzeczy. Policyjny śmietnik, nic więcej. Jeden podejrzany o kontakty z mafią. Młody koleś z protekcją, który udaje policjanta. Psychopatka z fiołem na punkcie broni. Spokojna gospodyni domowa. Stary pies, który w każdym samobójstwie widzi ślady zabójstwa. A do tego komisarz z tym swoim udawanym entuzjazmem akwizytora odkurzaczy. Jakim cudem sie znalazł wśród nich? Dlaczego trafił do tego szamba?

   No właśnie, dlaczego?

   Dlatego, że ich dotychczasowi przełożeni skorzystali z okazji pozbycia się najbardziej niewygodnych podwładnych. Na swój sposób ekscentrycznych i „wybrakowanych”. Ta zbieranina przypadkowych funkcjonariuszy oddelegowanych do Pizzofalcone, jednego z najstarszych komisariatów w Neapolu, miała odbudować zaufanie mieszkańców dzielnicy, utracone przez skorumpowanych poprzedników. Wydawałoby się, że tak trudna i odpowiedzialna misja z góry została skazana na niepowodzenie, a komisariat na likwidację. Zanim zaczęli działać, już o nich mówiono z pogardą – bękarty z Pizzofalcone.

   Wśród nich znalazł się Giuseppe Lojacono.

   Inspektor znany z pierwszej części Metody Krokodyla, którego odniesiony sukces w śledztwie okazał się wadą skazującą go na banicję i wyrzutków z innych komisariatów. Losy pierwszego śledztwa rozwiązującego zagadkę morderstwa żony miejscowego notariusza miały zadecydować o ich zawodowej przyszłości.

   Autor wykorzystując znanego bohatera z wcześniejszej powieści kryminalnej, stworzył nową historię z bardzo ciekawymi bohaterami. O ich prawdziwej osobowości, życiu osobistym i intymnym, zaletach i wadach, a także drugiej, ukrywanej przez nich prawdzie, będącej przyczyną „wygnania”, dowiadywałam się powoli. Mimo że Giuseppe był postacią wiodącą, autor nie zapomniał o pozostałych osobach z zespołu, tworząc wokół nich otoczkę nieprzewidywalności i tajemnicy. Odsłaniał ją powoli, by zaskoczyć złamanym schematem lub zburzyć uprzedzenie. Z czasem wady okazywały się zaletami, a ekscentryczność przydatną cechą w śledztwie, które ułatwiały prowadzenie dochodzenia. Początkowe animozje zaczynały zanikać na rzecz wzajemnego poznania się, zrozumienia, a nawet delikatnie zawiązującej się sympatii, przekładające się na efektywność pracy zespołu. Pejoratywne znaczenie „bękartów” zaczęło zamieniać się na jednoznacznie pozytywną nazwę zgranej drużyny, dumnie brzmiącej – Bękarty z Pizzofalcone.

   Śledzenie tego procesu integracji było równie ciekawe i intrygujące, jak samo skomplikowane dochodzenie.

   Miałam wrażenie przedsmaku tego, co czeka mnie w kolejnych częściach cyklu o inspektorze Lojacono.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Na podstawie cyklu powstał serial. W tym fragmencie zobaczyłam całą drużynę „bękartów”.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Milion nowych chwil – Katherine Center

26 lipca 2019

Milion nowych chwil – Katherine Center

Przełożyła Anna Rajca-Salata

Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2019 , 416 stron

Literatura amerykańska

   Ciężka historia lekko podana.

   Aż chciałoby się powiedzieć, że taka wakacyjna, letnia, urlopowa. Dla mnie jednak to opowieść na każdy czas, a zwłaszcza na czas mroczny, beznadziejny, trudny i smutny.

   Niesie w sobie światło.

   Chociaż początkowo trudno było mi je dostrzec, a urodzeni pesymiści nigdy go w niej nie zobaczą, bo nie ma tu jednego, cudownego, życzeniowego zakończenia. Jeśli jednak zastosuje się zasadę – jeżeli nie wiesz, co zrobić dla siebie, zrób coś dla innych, która jak mantra przewijała się na kartach tej książki, a którą zaczęła realizować główna bohaterka Margaret, to można odnaleźć szczęście pośrednio. Dziewczyna wprawdzie dla siebie uczynić nie mogła już nic, skoro wypadek lotniczy zniszczył jej dotychczasowe, udane życie – straciła narzeczonego, pracę i sprawność fizyczną skazującą ją na wózek inwalidzki, to pozostało jej skupić się na innych. Mających podobnie lub nawet gorzej. Ten wątek, bardzo optymistyczny i terapeutyczny prowadził do jednego wniosku – z kawałków roztrzaskanego życia można ułożyć inne, nowe. Na tym chyba polega sztuka – na przekształcaniu czegoś z tego, czym było, w to, czym może się stać.

   Ale żeby nie było za słodko!

   Autorka wplotła w poszukiwanie przez Margaret nowego sposobu na życie wątek romansowy. Trudny, zakazany, ukazujący potraumatyczne pułapki emocjonalne czekające nie tylko na Margaret, ale również na jej wybranka. Wolno i delikatnie rozwijający się na tle problemów rodzinnych i ukrywanej przez matkę bohaterki tajemnicy, tworzyły dynamiczne tło dla rozterek i przemyśleń podanych z dystansem i humorem przez osobę, która w ciągu roku od okaleczającego ją wypadku przeszła wszystkie etapy traumy, by zrozumieć, że tyle jesteśmy w stanie zrobić: znosić smutki, gdy musimy, i rozkoszować się radością, kiedy możemy. To od nas zależy, który rodzaj szczęśliwego zakończenia wybierzemy.

   Niekoniecznie cudowny.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Milion nowych chwil [Katherine Center]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Drogi Osamo – Chris Cleave

23 lipca 2019

Drogi Osamo – Chris Cleave

Przełożył Robert P. Lipski

Wydawnictwo G + J Książki , 2006 , 284 strony

Seria Demony

Literatura angielska

   Bałam się tej powieści.

   Czytałam z tej serii Milion małych kawałków James’a Freya i do dzisiaj czuję w sobie zawarty w niej ból. Sama nazwa serii – Demony mówi już wiele. Jednak powieść była tak dobra, że kupiłam kolejną z tego cyklu, chociaż na jej przeczytanie odważyłam się dopiero teraz, po kilku latach i o te kilka lat za późno.

   Ze względu na tematykę – terroryzm.

   Już jej pojawienie się na rynku wydawniczym 7 lipca 2005 roku było tragicznym zbiegiem okoliczności. W dniu zamachów terrorystycznych w londyńskim metrze. Na dodatek została oceniona przez krytyków jako najbardziej bulwersująca książka roku.

   Pod tym właśnie kątem zaczęłam ją czytać.

   Jej główna bohaterka, mieszkanka Londynu, której imienia nigdy nie poznałam, doznała stresu traumatycznego na wieść o śmierci swojego męża i czteroletniego synka. Jej chłopcy, jak o nich mówiła, wybrali się na stadion kibicować drużynie Arsenalu w rozgrywkach piłki nożnej. Znaleźli się na nim w momencie wysadzenia go przez Al-Kaidę. Kobieta postanowiła napisać list do jej przywódcy, Osamy bin Ladena. Słowami Drogi Osamo…rozpoczęła konfesyjną opowieść o sobie, swojej rodzinie, o samym zamachu oraz życiu przed i po nim. O traumie, której płomienie wypalają cię od środka a hałas nie cichnie nigdy. Możesz przyciskać z całej siły dłonie ale i tak nie zdołasz go zagłuszyć. Ogień będzie szalał z niewiarygodnym rykiem i wściekłością. A najdziwniejsze jest to że ludzie siedzący obok ciebie w autobusie czy pociągu w ogóle niczego nie słyszą. Opowieść pełna skrajnych emocji nie miała jednak w sobie niczego ckliwego. Była za to prosta gospodyni domowa, zdradzająca żona, wprawdzie wygadana trzydziestolatka, ale niemająca pojęcia o znakach interpunkcyjnych, której Osama odebrał męża i dziecko. Kobieta, która próbowała zrozumieć swojego oprawcę, a odkryła przypadkowo, że winnych zamachu jest więcej.

   Okazali się nimi jej rodacy – decydenci.

   Wczytując się dobrze w jej list, można usłyszeć krytykę pod adresem brytyjskiego rządu przedkładającego polityczne cele nad życie ludzi. Rodziny królewskiej, która okazała się bezsilną w momencie zagrożenia. Rodaków, którzy w obliczu nieszczęścia nadal walczyli między sobą kierowani wzajemną nienawiścią i egoizmem. W ostateczności bohaterka dochodzi do jednego wniosku – Cóż Osamo niekiedy tak sobie myślę że zasłużyliśmy na to co nam zrobiłeś.

   Najsmutniejsze był to, że cały ten żal, rozczarowanie politykami i ludźmi, autor przelał na mnie i chcąc, nie chcąc, powoli zaczynałam przechodzić na stronę ofiary i kata. Głos jednej osoby stał się spojrzeniem ogólniejszym na kondycję psychiczną i moralną ludzkości, próbującej zatrzymać machinę nienawiści poprzez ukazanie wyrwy w swoim sercu, o której ostre krawędzie miał poharatać sobie palce nie tylko Osama, ale każdy czytający jej słowa.

   Głos matki, która chciała tylko kochać swojego synka i dla której miłość była naturalniejszym uczuciem niż nienawiść.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Na podstawie książki powstał film.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Niewidzialne życie – Martha Batalha

20 lipca 2019

Niewidzialne życie – Martha Batalha

Przełożyła Katarzyna Mojkowska

Warszawskie Wydawnictwo Literacie Muza , 2019 , 254 stron

Literatura brazylijska

   Postacie Erídice i Guidy są wzorowane na moich i waszych babkach.

  Tymi słowami zakończyła autorka kilka wstępnych słów skierowanych bezpośrednio do czytelników. I faktycznie coś w tym było, bo opowieść o dwóch siostrach brzmiała, jak rodzinna, dramatyczna, trochę ironicznie podana historia z przeciekawymi postaciami, a ja byłam jej kolejnym, wsłuchującym się w nią pokoleniem. Brzmiała również, jak przekaz o roli kobiet w Rio de Janeiro w czasach Nowej Republiki na przełomie XIX i XX wieku.

   O życiach istniejących, ale niewidzialnych.

   Kobiet takich, jak Erídice i Guida, które pomimo wyboru zupełnie różnych dróg życia (pierwsza wyszła za mąż zgodnie z wolą rodziców, a druga uciekła z domu, kierując się własnymi wyborami), tak naprawdę nie osiągnęły szczęścia bycia sobą. Nie zrealizowały własnych pragnień, potrzeb, pasji i marzeń. Uważnie przyglądając się ich historii, można pod jej grubą warstwą wątków i zdarzeń, dostrzec jej niewidzialną warstwę – kobietę o wielu możliwościach.

   Niewykorzystanych!

   Uwięzioną w patriarchalnej rodzinie, w której musiała tłumić swoje ambicje i być wzorową panną. Taką, która nie podnosi głosu ani nie nosi zbyt krótkich sukienek. Taką, która ma marzenia, ale zgodne z marzeniami rodziców. Taką, która mówi tylko: „Tak, proszę pani, nie, proszę pana”, nie zdając sobie nawet pytania, dlaczego tak, a dlaczego nie. Zamkniętą w pułapce małżeństwa, w którym dobra żona nie dorabia sobie na boku. Dobra żona widzi tylko męża i dzieci. Uwięzioną w środowisku, które mówi, że szczęście społeczności jest możliwe tylko wówczas, kiedy wszyscy w tej grupie są do siebie podobni w zakresie kont bankowych i aspiracji. Wreszcie zniewoloną we własnym umyśle, który nakazywał jej spełniać rolę dobrej córki, żony i sąsiadki, nawet jeśli te wzorce były wbrew jej uczuciom i woli. Początkowo mogłoby się wydawać, że to opowieść o tylko podległej kobiecie normom społeczno-kulturowym, ale tak naprawdę to również (a może przede wszystkim) opowieść o kobiecie, którą mogła się stać.

   O wszystkich kobietach niewidzialnych.

   Tych, które mogły być kimś innym niż tylko więźniarkami we własnych domach. Zakładniczkami rodzin i tradycji. Autorka umiejscawiając losy sióstr, ich krewnych i sąsiadek w określonej historycznie rzeczywistości brazylijskiego miasta, nadała tej historii uniwersalności i ponadczasowości, a tym samym rysów prawdopodobieństwa, przywołując całe pokolenia kobiet być może wybitnych, być może uzdolnionych, a może ambitnych, którym nigdy nie było dane zrealizować się i spełnić się w jakikolwiek inny sposób niż akceptowany przez sztywny gorset tradycji i norm społecznych.

   Ile było tych wybitnych, niewidzialnych żyć i ile straciliśmy dziennikarek, pisarek, lekarek, prawniczek, artystek czy uczonych, tego już się nie dowiemy.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Niewidzialne życie [Martha Batalha]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , ,

Mroczne szepty – Jo Macgregor

17 lipca 2019

Mroczne szepty – Jo Macgregor

Przełożył Grzegorz Gołębski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 324 strony

Literatura amerykańska

   Symetryczna plama krwi na okładce sugerowała dwie intrygujące rzeczy.

   Po pierwsze akcja thrillera będzie rozgrywała się w gabinecie psychologicznym, bo przypominała rysunki testu projektującego Rorschacha stosowanego przez psychologów w diagnozie klinicznej, a autorka, poza pisaniem powieści, pracuje jako psycholog doradczy, zajmując się ofiarami przestępstw i traumy. Jednak tą drugą, bardziej istotną rzeczą była idealna symetria graficznej plamy. Zanim jednak główna bohaterka, młoda psycholog Megan Wright to odkryła, była przekonana, że stosowane przez nią metody leczenia psychiki jej pacjentów były na tyle wystarczające, by ich skutecznie zdiagnozować, a potem pomóc wyjść z traumy. Przez długi czas nie zorientowała się, że jednym z nich był lekarz. Ginekolog z kliniki, w której pracowała. Psychopata, który skrzywdził jej inną pacjentkę Altę, okaleczając jej genitalia. Prywatne śledztwo, którego się podjęła, prowadziła metodami nieakceptowanymi przez sąd, często łamiąc prawo, by zdobyć potrzebne informacje. Dodatkowo tajemnica terapii utrudniała oficjalne wniesienia oskarżenia. A było o co obwiniać, ponieważ okazało się, że Alta nie była jedyną ofiarą ginekologa-psychopaty. Megan musiała wykazać się umiejętnością przewidywania i wiedzą psychologiczną, by nie tylko pomóc innym kobietom, ale samej uciec spod rzeźnickiego skalpela oprawcy kobiet.

   Autorka umiejętnie budowała napięcie, które rosło w miarę pojawiania się nowych bohaterów, wnoszących coraz więcej emocji do akcji oraz informacji niespodziewanie zmieniających kierunki rozwijanych wątków. Czasami okazujących się złudnymi, chociaż prawdziwymi. Nie ukrywała jednak tożsamości doktora przede mną oraz jego motywacji naprawiania „niedoskonałości” ciał pacjentek, a tym samym świata pełnego brzydoty, felerów i asymetrii. Wplotła jego narrację, by pokazać przyczyny kształtujące osobowość psychopatyczną, odkrywając myśli i przywołując jego wspomnienia z dzieciństwa. Uzupełniając je informacjami na temat zasad wychowania, mającymi decydujący wpływ na kształtowanie się osobowości dziecka, a potem dorosłego, pokazała, jak bardzo dzieciństwo determinuje dorastanie. Jakie skutki powoduje zaprzeczanie emocjom dziecka i ich skuteczne tłumienie. Jak potężną moc budowania lub destrukcji mają słowa kierowane do dziecka. Nie bez powodu autorka mottem tej historii uczyniła myśl znanego psychoanalityka.

To o tym najgłębszym, patologicznym smutku jest ta opowieść.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Mroczne szepty [Joanne MacGregor]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Tak to już jest – Laurie Frankel

15 lipca 2019

Tak to już jest – Laurie Frankel

Przełożył Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 464 stron

Literatura amerykańska

   Rosie pragnęła dziewczynki.

   Może dlatego, że miała już czterech chłopców, a może dlatego, że chciała sobie zrekompensować śmierć ukochanej siostry w wieku dziecięcym. Zaczarowywała rzeczywistość, robiąc wszystko to, co nakazywała kobieca tradycja ustna, by pomóc naturze sprowadzić ją na świat. Mimo że była lekarką o bardzo racjonalnym podejściu do życia, ustawiła łóżko ze wschodu na zachód, karmiła męża łososiem, czerwonym mięsem i słonymi przekąskami, kładła drewnianą łyżkę pod łóżko i stosowała pozycję misjonarską w seksie uprawianym koniecznie popołudniami. Zalecane powstrzymywanie się od orgazmów uznała jednak za nadgorliwość w dążeniu do poczęcia dziewczynki. Wszystko na próżno.

   Urodziła Claude’a.

   Chłopca, który w wieku kilku lat powiedział, że w dorosłości chce zostać dziewczynką. Za tym wyznaniem pojawiły się prośby o sukienki, spinki we włosach i dziewczęcy ubiór noszony na co dzień. Rosie i jej mąż Penn okazali się rodzicami, o jakich marzy każde transgenderowe dziecko – wzorcowymi w postępowaniu z tak nietypową pociechą. Akceptowali, rozumieli, wspierali, pomagali, kierowali, wyjaśniali, tłumaczyli i pozwalali Claude’owi być Poppy. A mimo to ścieżka życia ich dziecka i rodziny okazała się bardzo trudna i pełna cierpienia.

   Autorka budując nietypową rodzinę z punktu widzenia społeczno-kulturowego, pokazała, że idealni rodzice dziecka z dysforią płciową, które staje się queer, to nie wszystko, czego potrzeba, by było sobą. Realizowało się, spełniało i było po prostu szczęśliwe. Ukazując ich otwartą postawę rodzicielską, nieukrywającą tożsamości dziecka, pokazała, że problem leży w braku akceptacji dla odmienności na zewnątrz, w społeczeństwie. Zmieniając tę postawę na ukrywającą tajemnicę rodziny w nowym miejscu zamieszkania, tylko ten problem pogłębili. Żadne z tych postępowań nie okazało się dobrym, bo najlepszym rozwiązaniem było stawić czoło obowiązującym normom kulturowym w środowisku. Rola rodziców miała ograniczać się do wsparcia dla dorastającego dziecka i nauczenia, jak żyć w zastanym świecie, pozostając szczęśliwym. Nie demonizowała jednak ogromu ciężaru rodzicielskiego trudu, pokazując go jako czas zaczarowany, bajkowy, tyle że upływającym w realnym świecie. Magią, ale bez czarodziejskiego pyłu i zaklęć.Do zrozumienia tego aspektu wychowania wprowadziła narrację bajkową prowadzoną przez Penna, który będąc zawodowym pisarzem, uczynił z rytuału wieczornego opowiadania dzieciom jednej i tej samej historii tradycję tworzenia baśni odzwierciadlającej dzieje ich rodziny, napotykanych problemów i metod ich rozwiązywania. Każdy mógł ją budować, dodając postacie i wątki oraz zakończyć dowolną puentą. W ten sposób autorka ukryła w fabule i jednocześnie przekazała jedną z najważniejszych zasad pedagogiki – probabilizm.    

   Nieprzewidywalność ostatecznego efektu wychowania.

   Nikt nie może zagwarantować pewności realizacji z góry założonego celu, ale może zrobić wszystko, by ułatwić dziecku próby jego osiągnięcia. Rodzice mają być ambasadorami jego potrzeb w rozwoju utrudnionym przez restrykcyjne normy kulturowe. To trudne nie tylko dla dziecka, ale również dla rodziców. Ten lęk, rozdarcie, niepewność, rozpaczliwe poszukiwanie możliwości, pojawiające się naprzemiennie z miłością, troską, dumą, radością i chwilami szczęścia, autorka potrafiła idealnie pokazać, ponieważ sama jest matką transgenderowego dziecka. Zaprzeczyła jednak w słowie od autora, że powieść ma cokolwiek wspólnego z jej życiem osobistym. Mimo to emocje są te same i to w nich kryje się prawda o rodzinach z dzieckiem transgenderowym. Widać to w kolejnym zdaniu – Jestem niesamowicie dumna z mojego dziecka, ale truchleję na myśl o tym, jak ludzie będą się do niego odnosić – dziś, za rok i na każdym etapie krętej drogi jego życia.

To jest najważniejsza prawda, którą udało się jej bardzo emocjonalnie pokazać w tej powieści.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przeczytaj fragment

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , ,

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

13 lipca 2019

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

Przełożyli Karolina M. Wielgat , Gwidon Kuśmierek

Wydawca Stowarzyszenie Europa Przyszłości , 2013 , 506 stron

Literatura angielska

   Obecnie uważam się za świeckiego humanistę, dla którego wszystkie religie są urojeniami chorych ludzi, w sposób oczywisty nieprawdziwymi i szkodliwymi.

   Już to zdanie autora umieszczone we wstępie jednoznacznie określało zawartość publikacji. Wyraźnie sugerowało o opisie drogi od wychowania w muzułmańskiej rodzinie, poprzez zwątpienie, potem poszukiwanie odpowiedzi po stanie się sceptykiem, a potem krytykiem religii nie tylko muzułmańskiej, ale religii w ogóle.

   Każdej.

   I jeśli nawet napis umieszczony u dołu strony tytułowej brzmi:

To ostrzegałabym jego zwolenników. Autor wykorzystał islam tylko jako przykład, bo był w nim wychowywany i dobrze go znał, a tak naprawdę powoływał się również na judaizm i chrześcijaństwo. Dostarczał argumentów tylko i wyłącznie ateistom, posuwając się w swoich rozważaniach do poglądów skrajnie radykalnych w negacji wiary, Boga i jego wszystkich proroków. Poddawał w wątpliwość historyczne istnienie Abrahama, Jezusa i Mahometa, sugerując legendarne ich pochodzenie tak, jak Herkulesa. A to tylko jeden przykład z wielu „bluźnierczych” poglądów. Swoje negujące rozważania krytyczne popierał licznymi poglądami, opiniami, koncepcjami, wywodami znanych badaczy filozofii, teologii i nauki (Stephen Hawking, Richard Dawkins). Głównie opozycyjnie nastawionych do religii jako takiej. Czynił to świadomie, ponieważ chciał dostarczyć jak najwięcej argumentów w odpowiedzi na swoje tytułowe pytanie, a raczej tezę. Swoją polemikę uczynił bardzo skrupulatną i szczegółową, zaczynając od historii islamu, jego zasad i dogmatów, proroka Mahometa, opisu Koranu na roli islamu na Zachodzie skończywszy. Rozważania rozszerzał na judaizm i chrześcijaństwo, jako religię jednej wiary w tego samego Boga.

   Nie przekonał mnie jednak.

   Dla osoby niezorientowanej treść publikacji może wydawać się bardzo merytoryczna i obiektywna. Przekonywać ogromem zgromadzonego materiału źródłowego i częstymi cytatami z Biblii i Koranu. Stworzeniem przestrzeni dla polemiki wielu głosów, która sprawiała pozytywne wrażenie rozmachem i wynikającymi z niej wnioskami. Jednak wiele z tych myśli było dla mnie nielogicznych, a nawet kłamliwych. Zgodzę się, że można zaprzeczać istnieniu Boga, bo to jest kwestia wiary, a nie rozumu. Nie przeszkadzało to jednak autorowi stosować metod rozumowych do udowadniania kwestii z natury duchowych, wymykających się racjonalnej nauce. To z ich pomocą dostarczył konkretnych dowodów na nieistnienie historyczne Jezusa. Często zaprzeczał faktom i ich prawdziwości, by bez skrupułów powoływać się na ten „fałsz” w swoich udowadnianych wywodach. Był bardzo niekonsekwentny i wybiórczy, gdy chciał osiągnąć swój cel. Czasami uogólniał swoje twierdzenia, pomijając istotne szczegóły, mające wpływ na logikę rozumowania, a tym samym obiektywność wniosków. Nie mówiąc całej prawdy, operował półprawdami i niedopowiedzeniami. Nie podobało mi się ich forsowanie w celu udowodnienia własnych tez. A wszystko to po to, by dojść do jednego wniosku – religia to samo zło naszego świata, które zawiera w cytowanej myśli Gore Vidala – Z barbarzyńskiego tekstu epoki brązu zwanego Starym Testamentem rozwinęły się trzy antyludzkie religie – judaizm, chrześcijaństwo i islam. Główna i największa przyczyna wojen, ludobójstwa, zbrodni, wyzysku, niewolnictwa i przemocy. Nie dopuszczał myśli, że religia jest dobra, tylko ludzie ją wypaczają, cytując myśl Winwooda Reade’a – Wszyscy, którzy choć trochę poznali naturę ludzką, wiedzą jedno: człowiek głęboko religijny często jest bardzo złym człowiekiem.

   Wbrew pozorom to bardzo emocjonalna pozycja.  

   Z mocnymi epitetami i określeniami opisywanych zjawisk lub postaci. Autor pisząc tę publikację, stworzył dwugłos do innej krytycznej pozycji Dlaczego nie jestem chrześcijaninem Bertranda Russella, w której wyjaśnił swój ateizm, dokładnie tak, jak Ibn Warraq, chociaż w dużo skromniejszej formie – krótkim eseju. Rożnica polega na tym, że Bertrand Russell i jego dorobek filozoficzny cieszy się do dzisiaj poważaniem, a autor musiał opuścić rodzinny Pakistan i ukrywać się pod pseudonimem nawiązującym do krytyka islamu z IX wieku Muhammada al Warraqa, bo ośmielił się skrytykować islam.

   W tym momencie przyznaję mu rację.

   Ma prawo do krytyki, jak sam napisał – do krytykowania islamu w całej rozciągłości – mam prawo bluźnić, popełniać błędy, ironizować i drwić. Dlaczego w tej myśli odniósł się tylko islamu? Ponieważ to jedyna religia, której krytykować nie wolno. Karana jest fatwą, a nawet śmiercią. A to właśnie jej brak, jest główną przyczyną problemów z islamem i muzułmanami. Autor przywołuje wiele postaci-męczenników w obronie prawa do krytyki, z których współcześnie najbardziej znaną jest Salman Rushdie z wyrokiem śmierci za napisanie Szatańskich wersetów. Dlatego nie mogę napisać, że ta pozycja jest tylko religijnym coming outem autora, ale również relacją o kurczeniu się kultury religijnej, o powszechnym dostępie do wiedzy, a także o braku możliwości ucieczki od kultury humanistycznej, która przetrwa wszelkie możliwe formy religii w XXI wieku. – jak podsumował pozycję w przedmowie R. Joseph Hoffmann. Odważny głos przełamujący tabu milczenia, krytyki islamu i poprawności politycznej, pozwalający zrozumieć walkę między działaczami praw człowieka broniącymi wartości demokracji a zwolennikami wielokulturowości.

Kropla wiedzy zza zielonej kurtyny niezbędna do konstruktywnej, pełnej dyskusji krytycznej wszystkich opcji światopoglądowych na temat religii .

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,