Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

P.S. Kocham Cię na zawsze – Cecelia Ahern

13 października 2019

P.S. Kocham Cię na zawsze – Cecelia Ahern

Przełożyli Anna Krochmal , Robert Kędzierski

Wydawnictwo Akurat , 2019 , 448 stron

Dylogia P.S. Kocham Cię ; Część 2

Literatura irlandzka

   Wzruszyłam się!

   Takim wzruszeniem oczyszczającym, wyjaśniającym, tłumaczącym i uspakajającym, mimo że powieść cały czas krążyła wokół choroby,  bólu rozstania i śmierci. Czytający pierwszą część P.S. Kocham Cię o przepięknej historii miłości Holly i Gerry’ego i oczekujący podobnych emocji, nie zawiodą się. Mogą być jedynie zaskoczeni zupełnie innym ich źródłem. Raczej pochodzącym z zewnątrz. Z otoczenia głównej bohaterki, chociaż w jej nowym związku z Gabrielem pojawiało się mnóstwo retrospekcji nawiązujących do ciepłych, nostalgicznych chwil z Gerrym.

   Sprawili to nowi przyjaciele Holly.

   Początkowo byli tylko natrętnymi, obcymi osobami, które chciały powielić pomysł Gerry’ego, zakładając Klub P.S. Kocham Cię. Holly nie miała ochoty uczestniczyć w spotkaniach jej członków. Odmawiała pomocy. Nie chciała wracać do przeszłości. Była przekonana, że to już zamknięty rozdział, a powroty byłyby dla niej wyczerpujące i bolesne.

   Los zadecydował za nią.

   Mimowolnie została zaangażowana w życie ludzi chorych, z którego później nie potrafiła się już wycofać. Początkowa niechęć z czasem przerodziła się  w przekonanie, że tak naprawdę pomaga nie tylko innym, ale pośrednio również sobie. Dzięki obserwacji zachowań nowych przyjaciół mogła prześledzić drogę odchodzenia Gerry’ego i uczucia, które mu towarzyszyły. Do tej pory skupiała się tylko na sobie, na swoim bólu, na swojej żałobie. Teraz miała niepowtarzalną okazję „zobaczyć” w tej roli ukochanego męża. Znaleźć miejsce, w którym mogła bez obaw rozmawiać o Gerrym i znowu poczuć jego bliskość. Odpowiedzieć sobie na mnóstwo pytań i tych  osobistych, i tych uniwersalnych. Przede wszystkim dotyczących sensu życia, śmierci, celu pamięci o zmarłych, potrzeby pozostawienia po sobie śladu, a przede wszystkim radzenia sobie z żałobą. Dobór nowych przyjaciół Holly w klubie – nastolatka z dzieckiem, babcia, mąż, żona, sprawił, że miłość przybierała różne formy jej wyrażania i różne metody radzenia sobie z jej utratą. Nie tylko tej istniejącej między kobietą a mężczyzną, jak było w części pierwszej. Ten uniwersalizm, jakiego nabrała w części drugiej, sprawił, że temat śmierci osoby bliskiej mógł lub będzie, prędzej czy później, dotyczyć każdego z nas, zmuszając do zastanowienia się nad sobą, nad takim samym lub podobnym problemem, z jakim zmagali się bohaterowie powieści.

   Odnalazła go tutaj nawet Holly.

   Dzięki klubowi uświadomiła sobie, że nie do końca przepracowała żałobę, a zwłaszcza ostatni jego etap – pożegnanie i pogodzenie. Co miało ogromny wpływ na jej relacje z Gabrielem. W pewnym sensie można tę powieść odebrać jako swoisty przewodnik dla zagubionych w chorobie i śmierci najbliższych. Poradnik tłumaczący na poziomie emocjonalnym konieczność istnienia cyklu, w którym życie jest światłem, umieranie jest mrokiem, śmierć jest znów światłem.

   Tak, światłem!

   Bo śmierć rozdziela ludzi, ale ma też swoje sposoby, by połączyć tych, którzy pozostali.

   I jeszcze jedno – na koniec autorka sprawiła ogromną niespodziankę Holly i mnie. Cudowną i zapierającą dech. Dosłownie wstrzymałam oddech! Nie zdradzę jej, by nie zabierać przyjemności czytania i zachwytu kolejnym czytelnikom.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.  

PS Kocham Cię na zawsze [Cecelia Ahern]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Kto jeszcze nie czytał obu powieści i waha się, na zachętę kadry z filmu, który powstał na bazie pierwszej części.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , , ,

Pielęgniarki – Christie Watson

24 marca 2019

Pielęgniarki : sceny ze szpitalnego życia – Christie Watson
Przełożyła Ewa Borówka
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 320 stron
Literatura angielska

Pielęgniarka jest ulepiona z radości i tragedii.

Tak twierdziła autorka i narratorka wspomnień o swoim zawodzie, w którym przepracowała dwadzieścia lat, dodając zaraz – Kiedy zaczynałam, sądziłam, że na zawód pielęgniarki składają się: chemia, biologia, fizyka, farmakologia i anatomia. Teraz wiem, że opieka pielęgniarska to w istocie: filozofia, psychologia, sztuka, etyka i polityka. Bardzo chciała pokazać mi tę kompilację wiedzy, ciała i ducha, namawiając – Chodźmy więc razem. Biorę głęboki wdech. Jeśli wejdziesz ze mną, zniesiemy wszystko. Weź mnie za rękę. Trzymaj mocno. Pchnijmy z całej siły drzwi i przekonajmy się, co tam zastaniemy, zmierzmy się z całą grozą i urodą życia. Złączone dłonie łatwo nie zadrżą.

A jednak moja zadrżała!

Nie spodziewałam się takiej huśtawki emocji, wrażeń, myśli i obrazów od zachwytu po obrzydzenie, od radości po smutek. Początek na to nie wskazywał. Wędrówkę zaczęłyśmy świtem, kiedy szybkimi krokami zmierzałyśmy prosto do szpitala, mijając nocnych imprezowiczów idących spać, jeszcze śpiącego bezdomnego w śpiworze i zmierzających w tym samym kierunku, co my, pracowników szpitala. Przyśpieszyłyśmy tuż po przekroczeniu progu poczekalni przy izbie przyjęć już pełnej pacjentów. A potem troszkę szybciej obok sklepu z pamiątkami, portierni, centrali telefonicznej, apteki prosto do pokoju socjalnego, który przypominał bardziej graciarnię z parawanem do przebrania się w szpitalny strój, niż pokój pielęgniarek. Zaskoczyło mnie jej położenie socjalne i finansowe, o którym wspomniała, a które okazało się nie tylko problemem w Polsce. Wychowując samotnie dwoje dzieci, brakowało jej na czynsz, chociaż i tak miała lepiej niż koleżanki korzystające z banku żywności i biorące kredyty chwilówki. W tym momencie opowieści była pielęgniarką ratunkową w każdej chwili gotową na sygnał pagera biec w dowolne miejsce szpitala. Z parkingiem, bufetem i klatką schodową włącznie. Wezwania do rodzącej, omdleń lub zawału serca były nie tylko okazją do pokazania systemu i procedur ratownictwa w szpitalu i jego codzienności, ale również do wspomnień od czego to pielęgniarstwo się w jej przypadku zaczęło. Jaką drogę edukacyjną musiała przejść, a potem nabrać koniecznego, brutalnego momentami doświadczenia, przyznając rację Kantowi – Nie ma wątpliwości, że cała nasza wiedza zaczyna się od doświadczenia. Dlatego o praktyce było najwięcej, ale od czasu do czasu wtrącała trochę teorii medycznej i rozważań filozoficznych na temat godności czy śmierci, cytując filozofów i autorytety medyczne.

Pędząc przez korytarze zachwycała się ich przestrzenią, a jednocześnie pokazywała plusy i minusy pielęgniarki intensywnej terapii nad noworodkiem, geriatrii, interny, psychiatrii, intensywnej opieki, chirurgii czy onkologii. W szybkim tempie kolejnych wezwań i akcji walki o życie, gdzie krew, mocz, ślina, pot, wymiociny mieszały się z kałem, a piekący smród wydzielin wyciskał łzy i wywoływał odruch wymiotny, odnajdywała godność człowieka. Ba! Pokazywała mi piękno w splątanych rurkach podłączonych do ciała człowieka i aparatury medycznej, porównując krążącą w nich krew do tańca. Dla niej to było doznanie zmysłowe, jakim jest odgłos serca, piękno błękitu i czerwieni odtlenionej i natlenionej krwi. Wzory, które malują się we wnętrzach naszych organizmów, to najcudniejsze pejzaże, jakie można sobie wyobrazić. W zaburzeniach w elektrycznej czynności serca i w przywracaniu mu prawidłowego rytmu słyszała orkiestrę, gdzie flety grają jedno, skrzypce drugie i nikt nikogo nie słucha. Muzyka brzmi okropnie. Interwencja w postaci adenozyny lub kardiowersji elektrycznej to zawieszona w powietrzu batuta. Następuje kilka sekund ciszy, po czym wszyscy wznawiają grę, czysto i w tempie. Namacalny cud życia!

Ta mieszanka skrajnych emocji wzmagała się!

Zbliżałyśmy się do geriatrii, za którą czekała na nas kostnica. Zaczęłam przerywać czytanie, by ochłonąć, by uspokoić się, by wytrzeć wzbierające łzy rozmazujące litery. To tutaj, otoczone starością, obrzydliwością fizjologii ludzkiego ciała, terminalnymi chorobami, przemijaniem i śmiercią, najsilniej, najdobitniej przekazała mi wartość życia i tego, co się w nim liczy najbardziej, by spędzać życie sensownie i szczęśliwie, cenić to, co czyni nas ludźmi: nie dobra materialne, tylko miłość, dobroć, nadzieję. Ilekroć czytam tego typu opowieści ludzi związanych z życiem lub śmiercią (Bez strachu – Adam Ragiel, Magdalena Rigamonti), zawsze kończą się one apelem o docenienie kruchości życia i wzajemną miłość. Christie nie była wyjątkiem, mówiąc – Nic poza miłością się nie liczy. Mówię ci to tu i teraz, mówię o miłości do twojej żony, męża, innej ukochanej osoby, syna i córki – być może najcenniejszej – miłości do wnuczęcia. Mówię o miłości tak głębokiej, że człowiek gotów oddać za nią życie. Tak wzniosłej, że można nią przejrzeć niebiosa i wtedy nawet w nie uwierzyć. Może niektórzy z was już je widzieli. Może macie tyle szczęścia co ja. Tyle chcę powiedzieć. Kochajcie. Koniec końców liczy się tylko to. Kochajcie się.

Przejęłam się jej dynamiczną opowieścią zwalniającą tylko przy łóżku chorego.

Jej apelem o bycie gotowym stać się podopiecznym lub opiekującym się i podczas szkolenia udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej kilka dni temu dałam naprawdę z siebie wszystko, by moi najbliżsi i młodzież, która mnie na co dzień otacza, czuli się przy mnie bezpiecznie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , , ,