Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Institor – Adam Lard

1 listopada 2019

Institor: Kto pierwszy podpali stos… – Adam Lard

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2017 , 592 strony

Literatura polska

   Wydawałoby się, że to powieść tylko historyczna.

   Oto jedna z ważniejszych osób Kościoła katolickiego z przełomu średniowiecza i renesansu. Niemiecki dominikanin, inkwizytor, który przyjął zlatynizowaną wersję swojego nazwiska – Institor. Człowiek, który sam decydował, kto jest, a kto nie jest heretykiem, który sam sądził i skazywał. Wielki i sławny Heinrich Kramer, przed którym papieże uchylali drzwi, gdy tego żądał, a inni z ulgą zamykali, gdy opuszczał domostwa, kościoły i pałace, nie znajdując win ani dowodów oskarżenia.

Przede wszystkim jednak współautor dzieła, które wydawane jest do dzisiaj, a w Internecie można przeczytać w oryginale jego zdygitalizowaną wersjęMalleus maleficarum czyli  Młot na czarownice. Również główny bohater części historycznej opowieści, który postanowił prowadzić dziennik ukazujący jego pełne oblicze.

Oprócz myśli i cytatów, zaczerpniętych prosto z autorskiej księgi i otwierających zapisy datowane cyframi rzymskimi, na temat tego, którego imienia nie chciał wymieniać, tak było mu wstrętne, sporo miejsca poświęcał kobiecie.  Istocie pośredniej, której przystoi jedynie szata żałobna. Błąd natury posiadający jedynie zdolności rozrodcze i przeznaczony głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn. W swoim jednoznacznym osądzie posiłkował się poglądami chrześcijańskich myślicieli i świętych – Augustyna, Tomasza z Akwinu czy Jana Chryzostoma.

   W dwóch słowach – diabeł wcielony!

   Dlatego postanowił poświecić żywot swój wypaleniu ogniem zła pośród ludzi. Dziennik jednak ukazywał również nieoficjalną sylwetkę człowieka uwikłanego w sytuacje, które wielkością grzechu i herezją znacznie przewyższały skazywane „czarownice”. Institor toczył dwie wojny – oficjalną w imieniu Kościoła katolickiego i prywatną przeciwko kobietom, z których jedna podstępnie śmiała mu się podobać i „pozwolić” zgwałcić.

   Można też odebrać tę powieść jako kryminalno-sensacyjną.

   Ten charakter nadawała druga warstwa opowiadana naprzemiennie z historyczną, której akcja toczyła się we współczesnym Lyonie. Jej główny bohater Jan, przyjechał z Czech, by napisać książkę o Institorze. W trakcie poszukiwań źródeł wiedzy i dziennika inkwizytora  został uwikłany w ciąg wydarzeń, których sens zaczął mu umykać, a jego poszukiwanie z czasem doprowadziło go do absurdu. Mogłam jedynie domyślać się, że ostatecznie do obłędu.

   Obłędu wojny, której obaj byli symbolami.

   Zarówno Institor jako prowadzący ją z „wrogami” Kościoła katolickiego (nawet nie wiary jako takiej), jak i Jan jako jej ofiary. Autor w warstwę fabuły współczesnej wpisał dramat wzorowany na greckim, w całości dołączony do powieści, pokazujący wojnę jako absurd gry zaciemniający rzeczywistego naszego wroga.

   Nas samych.

   Nasze idee, religie i ideologie tworzone z nicości wyobraźni, a nie nauki, to tylko zniewalające narzędzia do osiągania własnych, osobistych, instytucjonalnych, społecznych czy politycznych celów.

Stosy dosłowne, których ryciny ilustrowały tekst w książce, i te metaforyczne to tylko opresyjne metody utwierdzania posiadanej władzy i rozszerzania jej na nowe obszary działalności człowieka. Natomiast walka prowadzona za ich pomocą to cicha, pełzająca, transparentna wojna prowadzona przez wieki, która pochłonęła i nadal pochłania miliardy istnień ludzkich. Niewinnych! Przewyższająca swoim żniwem wszystkie wojny militarne razem wzięte z zarazami i ludobójstwem włącznie. I nie mam tutaj na myśli tylko unicestwienia fizycznego, ale dużo bardziej dotkliwe, bo umysłowe. Jej efektem jest bezwolne, bezrefleksyjne, bezrozumne myślenie magiczne.

   Komuniści mieli inną nazwę – opium dla ludu.

   Czy my, ludzie współcześni, wierzący, nadal jesteśmy na haju zabobonów, jak za czasów średniowiecza? Nadal pozawalamy sobą kierować i siebie zastraszać przez współczesnych inkwizytorów? Nadal polujemy na „czarownice”? Czy Biblia to młot na nie? I najważniejsze pytanie zadane w podtytule – kto pierwszy podpali stos? Na te pytania każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Uprzedzam jednak, że nie będzie łatwo, ponieważ argumenty, które przytacza autor ustami swoich bohaterów są bardzo mocne.

   Posiadają siłę burzenia podstaw wiary w Boga.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Institor [Adam Lard]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Malleus Maleficarum z 1496 roku, inkunabuł współczesny Institorowi.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi: , , ,

Byłem gorylem Gomułki i Gierka – Stanisław Sątowicz

24 października 2019

Byłem gorylem Gomułki i Gierka – Stanisław Sątowicz

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 206 stron

Literatura polska

   Wiedzieć, co działo się w bliskim otoczeniu pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka w tamtych czasach, to było coś!

   Musiałam na to czekać kilka dekad, ale ciekawość nie zmalała. Nabrała jedynie innego wymiaru. Bardziej historycznego niż plotkarskiego. Tak się złożyło, że autor dużo ode mnie starszy, był również, potocznie rzecz ujmując, ochroniarzem Władysława Gomułki. Obserwował PRL z bliska, z najbliższego bliska, takiego, że już bliżej się nie da. Formalnie był oficerem Biura Ochrony Rządu w latach 1961-1976. Byłby pewnie dłużej, gdyby nie choroba dyskwalifikującą go w tym zawodzie. W tym okresie miał styczność z wieloma znaczącymi ówcześnie osobami. Również z zagranicy. W kilku rozdziałach podzielił się swoimi wspomnieniami, rysując sylwetki najważniejszych decydentów w PRL, ich sposób zarządzania, styl bycia, codzienne nawyki, dialogi, zabawne zdarzenia, ale też i te poważniejsze jak zamachy. Przybliżył charakter swojej pracy, która nie była wolna od nadużyć ze strony przełożonych, którym na przykład wyprowadzał psy na spacer.

   Miałam wrażenie, że wspomnienia ilustrowane licznymi zdjęciami i pisane prostym językiem człowieka nienawykłego przelewać myśli na papier, były zaledwie cząstką posiadanej wiedzy, z którą zechciał podzielić się. Wystarczyło to jednak, abym mogła nieoficjalnie „zobaczyć” osoby znane mi tylko z cenzurowanych doniesień informacyjnych lub niepotwierdzonych z drugiej ręki, bo przecież mediów społecznościowych w latach mojej młodości nie było. Bardzo różniące się między sobą.

   I tu uwaga!

   Zdaniem autora – Różni byli. Każdego z nich jednak, niestety intelektualnie też, stawiam wyżej niż współcześnie rządzących Polską. Bardzo szczere i odważne zdanie. Jeśli jednak wczytać się w notę od autora, można poznać uzasadnienie tej opinii – żal.

   Ogromne poczucie krzywdy!

   Wyrządzonej mu osobiście przez współcześnie rządzących poprzez ustawę obniżającą emerytury funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa. Za fasadą ciekawostek historycznych krył się, według mnie, inny cel tej publikacji. Autor określił go tak – Nie chcę być uważany za malkontenta i mizantropa. Jednak niedawne wydarzenia, polityczne decyzje, spowodowały, że poczułem się zwolniony z obowiązku. Tego, co mi nakazywał milczenie na temat pracy. Moje państwo potraktowało mnie i tysiące innych, jakbyśmy byli oprawcami, wobec których należy zmienić główną zasadę państwa prawa. Dlatego opublikował swoje wspomnienia, by pokazać niesprawiedliwość, która go spotkała, ale ze świadomością, że nie każdemu lektura tej książki przypadnie do gustu.

   Ja miałam mieszane uczucia.

   Z jednej strony rozumiem, że autor chciał po prostu żyć, awansować z bardzo niskiego pułapu drabiny społecznej do poziomu godnego, w którym będzie mieszkał w nowym, wygodnym, dużym mieszkaniu i nie martwił się o talony na buty czy pralkę, jak zdecydowana większość w socjalistycznej Polsce. Z drugiej strony są ci, którzy tego egoizmu życia lepiej tu i teraz wyzbyli się, walcząc z komuną i ponosząc najwyższą cenę – życie. Ci pierwsi, podobni autorowi, otrzymali nie tylko emerytury, ale i życie wśród najbliższych. Ci drudzy do dzisiaj nie mają nawet grobu. Jedynym usprawiedliwieniem wyboru hedonistycznego życia (nawet jeśli nie było się katem) może być to, że autor nie pochodził z domu, w którym przekazywano z pokolenia na pokolenie wychowanie w tradycji niepodległościowej i nie spotkał na swojej drodze nikogo, kto mógłby mu to uświadomić. To człowiek, któremu żyło się dobrze w PRL-u, do czego otwarcie przyznaje się i zawsze będzie wspominał go z sentymentem i nostalgią, jako kraj uczciwy w swojej nieuczciwości.

   Cóż za eufemizm!

   Pomijając wymiar moralny tych wspomnień, do których oceny nie mam prawa, traktuję tę publikację przede wszystkim, jako cenne źródło informacji bezpośredniego świadka tamtych czasów, bo, i tu przyznaję rację autorowi, też są warte opisu, czasem pierwszego, z pewnością oryginalnego, takiego „prosto od krowy”.

   Gdybym mieszkała trochę bliżej, poszłabym na spotkanie z autorem, żeby zadać mu jedno kluczowe pytanie, nawiązujące do jego rozgoryczonej myśli – Nadstawiałem kiedyś, i to trwało kilkanaście lat, własny tyłek, żeby strzec kluczowych dygnitarzy  Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

   Pytanie – Czy nie słuszniej i rozsądniej było nadstawiać własny tyłek dla sprawy obalenia komunizmu w PRL?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , ,

Akan – Paweł Goźliński

20 października 2019

Akan: powieść o Bronisławie Piłsudskim – Paweł Goźliński

Wydawnictwo Agora , 2019 , 664 strony

Literatura polska

   Jak potraktowała Piłsudskiego Polska? Po łajdacku. Gorzej nie mogła.

   Te gorzkie słowa podsumowujące stan wiedzy Polaków na temat Bronisława Piłsudskiego, starszego brata wielbionego dla odmiany przez rodaków, Józefa, wypowiedział niebezpodstawnie znawca jego etnograficznej działalności prof. Alferd F. Majewicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w filmie dokumentalnym Orzeł i Chryzantema. Japonia potraktowała go po cesarsku, stawiając pomnik i umieszczając go w podręczniku szkolnym. Rosja powołała instytut jego imienia, wydając permanentnie literaturę podmiotu i przedmiotu oraz bezkarnie przywłaszczając go sobie jako Rosjanina. W Polsce, poza wąskim gronem badaczy i kilkoma znaczkami oraz monetami, nie doczekał się adekwatnego uznania do zasług, jakie pozostawił ludzkości.

   Właściwie w ogóle jest nieznany.

   Wpisywałam się w tę niewiedzę. Bliższy był mi kolejny, młodszy brat Piłsudski – Jan, którego sylwetka przewijała się w Dziennikach Michała Römera. Dlatego ta powieść była dla mnie niczym objawienie.

   I to jakie!

   Życiorys Bronisława Piłsudskiego to gotowy materiał na film i książkę. Przy jego tragizmie, nietaktem byłoby powiedzieć – przygodowo-sensacyjno-romantyczny. Trudno mi użyć jednak innych określeń, które oddawałyby precyzyjniej jego wymiar. Dostrzegł to również autor. Wykorzystał informacje z różnych źródeł – dzienników, publikacji i artykułów napisanych przez Bronisława, korespondencję, wspomnienia świadków jemu współczesnych, opracowania naukowe i stworzył nie powieść o jednym z najbardziej zapomnianych Polaków, jak sugeruje podtytuł, bo to byłoby mocno okaleczające i nieadekwatne określenie, ale powieść, którą delektowałam się przez kilka wieczorów.

Jej narratorem zewnętrznym, który czasami oddawał głos Bronisławowi w pierwszej osobie, był bezimienny mężczyzna, rozpoczynający i zamykający snutą historię, tworząc klamrę spinającą ten okrutny i przepiękny świat przeszły. Nazwisko pierwowzoru tej postaci autor podaje w posłowiu, ale nie podam go tutaj tak, jak nie rozszyfruję tytułowego słowa akan pochodzącego z języka Ajnów. Nie chcę odbierać przyjemności samodzielnego odkrywania znaczeń ukrytych w tej opowieści innym czytelnikom. Zwłaszcza że jej tajemniczość nadaje smaku odczytywania, a sam narrator zostaje mimowolnie uwikłany w życie Bronisława. Daleka od linearności opowieść przyjęła formę rozdziałów-modułów opatrzonych tytułem-imieniem osób powiązanych i znaczących dla obu bohaterów fabuły. Pod nimi widniały cezury czasowe datujące opisywane wydarzenia, niezachowujące jednak chronologii. Pozornie wyrwane z linii życia obu, ostatecznie tworzyły jeden, spójny i pełny obraz losów człowieka, który przez przypadek zamieszany w zamach na cara trafił do obozu na wyspie Sachalin, której mapkę znalazłam na okładkowej wyklejce.

Wyrok śmierci, zamieniony na piętnaście lat zesłania, tak naprawdę zamienił się w osiemnaście lat wygnania, ale i kilkanaście lat pionierskich, rzetelnych, bogatych w materiały i jedynych badań etnograficznych nad ludem Ajnów i ich „uśmiechniętych” kobiet. Nikt i nigdy nie zrobi tego ponownie, jak podkreślił prof. A.F. Majewicz, bo tych ludzi już nie ma.

   W tej opowieści zaskoczyło mnie to, że autor z rozproszonego po świecie morza suchych faktów i informacji dokonał zmartwychwstania pięknej choć surowej rzeczywistości dawno umarłej, przepojonej przede wszystkim emocjami i wrażeniami zmysłowymi wzmacnianymi przez ludowe przekazy i metafory. Trudno było mi uwierzyć, że ta książka to efekt fascynacji (bo kto przekopuje się przez góry materiału w większości w języku rosyjskim oraz angielskim i udaje się za nimi w świat!?), a nie przekazu osobistego, bezpośrednio wchodzącego w świat intymny duszy i myśli. Do powstania takiej opowieści potrzebna jest nie tylko wiedza, zaciekawienie i dobry warsztat pisarski, ale przede wszystkim wysoki poziom inteligencji emocjonalnej, by z jego pułapu móc empatycznie emocje nie tylko zrekonstruować, ale i przekazać dalej.

   Czułam je tutaj wszystkie!

   Ból, rozpacz, żal, nadzieję, miłość, nienawiść, bezradność, zachwyt, tęsknotę – całe spektrum. Ale także ich skutki działania, gdzie śmierć rodziła życie, a życie przywoływało śmierć. Łzy bólu i cierpienia rozstania mieszały się ze szczęściem połączenia. Krew mogła zwiastować radość wyzwolenia, ale i początek nieszczęścia. Złudzenie zastępowano faktem, a to ostatnie okazywało się ułudą.

   To świat totalnie odmiennego spojrzenia na życie.

   Czułam go, widziałam, słyszałam i przeżywałam. Każdy ruch i gest niósł ze sobą informację wplecioną w obraz tego, co działo się dookoła. Otoczenie, przedmioty, ubiór, jedzenie, pejzaże i sama natura żywo przypominały te, które odbierałam bezpośrednio od katorżników ze wspomnieniowej literatury łagrowej. Język i dialogi z wtrącanymi słowami z języków Ajnów i Rosjan tylko potęgowały to poczucie bycia tam i wtedy. Autor uchwycił i gorączkę rozpolitykowanych spiskowców, dom rodzinny Piłsudskich w Zułowie, dzieciństwo i młodość braci Ziuka i Bronisia, dramat zabójczych warunków zesłańców na Sachalinie, których brutalność podsumował jeden z bohaterów – Ta wyspa cała jest bluźnierstwem. Jeśli stworzył ją jakiś Bóg, to strach się do niego modlić. Również tajemnicę obyczajów i mitologii Ajnów oraz wewnętrzny świat głównych bohaterów rzuconych w wir wydarzeń historycznych, które wymuszały na nich bolesne wybory, decyzje i zachowania, gdzie altruizm często brał górę nad potrzebami i pragnieniami osobistymi. Świat brutalnego, bezwzględnego, głodnego, chorobliwego życia, za którym snuł się smród fizjologii ludzkiego ciała, odór gnijącego mięsa i wymiocin, ale i zapach wiatru znad morza, zauroczenia innością i najpiękniejszy – wolności! Rzeczywistość, w której seks, poród, umieranie były takimi samymi czynnościami, jak oddychanie i jedzenie. A w to wszystko dodatkowo wpleciony wątek osobisty narratora i Bolesława, który śledziłam od początku niczym zagadkę, cierpliwie czekając na jego wyjaśnienie.

   Tragiczne, niestety.

   Jestem przepełniona tą opowieścią. Tkwi we mnie niczym drzazga niepozwalająca o sobie zapomnieć do tego stopnia, że musiałam wiedzieć więcej, niż odkryła przede mną powieść i tych parę zdań wyjaśnienia autora w posłowiu. W efekcie poznałam losy potomków Bronisława żyjących w Japonii. Zastanawiam się kiedy i który z reżyserów poczuje to samo, co autor i stworzy ekranizację powieści. Myślę, że nawet w kilku odcinkach.

   Czekam z niecierpliwością.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

AKAN. Powieść o Bronisławie Piłsudskim [Paweł Goźliński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tutaj zobaczyłam miejsca, ludzi i Bronisława oczami jego wnuka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , ,

Czasem święta czasem ladacznica – Joanna Drosio-Czaplińska , Jacek Masłowski

19 października 2019

Czasem święta czasem ladacznica – Joanna Drosio-Czaplińska , Jacek Masłowski

Ilustracje Aleksandra Grzegorek

Wydawnictwo Agora , Wydawnictwo Tamaryn , 2019 , 206 stron

Literatura polska

   Bardzo ciekawy, inspirujący efekt!

   Kiedy między dwojgiem psychoterapeutów dochodzi do stale nawracających rozmów na temat kobiecości i męskości, to musi narodzić się z tego książka, żeby swoją wiedzą i wnioskami koniecznie podzielić się z innymi. Udzielić wyjaśnień i rad potrzebującym (a jest ich sporo!) w sferze problematycznej, jaka często zachodzi między kobietą a mężczyzną. Publikacja powstała po to, by pomóc zrozumieć kobietę i siebie w jej roli. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do strony męskiej reprezentowanej przez współautora, ale z czasem dostrzegłam jego nieocenioną rolę w reprezentowaniu przeciętnego, uprzedzeniowego, męskiego spojrzenia. Przydawał się zwłaszcza tam, gdzie należało je poszerzyć, wyprostować, uzupełnić, skonfrontować lub w ogóle zmienić kierunek lub sposób postrzegania. Śledzenie dyskusji ułatwiała grafika podkreślająca najważniejsze myśli, z których kilka umieściłam w tekście oraz czarno-fioletowa czcionka wyróżniająca trudne do pomylenia autorstwo naprzemiennych wypowiedzi.

   Modułowa tematyka rozmów wydawałaby się pozornie rozbieżna, ale w całości linearnie śledząca rozwój emocjonalny i seksualny kobiety od dzieciństwa do dorosłości oraz pokazująca wpływ spektrum czynników go pozytywnie lub negatywnie rozwijający, a także katastrofalne skutki tego przenoszone na związki z mężczyznami. Byłam przeszczęśliwa, że w tych rozmowach silnie wybrzmiewała decydująca rola wychowawcza rodziny, a szczególnie ojca w kształtowaniu kobiecości i poczucia własnej wartości oraz przerażające skutki braku obecności w życiu dziewczynki lub patologicznych zachowań wobec niej, które obecnie obserwuję wśród moich nastolatek na co dzień.

Mam tutaj na myśli omawiane epatowanie seksem, wykorzystywanie urody do manipulacji,

agresywność w zdobywaniu partnera, zbyt szybka inicjacja seksualna, wszechobecna i łatwa dostępność do pornografii, a potem samotność w małżeństwie, bierna przemoc w związku i wiele, wiele innych, niepożądanych zjawisk w relacjach damsko-męskich. W ten sposób rozmówcy omówili nie tylko zmiany, jakim uległy rola  i zadania kobiety w związku, rodzinie i społeczeństwie, ale również przyczyny powstania nowych zjawisk kulturowo-społecznych – single, agresywna aktywność kobiet, zanik flirtu, Silver Fox czy tabu negacji macierzyństwa, o którym pisała Orna Donath w Żałując macierzyństwa.

   Z dyskusji wyłania się przerażający i smutny obraz kobiety zakładającej wiele masek i odgrywającej wiele ról, by emocjonalnie poradzić sobie z postępem, jaki funduje nam współczesny świat z powszechnie funkcjonującym przekonaniem często wyrażanym przez wielu mężczyzn – kobiety dzielą się na te, z którymi można się żenić, i te, z którymi jest dobry seks.

Fot. Miriam Akida

   Nic pomiędzy?

   Lepszym jest inne powiedzenie przekazywane z pokolenia na pokolenie przez kobiety – idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni.  Jednak nie do końca o to chodziło rozmówcom, ponieważ to jest nadal zatracanie siebie w różnorodnych postawach. Według nich nadzieją na udany związek z zachowaniem własnej tożsamości i poczuciem wartości jest dojrzałość obojga czyli akceptowanie tego, że nie wszędzie można być i nie wszystko mieć.

   To trudne wyzwanie!

   W społeczeństwie narzuconych i obowiązujących norm kulturowo-społecznych, w których seks i seksualizacja prawie wszystkiego, młodość oraz uroda wyznaczają wartości, a nawet tożsamość kobiety, trzeba włożyć dużo chęci i wysiłku w pracę nad sobą i własnymi dziećmi.

   Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

   Ta rozmowa, do której zapraszają terapeuci, wspólnicy, przyjaciele, ale również kobieta i mężczyzna, to dobry początek, by zrobić pierwszy krok do przerwania samonapędzającego się, szalonego kręgu cierpienia. Do wyzwolenia się spod jego wpływu. Do stworzenia przestrzeni dla prawdziwego siebie, bo dopiero wtedy pojawia się miejsce na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem.

   Szansa na dobry związek.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czasem święta, czasem ladacznica [Joanna Drosio-Czaplińska, Jacek Masłowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Jak smakuje rok – Marcin Molik

17 października 2019

Jak smakuje rok – Marcin Molik

Wydawnictwo Zwierciadło , 2019 , 272 strony

Literatura polska

   Produkty sezonowe przede wszystkim!

   To jedno z zaleceń Darina Oliena zawartych w Pięciu zdrowych nawykach. Stąd moje zainteresowanie kolejną książką kulinarną, której tytuł gwarantował właśnie takie spojrzenie. Nawet jej trzon podzielono kolorystycznie na cztery części, co było widać na jej brzegu.

A w każdym rozdziale podzielonym na wiosnę, lato, jesień i zimę,

kilka najbardziej charakterystycznych produktów sezonowych spośród warzyw, owoców, grzybów, a nawet kwiatów.

Oprawione w bardzo minimalistyczne komentarze dietetyczki Katarzyny Błażejewskiej-Sthur. Zdecydowana większość zawartości to 103 autorskie  przepisy renomowanego szefa kuchni, pochodzącego… z kuchni – jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku.

Wiele kryje się za tą informacją, ale najważniejsze było to, że został w niej i zaczął eksperymentować zgodnie z zasadą no waste. Widać to w przepisach z dołączonym indeksem glikemicznym, które stworzył w wielu wariantach do jednego produktu w roli głównej lub dodatku do dania. Różnorodnie podanych – na surowo, słodko, kwaśno, z mięsem lub bez. W formie zupy, pieczeni, sosu, marynaty, konfitury, hummusu, ciasta, sałatki i wielu innych. Przyrządzane prosto i z fantazją, w których królowały dziczyzna czy królik. Szybkie w przygotowaniu lub wymagające czasu, wśród których ciemny sos jagodowy z jałowcem i piersią kaczki wymagał aż dwóch dni.

   Mnie zainteresował niewielki napis na okładce tytułowej – w zgodzie z naturą. Byłam ciekawa, co rozumie pod tym pojęciem autor i jak bardzo pokrywają się jego poglądy z zasadami pięciu zdrowych nawyków. Jarmuż otwierający wiosną drzwi do jego kuchni zapowiadał, że będzie dobrze.

   I było!

   W przepisach mnóstwo różnorodnych ziół. Jeśli nawet spotykałam mąkę pszenną, której unikam, to zawsze mogłam wybrać wariant bez niej. Cukier zastąpić miodem, a sól zwykłą zamienić na himalajską. A każda receptura opatrzona zdjęciem efektu kulinarnego, spośród których serce skradł mi świadek obserwujący to kulinarne szaleństwo barw i smaków.

Spotkałam też wiele ciekawych receptur, które łączyły w sobie klasykę z nowoczesnością, jak burger z dzika

czy ptasie mleczko z dyni.

   W szale propozycji nie wiedziałam od czego zacząć. Co, jako pierwsze wypróbować, ostatecznie decydując się na słodki (a jakże!) przepis wpisujący się w zasadę pięciu zdrowych nawyków – wytrawną konfiturę ze śliwek.

Prosty, choć czasochłonny, ale warto było! Ten smak kwaśno-słodki, lekko wytrawny, idealny do serów oraz to nietypowe połączenie z anyżem i estragonem… pycha!

   Warto skorzystać z pomysłów autora, do wyboru – prostych lub bardziej pracochłonnych, ale zawsze niebanalnych, wprowadzających do kuchni śmiałe połączenia smaków, konfiguracji i form.

Jak smakuje rok Wiosna. Lato. Jesień. Zima [Marcin Molik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza – Tomasz M. Lerski

6 października 2019

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza: portret miasta w zwierciadle literatury – Tomasz M. Lerski

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 472 strony

Literatura polska

   Warto posłuchać Jarosława Iwaszkiewicza.

   Celowo odniosłam się do słuchu, ponieważ pisze tak, jakby opowiadał. I nie mam tu na myśli jego prozy i poezji, ale wszelkiego rodzaju „marginalia”, jak sam nazwał swoje teksty pozaliterackie. Przekonałam się o tym, kiedy sięgnęłam po publikację Anny Król Spotkać Iwaszkiewicza: nie-biografia. We Wszystko jak chcesz tej samej autorki utonęłam w emocjach i estetyce ich podania. Dlatego bez wahania sięgnęłam po kolejne opracowanie oparte na źródłach.

   Tym razem poświęcone Warszawie.

   Wprawdzie podtytuł sugerował jej odbicie w „zwierciadle literatury”, ale w pojęciu autora opracowania szeroko pojętej. Rozumiał pod nim zarówno twórczość prozatorską i poetycką, która tworzyła osobny kadr spojrzenia zebraną w jednym rozdziale, jak i wszystko to, co spod pióra pisarza  w roli męża, kochanka, przyjaciela, ojca, podróżnika, odbiorcy i twórcy kultury oraz sekretarza marszałka Sejmu, wyszło w postaci dokumentów życia codziennego – wspomnień, dzienników, korespondencji, notatek i wspomnianych wcześniej „marginaliów”. To ostatnie określenie sugerowałoby ich mniejszą wartość i ważność.

   Nic bardziej mylnego.

   Były jak wino. Im dłużej upływał czas, tym większej nabierały mocy znaczenia i wartości historycznej. W czarodziejski sposób wydobywały sceny, szczegóły, komentarze, dialogi, pejzaże i chwile ulotne z gęstniejących mroków niepamięci, by nadać suchym faktom informacyjnym kolorytu i dynamiki niczym w kalejdoskopie.

   Wypełnić warszawskie ulice emocjami przeszłymi.

   Było ich mnóstwo. Właściwie cała topografia ścieżek pisarza była nimi przesycona. Od pierwszego przyjazdu w 1902 roku w wieku ośmiu lat i wspomnień dziecięcych, z których najpiękniejszym wydawały mi się wizyty w sklepie Wedla pełnym czekolad i wszelkiego autoramentu bombonier i pomad,  o których można posłuchać w słuchowisku Tomasza Lerskiego Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Dobrosławy Bałazy. Po kolejny przyjazd w 1918 roku, jako dość dziwne stworzenie, które wylądowało na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie z małą paczką bielizny i z ogromnym kufrem, zawierającym książki, nuty, papiery i papierzyska. Aż do śmierci, pomimo późniejszego zamieszkania w Stawisku. Ulice miasta wypełniał przede wszystkim znanymi lub mniej znanymi budynkami, w których mieszkał, bywał, odwiedzał, jadł, pracował i udzielał się towarzysko.

Z których najczęściej przewijał się gmach Filharmonii Warszawskiej i jego trzydziestosiedmioletnia minihistoria powstania i działalności, której był świadkiem, korzystającym, a potem przemawiającym w jej powojennych murach. Teksty pisarza autor uzupełnił bogatym wyborem zdjęć opisywanych miejsc.

   A wszystko na tle ważnych wydarzeń historycznych Polski.

   Przede wszystkim powstania warszawskiego, likwidacji getta i powstania żydowskiego w nim czy bombardowania miasta obserwowanego ze Stawiska. Nie mniej emocjonalnie odbieranego niż przez tych, którzy bezradnie tkwili w sercu zagłady, wspominając  – nie wiem, co trudniejsze: czy być tam, na tych ulicach, wśród bomb, pocisków i walących się domów, czy być tutaj z daleka i wyobrażać sobie tylko owo piekło i śmierć miasta, najukochańszego ze wszystkich miast.

   Dla mnie to przede wszystkim Warszawa ludzi.

   Nazwisk znanych mi z literatury i szerzej – kultury, wśród których obracał się lub z którymi przyjaźnił się pisarz. Widzianych w jego uważnym spojrzeniu, a więc mocno subiektywnym. Z nieskrywaną sympatią i podziwem lub antypatią, ale zawsze przeciekawym i barwnym. Plejady osobistości przewijających się w osobnym rozdziale, ukazując ą mi ludzką twarz pomników ze spiżu. Z ich słabościami, lękami, poglądami, wadami i zaletami. Z ich uznaniem współczesnych za życia lub początkami krystalizujących się talentów, których wielkość prognozował Jarosław Iwaszkiewicz, a które przyszłe pokolenia zweryfikowały pozytywnie lub nie.

   Spacer po przeszłej Warszawie, wbrew intencjom pisarza, pomógł mi w zdjęciu ze stolicy kiru żałobnego przysłaniającego ten żywy pomnik męczeństwa i wszechobecnej śmierci z krwią na każdym kamieniu. Trudno o tym wiecznie myśleć, ale czasem wesoły chichot przerywa myśl: a może to tu? – dokładnie tak samo myślałam i w pierwszych przyjazdach do Warszawy towarzyszyło mi podobne uczucie – spaceru po cmentarzu. A przecież w pamięci Jarosława Iwaszkiewicza to również przedwojenny, cudowny Paryż Północy i powojenny, dużo brzydszy (nad czym bardzo ubolewał) socrealizm. Warszawa ukazana przez pisarza to ostatnia część tryptyku, jak nazwał swoje opracowania autor, na który składa się również Warszawa Marii Dąbrowskiej i Antoniego Słonimskiego.

   Dlaczego akurat oni?

   Na to pytanie znalazłam odpowiedź w przedmowie autora – bo, mamy do czynienia z notacją dokonaną przez naprawdę najwybitniejszych pisarzy swego pokolenia, ludzi wielkiego intelektu, potrafiących zrozumieć znacznie więcej z mechanizmów biegu dziejów, z sensu zaistniałych wypadków, czy dostrzec dalsze ich konsekwencje, już w perspektywie dziejowej. Dodatkowo Jarosław Iwaszkiewicz umiał bardziej niż oni generalizować, dawać wyważone opinie o istocie tego miasta, postawić trafną diagnozę sensu wydarzeń i postaw ludzkich.  Bardziej całościowo ująć naturę miasta i wynikające z niej konsekwencje, trafnie naszkicować typologię charakterów warszawiaków.

A dla mnie tak plastycznie, barwnie i dynamicznie oddanej, że spacerowałam po MOJEJ Warszawie lekko, ciekawie i przyjemnie w klimacie świata artystów, bez poczucia profanacji, że siedzę na miejscu czyjejś śmierci, ale z ogromnym szacunkiem dla jej przeszłości.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Kryształowi: polowanie – Joanna Opiat-Bojarska

28 września 2019

Kryształowi: polowanie – Joanna Opiat-Bojarska

Wydawnictwo Muza , 2019 , 446 stron

Cykl Kryształowi ; Część 3

Literatura polska

   Aż żal!

   Żal, że to już koniec! Żal, że to ostatnia część kryminalnej trylogii. Po Świeżej krwi i Łatwym hajsie o krystalicznych kryształowych miałam przekonać się, że nie do końca są tacy przezroczyści, na jakich wyglądają. A może po prostu są cwańsi, uważniejsi, przebieglejsi i nie dają się złapać? O tym miałam przekonać się, obserwując polowanie na kryształowych na… kryształowych! Grę brutalną, drastyczną, niebezpieczną, bezwzględną i realistyczną do bólu. Z ciętymi, boleśnie punktującymi, agresywnymi dialogami pełnymi wulgaryzmów oraz pokręconym, skomplikowanym i uwikłanym w problemy życiem bohaterów nie do pozazdroszczenia.

   Rozpoczynającą się krwawą sceną.

   Kończącą się dokładnie taką samą, powtórzoną słowo w słowo, ale z rozbudowanym wyjaśnieniem jej tajemnicy. To klamra spinająca fabułę rozegraną pomiędzy jej pierwszym kadrem, w którym jeszcze nie wiedziałam, kim są główni bohaterowie a kadrem ostatnim, wyjaśniającym wszystko. Odpowiadającym na pytanie, które towarzyszyło mi do ostatniej kartki – kto został w miejscu publicznym, podczas spotkania mężczyzny i kobiety w kawiarni, postrzelony?

   A może zastrzelony?

   O tym powoli dowiadywałam się w trakcie rozwoju akcji. Jak zwykle w tym cyklu dynamicznej, prowadzonej przez narratora zewnętrznego naprzemiennie w miejscu i czasie oraz wielowątkowej. Rozpoczęła ją scena zabójstwa popełnionego przez policjantkę. Na zimno i z wyrachowaniem. W trakcie pościgu nieuzbrojonego i postępującego zgodnie z procedurą aresztowania mężczyzny. Przejście do drugiego i trzeciego wątku prowadzących do świata cywilów i przestępców, początkowo wydawało mi się niepotrzebnym rozproszeniem uwagi.

   Okazało się, że to miało sens!

   Wszystkie sceny, akcje, wydarzenia, zdarzenia były celowe, by z czasem zaczęły się logicznie zazębiać, tworząc jeden, spójny, wspierający się system naczyń połączonych i zależnych od siebie. Zbudowanych z układów świata policyjnego, przestępczego i medialnego. Ten ostatni obnażył nas, ludzi „kupujących” wszystko, co nam zaoferuje, jak łatwo sterować naszymi opiniami i reakcjami. Wszystkie różniły się tylko motywem postępowania bohaterów wynikającym z celów osobistych lub zawodowych, jakie chcieli osiągnąć.

   Dosłownie po trupach!

   Nie było tu jednak tylko dobrych lub tylko złych postaci. Świat ludzki był przede wszystkim szary, a wybory, jakich dokonywali jego członkowie, tak różne, jak różne były konfiguracje cech charakteru, w którym zło wypływało z dobra, a dobro tworzyło zło. Co ciekawe, w dotychczasowym, dominującym męskim świecie dwóch części trylogii, w trzeciej dołączyły do niego kobiety. Koleżanki po fachu dzielili oni na suki, materace i prawdziwe psiary. Suki – pięły się po szczeblach kariery, nie przebierając w środkach, a materace tkwiły raczej w tych samych miejscach , wchodząc w mniej lub bardziej poważne związki. W niczym nie ustępowały mężczyznom. One również były zdolne do zabójstwa, zdrady, oszustw, a przede wszystkim wykorzystywania seksu do osiągania wyznaczonego sobie celu. Mogły i były równie groźne (a może nawet bardziej?), jak mężczyźni.

   To powieść, która zrywa ze stereotypem płci słabej.

   Jedynie emocje pozostają niezmienne oraz człowiecze pragnienie kochania i bycia kochanym. Wbrew pozorom i fasadom budowanym przez bohaterów oraz na przekór agresywnej rzeczywistości. Świata bez miłości, bo zabrakło w nim odwagi cywilnej do przyznania się do niej. Fascynująco destrukcyjny świat, który nie kończy się wraz z trylogią. On gdzieś tam istnieje naprawdę.  Ten przekaz całej trylogii nie jest już fascynujący.

   Jest przerażający!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Czerwień – Małgorzata Oliwia Sobczak

1 września 2019

Czerwień – Małgorzata Oliwia Sobczak

Wydawnictwo W.A.B. , 2019 , 384 stron

Cykl Kolory Zła , tom 1

Literatura polska

   Czerwień ust.

Ta anatomiczna. Naturalna. Precyzyjnie wycięta skalpelem z twarzy, odsłaniając koński uśmiech trupiej czaszki, stała się modus operandi morderstw. Najpiękniejszej zbrodni, jaką widział trzydziestosześcioletni prokurator Leopold Bilski, dopóki nie zobaczył strasznego okaleczenia pięknej dziewczyny wyłowionej z Bałtyku. Dwudziestoparoletniej Martyny, która fizjonomicznie była bardzo podobna do nastoletniej Moniki zamordowanej w identyczny sposób, ale siedemnaście lat wcześniej, w latach 90.

   To przede wszystkim na tej pierwszej zbrodni seryjnego zabójcy skupiła się autorka.

Zbudowała całą historię licealistki z dobrego domu. Odtworzyła rodzinę, przyjaciół i przestępcze środowisko mafijne Trójmiasta, w które wplątała się. Skoncentrowała się zwłaszcza na tych czynnikach negatywnych w jej życiu, które mogły być powodem, przyczyną lub źródłem tragedii. Za sprawą jej nadal żyjących rodziców, przyjaciół, znajomych i osób prowadzących ówczesne śledztwo, przenosiła mnie naprzemiennie z przeszłości w teraźniejszość i z powrotem, abym dobrze mogła przyjrzeć się i przeanalizować drogę dziewczyny ku makabrycznej śmierci. Nie było mi łatwo, ponieważ napotykałam liczne pułapki myślowe, ślepe meandry schematów i jałowe wątki wiodące donikąd. Autorka prowadząc mnie zaułkami Trójmiasta, po sopockiej plaży i pozwalając zajrzeć do zadymionych klubów, zwodziła mnie, licząc na moje błędy w rozumowaniu wynikające z uprzedzeń i upodobania do standardów. Próbowałam je pokonać, będąc bardziej elastyczną w sposobie myślenia i łączenia podsuwanych tropów, by wytypować zabójcę. Miałam do dyspozycji bardzo dużo charakterystycznych i wyrazistych bohaterów.

   Niestety!

   Każdy z nich mógł nim być. Chociaż od czasu do czasu autorka podpowiadała mi rozpoznawcze szczegóły wskazujące na mordercę, których wagę znaczenia odkryłam dopiero na końcu. Tam też czekała na mnie niespodzianka – zaskakujące zakończenie.

Bardzo dobry początek kryminalnego cyklu Kolory zła. Ciekawa jestem następnej barwy i jej makabrycznej symboliki.

Kolory zła. Czerwień. Tom 1 [Małgorzata Oliwia Sobczak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,