Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Łańcuch – Adrian McKinty

5 października 2019

Łańcuch – Adrian McKinty

Przełożył Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Agora , 2019 , 400 stron

Literatura australijska

Na tylnej okładce tej książki znalazłam ankietę.

Łatwą, ale tylko pozornie. Tak naprawdę nie oczekiwała ode mnie jednoznacznej odpowiedzi. Nie wymuszała wahań i dylematów przed wyborem. W ogóle nie oczekiwała żadnych deklaracji. Pytała retorycznie, bo tuż pod nią widniała zaskakująca odpowiedź.

Łańcuch obnażał moralnie głównych bohaterów thrillera, uwidoczniając mroczną sferę psychiki każdego człowieka. Zdolność do bycia i ofiarą, i katem.

   Chociaż nie do końca.

    Kiedy wraz z główną bohaterką Rachel, matką trzynastoletniej Kylie, zostałam nagle i gwałtownie wciągnięta do Łańcucha, walczyłam w myślach. Rachel otrzymywała jasne komunikaty – powiadomisz policję – córka zginie, podzielisz się informacją z innymi – córka zginie, nie wykonasz polecenia – córka zginie, cokolwiek zrobisz niezgodnego z ustaleniami – córka zginie. Obserwowałam poczynania zrozpaczonej matki, która bez zastrzeżeń godziła się z warunkami Łańcucha, ale jednocześnie cały czas analizowałam zmieniającą się sytuację i szukałam słabych punktów pułapki pozwalających stać się tym pierwszym ogniwem, który rozwaliłby ten węzeł gordyjski. Było bardzo trudno, bo  spajały go twarde jak diament emocje.

   Uczucia rodziców do własnego dziecka.

   Matki i ojców, którym ziścił się najczarniejszy scenariusz porwania ukochanego syna lub córki, a warunkiem ich uwolnienia było porwanie dziecka następnej rodziny, razem tworzących Łańcuch wzajemnych uzależnień i uwarunkowań. Płacili przy tym okup, ale pieniądze w Łańcuchu nie były najważniejsze. Suma zawsze była skrojona na miarę możliwości finansowych zakładników, a proponowanie większej było bezcelowe i wręcz idiotyczne. Przekonałam się o tym w miarę naprzemiennie opowiadanej historii losów ludzi stojących za tą prelekcyjną organizacją, zbudowaną na najważniejszej ludzkiej emocji – zdolności do kochania. Na wzór meksykańskiej metody zastępowania ofiar porwań, zgodnie z którą, jeżeli uprowadzona osoba wyjątkowo źle znosi swoja sytuację, ktoś inny z rodziny może zająć jej miejsce. Połączona z dziecięcą zabawą złowróżbnych, ale niewinnych listów łańcuszkowych znanych niemal wszystkim na całym świecie, dała ostrą emocjonalnie mieszankę wybuchową.

   W tej powieści nie było chwili na oddech.

   Przechodzenie z jednej ohydnej roli w drugą równie odrażającą stawało się automatyczne i mimowolne. Co nie znaczyło, że schodzenie w głąb piekła moralnego było łatwe i bezbolesne. Rachel swoją sytuację określiła jednoznacznie – Twój upadek był gwałtowny i szybki. Tkwisz w klatce pędzącej prosto do piekła. Będzie jeszcze gorzej. Zawsze jest gorzej. Najpierw rak, potem rozwód, potem porwanie córki, a na koniec stajesz się potworem.

   Bestią, która siedzi uśpiona w każdym z nas.

   Dokładnie to chciał udowodnić autor, włączając (też automatycznie i mimowolnie) czytelnika w akcję. Nieważne kim jesteś. Jakie masz zasady. Czym kierujesz się  w życiu. Wystarczą odpowiednie warunki, by ją obudzić i z ciebie wywołać. By pokazać to, co powiedział J. G. Ballard, nasza cywilizacja to tylko krucha , delikatna fasada, za którą króluje prawo dżungli. Lepiej ty niż ja. Lepiej twoje dziecko niż moje. Kimś takim musiała stać się Rachel, ale też wściekłą niedźwiedzicą, której na drodze pomiędzy nią a jej dzieckiem stanął obcy.

   Rozwiązanie sytuacji było bardzo spektakularne.

Gdybym oglądała film, skulona trzymałabym kolana pod brodą. Dla mnie jednak najważniejsza była odpowiedź na nieustannie dręczące mnie pytanie – czy nie było innej drogi wyjścia z patowej sytuacji? Odkładałam z nim książkę. Z nim ponownie brałam ją do ręki. Kołatało mi się po głowie w chwilach nieczytania. Nawet przemykało w umyśle tuż przed snem. Byłam w Łańcuchu non stop.

   Nadal jej nie znalazłam!

   Jednak z uporem maniaka prześladuje mnie jakaś nadzieja na przyzwoitość ludzką i wiarę w człowieczeństwo, które nie pozwalają mi zapomnieć o pytaniu. Książkę z zakładką temu, komu uda się znaleźć odpowiedź. Kto uwolni mnie od uporczywego dźwięku ciągnącego się za mną Łańcucha…

   Pomocy!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Tak wygląda gwałtowny i brutalny początek wciągnięcia w Łańcuch, a zarazem początek powieści i piekła emocji.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Posłaniec – Markus Zusak

21 marca 2019

Posłaniec – Markus Zusak
Przełożyła Anna Studniarek
Wydawnictwo Nasza Księgarnia , 2014 , 349 stron
Literatura australijska

Od karty asa karo z wypisanymi na niej trzema tajemniczymi adresami wszystko się zaczęło i wszystko się zmieniło.
Adresat znalazł ją w skrzynce pocztowej, w małej kopercie. Wyraźnie zaadresowanej do niego – Ed Kennedy. Nie bardzo wiedział, co z nią zrobić i dlaczego to właśnie on ją otrzymał? Przecież miał dopiero dziewiętnaście lat i był tylko taksówkarzem. Miejscowym nieudacznikiem, który niczego w życiu nie osiągnął. Ucieleśnieniem przeciętności mieszkającym w ruderze ze śmierdzącym psem Odźwiernym. Ofiarą losu, która stanowczo czyta za dużo książek, zdecydowanie nie radzi sobie z płaceniem podatków i seksem, skoro od zawsze tylko platonicznie kochał Audrey. Żałosnym karciarzem spędzającym czas kilka razy w tygodniu na grze w karty w gronie przyjaciół – Marvem, Ritchiem i Audrey.
Również przeciętnymi rówieśnikami, jak on.
Dlaczego więc to on został wybrany do zadania, nad którego sensem, powodem i celem musiał się mocno zastanowić? Kilka dni później nadal tego nie wiedział, jęcząc – Dlaczego ja? – jednocześnie wbijając lufę pistoletu w kark mężczyzny przed wyborem – zabić czy pozwolić żyć?
Nie wiedział, ale ja znałam odpowiedź!
Był jedyną osobą, która przeciwstawiła się przestępcy podczas napadu na bank. Kiedy wszyscy klienci wraz z jego przyjaciółmi leżeli zastraszeni na podłodze, Ed chwycił przypadkowo leżącą broń i wymierzył w bandytę. Ten potencjał dobra i zdolności do rzeczy niemożliwych dla innych musiał zauważyć ktoś jeszcze. Ktoś, kto postanowił wykorzystać go dla dobra mieszkańców miasteczka, przyjaciół głównego bohatera, jego najbliższych i samego Eda.
Kimkolwiek był, robił to bardzo dobrze!
Zafundował Edowi swoistą grę w karty z zadaniami do wykonania. Ich istotę, cel, sposób realizacji i następne etapy wyznaczały kolejne asy. W ten sposób tajemniczy ktoś kryjący się za tą misją, obarczył chłopaka rolą posłańca niosącego wiadomość.
Z fascynacją grałam w tę grę razem z Edem. Niecierpliwie czekałam na kolejnego asa. Z przyjemnością odkrywałam sedno zadania. Chętnie łamałam sobie głowę nad prawidłowym jego rozwiązaniem. Z niepokojem towarzyszyłam podczas jego wykonywania, bo nigdy nie było wiadomo, czy Ed wyjdzie żywy z zadania, którego charakter sam określał i inicjował.
Gra, pomimo niebezpieczeństw, totalnie pochłonęła nas oboje!
Nie tylko on myślał o asach. Mnie też nie dawały spokoju. Co nie przeszkadzało nam w nieformalnym śledztwie poszukiwania osoby, która kryła się za całym tym zamieszaniem. W ostatecznym efekcie bardzo szlachetnym i przypominającym survivalowe warsztaty psychoterapeutyczne wywracające do góry nogami nie tylko życie Eda i jego przyjaciół, ale zmieniające świadomość i nastawienie do życia wszystkich bohaterów opowieści. Również tych drugoplanowych.
Po Złodziejce książek to moja druga powieść tego autora i mimo że różnią się diametralnie, to łączy je wspólny temat – przyjaźń i człowieczeństwo. W przypadku Złodziejki książek – w czasach nazizmu. W przypadku Posłańca – w świecie konsumpcjonizmu i materializmu. Jak się okazuje, żyć odważnie, altruistycznie i świadomie w czasie pokoju wcale nie jest łatwiej niż podczas wojny. Życie to walka wprawdzie w różnych warunkach, ale nieustanna walka o wiarę w siebie i możliwość dobrego, pożytecznego życia. To dlatego autor kończy powieść dwoma zdaniami skierowanymi bezpośrednio do czytelnika – Wcale nie jestem posłańcem. Jestem wiadomością. Każdy może odebrać tę informację inaczej. Odmiennie zrozumieć. Dopasować do własnych możliwości, ale bazą do popracowania nad sobą jest podstawowe jej przesłanie – każdy, nawet najbardziej przeciętny nieudacznik (taki jak Ed i jego przyjaciele) w najbardziej przeciętnym zakątku świata potrafi i może wznieść się ponad swoje ograniczenia i dokonać rzeczy, które wydawały się niemożliwe do zrealizowania. I wcale nie muszą to być spektakularne akcje. To przede wszystkim dobrze wykorzystane małe, niepozorne chwile, które składają się na wielkość i jakość życia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 Posłaniec [Markus Zusak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Wszystko z miłości – Megan Gressor , Kerry Cook

Wszystko z miłości: 38 romansów wszech czasów – Megan Gressor , Kerry Cook
Przełożył Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Poradnia K , 2017 , 328 stron
Literatura australijska

Miłość niejedno ma… cierpienie!
Z jednej strony uskrzydla, ale z drugiej te skrzydła podcina. O tych twardych realiach jej wzniosłego przeżywania jest ta książka. Zwłaszcza gdy przydarzy się osobom znanym, nietuzinkowym, do miłości nieodpowiednim, czyniąc z niej mezalians. Wtedy najbardziej zainteresowani przeżywają huragan, tornado i piekło emocji, nierzadko prowadzących do śmierci, a reszta świata śledzi ich romans, jak romantyczną powieść lub film.
A ona nie ma z nimi nic wspólnego!
Wystarczy przyjrzeć się 38 romansom znanych par zebranych w tej publikacji.

Podzielonych na sześć rozdziałów otwieranych portretem wybranych kochanków i pogrupowanych według profesji lub dziedziny ich działalności, daje przegląd historii najsłynniejszych związków począwszy od biblijnych i królewskich, poprzez ludzi pióra i sztuki, na polityce i zauroczeniach hollywoodzkich skończywszy.
Każda z nich inna!
Wyjątkowa, nietuzinkowa i niepowtarzalna tak, jak osoby ją przeżywające. Podobna i zbieżna w jednym – w poświęceniu, by ją móc przeżywać zgodnie z sercem lub rozumem. Cokolwiek bohaterowie nie wybierali, koszt zawsze był ten sam – ogrom cierpienia. To on wywoływał burze miłosne, które stawały się dla mnie opowieściami kryminalnymi, jak u gangsterskiej pary Bonnie i Clyde’a. Skandalami towarzyskimi, jak u pary homoseksualnej Oskara Wilde’a i Alfreda Douglasa, których uczucie, ujmując eufemistycznie, nie śmie wymówić swojego imienia. Wydarzeniami politycznymi, jak u Aung San Suu Kyi i Michaela Arisa. Motywacjami zabójczymi jak u pary samobójców Księcia Rudolfa i Marii Vetsery. Historiami sensacyjnymi, jak u Romana Polańskiego i Sharon Tate. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, uzupełniając listę bohaterów również o biografie w niej nieujęte.
Wszystkie przeciekawe!
Uzupełniające znane mi losy z przekazów historycznych i współczesnych mediów o nieznany dotąd punkt spojrzenia tak, jak historia trójkąta księżnej Diany, księcia Karola i Camilli Parker Bowles. Jednak dla mnie główną bohaterką tych emocjonujących i emocjonalnych opowieści była… miłość. Jej szerokie spektrum odcieni i barw nasyconych szaleństwem i zdrowym rozsądkiem. Popychająca do działania i powstrzymująca od niego. Podtrzymująca przy życiu i nakazująca go sobie odebrać. Bogaty materiał dobrze ilustrujący rozważania o naturze miłości niejednoznacznej, niejednorodnej i nieuchwytnej. A co najważniejsze – niezależnej od woli człowieka. Pojawia się, czy tego chcemy, czy nie. W tej pozycji skutecznie zabijającej wyobrażenie romantyczne wykreowane w literaturze oraz filmie i sprowadzającej na twardy grunt realiów.
Historie zawarte w niej, pomimo swojej różnorodności, nie wyczerpują (wbrew tytułowi) tematu. Ośmielam się twierdzić, że żadna z nich nie sięgnęła dna cierpienia, nawet jeśli kończyła się samobójstwem. Jest taki rodzaj miłości, która nie ma „kibiców”. Ukryta w sercu tak głęboko, że nawet osoba nią obdarzona o tym nie wie i dowiedzieć się nie może. Żyć z takim brzemieniem tajemnicy, bez nadziei na jej spełnienie się i nie popełnić samobójstwa w jej omotaniu, usidleniu i otumanieniu, to sytuacja, w której wrogiem staje się… sama miłość. By przeżyć, trzeba ją zabić. Każdy, kto jej doświadczył wychodzi z tej potyczki wzmocniony, ale i kaleki. Jednak, jak mówi poeta Alfred Tennyson – Lepiej kochać i miłość utracić, niż nie zaznać jej nigdy.
Ale to temat na zupełnie inną książkę!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wszystko z miłości [Megan Gressor, Kerry Cook]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi:

To żyje! – Toby Walsh

To żyje!: od logicznego fortepianu po zabójcze roboty – Toby Walsh
Przełożył Witold Sikorski
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  288 stron
Literatura australijska

   Bardzo się wystraszyłam!

   Nie treścią książki. Tę przeczytałam dla uspokojenia, chociaż pozostała we mnie niepewność i obawy, ale przynajmniej nie strach. Wystraszyła mnie bogata wiedza mojej nastoletniej rozmówczyni, która roztoczyła przede mną Armagedon rodzaju ludzkiego pokonanego przez dodatkowego, piątego Jeźdźca Apokalipsy niewymienianego w Biblii – sztuczną inteligencję. W jakiejś części miała rację. W tej negatywnej. Swoją wiedzę czerpała z Internetu, więc nie wiem, czy była ofiarą komercji szukającej poczytności opartej na sensacji, czy może sama doszła do takiego wniosku. Sięgnęłam więc po pozycję o tej tematyce napisaną przez jednego z wiodących uczonych na świecie, który, kolokwialnie rzecz ujmując, zjadł zęby na sztucznej inteligencji , a którą za autorem będę określać skrótowcem AI (ang. Artificial Intelligence). Człowieka utytułowanego (jest profesorem), badacza z osiągnięciami, naukowca nagradzanego, a co najciekawsze w jego biogramie umieszczonym w książce, z którego zaczerpnęłam informacje, opowiadającego się za zakazem używania broni autonomicznej, tak zwanych robotów zabójców. Dawało mi to gwarancję, że nie mam do czynienia z szalonym badaczem zafiksowanym tylko na sukcesach osiąganych po trupach, ale z badaczem myślącym perspektywicznie i dalekosiężnie. Potrafiącym obiektywnie spojrzeć na dziedzinę swojej nauki i przewidzieć, w odróżnieniu od Alfreda Nobla, konsekwencje jej rozwoju dla ludzkości.

   Dosłownie!

   Na końcu publikacji umieścił rozdział, w którym przedstawił 10 prognoz dotyczących wpływu AI na transport, edukację, rozrywkę i opiekę zdrowotną, możliwych i prawdopodobnych do spełnienia się w 2050 roku. Niektóre przyjemne, kilka zatrważających, inne zadziwiające, ale mnie spodobała się jedna – całkowity zakaz prowadzenia samochodów przez człowieka! Zastąpią go samochody autonomiczne. Zwiastun tej prognozy już istnieje realnie – znana firma transportowa Uber wprowadziła taksówki autonomiczne w Pittsburghu! Najciekawsze w tych przewidywaniach było to, że większość z nich jest obecnie w jakiejś części już realizowana!

   Ale zanim te prognozy przedstawił, sięgnął do historii.

   Jak autor zauważył – Aby zrozumieć, dokąd zabiera nas sztuczna inteligencja, dobrze jest wiedzieć, skąd ona pochodzi i gdzie znajduje się dziś. Dokładnie na takie trzy części podzielił swoją wiedzę. Zaczął od rysu historycznego rozwoju technologii i AI. Jej pojawienie się i skalę konsekwencji dla ludzkości porównał do rewolucji przemysłowej, a w dziedzinie obronności do wynalazku prochu i broni jądrowej. Wszyscy wiemy, z czym się to wiąże. Przede wszystkim z odpowiedzialnością w wykorzystywaniu AI. Uczonych podzielił na tych, którzy nie widzą w niej zagrożeń i tych, którzy zalecają stosowanie AI tylko do wspierania działań człowieka, a nie jego zastępowania we wszystkim. Autor zajmuje miejsce pośrodku, próbując pogodzić te różnice, a za pomocą książki zrealizować jeden cel – pomóc wszystkim zainteresowanym niebędącym specjalistami w tej dziedzinie w zrozumieniu, na ile powinniśmy się cieszyć, a na ile martwić tym, że nadchodzą myślące maszyny. Jego osiągnięciu miała służyć zwłaszcza część druga, omawiająca dzisiejszy stan AI. To w nim dowiedziałam się, jakiego rodzaju badacze pracują nad jej poszczególnymi aspektami, jakie mamy najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie, co ogranicza rozwój AI i jakie są jej formy zastosowania. To tutaj uświadomiłam sobie, że AI jest wszędzie. Nie widać jej tak, jak nie widać prądu, dopóki nie włączymy światła czy tak, jak powietrza, dopóki nie nabierzemy go w płuca. Bo AI to nie tylko robotyka, która jest najbardziej widoczna i efektowna. To również systemy uczące się, rozumowania logicznego i przetwarzania języka naturalnego ukryte w powszechnie używanych urządzeniach lub gadżetach elektronicznych, mających na przykład w smartfonach, oprócz funkcji telefonu, również wiele innych, dodatkowych, czyniących z niego minikomputer z AI.

   AI nas otacza i przenika nasze życie!

   Autor jednak uspokaja, pisząc  – Sztuczna inteligencja, moim zdaniem (…), nie jest obecnie największym zagrożeniem dla ludzkości. W istocie podejrzewam, że z trudem może znaleźć się w pierwszej dziesiątce. Jest wiele bliższych niebezpieczeństw, które łatwo mogą zniszczyć ludzkość. I tutaj wymienia globalne ocieplenie, globalny kryzys finansowy, globalną wojnę z terroryzmem, migracje ludności, przeludnienie, pandemie, superwulkany, ogromne meteory czy rosnącą odporność na antybiotyki. Dokładnie to wszystko, na co zwracał uwagę Douglas Preston w Zaginionym Mieście Boga Małp. Jeśli już można się czegoś obawiać ze strony AI to jej negatywnego  oddziaływania na człowieka i społeczeństwo – rozluźnienie i zerwanie więzi międzyludzkich, alienacja jednostki, wyobcowanie, skrajny indywidualizm czy nieumiejętność komunikacji. Na wszystkie wartości miękkie, które najbardziej odczują tę negatywną stronę stosowania AI. Technologia będzie miała również wpływ na pojmowanie człowieczeństwa, człowieka i jego roli w społeczeństwie.

   Tego destrukcyjnego aspektu psychologicznego AI obawiam się najbardziej.

   Naukowcy dają nam do rąk narzędzie, którym musimy nauczyć się mądrze posługiwać. To od nas zależy, jak i do czego go użyjemy. Autor wyraźnie podkreśla ostateczne przesłanie tej książki – sztuczna inteligencja może prowadzić nas różnymi ścieżkami, dobrymi lub złymi, ale to społeczeństwo musi wybrać, którą ścieżkę wybrać i działać na rzecz tego wyboru.

   Czy jesteśmy na to gotowi?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Co cię nie zabije, to cię wzmocni – James Adonis

Co cię nie zabije, to cię wzmocni: i inne motywacyjne bzdury – James Adonis
Przełożyła Małgorzata Guzowska
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  186 stron
Literatura  australijska


   Szczęście ma tu wszystko do rzeczy.

   Znane porzekadło. Ale zaraz! Coś w nim nie brzmi do końca znajomo. No tak! To przecież przeinaczona wersja sloganu promowanego przez Serenę Williams – Szczęście nie ma tu nic do rzeczy. Miała na myśli wszystkie inne warunki, a zwłaszcza ciężką pracę, składające się na jej sukces sportowy. Według niej, na pewno nie szczęście. Autor odważył się go zripostować, pisząc – I proszę zignoruj Serenę Williams, bo szczęście ma tu mnóstwo do rzeczy. Po czym pokazał swoje argumenty w postaci analiz naukowych prowadzonych przez badaczy, obalających ten mit, by na końcu stworzyć nową myśl.

   Bliższą prawdy!

   W ten sposób „rozprawił się” w tej książce z wieloma innymi myślami, powiedzeniami, sloganami czy truizmami. Na przykład takimi:

Niektóre rozdziały poświecił tylko jednemu cytatowi, a niektóre zgrupował tematycznie jak szczęście, marzenia, pieniądze czy zdrowie. Odważył się rzucić krytyczne wyzwanie wielu myślicielom z psychologii motywacji, której sam jest przedstawicielem i filozofom jak Konfucjusz i Friedrich Nietzsche, a także osobom znanym (sportowcom, pisarzom, a nawet znawcy bilarda), a przez to mającym wpływ na myślenie i postawy innych ludzi. Skrajności ich wypowiedziom przywrócił równowagę pojęciową, twierdząc, że w rozwoju motywacyjnym zbyt duże znaczenie przypisuje się psychologii pozytywnej, odrzucając psychologię negatywną i zapominając o jej roli uzupełniającej i równie korzystnej, w myśl zasady – każda skrajność przynosi szkody. Ta pozytywna też. Dlatego autor postanowił skorygować to, co błędne, niezależne od tego, jak ciepło i powszechnie zostało przyjęte. Odważnie więc proponuje po każdym rozdziale nowe wersje znanych i powszechnie powtarzanych myśli:

   Przyznaję, że był przy tym burzeniu logiki dotychczasowego myślenia bardzo przekonywujący, ale przede wszystkim uczył krytycznego myślenia po to, by bezmyślnie przyjmowaną zasadą nie skrzywdzić siebie i innych. By pasji nie zamienić w obsesję, konsekwencję w ślepy upór, a marzenia w samooszustwo. Trochę mnie jego nowe podejście do funkcjonujących w świadomości „złotych myśli” zdemotywowało, bo skoro na przykład szczęście ma duży wpływ na moje sukcesy i na to, co mi się w życiu przydarza, to po co mam pracować, starać się i pokonywać problemy? I tutaj autor przyszedł mi z pomocą, uprzedzając już we wstępie, że nie jest to książka antymotywacyjna, ale książka zwalczająca motywacyjne bzdury i inne formy, jak sam to ujął – samooszukiwania się, cały ten szajs, melanż bałamutnych cytatów, kłamstw i bajek . Napisał ją po to, by przeciwstawić się wszechobecnym cytatom i powiedzonkom, które są albo z gruntu nieprawdziwe, albo pełne luk.

   Uzbrojona w tak krytyczne myślenie, zastanowiłam się nad jedną, żelazną zasadą, którą kieruję się w sytuacjach beznadziejnych i bez wyjścia,  która nigdy mnie nie zawiodła, a sformułowaną przez Arthura Schopenhauera – Nie masz szansy, ale wykorzystaj ją!  Nie znalazłam prostej odpowiedzi. Za to pojawiło się mnóstwo pytań. Czy w jej przesłaniu nie ma zachęty do krzywdzenia innych? Czy czasami nie lepiej odpuścić sobie, bo bilans zysków będzie niewielki w stosunku  do poniesionych strat? Czyje liczy się bardziej – moje czy innych? Jak autor przeanalizowałby naukowo tę myśl? I najważniejsze – jak ostatecznie przeformułowałby ją na nowo? Może – nie masz szansy, ale wykorzystaj ją, nie krzywdząc przy tym innych?

   Myślę nad tym i nad wieloma innymi powiedzeniami.

   I chyba dokładnie o taki efekt autorowi chodziło – zastanowienia się nad tym, co do nas mówią inni i co my ostatecznie przyjmiemy z tego do siebie.

   Dla lepszego życia, dla wszystkich!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Coraz lepiej – Mark Juddery

Coraz lepiej: dlaczego świat nie schodzi na psy – Mark Juddery
Przełożyła Małgorzata Guzowska
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  336 stron
Literatura  australijska

   Czym różni się pesymista od optymisty?

   Kiedy pesymista wchodzi na cmentarz, widzi same krzyże, a kiedy na cmentarz wchodzi optymista, widzi same… plusy! Może autor tej publikacji nie do końca na takich optymistów chce zmienić swoich czytelników. Wręcz daleki jest od takiego hurraoptymizmu, jak w przytoczonym z kolei przez siebie żarcie (bo ta książka jest pełna humoru!) – Przez pomyłkę przysłano nam kule inwalidzkie zamiast lalki, ale jestem taka zadowolona, bo nie musimy z nich korzystać. Takie skrajności według niego są niepożądane po obu stronach. Chce to skrzywione spojrzenie wypośrodkować. Nadać mu balans i podsunąć ku temu argumenty w postaci kontekstu i porównań. Pokazać, że cmentarz i śmierć to tylko niewielki wycinek naszej rzeczywistości, a poza nim jest życie!

   I to życie jest lepsze, niż nam się wydaje.

   To dlatego swoją książkę zadedykował malkontentom, maruderom, narzekającym, defetystom i im podobnym, pisząc:

Twierdzi, że to w nas tkwią przyczyny pesymistycznej oceny współczesności, których wymienił aż siedem. Siedem przyczyn składających się na to, że wolimy ekscytujące i ciekawsze zło niż nudne dobro. Że teraźniejszość jest upiorna i nieciekawa, a przeszłość fascynująca i lepsza. Że żyjemy w czasach o wiele gorszych i naprawdę nieważne, jak względnie dobrze wszystko wygląda, wciąż będziemy odczuwali potrzebę narzekania. Zwłaszcza my, Polacy, którzy, w mojej opinii i odwiedzających nas cudzoziemców, robimy to najlepiej na świecie. Autor rozdział po rozdziale udowadnia, powołując się na fakty z historii i dane statystyczne, że ”stare dobre czasy” nie były wcale takie dobre; zostały po prostu dobrze sprzedane. Dobrze wie, co mówi, bo sam był (niestety, nie żyje już) dziennikarzem.

   Momentami jest w tym kontrowersyjny.

   Zdaje sobie z tego sprawę, uprzedzając o tym, że teraz, zaraz, powie coś, co mnie mocno zbulwersuje lub zirytuje. I faktycznie tak było! Osiągał nawet więcej, niż zamierzał – wkurzał mnie! Bo jak ja mam spokojnie wysłuchiwać, że Adolf Hitler wcale nie był taki zły. Podniósł mi trochę ciśnienie tym stwierdzeniem ( i nie tylko tym!), mimo uprzedzenia – Ostrzeżenie: tu staję się kontrowersyjny. Naprawdę. I był, ale kiedy po ochłonięciu, oddawałam mu ponownie głos, by przytoczył swoje argumenty, zaczynałam przyznawać mu rację!

   Naprawdę!

   Kontekst historyczny oraz statystyki zupełnie inaczej ukazywały II wojnę światową z tym, co działo się w czasach na przykład Aleksandra Wielkiego. Muszę przyznać, że mój pesymizm wynikał nie tylko z tego, że dałam się omotać mediom promującym przemoc, agresję, strach, jako bardziej medialne (ciekawsze jest pogryzienie psa przez człowieka, niż dziecka przez psa), ale również po prostu z braku rzetelnej wiedzy historycznej. W takim nowym i na nowo odkrytym dla mnie kontekście ukazał nas, ludzi, jako mądrzejszych, milszych, lepszych dla siebie, innych i zwierząt, świat z nie aż tak strasznymi wojnami i konfliktami zbrojnymi, naszych przywódców jako dużo łagodniejszych dyktatorów, kobiety z dużo wyższą pozycją społeczną, Internet i sport jako źródła dobrych zjawisk i wiele, wiele innych. Poruszył również temat, który jest mi bliski – tej niedobrej i najgorszej od wszech czasów młodzieży! Przynajmniej tak słyszę wokół siebie. Na tak postawiony problem odpowiedział cytatem – Nasza dzisiejsza młodzież kocha luksus – powiedział pewien staruszek. – Mają złe maniery, gardzą autorytetami, okazują brak szacunku starszym i kochają gadać podczas zajęć; nie wstają, gdy starsi wchodzą do pomieszczenia, sprzeciwiają się rodzicom, paplają w towarzystwie, połykają posiłki i terroryzują nauczycieli. Brzmiało, jakby im przytakiwał, dopóki nie dodał, że ten staruszek żył przed dwoma i pół tysiącem lat! Niestety, jego nazwisko nie zachowało się.

   Jak polemizować z takim argumentem?

   W ten sposób (i na wiele innych również) rozprawił się z problemami pierwszego świata, jak alkoholizm, porody, niepełnosprawność, diety, ból, plastik, ropa naftowa, wypadki drogowe i wiele innych, a wśród nich nawet bajki dla dzieci. Nie są takie złe, jak nam się wydaje. A te „dobre” bajki Ezopa, Jana Christiana Andersena czy braci Grimm nie do końca takie cudowne i pożyteczne. Opowiadane w wersji oryginalnej, w której Śpiąca królewna jest gwałcona we śnie przez przystojnego (i żonatego) królewicza, dopiero robią piorunujące wrażenie, przy których emocje, jakich dostarczają nasze współczesne bajki wydają się tak grzeczne, że aż… nudne.

   Jaki z tego wniosek?

   Ograniczać zaufanie do informacji medialnych, dociekać samemu, docierać do źródeł i podejrzliwie patrzeć na niusy ze skrajnymi hiperokreśleniami wyolbrzymiającymi i nadymającymi treści. Na „deser”, żeby już całkiem zrobiło mi się przyjemnie, że żyję, jak w raju, wymienił kilkadziesiąt krajów, w których polepszyło się w ciągu ostatniego wieku. Polski wśród nich nie było, ale akurat tutaj sama jestem w stanie ocenić skalę dobra, ponieważ pamiętam bolesne dla dziecka czasy ze słodyczami na kartki i widzę dzisiejszy raj słodyczowy na sklepowych półkach. Problem – skąd je wziąć, zamienił się na – jak się nimi nie obżerać. A to jest według autora najlepszy dowód na to, że nasze życie musi być naprawdę dobre! Niestety, zawsze znajdą się tacy, którzy uznają, że to dobry powód, by zacząć narzekać.

   Czyżbym w tym momencie znowu zaczęła narzekać?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: