Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Władimir Putin – Arleta Bojke

21 marca 2019

Władimir Putin: wywiad, którego nie było – Arleta Bojke
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 270 stron + 28 stron zdjęć
Literatura polska

Arleta Bojke!

To imię, nazwisko i twarz zna każdy, kto śledzi programy informacyjne. Szybkie, rzeczowe, logiczne i spójne komentarze z Rosji, tłumaczące rzeczywistość i mentalność naszych wschodnich sąsiadów, to jej specjalność i wizytówka. Klasę dobrego dziennikarza pokazała na Krymie i w Donbasie, gdzie w kamizelce i hełmie, jak po starszym bracie, szła do żołnierzy ukraińskich i separatystów po informacje, nie zważając na ostrzał i wymierzone w nią lufy karabinów.
Krucha dziewczyna z sercem pitbulla do walki o informację.
Po to, abym mogła wieczorem, włączając telewizyjną dawkę informacji, zobaczyć prosto z wozu transmisyjnego jej wejście na żywo i posłuchać, co dzieje się za wschodnią granicą.
Dziennikarce tej formy przekazu było mało.
Jak sama napisała – W przypadku dziennikarza telewizyjnego wiele rzeczy zostaje poza kadrem. Zwłaszcza wypowiedzi osób komentujących relacjonowane wydarzenia. To jeden z dwóch powodów powstania tego zbioru reportaży. Faktycznie jest w nim mnóstwo kontekstów i wątków poszerzających oglądany dotychczas wąski kadr okienka telewizyjnego. Komentarzy oddających nastrój ludzi z każdej strony konfliktu. Obiektywnego obrazu ukazującego nastawienie ludzi do aktualnych problemów Rosji i Ukrainy, walk na Krymie i w Donbasie, które z jednej strony wiele mi wyjaśniły, a z drugiej doprowadziły mnie do jednego wniosku – to, co dzieje się na Krymie, to bardzo skomplikowany problem, w który włączona jest Moskwa, duchowni prawosławni, Czeczeni, Tatarzy krymscy, Rosjanie, Ukraińcy oraz trudna historia tych ziem. Autorka, chcąc dobrze pokazać złożoność tego problemu, przyjęła formę reportaży, będącymi jednocześnie odpowiedziami na zadawane pytanie w postaci podtytułów, Władimirowi Putinowi. Dołączyła do nich również kilkanaście stron zdjęć z opisywanych miejsc.

Razem tworzyły quasi-wywiad.
Jak precyzuje podtytuł książki – wywiad, którego nie było. I prawdopodobnie długo jeszcze może nie być z jakimkolwiek polskim dziennikarzem. Udało to się tylko raz Adamowi Michnikowi z Gazety Wyborczej w 2002 roku. Dlaczego tak jest, odpowiada autorka we wstępie – Do rosyjskiego prezydenta zwracałam się z prośbą o wywiad wiele razy. Większość z tych próśb pozostała bez odpowiedzi. Na niektóre pisma służba prasowa Kremla zareagowała, ale informacja zawsze była taka sama: prezydent nie znajdzie czasu. Nie czekając więc ani na to, aż doradcy rosyjskiego prezydenta uznają, że warto Polsce poświęcić czas, ani na oficjalną wizytę Władimira Putina w naszym kraju (…) postanowiłam hipotetyczne pytania do rosyjskiego przywódcy potraktować jako pretekst do analizy zarówno celów, które być może zamierza osiągnąć, jak i sytuacji, którą stworzył na Ukrainie i w Syrii, jego postrzegania w świecie oraz tego, co może się jeszcze wydarzyć.
Brak nadziei na taki wywiad to drugi powód powstania tej książki.
Dziesięć złożonych pytań, jakie autorka zadała, nie do końca jednak pozostały bez odpowiedzi ze strony Władimira Putina. Na część z nich odpowiedział pośrednio podczas konferencji prasowych z dziennikarzami. Głównie zagranicznymi. Często bez polskiego udziału. Reportaże były tak ułożone, abym mogła najpierw zobaczyć problem aneksji Krymu, jego podłoże polityczno-historyczne, racje każdej ze stron konfliktu, przeanalizować przyczyny i skutki, stanowisko Zachodu, ale przede wszystkim dostrzec polityczne mistrzostwo świata Władimira Putina, którego osobie poświęciła jeden reportaż – Car. To po nim mogłam sobie odpowiedzieć na pytanie o fenomen popularności przywódcy Rosji wśród jego obywateli. Zwłaszcza na prowincji. Chociaż, sądząc po ostatnich doniesieniach o zamieszkach w Moskwie, zaczynającym lekko słabnąć. Przynajmniej w stolicy.
Jest jednak w tych reportażach coś, co bardzo mnie ujęło.
Coś, z czym borykałam się w czasach komuny, kiedy nie wolno było lubić Rosjan, a ja byłam rusofilką. Autorka rozgrzeszyła mnie z tej niepoprawności politycznej. Ukazała Rosję złożoną. Tę polityczną i tę, która fascynuje (myślę, że nie tylko mnie) od zawsze – zwykłych ludzi. Jestem jej wdzięczna za przedostatni reportaż Moja Rosja, w którym nie było wojny, polityki i nienawiści, a była ta Rosja, która da się lubić, a nawet ta, której nie da się nie lubić. Rosja przyzwoitych, zwykłych ludzi i ludzi ze stowarzyszenia Memoriał, którzy szukają prawdy o zbrodniach Stalina wbrew oficjalnej polityce Kremla, dlatego, że wierzą, tak po ludzku, iż trzeba je rozliczyć. Nie tylko dla Polaków, ale przede wszystkim dla Rosjan. I jeszcze wolontariuszy ze stowarzyszeń poszukujących ciał żołnierzy radzieckich pogrzebanych w całej Rosji, a zapomnianych przez kolejnych rządzących tak, jak i głośne niegdyś hasło – nikt nie jest zapomniany, nic nie jest zapomniane, po to, by odkopać i godnie pochować. O tym problemie czytałam również w publikacji Gogol w czasach Google’a Wacława Radziwinowicza. Takich przykładów innej, ludzkiej Rosji spoza politycznych doniesień informacyjnych, pokazuje więcej, a i tak, jak sama pisze – To tylko kilka przykładów „mojej” Rosji, Rosji, która nie musi kojarzyć się z Władimirem Putinem, imperialistycznymi zapędami i zachowaniem Rosjan spotykanych na wakacjach w Europie. To ta Rosja, którą można polubić, a przynajmniej warto pamiętać o tym, że ona też istnieje, nawet jeśli schowana za agresywną geopolityką.
Polecam tę pozycję również adeptom dziennikarstwa.
Między wierszami mogłam obserwować styl pracy autorki, cechy niezbędne do uprawiania tego zawodu, jego plusy i minusy, problemy, które trzeba umieć rozwiązać lub stawić im czoło. Emocje, które trzeba umieć opanować, pomimo że jest się mokrym od stresu. Wysnuć wniosek, że to bardzo wymagający i niebezpieczny zawód dla ludzi wyłącznie z pasją.
Tę pasję czułam w każdym zdaniu tych reportaży.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było [Arleta Bojke]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki

Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki
Wydawnictwo Rozpisani.pl , 2017 , 67 stron + 11 stron fotografii
Literatura polska

Okazuje się, że własny pogrzeb może być najważniejszym wydarzeniem w życiu!
Warto w tym dniu czuwać i być przytomnym, śledząc pilnie losy naszych prochów, bo nigdy nie wiadomo, dokąd zawędrują i na jakie niewygody po śmierci zostaną narażone. Jeśli ktoś pomyślał, że przecież nie jesteśmy tego świadomi i właściwie wszystko nam jedno, co będzie się działo później z naszym ciałem, to źle myśli. Boleśnie przekonał się o tym główny bohater tego opowiadania – Tadeusz, który przeoczył ten znaczący fakt. Będąc krakowianinem, zamiast w rodzinnym grobowcu na Rakowicach, został pochowany na podhalańskim cmentarzu w Murzasichlu. Okazało się, że pomyłki podczas wsypywania prochu do urny zdarzają się, a życie po życiu jest jak najbardziej realne. Tadeusz może i pogodziłby się z tym niefortunnym zrządzeniem losu, gdyby nie góralska kapela, która od tygodnia, codziennie, przez godzinę, rzępoliła mu nad grobem, zakłócając święty odpoczynek przyśpiewkami o juhasach, żyntycy, Marynie z Hrubego i góralskiej niedoli – i tak na okrągło!

Nie to, że nie lubił muzyki. Lubił! Był przecież za życia stroicielem grzebieni. Więc lubił, tylko że nie taką. I nie nad grobem! Mówiąc bez ogródek – nienawidził podhalańskiego pitolenia na skrzypcach!
Od tego momentu zaczęła się wędrówka Tadeusza po świecie żywych.
Próbował zaplanować przeniesienie na inny cmentarz z odwiedzającą grób żoną, kierownikiem cmentarza, księdzem, miejscowym góralem i wreszcie z właścicielem karczmy. Góralski świat widziany zza grobu i podany w oparach absurdu oraz czarnego humoru, śmieszy, każe przymrużać oko, bawi specyfiką myślenia i mentalności górali. Nic nie dziwi i wszystko można załatwić pomyślnie dla obu stron interesu. Nawet po śmierci.
Nawet z nieboszczykiem!
Autor opowiadania został zwycięzcą konkursu literackiego Wydaj swoich bohaterów zorganizowanego w 2016 roku przez wydawnictwo Rozpisani.pl. Przeniósł go także na deski krakowskiego Teatru KTO pod tym samym tytułem. Bilety jeszcze do nabycia! Chętnie poszłabym na przedstawienie, ale, o ironio!, mieszkam nad morzem i dlatego zazdroszczę krakowianom, że mają możliwość zobaczenia go na żywo. Zwłaszcza że przedstawienie zbiera pozytywne recenzje, a szczególnie odtwórca Tadeusza – Maciej Słota. Mnie pozostało obejrzeć rysunki Krzysztofa Krawca ilustrujące tekst,

zdjęcia z prób spektaklu umieszczone na końcu książki

i, wykorzystując nuty zamykające opowiadanie, samej zagrać sobie na skrzypcach.

A ponieważ nie umiem, poprosiłam o to zaprzyjaźnioną nastolatkę. Ona grała, a ja śpiewałam. Obie z zacięciem godnym mistrza, a może nawet górala! Tadeusz na pewno nie doceniłby tego. Ważne, że ja poczułam te góry, ten cmentarz z drewnianą kaplicą, z przepięknym widokiem na Tatry i muzyką góralską w tle.
Pomyłkom mówię zdecydowane – tak!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Stroiciel grzebieni [Krzysztof Niedźwiedzki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Białoruska ruletka – Andrej Sannikau

Białoruska ruletka: opozycyjny kandydat na prezydenta o walce z dyktaturą – Andrej Sannikau
Przełożył Michał B. Jagiełło
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2016 , 292 strony + 36 stron zdjęć
Seria Oblicza XXI Wieku
Literatura białoruska

Żywe Belarus!
To hasło białoruskich opozycjonistów, którym zakończyłam wpis w 2009 roku, nadal jest aktualne, mimo że o trudnej sytuacji Białorusinów czytałam ładnych parę lat temu w książce Małgorzaty Nocuń i Andrzeja Brzezieckiego – Białoruś: kartofle i dżinsy. Tuż po trzecim i bezprawnym wyborze w 2006 roku Aleksandra Łukaszenki na prezydenta. W 2017 roku jest nim nadal, mimo że takich wyborów w międzyczasie odbyło się jeszcze kilka. Ostatnie w 2010 roku.
Wszystkie sfałszowane!
Jednak cierpliwość i konformizm wobec ostatniego dyktatora w Europie, jak powszechnie określany jest A. Łukaszenka, o których pisałam przy okazji wspomnianej już publikacji, zaczyna się kończyć. 19 grudnia 2010 roku Białorusini na mińskim Placu Niepodległości zademonstrowali swój sprzeciw i niezgodę na sfałszowane wybory.

Fot.Maria Söderberg

Jego przywódcą był opozycjonista i „przegrany” kandydat na prezydenta – Andrej Sannikau.

Protest skończył się jak zwykle – użyciem siły na rozkaz A. Łukaszenki. Urzędnicy zostali zastraszeni. Opozycja znalazła się w więzieniach. Ja trafiłem do Amerykanki. – podsumował autor wydarzenia grudniowe. Amerykanka czyli mińskie więzienie to był początek drogi zniewolenia autora z wyrokiem pięciu lat kolonii o zaostrzonym rygorze. Często zmieniano mu miejsce pobytu. W sumie zaliczył trzy więzienia, trzy kolonie i osiem etapów w ciągu szesnastu odbytych miesięcy z zasądzonej kary. Po uwolnieniu w 2012 roku napisał wspomnienia o tym, co działo się przed wyborami, w trakcie, na Placu Niepodległości i po wyborach. Stworzył również analizę dyktatury, której zawartą w treści istotę i ponadczasowość zauważył Tom Stoppard, a którego opinię przeczytałam na odwrocie książki.

Sam autor ten bandytyzm, którego stał się ofiarą, nazwał GUŁAG-iem, ale z zupełnie innym rozwinięciem tego dobrze znanego akronimu – Główny Urząd Łukaszenki Aleksandra Grigorjewicza. By nie być gołosłownym, swoje wspomnienia poprzedził wypowiedziami osób z „ekipy”, jak nazywał ludzi z opozycji, opisujących swoją sytuację prześladowanego lub uwięzionego. Wielu z nich „zmarło” (czytaj – zamordowano) w tajemniczych okolicznościach. Nie będę opisywała warunków, w jakich przetrzymywano więźniów i zasad, na jakich ich więziono. Wystarczą słowa jednego z represjonowanych w Amerykance – Szatański system, stworzony w czasach represji stalinowskich w latach trzydziestych, w tym konkretnym przybytku funkcjonuje do chwili obecnej praktycznie bez zmian. Identyczny z tym stworzonym przez STASI w NRD, którego analizę porównawczą przytoczył autor i z tym w komunistycznej Polsce, o którym czytałam jeszcze niedawno w Gorzkich latach Stanisławy Sowińskiej. Nad bezproblemowym i sprawnym przebiegiem programu tortur czuwał starszy syn Łukaszenki, Wiktor, szef służb siłowych.
Niemalże rodzinny biznes!
Jednak sam autor, posiłkując się relacjami innych, niewiele pisze o swojej gehennie tortur psychicznych i fizycznych. Jakim go poddano, dowiadywałam się z opisów innych świadków. Ten paradoks milczenia o sobie zauważyła jedna z opozycjonistek, czytając Więzienie i wolność Michaiła Chodorkowskiego – im ciężej przeżywa się uwięzienie, tym mniej emocjonalnie to się opisuje. Najwidoczniej przeżycia schowane są bardzo głęboko, na papier przelewa się tylko fakty. Ja czytałam Michaiła Chodorkowskiego Portrety z łagru i miałam dokładnie to samo odczucie.
I o tych faktach przede wszystkim jest ta na poły relacja, na poły wspomnienia autora.
Rozpoczęte momentem uwięzienia, a potem czasem zniewolenia, po których dopiero opisuje sytuację polityczną i społeczną Białorusi przed wyborami i w ich trakcie. Ukazuje ją od środka opozycji, budując obraz kraju, który zatrzymał się w rozwoju politycznym w czasach stalinowskich. Pokazał również proces zniewolenia człowieka strachem opartym na niewolniczym systemie kontraktowym, który noblistka Swietłana Aleksijewicz, autorka wstępu, nazwała banalnością zła, cytując jego definicję za Hanną Arendt – nie ma chemicznie czystego zła, zło w naszym życiu jest rozproszone, rozpylone. Oprawca i człowiek żyją w jednym ciele: „Rozumiecie… mam dzieci”, „Wstawiałem się za wami… ale podpiszcie protokół”, „Taką mamy pracę”. Oprawcy są obok nas w metrze, w kawiarni, w kolejce do kasy w supermarkecie… Zwykły człowiek… Zwykli ludzie… Jak łatwo stanąć obok nich. Znany pisarz i więzień łagrów, Warłam Szałamow, nazwał to demoralizacją oprawcy i ofiary. Autor wielokrotnie doświadczał takich sytuacji, wspominając – Jak mnie denerwuje to ciągłe usprawiedliwianie podłości: „Przecież sami rozumiecie”! Paradoks – wiezień „musiał” zrozumieć sadystyczne postępowanie strażnika, który miał przecież rodzinę, żonę i dzieci, przez więźnia, który miał również rodzinę, żonę i dziecko.
Tak podana wiedza pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego przemiany demokratyczne Białorusi stoją w miejscu i dlaczego można mieć wrażenie, że na Białorusi nie ma silnej opozycji, a reakcje społeczeństwa są konformistyczne. W dużej mierze na tak błędną interpretację rzeczywistości ma wpływ brak pełnej wiedzy na ten temat. Jak zauważa Agnieszka Knyt, autorka wprowadzenia, w Polsce informacje na ten temat są szczątkowe, tak jak w ogóle wiedza o wschodnich sąsiadach. Ta nowa seria wydawnicza Oblicza XXI Wieku pod jej redakcją, zapoczątkowana relacjami Andreja Sannikaua, ma tę lukę wypełniać. Publikować współczesną literaturę faktu – relacje ludzi, którzy znajdują się w sytuacjach granicznych, rozstrzygających o życiu lub śmierci, stają przed nieoczekiwanymi wyborami… Książki tej serii będą również przedstawiać procesy – zwłaszcza naszego regionu świata – stanowiące niejako kontynuację poprzedniego stulecia. Ma tłumaczyć współczesny świat niedoinformowanemu lub pogubionemu w sprzecznych informacjach odbiorcy.
Jestem nim, dlatego z ciekawością i głodem rzetelnej informacji czekam na kolejną pozycję.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Białoruska ruletka [Andrej Sannikau]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi – Gill Hasson

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi – Gill Hasson
Przełożyła Małgorzata Guzowska
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 175 stron
Literatura angielska

Książka ta może ci pomóc w radzeniu sobie z wszelkimi typami ludzi we wszelakich możliwych sytuacjach – a dzięki temu uczynić twoje życie mniej stresującym i o wiele łatwiejszym.
Tak obiecywała we wstępie autorka, która jest nauczycielką akademicką, trenerką i ekspertką z dwudziestoletnim doświadczeniem w zakresie rozwoju osobistego. Dałam się jej namówić, bo chciałam ułatwić sobie kontakty z innymi ludźmi. Zwłaszcza z tymi pokręconymi i pokrzywdzonymi przez życie czyli trudnymi w kontaktach.
Okazało się, że nie będzie łatwo!
Wbrew pozorom to bardzo trudna pozycja. Nie w sposobie przekazu, bo jest jasny, napisany zrozumiałym językiem, konkretny i merytoryczny, ale w przyswojeniu samej treści. Skala trudności zależy od osobowości czytającego. Im bardziej odbiorca jest zamknięty na zmiany, które ta pozycja proponuje i im bardziej przekonany, że to inni dookoła powinni się zmienić, a nie on, tym trudniej. Okazuje się, że podstawą radzenia sobie z zachowaniami ludzkimi (nie ludźmi!), to przede wszystkim rozpoczęcie zmian od siebie.
To jest najtrudniejsze!
Na tym etapie wiele osób może zrezygnować z dalszego czytania. Niewiele osób lubi zmiany we własnej osobowości. Jeśli jednak da się szansę autorce i wczyta się w jej argumentację zawartą w rozdziale rozpoczynającym publikację, to automatycznie podaruje się szansę sobie samemu, poznając odpowiedzi na kluczowe pytania – dlaczego nasze kontakty z innymi zależą od nas samych? Dlaczego to my mamy zmienić punkt patrzenia, a nie inni? Dlaczego nie jesteśmy w stanie zapanować nad innymi osobami, ale powinniśmy potrafić zapanować nad własnymi emocjami, reakcjami i zachowaniami? I najważniejsze – czy w ogóle chcemy reagować?
Bo możemy trudnych ludzi omijać szerokim łukiem!
Tak jest najłatwiej. Można wyjść ze sklepu, jeśli zirytowała nas ekspedientka lub inny klient. Można odłożyć słuchawkę, słysząc w telefonie akwizytora. Ale, jak zauważa autorka, sprawa nie jest już taka łatwa, gdy chodzi o odcięcie się od rodzica, rodzeństwa, partnera, współpracownika czy znajomego.
Bardzo słuszna uwaga!
Mnie interesowali współpracownicy. Lubię ludzi z ich wadami i zaletami. Mam w sobie wiele tolerancji na inność, którą wręcz uwielbiam i w tym zakresie nie mam problemów. Gorzej, kiedy prywatnie taki do rany przyłóż człowiek, okazuje się być współpracownikiem, którego inność zaczyna przeszkadzać albo wręcz uniemożliwiać osiągnięcie wyznaczonego przez przełożonego celu. Autorka najpierw szczegółowo omówiła rodzaje takich trudnych zachowań. Opisując zachowania od agresywnych (bezpośrednia wrogość), poprzez najpowszechniejsze bierno-agresywne (pośrednia wrogość), do biernych, ilustrowała je konkretnymi przypadkami sytuacyjnymi lub scenkami dialogowymi, po to, bym mogła dopasować sobie osoby do klasyfikacji, zrozumieć przyczyny ich zachowań, a potem wybrać własne reakcje zbudowane na bazie konkretnych technik. Przed tym jednak zaproponowała trzy testy diagnozujące moje nastawienie do innych ludzi, mój system wartości oraz moje oczekiwania wobec innych. Dopiero tak przygotowana mogłam przejść do drugiego rozdziału.
Do części pod bardzo obiecującym tytułem – Przełóżmy to na praktykę.
To tutaj poznałam ramy pożądanego zachowania rozpisane na konkretne kroki postępowania z trudnym zachowaniem, ale i radzenia sobie z własnymi emocjami i zarządzania nimi. To trudne, bo nieosiągalne tylko poprzez samo czytanie. Potrzebny jest trening z realnymi osobami. Autorka uspokoiła mnie, pisząc – Niemało masz zatem do opanowania. Ale nie musisz nauczyć się wszystkiego w jednej chwili. Nie musisz także od razu wszystkiego przekładać na praktykę w spotkaniu z trudną osobą. Na początku tego procesu samorozwoju wystarczy skupić się na jednej lub dwóch technikach. Dla kogoś, kto w ten zakres wiedzy zagłębia po raz pierwszy, może okazać się trudne, dlatego warto byłoby jednak wziąć udział w warsztatach z komunikacji interpersonalnej. Dla osób po szkoleniach w tym zakresie, przełożenie teorii będzie dużo prostsze.
Jednak najciekawszy jest ostatni rozdział!
Tłumaczy, a co przyjęłam z ulgą, że nie musimy dogadywać się z każdą trudną osobą. Wyjątkiem są ludzie „niemożliwi” – krytyczni, uporczywie negatywni, królowie patosu, skoncentrowani na sobie, moberzy i okrutnicy czyli jednym słowem – toksyczni. Dla mnie ludzie, którzy mają ewidentnie problemy z sobą. Często wymagający pomocy psychologa. Między innymi z tego powodu autorka tak bardzo podkreślała zasadę, że to nie my mamy zmieniać innych, ale zacząć zmianę od siebie. Najzwyczajniej w świecie nie mamy do tego kwalifikacji i możemy skrzywdzić i siebie, i rozmówcę. Ale możemy w takich niemożliwych zachowaniach innych chronić siebie przed tą krzywdą, stosując techniki i metody zaproponowane przez autorkę.
Najważniejszą radę wyniosłam z wniosków podsumowujących publikację.
Autorka skierowała moją uwagę na ludzi pozytywnych wokół mnie, których niezwykle ważnej roli nie dostrzegałam, jako coś oczywistego. A to właśnie oni są przeciwwagą, antidotum i motywacją dla każdego. To mogą być przyjaciele, ale również uśmiech pani w okienku biletowym. Każde pozytywne zachowanie werbalne i niewerbalne od każdego napotkanego człowieka. Autorka stawia tylko jeden warunek – jeśli chcesz mieć wokół siebie więcej pozytywnych ludzi, zacznij od tego, że sam staniesz się bardziej pozytywnym człowiekiem.
Wiem , wiem – trudne!
Ale w ten sposób autorka wróciła do punktu wyjścia swojego wykładu, w międzyczasie pokazując, jak to zrobić. Jeśli czytelnik to zrozumie (a nie jest to łatwe!), to uczyni pierwszy, ale najważniejszy, krok do świadomego i niezależnego zarządzania własnymi emocjami i zachowaniami. To jest najważniejsza rola tej pozycji. W praktyce wystarczy zacząć ćwiczyć od uśmiechu na „dzień dobry” w każdym kontakcie z inną osobą.
A potem wszystko zależy od desperacji czytelnika.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi [Gill  Hasson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Odezwij się – Magdalena Zimniak

Odezwij się – Magdalena Zimniak
Wydawnictwo Prozami , 2017 , 364 strony
Literatura polska

Thriller psychologiczny to czy powieść obyczajowa?
Nie mogłam się zdecydować. Wiele przemawiało za tym pierwszym rodzajem. Było napięcie, odkrywane tajemnice, proces wyjaśniania zdarzenia, które sensacyjnie rozpoczęło akcję, dobrze zarysowane profile psychologicznie bohaterów i był katharsis dla czytelnika. Z drugiej jednak strony większość tajemnic odsłonionych zostało zbyt szybko. Już na początku lub w pierwszej połowie historii nagłego zniknięcia rodzeństwa, skupiając moją uwagę przede wszystkim na ich dramatycznych przeżyciach oraz na czekaniu na jedną odpowiedź – nie, kto jest sprawcą, ale w jaki sposób poszukujący dojdą do rozwiązania problemu zaginięcia trzynastoletniej Ady i czteroletniego Rafałka. Dzieci przeciętnego zdawałoby się małżeństwa – Joanny, polonistki i pisarki powieści kryminalnych oraz Andrzeja, wykładowcy akademickiego. Porywacza również wytypowałam bardzo szybko, a nie mam do tego szczególnych zdolności. Mógł być to specjalny zamysł autorki albo zbyt mała ilość bohaterów drugiego i trzeciego planu, która wchłonęłaby tę bardzo, mimo mylących zabiegów autorki, wyróżniającą się postać. Zbyt łatwo wytypowałam ją drogą prostej eliminacji. Nie pomogły niestety również tropy wiodące donikąd. Chociaż trochę ich było. Rasowy thriller nie odsłania tak szybko swojej bazowej tajemnicy, bo wtedy staje się powieścią obyczajową. Wówczas czerpie się przyjemność z analizowania faktów składających się na opowieść o życiu.
Ale tutaj z kolei nie do końca niosła ona tak potrzebne w powieści obyczajowej złudzenie realności i prawdopodobieństwa wydarzeń. Z jednej strony dzięki wielogłosowej, naprzemiennej narracji śledziłam przeciętną na pozór rodzinę. Z czasem okazało się, że jednak nie taką znów zwyczajną, bo prawie każdy z członków cierpiał na zaburzenia psychiczne. Matka na depresję. Ojciec na zaburzenia snu, a córka na zaawansowane zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Jedynym zdrowym psychicznie było najmłodsze dziecko. To obciążenie mniejszymi lub poważniejszymi zaburzeniami psychicznymi rozciągało się również na pozostałych bohaterów powieści. Każdy posiadał jakieś problemy lub traumy z przeszłości, mające wpływ na ich nietypowe postępowanie i zachowania w teraźniejszości. Włącznie z komisarz prowadzącą sprawę zaginięcia dzieci. Ta konsolidacja powszechnego cierpienia postaci i wynikające z niej problemy rodzinne niszczyły małżeństwo Joanny i Andrzeja, a u mnie poczucie, że nie czytam powieści obyczajowej, a psychologiczną. W tej ostatniej odsłonie rodzajowej była bardzo wiarygodna. Autorka dobrze przygotowała się z psychologii klinicznej do tej warstwy merytorycznej fabuły. Jeśli nastolatka Ada, której myśli i sposób ich formułowania poznałam dzięki prowadzonemu przez nią pamiętnikowi, była dla mnie niewiarygodna to tylko ze względu na wiek. Jej wiedza, interpretacje wydarzeń i sposób myślenia charakteryzowały osobę zbyt dojrzałą, dużo starszą i niepasującą do wieku gimnazjalnego. Nie pomagała nawet tu i ówdzie wtrącana gwara młodzieżowa. Może była wyjątkowym wyjątkiem na tle swoich rówieśników? Tylko że takich wyjątków było sporo w tej historii. Ich nadmiar stawiał pod znakiem zapytania prawdopodobieństwo zdarzeń, które dla mnie było czynnikiem decydującym, czy mam jeszcze do czynienia z powieścią, czy już tylko z bajką? Tę cienką linię tutaj niebezpiecznie poczułam.
A życie to nie bajka!
Nawet jeśli była brutalna, bo i takie sceny w tej powieści autorka umieściła. Można zapytać – a jakie znaczenie ma to moje usilne roztrząsanie i próba określenia rodzaju powieści? Dla mnie ma. Od tego, co napiszę o powieści zależy, jaki czytelnik po nią sięgnie – miłośnik powieści obyczajowych czy fan thrillerów? Dlatego nie dookreślę tej historii. Niech każdy zadecyduje sam.
Jedynymi, w pełni usatysfakcjonowanymi czytelnikami będą ci, którzy lubią hybrydy literackie.

Odezwij się [Magdalena Zimniak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dzika energia – Marina i Siergiej Diaczenko

Dzika energia: Lana: powieść – Marina i Siergiej Diaczenko
Wydawnictwo Teza , 2006 , 416 stron
Literatura ukraińska

Pracuję jako piksel.
Już to pierwsze zdanie, rozpoczynające opowieść o dziewczynie, która żyje w świecie zniewolonych ludzi, budzi zaciekawienie. Żyć jako kropka i przewodnik rytmu w wielkim pokazie wśród syntetyków i dla uzależnionych od codziennej dawki energii dostarczanej przewodami z Zakładu, na którą muszą sobie zapracować, musi być ciekawie. Musi być też strasznie, skoro bez niej umierają. W beznadziejnie ponurym, mrocznym mieście, gdzie panuje deficyt energii, a słońce świeci tylko 20 minut na dobę. Ulice patroluje policja energetyczna, wyłapując tych, którzy handlują, produkują lub pobierają energię nielegalną, a z człowiekiem, którego na tym złapią, energetyczna policja może zrobić cokolwiek: bić, szydzić, zabić…
Główna bohaterka tego nie dostrzegała, dopóki nie poznała dzikich.
Wyjątkowych ludzi mieszkających na szczytach wież, którzy nie potrzebowali energii z zewnątrz. Mieli ją w sobie. Czerpali ją z własnego serca, które wybijało rytm energii dzikiej, bo dziki żyje z miłością – i umiera bez strachu! Od tego momentu rozpoczęła się przemiana dziewczyny w niezależną, świadomą, silną własną energią, pewną swoich postanowień osobę, która, w trakcie walki z energetycznym reżimem, zyskuje imię – Lana. Jej hasłem życiowym stało się przekonanie – Ja nie chcę i nie będę żyć w takim świecie. Zmienię go… albo umrę, próbując zmienić. Jej droga do serca Zakładu to metafora odzyskiwania niezależności od systemu i tożsamości. Pasmo szybko następujących po sobie wydarzeń tworzących dynamiczną przygodę pełną napięcia, emocji i odkrywanych światów istniejących poza miastem. Dzikich, jak ona. Pierwotnych terenów zamieszkiwanych przez ludzi czerpiących energię z natury i jej żywiołów. Muzyka, rytm, natura i bicie serca powoli stapiały się w jedną sprawę. W walkę o przyszłość ludzkości, przyjaciół i siebie.
Nie bez powodu.
Powieść powstała jako jeden z elementów kampanii autorstwa ukraińskiej, wszechstronnej artystki – Rusłany. W Polsce znanej jako zwyciężczyni 49. Konkursu Piosenki Eurowizji. Piosenkarka poprosiła jednych z najlepszych, ukraińskich pisarzy fantastyki o napisanie dla niej książki. Powieści, która przekazywałaby jej pasję i moc muzyki do podnoszenia ludzi z kolan. Wyprowadzania z życiowych zakrętów na prostą. Pomagania odnajdywania energii do życia w sobie. Wyrywania z emocjonalnego, „energetycznego kryzysu”. Czasu, w którym człowiekowi ciemno, mroczno i zimno nawet w najjaśniejszy i najcieplejszy, słoneczny dzień. Którzy zgubili własną energię i rytm serca wśród syntetycznego jedzenia (w tym używek!), syntetycznej muzyki i syntetycznych uczuć.

 Oprócz książki, na odwrocie której widnieje jej „dziki” wizerunek utożsamiający charakter powieści, stworzyła również muzykę, teledyski, rock operę i styl ubierania się, prezentowany na scenie.

YouTube

Rusłana miała nadzieję, że porwie za sobą wszystkich bez względu na wiek, którzy będą chcieli powielić zakodowaną w powieści jej filozofię i styl życia. Nie wiem, czy jej się to udało w ojczystej Ukrainie. Wiem natomiast, że w Polsce książka, która ukazała się w 2009 roku, nie porwała czytelników do tak radykalnej zmiany, chociaż sama w sobie jest bardzo energetyczna i optymistyczna. Jeśli nie powiedzieć – profilaktyczna w warstwie psychologicznej metamorfozy Lany. Inna rzecz, że wydanie polskiej (dla mnie chłodnej i sterylnej) okładki nie porywa i zupełnie nie oddaje treści.

 Powieść-metafora, w której do walki o człowieka staje cywilizacja i tradycja.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki w moim tłumaczeniu z języka rosyjskiego.

Książka on-line

 To jeden z teledysków nagranych przez Rusłanę.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Inwazja – Wojtek Miłoszewski

Inwazja – Wojtek Miłoszewski
Wydawnictwo W.A.B. , 2017 , 510 stron
Literatura polska

Wojny nam trzeba!
To zdanie usłyszałam od psychologa jako podsumowanie szkolenia omawiającego między innymi stan psychiczny polskiego społeczeństwa. Niby żarty, ale coś w nich jest, skoro w tak różnych dziedzinach, jak nauka społeczna i literatura, dochodzi się do identycznych wniosków. Bo autor tej powieści do takiego wniosku właśnie doszedł. Również przedstawił niestabilny stan psychiczny Plaków. Wszyscy jego bohaterowie główni wiedli życie przytłoczone problemami z nikłą perspektywą na poprawę, na swój sposób próbując odnaleźć się w pogmatwanej rzeczywistości XXI wieku.
Roman, najemny żołnierz i komandos walczący w Kosowie, Iraku, Afganistanie i Czadzie, pozornie silny człowiek, próbował popełnić samobójstwo. Michał, były nauczyciel historii, mąż i ojciec dwójki dzieci z trzecim w drodze, pracujący na umowę „śmieciową” jako telemarketer, szarpał się z permanentnym brakiem pieniędzy i długami kredytowymi. Danuta, bizneswomen prowadząca z ojcem przedsiębiorstwo nastawione na zysk, była gotowa dla niego sprzedać siebie i swoje ciało. Pesymistyczny obraz dopełniali bohaterowie drugoplanowi, których poglądy dobitnie wyrażała wiecznie niezadowolona i narzekająca pani Sandra z baru – Tylko niech pan powie, mało to jest na świecie różnego kurewstwa i złodziejstwa? Do tego rząd polski, którego partykularne interesy rządzącej partii i jej prezesa brały górę nad potrzebami narodu i bezpieczeństwem państwa. A wszystko w świecie, którego głowy państw spiskują między sobą w kuluarach, by na zewnątrz tworzyć zupełnie odmienną politykę oficjalną.
W powietrzu było czuć krew!
Musiało coś znaczącego się wydarzyć. Musiało tąpnąć, by to apogeum emocji, negatywizmu, defetyzmu i egoizmu rozładować. I stało się!
Wybuchła wojna!
Autor wykorzystał wiedzę nie tylko historyczną, ale również wiedzę znanego psychologa społecznego Philipa Zimbardo, którego eksperyment dowiódł, że dobrzy ludzie czynią zło w dużej mierze dzięki sytuacji. Na tej bazie stworzył swój własny eksperyment literacki. Przedstawił aktualną sytuacje polityczną w Polsce i na świecie, ukazując mechanizmy rządzenia. Wybrał bohaterów reprezentujących trzy, główne warstwy społeczne z ich typowymi problemami egzystencjalnymi. Połączył ich losy wątkami osobistymi, tworząc ciekawą i intrygującą fabułę.
I postawił w obliczu wojny.
To, co otrzymałam, przeraziło mnie swoją realnością i wysokim stopniem prawdopodobieństwa, ale i utwierdziło w przekonaniu, że cienka warstwa cywilizacji każdego człowieka bardzo szybko kruszy się i znika, gdy skrajne warunki wojenne zmuszają do walki o życie bliskich lub własne. Gdy umożliwiają szybki zysk nawet kosztem innych albo ciche porachunki z osobami niewygodnymi. Dwa tygodnie wojny toczącej się na kartach powieści przenicowały nie tylko bohaterów psychicznie i moralnie, ale również ich system wartości i poglądy. Skutecznie zweryfikowały normy i zasady społeczne.
Nie był to obraz dylematów moralnych.
To był obraz szybkich, brutalnych decyzji, krwi, łamanych kości, gwałtów, wykorzystania psychicznego i fizycznego, a przede wszystkim śmierci, która w miarę upływu czasu wojny stawała się powszechna, zyskując status najskuteczniejszej metody rozwiązywania problemu. Na dodatek autor losy bohaterów pozostawił otwarte. Mając tak podaną wiedzę, z łatwością mogłam dopisać sobie dalsze, mroczne ich dzieje. Dla równowagi i błędu statystycznego w eksperymencie autor przemienił antybohatera w postać pozytywną, ale nie zdradzę którego.
Przerażający scenariusz przyszłości!
Zabrakło mi w nim jednej istotnej rzeczy, która w każdej wojnie istnieje. Alkoholu. O innych używkach nie wspominając. Na wojnie, jakiejkolwiek, jak dowiódł Kamil Janicki w Pijanej wojnie, piło się, a alkohol był środkiem płatniczym. W tej powieści wojna jest przeraźliwie trzeźwa, a środkiem przetargowym jest tylko żywność i złoto.
Powieść, pomimo swej fantastyki, pozostawiła we mnie niepokój, że tak może być. Że dokładnie to nas czeka!
Jeśli nie gorzej…

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inwazja [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

 

A tutaj kolejny fragment – początek powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Portugalka – Iwona Słabuszewska-Krauze

Portugalka – Iwona Słabuszewska-Krauze
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2017 , 374 strony
Literatura polska

Nie ma przypadków, istnieje tylko cel, którego jeszcze nie znamy.
Taką dedykację umieścił w rodzinnym albumie ojciec głównej bohaterki – Sophie. Dziewczyny, która jej znaczenie odkryła i zrozumiała dopiero po rozwikłaniu rodzinnej zagadki. Niszczącego fatum ciążącego nad jej rodziną.
A miało być tak prosto!
Pojechać do rodzinnej posiadłości w Portugalii. Quinty prowadzonej i zarządzanej przez babkę Gabrielę i wuja Leonardo. Sprzedać kawałek ziemi podarowanej jej przez ojca. Kupić mieszkanie w Anglii. Zamieszkać w nim ze swoim P., którego imienia nie zdradziła, i być nareszcie bezwarunkowo kochaną i szczęśliwą, uciekając przed chłodnymi, toksycznymi relacjami z rodzicami. Ale, ucieczki, jak każdy mechanizm obronny, działają na krótką metę. To przed czym uciekamy, i tak nas w końcu dopadnie. – tłumaczył jej P.
Miał rację!
Sophie została mimo woli wprowadzona w rodzinną tajemnicę, od której ujawnienia zależała jej przyszłość i spełnienie upragnionego marzenia – zamieszkanie wspólnie z ukochanym P. z dala od rodziców. Wprowadzana w jej meandry przez zbiegi okoliczności, intrygi najbliższych, informacje uzyskiwane od babki, wuja i osób spoza rodziny, a także własne śledztwo, nie tylko zmieniała panujące dotychczas relacje w quincie, ale również poznawała kilkusetletnią historię portugalsko-angielsko-polskiej rodziny i swoją w niej rolę. Własne korzenie i prawdziwą tożsamość. Nie było jej łatwo. Kroczyła w labiryncie niedomówień, niedopowiedzeń, przekłamań, subiektywnych interpretacji, zmowy milczenia, próbując znaleźć wyjście z sytuacji, która, wydawałoby się, że jej nie posiada. To odzyskiwanie siebie przez Sophie nie byłoby tak ciekawe, gdyby nie oprawa intrygi. Przepiękne miejsce akcji.
Dolina Douro!

By António AlfarrobaPraca własna, CC BY-SA 3.0, Link

 Plastycznie odmalowana słowami w opisach pejzaży i widoków winnych plantacji. Procesów uprawy winorośli i produkcji porto oraz wina. Domu wtopionego w zbocze góry, do którego wejście przypominało przygodę z historią, pełnego korytarzy, zakamarków i pomieszczeń wypełnionych rodzinnymi pamiątkami. Dowodami kilkusetletniej tradycji rodu wprowadzających atmosferę minionych czasów, która sprawiała, że człowiek na ułamek sekundy doznaje poczucia własnej nietrwałości. I wreszcie ludzi zmagających się z nieprzychylną ziemią, nieprzyjaznym klimatem i zmiennymi warunkami politycznymi. Mieszkańców dumnych, twardych, pracowitych, ciężko pracujących, w swojej szlachetności potrafiących jednak popełniać błędy, do których trudno im się było przyznać. A jeszcze ciężej naprawić, bo nienawidzić jest łatwiej niż kochać i wybaczać. Ten trud nieświadomie wzięła na siebie Sophie.
Cel, którego początkowo nie rozumiała, gdy po latach powróciła do krainy swojego dzieciństwa.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Portugalka [Iwona Słabuszewska-Krauze]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: