Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Zbłąkany anioł ; Krwawe walentynki – Melissa de la Cruz

21 marca 2019

Zbłąkany anioł ; Krwawe walentynki – Melissa de la Cruz
Przełożyła Małgorzata Kaczarowska
Wydawnictwo Jaguar , 2011 , 399 stron
Cykl Błękitnokrwiści , Tom 5
Literatura amerykańska

Tym razem kolejna część cyklu ukazała się z dwoma tytułami na okładce, sugerującymi dwie odrębne części. I tak w pewnym sensie było, chociaż tworzyły ze sobą integralną, zazębiającą i uzupełniającą się całość.
Pierwsza opowieść, pomimo pozornej dynamiki osiągniętej naprzemienną narracją o dalszych losach wiodącej pary bohaterów Schuyler i Jacka, uciekających spod „opieki” hrabiny Izabeli Orleańskiej reprezentującej Zgromadzenie oraz historii mającej swój początek w XV wieku, a której skutki czynów jej bohaterów sięgały czasów współczesnych, a także Mimi, to jednak większą jej część zdominowały statyczne wydarzenia z życia tej ostatniej. Statyczne nie oznaczały na szczęście stagnacji i nudy. Wręcz przeciwnie. Mimi dzięki swojej nieposkromionej i niepokornej osobowości, obejmując urząd Regenta Zgromadzenia pod nieobecność Regisa Charles’a, musiała zmierzyć się, w poczuciu odpowiedzialności za społeczność błękitnokrwistych, z piekielnie skomplikowaną zagadką kryminalną. Przy czym pojęcie „piekielnie” było bardzo uzasadnionym określeniem. Ktoś mordował nastoletnich wampirów skazując ich na śmierć w płomieniach, a ona nie zamierzała pozwolić, żeby ktoś zginął na jej zmianie. Zadanie bardzo trudne dla Mimi, bo wymagające od niej współdziałania i pomocy innych, również pogardzanych przez nią familiantów i zauszników. Musiała stoczyć walkę ze swoim poczuciem niezależności, ambicją i dumą, by złapać mordercę, a przede wszystkim odłożyć na później pościg i akt zemsty na Jacku. Miłość do niego zamieniła w nienawiść, nie zamierzając pozwolić na uczucie szczęścia swojemu bratu i byłemu kochankowi. Ktoś musiał zapłacić za wszystko, co straciła – ktoś musiał. Skoro Mimi nie mogła być szczęśliwa, nie widziała absolutnie żadnego powodu, by pozwalać na szczęście innym.
Cała, niezmieniona ona!
Koniec skomplikowanych wydarzeń spina klamrą ponownie Schuyler z Jackiem. Czy szczęśliwie? Biorąc pod uwagę zaciekłość Mimi w dążeniu do celu, odpowiedź nie jest prosta, ale więcej nie zdradzę, powiem tylko, że to nie koniec ich miłosnej historii. Autorka ten wątek wiodącej pary bohaterów cyklu rozwinęła w drugiej, walentynkowej części, którą wyraźnie oddzielała taka karta tytułowa:

 

 

Trochę żałowałam, że nie była tak barwna, jak jej oryginał po prawej stronie. Na pocieszenie mogłam sobie ściągnąć ze strony wydawnictwa jej kolorową tapetę na pulpit. Za co mnie mój nadworny informatyk, lubujący się w nieskażonym, czystym błękicie, bardzo skrzyczy. Ale jest taka mrocznie ładna, że niech!
Druga część książki, umieszczona za tą tajemniczą i niepokojącą kartą tytułową, pomimo swojej odrębności, zawierała trzy opowiadania będące uzupełnieniem historii błękitnokrwistych. Trzy opowieści, w których królowała trojaka miłość: zawiedziona, zakazana i szczęśliwa. Bardzo chciałabym napisać o nich więcej, ale musiałabym odkryć zbyt wiele, aby można było czytać całość bez niespodzianki. Zdradzę tylko, że pierwsza opowiadała o Olivierze, familiancie i zauszniku Schuyler, a druga o jej rodzicach.
Obie części różni grafika paginacji:

 

 

Pierwszą zdobią piórka, a drugą róża. Zastanawiam się dlaczego nie serce, ale być może róża ze względu na kolce jest lepszym nawiązaniem do słowa „krwawe” w tytule niż bezbronne serce. A krwawo było, oj było!
A i zapomniałabym o bardzo ważnej rzeczy!
W tym pierwszym opowiadaniu walentynkowym znalazłam kulinarny przepis o magicznych właściwościach, leczących złamane serce pod taką nazwą:

 

 

Zanotowałam składniki, schowałam! Może kiedyś będzie jak znalazł.
I oby skutkował!

 

 

A tutaj obejrzałam trailer tej części cyklu wykorzystujący motyw filmu, jaki otrzymała Mimi od mordercy.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Mały Brat – Cory Doctorow

Mały Brat – Cory Doctorow
Przełożyła Barbara Komorowska
Wydawnictwo Otwarte , 2011 , 378 stron
Literatura kanadyjska

Cyberpunkowa, postmodernistyczna powieść dla młodzieży – takie określenia przeczytałam w informacjach towarzyszących temu tytułowi. A potem poznałam kilka faktów o autorze zafascynowanym cyberprzestrzenią, możliwościami jakie niesie ze sobą szybko rozwijająca się, szeroko pojęta technologia, zauroczony dwiema powieściami Rok 1984 George’a Orwella i W drodze Jacka Kerouaca i prowadzący, używając eufemistycznego określenia, sceptyczno-krytyczny blog CORY DOKTOROW’S CRAPHOUND.COM o codziennym życiu w monarchii konstytucyjnej. Muszę dodać, że to tylko niewielki wycinek jego zainteresowań i działalności , ale najważniejszy do stworzenia tej książki. Efektu pasji, umiejętności, przekonań i zdolności operowania słowem, który ostatecznie musiał przybrać taką formę. No i jeszcze ta rekomendacja na tylnej okładce:

 

 

Dla mnie bardzo ważna, bo sygnalizująca zawarte w niej również inne wartości niż tylko fascynacja rzeczywistością wirtualną i przynależnymi jej gadżetami.
Moje przypuszczenia potwierdziły się.
Otrzymałam historię wielopłaszczyznową i wielowątkową, a cyberprzestrzeń i technologia z nią związana była czasami środowiskiem, w którym rozgrywały się wydarzenia, podkreślającym i uwypuklającym znaczenie inwigilacji w służbie bezpieczeństwa, a czasami tłem do rozważań i przekazu idei szeroko pojętej wolności w wymiarze zarówno jednostki, jak i narodu.
Opowieść zaczyna się w miejscu , w którym przeciętny uczeń spędza pół dnia czyli w szkole. Konkretnie w szkole średniej imienia Cesara Chaveza w San Francisco kończącej się maturą. Miejscu objętym szkolnym systemem ochrony, inwigilującym w imię dobra ucznia każdy jego ruch, przemieszczenie się czy miejsce, w którym aktualnie przebywa poprzez system monitoringu rozpoznający osobę po chodzie, wypożyczonej książce z elektronicznym identyfikatorem, przydziałowych schoolbookach (rodzaj osobistego laptopu), które szpiegowały każde przyciśnięcie klawisza, obserwowały każdy ruch w sieci, czyhając na podejrzane hasła, licząc każde klikniecie, śledząc każdą czmychającą myśl wyprowadzaną z netu i z całkowitym zakazem używania telefonów komórkowych. Nikt nie był w stanie nic zrobić lub przemieścić się bez wiedzy systemu i nauczycieli go nadzorujących.
Oprócz Marcusa i jego przyjaciela Darryla.
W społeczności szkolnej zawsze znajdzie się ktoś taki. Młodzież nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała przekraczać granic wyznaczonych przez dorosłych czy przeskakiwać barier przez nich ustawionych. Trochę żwiru w butach zaburzało standardowy profil chodu, scrackowanie schoolbooka było łatwe, a do neutralizacji identyfikatorów można było użyć worków Faradaya albo mikrofali. Łamanie kodów systemu zabezpieczeń, tworzenie kanałów go omijających, wprowadzanie w błąd po to, by uzyskać trochę przestrzeni do prywatnych rozmów i czasami urwać się z lekcji na godzinę do miasta, by móc wziąć udział w kolejnym etapie gry ARG z uczniami z innych szkół, nie było dla tego tandemu trudne. Dla wycieczki do Tokio, będącej w niej stawką do wygrania, było warto! Wydawało się, że symbioza i współistnienie w tej rzeczywistości z dorosłymi, młodzi osiągnęli dzięki cudownej zdolności przystosowywania się do każdych warunków i nic gorszego nie może ich spotkać.
A jednak…
Nieformalny wypad do miasta zakończył dotychczasową zabawę w policjantów i złodziei, a rozpoczął prawdziwą walkę o wolność człowieka we własnym kraju, z własnym rządem i systemem policyjnym wprowadzonym przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego po ataku terrorystycznym na moście Bay Bridge. Grupka nastolatków okazała się być tą znajdującą się o niewłaściwej porze i w niewłaściwym miejscu. Autor przemyślał każdy element tej powieści, by była jak najbardziej wiarygodna i akceptowalna dla młodego odbiorcy w każdym aspekcie przekazu.
Bohatera, dla którego w wieku siedemnastu lat wolność, niezależność, kreatywność i chęć walki dla idei, w którą wierzy bezgranicznie, są jednymi z najważniejszych wartości w życiu. Jednocześnie nie czyniąc z niego supermana, ale podkreślając jego człowieczeństwo w zwątpieniach w słuszność sprawy, w słabościach w kroczeniu obraną drogą i nadal nastoletniego chłopca potrzebującego wsparcia rodziny i przyjaciół.
Problem wiodący, którym uczynił, bardzo nośny ostatnio w mediach, terroryzm. Poddając go dyskusji, skoncentrował się na problemie stosowanych form ingerujących w prywatność i na zakresie granic inwigilacji obywateli państwa przez system bezpieczeństwa w obronie ich praw.
Dystans między młodymi i starszymi, podkreślający kontrast i przepaść międzypokoleniową, który stworzył idealne warunki do dyskusji nad pojęciem szeroko rozumianej wolności, ruchów antywojennych i wolnościowych w burzliwych rozmowach między uczniami a nauczycielami, między dziećmi a rodzicami i wreszcie między obywatelami a rządem.
Środowisko cyberprzestrzeni i związanej z nią technologii, w którym rozgrywa się fabuła, dająca ogromne możliwości zniewolenia człowieka, jeśli tylko będzie można zrobić to w imię przewrotnie rozumianego prawa przez państwo, w którym system obronny zaczyna atakować własnych obywateli.
Wartości moralne jak więzi i wsparcie w rodzinie, przyjaźń w świecie rzeczywistym wśród nastolatków, a nie w tym wirtualnym i miłość do dziewczyny. Tak, tak. Autor nie zapomniał również o czytelniczkach, ukazując chłopięcą niepewność w pierwszych kontaktach z dziewczynami, dyskretnie akcentując świadomość seksualną w intymnych zbliżeniach bohaterów.
Narracja sprawiająca wrażenie rozmowy ze starszym bratem opowiadającym o przeżytych doświadczeniach, od którego można się wiele nauczyć, który opisując niebezpieczną i fascynująca przygodę często wtrącał praktyczne uwagi bardzo przydatne w życiu (nawet mnie, osobie dorosłej) i wreszcie który tak dobrze znał i rozumiał pragnienia, potrzeby i rozterki wieku dorastania.
I mogłabym tak wymieniać jeszcze długo, nie wyczerpując zbyt szybko wszystkich atutów tej pozycji, dlatego podsumuję jednym zdaniem, naśladując mistrza Neila Gaimana.
To jedna z najmądrzejszych książek dla młodzieży, jakie w ogóle czytałam w życiu.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Gorąca krew – Irène Némirovsky

Gorąca krew – Irène Némirovsky
Przełożyła Joanna Prądzyńska
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz , 2008 , 198 stron
Literatura francuska

Bardzo nośny, łatwo kojarzony przeze mnie tytuł z popularnym sloganem tłumaczącym zachowania na pograniczu szaleństwa, z burzliwą młodością, obrazoburczymi pomysłami, odwagą łamania zastanych, utrwalonych przez dziedziczenie norm społecznych, ale przede wszystkim z radością i szczęściem przeżywanych emocji związanych z zakochaniem się, z zatraceniem w miłości. Okazująca sobie czułość para na okładce dodatkowo utwierdzała mnie w tych pierwszych wrażeniach.
Nie pomyślałam o jednym. Pierwsze wrażenia nie dały mi podstaw do tego, że na ten czas gorącej krwi można spojrzeć również z perspektywy starszego człowieka, który przeżył w młodości wszystkie emocjonalne wzloty i zawirowania, poddał się kiedyś instynktowi destrukcji, podliczając na starość bilans strat i zysków, wyliczając grzechy młodości, by z perspektywy czasu żałować ich.
I tak też autorka skonstruowała swoją opowieść o ogniu rozpalającym pragnienia, dotykającym każdego w życiu przynajmniej raz, który zmienił i nienaturalnie zniekształcił bieg jego życia. O przewadze instynktu nad rozumem i złudnej sile rozsądku. Historię dwóch młodych mężatek zakochanych w jednym mężczyźnie opowiadaną przez stryja jednej z nich. Człowieka już w podeszłym wieku, który mówił o sobie – Jestem jak stary pies, który przygląda się obojętnie harcującym myszom. Jego dystans do rozgrywających się wydarzeń wyciszał burzliwe emocje, grozę czynów, wymiar moralny postępowania młodych, w których odezwała się destrukcyjna siła gorącej krwi, pozwalając mi na chłodny odbiór biegu wypadków, wymykających się bohaterom spod kontroli. Zrozumienie narratora, a nawet pomoc poprzez przemilczenie widzianych faktów i niewtrącanie się do spraw młodych, tłumaczyły jego własne wspomnienia czasów, w których i w nim odezwało się szaleństwo chwili, przypominający bardziej atak gorączki, szału. Miał świadomość, że nie ma takiej siły, która by tę przypadłość uleczyła, zlikwidowała, unicestwiła. Miał pewność, że walka wbrew naturze z góry była skazana na niepowodzenie, mimo że skutki psychiczne i społeczne, jakie ponosili winni, były zawsze nieuniknione i bardzo wysokie. Jednocześnie był jedyną taką wyrozumiałą osobą w wiejskim środowisku wobec, toczących się z efektem kuli śnieżnej, wydarzeń. Pozostali – rodzina i sąsiedzi – zapomnieli o tym lub wyparli się przeszłości pragnąc tylko świętego spokoju, namiastki szczęścia. Ostracyzm społeczny włącznie z wykluczeniem ze społeczności działał jak dobrze naoliwiony, bezduszny mechanizm.
Pomimo przewrotnego tytułu smutna to dla mnie, a nawet przygnębiająca opowieść. Z jednej strony miała na to wpływ narracja człowieka patrzącego z dystansu wieku i czasu na miłość jak na niszczącą przypadłość młodości, jak na chorobę pozostawiającą po sobie okaleczające duszę skutki, a z drugiej strony wojenne czasy, w których tę powieść autorka napisała. Jako Żydówka mieszkająca w okupowanej przez Niemców Francji, nie czuła się bezpiecznie. To zagrożenie, niepewność, smutek, patrzenie na życie, jakby miało się zakończyć dla niej w wieku czterdziestu lat, czułam w każdym zdaniu powieści, jakby przeczuwała swój nieuchronny los. Nawet w opisie środowiska rozgrywanych wydarzeń. Ludzi zamkniętych na problemy i nieszczęścia innych, zwłaszcza obcych, w którym nikt nie ufa sąsiadom, każdy pilnuje własnego nosa, sieje, zbiera i liczy swój zysk.

 

 

O tym, że pisarka zginęła zamordowana w Auschwitz, a publikacja tej powieści nastąpiła dopiero w 1958 roku, przeczytałam w przedmowie. Informacje w niej umieszczone były mi pomocne w zrozumieniu genezy smutnego nastroju, jakim przepojona jest powieść, ale jednocześnie nadała książce charakter swoistego epitafium zmarłej autorki. Zabieg wydawcy zaznaczający miejsce w taki sposób:

 

 

w którym mąż autorki zakończył przepisywanie rękopisu w połowie powieści tuż po aresztowaniu żony, spotęgowało to wrażenie.
Są książki, które trudno oceniać merytorycznie, kiedy emocje związane z okolicznościami ich tworzenia, powstawania, przechowywania jak najdroższej pamiątki po zmarłym, a potem wydawane niemalże jak relikwie, uniemożliwiają odniesienie się tylko do ich treści.
Ta książka właśnie do takich należy.

 

 

Książkę wygrałam w loterii zorganizowanej przez Agnes, do której dołączyła kilka ciepłych słów.
Dziękuję.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Szukając Noel – Richard Paul Evans

Szukając Noel – Richard Paul Evans
Przełożył Bartosz Gostkowski
Wydawnictwo Znak , 2011 , 303 strony
Literatura amerykańska

Oglądałam kiedyś systematycznie program Zerwane więzi prowadzony przez Alicję Resich-Modlińską. Potrafił zainteresować i zaangażować mnie emocjonalnie, niezwykłą historią odnajdowania się po latach rodzeństwa rozdzielonego w dzieciństwie podczas adopcji. Do końca emisji odcinka nie było wiadomo, czy ekipie telewizyjnej udało się odnaleźć poszukiwanych, ale za każdym razem rozgrywające się sceny radości lub smutku rozdzierały mi serce wywołując łzy. Męczyłam się okrutnie, a mimo to oglądałam kolejny odcinek, z kolejną historią zagubionej, rozproszonej, rozdzielonej rodziny.
Historia opowiadana w tej książce była do tamtych bardzo podobna i mimo, że już na jej początku autor tymi zdaniami – Tamtej nocy spotkałem Macy. W tamte święta Bożego Narodzenia Macy odnalazła Noel. – zdradził mi jej zakończenie, to nie ono było w niej najważniejsze, ale wszystko to, co działo się zanim nastąpił finał.
A działo się dla mojego biednego serca aż nadto.
I tutaj muszę przytoczyć opowieść o żabie cytowaną w książce za pastorem: gdy wrzucić ją do garnka z wrzącą wodą, wyskoczy z niego czym prędzej. Jeśli jednak wrzuci się ją do garnka z zimną wodą i zacznie powoli, łyżeczka po łyżeczce, dolewać do wrzątku, żaba ugotuje się żywcem.
Ugotowany – dokładnie tak czuł się Mark, główny bohater, gdy zakochał się w Macy, a przecież w dniu jej poznania planował samobójstwo! Odległość od jednej postawy do drugiej bardzo duża i skrajna, a jednak możliwa, jeśli jest się Richardem Paulem Evansem stopniującym emocje.
Ugotowana czułam się również ja, gdy autor powoli rozwijając akcję dodawał po smutnym fakcie jeszcze bardziej smutniejszy, po nieszczęśliwym wydarzeniu jeszcze bardziej nieszczęśliwe, a każde pełne scen niesprawiedliwości, decyzji krzywdzących innych, przemocy psychicznej i fizycznej, bezsilności w obliczu nieuniknionego, wyborów tylko chwilowo przynoszących ulgę i demonów wyciągniętych z trudnej, skomplikowanej przeszłości każdego z bohaterów. Do połowy historii Marka i Macy trzymałam się dzielnie. W połowie opowieści rozbolało mnie gardło od bycia obojętną i udawania przed innymi (czytałam w kolejce do lekarza), że wcale mnie ich losy nie wzruszają. Od połowy ilość przygnębiających i poruszających scen pokonała mój obronny mur, zmuszając do pokornego wyżebrania wśród czekających dwóch chusteczek. Od tej pory razem z Macy i jej przyjaciółką często sięgałyśmy po chusteczki, ona opowiadając przez łzy, a ja przez łzy czytając jej opowieść. I mimo, że męczyłam się emocjonalnie, to jednak czytałam dalej czekając na końcowe oczyszczenie, katharsis, zadośćuczynienie bycia uczestnikiem tej wyprawy po ciernistej drodze życia bohaterów, bo pomimo ogromnego ładunku emocjonalnego, książka podarowała mi również nadzieję, przypominając, że życie to nie tylko piękny kwiat róży, ale i konieczność istnienia pod nim łodygi z licznymi ostrymi kolcami. Cała opowieść jest gęsto utkana właśnie takimi myślami, mądrościami, sentencjami i życiowymi prawdami.
Autor posiada niezwykły dar opisywania prostymi słowami zdarzeń sięgających głębokich pokładów najczulszych miejsc i najbardziej wrażliwych rejonów ludzkiego serca. Wręcz manipulacji nimi, której nie widziałam, ale skutki boleśnie odczułam. I o ile pierwsza jego powieść Stokrotki w śniegu wydana w tej serii autorskiej pisarza opowiadała o tym, co w życiu jest najważniejsze, wykorzystując przesłanie Opowieści wigilijnej Karola Dickensa i odwołując się do rozumu, o tyle ta opowiada o tym, co człowiekowi jest najbliższe, wykorzystując przesłania zawarte w Czarnoksiężniku z Krainy Oz Lymana Franka Bauma, odwołując się do emocji. Nie dziwię się zatem informacji umieszczonej na ulotce dołączonej do książki:

 

 

Po tej książce wiem jedno – następnej jego powieści nie będę czytać:
– w miejscu publicznym,
– będąc przygnębioną,
– będąc chorą,
– nie mając pod ręką chusteczek.
Złamałam wszystkie zasady. Byłam chora, a przez to przygnębiona, czytałam w niekończącej się kolejce do lekarza pediatry (bo tylko taki akurat przyjmował), w której każdy mały pacjent był ważniejszy ode mnie i nie miałam pod ręką chusteczek. Miałam za to warunki do konstruktywnego wykorzystania wolnego czasu w oczekiwaniu na wizytę z lekką, łatwą i przyjemną książką. Nic z tego! Ta niepozorna książeczka, niewielka formatem doprowadziła mnie do stanu, w którym objawy przeziębienia osiągnęły skrajną postać ciężkiego zakażenia wirusem grypy ptasiej i świńskiej łącznie. Nie mogłam mówić, nie mogłam oddychać przez nos, na świat patrzyłam przez wąskie szparki, a temperaturę było widać gołym okiem. Z gabinetu wyszłam ze zwolnieniem lekarskim!
I miałam kilka dni wolnego na … tak, tak – czytanie książek!

 

 

U dołu okładki zauważyłam zmodyfikowane logo wydawnictwa. To jeden z nowych profilów, jakim będą oznaczane książki. Więcej informacji na ten temat przeczytałam na stronie wydawnictwa Znak.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dziewczynki ze Świata Maskotek – Anja Snellman

Dziewczynki ze Świata Maskotek – Anja Snellman
Przełożył Sebastian Musielak
Wydawnictwo Świat Książki , 2011 , 270 stron
Literatura fińska

Kiedyś przeczytałam zdanie, że współczesnej młodzieży nie chce się ani uczyć, ani pracować. Ogarnął ją marazm, tumiwisizm, totalny zwis na wszystko i średnizm. Te dwa ostatnie określenia pochodzą z tej książki. Średnizm niedaleko leży koło nudy, a od niej całkiem blisko już do pociągającej, atrakcyjnej i wyróżniającej się na tle szarości inności. Dobrze, jeśli konstruktywnej. Źle, gdy zaraża destrukcją, w pierwszej kolejności osobę jej ulegającą, by w swojej zjadliwości przejść na rodzinę, wywołując katastrofę jej rozkładu, ostatecznie podnosząc poziom patologii społecznej i wzbogacając automatycznie wykaz przyczyn tego zjawiska, jakże różniący się od tego sprzed chociażby dekady. Ich lista uległa wydłużeniu o czynnik, uważany jeszcze do niedawna za zupełnie nieszkodliwy – nudę.
Bohaterki tej opowieści to jej ofiary – matka pracująca jako lekarz ginekolog i jej córka Jasmine. Nastolatka jakich wiele. Uczęszczająca do szkoły, a po lekcjach na dodatkowe zajęcia jogi, gry na fortepianie i jazdy konnej, trenująca w drużynie cheerleadingu, mająca typowe problemy dla wieku dojrzewania i nawiązująca pierwsze, nieśmiałe sympatie z chłopcami. Jednym zdaniem – przeciętna, niepełna rodzina, bo w swej powszechności samodzielnego wychowywania dzieci tylko przez jednego z rodziców zaczyna być normą, z przeciętną matką i przeciętną nastolatką.
Przeciętna.
To słowo kluczowe i jak się okazuje, tak samo niebezpieczne jak inne czynniki patogenne ludzkich zachowań, bo w takim przeciętnym, banalnym, monotonnym życiu Jasmine pojawiła się nieprzeciętna Linda z innego, odmiennego świata, w którym obowiązywało motto życiowe – Wyluzuj, życie jest cool!. Bardziej pociągającego, atrakcyjniejszego, ciekawszego, o nowych możliwościach doznań i ekscytacji, a przede wszystkim oferującego alternatywę dla dotychczasowej banalności i monotonii, w którym można było przeżyć coś NAPRAWDĘ nowego! Z taką koleżanką można było nie tylko spędzić bardziej zajmująco czas, snuć marzenia o życiu w Miami Beach, ale i odważniej wchodzić (dla mnie pogrążać się) w Świat Maskotek. Niewinnie brzmiącej przykrywce w postaci sklepu ze zwierzętami, dla funkcjonującego na zapleczu nielegalnego świata seks biznesu, oferującego usługi nieletnich dziewczynek. Przychodzący po pracy przeciętni mężczyźni, tak zwani entuzjaści i zdeklarowani miłośnicy branży, otwierali drzwi do niego jednym życzeniem klienta-pana – zwierzaczek ma być mały, ciasny, śnieżnobiały i gładki. Praca w sklepie ze zwierzętami w Świecie Maskotek, o której oficjalnie wiedziała matka Jasmine, tak naprawdę była pracą dwunastoletnich i kilka lat starszych prostytutek w Wet Pet Club. Mechanizm naboru był bardzo prosty, jak tłumaczył jeden z bohaterów: Jakaś czternastolatka przychodzi do sklepu pogłaskać świnkę morską i gerbila, po dwóch miesiącach robi już na zapleczu fulserwis, a po kolejnych dwóch krąży w internecie na stronie Sleep Assault Yong Pets, na głowie ma czerwone sztuczne loki i nazywa się Poppy, Rosy albo Candy Toy. I gdyby nie pożar tego przybytku rozrywki i porwanie pracującej tam czternastoletniej wówczas Jasmin vel Vanilla Bebe przez pedofila, znanego naukowca o pokrętnej filozofii życia, nikt nie dowiedziałby się o jej podwójnym życiu.
Świat ukrywany został brutalnie obnażony.
Zupełnie tak, jak prywatny świat pacjentek przyjmowanych przez matkę Jasmin. Przeciętne kobiety, których sromy obnażone na fotelu ginekologicznym, zaczynały mówić doświadczonej lekarce o prawdziwym świecie, w którym musiały żyć – prostytucji, gwałtach, wymuszeniach seksualnych, obrzezaniach imigrantek, poronieniach, aborcjach, niechcianych ciążach. Piękne kobiety i ciasne waginy. Brzydkie kobiety i zatęchłe dziury. Rozciągnięte sromy i poranione krocza. Zniekształcenia, krzywdy, choroby, ból.(…) Uszkodzenia ciała, rany, tragedie – ten makabryczny świat widziany oczami ginekologa jest zupełnie inny od tego, któremu na co dzień przyglądam się patrząc w uśmiechnięte, kobiece twarze. Świat widziany przez nastoletnią prostytutkę jest zupełnie inny niż ten widziany przeze mnie, kiedy patrzę w uśmiechnięte, dziewczęce twarze mojej zaprzyjaźnionej młodzieży.
To porównanie i kontrast ukazany w naprzemiennej relacji przebiegu zdarzeń matki i córki był dla mnie porażający, szokujący, a momentami obrzydliwy, gdy lekarka między jedną a drugą myślą o zaginionej córce, zastygała z narzędziami ginekologicznymi w kobiecej pochwie, porównując swoje intymne odczucia i dzieląc się ze mną swoimi makabrycznymi spostrzeżeniami. Świat kobiety widziany „od dołu” i świat nastolatek widziany od podszewki okazały się już nie tak przyjemnymi, jakimi widzę je oficjalnie, na co dzień.
Opowieść autorka zakończyła swoistym epilogiem w postaci bardzo ciekawego rysu historycznego płatnego seksu czyli prostytucji. Na jego końcu umieściła pytanie: A gdyby zwabione do seks biznesu dziewczęta były nosicielkami jakieś strasznej bakterii, wirusa, choroby, którą zarażałyby swoich dręczycieli, jakiejś miazmy wywołującej zsinienie twarzy, wytrzeszcz oczu i łysienie? Jak nasz świat wyglądałby jutro?
W pierwszym odruchu pomyślałam o AIDS, ale jego niszczycielskiej siły i mocy spustoszenia wśród ludzi nie widać. Jego żniwo jest ukryte, często sami nosiciele HIV nie wiedzą, że są zarażeni. Ale gdyby było to widoczne jak znamię na skórze wydobywające to, co do tej pory było ukryte, to powtórzę za autorką – Jak wyglądałby nasz świat?
I jeszcze jedno, bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze przesłanie tej książki, wydrukowane na okładkowym skrzydełku:

 

 

Ta książka nie zawiera ckliwej historii o porwaniu dziecka nieszczęśliwej matce, ale rozpaczliwy krzyk skierowany szczególnie do rodziców – Bądźcie przy dziecku w tej chwili, w której włączy się u nich to przynależne jemu wiekowi „wariactwo”, bo nuda + upojna zachłanność wieku dojrzewania + brak rodzicielskiej kontroli = e-galerianka lub każda inna patologia społeczna.

 

 

O tym najnowszym zjawisku przenoszenia prostytucji nastolatek z tak zwanych dobrych domów, z galerii handlowych do Internetu, przeczytałam również w 40. numerze czasopisma Newsweek z 2010 roku w artykule E-galerianki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Miasto i psy – Mario Vargas Llosa

Miasto i psy – Mario Vargas Llosa
Przełożył Kazimierz Piekarec
Wydawnictwo Znak , 2009 , 459 stron
Literatura peruwiańska

Święta, święta i po świętach – lubię ten slogan, oznaczający czas poświąteczny, przez niektórych wypowiadany z lekkim westchnieniem nostalgii albo ulgi, a dla mnie sygnalizujący początek żniw książkowych, kiedy obdarowani przez Mikołaja słowem drukowanym już się nim nacieszyli, naczytali i mogą teraz z obopólną przyjemnością również napożyczać. Oczywiście także mi! Pod koniec stycznia, niezmiennie, odkąd pamiętam, czyli mniej więcej od czasów szkoły podstawowej, zamieniam się w myśliwego, wyjmując swoją niepozorną, niewinną, ale bardzo skuteczną broń w postaci misternie skonstruowanego pytania, na które odpowiedź – nie – słyszę bardzo, bardzo rzadko, a brzmi ono – Obdarował was w tym roku Mikołaj książkami? Perfidne użycie liczby mnogiej włącza w zakres polowań całą rodzinę pytanego, z dziadkami i ciotkami włącznie. Prawie zawsze ktoś, jakąś książkę otrzyma, a ponieważ pod choinką w zdecydowanej większości znajdują się nowości lub tytuły, o których było ostatnio głośno, tym większa radość moja. Tym sposobem upolowałam u znajomej polonistki (filolodzy znajdują pod zielonym drzewkiem najciekawsze tytuły!) książkę, którą postanowiłam przeczytać po lekturze autobiografii Jak ryba w wodzie ostatnio nagrodzonego noblisty, z komentarzem – No, taka nie bardzo, nie spodobała mi się. To był jej pierwszy kontakt z twórczością tego pisarza i zareagowała dokładnie tak, jak ja po przeczytaniu powieści Ciotka Julia i skryba. Zmartwiłam się, ale mimo wszystko, pamiętając moje plany czytelnicze dotyczące tego pisarza, poprosiłam o nią.
I bardzo dobrze zrobiłam!
Powieść zaangażowała mnie emocjonalnie, a to znak, że twórczość Mario Vargasa Llosy jest bardzo zróżnicowana. Przypadkowo też odkryłam swój osobisty klucz do jego powieści. Polecając tego pisarza osobie nieznającej jego książek, podsunęłabym jako pierwszą właśnie powieść autobiograficzną, a potem pozostawiła możliwość samodzielnego wyboru kolejnej pozycji, opartego na osobistym zainteresowaniu się czytającego konkretnym okresem z życia pisarza. Innym plusem jest fakt, że po autobiografii inne jego powieści czytam z pełnym zrozumieniem, ponieważ bazują na obszernych wątkach biograficznych ich twórcy.
Miasto i psy to jego debiut opisujący czasy nauki w Szkole Wojskowej imienia Leoncia Prado w Limie, publicznie palony przez wojskowych oburzonych na jej obrazoburczy opis szkalujący ich dobre imię. I muszę przyznać, że nie dziwię się ich reakcji i wprowadzonej później cenzurze tekstu, chociaż popieram ukazywanie przez nią prawdy . To wydanie, jak głosi informacja na dole okładki, jest pierwszym nieocenzurowanym wydaniem:

 

 

Nie przejęłam się tym, bo cóż pisarz może umieścić tam aż tak strasznego? To co poruszyło jego rodaków, mnie już niekoniecznie musi.
A jednak!
Kolejny raz przekonałam się (kiedy ja się tego nauczę?!), że ostrzeżenia są po to, by przynajmniej nie okazywać, jeśli nie ostrożności, to przynajmniej lekceważenia.
Opowieść zaczyna się od gwałtu kury przez nastoletnich chłopców, a eskalacja tego wymiaru agresji, aktów homoseksualnych, zbiorowego onanizmu, znęcania się fizycznego i psychicznego nad zwierzętami i nad sobą nawzajem, zdobywania pierwszych doświadczeń seksualnych z prostytutkami, namnaża się i rośnie tak szybko, że osiągnięty punkt kulminacyjny przyjęłam z niedowierzaniem i jednocześnie z bezsilnością. Obraz ówczesnego systemu nauczania i wychowania, a raczej tresury, prowadzony w szkole wojskowej dla chłopców w wieku od dwunastu do piętnastu lat, chociaż nieliczni najstarsi mieli po siedemnaście, daleko odbiegał od oficjalnych norm narzuconych przez regulamin szkoły, mający na celu wychować odpowiedzialnych mężczyzn. Ten obraz na użytek o niczym niewiedzących i niechcących wiedzieć przełożonych, bo brudną bieliznę pierze się w domu, rodziców, przed którymi ukrywało się prawdę, jak i całego społeczeństwa, był ładnie podanym złudzeniem niczym folder reklamowy, ukrywający nieformalne, ale prawdziwe, brutalne życie chłopców. Bezwzględną rzeczywistość tworzoną przez prawo silniejszego, najbardziej przystosowanego do zastanych warunków w koszarach, najbardziej agresywnego, w której trzeba być chłopem całą gębą, mieć jaja ze stali, bo prawdziwi mężczyźni palą, piją, chodzą na dziwki i lubić nie dobre maniery, tylko kurwamacie, eliminując jednocześnie słabych, nieprzystosowanych, inaczej myślących, o innym kolorze skóry, pochodzeniu czy orientacji seksualnej. Dotyczyło to również wychowawców i nauczycieli, jeśli w ich pojęciu okazywali się niewydolni wychowawczo. Świat nastolatków przekraczający wszystkie granice, pozostawionych bez kontroli dorosłych, popełniających błędy zaniechania, świadomie wyciszających zaistniałe problemy w imię dobrej opinii szkoły, jej kadry pedagogicznej i wojska.
Opowieść przerażająca, bo aktualna i uniwersalna ( przemoc w polskich szkołach i ośrodkach wychowawczych opisana między innymi w Bidulu Mariusza Maślanki), bo oparta na faktach, bo w takiej szkole przebywał autor przez trzy lata zaczynając karierę powieściopisarza opowiadań erotycznych i listów miłosnych, by potem umieścić groteskowe motto autorstwa Paula Nizana przed jednym z rozdziałów, a którego doświadczeń nie życzę nikomu:

 

Miałem dwadzieścia lat.
Nie pozwolę nikomu mówić,
że to najpiękniejszy
wiek w życiu.

 

Szkoła, która bardziej deprawowała niż wychowywała, o której Poeta, jeden z głównych bohaterów, mówił jak o nawiasie w życiu, o którym musi zapomnieć, o ile mu to się uda. Szkoła, w której rozprzężenie dyscypliny, a raczej jej brak, rozciągnął na kraj oskarżając rodaków w zdaniu – Nasz kraj jest w takim stanie, bo nie ma dyscypliny i porządku.
Jakże aktualne i uniwersalne!

 

 

To kolejna powieść zaplanowana przeze mnie do czytania, a wybrana według mojego klucza. W autobiografii czytałam o okresie niechęci, a nawet nienawiści do literatury indygenistycznej, „tubylczej”. Pisał wręcz – Byłem pewien, że nigdy nie zostanę pisarzem telurycznym.(…) Być „telurycznym” znaczyło pisać dzieła o korzeniach mocno tkwiących we wnętrzu ziemi, w naturalnym krajobrazie i obyczajowości, najlepiej andyjskiej. A potem, wbrew zapewnieniom, napisał dokładnie w tym nurcie literackim trzy powieści: Zielony dom , Pantaleon i wizytantki oraz Gawędziarz. Dlaczego sprzeniewierzył się sobie już wiem, teraz chcę sprawdzić jak to zrobił.

 

Miasto i psy [Mario Vargas Llosa]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 

W marcu natomiast wydawnictwo zapowiada kolejną książkę noblisty – Szczeniaki. Wyzwanie. To dzięki opowiadaniu Wyzwanie, autor zwiedził Paryż.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Szkarłatny habit – Irek Grin

Szkarłatny habit: opowieść sensacyjna – Irek Grin
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2004 , 344 strony
Literatura polska

Kontynuacja Szerokiej drogi, Anat nie ograniczyła się tylko do opisu dalszych losów głównego bohatera Dawida Arbogasta. To byłoby zbyt proste, znając kreatywność autora. Nawiązywała wprawdzie do części pierwszej, ale jednocześnie wyjaśniała nieudaną akcję Cień, o której sens i cel pytali wszyscy w nią zaangażowani, a z których najważniejszym było pytanie – Jakimi chytrymi sposobami udało się przekonać premiera, że spektakularna porażka, że śmierć wielu doświadczonych agentów, że ta cała popierdolona historia przysłużyła się sprawie? Przecież nikt nie musiał wiedzieć, że przyczyna miała swoje korzenie w początkach siedemnastego wieku. Zresztą, kto by w to uwierzył? I właśnie to tło historyczne, które zostało wprowadzone naprzemiennie z akcją osadzoną współcześnie, było dla mnie sporą, ale przyjemną niespodzianką, wprowadzającą jeszcze jeden element wielkiej tajemnicy spowijającej na nowo snute wydarzenia. Historię, w którą ponownie został wplątany Dawid, wbrew własnej woli, przez ludzi knujących spisek i tych z przeszłości, i tych jemu współczesnych. Strażników tajemniczej skrzyni z nieznaną zawartością, kierujących się w wyborze osoby do osiągnięcia tylko im znanego celu, jednym, tajemniczo brzmiącym przesłaniem – ten, którego pochłoną, musi lekceważyć świat bardziej, niźli świat jego.
Był dla nich idealnym kandydatem.
Od zawsze cechował się pewną obojętnością dla spraw tego świata.. Jako funkcjonariusz policyjnej jednostki antyterrorystycznej zasłynął cynizmem i zdolnością podejmowania surrealistycznych decyzji oraz kreowania groteskowych sytuacji wbrew zdrowemu rozsądkowi i interesowi ogółu. Tym bardziej, że po śmierci ukochanej Anat stał się introwertykiem, rozżalonym mężczyzną w średnim wieku z nadmierną skłonnością do depresji. I alkoholu. Czegóż chcieć więcej od człowieka, który nie ma nic do stracenia? Dlatego Mosad znowu sobie o nim przypomniał.
Szybkie tempo akcji, jej nieprzewidywalność i niemożność określenia dalszego rozwoju wydarzeń, różnorodność postaci charakterystycznych dla męskiego świata rozgrywek, w tym również bezwzględnych kobiet, tajemniczość karlej postaci profesora z pogranicza świata rzeczywistego wprowadzającego niepewność jego realności to główne atuty tej opowieści.
I jeszcze jedno.
Autor kolejny raz potwierdził, że jest pisarzem wszechstronnym. Po tej książce, pomimo, że jest określany jako pisarz przede wszystkim kryminałów, nie zdziwiłabym się, a nawet bardzo chciałabym tego (a co mi tam, życzyć sobie mogę!), aby napisał tym razem powieść historyczną z wątkiem sensacyjno-kryminalnym, jeśli już tak bardzo lubi te dwa ostatnie gatunki literackie.
Może się doczekam.

 

 

A tym czasem nabrałam ochoty na bardzo ciekawie opisywaną kolejną powieść tego autora – Pamiętnik diabła.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Szerokiej drogi, Anat – Irek Grin

Szerokiej drogi, Anat – Irek Grin
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2002 , 315 stron
Literatura polska

Autor tej powieści ma ogromny potencjał wyobraźni i umiejętność opisywania jej słowem. Jego różnorodność w pisarstwie widać w tym, co do tej pory wydał. Jedyną, niezmienną cechą jego przeczytanych przeze mnie książek jest żydowska tematyka. Poznałam go jako dokumentalistę losów przedwojennych, krakowskich Żydów w przedmowie do książki Ich Miasto Anis Pordes, a także jako twórcę niezwykle klimatycznej powieści społeczno-obyczajowej Ze złości, w której oddał specyfikę życia mniejszości żydowskiej w przedwojennej Polsce. Z fascynacji tą historią nie mogę otrząsnąć się do tej pory i oby tak już mi zostało. Sięgnięcie po kolejną jego książkę było już tylko konsekwencją chęci poznania następnej odsłony jego talentu. Liczyłam na zaskoczenie i nie zawiodłam się.
Tym razem autor obdarzył mnie powieścią sensacyjną, w której stworzył męski, bezlitosny świat polskiego i izraelskiego wywiadu. Nie było w nim miejsca na pomyłki, bo takie kończyły się śmiercią. Na przyjaźnie, które okazywały się pułapką. Na rodzinę, która stanowiła przykrywkę, prowizoryczne tło do odgrywanej roli na potrzeby akcji. Na szczerość kosztującą życie. Na indywidualność, własną tożsamość, bo liczyły się cele odgórne. I wreszcie na miłość, która niezależnie od zmieniających się planów i układów sił decydujących o toczącej się grze, pojawiła się za sto pierwszym razem podczas rutynowego procesu werbowania przez doświadczoną agentkę Mosadu Anat. Jedną z tych, na których widok spora część mężczyzn myśli: przelecieć i umrzeć. Ale było też i kogo werbować! Dawid Arbogast zwany Cieniem, polski ekspolicjant, aktualnie również agent, przez większość akcji nie wiadomo do końca czyj, wybitna inteligencja z patologiczną skłonnością do zbrodni. Nie muszę dodawać, że bez skłonności do zadurzania się, a tym bardziej pokochania jakiejkolwiek kobiety. Poszukiwany przez Interpol, Egipcjan, Izraelczyków (co wcale nie wykluczało, że był ich agentem) i Greków. Kontrolowany i kierowany, często bez jego woli i wiedzy, przez zwierzchników, którzy stwarzali, inscenizowali każdy jego krok, znając z góry zakończenie. Liczył się tylko plan, wyznaczony cel i wynik. Nawet jeśli jego realizacja kosztowałaby kilka istnień. Chociażby najbliższego współpracownika czy jego siostry.
Nic w tej powieści nie było przewidywalne, jednoznaczne i ostateczne. W szybkim tempie zmieniających się postaci, układów, pościgów, ucieczek, zabójczych pomyłek wszystko mogło się zdarzyć. Nawet uczucie, które nie miało prawa się pojawić, a cóż dopiero rozwinąć i przetrwać. I mimo, ze wiedziałam o tym, mając bolesną świadomość w jakim świecie przebywam, to jednak liczyłam na jakiś odruch serca, wyjątku, pokory wobec siły miłości. Wtedy jednak dostałabym ckliwą, romantyczną opowieść szpiegowską. Czasami warto posłuchać intuicji pisarza w kreowaniu świata, by chcieć sięgnąć po kontynuację opowieści.
A chcę!

 

 

Dlatego przede mną kolejna dawka sensacyjnych (taką mam nadzieję) losów agenta Arbogasta – Szkarłatny habit.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: