Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Karta nr 98/2019

31 marca 2019

Karta nr 98/2019

Wydawnictwo Ośrodek Karta

Kwartalnik

Literatura polska

   Poczułam się cząstką historii Polskiego Czerwonego Krzyża!

   W najnowszym numerze kwartalnika Karta tematem przewodnim był Polski Czerwony Krzyż.

Jego powstanie, dzieje, dynamika zmieniających się zadań w zależności od okresu historycznego, próba utrzymania swojej działalności poza polityką w czasie II wojny światowej i w PRL-u oraz stan współczesny czyli misji bez granic. Ku mojej radości odnalazłam się w tej historii jako kontynuatorka idei niesionej przez tę organizację poprzez książkę – Myszka w paski i pierwsza pomoc.

Wybrałam się z moją młodzieżą do dzieci ze świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, by tak, jak myszka, która uczyła się udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej, nauczyć dzieci podstawowych zasad zachowania się w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. W konsekwencji ćwiczyliśmy wszystkie rady myszki pod opieką zaproszonego, certyfikowanego instruktora PCK.

   Kolejny artykuł zawierał wspomnienia Stanisława Dobrowolskiego  wydane w niedostępnej dla każdego publikacji Żołnierka i konspiracja. Byłego żołnierza carskiej armii, który w konspiracji werbował Polaków do białych oddziałów Wojska Polskiego w czasie wojny domowej w Rosji w 1917 roku. To wyjątkowa okazja, by zajrzeć do środka, zwłaszcza że publikacja rzadko bywa wykorzystywana przez historyków.

   Kolejny artykuł mówi o procesie odwrotnym – odzyskiwaniu Polaków z Wermachtu, do którego wcielano przymusowo. Wspomnienia osób uczestniczących i odpowiedzialnych za te procedury wyraźnie wskazują na napotykane problemy i jak trudno było „wydobyć” Polaka spośród Niemców stosujących szykany, represje i szantaż. Tym samym głosy świadków wpisują się ww współczesny dyskurs o „dziadkach z Wermachtu”.

   Kolejny artykuł to dla mnie niespodzianka!

   Czytając książkę dla młodzieży Tarapaty Marty Karwowskiej i Katarzyny Rygiel, napotkałam wątek Syrenki Pabla Picassa, który pod wpływem chwili zostawił rysunek na jednej ze ścian mieszkania warszawskiego osiedla. Tutaj dowiedziałam się, jak bardzo kłopotliwy był to prezent zwłaszcza dla właścicielki mieszkania Franciszki Sawickiej. Wspomnienia ukazywały komiczność i patowość sytuacji, w jakiej się znalazła kobieta. Codzienne wycieczki liczące sobie nawet po dwieście i trzysta osób dziennie, zakończyła zamalowaniem dzieła artysty.

   O porozumieniu władzy PRL-u z opozycją opowiedzieli dwaj uczestnicy tych procesów – Wiktor Woroszylski i Kazimierz Dziewianowski poprzez fragmenty prowadzonych dzienników.

Bardzo ciekawą i wzruszająca historię poznałam w artykule Domknięcie losu przybliżającą żmudne poszukiwania zaginionego dziadka w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie III Rzeszy prowadzone przez jego wnuczkę. Zakończone sukcesem dzięki Międzynarodowej Służbie Poszukiwań (z angielskiego ITS), która rozpoczęła kampanię #StolenMemory (Skradziona Pamięć) w formie wystawy plakatów opowiadających o indywidualnych losach prześladowanych w kontekście powrotu pamiątek do rodzin. Ich zdjęcia można obejrzeć na podstronie ITS.

   Numer zamyka zapowiedź książki Warszawa zapamiętana o mieście, którego już nie ma. Pozostało w relacjach biograficznych warszawiaków zebranych w tej publikacji. Można je również wysłuchać na stronie Relacje biograficzne.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Czasopisma artykuły

Tagi: , , , ,

Rok 1356 – Bernard Cornwell

21 marca 2019

Rok 1356 – Bernard Cornwell
Przełożył Michał Kompanowski
Wydawnictwo Bellona , 2015 , 478 stron
Literatura angielska

Z chęcią sięgnęłam po najnowszą pozycję mistrza powieści historycznych!
Chciałam trzech rzeczy – oderwania się od problemów mojej współczesności, przeniesienia w jak najdalsze czasy i przeżycia przygody, w którą mogłabym uwierzyć, ale niekoniecznie tak całkiem, a przy okazji czegoś nowego się dowiedzieć. To ostatnie okazało się dla mnie wielką niespodzianką, ale o tym napiszę na końcu.
Dokładnie to wszystko, czego oczekiwałam, miałam podane na okładce tytułowej.
Rok 1356 bardzo mi odpowiadał i był na tyle daleki, że nawet opisy broni, ubioru czy scen batalistycznych z użyciem słów archaicznych wymagały zajrzenia do słownika. I to zachęcające zdanie u góry okładki:

 

Inna rzecz, że nie była to „randka w ciemno” z pisarzem. Znałam już i wysoko oceniłam jego wyobraźnię i pióro przy okazji dzielenia się wrażeniami na temat Trylogii Arturiańskiej i Złodzieja z szafotu. Bardzo dobrze wiedziałam zatem, komu powierzam zaspokojenie potrzeby dobrej przygody.
Na spotkanie wysłał mi, a jakże, rycerza – Tomasza z Hookton. Nikt jednak nie używał tego imienia. Bardziej znany był jako Le Bâtard czyli Bastard. Tak, tak, dokładnie to oznaczał jego pseudonim. Co ciekawe, był z niego dumny. Dowodził najemnym oddziałem o osobliwej nazwie – Hellequini czyli diable dusze. Podobno wywiedzione przez Boga z piekła, który dał im nowe życie i ochronę przed otchłanią. Tyle donosiły afirmujące plotki, mające zasiać strach w sercach nieprzyjaciół, a tak naprawdę najwyższych umiejętności łucznicy, kierujący się niezłomnymi zasadami postępowania w życiu i w bitwie, z których najważniejsze wymieniali – dzielimy się łupami, nie porzucamy towarzyszy, nie gwałcimy kobiet. W dobre towarzystwo trafiłam, bo tacy szlachetni mężowie należeli do nielicznych w tym bezwzględnym świecie mężczyzn. Miałam przed sobą całą ich plejadę wszelakiego autoramentu. Od prymitywnego, sprzedajnego, ordynarnego, sardonicznego, rozmiłowanego w okrucieństwie Sculleya po żyjącego dla ideałów, romantycznego prawiczka Rolanda de Verreca, który bardzo przypominał mi Don Kichota z La Manchy.
Wszyscy, łącznie z Tomaszem, bardzo zaangażowani, powiedziałabym nawet, że na śmierć i życie, w poszukiwanie bardzo pożądanego przedmiotu. I nie był to Święty Graal, jak napisano na tylnej okładce:

 

Wprawdzie wspominało się o nim tu i ówdzie, ale sporadycznie, a głównym bohaterem był miecz świętego Piotra. Ten sam, którym apostoł Piotr obciął ucho Malchosowi w Ogrójcu w obronie Jezusa zdradzonego i wydanego pocałunkiem przez Judasza. Stąd jego powieściowa nazwa la Malice. Ten magiczny przedmiot pożądania wszystkich bohaterów powieści miał przynieść błogosławieństwo jego posiadaczowi. Bez wyjątku wierzyli w relikwię o boskiej mocy potrafiącą wynieść ludzką duszę wprost do nieba. Każdy z nich, z jego mocą, chciał osiągnąć własny, odmienny dla pozostałych, cel – zostać papieżem, zdobyć przychylność swego pana i płynące stąd profity, władzę, ochronę dla Kościoła, ale przede wszystkim zwycięstwo nad wrogiem w zbliżającej się bitwie pod Poitiers we wrześniu 1356 roku. Stąd tytuł tej powieści. To do tego miejsca i tej daty ostatecznie prowadziła intryga osnuta wokół poszukiwanej relikwii oraz zmierzały stale ważące się losy jej bohaterów. Jej strategiczny i taktyczny przebieg mogłam śledzić na dołączonej mapce:

 

Według autora, to jeden z największych militarnych sukcesów angielskiego króla Edwarda III, który został przez historię trochę zapomniany. To o niej właśnie chciał, poprzez tę powieść, opowiedzieć autor, nadając jej charakter historyczno-sensacyjny. I przedstawił to tak, jak tylko on potrafi – intrygująco, wartko, płynnie, sugestywnie i szokująco-realistycznie w opisach walk militarnych, w których nieprzyjaciel czuł bijący od wroga odór, czuł gówno z opróżnianych mimowolnie kiszek, czuł w oddechach zaduch wypitego wina i piwa, czuł krew zraszającą trawę. To w tych momentach kończyła się zabawa i przygoda, a zaczynało twarde, brutalne, bezwzględne życie mężczyzny w XIV wieku. A przy okazji i kobiet, o których rolach i pozycjach w tamtych czasach nie zapomniał wspomnieć.
I na koniec o niespodziance zapowiedzianej na początku.
Miecz la Malice z powieści czyli miecz świętego Piotra, a właściwie falchion, który bardziej przypomina tasak, można obejrzeć osobiście w bazylice archikatedralnej Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Poznaniu. Niestety tylko kopię, bo oryginał znajduje się w poznańskim Muzeum Archidiecezjalnym.

 Wikimedia Commons.

Czy jest prawdziwy?
Spór o autentyczność relikwii między historykami trwa do dzisiaj. Pozostaje mi więc przytoczyć rozjemcze zdanie autora z Noty historycznej umieszczonej na końcu książki – Każdy odwiedzający ma prawo wierzyć bądź nie wierzyć w prawdziwość relikwii. Dokładnie tak, jak w przypadku tej historycznej opowieści, pamiętając, że w każdej legendzie, przekazie czy opowieści tkwi ziarenko prawdy.
Jedno natomiast jest pewne – przyjemność czytania na dwa wieczory i dobra zabawa z niej płynąca.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Zapomniany Legion – Ben Kane

Zapomniany Legion – Ben Kane
Przełożył Arkadiusz Romanek
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2015 , 623 strony
Trylogia Kroniki Zapomnianego Legionu ; Tom 1
Literatura angielska

Rzym kusił, Rzym wabił, Rzym nęcił i przyciągał żądzą zemsty!
Ostrożnie wchodziłam w ten naturalistyczny świat starożytnych Rzymian, który zaprosił mnie w nieoświetlone nocą uliczki. Między zbite w ciasne grupy czynszówek, w których mieszkała większość obywateli miasta. Gdzie pod stopami chrzęściły kawałki pobitej ceramiki, a ścieżkę pokrywały zgniłe warzywa, wymieszane z ludzkimi odchodami, brudną słomą i popiołem z piecyków, w których grzebał jakiś sparszywiały pies. Skąd po zmroku, każdy rozsądny człowiek szybko opuszczał te miejsca, które w nocy dostawały się we władanie złodziei i morderców. Bardzo dobrze wiedziała o tym siedemnastoletnia Welwinna, śpiesząc się do domu swego właściciela z koszem warzyw i mięsa. Młodziutka, piękna niewolnica była atrakcyjnym i łatwym celem dla każdego.
I stało się!
Została brutalnie zgwałcona przez wysoko postawionego arystokratę. Oszczędzę drastycznych szczegółów, w które ta powieść obfitowała. Takich i podobnych scen przemocy było w niej sporo. Najważniejsze było to, że w ten sposób stałam się świadkiem poczęcia bliźniaków – Romulusa i Fabioli. Jednych z czterech głównych bohaterów powieści. W podobnie dramatycznych okolicznościach poznałam Tarkwiniusza – etruskiego wojownika i wróżbitę oraz Brennusa – Gala pojmanego przez Rzymian i najpotężniejszego gladiatora. Wszyscy niskiego i najniższego stanu – niewolnicy i prostytutka. To ich zawiłe losy śledziłam naprzemiennie począwszy od 70 roku p.n.e. Obserwowałam, jak dorastają i jak dojrzewają, przemieniając się w świadomych swego pochodzenia i położenia ludzi, którym przyświecał jeden cel – wolność i zemsta! Niepohamowana żądza odwetu za śmierć ukochanych bliskich, niewolę, gwałt i okrucieństwo psychiczne i fizyczne stosowane z sadyzmem przez swoich właścicieli. Śledząc ich losy, przyglądałam się bezwzględnej hierarchii społecznej obowiązującej w imperium rzymskim, agresywnej walce o władzę na każdym poziomie, wszechobecnej korupcji i potędze rzymskiej wyrosłej na niewolnictwie i podbojach innych państw, narodów i plemion.
A wszystko to opowiedziane przez dzieje bohaterów stojących na samym dole drabiny społecznej.
Rzym widziany „z dołu” w I wieku p.n.e. to bezwzględna, brutalna, bezlitosna rzeczywistość kierująca się jedną zasadą – zabij lub daj się zabić! Bez względu na to, kim się jest – dzieckiem, niewolnikiem, gladiatorem, prostytutką, patrycjuszem czy nawet Cezarem. Ale to nie tylko ciekawie i przyjemnie zawile poprowadzona fabuła malująca obraz Rzymu brudem, krwią i ekskrementami. To także wciągająca sieć intryg z mnóstwem splatających się wątków i losów bohaterów, z których odkrycie tożsamości gwałciciela matki bliźniaków i powodzenie zemsty były wiodącymi.
Ale nie tylko!
Akcja powieści nie rozgrywała się tylko w Rzymie. Obejmowała rubieże imperium, a nawet szlak Aleksandra Wielkiego. Zaglądałam nie tylko do domu publicznego, ale i przyglądałam się śmiertelnym walkom gladiatorów na arenie Koloseum, zabójstwom popełnianym w ciemnych zaułkach, krwawym walkom żołnierzy na polach bitwy. Autor, miłośnik i pasjonat historii starożytnego Rzymu, co widać na tych zwariowanych zdjęciach,

 

zawarł w swojej opowieści wiele scen militarnych i bitewnych wprost filmowo odtworzonych. Bardzo naturalistycznie.
Nie uczynił tego bez powodu.
Punktem wyjścia powieści było wspomnienie Piliniusza Starszego o przegranej przez Rzymian bitwie pod Carrhae w 53 roku p.n.e. Tych, którym udało się przeżyć czyli 10 tysiącom legionistów, wysłano do Margiany czyli współczesnego nam Turkmenistanu.
I ślad po nich zaginął!
Autor zainspirowany tą historyczną zagadką postanowił opowiedzieć nie tylko historię jego powstania, bazując na wymyślonych losach głównych bohaterów, ale i dopisać jego dalsze dzieje już pod nazwą Zapomnianego Legionu. Jego historia w pierwszym tomie kończy się na wędrówce na daleki wschód, a jego dalsze losy będzie można poznać w kolejnych tomach trylogii:

 

Lubię takie opowieści z rozmachem, w których lepkość brudu i smród wypływających jelit z rozprutych brzuchów mieszają się z wonnym zapachem kadzideł i perfum w domach publicznych. Gdzie nieufność i zdrada towarzyszy szlachetnej przyjaźni, dla której warto poświęcić życie. I gdzie przeciętny człowiek, kierowany poczuciem krzywdy i zemstą, może mieć wpływ na politykę całego państwa. Wtedy jest najciekawiej, bo nic nie jest jednoznaczne i wszystko może się zdarzyć.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zapomniany Legion [Ben Kane]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Srebrny orzeł – Ben Kane

Srebrny orzeł – Ben Kane
Przełożył Arkadiusz Romanek
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2015 , 607 stron
Trylogia Kroniki Zapomnianego Legionu ; Tom 2
Literatura angielska

Ta książka ocieka krwią!
Nie zdziwiłabym się, gdybym chwyciła za jej róg, a spomiędzy kartek zaczęłaby kapać krew. Ale nie dlatego jestem bardziej zachwycona drugą częścią trylogii Kroniki Zapomnianego Legionu niż pierwszą. Jestem osobą wrażliwą i takie efekty specjalne powinny mnie odstraszać, a nie przyciągać moją nieustanną uwagę przez 600 stron krwistej historii czwórki bohaterów.
W czym zatem tkwi tajemnica tej części?
Ma przecież dokładnie wszystkie elementy dobrze skonstruowanej fabuły, które posiada również część pierwsza. Są ciekawi bohaterowie pochodzący z różnych środowisk i warstw społecznych. Jest narrator zewnętrzny, który naprzemiennie opowiada ich skrajnie trudne, a momentami tragiczne losy. Jest dokładnie opowiedziany ich świat i egzotyczne miejsca akcji, które zaznaczyłam sobie na dołączonej do książki mapce:

Są plastyczne opisy i jest język narracji ciekawie oddający intrygujący świat przeszły. Jest mnóstwo łaciny używanej w dialogach i opisach ubiorów, pomieszczeń mieszkalnych, rodzajów gladiatorów, uzbrojenia różnych formacji, nie tylko rzymskich , wyposażenia wojsk, planów układu miasta i fortów. Jest też tajemnica przepowiedni wypowiedzianej przez mentora Tarkwiniusza, Olenusa i sekret pochodzenia bliźniaków, Fabioli i Romulusa. Jest magia natury haruspicji. I wątek romantyczny. A także trzymająca w napięciu akcja powieści.
A mimo to, to właśnie druga część podobała mi się dużo bardziej.
Tajemnica tkwi w innym doborze proporcji wszystkich tych wymienionych wcześniej przeze mnie elementów fabuły. Dominuje dynamika i szybkie tempo akcji oraz wysoki stopień ich niebezpieczeństwa wspólnie budujące wrażenie ekstremalnej przygody. Bohaterowie (wraz ze mną) nie mieli chwili wytchnienia, mając świadomość, że w niebezpiecznym świecie, w jakim żyli, śmierć jest nieodłącznym towarzyszem. Może czaić się wszędzie. Nic tego nie zmieni. Każdy ma swoje przeznaczenie. Cały czas ściga ich niebezpieczeństwo odkrycia, że są niewolnikami, karane ukrzyżowaniem. Bez przerwy wisi nad nimi pesymistyczna przepowiednia o śmierci jednego z nich, wobec której są bezsilni. Systematycznie, świadomie lub wbrew sobie, biorą udział w bitwach, starciach, potyczkach i bójkach kończących się prawie utratą życia. Stale narażeni są na zdradę i intrygi ze strony współtowarzyszy wojennej wędrówki i nieufnych przełożonych. Ich życie to nieprzerwane pasmo trafnych przewidywań, desperackich działań i celnych pomysłów na przetrwanie, by móc wrócić do Rzymu. Sceny bitew, starć, walk i tortur z ich odorem mieszanki krwi, potu, wymiocin, wyprutych jelit i gnijącego mięsa trupów drobiazgowo oddają skalę ich cierpień i siłę woli przetrwania czerpanej z wielokrotnie przetestowanej przyjaźni. Za każdym razem perspektywy dla nich wydawały się beznadziejne. Wszyscy chcieli ich krwi: Pakorus, Vahram, Kajusz, a teraz jeszcze Hindusi. I nie ma w tej przytoczonej, gorzkiej myśli Romulusa nawet odrobiny przesady. Czasami miałam ochotę zamknąć oczy, wierząc naiwnie, że w ten sposób pomogę Tarkwiniuszowi znieść tortury, a Romulusowi pokonać ból połamanych żeber w walce z przeciwnikiem. Ucieczka w kobiecy świat Fabioli nie przynosiła ulgi, bo tam z kolei czekały na mnie sceny znęcania się, przemocy i gwałtu. To właśnie tym bezwzględnym, surowym i brutalnym warunkom życia żołnierzy i kobiet w Cesarstwie Rzymskim były podporządkowane wszystkie pozostałe elementy fabuły. Budowały tło, uzupełniając treścią walkę o przetrwanie wplecioną w historię starożytnego świata, której fakty odnajdywałam w powieści, czyniące ją w jakimś stopniu prawdopodobną.
Przecież tak mogło być!
Zaczęłam się zastanawiać, czy morderstwo Cezara przez Brutusa, ku któremu zdąża powoli fabuła, i czas akcji zakończony w drugiej części na 48 r. p.n.e., nie będzie podbudowane intrygą głównych bohaterów i udanym połączeniem wydarzeń historycznych z fikcją. Ale czy moje podejrzenia są słuszne, dowiem się dopiero w trzeciej części trylogii Droga do Rzymu, której początek mogłam przeczytać w dołączonym do książki dodatku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Srebrny orzeł [Ben Kane]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Topory i sejmitary – Radosław Lewandowski

Topory i sejmitary – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2017 , 432 strony
Tetralogia Wikingowie , tom 3
Literatura  polska
  

   Kolejna niespodzianka!

   Tym razem kierunek Wielkiej Przygody z wikingiem Oddim Asgotssonem zapowiadało słowo, którego nie znałam – sejmitary. Szybko wrzuciłam pojęcie do wyszukiwarki i oto, co mi wyskoczyło!

Wikipedia

Broń biała rzadko wykorzystywana w literaturze, za to często w grach komputerowych. Ze skrzyżowania północnych toporów i południowych sejmitarów powstała tym razem nie tylko dynamiczna i ciekawa poznawczo opowieść, ale przede wszystkim mieszanka już nie tylko dwóch kultur (wikińskiej i indiańskiej), jak było w drugim tomie Najeźdźcy z Północy, ale kilku, które bohaterowie pod dowództwem Oddiego, napotykali na swojej trudnej i bardzo niebezpiecznej drodze. A szlak wiódł przez rzeki, jeziora i lasy od szwedzkiej Birki do ówczesnego Miklagardu. Bardzo znanego miasta w X wieku i obecnie, ale nie zdradzę jego współczesnej nazwy, ponieważ samodzielne kojarzenie i konfrontowanie wiedzy z historii było dla mnie jedną z zabaw logicznych, jakie dostarczała mi opowieść. Historycznymi zagadkami, które uwielbiałam rozwiązywać, korzystając z podpowiedzi opisowych autora. Nie chcę zabierać tej przyjemności kolejnym czytelnikom. A okazji do odkrywania i zgadywania napotykałam mnóstwo, bo i szlak był bardzo długi. Od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego, jak pokazywała mapka umieszczona na wewnętrznej stronie okładki.

Mijane osady, grody i miasta były jednocześnie tytułami rozdziałów. Oddi wyruszył w tę ryzykowną podróż w nieznane motywowany zemstą. Po przybyciu do rodzinnej Birki dowiedział się, że jego matkę zamordowano, a czternastoletnią siostrę Jofriddę sprzedano w niewolę, wywożąc aż do Gardariki. Chęć jej odnalezienia lub pomszczenia ewentualnej jej śmierci była jedynym powodem wyprawy. Dla jego drużyny współtowarzyszy, która powiększyła się o jomswikingów z Jomsborga, również okazją do zdobycia łupów i wzbogacenia się.

   Ich wędrówka przypominała mi reguły baśni i gry komputerowej.

   Zawierała sporo ich elementów. Wyprawa w nieznane miała jasno określony cel, bardzo trudny do osiągnięcia. Zdobywanie kolejnych etapów podróży przypominało wchodzenie na kolejny level. Cele etapowe były uzależnione od skrajnych warunków spełnianych na poprzednich etapach. Powodzenie było uzależnione od umów, negocjacji lub zadań stawianych przez kluczowe postacie rozwijającej się akcji. Bohaterowie pozytywni i negatywni ścierali się w walce o dobro, w której siła fizyczna liczyła się tak samo, jak spryt i logiczne myślenie. W tyglu kultur pojawiali się bohaterowie, do których nie mogłam się przywiązywać, bo sukcesy wymagały ich ofiar w wyniku zdrady, walk, bitew, potyczek czy patologicznych działań psychopatów posiadających władzę. Sceny sadyzmu autor doprowadził do perfekcji. Czułam niemalże fizycznie zadawany ból i cierpienie. To w nich widać kunszt operowania słowem, by oddać to, co podsunie autorska wyobraźnia. A wszystko to zatopione w w atmosferze nieznanych, ale pięknych rzek, jezior, osad i lądów zamieszkiwanych przez ludy tworzące przebogatą mieszankę współistniejących ze sobą kultur. Ludzi o odmiennych systemach wartości, różnych językach, obyczajach i wierzeniach. Te ostatnie często ze sobą konfrontowanych i porównywanych, by ukochana Oddiego podsumowała to zjawisko dającym do myślenia, jednym pytaniem – może to wszystko było kiedyś jednym? Spośród wierzeń, które reprezentowali pojawiający się bohaterowie, najbardziej zainteresowała mnie wiara naszych przodków. Autor wplótł w historie wyprawy wątek z niewolnikiem Dobrogostem. Synem żercy służącym w przedchrześcijańskiej kątnicy w Płocku. Uczynił z niego źródło o ówczesnym systemie wierzeń słowiańskich, którego wyznawcy w XI wieku w Polsce trzykrotnie powstawali przeciwko ekspansywnemu chrześcijaństwu. To tutaj dowiedziałam się, że bociany przynoszące dzieci, a pierwotnie zaszczepiające duszę w narodzonych, są echem wierzeń naszych praojców. Te i inne fakty zawarte w powieści autor tradycyjnie zaczerpnął z materiałów źródłowych, o czym napisał w posłowiu omawiającym rys historyczny w fabule. Dzięki temu mogłam oddzielić prawdę od fikcji literackiej. Przede mną ostatnia część tetralogii o wiele obiecującym tytule – Kraina Proroka. Znowu będzie się działo!

   I bardzo dobrze!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wikingowie. Topory i sejmitary [Radosław Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Najeźdźcy z Północy – Radosław Lewandowski

Najeźdźcy z Północy – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2016 , 415 strony
Tetralogia Wikingowie , tom 2
Literatura  polska
  

   Szalony pomysł!

   Zwiastowały go postacie na okładce – Indianina i Wikinga. Zastanawiałam się, czy można połączyć dwie, tak odmienne kultury? Autor udowodnił, że można! W historii zdarzały się takie przypadki, które skrupulatnie wykorzystał w drugim tomie tetralogii Wikingowie. Rozwinął w nim wątek ucieczki Oddiego Asgotsona przed oddziałem pościgowym konunga Eryka Zwycięskiego zapoczątkowany w pierwszym tomie Wilcze dziedzictwo. Rzucił nastoletniego chłopca, ale zaprawionego w boju i przez trudne życie z ojcem, w głąb dzisiejszej Kanady. W rejon Półwyspu Labradorskiego i Nowej Fundlandii w czasie zimowym. Opisy krajobrazów, ich szczegółowość i metafory sprawiły, że mogłam z przyjemnością zachwycać się nimi razem z Oddim. Korzystać z podsuwanych mi map, by samodzielnie tworzyć krajobrazy w wyobraźni.  Te na powierzchni wyspy pełnej lasów i te w głębi mrocznych jaskiń. Zgodnie z dedykacją umieszczoną przez autora na początku książki.

Dosłownie również, ponieważ na wewnętrznej stronie okładki widniała mapa wyspy, po której wędrował, skradał się, uciekał lub gonił Oddi.

Sił i odwagi uciekinierowi dodawała jedna myśl – chciał przeżyć, by wrócić do Szwecji i uwolnić matkę oraz siostrę. Był przekonany, że ojciec zginął, więc ciężar odpowiedzialności za losy bliskich spoczął na nim. Zdany na własne siły, a w większej mierze na szczęście, dokładnie je wykorzystał w pierwszej potyczce z tubylcami. Ratując gwałconą dziewczynę z plemienia Beothuków przed śmiercią ze strony gwałcących ją Indian z plemienia Mikmaków, wkupił się w łaski jej ojca i wodza oraz samej uratowanej. Ten niebezpieczny, ale udany początek rozpoczął życie Oddiego wśród Indian. Ciągłą konfrontację stylu życia, wierzeń, obyczajów dwóch kultur, w której Oddi często musiał ustępować, by przeżyć. Nawet jego bogowie nie mieli już tak wielkiej władzy na obcej ziemi. Jego umiejętności walki i wiedza taktyczna bardziej sprawdzały się w starciach, potyczkach i bitwach z innymi plemionami niż w życiu codziennym. Był jednak otwarty na wiedzę nowych przyjaciół, którzy przyjęli go do swego plemienia. Wśród których stracił serce dla uratowanej przez niego Shaa-naan-dithit, jednocześnie cały czas myśląc o pozostawionych w Szwecji bliskich. Pobyt na obcej ziemi bardzo go zmienił. Wyspa go zmieniła, ukochana Shaa-naan- dithit i Wielki Duch. Nie Odyn, ale Manitou.

   Oddi stał się silniejszy i bardzo niebezpieczny.

   Można potraktować tę część tetralogii jako przeciekawy przewodnik po kulturze indiańskiej i wikińskiej. Zwłaszcza że autor rozdziały poprzedzał cytatami myśli znanych wodzów i czarowników Ameryki Północnej, które wprowadzały i jednocześnie podsumowywały ich treść, zawierając ponadczasową wiedzę o świecie i roli człowieka w nim.

   Można również potraktować tę część jako pełną krwawych, dynamicznych przygód inicjację w dorosłość Oddiego, którego ukształtowało nie tylko własne dziedzictwo, ale również nowo poznana kultura. Jej filozofia poszerzyła jego horyzonty myślowe i pokazała świat z odmiennej perspektywy, zmieniając pojmowanie winy za los, którego doświadczał. Był przekonany, że to on sam jest odpowiedzialny za wszystko, co go spotyka. Nie świat i inni ludzie, jak do tej pory myślał, ale on sam. Zmiana świadomości  radykalnie zmieniła również jego postawę. Z uciekiniera przed Erykiem Zwycięskim na wojownika, który wypłynął mu na spotkanie.

   Będzie się działo w tomie trzecim!

Wikingowie. Najeźdźcy z Północy [Radosław  Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Kraina Proroka – Radosław Lewandowski

Kraina Proroka – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2018 , 510 stron
Tetralogia Wikingowie , tom 4
Literatura  polska
 

   A mówiłam! A uprzedzałam!

   Samą siebie, żeby nie przywiązywać się do bohaterów tej tetralogii o Wikingach pod żadnym pozorem, bo autor jedną ręką hojnie nimi obdarza, a drugą równie hojnie zabiera z kart książki. I stało się! Nie wierzyłam własnym oczom, widząc przerażającą mnie scenę. Muszę dodać, boleśnie skonstruowaną emocjonalnie i fizycznie, w czym autor szczególnie celuje. Nie mogę zdradzić, którego mojego faworyta autor wysłał w zaświaty, by nie odbierać przyjemności/nieprzyjemności zaskoczeń, które w czwartej i ostatniej części połączyły losy wszystkich bohaterów cyklu. Rozdzielone w części pierwszej Wilcze dziedzictwo, część druga Najeźdźcy z Północy i trzecia Topory i sejmitary wiodła szlakiem awanturniczej przygody tylko Oddiego Asgotssona. Wyklętego po zniewoleniu córki znaczącego woja i nieudanej próbie zamachu na tron swego wuja Eryka Zwycięskiego. Dojrzewającego chłopca, a potem mężczyzny kierowanego żądzą zemsty za zniewolenie matki i siostry. Banity, który przebył długą i trudną drogę z rodzinnej, szwedzkiej Birki poprzez Winlandię Dobrą aż do Mklagardu, skąd udal się w kierunku Morza Śródziemnego.

   Tym razem to nie jemu towarzyszyłam w wyprawie w nieznane.

   Jego rolę przejął w ostatniej części drugi z bohaterów początkowego zamieszania – Erik syn Eryka Zwycięskiego. Kuzyn Oddiego, który udał się wraz z paparskim niewolnikiem spisującym jego podróż na życzenie matki Erika, w kierunku Kordoby. Skuszony złotem, jakie miał dostać za pojmanego w niewolę kalifa, ostatecznie trafił aż na Sycylię z misją odbicia wyspy z rąk Maurów. Jego trasę wyprawy tradycyjnie znalazłam na wewnętrznej stronie okładki.

Wydawałoby się, że prosta misja szybkiego i obfitego wzbogacenia się nie będzie trudna. Jednak w miarę zbliżania się do Kordoby, zaczynała komplikować się za sprawą ujawnianych tajemnic, które skrywał niemalże każdy z bohaterów otaczających Erika. Niektóre były zaskakujące, ale niektóre niosące śmierć. Nie byłam w stanie przewidzieć kierunku, skąd nadleci zdradliwa strzała, wyjdzie skrwawione ostrze sejmitara lub nadleci topór najlepszego druha.

   Zdrada była wszędzie!

   Nawet wśród towarzyszy niejednej bitwy i niejednego wspólnie wypitego trunku. Nawet wśród członków własnej rodziny. Erik miał zaciętych wrogów, którzy zagrażali powodzeniu zyskownej wyprawy, ale także jego życiu. Na szczęście miał również wiernych przyjaciół, którzy byli gotowi oddać za niego życie. Ta niepewność w zamęcie stosunków dyplomatycznych, nagłych wydarzeń zmieniających kierunek wątków fabuły i zaskoczeń ujawnianych sekretów, była największym atutem tej części. Siłą napędową dynamiki akcji pełnej zmagań z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym. To też część, która przybliża islam i historię panowania Maurów w Hiszpanii i na Sycylii. Autor tradycyjnie wpisał historię Erika w ramy historyczne, które przybliżył w posłowiu. Nie zapomniał również o ubarwieniu dialogów celnymi powiedzeniami i adekwatnymi przysłowiami zaczerpniętymi z obu kultur.

   To już jest koniec!

   Zaskakujący i brutalny koniec historii dwóch kuzynów, Erika i Oddiego, pchniętych w dalekie światy odmiennymi motywacjami i powodami. Losów trudnych i niebezpiecznych, jakie były udziałem Wikingów w X wieku. Historii osobistej walki o swoją tożsamość, honor i życie, ale i tej wielkiej, toczącej się w tle – Europy czasów średniowiecza. Odmiennej od obecnej, a przez to pociągającej dla współczesnego czytelnika, ale jakże aktualnej i ponadczasowej pod względem ludzkich emocji – zazdrości, zemsty, chciwości, nienawiści, ale i przyjaźni, honoru i miłości. Wartości budujących mosty ponad podziałami w bardzo zróżnicowanym świecie ścierających się interesów politycznych, różnic kulturowych i światopoglądów religijnych. Koniec pięknej, barwnej, emocjonalnej, chwilami zabawnej, gęstej postaciami i wątkami, brutalnej opowieści o Wikingach. Jednak nie dla samych Wikingów, dla których śmierć była dopiero początkiem wiecznego życia w Walhalli.

   I jeszcze coś!

   Coś, co mnie ujęło – poniższa dedykacja, doceniająca misję bibliotekarzy.

   Dziękuję!

Wikingowie. Kraina Proroka [Radosław Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

O meandrach tworzenia cyklu Wikingowie opowiada autor.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Rzym: wędrówki z historią w tle – Bożena Fabiani

Rzym: wędrówki z historią w tle – Bożena Fabiani
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 , 527 stron
Literatura polska


   Zabytkowy Rzym to miasto ruin, podziemi, kościołów i pałaców.

   Tak twierdzi autorka i wie, co mówi, bo mieszkała w nim i ukochała go. I jeśli już chodzić po Rzymie, to na pewno z tą przewodniczką. Uwielbiam podążać za jej myślami, błądzić razem z nią po ścieżkach historii, bez względu na tematykę, formę opisu czy pryzmat spojrzenia. Czy są to epoki w sztuce jak Antyk w malarstwie XV-XXI wiek, czy temat przekrojowy jak Stary Testament w malarstwie i Biblia w malarstwie, idę z moją przewodniczką i nigdy nie żałuję czasu z nią spędzonego. W tej pozycji zapowiedziała we wstępie jej odmienność od dotychczas mi znanych. Chciała pokazać Rzym, ale jej Rzym. Pragnęła napisać o nim piękna opowieść, niepodobną w charakterze do bezdusznych i nudnych przewodników.

   I udało się jej to!

   Było, owszem, miejsce na konieczne informacje, ale i czas na wspomnienia związane z pobytem w Rzymie, na chwile refleksji i skojarzeń, na przytaczanie krótkich dialogów związanych z oglądanym zabytkiem lub widokiem, momenty na rozmyślania, dociekania i własne śledztwa wątków historycznych, które uwielbiałam, bo były zawsze ciekawe w swojej dygresji.

   Ale przede wszystkim były emocje!

   Te z półki grozy przeżywane w podziemiach i te z półki zachwytów nad pięknem i urodą takich miejsc, jak Colle Oppio czyli Wzgórze Opium.

I nie o zabytki tutaj chodziło, ale raczej o atmosferę miejsca, na którą między innymi się składały, dzieląc się czarem chwili – Nie wiem skąd się ta nazwa wzięła, ale mnie osobiście bardzo pasuje, bo kiedy przed laty tu trafiłam, nieomal prosto z pociągu, bo jeszcze w dniu przyjazdu, i kiedy po raz pierwszy znalazłam się w alei wśród pinii, palm, dziwnych ruin i z cudownym widokiem na Koloseum, czułam się jak pod wpływem jakiegoś narkotyku. Właśnie włączano światła w szeregu biegnących w dal białych kul u szczytu latarni, nad głową miałam pogodne granatowe niebo ze srebrną tarczą księżyca, i ta cisza, i światło, sceneria jak w teatrze – szłam jak we śnie. Takich opisów nie uświadczę w encyklopedii i przewodnikach.

   A było ich mnóstwo w piętnastu wędrówkach.

   Każda inna, bo nie tylko topograficzna szlakiem kościołów, pierwszych apostołów i świętych, architektury sakralnej czy bazylik, ale również podróże w czasie od antyku do baroku z dygresjami (a jakże!) współczesnymi i między ludźmi tamtych czasów, ich obyczajów, stylu życia i tworzonych dzieł. Każda gęsta od informacji, bo sam Rzym to nie jest zwyczajne miasto, to zjawisko kulturowe, wiążące wszystkie epoki i przechowujące ich dziedzictwo w każdym jego zakamarku, zaułku, murze, obrazie, cegle, ziemi – zapewnia autorka – tak jest w całym Rzymie – tu każda rzeźba, każdy kamień mają coś do opowiedzenia, wystarczy obrócić płytę nagrobną, czy schodek, zdjąć stara dachówkę, a już wyziera odległa historia. Przemawia nawet dziurka od klucza, ukazując inną perspektywę widzenia otoczenia.

Mimo tego natłoku informacji i problemu wyboru tych najbardziej istotnych, udało się autorce odtworzyć chronologicznie historię pierwszych chrześcijan i kolejnych pontyfikatów papieży poprzez sztukę i architekturę, w których ją utrwalano. Uwielbiałam, wiedziona ciekawością, zaglądać do wnętrz budynków i patrzeć oczami autorki na ich urodę i czar

oraz szczegóły je budujące.

Można było dostać oczopląsu, oglądając liczne zdjęcia ilustrujące tekst.

Mogę sobie tylko wyobrazić zachwyt odbioru bezpośredniego. I była taka jedna wędrówka, w której słów zabrakło, a którą wypatrzyłam w spisie treści, czekając na nią z niecierpliwością.

   To katakumby!

Bo Rzym to również podziemna nekropolia, a historia jej powstania, grabieży, niepamięci i ponownych odkryć, była sama w sobie fascynująca, utwierdzając mnie w przekonaniu, że Rzym to również prawdziwe miasto dziwów, tu stale legenda przeplata się z historią. Gdzie podczas renowacji niepewny przekaz okazuje się faktem, a fakt – mitem. Odniosłam również wrażenie, że Rzym to też największe i najbogatsze źródło relikwii i „pamiątek starożytności” nie zawsze legalnie wywiezionych i rozsianych po całym świecie. W tym również w Polsce, a których dzieje z zaskoczeniem śledziłam wraz z autorką tak samo ciekawych, jak sam Rzym. Żeby go dobrze poznać, trzeba by było w nim zamieszkać. Jednak dla tych, którzy tego nie planują, a mają w perspektywie tylko kilka dni na zwiedzanie, autorka przygotowała niespodziankę umieszczoną w aneksie – Miniprzewodnik: Rzym w sześć dni. Zawarła w nim propozycje sześciu tras z możliwością ich modyfikacji.

   Warto autorce zaufać i skorzystać!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Rzym. Wędrówki z historią w tle [Bożena Fabiani]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Podróżnicze

Tagi: