Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Nie igraj z ogniem – Amanda Searcy

14 września 2019

Nie igraj z ogniem – Amanda Searcy

Przełożył Grzegorz Gołębski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 342 strony

Literatura amerykańska

   Zapałki.

Dla jednych niepozorny, użytkowy przedmiot. Niezbędny w domu. Dostępny niemal w każdym punkcie sprzedaży. Dla siedemnastoletniej Jenny, głównej bohaterki thrillera dla młodzieży, obiekt pożądania, uwielbienia i rozkoszy uwalniającej ją od stale towarzyszącego, spalającego ją w środku napięcia. Umożliwiający przeniesienie wewnętrznego ognia na zewnątrz. Magiczny rekwizyt z pięknym płomieniem również w formie zapalniczki pierwszy wyłapywany wzrokiem w otoczeniu – w sklepie, mieszkaniu, samochodzie czy w dłoniach innych ludzi. Kradziony, gdy nikt nie widział. Ale też źródło jej problemów – uzależnienie od ognia. Obsesyjnego oceniania otoczenia pod kątem łatwopalności i dróg szybkiej ucieczki. Zabójczy nałóg, który zmusił ją do opuszczenia domu rodzinnego z matką, ojczymem oraz młodszą siostrą w stanie Ohio i zamieszkania z ojcem w Nowym Meksyku.

   Nowe miejsce  miało być początkiem nowego życia.

   Z piromanki o cichych podeszwach ubierającej się w czerń miała stać się wzorową uczennicą w  kolorowym mundurku w miejscowej szkole i grzeczną córką. Wśród nowych ludzi, którzy nie znali jej płonącego sekretu i zgliszcz przeszłości, miało być łatwiej. Okazało się, że nie mogła trafić gorzej.

   Wszystko sprzyjało jej obsesji!

   Autorka w bolesny sposób ukazała proces walki z piromanią od wewnątrz poprzez narrację w pierwszej osobie. Rozdarcie między chęcią poprawy a słabą wolą, między zdecydowanym postanowieniem a wstydliwym upadkiem, między niechęcią do krzywdzenia innych a wszechogarniającą chęcią spełnienia osiąganego poprzez ogień. Dynamiczna akcja fabuły gęsta od sekretów ludzi otaczających Jenny miała nie tylko pokazać destrukcyjny wpływ na postępowanie dziewczyny i dramatyczną walkę z nałogiem, ale również dotrzeć do źródła jej choroby ukrytego w dzieciństwie. Do tajemnic, zachowań i wyborów jej rodziców i nowych przyjaciół, których decyzje zabijały ludzi tak samo, jak wywoływane przez nią pożary. Autorka pokazała mroczny, skomplikowany emocjonalnie świat nastolatków, którzy, nie mogąc liczyć na dorosłych, próbowali radzić sobie z nim na swój sposób. Niedojrzały, niedoskonały, bezradny jak oni sami, inicjując ciąg niebezpiecznych, morderczych sytuacji. Zrozumienie ich postępowania wywoływało we mnie współczucie i… stanie po ich stronie. Nie chciałam wręcz, by ponieśli konsekwencje swoich działań. Autorka sprawiła, że byłam wściekła na dorosłych, a nie na młodych ludzi. W efekcie powieść trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony. Ostatniego sekretu. Ostatniej iskry.

   A potem miałam ochotę podpalić cały świat!

Nie igraj z ogniem [Amanda Searcy]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: , ,

Pielęgniarki – Christie Watson

24 marca 2019

Pielęgniarki : sceny ze szpitalnego życia – Christie Watson
Przełożyła Ewa Borówka
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 320 stron
Literatura angielska

Pielęgniarka jest ulepiona z radości i tragedii.

Tak twierdziła autorka i narratorka wspomnień o swoim zawodzie, w którym przepracowała dwadzieścia lat, dodając zaraz – Kiedy zaczynałam, sądziłam, że na zawód pielęgniarki składają się: chemia, biologia, fizyka, farmakologia i anatomia. Teraz wiem, że opieka pielęgniarska to w istocie: filozofia, psychologia, sztuka, etyka i polityka. Bardzo chciała pokazać mi tę kompilację wiedzy, ciała i ducha, namawiając – Chodźmy więc razem. Biorę głęboki wdech. Jeśli wejdziesz ze mną, zniesiemy wszystko. Weź mnie za rękę. Trzymaj mocno. Pchnijmy z całej siły drzwi i przekonajmy się, co tam zastaniemy, zmierzmy się z całą grozą i urodą życia. Złączone dłonie łatwo nie zadrżą.

A jednak moja zadrżała!

Nie spodziewałam się takiej huśtawki emocji, wrażeń, myśli i obrazów od zachwytu po obrzydzenie, od radości po smutek. Początek na to nie wskazywał. Wędrówkę zaczęłyśmy świtem, kiedy szybkimi krokami zmierzałyśmy prosto do szpitala, mijając nocnych imprezowiczów idących spać, jeszcze śpiącego bezdomnego w śpiworze i zmierzających w tym samym kierunku, co my, pracowników szpitala. Przyśpieszyłyśmy tuż po przekroczeniu progu poczekalni przy izbie przyjęć już pełnej pacjentów. A potem troszkę szybciej obok sklepu z pamiątkami, portierni, centrali telefonicznej, apteki prosto do pokoju socjalnego, który przypominał bardziej graciarnię z parawanem do przebrania się w szpitalny strój, niż pokój pielęgniarek. Zaskoczyło mnie jej położenie socjalne i finansowe, o którym wspomniała, a które okazało się nie tylko problemem w Polsce. Wychowując samotnie dwoje dzieci, brakowało jej na czynsz, chociaż i tak miała lepiej niż koleżanki korzystające z banku żywności i biorące kredyty chwilówki. W tym momencie opowieści była pielęgniarką ratunkową w każdej chwili gotową na sygnał pagera biec w dowolne miejsce szpitala. Z parkingiem, bufetem i klatką schodową włącznie. Wezwania do rodzącej, omdleń lub zawału serca były nie tylko okazją do pokazania systemu i procedur ratownictwa w szpitalu i jego codzienności, ale również do wspomnień od czego to pielęgniarstwo się w jej przypadku zaczęło. Jaką drogę edukacyjną musiała przejść, a potem nabrać koniecznego, brutalnego momentami doświadczenia, przyznając rację Kantowi – Nie ma wątpliwości, że cała nasza wiedza zaczyna się od doświadczenia. Dlatego o praktyce było najwięcej, ale od czasu do czasu wtrącała trochę teorii medycznej i rozważań filozoficznych na temat godności czy śmierci, cytując filozofów i autorytety medyczne.

Pędząc przez korytarze zachwycała się ich przestrzenią, a jednocześnie pokazywała plusy i minusy pielęgniarki intensywnej terapii nad noworodkiem, geriatrii, interny, psychiatrii, intensywnej opieki, chirurgii czy onkologii. W szybkim tempie kolejnych wezwań i akcji walki o życie, gdzie krew, mocz, ślina, pot, wymiociny mieszały się z kałem, a piekący smród wydzielin wyciskał łzy i wywoływał odruch wymiotny, odnajdywała godność człowieka. Ba! Pokazywała mi piękno w splątanych rurkach podłączonych do ciała człowieka i aparatury medycznej, porównując krążącą w nich krew do tańca. Dla niej to było doznanie zmysłowe, jakim jest odgłos serca, piękno błękitu i czerwieni odtlenionej i natlenionej krwi. Wzory, które malują się we wnętrzach naszych organizmów, to najcudniejsze pejzaże, jakie można sobie wyobrazić. W zaburzeniach w elektrycznej czynności serca i w przywracaniu mu prawidłowego rytmu słyszała orkiestrę, gdzie flety grają jedno, skrzypce drugie i nikt nikogo nie słucha. Muzyka brzmi okropnie. Interwencja w postaci adenozyny lub kardiowersji elektrycznej to zawieszona w powietrzu batuta. Następuje kilka sekund ciszy, po czym wszyscy wznawiają grę, czysto i w tempie. Namacalny cud życia!

Ta mieszanka skrajnych emocji wzmagała się!

Zbliżałyśmy się do geriatrii, za którą czekała na nas kostnica. Zaczęłam przerywać czytanie, by ochłonąć, by uspokoić się, by wytrzeć wzbierające łzy rozmazujące litery. To tutaj, otoczone starością, obrzydliwością fizjologii ludzkiego ciała, terminalnymi chorobami, przemijaniem i śmiercią, najsilniej, najdobitniej przekazała mi wartość życia i tego, co się w nim liczy najbardziej, by spędzać życie sensownie i szczęśliwie, cenić to, co czyni nas ludźmi: nie dobra materialne, tylko miłość, dobroć, nadzieję. Ilekroć czytam tego typu opowieści ludzi związanych z życiem lub śmiercią (Bez strachu – Adam Ragiel, Magdalena Rigamonti), zawsze kończą się one apelem o docenienie kruchości życia i wzajemną miłość. Christie nie była wyjątkiem, mówiąc – Nic poza miłością się nie liczy. Mówię ci to tu i teraz, mówię o miłości do twojej żony, męża, innej ukochanej osoby, syna i córki – być może najcenniejszej – miłości do wnuczęcia. Mówię o miłości tak głębokiej, że człowiek gotów oddać za nią życie. Tak wzniosłej, że można nią przejrzeć niebiosa i wtedy nawet w nie uwierzyć. Może niektórzy z was już je widzieli. Może macie tyle szczęścia co ja. Tyle chcę powiedzieć. Kochajcie. Koniec końców liczy się tylko to. Kochajcie się.

Przejęłam się jej dynamiczną opowieścią zwalniającą tylko przy łóżku chorego.

Jej apelem o bycie gotowym stać się podopiecznym lub opiekującym się i podczas szkolenia udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej kilka dni temu dałam naprawdę z siebie wszystko, by moi najbliżsi i młodzież, która mnie na co dzień otacza, czuli się przy mnie bezpiecznie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , , ,

Dzieci alkohol narkotyki – Ruth Maxwell

21 marca 2019

Dzieci alkohol narkotyki – Ruth Maxwell
Przełożyła Jadwiga Węgrodzka
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne , 2003 , 208 stron , wydanie 2
Literatura amerykańska

   To nie tylko przewodnik dla rodziców!

   Chociaż dokładnie to sugeruje informacja umieszczona u dołu okładki tytułowej oraz sama autorka pisząca we wstępie – Zajmując się problemem picia przez dziecko alkoholu lub używania narkotyków, odkryjesz, że wiedza naprawdę daje siłę. Celem tej książki jest dostarczenie takiej wiedzy rodzicom dzieci poniżej dwudziestego piątego roku życia. Daje nadzieję zdesperowanym, przerażonym i zagubionym rodzicom, twierdząc, że zapobieganie, rozpoznawanie, interwencja, leczenie i wyzdrowienie jest możliwe.

   Deklaracja na wyrost?

   Nie. Autorka z góry zastrzega, że nie jest dobrą wróżką. Za to jest pielęgniarką o specjalności psychologicznej i doradcą do spraw uzależnień od środków odurzających prowadzącą prywatną praktykę, mającą za sobą lata pracy z emocjonalnie niezrównoważoną młodzieżą w szpitalu psychiatrycznym i z uzależnionymi w ośrodkach pomocy. Dysponuje więc wiedzą zarówno teoretyczną jaki i doświadczeniem zawodowym, z którymi dzieli się również w dwóch innych publikacjach. Jest również kobietą, która w młodości miała problem narkotykowy i matką trojga dorosłych już dzieci, z których żadne nie miało i nie ma problemu z uzależnieniem. To właśnie z takiego osobistego i zawodowego doświadczenia wie, że jeśli stosuje się odpowiednią terapię, wyjście z uzależnienia jest możliwe. To czyni ją odważną w dawaniu nadziei poszukującym pomocy rodzicom, ale w zamian żąda trzech rzeczy – odwagi w podejmowaniu bardzo trudnych decyzji (niełatwo wyrzucić dziecko z domu!), pracy nad sobą (zwłaszcza z emocjami) i konsekwencji w egzekwowaniu postanowień. Dokładnie tego, z czym rodzice mają najwięcej problemów. Ale i z tymi wymogami pomaga krok po kroku sobie radzić.

   Wiedzę grupuje w rozdziałach odpowiadających etapom procesu rozwiązywania problemu uzależnienia. Rozpoczyna od przybliżenia okresu dojrzewania, wpływie grupy rówieśniczej oraz wyborów, które stawia przed dziećmi i młodzieżą współczesny świat, by można było odróżnić to, co normalne dla tego okresu, od tego, co powinno wzbudzić niepokój. Pomaga zrozumieć, dlaczego nastolatkowie sięgają po alkohol i narkotyki, burząc mit dominującej częstotliwości zażywania narkotyków nad alkoholem i powodów uzależnień. Jest przy tym brutalnie szczera, podkreślając, że u większości uzależnionych jedynym powodem była po prostu… przyjemność!.  Uzyskana szybko, natychmiast i tanio. Powszechnie uważa się, że konkretne problemy w domu lub w szkole. Druzgocząco dodając, że tej przyjemności nic nie jest w stanie przebić i zrekompensować albo chociaż dorównać. Dlatego nie wystarczy nauczyć dziecko mówić asertywnie „nie”, musimy p o m ó c mu mówić „nie” alkoholowi i wszystkim innym narkotykom. Dzieci powiedzą „nie”, jeśli im pomożemy”.

   To jest główny cel w walce z uzależnieniami.

   Dopiero z tą wiedzą przechodzi do etapu rozpoznawania problemu uzależnienia, podsuwając konkretne narzędzia – charakterystykę środków odurzających oraz testy. Proste w zastosowaniu pozwalają określić zmiany zachowań lub osobowości związane z uzależnieniem oraz oznaki pozwalające podejrzewać używanie alkoholu i narkotyków. Proponuje również dwa warianty interweniowania w każdym stadium uzależnienia w zależności od chęci lub niechęci nastolatka do współpracy. Przy okazji obala kolejny mit mówiący, że nie można pomóc uzależnionemu, który nie chce pomocy. Twierdzi  wręcz coś przeciwnego – można pomóc, nawet jeśli nie chcą pomocy. Podpowiada, jak wspierać dziecko w okresie zdrowienia, jak i gdzie uzyskać pomoc instytucji do tego powołanych, umieszczając ich wykaz na końcu książki i, co bardzo ważne, jak zająć się również sobą, jako rodzicem współuzależnionym. Każdy etap ilustruje historią nastolatków, którzy byli pacjentami autorki o różnych stopniach uzależnienia. Pokazuje, jak przebiegała u nich diagnoza, wybór leczenia, rozmowy prowadzone z nimi i ich rodzinami oraz efekty.

   Nie zawsze skuteczne!

   Nie boi się do tego przyznać, pisząc, że uzależnienie od środków odurzających jest poważną chorobą. Nie wszyscy z niej wychodzą. Nie ma stuprocentowo sprawdzalnej reguły jej leczenia. Zaraz jednak dodaje – Leczenie nie jest gwarancją wyzdrowienia, ale jedyną drogą nadziei.

   JEDYNĄ!

   Bez wykorzystania jej, zabiera się dziecku jedyną szansę na wyzdrowienie.

   To jeden z lepszych poradników dla rodziców, jaki czytałam. Jasny, przejrzysty, wspierający (jeśli nie optymistyczny!), logicznie napisany, z konkretnymi narzędziami do wykorzystania, napisany zrozumiałym językiem, z przykładami wziętymi z życia, z przekazem prewencyjnym dla rodziców, którzy nie tylko mają problem, ale również dla tych, którzy go nie mają, ale chcą być czujni. Chcą nauczyć się obserwować dziecko zanim sięgnie po alkohol lub narkotyki albo właśnie po raz pierwszy to zrobiło. Chcą dostrzegać zachowania dające powody do niepokoju, a nawet wymykające się wszelkiej kontroli. W mojej szkole korzystają z niego również nauczyciele, a zwłaszcza wychowawcy klas oraz pedagog szkolny. O jego ogromnej przydatności świadczy nie tylko fakt, że moja pozycja jest drugim z kolei wydaniem, ale również to, co zobaczyłam w środku.

W pierwszym momencie przeraziłam się jako bibliotekarz, bo tak jest prawie na każdej stronie, ale zaraz potem odezwał się we mnie praktyk cieszący się, że książka żyje, służy, cieszy się „wzięciem”, jest przydatna, wykorzystywana, intensywnie pomaga, jak widać, nie tylko rodzicom.

   A przecież o to chodzi w poradnikach.

   Mam tylko jedną uwagę techniczną. To kolejna pozycja, w której tłumaczka myli pojęcia nastolatkinastolatkowie.  Bardzo irytujące, zwłaszcza, że wydawnictwo jest wyspecjalizowane w tego typu publikacjach, a ta pozycja ma nawet redaktora naukowego.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: