Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Teoria opanowywania trwogi – Tomasz Organek

1 czerwca 2019

Teoria opanowywania trwogi – Tomasz Organek

Wydawnictwo W.A.B. , 2019 , 352 strony

Literatura polska

   Jak radzimy sobie z teorią opanowywania trwogi?

   Różnie.

   Borys właśnie stracił pracę, którą wykonywał bez przekonania, dowiadując się, że jest skończony. Jak sam o sobie mówił – Leżałem i się marnowałem. Gniłem i malałem. Miałem trzydzieści dziewięć lat i zaczęły mi się sypać włosy. Kończyły się pieniądze, pomysły i rozmiar M. Nic mnie nie gnało, nic nie ciągnęło, nic nie zaprzątało i nic nie podnosiło. Nic nie słuchało i nic nie mówiło. Nic nie znaczyło niczego.

   Aneta właśnie odeszła od ukochanego i dowiedziała się o śmierci ojca. O sobie mówiła – Nazywam się Aneta Rajska i jestem alkoholiczką. I lekomanką też. Uprawiam seks bez zabezpieczeń i mały liść marihuany w doniczce.

   Znali się od studiów, dawno nie widzieli i dokładnie w tym momencie życia spotkali się przypadkiem na ulicy. Nieta, bo tak nazywał ją Borys, poprosiła go o wspólną podróż w jej rodzinne strony na pogrzeb ojca, a że Borys od zawsze podkochiwał się w niej, zgodził się.

   Ich wspólna, trudna podróż do rodziców Niety to tylko kanwa, na której autor utkał to, co kryje się pod tytułem zaczerpniętym z psychologii. Teorii tłumaczącej tworzenie mechanizmów obronnych przed paraliżującą świadomością nieuchronnej śmierci. Radzenie sobie z memento mori, na której efekt depresyjny lub mobilizujący mają wpływ różne czynniki. To one są głównymi bohaterami osnowy czyli fabuły. W przemyśleniach Borysa, w jego wewnętrznych monologach, w dialogach z innymi bohaterami, w opiniach będących efektem jego obserwacji innych ludzi i otoczenia, widziałam świat, w którym żył. Rzeczywistość, którą komentował, a której stanowił cząstkę, mimo że się przeciw temu buntował z marnym skutkiem. Ten opisywany świat miał uniwersalny charakter, a główny bohater był tylko przedstawicielem swojego pokolenia żyjącego w określonej popkulturze, do której kontekstów z reklam, muzyki, literatury i szeroko pojętej kultury, bardzo często nawiązywał. Jednocześnie odkrywał przede mną bardzo osobisty, indywidualny i intymny świat mężczyzny, który poznawałam z narastającym zaciekawieniem. Traktowałam wypowiedzi Borysa, jak odmienny, ciekawy punkt widzenia na te same zjawiska, rzeczy, zagadnienia, ludzi. Po prostu na życie w XXI wieku. Fascynował mnie charakterystycznym dla siebie sposobem opisywania tego, co go dotykało swoistym językiem i stylem pełnym  skojarzeń, nawiązań, metafor, porównań i pojęć do dalszego cytowania.

   Celnych i inteligentnych.

   Jednocześnie zachowując neutralność i zwykłość opisywanego wymiaru. Bez przerysowań, nadinterpretacji i wyolbrzymień, mimo częstej ironii. W ten sposób naszkicował szarą, przeciętną rzeczywistość współczesnych czterdziestolatków w indywidualnym spojrzeniu Borysa.

   To było fascynujące i najwartościowsze w tej powieści!

   Jednocześnie to odtwórcze podejście sprawiło mi zawód. Oczekiwałam spektakularnego zakończenia, tąpnięcia, zaskoczenia, a przede wszystkim odpowiedzi na nabrzmiewające pytanie – ku czemu to wszystko zmierza? Świetnie podsycane przez nieprzewidziane wydarzenia, zaskoczenia, zwroty akcji oraz narastające napięcie emocji między wszystkimi bohaterami. Z wywiadu z autorem wiem jednak, że dokładnie takie to zakończenia miało być, by pokazać i podzielić się z innymi bólem egzystencjalnym opisywanego pokolenia. Dla autora z kolei miało być inną formą wypowiedzi, obok tworzonej muzyki, w której porusza ważne zagadnienia społeczne. Na przykład, jak radzimy sobie z teorią opanowywania trwogi. Wygląda na to, jak mawiał klasyk, że jako tako, a inny, zacytować przez autora, Charles Bukowski – Czasami tak mnie to wszystko męczy, że nawet nie mam siły źle się czuć.

   Myślę, że wielu czytelników odnajdzie się w tej powieści, podpisując się pod ostatnim cytatem.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Teoria opanowywania trwogi [Tomasz Organek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor o książce, ale uwaga – ze spojlerem!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Idź, postaw wartownika – Harper Lee

20 kwietnia 2019

Idź, postaw wartownika – Harper Lee

Przełożył Maciej Szymański

Wydawnictwo Filia , 2015, 366 stron

Literatura amerykańska

   Największy literacki powrót XXI wieku.

   Nie to hasło umieszczone u dołu okładki skusiło mnie do kupienia tej książki. Raczej, pomimo upływu wielu lat, zapamiętana mądrość pierwszej powieści autorki – Zabić drozda. Nagrodzonej zresztą Pulitzerem. Dla mnie to jeden z czynników wpływających na moje wybory czytelnicze, dlatego dokładnie tego samego oczekiwałam po jej kontynuacji. Wydawnictwo wydało ją w dwóch, okładkowych wersjach – niebieskiej, amerykańskiej i pomarańczowej, angielskiej. Skąd taka decyzja? – wyjaśnienie poniżej.

   W swoich oczekiwaniach nie zawiodłam się.

   Autorka powróciła do bohaterów wydarzeń w pierwszej powieści za sprawą Jean Louise. Córki Atticusa Fincha, adwokata broniącego czarnoskórego mężczyzny oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie. Dwudziestosześcioletnia już Jean Louise przyjechała z Nowego Jorku do rodzinnego Maycomb w stanie Alabama, będąc przekonaną, że nadal wszystkich obowiązuje hasło ojca słyszane w dzieciństwie, które było wyznacznikiem jej wychowania i przyjętego światopoglądu – Równe prawa dla wszystkich, szczególne przywileje – dla nikogo. Że „przypadłość” nierozróżniania kolorów nadal obowiązuje wszystkich, bez wyjątku.

   Myliła się.

   Zarówno ojciec Atticus, ciotka Aleksandra, jej przyjaciel Hank, popierali rasistowskie przekonania białych mieszkańców miasteczka powszechnie wygłaszane w obliczu przemian politycznych dotyczących nadania Murzynom praw obywatelskich. Nie przyjmowali zasad demokracji narzucanych im przez jankeską Północ. Jean Louise nie mogła się z tą zdradą pogodzić. Usilnie próbowała, powracając retrospektywnie myślami do dzieciństwa, znaleźć odpowiedzi na mnożące się pytania, z których jedno było najistotniejsze – Co takiego zmieniło zwykłych mężczyzn we wrzeszczące indywidua, co utwardziło serca ludzi takich jak ona i sprawiło, że zaczęli używać słowa „czarnuch” , którym nie posługiwali się nigdy wcześniej? W zrozumieniu tej schizofrenicznej dla niej sytuacji pomógł jej stryj Jack, a rozmowa, którą przeprowadzili, stała się clue powieści. Jej istotę zawierał biblijny cytat z Księgi Izajasza wygłoszony w miejscowym kościele – Bo tak powiedział do mnie Pan: Idź, postaw wartownika, iżby doniósł, co zobaczy. To stąd autorka zaczerpnęła tytuł powieści i wokół niego obudowała losy bohaterów, ukazując ich odmienny obraz, tłumacząc ustami stryja Jacka – nie ma czegoś takiego, jak zbiorowa świadomość. Każdy człowiek jest wyspą, której strzeże wartownik czyli sumienie. To od nas zależy, czy go tam postawimy, by strzegł naszej niezawisłości, czy pozwolimy na inwazję zniewalających nas obcych. Autorka bardzo emocjonalnie ukazała bolesny proces odrywania się indywidualnego sumienia od sumień innych i stawiania własnego wartownika, na własnej wyspie.

   Dla mnie to kolejna lekcja życia i drogowskaz z zapytaniem – czy ja mam takiego wartownika? Takie niezależne sumienie, które będzie mnie strzegło, prowadziło, pomoże dostrzec prawdę, nakreśli linię przez środek spraw i powie: tu jest taka sprawiedliwość, a tam inna. Pozwoli nabrać dystansu do wysp światopoglądowych innych ludzi z wartownikiem lub bez.

   Nadal sobie na nie odpowiadam.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Idź, postaw wartownika [Harper Lee]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Posłuchaj audiobooka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Kociarz – Kristen Roupenian

24 marca 2019

Kociarz – Kristen Roupenian
Przełożyła Magdalena Sommer
Wydawnictwo Muza , 2019 , 320 stron
Literatura amerykańska

Nie rozumiesz kobiety? Przeczytaj to opowiadanie!

Margot, dwudziestoletnia studentka, poznała Roberta w kinie. Mężczyzna podszedł do barku, w którym pracowała. Poprosił o popcorn i jej numer telefonu. Ku jej zaskoczeniu, podyktowała go mu. To „ku zaskoczeniu” pojawiało się w historii ich znajomości i pierwszej, a zarazem ostatniej randki, wielokrotnie. Przeplatane wyobrażeniami o nowym znajomym, zaczęła tęsknić, za Robertem nie tym rzeczywistym, lecz za człowiekiem, którego wyobrażała sobie na podstawie wszystkich tych esemesów. Dokładnie takie ambiwalentne odczucia, oscylujące między pożądaniem a odrazą, zauroczeniem a realizmem, oczekiwaniem a rzeczywistością, kłamstwem a prawdą czy ochotą a niechęcią, pojawiały się wraz z każdym kolejnym krokiem kontynuującym znajomość. Gdy o nim myślała, gdy go widziała i gdy w końcu uprawiała z nim seks. Przy braku jasnej, wyraźnej, jednoznacznej i szczerej komunikacji, żadne z nich nie wiedziało, co czuło i myślało drugie. Zgadywanie, domyślanie się i uleganie emocjom chwili wbrew własnej chęci musiało zakończyć się fiaskiem. Musiało wybrzmieć nienawiścią.

To niepozorne opowiadanie stało się hitem czytelniczym.

Umieszczone na stronach New Yorkera zostało przeczytane rekordowe dwa miliony razy, stając się najpoczytniejszą opowieścią tego magazynu. Jego popularność kryje się w poruszanej tematyce wpisującej się w ruch #MeToo, a jej najważniejszą cechę określił The Guardian.

Wymienię tylko kilka w ogromnym uproszczeniu.

Teoria literacka może mówić o mistrzostwie minimalizmu, w którym krótka historia oddana w niewielu słowach przekazuje głębię niewypowiedzianych myśli i emocji, pojawiających się w głowie bohaterki oraz skomplikowanych procesów psychicznych. Teoria psychologiczna opisuje naturalny proces zauroczenia, które nie zdążyło przemienić się w zakochanie. Margot doświadcza zjawiska odczarowania, a posługując się metaforą, topnienia iskrzącego, urokliwego szronu na gałązce, odsłaniającego szaroburą, nieatrakcyjną korę. Teoria socjologiczna bierze opowiadanie-zwierciadło do ręki i każe się w nim przeglądać młodemu pokoleniu XXI wieku, pozwalając zrozumieć przyczyny i konsekwencje jego wyborów, zachowań i zjawisk psychospołecznych zachodzących zarówno w relacjach damsko-męskich jak i w społeczeństwie. Można tak w nieskończoność odkrywać kolejne teorie (filozoficzne czy religijne) i to jest w tym opowiadaniu najbardziej fascynujące, ponieważ, jak zauważa Vogue, jest:

Długich i na pewno bardzo burzliwych.

Mnie trochę zirytowała. Zarówno Margot, która w swojej niedojrzałości emocjonalnej, a przez to skomplikowaniu wewnętrznemu dyktującemu jej zachowania i wybory, jak i samo opowiadanie. O ile Margot miała do tego prawo, bo w założeniu autorki uosabiała współczesną, młodą kobietę, o tyle generalnie do postawy kobiet mam ambiwalentny stosunek. Chciałyby mieć wolność i poczucie bezpieczeństwa jednocześnie. Otóż, jak uważa Zygmunt Bauman w rozmowie z Justyną Dąbrowską w Miłość jest warta starania, zyskiwanie i poszerzanie wolności jest zawsze kosztem utraty bezpieczeństwa. Jeśli współczesna kobieta chce korzystać z wolności, jaką daje jej samostanowienie w każdej dziedzinie życia, w tym również seksualnej, to musi jednocześnie nastawić się na walkę o swoje bezpieczeństwo. Obrażanie się na mężczyzn, że wykorzystują ich bezbronność, przemilczanie i ukrywanie przemocy z ich strony, to zła droga i świadczy o niedojrzałości korzystania z tej wolności. O romantycznym wręcz podejściu, że mężczyźni okażą się zawsze i w każdej sytuacji dżentelmenami. Nic z tego! Jesteśmy zagrożeniem ich wolności, którą mieli od zawsze. Wybierając wolność, trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów i działać. Dokładnie to robi ruch #MeToo. Smutnym jest jednak fakt, że w tym dążeniu do wolności w sferze seksu kobiety zamieniły kochanie na seks i miłość na pożądanie, a flirt pozwalający odnaleźć się emocjonalnie na szybkie spełnienie.

Opowiadanie zwiastuje zbiór, którego premierę wydawniczą przewidziano w kwietniu.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , ,

Jak kamień w wodę – Hanna Greń

Jak kamień w wodę ; Światełko w tunelu – Hanna Greń
Wydawnictwo Replika , 2017 ; tom 1 – 304 strony , tom 2 – 320 stron
Dylogia Polowanie na Pliszkę
Literatura polska

Wzięłam udział w wyjątkowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki!

Z dwóch powodów. Pierwszym było miejsce spotkania, które wzbudziło mój entuzjazm. Pojechaliśmy do filii naszej biblioteki publicznej działającej w małej wsi. Jak się okazało prężnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu tamtejszej bibliotekarki. Najbardziej spodobało mi się pokłosie wydarzenia wyeksponowanego w antyramach na ścianach pomieszczeń, przywołującego przeszłość miejscowości w fotografii. Wśród nich jedno przedstawiające mieszkańców sprzed półwiecza siedzących przy stole z poczęstunkiem tak, jak my dzisiaj, współcześnie, ale inaczej ubranych i z inną zastawą stołową. Niesamowite wrażenie dziedziczenia tradycji spotkań. A przyjęto nas bardzo gościnnie i z sercem.

Stoły uginały się od słodkich przysmaków, z których furorę robiły pączkowe oponki, bo akurat był dzień przed tłustym czwartkiem. „Uginały się” również od książek, ponieważ naszą bohaterką dyskusji była tym razem dylogia. To drugi powód tej wyjątkowości. Ku naszej uciesze, bo im więcej treści, tym więcej tematów do roztrząsań i analiz w myśl zasady – o książkach godzinami!

A było o czym!

Na początek próbowałyśmy zaszufladkować tę powieść i doszłyśmy do wniosku, że trochę w niej kryminału i trochę obyczajówki z wątkiem romantycznym. Z przewagą pierwszego w początkowym tomie, a drugiej w następnym. Jednak nie polecałabym jej fanom kryminałów, ponieważ dla mnie to przede wszystkim powieść obyczajowo-romantyczna, która mogłaby się zamknąć w pierwszym tomie bez jej kontynuacji. Elementy kryminalne były w niej tylko ciekawym, intrygującym tłem do ukazania losów Kornelii, głównej bohaterki całego zamieszania, na poszukiwaniu której skupiała się cała akcja. W pierwszym tomie dziewczyna przepadła zgodnie z tytułem, jak kamień w wodę, a w drugim cały czas tliło się światełko w tunelu, że odnajdzie się. Stąd tytuł dylogii – Polowanie na Pliszkę.

Kornelię Pliszkę!

Dziewczyny, która nie mogła chwalić swojego ogonka, jak w znanym powiedzeniu, bo nie miała łatwego dzieciństwa. Wychowywana przez rodziców-naukowców jako przypadkowy „błąd przy pracy”, którego nie można się pozbyć, ignorowana i traktowana jak persona non grata, nie znała bliskości, zrozumienia i miłości rodzicielskiej. Poniżana i wyśmiewana w szkole, stała się ofiarą fałszywych pomówień niszczących jej dobrą opinię w środowisku. Krzywdzona w domu i wśród rówieśników, nie potrafiła zaufać innym, chociaż sama rozpaczliwie pragnęła, by zaufano jej. Ale uwaga! – bez przedstawiania dowodów, niezbitych argumentów i wiarygodnych zapewnień.

Ta silna potrzeba niszczyła jej życie.

Była powodem problemów, jakie pojawiały się przed nią i które sama generowała. Zamiast tłumaczyć i wyjaśniać, zatajała dowody swojej niewinności i uciekała. Od rodziny, od partnerów, przyjaznych jej osób i od najważniejszej osoby, która pojawiła się w jej życiu – podkomisarza Gerarda Skrzyńskiego. Z racji zawodu bardzo nieufnego i opierającego swoje opinie na twardych dowodach, musiał wiele nauczyć się, by Kornelia od niego nie uciekła. Właściwie cała fabuła to proces ujawniania mechanizmu budowania związku opartego na wzajemnym zaufaniu, podejmowania trudnych wyborów między powinnością zawodową a lojalnością wobec ukochanej osoby, ale również determinującego wpływu dzieciństwa na jakość życia w dorosłości. Autorka jednak pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, na naukę, na zdobywanie nowych doświadczeń w samorozwoju, na otwieranie się na drugiego człowieka, a nawet na konieczność ryzyka w podejmowaniu decyzji. Nawet jeśli przełamywanie w sobie barier boli, to warto.

Chociażby po to, by być szczęśliwym. 

Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę [Hanna Greń]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę [Hanna Greń]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Taniec zegara – Anne Tyler

Taniec zegara – Anne Tyler
Przełożyła Kamila Slawiński
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 270 stron
Literatura amerykańska


Pozornie nie działo się w tej powieści nic spektakularnego.

Nic, co warte byłoby zapamiętania. Nic jednoznacznego lub decydującego o jej kierunku rozwoju. Nic, co trzymałoby mnie w nieustannym napięciu, by odkryć przyczynę jakiejkolwiek zagadki, sekretu lub tajemnicy. Nic, co mogłabym ważnego śledzić, czekając niecierpliwie na wyjaśnienie. Pośpieszałam ją z kartki na kartkę. Z dekady na dekadę upływających lat, które składały się na rozdziały. Skupiona na treści, nie czytałam między wierszami. A to tam kryło się jej przesłanie.

Dokładnie w takim oślepiającym pośpiechu żyjemy.

Dzień za dniem. Tydzień popędza kolejny tydzień. Rok goni następne lata. Podobnie jak w powieści. Życie toczyło się w niej od dekady do dekady począwszy od 1967 roku, kiedy Willa, główna bohaterka, była małą dziewczynką nierozumiejącą napadów wybuchu matki połączonych z jej znikaniem na kilka dni. Dziesięć lat później w 1977 roku była już nastolatką uczącą się w Kinney College w stanie Illinois, gdzie poznała Dereka. W kolejnym przeskoku, tym razem o dwie dekady, w 1997 roku wyszła za niego za mąż i urodziła dwóch synów, by zostać młodą wdową. W 2017 roku ponownie wyszła za mąż, a dorośli synowie byli już usamodzielnieni. I pewnie za kolejnych dziesięć lat czytałabym o jej pogrzebie, gdyby nie odebrała telefonu z prośbą o zaopiekowanie się dziewczynką, której matka, była dziewczyna jej syna, została postrzelona. Mimo że Cheryl nie była jej biologiczną wnuczką, Willa zgodziła się.

Jej pobyt w Baltimore zmienił wszystko.

Jej sposób patrzenia na życie i na samo życie. Niby budowane przez jej własne wybory i decyzje. Niby dostarczające zadowolenia i satysfakcji. Niby toczące się bez większych problemów, a jeśli takie były, to świetnie sobie z nimi radziła. A jednak czegoś jej brakowało. Nie odczuwała tego, dopóki nie znalazła się w Baltimore.

Gdzie popełniła błąd?

Miała za sobą ponad sześćdziesiąt lat życia, którego nie poczuła, wpatrzona w przyszłość. Planowała, wyznaczała cele i dążyła do nich, nie zastanawiając się nad tu i teraz. Nie doceniała chwil, momentów, odcinków czasu odliczanych niczym w zegarze, który odmierzał jej życie. Składały się na jego treść, a jednocześnie umykały niczym niezauważalne sekundy tak obrazowo przedstawione przez dzieci w powieści, które nazwały je tańcem zegara. Dzieci, które potrafiły cieszyć się teraźniejszością. Jeszcze posiadające zdolność, którą dorośli gubili w pędzie życia. Dokładnie to uświadomiła sobie Willa, która, gdyby miała wymyślić taniec zegara, nie wyglądałby tak jak ten, który pokazały jej trzy dziewczynki. Nie, w jej wersji kobieta przemierzałaby z lewa w prawo, przez cały czas wirując szaleńczo, tak że publiczność widziałaby tylko kręcącą się barwną plamę, która za chwilę znikłaby im z pola widzenia. Puff – i już znika za kulisami. Bez śladu.

Jednak na zmiany nigdy nie jest za późno!

Willa robi to u schyłku życia. Zmienia tempo tańca, by każdy ją dobrze widział, a i ona sama, by cieszyć się każdym jego ruchem, każdą sekundą jego trwania. Dzielić życie nie na lata i tygodnie, ale na momenty w ciągu dnia poszerzające pole widzenia, by ujrzeć siebie okruszkiem na ziemskim globie. Maleńkim organizmem w kosmosie i z tego dystansu nauczyć się rozróżniać, co w życiu jest istotne, chociaż niewidoczne, a co zupełnie bez znaczenia, chociaż spektakularne. Nauczyć się czytać życie między jego wierszami w takt tańca zegara.

I tak też należy czytać tę powieść – nieśpiesznie, między wierszami.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inni o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Bambino – Inga Iwasiów

21 marca 2019

Bambino – Inga Iwasiów
Seria Nowa Proza Polska
Wydawnictwo Świat Książki , 2008 , 350 stron
Literatura polska

Czytając książki, które w jakiś sposób dotykały osobiście innych czytelników tylko nie mnie, zawsze budziło się we mnie pragnienie otrzymania takiej historii jaką podarowała Ślązakom Małgorzata Szejnert w Czarnym ogrodzie. Nie śmiałam marzyć o dziejach bliższych i dalszych mi osób, z którymi żyłam, śmiałam się i płakałam, ale przynajmniej o znaczących dla mnie miejscach. I stał się cud! Wbrew poglądom Prezesa Kaczyńskiego, że cudów nie ma. Jak nie ma, jak są?! A Bambino?
Skojarzenie po przeczytaniu tytułu miałam jednoznacznie plażowe: Lody Bambino, lody, dla ochłody!. I tu totalne zaskoczenie. Tytułowe Bambino to bar mleczny w Szczecinie, ale nie jakimś tam Szczecinie, ale MOIM Szczecinie. To centralne miejsce powieści, w którym w różnych kombinacjach i na różne sposoby zazębiają się i splatają losy czwórki bohaterów, od powojnia do początków lat osiemdziesiątych. Zastanawiałam się dlaczego akurat ten bar, taki niepozorny w pejzażu miasta? Dlaczego nie Kaskada ze swoim spektakularnym pożarem albo ciesząca się złą sławą dzielnica Niebuszewo? Przyznaję jednak, że wybór był trafny, bo nie o miejsca w niej chodzi, a o losy ludzi określanych w nomenklaturze socjalistycznej repatriantami, z naciskiem ideologicznym na re, a dzisiaj nazywanych przesiedlonymi ( w łagodnej wersji, poprawnej politycznie) albo wypędzonymi ( w ostrzejszej wersji Eriki Steinbach). Opowiedziane oszczędnym językiem w formie bardzo krótkich zdań prostych lub ich równoważników, a nawet w postaci jednego wyrazu, czasami powtarzanym dwukrotnie dla wzmocnienia siły jego przekazu. Autorka nie ocenia, nie opisuje emocji, lecz je w ten wyrafinowany sposób wywołuje. A jest ich tyle ile zdarzeń wynikających ze spotkania Żyda – więźnia obozu koncentracyjnego z Niemką – autochtonką – czy między nimi jest możliwa miłość? Między agentem SB a ofiarą – czy jest możliwe wybaczenie? Między pochodzeniem chłopskim a inteligenckim – czy taki mezalians ma szansę na przetrwanie? Mogłabym tak wymieniać długo, a odpowiedzi na nie, za każdym razem, mogłyby być zupełnie różne, bo Pomorze Zachodnie było tyglem, w którym mieszało się niemożliwe z możliwym. Ta powieść jest tylko jedną z wersji prawdopodobnych historii. Jednym z obrazów w kalejdoskopie życia miasta.
W przypadku takich opowieści brakuje mi żywego kontaktu z pisarzem, którego mogłabym poprosić o wyjaśnienie, o rozwinięcie myśli czy o uzupełnienie osobistą dygresją. Na wiele pytań odpowiedzi znalazłam w tym artykule.
Dzisiaj nie ma już baru Bambino. Jest za to wypożyczalnia filmów Beverly Hills Video – znak obecnych czasów w komercyjnie krzykliwych kolorach. A ja, tak jak kiedyś Ania, Janek, Maria czy Ulrike, spoglądam na górę budynku. Dla tych co przyszli po nas to brzydki widok, kojarzący się z koniecznością renowacji, a dla mnie widok wywołujący ciepłe wspomnienia. Ta stara elewacja przechowuje obrazy wszystkich spieszących do baru Bambino. Widzi i mnie: studentkę z długimi, rozwianymi włosami, w szarym prochowcu, z ciężką, brązową torba przewieszoną przez ramię, wyskakującą z tramwaju na Placu Kościuszki, przebiegającą po zebrach, żeby zdążyć na zielonym, szybko wchodzącą do baru na ciepły obiad w drodze z uczelni do akademika, by popędzić dalej w życie, ustąpić miejsca następnym. Może kiedyś mojemu dziecku?
Przyglądam się temu obrazkowi z czułością i nostalgią.
Dziękuję Pani Ingo za tę książkę – historię moich dziadków i mamy oraz historie miejsc wywołujących we mnie tyle niezwykłych wzruszeń… bezcennych wzruszeń.
Jest Pani moją faworytką do nagrody NIKE 2009.

 


Szczecin1
Szczecin2
Szczecin3
Szczecin4

 

Bambino [Inga Iwasiów]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Balzakiana – Jacek Dehnel

Balzakiana – Jacek Dehnel
Seria Archipelagi
Wydawnictwo W.A.B , 2008 , 409 stron
Literatura polska

   Ogłoszono nominacje do nagrody NIKE 2009. Ze wszystkich podanych tytułów przeczytałam tylko Marsz Polonia Jerzego Pilcha. Zachciało mi się więcej spić tej śmietanki polskiej literatury, starannie wyselekcjonowanej przez jej znawców. Szybko podreptałam do mojej ulubionej biblioteki, która jest dla mnie jak Sezamie otwórz się! Wśród nieprzebranych bogactw, wyłuskałam z półek aż trzy nominowane tytuły. Zaczęłam od książki Balzakiana i tak jak szybko zaczęłam tak szybko zakończyłam, a właściwie zatrzasnęłam książkę. Mnie, maratończyka czytelniczego, wzięto podstępem, nie uprzedzono, w słowo minipowieść ubrano i jak konia trojańskiego pod oczy podsunięto. Bo ta książka, to zbiór krótkich form literackich, a dokładnie czterech opowiadań, które częściej niż zawsze omijam szerokim łukiem, mając na nie chroniczną alergię. Uuuuu tego się MNIE, czytelniczce nie robi. Dałam więc upust moim rozchwianym emocjom, żeby przestać się miotać jak tygrys po klatce, pisząc poniższy list otwarty do autora.

   Szanowny Panie Jacku,
   Pana „minipowieści”, jak zgrabnie Pan to ujął, to śliczne perełki tworzące piękny „mininaszyjnik”. Taki naszyjnik jednak łatwo zerwać, a perełki potrafią się rozsypać i niefortunnie wpaść w głębokie szczeliny ludzkiej niepamięci. Proszę nie ripostować, że ma Pan do tej formy prawo, nie neguję, jak najbardziej Pan ma, tylko PO CO?. Ja również mam prawo wymagać i oczekiwać, a nawet żądać opasłej powieści jak rubin wielkości jaja Faberge. I wiem po co, a nawet dlaczego! Na dodatek te… „balzakiana”, jak chowanie się w cieniu gwiazdy socjometrycznej. Czyżby brak wiary we własne zdolności i w możliwość pełnej autonomii? Nie chcę słyszeć, że to wariacje na temat twórczości Honoriusza Balzaka. Nie interesują mnie reprodukcje, covery czy podróbki oryginałów, za które w świecie biznesu płaci się dotkliwe kary. W sztuce natomiast wymyślono „wariacje na temat”. To dobre dla grafomanów, twórców wypalonych lub artystów-rzemieślników. Pan do nich nie należy, bo posiada Pan dar: cudowną umiejętność tworzenia charakterystycznych postaci zagubionych w gęstwinie zdarzeń i losów, malowania topografii ich duszy. Wiem o czym piszę, bo czytałam Pana „Lalę”, bo tegoroczna nominacja do nagrody NIKE, bo mnóstwo dobrych recenzji na temat Pana twórczości. Dlatego żądam, błagam i proszę o sagę rodzinną jak panorama z mnóstwem pięknych i brzydkich charakterów zaplątanych w wielokrotnie złożone wybory moralne. Ostatecznie może być kryminał z seryjnym mordercą, którego Pan w tak gładki sposób rozłoży na psychologiczne czynniki pierwsze. Stać Pana na to, bo nie stać na marnowanie i trwonienie talentu, na rozdrabnianie się, na stanie w cieniu innych. Proszę sięgać tam „gdzie wzrok nie sięga”, gdzie inni będą pisać „dehneliana”.

    Z poważaniem Pana Czytelniczka
    Clevera

   Ufffff. Może uratowałam młodego, zdolnego, z przyszłością pisarza przed zmarnowaniem. W końcu od tego ma się nas – czytelników. 🙂

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Kobieta z wydm – Kobo Abe

Kobieta z wydm – Kobo Abe
Przełożył Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo Znak, 2007 , 186 stron
Literatura japońska

   Myślę, że niezmienną popularność, pomimo upływu lat, powieść ta zawdzięcza możliwości odkrywania w niej swojej osobistej, indywidualnej i subiektywnej paraboli. Ja znalazłam taką.
   Są kobiety-femme fatale, kobiety-Matki Polki, kobiety-czarne wdowy, kobiety-modliszki, a według Kobo Abe, także kobiety-mrówkolwy. Brzmi niegroźnie, raczej ciekawie, a nawet śmiesznie, ale, uwaga!, to tylko pozory. Panowie strzeżcie się ich, a zwłaszcza tych ostatnich.
   Kobieta-mrówkolew leży sobie cierpliwie na dnie wykopanego w piasku lejka i czeka na mężczyznę-ofiarę. Powiem dosadniej – ofiarę losu. Jeśli sam do niego nie wpadnie, goniąc bezładnie za kobietami-motylami, to postara się oto rodzina kobiety. Zwabi do niej podstępem, plączącego się w pobliżu mężczyznę, ogarniętego amokiem kolekcjonowania kobiet-owadów. A mężczyzna jak to mężczyzna. Jak już jest w towarzystwie podsuwanej mu kobiety, częściej niż często, skorzysta. Przecież jutro już go tu nie będzie, bo praca, znajomi, inne kobiety i cały świat czeka na jego powrót z otwartymi ramionami i utęsknieniem przeogromnym. Szybko się jednak orientuje, że to pułapka, że na kobietę nie może liczyć, bo sama jest więźniem tradycji. Ona istnieje tylko po to, żeby ją kontynuować, podtrzymywać, celebrować, pielęgnować jak największy skarb rodu. Bez jej pracy zginie klan rodzinny i społeczność, w której funkcjonuje. Mężczyzna próbuje więc wydostać się z tego grajdołka, ale drobne, codzienne obowiązki, jak piasek sypiący się ze wszystkich stron, skutecznie mu to uniemożliwiają. Egzystencjalizm go pochłania, skutecznie przygniatając do dna życia i im bardziej się szamocze, tym bardziej zakopuje się w piasku swego losu. Postanawia więc uśpić czujność kobiety i jej rodziny, podporządkowując się ich normom i wartościom. Jednocześnie włącza swoją słynną logikę (dopiero teraz?) i wymyśla plan ucieczki. Żadnemu się to jeszcze nie udało, ale męskie ego za każdym razem jest pewne, że inni to frajerzy, a on jest macho i jemu się uda. Podstępem wydostaje się na zewnątrz i kiedy myśli, że przeżywa drugą młodość, jego kobieta czeka cierpliwie będąc wyrozumiałą dla kryzysu wieku średniego swego partnera. Wie, że wróci, a jak nie wróci to rodzina zmusi, żeby wrócił. I co robi mężczyzna na taką niesprawiedliwość losu? Znieczula się alkoholem. Tak, tak! Przyczyną jego alkoholizmu jest kobieta. To czas, kiedy jest gotów przehandlować godność własną i swojej partnerki. Od totalnej katastrofy ratuje go hobby. Dziewczyny pozwólcie mu na to. Niech sobie buduje odrzutowce wielkości Księżyca w waszej kuchni, przez co nie możecie otworzyć szafki. Najważniejsze, że dzięki temu zapomni o ucieczce i w jakiej się znalazł sytuacji. Spokojnie, przy wędce nad rzeczką albo na motorze dającym namiastkę uczucia wolności, między jednym sukcesem, a drugim pomyśli, przeanalizuje, zrobi bilans zysków i strat. Pomału zacznie wtedy odkrywać zalety dotychczasowego życia, tego związku, tej rodziny, w której pojawiły się dzieci, tej tradycji. Ciężar tych wartości do tego stopnia go obciąży i przykuje do miejsca, że „chłopu tyłek na starość oklapnie”. Z czasem pojawi się stabilizacja życiowa, a wraz z nią drabina, po której może wyjść z pułapki. Nie robi tego. Siedzi i patrzy na nią. Ciekawe co myśli?
   Nie chce mu się podnieść? Dojrzał? Zmądrzał? Przyzwyczaił się? Pokochał? A może zrozumiał, że związek z kobietą to jest zawsze bilet tylko w jedną stronę? A może myśli, że fajnie tak rozwijać się do 12 roku życia, a potem już tylko rosnąć goniąc za motylkami i skacząc z kwiatka na kwiatek, a resztą zajmą się kobiety?
   Tak, tak… Myślcie tak dalej, a już my się wami zajmiemy całym sercem i z ogromnym oddaniem. Zapraszamy na wydmy, do lasu, na łąki, nad rzekę i w każde inne ostępy przyrody.
   Czekamy na was kochane żuczki…

Japoński zwiastun ekranizacji powieści z 1964 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: