Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza – Tomasz M. Lerski

6 października 2019

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza: portret miasta w zwierciadle literatury – Tomasz M. Lerski

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 472 strony

Literatura polska

   Warto posłuchać Jarosława Iwaszkiewicza.

   Celowo odniosłam się do słuchu, ponieważ pisze tak, jakby opowiadał. I nie mam tu na myśli jego prozy i poezji, ale wszelkiego rodzaju „marginalia”, jak sam nazwał swoje teksty pozaliterackie. Przekonałam się o tym, kiedy sięgnęłam po publikację Anny Król Spotkać Iwaszkiewicza: nie-biografia. We Wszystko jak chcesz tej samej autorki utonęłam w emocjach i estetyce ich podania. Dlatego bez wahania sięgnęłam po kolejne opracowanie oparte na źródłach.

   Tym razem poświęcone Warszawie.

   Wprawdzie podtytuł sugerował jej odbicie w „zwierciadle literatury”, ale w pojęciu autora opracowania szeroko pojętej. Rozumiał pod nim zarówno twórczość prozatorską i poetycką, która tworzyła osobny kadr spojrzenia zebraną w jednym rozdziale, jak i wszystko to, co spod pióra pisarza  w roli męża, kochanka, przyjaciela, ojca, podróżnika, odbiorcy i twórcy kultury oraz sekretarza marszałka Sejmu, wyszło w postaci dokumentów życia codziennego – wspomnień, dzienników, korespondencji, notatek i wspomnianych wcześniej „marginaliów”. To ostatnie określenie sugerowałoby ich mniejszą wartość i ważność.

   Nic bardziej mylnego.

   Były jak wino. Im dłużej upływał czas, tym większej nabierały mocy znaczenia i wartości historycznej. W czarodziejski sposób wydobywały sceny, szczegóły, komentarze, dialogi, pejzaże i chwile ulotne z gęstniejących mroków niepamięci, by nadać suchym faktom informacyjnym kolorytu i dynamiki niczym w kalejdoskopie.

   Wypełnić warszawskie ulice emocjami przeszłymi.

   Było ich mnóstwo. Właściwie cała topografia ścieżek pisarza była nimi przesycona. Od pierwszego przyjazdu w 1902 roku w wieku ośmiu lat i wspomnień dziecięcych, z których najpiękniejszym wydawały mi się wizyty w sklepie Wedla pełnym czekolad i wszelkiego autoramentu bombonier i pomad,  o których można posłuchać w słuchowisku Tomasza Lerskiego Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Dobrosławy Bałazy. Po kolejny przyjazd w 1918 roku, jako dość dziwne stworzenie, które wylądowało na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie z małą paczką bielizny i z ogromnym kufrem, zawierającym książki, nuty, papiery i papierzyska. Aż do śmierci, pomimo późniejszego zamieszkania w Stawisku. Ulice miasta wypełniał przede wszystkim znanymi lub mniej znanymi budynkami, w których mieszkał, bywał, odwiedzał, jadł, pracował i udzielał się towarzysko.

Z których najczęściej przewijał się gmach Filharmonii Warszawskiej i jego trzydziestosiedmioletnia minihistoria powstania i działalności, której był świadkiem, korzystającym, a potem przemawiającym w jej powojennych murach. Teksty pisarza autor uzupełnił bogatym wyborem zdjęć opisywanych miejsc.

   A wszystko na tle ważnych wydarzeń historycznych Polski.

   Przede wszystkim powstania warszawskiego, likwidacji getta i powstania żydowskiego w nim czy bombardowania miasta obserwowanego ze Stawiska. Nie mniej emocjonalnie odbieranego niż przez tych, którzy bezradnie tkwili w sercu zagłady, wspominając  – nie wiem, co trudniejsze: czy być tam, na tych ulicach, wśród bomb, pocisków i walących się domów, czy być tutaj z daleka i wyobrażać sobie tylko owo piekło i śmierć miasta, najukochańszego ze wszystkich miast.

   Dla mnie to przede wszystkim Warszawa ludzi.

   Nazwisk znanych mi z literatury i szerzej – kultury, wśród których obracał się lub z którymi przyjaźnił się pisarz. Widzianych w jego uważnym spojrzeniu, a więc mocno subiektywnym. Z nieskrywaną sympatią i podziwem lub antypatią, ale zawsze przeciekawym i barwnym. Plejady osobistości przewijających się w osobnym rozdziale, ukazując ą mi ludzką twarz pomników ze spiżu. Z ich słabościami, lękami, poglądami, wadami i zaletami. Z ich uznaniem współczesnych za życia lub początkami krystalizujących się talentów, których wielkość prognozował Jarosław Iwaszkiewicz, a które przyszłe pokolenia zweryfikowały pozytywnie lub nie.

   Spacer po przeszłej Warszawie, wbrew intencjom pisarza, pomógł mi w zdjęciu ze stolicy kiru żałobnego przysłaniającego ten żywy pomnik męczeństwa i wszechobecnej śmierci z krwią na każdym kamieniu. Trudno o tym wiecznie myśleć, ale czasem wesoły chichot przerywa myśl: a może to tu? – dokładnie tak samo myślałam i w pierwszych przyjazdach do Warszawy towarzyszyło mi podobne uczucie – spaceru po cmentarzu. A przecież w pamięci Jarosława Iwaszkiewicza to również przedwojenny, cudowny Paryż Północy i powojenny, dużo brzydszy (nad czym bardzo ubolewał) socrealizm. Warszawa ukazana przez pisarza to ostatnia część tryptyku, jak nazwał swoje opracowania autor, na który składa się również Warszawa Marii Dąbrowskiej i Antoniego Słonimskiego.

   Dlaczego akurat oni?

   Na to pytanie znalazłam odpowiedź w przedmowie autora – bo, mamy do czynienia z notacją dokonaną przez naprawdę najwybitniejszych pisarzy swego pokolenia, ludzi wielkiego intelektu, potrafiących zrozumieć znacznie więcej z mechanizmów biegu dziejów, z sensu zaistniałych wypadków, czy dostrzec dalsze ich konsekwencje, już w perspektywie dziejowej. Dodatkowo Jarosław Iwaszkiewicz umiał bardziej niż oni generalizować, dawać wyważone opinie o istocie tego miasta, postawić trafną diagnozę sensu wydarzeń i postaw ludzkich.  Bardziej całościowo ująć naturę miasta i wynikające z niej konsekwencje, trafnie naszkicować typologię charakterów warszawiaków.

A dla mnie tak plastycznie, barwnie i dynamicznie oddanej, że spacerowałam po MOJEJ Warszawie lekko, ciekawie i przyjemnie w klimacie świata artystów, bez poczucia profanacji, że siedzę na miejscu czyjejś śmierci, ale z ogromnym szacunkiem dla jej przeszłości.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Inteligencja – Osho

22 września 2019

Inteligencja: twórcza odpowiedź na nasze czasy – Osho

Przełożył Henryk Smagacz

Wydawnictwo Nowy Horyzont , 2007 , 244 strony

Literatura indyjska

   …głupich ludzi jest wielu – większość, 99,9%.

   Tak twierdzi autor, hinduski guru, założyciel ruchu religijnego Neo-Sannyas. Pozostały ułamek procentu to ci, którzy odważyli się być inteligentni – Budda, Jezus, Sokrates, Laotsy, Zaratustra, Pitagoras i kilku innych przebudzonych. Jednak pod pojęciem „inteligencji” autor rozumie zupełnie inną definicję niż tę znaną ze słowników. Przez niego rozumianą jako intelekt posiadany przez intelektualistę. Człowieka-robota operującego rozumem i sprawnie powtarzającego to, co zapamięta, którego „inteligencja” oceniana jest na podstawie zdanych egzaminów, osiągniętych stopni naukowych, będących niczym innym niż tylko testami na zdolność zapamiętywania i pojemność pamięci.

W pojęciu autora inteligencja to wewnętrzna świadomość lub inteligencja serca, z którą rodzimy się i którą tracimy w miarę dorastania.

Zabija je wychowanie, edukacja, zasady, normy, uprzedzenia i uwarunkowania, które mają za zadanie wpasować jednostkę w społeczeństwo. Zrównać go z innymi ludźmi. Zabić w niej jej indywidualność, kreatywność, niezależność i samodzielność myślenia jako cech niebezpiecznych dla społeczeństwa, ponieważ inteligencja jest niebezpieczna dla struktury politycznej, społecznej i religijnej. To dlatego być inteligentnym jest bardzo trudno, bo skazuje na samotne życie wśród tłumu głupich, narażając na ostracyzm, nienawiść, agresję, przemoc, a nawet śmierć. Wystarczy przyjrzeć się życiorysom wcześniej wymienionym, znanym inteligentnym w historii świata. Wyszydzani, piętnowani, skazywani, truci i krzyżowani. Tym odmiennym spojrzeniem na pojęcie inteligencji autor przenicował rzeczywistość, zabraniając naśladować i powtarzać słowa przebudzonych, ale podążać tą samą drogą z własną inteligencją.

   Można przyjąć, że to utopia.

   Jednak przyglądając się poszczególnym myślom autora, wiele z nich poznałam  już wcześniej. O przyzwoitości jako wierności własnej inteligencji mówił Władysław Bartoszewski w Warto być przyzwoitym, z powodu której ginęli do końca jej wierni. To o niej pisała Danuta Siedzikówna (Inka) w pożegnalnym liście, idąc na rozstrzelanie. Pozostawanie dzieckiem wolnym od ambicji podkreślał Jezus, który mówił – Błogosławieni ci, którzy są ostatnimi na tym świecie, ponieważ oni będą pierwszymi w moim Królestwie Bożym. O ego, jednym z elementów osobowości, mówi psychoanaliza, a które autor określił jako przeszkodę do bycia inteligentnym. Świadome wykonywanie jakiejkolwiek czynności tu i teraz promowane jest w japońskim stylu życia, o czym czytałam w publikacji Ikigai.

   Tych znanych mi wcześniej elementów rozproszonych w powszechnie dostępnej wiedzy znalazłam w poglądach autora dużo więcej.

   Hinduski guru zebrał je wszystkie, tworząc spójną filozofię życia, którą odpowiada słuchaczom na odwieczne pytania – kim jesteśmy i jak żyć. Wyjaśnia przyczyny i źródła problemów współczesnego człowieka i świata. Remedium na te bolączki widzi w stworzeniu nowego człowieka – Homo Novus, który łączyłby w sobie człowieka Zachodu z człowiekiem Wschodu. Odwieczną mądrość Wschodu z najwyższym potencjałem nauki i technologii stworzonym przez Zachód. Miałby być efektem nowej edukacji wspierającej rozwój inteligencji i wyostrzającej ją od urodzenia.

   To bardzo rewolucyjna, ale i ciekawa myśl.

   Niewielu jednak jest gotowych zostać inteligentnym człowiekiem, a przecież warunkiem powodzenia procesu przemiany jest jej powszechność. Ci nieliczni, którzy decydują się pielęgnować w sobie inteligencję zostają autsajderami, wyrzutkami. Ludźmi odstającymi od reszty, odludkami pozostającymi na marginesie społeczeństwa.

   To nie wszystko!

   Wykłady autora na temat inteligencji to tylko jedno zagadnienie z wachlarza wielu innych jak: bliskość, dojrzałość, kreatywność, świadomość czy radość wydanych w osobnych publikacjach, których nie zapisywał, głosząc i rozmawiając z ludźmi przez 35 lat. Zostały one nagrane na kasetach audio i video, a potem wydane w formie książek. Dlatego poszczególne rozdziały czyta się, jak wypowiedź osoby mówiącej, która często wplata anegdoty i historie z życia wzięte. Wydawca dodatkowo wyróżnił najważniejsze zdania z tekstu, umieszczając je w ramce,  z których kilka ku pamięci tutaj dołączyłam.

   Osho został określony przez londyński Sunday Times jako jedna z 1000 osób, ktore wywarły największy wpływ na dwudziesty wiek. W powstałym indyjskim Ośrodku Medytacji OSHO położonym 150 kilometrów od Bombaju można nauczyć się, jak uczynić swoje życie świadomym. Poznać zasady medytacji i prostoty czyli życia w niepewności, w poczuciu braku bezpieczeństwa, bez ideałów, bez korzeni tkwiących w przeszłości i snucia nadziei na przyszłość.

   Wygląda na to, że bycie inteligentnym współcześnie, to bycie gotowym na śmierć.

   Są odważni?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inteligencja. Twórcza odpowiedź na nasze czasy [OSHO, Henryk Smagacz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

13 lipca 2019

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

Przełożyli Karolina M. Wielgat , Gwidon Kuśmierek

Wydawca Stowarzyszenie Europa Przyszłości , 2013 , 506 stron

Literatura angielska

   Obecnie uważam się za świeckiego humanistę, dla którego wszystkie religie są urojeniami chorych ludzi, w sposób oczywisty nieprawdziwymi i szkodliwymi.

   Już to zdanie autora umieszczone we wstępie jednoznacznie określało zawartość publikacji. Wyraźnie sugerowało o opisie drogi od wychowania w muzułmańskiej rodzinie, poprzez zwątpienie, potem poszukiwanie odpowiedzi po stanie się sceptykiem, a potem krytykiem religii nie tylko muzułmańskiej, ale religii w ogóle.

   Każdej.

   I jeśli nawet napis umieszczony u dołu strony tytułowej brzmi:

To ostrzegałabym jego zwolenników. Autor wykorzystał islam tylko jako przykład, bo był w nim wychowywany i dobrze go znał, a tak naprawdę powoływał się również na judaizm i chrześcijaństwo. Dostarczał argumentów tylko i wyłącznie ateistom, posuwając się w swoich rozważaniach do poglądów skrajnie radykalnych w negacji wiary, Boga i jego wszystkich proroków. Poddawał w wątpliwość historyczne istnienie Abrahama, Jezusa i Mahometa, sugerując legendarne ich pochodzenie tak, jak Herkulesa. A to tylko jeden przykład z wielu „bluźnierczych” poglądów. Swoje negujące rozważania krytyczne popierał licznymi poglądami, opiniami, koncepcjami, wywodami znanych badaczy filozofii, teologii i nauki (Stephen Hawking, Richard Dawkins). Głównie opozycyjnie nastawionych do religii jako takiej. Czynił to świadomie, ponieważ chciał dostarczyć jak najwięcej argumentów w odpowiedzi na swoje tytułowe pytanie, a raczej tezę. Swoją polemikę uczynił bardzo skrupulatną i szczegółową, zaczynając od historii islamu, jego zasad i dogmatów, proroka Mahometa, opisu Koranu na roli islamu na Zachodzie skończywszy. Rozważania rozszerzał na judaizm i chrześcijaństwo, jako religię jednej wiary w tego samego Boga.

   Nie przekonał mnie jednak.

   Dla osoby niezorientowanej treść publikacji może wydawać się bardzo merytoryczna i obiektywna. Przekonywać ogromem zgromadzonego materiału źródłowego i częstymi cytatami z Biblii i Koranu. Stworzeniem przestrzeni dla polemiki wielu głosów, która sprawiała pozytywne wrażenie rozmachem i wynikającymi z niej wnioskami. Jednak wiele z tych myśli było dla mnie nielogicznych, a nawet kłamliwych. Zgodzę się, że można zaprzeczać istnieniu Boga, bo to jest kwestia wiary, a nie rozumu. Nie przeszkadzało to jednak autorowi stosować metod rozumowych do udowadniania kwestii z natury duchowych, wymykających się racjonalnej nauce. To z ich pomocą dostarczył konkretnych dowodów na nieistnienie historyczne Jezusa. Często zaprzeczał faktom i ich prawdziwości, by bez skrupułów powoływać się na ten „fałsz” w swoich udowadnianych wywodach. Był bardzo niekonsekwentny i wybiórczy, gdy chciał osiągnąć swój cel. Czasami uogólniał swoje twierdzenia, pomijając istotne szczegóły, mające wpływ na logikę rozumowania, a tym samym obiektywność wniosków. Nie mówiąc całej prawdy, operował półprawdami i niedopowiedzeniami. Nie podobało mi się ich forsowanie w celu udowodnienia własnych tez. A wszystko to po to, by dojść do jednego wniosku – religia to samo zło naszego świata, które zawiera w cytowanej myśli Gore Vidala – Z barbarzyńskiego tekstu epoki brązu zwanego Starym Testamentem rozwinęły się trzy antyludzkie religie – judaizm, chrześcijaństwo i islam. Główna i największa przyczyna wojen, ludobójstwa, zbrodni, wyzysku, niewolnictwa i przemocy. Nie dopuszczał myśli, że religia jest dobra, tylko ludzie ją wypaczają, cytując myśl Winwooda Reade’a – Wszyscy, którzy choć trochę poznali naturę ludzką, wiedzą jedno: człowiek głęboko religijny często jest bardzo złym człowiekiem.

   Wbrew pozorom to bardzo emocjonalna pozycja.  

   Z mocnymi epitetami i określeniami opisywanych zjawisk lub postaci. Autor pisząc tę publikację, stworzył dwugłos do innej krytycznej pozycji Dlaczego nie jestem chrześcijaninem Bertranda Russella, w której wyjaśnił swój ateizm, dokładnie tak, jak Ibn Warraq, chociaż w dużo skromniejszej formie – krótkim eseju. Rożnica polega na tym, że Bertrand Russell i jego dorobek filozoficzny cieszy się do dzisiaj poważaniem, a autor musiał opuścić rodzinny Pakistan i ukrywać się pod pseudonimem nawiązującym do krytyka islamu z IX wieku Muhammada al Warraqa, bo ośmielił się skrytykować islam.

   W tym momencie przyznaję mu rację.

   Ma prawo do krytyki, jak sam napisał – do krytykowania islamu w całej rozciągłości – mam prawo bluźnić, popełniać błędy, ironizować i drwić. Dlaczego w tej myśli odniósł się tylko islamu? Ponieważ to jedyna religia, której krytykować nie wolno. Karana jest fatwą, a nawet śmiercią. A to właśnie jej brak, jest główną przyczyną problemów z islamem i muzułmanami. Autor przywołuje wiele postaci-męczenników w obronie prawa do krytyki, z których współcześnie najbardziej znaną jest Salman Rushdie z wyrokiem śmierci za napisanie Szatańskich wersetów. Dlatego nie mogę napisać, że ta pozycja jest tylko religijnym coming outem autora, ale również relacją o kurczeniu się kultury religijnej, o powszechnym dostępie do wiedzy, a także o braku możliwości ucieczki od kultury humanistycznej, która przetrwa wszelkie możliwe formy religii w XXI wieku. – jak podsumował pozycję w przedmowie R. Joseph Hoffmann. Odważny głos przełamujący tabu milczenia, krytyki islamu i poprawności politycznej, pozwalający zrozumieć walkę między działaczami praw człowieka broniącymi wartości demokracji a zwolennikami wielokulturowości.

Kropla wiedzy zza zielonej kurtyny niezbędna do konstruktywnej, pełnej dyskusji krytycznej wszystkich opcji światopoglądowych na temat religii .

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Skin Beauty – Anjali Mahto

16 czerwca 2019

Skin Beauty: biblia pięknej i zdrowej skóry – Anjali Mahto

Przełożyła Ewa Androsiuk-Kotarska

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 304 strony

Literatura angielska

   Zachwiejmy monolitem dezinformacji na temat tego cudownego, skomplikowanego narządu.

   Tą opinią na temat powszechnej wiedzy o pielęgnacji skóry autorka zachęciła mnie do sprawdzenia ile prawdy, a ile fałszu jest w moim monolicie wiedzy. Raczej podstawowej, ponieważ, według dwustopniowej klasyfikacji kobiet podanej przez autorkę, należę do pierwszego typu – nie uwzględniają pór roku czy stylu życia i przez cały rok dbają o swoją skórę w taki sam sposób. Są przy tym niechętne do zmiany przyzwyczajeń i poznawania nowych dróg prowadzących do tego samego celu. Na tle niektórych kobiet i ich imponujących zasobów kosmetycznych jestem wręcz minimalistką. Z tego powodu trochę obawiałam się, że zostanie obnażona skala szkodliwości mojej ignorancji i będę miała naprawdę sporo do nadrobienia.

   Niepotrzebnie!

   Okazało się, że w komercyjnym szaleństwie promowania urody i młodości zachowałam wiele zdrowego rozsądku. Autorka, jako doktor dermatologii, zainspirowana pytaniami swoich pacjentek, postanowiła stworzyć kompendium rzetelnych informacji, które w sposób czytelny i przejrzysty uporządkują wiedzę na temat pielęgnacji skóry w natłoku często sprzecznych komunikatów i presji firm komercyjnych.

   Słowa dotrzymała!   W kilku rozdziałach przypomniała budowę skóry i zasady jej pielęgnacji. Opisała zabiegi pielęgnacyjne dla poszczególnych typów skóry, wpływ hormonów, najczęstsze problemy dermatologiczne, zabiegi i terapie opóźniające starzenie się skóry, wpływ stylu życia, a nawet wybór dobrego dermatologa. Uczyniła tę pozycję pomocną dla każdego (również mężczyzn!), bez względu na wiek i stan skóry, omawiając pielęgnację w zależności od jej charakterystycznych cech, chorób, ciąży i etapu rozwoju człowieka. Śmiało będę ją polecać młodzieży, ponieważ dużo miejsca poświęciła trądzikowi i sposobom jego leczenia, który w tej publikacji przekracza bariery wieku dojrzewania. Sama podała się za przykład kobiety, która zmaga się z nim od ponad dwudziestu lat i może dlatego stała się w tej dziedzinie specjalistką. Na dowód swojej przypadłości opublikowała zdjęcia twarzy bez retuszu w artykule Daily Mail. To najlepsza promocja tej książki i dowód na to, jakie spektakularne efekty można osiągnąć ze skórą problematyczną, jeśli tylko się wie, w jaki sposób. Zgodnie z obietnicą obaliła również sporo mitów. Chociażby dotyczących maseczek, które uważa za dostarczające tylko i wyłącznie przyjemności i nic poza tym. Rozszyfrowała żargon branży kosmetycznej wprowadzający klientów w błąd, sprostowując takie pojęcia i wyrażenia, jak: hipoalergiczny, niekomedoniczny, naturalny, organiczny, bezzapachowy, wegański, bez konserwantów, bez środków chemicznych, skuteczność potwierdzona klinicznie czy testowane dermatologicznie. W wielu przypadkach nadużywane i nadinterpretowane przez firmy w celu zwiększenia zysków. Minimalizowała zabiegi pielęgnacyjne do niezbędnych i koniecznych, odrzucając te, które próbują nam wmówić firmy komercyjne lub pseudokosmetyczki. Dokładnie to samo czyniła z kosmetykami, cały czas ucząc świadomego ich kupowania. Tym samym potwierdziła zasadę, którą poznałam, czytając Damskie laboratorium Angeliki Gumkowskiej. Moje zaufanie zachwiało się, kiedy przeczytałam informację o indeksie glikemicznym bananów, który, według autorki, jest niski. Tym samym zadając kłam wiedzy powszechnej o jego wręcz horrendalnie wysokim indeksie.

   Sprawdziłam!

   Zajrzałam do tabeli indeksu glikemicznego i przyznałam jej rację. Takich informacji, które wstrząsały moim monolitem wiedzy było więcej.

   Dokładnie o to jej chodziło!

   We wstępie wręcz uprzedzała – Powinnyśmy się czuć na tyle pewnie, aby kwestionować niektóre z przeczytanych wiadomości oraz odrzucać te, które nie są poparte obszernymi badaniami naukowymi. Wzbudzić w sobie krytycyzm, a przy tym zachować poczucie prostoty pielęgnacji skóry i świadomość w wyborze kosmetyków, kierując się niezmienną prawdą – żadne kremy nie pomogą na obwisłą skórę. Proces starzenia się jest postępujący, a zabiegi pielęgnacyjne są po to, by podkreślić jej walory oraz wyglądać zdrowo i dobrze na swój wiek. Przestrzega przed przekraczaniem granicy karykaturalnego wyglądu. Proponuje dystans i akceptację nieuchronnych zmian, które możemy jedynie ograniczać do pewnego momentu, a potem już tylko starzeć się z godnością, pisząc – Nie daj się złapać w pułapkę oczekiwania cudów (…) pamiętaj, że cuda się nie zdarzają. I za ten zdrowy rozsądek i dystans tak potrzebny zwłaszcza współczesnym dziewczynom i młodym kobietom spodobała mi się ta publikacja. Również jej piękna, subtelna i estetyczna szata graficzna.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Skin Beauty [Anjali Mahto]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Najważniejsze zasady pielęgnacji skóry trądzikowej podane przez autorkę osobiście.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe, Poradnik

Tagi: , ,

Paryż domowym sposobem – Agata Szydłowska

10 czerwca 2019

Paryż domowym sposobem: o kreowaniu stylu życia w czasopismach PRL – Agata Szydłowska

Wydawnictwo Sport i Turystyka – Muza , 2019 , 368 stron

Literatura polska

   Z sentymentu sięgnęłam po tę książkę!

Moja mama namiętnie czytała Przyjaciółkę, a od czasu do czasu Kobietę i Życie. Do obu zaglądałam przy okazji, korzystając niekiedy z zamieszczanych wykrojów lub przepisów na fajny sweter. Natomiast Przekrój bawił mnie ostatnią stroną ze słynnym prof. Filutkiem.

W czasach licealnych to on i Rozmaitości wypełniały mi czas w czytelni w oczekiwaniu na autobus do domu.

Inna sprawa, że nigdy nie przejrzałam do końca wszystkich numerów, bo już po kilku łapał mnie niepohamowany śmiech i musiałam uciekać, bo inaczej bibliotekarka wyprosiłaby mnie za zakłócanie „świętej ciszy”. Moje wspomnienia z tymi kultowymi już  tytułami wiążą się z czasem, do którego autorka tego opracowania już nie sięgnęła. Skupiła się na latach powojennych, okresie stalinizmu oraz na „małej stabilizacji” czyli od 1945 do 1970 roku. To ważna informacja, dlatego że każde z tych okresów charakteryzowało się odmienną polityką ówczesnych władz komunistycznych, a tym samym  postrzeganiem funkcji rodziny oraz roli kobiety w niej.

Od pracującej przodowniczki w męskich zawodach i jednocześnie uczącej się, poprzez społecznicę, na matce i „kociaku” skończywszy. Te zmienne kierunki polityki wpływały na zawartość wszystkich czasopism, ale autorka spośród nich wybrała tylko cztery.

Przekrój, Przyjaciółkę, Kobietę i Życie oraz Ty i Ja. Według niej tylko one ówcześnie podjęły się misji kształtowania gustów, stylów życia i obyczajów Polaków. Kolejnym czynnikiem doboru był czytelnik docelowy, który gwarantował najszersze spektrum społeczne. Kobieta i Życie adresowana była do wykształconych kobiet z dużych miast, ale nie intelektualistek. Przyjaciółka do kobiet ze wsi oraz robotnic. Ty i ja do inteligentów wielkich miast, a Przekrój, jak jego redaktor naczelny mawiał – do sprzątaczki, profesora, a nawet prostego ministra.

   Autorka pamiętała o tych czytelnikach, którzy nie posiadają takich wspomnień, jak ja i nie znają tych czasopism z autopsji. To przede wszystkim dla nich, a i dla mnie ku przypomnieniu, napisała pierwszy rozdział przybliżający historię ich powstania, sylwetki ich twórców, zarys treści i profilu. Dopiero następne rozdziały zostały poświęcone lajfstajlowi w PRL. To w nich ujrzałam zakulisowe kreowanie charakterystycznego rysu każdego z tych czasopism przez redaktorów, grafików, fotografów, którzy balansując między kreatywnością i potrzebami odbiorców a cenzurą i wymogami urzędników państwowych, przemycali to, co dla przeciętnego Polaka było ważniejsze od propagandy. O tym, jak było trudno naginać, omijać, lekceważyć odgórne wytyczne władz, autorka ukazała w osobnym rozdziale o przewrotnym tytule – Tramwaj Majakowskiego. Nie byłam tego świadoma tak samo, jak nie miałam pojęcia o ogromnej roli tych tytułów w budowaniu nowych tożsamości Polaków.

Zwłaszcza tych awansujących do sfer inteligenckich prosto z rodzin robotniczych i chłopskich przyjeżdżających ze wsi do miast. Okazało się, że czasopisma pełniły rolę nie tylko informacyjną, ale i wychowawczą od nauki zasad savoir-vivre do edukacji seksualnej, zastępując tradycję przekazywania wiedzy z pokolenie na pokolenia oraz budząc konsumpcjonizm. Jego złożoność i odmienność od konsumpcjonizmu kapitalistycznego autorka celnie oddała w charakterystyce atmosfery ówczesnych lat, w których Polka musiała być racjonalna, kreatywna, przedsiębiorcza, by zrobić płaszcz z koca i jednocześnie być na czasie z modą w czasach powszechnego braku wszystkiego.

By był to Paryż na miarę powojennej biedy, sklecony z dziurawego koca i sznurka, lecz wciąż Paryż.

Autorka zastrzegała jednak, że publikacja nie jest monografią przedstawionych periodyków, ponieważ jej tematykę zawęziła tylko do treści poświęconych nowemu stylowi życia, nowych obywateli, w nowym, „demokratycznym” państwie. W tym zakresie wyczerpała go drobiazgowo, bogato ilustrując treści. Przyjemność czytania zawdzięczam nie tylko napływającym wspomnieniom, ale również stylowi narracji autorki, która potrafiła tak szerokie spektrum tematyki i materiałów źródłowych umieszczonych w bibliografii, przedstawić w sposób analityczny, a jednocześnie syntetyczny, z wyczuciem złożoności zjawisk społecznych oraz ówczesnych problemów mających decydujący wpływ na ostatecznych kształt numerów. Udało jej się zachować obiektywizm w ocenie postępowania ówczesnych decydentów, ukazując zarówno tych, którzy tworzyli, jak i tych, którzy tę kreatywność ograniczali, unikając w ten sposób mitologizacji.

Stawiam tę pozycję obok Kreatorek Lidii i Julii Pańków oraz Mody Polskiej Warszawa Ewy Rzechorzek jako uzupełnienie obrazu lajfstajlu w PRL.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: ,

Trucizna – Eleanor Herman

3 czerwca 2019

Trucizna: czyli jak pozbyć się wrogów po królewsku – Eleanor Herman

Przełożyła Violetta Dobosz

Wydawnictwo Znak Horyzont , 2019 , 432 strony

Literatura amerykańska

   Makabryczna i fascynująca!

   Świat niezrównanego piękna i obrzydliwego brudu. Makabreski i uroku. Odoru i zapachu. Trupiego czaru dla turpistów. Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać pojęcia określające tę opowieść o truciznach, jej skutkach i antidotum na ich działanie. Nie tylko tych podawanych skrycie doustnie w jedzeniu i napojach, ale również tych wchodzących w skład kosmetyków, praktyk medycznych i… w brudzie. W miarę czytania porzucałam obraz pięknych komnat pałacowych, jaki wmówiły mi filmy historyczne, na rzecz rzeczywistego stanu ówczesnej higieny przedstawionej przez autorkę – komnat i schodów pełnych odchodów ludzkich i zwierzęcych, brudnego i śmierdzącego ciała unikającego kąpieli uznawanej za szkodliwą, włosów rojących się od wszy, które obecne tylko na głowie u wielu wspomagają zachowanie zdrowia, gdyż konsumują wiele szkodliwych humorów. Jeśli do tego dołożyć ołów, rtęć, antymon i arsen w pomadach, pudrach i bielidłach oraz w medykamentach wzbogacanych o odchody zwierząt, ludzką krew i tłuszcz, to robi się nie tylko zabójczo, ale i groteskowo. Czasami śmiesznie, kiedy napotykałam takie rady – Cierpiącym na hemoroidy lekarze zalecali gładzenie ich odciętą dłonią nieboszczyka.

   Nic dziwnego, że przy braku wiedzy medycznej i profilaktycznej, każdy zgon wpływowej, znanej osoby był podejrzany i z reguły ogłaszany jako otrucie.

   Autorka przyjrzała się kilkudziesięciu postaciom historycznym, których portrety poprzedzały rozdział im poświęcony, w tym Napoleonowi, Amadeuszowi Mozartowi i Iwanowi Groźnemu, weryfikując na nowo przyczynę ich zgonu. Swoją wiedzę konsultowała ze specjalistami – historykiem medycyny oraz doktorem medycyny specjalizującym się w diagnozowaniu chorób śmiertelnych. W ten sposób stworzyła nowe zakończenia ich losów. Umieściła je w ówczesnych warunkach politycznych, religijnych i społecznych. Przytoczyła okoliczności ich chorób, ich przebieg oraz ówczesne autopsje i diagnozy medyków, które skonfrontowała ze współczesną wiedzą medyczną, wykorzystującą najnowsze metody analizy kości i włosów.

   Wyniki? – nie zdradzę!

   To trzeba prześledzić. Zwłaszcza że autorka posiada dar opowieści z zacięciem sensacyjnym i dużym poczuciem humoru.

   Chociaż do czasu.

   Ostatnia część Trucizna w historii najnowszej trochę go studzi, bo okazuje się, że metoda eliminacji wrogów politycznych przez otrucie nadal jest stosowana w naszych czasach. Autorka nawiązała do znanych z mediów doniesień o otruciu lub jej próbie Wiktora Juszczenki, Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki, Jasira Arafata czy Siergieja Skripala. Jak się okazuje postęp wiedzy i technologii wyeliminował lewatywy z kwasu siarkowego na rzecz skuteczniejszych i bardzo trudnych do wykrycia związków chemicznych i środków radioaktywnych. Renesans trucizny tylko w polityce nie czyni jednak zwykłego człowieka bezpiecznym. Jak sama autorka napisała – Możemy się śmiać z ołowianego bielidła do twarzy, rtęciowych lewatyw czy arsenowych toników, ale przyszłe pokolenia z pewnością wyśmieją to, jak sami trujemy się chemioterapią i wszystkim tym, o czym jeszcze nie wiemy, a co w naszych nowoczesnych społeczeństwach przyczynia się do zwiększenia częstości występowania nowotworów, autyzmu czy demencji. Nie brzmi wesoło. Brzmi poważnie.

    Wręcz śmiertelnie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Pielgrzym nad Tinker Creek – Annie Dillard

25 maja 2019

Pielgrzym nad Tinker Creek – Annie Dillard

Przełożył Maciej Świerkocki

Wydawnictwo Literackie , 2010 , 408 stron

Literatura amerykańska

   Więc może by tak napisać książkę o przyrodzie?

   Zastanawiała się autorka. Miała ku temu doskonałe warunki. Mieszkała nad Tinker Creek, strumieniem płynącym w dolinie w górach Blue Ridge w Wirginii, w Appalachach. Dobrze jej się tam żyło, pracowało, pisało i odpoczywało, a otaczająca natura dostarczała obfitego materiału do rozmyślań, medytacji, rozważań i notowań. Jak sama zastrzegła, nie była uczoną. Chciała przybrać pozycję niemowlaka z zadziwieniem rozglądającym się wokół ze szczerym i otwartym spojrzeniem. Założyła sobie – Będę snuć w niej różne opowieści i przedstawiać rozmaite pejzaże tej po trosze ujarzmionej doliny; będę z bojaźnią i drżeniem penetrować jej mroczne zakamarki, których próżno byłoby szukać na mapie, bezbożne warownie, do jakich prowadzą takie opowieści, oraz widoki przyprawiające o zawrót głowy.

   Słowa dotrzymała.

   Pulsująca przyroda wypełniała po brzegi każdą stronę książki. Pokazana w rytmie pór roku ukazywała jej urodę w zależności od pory dnia i warunków atmosferycznych. Przyglądała się jej z bardzo bliska, opisując szczegóły oglądanych zjawisk, procesów, zwierząt i roślin, by nagle oddalić się na odległość Księżyca i spojrzeć na Ziemię z jego punktu widzenia, by nauczyć się patrzeć na świat szerzej, objąć go wzrokiem, zobaczyć go naprawdę i opisać, co się tutaj dzieje. Realne sceny przetykała licznymi metaforami, w których brała górę jej poetycka natura. Miała świadomość przekładania języka badacza na język emocji, pisząc – Naukowiec nazywa go drugim prawem termodynamiki. Poeta powiada: „Ta siła, która przez zielony lont prze kwiaty, prze mój zielony wiek. Miałam wrażenie, że oglądam film przyrodniczy z narracją nawiązującą do ciekawostek, zagadek i zaskoczeń ze świata przyrody.

   To bardzo złudne wrażenie.

   Każdy rozdział bowiem krył w sobie ogrom treści filozoficznej. To w tytułowym słowie „pielgrzym”, kryło się przesłanie treści. Autorka jednak zaprzeczyła, by nazywać ją eseistką, a jej książkę zbiorem esejów. Dla niej to coś w rodzaju teodycei. Rozważań, w których próbuje pogodzić dwa sprzeczne ze sobą poglądy w teologii – atrybuty dobrego Boga i zła, które dopuszcza do istnienia.

   To wyznaczyło podział treści na dwie części.

   Pierwszej zawierającej apoteozę życia, płodności, radości, chwili, tworzenia i prostoty istnienia oraz drugiej, w której poruszyła problem śmierci, złożoności, przemijania, bólu, cierpienia,  brutalności i ciemnej strony natury. W ten sposób próbowała odpowiedzieć na pytanie – Czy świat jest życiotwórczy, czy raczej śmiercionośny?

   To dlatego treść uważa się za trudną w odbiorze. Pełną myśli i cytatów filozoficznych i teologicznych, w których autorka powołuje się na autorytety także ze świata literatury. W cudowny sposób łączyła również kreacjonizm z ewolucjonizmem, powołując się na Biblię i Koran.

Tak jakby jeden Bóg wszystkich religii stworzył świat, a potem pozostawił go własnemu rozwojowi.

   Nic dziwnego, że pozycja uchodzi za niszową w odbiorze. Wymagającą od czytelnika wysokiego poziomu rozwoju emocjonalnego i intelektualnego, który nie ma nic wspólnego z wiekiem. Autorka napisała ją w wieku dwudziestu siedmiu lat, myśląc, że przeczyta ją co najwyżej dziewięciu albo dziesięciu mnichów. Tymczasem doczekała się Nagrody Pulitzera oraz rzeszy czytelników, których liczba rośnie pomimo upływu lat od daty premiery w 1974 roku. Myślę, że nadal będzie rosła w miarę przyśpieszania tempa życia i nasilającego się konsumpcjonizmu i materializmu, ponieważ książka pomaga odnaleźć się w otaczającym nas świecie, odzyskać równowagę w chaosie i ostry punkt widzenia na życie i śmierć w kontekście jednostki i otaczającej ją natury.

   Wytłumaczyć świat na nowo, jak zagubionemu dziecku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: ,

Duchowe życie psów – Andrew Root

19 maja 2019

Duchowe życie psów – Andrew Root

Przełożyła Urszula Gardner

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 188 stron

Literatura amerykańska

   Wzruszyłam się!

   Pierwsza scena pokazująca odejście wieloletniego przyjaciela rodziny Rootów, czarnego labradora Kirby’ego, rozdarła mi serce. Szczególnie zachowanie Owena, syna autora, który pozostał przy psie z nosem przytkniętym do nosa przyjaciela i wpatrzonym w jego oczy, do ostatniego oddechu zwierzaka, by w chwili odejścia uczynić nad nim znak krzyża. Ten liturgiczny gest dziecka bardzo głęboko zapadł w serce i umysł autora. Pamięć o niej nie dawała spokoju przede wszystkim protestanckiemu teologowi chrześcijaństwa, jakim był z zawodu. Zwłaszcza że większość swojej kariery poświęcił na próbę przeniknięcia duchowości dzieci i młodzieży. Postanowił na chwilę porzucić prace nad publikacjami poważnymi i odpowiedzieć na jedno „niepoważne”, ale stale nurtujące go pytanie.

   Czy psy posiadają duszę?

   W publikacjach naukowych dotarł do jednego zdania sformułowanego przez zoologa i laureata Nagrody Nobla Konrada Lorenza – Cały urok psa (…) polega na głębi jego przyjaźni i sile więzi duchowych, które łączą go z człowiekiem. Autor szybko zdał sobie sprawę, że ta luźna uwaga na temat duchowych więzi między psem a człowiekiem, zupełnie niezgłębiona i nieuargumentowana, ale potwierdzająca jego hipotezę, miała wielu przeciwników. Filozof Kartezjusz, behawiorysta Burrhus Skinner, fizjolog Iwan Pawłow, włącznie z przełożonym autora, szefem katedry luterańskiego seminarium, jednogłośnie twierdzili – pies to napędzana żarciem żywa maszyna, kształtowana przez bodźce i reakcje. Z pomocą w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o duchowość psów przyszli mu współcześni badacze zwierząt, którzy zaczęli rozwijać etologię poznawczą. Powołując się na najnowsze wyniki ich badań, omówił psie pragnienie przebywania blisko człowieka. Opisał „zdumiewającą i szczególną zdolność psa do odczytywania intencji człowieka poprzez obserwację mimiki i gestów. Poruszył kwestie składowych relacji – empatii i dobroci, więzi i zabawy. Pokazał, że pies i człowiek są zarówno stroną dającą, jak i biorącą. Udowodnił, że psia obecność ma właściwości terapeutyczne dla człowieka. Prześledził również proces powstawania silnej więzi łączącej dwa gatunki – psa i człowieka.

   Wszystko przeniknięte osobistymi refleksjami wspomnieniowymi o Kirbym.

   Idąc tym tropem można tę teorię rozszerzyć na rośliny, bo wszak Sokrates również rzucił luźną uwagę, że duszę posiadają także i one. Z drugiej strony był czas, kiedy odmawiano jej kobietom. Nie potrafię zająć jednego, zdecydowanego stanowiska, pozostając sceptyczną i czekając na dalszy rozwój nauki, w której głos autora jest ważny. Mnie zainteresowała w tych rozważaniach inna kwestia.

   Istota dobra.

   Ta wartość, która stanowi podstawę narodzin miłości i więzi również międzygatunkowej. Przytaczane eksperymenty były dla mnie tylko potwierdzeniem teorii o niepodważalnej sile szerzenia miłości poprzez dobro właśnie, którego konieczność okazywania podkreślana jest jednogłośnie we wszystkich religiach. Może zamiast górnolotnego „kochaj bliźniego, jak siebie samego”, wystarczy mówić – bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy?

   Dużo łatwiejsze do zrealizowania na początek drogi ku miłości przez ułomną naturę człowieczą.        

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Internet jest pełen filmów pokazujących więź psa z człowiekiem.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , , ,