Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu – Dorota Masłowska

29 sierpnia 2019

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu – Dorota Masłowska  

Ilustracje Maciej Chorąży

Wydawnictwo Literackie , 2017 , 232 strony

Literatura polska

   Dorota Masłowska jak nie pisze, to pisze!

   Między innymi felietony o kulturze okropnej i wiedzy nieważnej do internetowego magazynu o kulturze – Dwutygodnik. Przy czym użycie przez autorkę określenia „nieważny”, to z jej strony albo skromność, albo kokieteria, albo przewrotna przewrotność. Z czego zresztą słynie jej proza. Tematy, które poruszyła w swoich felietonach, pierwotnie publikowane w latach 2013-2016, tutaj zebrane w formie książki, to wnikliwy, ironiczny, momentami sarkastyczny opis otaczającej nas popkultury, egalitarnie ważnej dla większości Polaków. Autorka uważnie przygląda się temu, co oglądamy (filmy, seriale, paradokumenty, programy rozrywkowe), co czytamy, co słuchamy i na końcu nam samym. Ludziom, a dokładnie warszawiakom, tworząc Black Friday od jego początku do zakończenia, by w Twarzologii dojść do wniosku, że nie ma już nawet szorstkiej poezji blokowisk i mądrości ulicy, bo prawdziwych dresów z „bożą mądrości” też już nie ma. Gdzie nie spojrzeć cała Polska nie czyta dzieciom, bo ogląda seriale, tracąc zdolność oceny, gdzie leży ta cienka granica miedzy ciekawym hobby, pocieszną kompulsją, niepokojącym nawykiem a pustoszącym nałogiem, który przyjął formę społecznego „współbycia”do zabijania czasu. Twarz współczesnego Polaka-odbiorcy popkultury wyziera zza każdego tematu felietonu i nie jest ona przystojna, charyzmatyczna i mądra. O ile Michał Rusinek pokazuje ją w Niedorajdzie w sposób zawoalowany, taktowny, metaforyczny i dający sugestywnie do zrozumienia, o tyle autorka we właściwy sobie sposób, bez ogródek, bezpośrednio i łamiąc konwenanse, nazywa po imieniu – głupotą. Poświęca jej nawet osobny felieton pod tym samym tytułem. Czyni to bezkompromisowo, ale z humorem, wykorzystując piekielnie ostry skalpel swojej inteligencji, by napisać dosadnie o głupocie i jej właściwościach wyzwalających. Głównie wyzwalających zło. Ostatecznie mającej destrukcyjny, deformujący i niszczycielski, a nawet unicestwiający wpływ na wszystkich. Czy tego chcemy, czy nie.

   Ilustracją do tych przekazów są autorskie zdjęcia oraz prace Macieja Chorążego.

Tworzą minigalerię tematycznie i narracyjne nawiązującą do treści. Tak samo absurdalne i celne, jak odzwierciedlana rzeczywistość odbiorcy popkultury w felietonach.

Niby wypaczona, ale paradoksalnie przez to jak najbardziej realna.

Albo tak realna, że aż obrzydliwa do bólu naszego istnienia pełnego brudu, cierpienia, przemocy, zdeparowanych skarpetek i skórek od banana leżących tuż przed podium. Możemy przejrzeć się w tych felietonach niczym w lustrze, ale uwaga! – bez znieczulenia.

   Zapewniam, że będzie bolało!

   Ale warto go poczuć! Polecam zwłaszcza tym, którzy przestali rozumieć świat, zgubili kierunek, w którym się toczy i stracili nad nim kontrolę, jednak chcących ją odzyskać. Zwłaszcza takich, jak autorka – nadwrażliwych, zdziwaczałych, emocjonalnie pokiereszowanych humanistów, na których psychice niezatarte piętno odcisnęły niepowodzenia w grach zespołowych, trądzik na plecach i nieudane próby przeskakiwania przez kozła. (…), …do tych, którzy na przekór modom, prądom, falom, pływom i horoskopom lubują się w nielubianym, interesują się nieinteresującym, czyli czytających i słuchających jazzu.

   Niszowcom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu [Dorota Masłowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: ,

Wykluczeni – Artur Domosławski

15 czerwca 2019

Wykluczeni – Artur Domosławski

Wydawnictwo Wielka Litera , 2017 , 576 stron , wydanie 2 poprawione

Literatura polska

   Można powiedzieć, że to już było!

   Że wielu publicystów pisało o imigrantach, przemocy, biedzie, gangach, niewolnictwie czy gospodarkach rabunkowych. Jednak te teksty są rozproszone, punktując konkretny problem i skupiając się tylko na wybranej tematyce. Reportaże autora tworzą syntezę obrazu szerszego, które uzupełnia o dodatkowe konteksty nazwane Poza kadrem.

   Budują zjawisko wykluczonych.

   W bardzo szerokim pojęciu. Autor odszedł od skojarzeń powszechnych związanych tylko z patologią, włączając w nie również ludzi niekoniecznie biednych. Za kryterium opisywanego zjawiska obrał marginalizację, wyłączenie, stygmatyzację, piętnowanie nie tylko z powodu statusu majątkowego, ale również przynależności narodowej, etnicznej, religijnej, rasowej, płciowej czy orientacji seksualnej. Przez dwadzieścia lat, podczas podróży reporterskich do krajów Ameryki Łacińskiej, Afryki, Bliskiego Wschodu i południowo-wschodniej Azji opisujących „naprawiaczy świata”, jak sam napisał – niemal zawsze moją uwagę zwracali przegrani, poniewierani, wydziedziczeni, niekoniecznie tylko z dóbr materialnych. Ludzie bez głosu, bez reprezentacji, bezsilni, którzy od święta, bywają bohaterami codziennych newsów. Ludzie przeklęci, żyjący „z powietrza i łaski Boga”. Kobiety, mężczyźni i dzieci, którzy żyją w biedzie, bez perspektyw, nieraz w przedsionkach otchłani, wyzutych z praw – politycznych, obywatelskich i ekonomicznych, a czasem wszystkich naraz. Z miast i wsi. Analfabeci i wykształceni. Wyzyskiwani i wyzyskujący. Wykluczeni wykluczający innych.

   Ludzie – nieludzie.

   Bo można ich zniewolić, uwięzić, wykorzystać, zmusić do pracy, poniżyć, pobić, głodzić i zabić. Bez żadnych konsekwencji. W fawelach Kolumbii. W brazylijskim zagłębiu niewolników zarządzanym przez latyfundystów wspieranych przez milicjantów – mafie złożone z policjantów, ochroniarzy, strażaków. W obozowiskach Beduinów złapanych w pułapkę konfliktu między Palestyńczykami a Żydami. Palestyńczycy na okupowanym terytorium. W Kenii, gdzie zamknięcie Kikuju przez Brytyjczyków w obozie koncentracyjnym dało początek wojnom etnicznym burzącym dotychczasowy, wygodny pogląd, że początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. W każdym miejscu świata, gdzie migranci zostali wygnani ze swojej ziemi, ofiary susz i głodu, wojen, powodzi i slumsów. W Mjanmie (dawnej Birmie), gdzie muzułmańscy Rohingjowie są mordowani i wypędzani przez buddyjskich sąsiadów Arakańczyków. W Meksyku, gdzie kobiety jako ofiary maczyzmu tworzą nowe zjawisko – kobietobójstwo, a rządzący pandilleras na ulicach miast USA to ofiary, które stały się oprawcami.

   Razem tworzą niebezpieczną siłę.

   To przed nią ostrzega ten zbiór reportaży. Autor podziela poglądy Zygmunta Baumana, na którego między innymi powoływał się, a które poznałam w Obcy u naszych drzwi, że ta siła odrzuconych zwróci się ostatecznie przeciwko bezpiecznemu i beztroskiemu światu relatywnemu. Przestrzega przed wojną ponowoczesną, którą wypowiedzą właśnie wykluczeni, burząc zabobon oczekiwania sytych, żyjących w dostatku, zadowolonych z życia, że prześladowani, gwałceni odczłowieczani pozostaną aniołami i będą walczyć o swoje prawa w sposób szlachetny. Że będą grzecznie pukać do bram raju. Nic z tego.

   Oni są już w środku!

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wykluczeni [Artur Domosławski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor w bardzo ciekawej rozmowie o swojej książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: ,

Raban!: o Kościele nie z tej ziemi – Mirosław Wlekły

27 maja 2019

Raban!: o Kościele nie z tej ziemi – Mirosław Wlekły

Wydawnictwo Agora , 2019 , 400 stron

Literatura polska

   Kościół ubogich.

   Tę myśl papież Franciszek I podkreślał od momentu objęcia pontyfikatu. Zawsze zastanawiałam się, co miał na myśli, bo patrząc wokół siebie, miałam wrażenie, że nie idą za nimi czyny. Że to kolejny slogan padający z ust duchownego. Że nic tak naprawdę się nie zmienia dla tych ubogich. Ubogich nie tylko materialnie, ale również odrzuconych duchem – prostytutek czy osób LGBT. Odnoszę wręcz wrażenie biernego oporu wobec tych słów. Bo kto chciałby wśród ułożonej, zakonserwowanej, polskiej rzeczywistości nowego katolika, który wychodzi z kościoła do ubogich i dzieli się z nimi tym, co posiada. Uczestniczy w mszy dla gejów, wspierając ich duchowo. Pomaga charytatywnie imigrantom. Współistnieje z muzułmanami, szukając punktów wspólnych wiary. Jest świadomy swojej ekoduchowości, szerząc ekoewangelizację. Wie, że na świecie żyje około stu tysięcy żonatych, czynnych księży. Wielu z nich tuż za naszą czeską granicą.

   Takiego rabanu chce Franciszek I, namawiając do niego młodych podczas Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro w 2013 roku.

Rewolucji możliwej, bo już dokonującej się. Autor dowody na to zebrał podczas pięcioletniej podróży po świecie, którą rozpoczął w 2013 roku, a zakończył w szóstym roku pontyfikatu papieża. W poszukiwaniu Kościoła Franciszka I odwiedził wiele państw pokazanych na dołączonej mapce, w których szukał ludzi robiących raban.

Duchownych i świeckich, którzy hasła – „Nie dzielić się własnymi dobrami z ubogimi znaczy okradać ich i pozbawiać życia” lub „Są różne religie, ale jedna rzecz jest pewna: wszyscy jesteśmy dziećmi Boga” czy „misją księdza jest głosić dobrą nowinę biednym i stawiać wymagania bogatym” – zamieniają w działanie i konkretne czyny. W ten sposób powstało siedem reportaży opisujących realizację zamysłu Franciszka I zwieńczonych wymownymi tytułami, brzmiącymi jak wyliczanka cnót dobrego, współczesnego katolika.

W ten sposób nie tylko wyjaśnił słowa papieża, nie tylko udowodnił ich realizm, ale również pokazał poprzez bohaterów reportaży, jak to robić. Okazało się, że raban w Kościele jest możliwy. Jego wprowadzenie wymaga tylko i aż rewolucji w teologii, a tym samym rewolucji w myśleniu. W przypadku Polskich katolików żmudnej, długiej i bolesnej.

   Ale za tą rewolucją teologiczną kryje się drugie przesłanie.

   Podróże autora ukazały również problemy współczesnego świata oraz mechanizmy ich powstawania – narastającą biedę, niewolnictwo ekonomiczne, polityczne wykorzystywanie religii, terroryzm ekologiczny, nienawiść międzyreligijną podsycaną strachem, konsumpcjonizm kosztem najuboższych, co można sprawdzić na liczniku umieszczonym na stronie Make Fruit Fair. Remedium na te bolączki jest właśnie raban Franciszka.

   To głos ważny, ale mało słyszalny i popularny wśród polskich wiernych.

   Przyczyn mogę się tylko domyślać.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Sodoma – Frédéric Martel

14 kwietnia 2019

Sodoma: hipokryzja i władza w Watykanie – Frédéric Martel

Przełożyły Anastazja Dwulit , Elżbieta Derelkowska , Jagna Wisz

Wydawnictwo Agora , 2019 , 720 stron

Literatura francuska

   Matrix Sodomy i świat pięćdziesięciu twarzy geja.

   To dwa z wielu określeń drugiego, niewidocznego, homoseksualnego życia w Watykanie, jakich użył autor w tej książce. Jednak najbardziej precyzyjnym było porównanie do kłącza z licznymi rozgałęzieniami pionowymi i poziomymi, że nie wiadomo już, czy jest on podziemny, czy naziemny ani co jest korzeniem, a co łodygą. (…) Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazje do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów: związki miłosne, relacje seksualne, zerwania, przyjaźnie, obustronne układy, sytuacje zależności zawodowego awansu, nadużywanie dominującej pozycji i prawa pierwszej nocy – a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań.

   Przede wszystkim dla niewtajemniczonego człowieka.

   Jak żadne, pasuje tutaj heideggerowskie pojęcie – obecność transparentna. Rzeczywistość istniejąca, ale niewidoczna. Nie dla przeciętnego człowieka, który Watykan ogląda w telewizji lub na pielgrzymce, a wykładnię myślenia pobiera z kazań. Żeby ją zobaczyć, a przede wszystkim zrozumieć podstawy jej funkcjonowania i wpływu na strukturę hierarchii kościelnej, wewnętrzną i zewnętrzną politykę, a tym samym historię Watykanu i Kościoła katolickiego, trzeba poznać kody ją deszyfrujące i klucze otwierające bramy do sekretnej strefy tajemnicy i zmowy milczenia, którą autor nazywa na wzór mafijny  – omertą.

   Autor zdobył je.

   Odkodował ten świat i pootwierał wiele drzwi do serc, a dosłownie do rezydencji rozmówców – świadków, uczestników, katów (to nie przesada!) i ofiar. Dziennikarskie śledztwo, które  prowadził w latach 2015-2018 we Włoszech i ponad 30 innych krajach przy pomocy zespołu złożonego z 80 współpracowników, tłumaczy, doradców, korespondentów i researcherów z różnych krajów, zajęło mu cztery lata. W tym czasie odbył niezliczoną ilość podróży do Ameryki Łacińskiej, Azji, Europy (w tym Polski), USA i na Bliski Wschód, by przeprowadzić ponad 1500 rozmów z 41 kardynałami, 52 biskupami, z 45 nuncjuszami apostolskimi, sekretarzami nuncjatur bądź zagranicznymi ambasadorami, z 11 gwardzistami szwajcarskimi i ponad 200 księżmi i seminarzystami. W tej wyliczance zapomniał o licznych kochankach i męskich prostytutkach księży oczekujących na watykańskich ulicach i rezydujących w watykańskich klubach nocnych, po których oprowadzał mnie, niczym przewodnik, w dzień i nocną porą. Pozyskane informacje pochodzą z pierwszej ręki. Nigdy drogą telefoniczną lub mejlową. Wszystkie „spowiedzi” ludzi z „parafii”, jak sami określali swoje homoseksualne otoczenie rozmówcy, były nagrywane za ich zgodą, wiedząc, że autor jest pisarzem, dziennikarzem, badaczem i doktorem nauk społecznych.

   Jego profesja miała znaczenie.

   Autor podszedł do tematu homoseksualizmu w Watykanie i Kościele katolickim, jak do socjologicznego problemu badawczego ujętego w formie bardzo obszernego, szczegółowego  reportażu, w którym liczyły się fakty poparte dowodami. Stąd bardzo obszerna, bo trzystustronicowa bibliografia, która ze względu na objętość, została umieszczona na stronie internetowej autora. Natomiast na Instagramie mogłam zobaczyć zdjęcia ilustrujące tekst oraz niektórych bohaterów opowieści. Autor zastrzegł sobie jednak, że książka nie krytykuje całego Kościoła, lecz pewną bardzo szczególną formę gejowskiej wspólnoty; opowiada historię większości w watykańskim kolegium kardynalskim. Dzieje systemu opartego na dwóch filarach – ukrytym życiu homoseksualnym i homofobii. Począwszy od seminarzystów poprzez kolegium kardynalskie na papieżach skończywszy, którzy okazywali się przynajmniej homofilami. Jak sam napisał – Nie bardzo interesują mnie indywidualne sytuacje, chodzi o ogólny typ, o psychologię kolektywną, o homospołeczność w ogóle. Chociaż nie zabrakło w publikacji wielu znanych nazwisk (również polskich) i konkretnych biografii zwykłych księży i ich przełożonych – biskupów, kardynałów i oczywiście papieży. Tym samym odżegnuje się od roli sędziego jego bohaterów, ale z całą stanowczością piętnuje ich hipokryzję. Moralną schizofrenię powodującą, że nieomylność papieża przeradza się w bezkarność, jeśli dotyka obyczajów jego otoczenia”. Papież Franciszek nazywa ją schizofrenią egzystencjalną wymienianą przy okazji innych „piętnastu chorób kurii”, tych, którzy tworzą „świat równoległy, gdzie odsuwają na bok wszystko, czego surowo nauczają innych, i zaczynają żyć drugim, ukrytym życiem, często rozwiązłym”.

   Treść podzielił na cztery rozdziały odpowiadające kadencjom papieży: Franciszka, Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Każdy poprzedził schematem struktury władzy z najważniejszymi osobami w otoczeniu danego papieża. Przybliżając ich sylwetki, prześwietlił życiorysy i działalność (czasami bardzo mroczną!), by pokazać wpływ homoseksualizmu na kierunki polityki papieży, zjawiska charakterystyczne dla poszczególnych kadencji, głośne medialnie afery i skandale, a przede wszystkim powolny, katastrofalny rozwój rozkładu moralnego, który doprowadził do abdykacji Benedykta XVI. Ustępujący papież ukrył go w sformułowaniu – Ile brudu jest w Kościele. Obnażył również  bezsilność jego następcy wobec zastanej skali zjawiska. Ostatecznie efektem śledztwa dziennikarskiego było nie tylko stworzenie obrazu gejowskiego środowiska watykańskiego i kościelnego w ogóle. To również sformułowanie czternastu reguł Sodomy, z których pięć wydawca umieścił na okładkowym skrzydełku.

Wszystkie tworzyły syntezę rozbudowanej analizy zebranej wiedzy, którą powoli podawał kropelka po kropelce, by mnie nie zszokować. W tym stanie odrzuciłabym treść reportażu, jako niemożliwą do przyjęcia, bo aż tak przekraczającą moją wyobraźnię. Co nie uchroniło mnie od kilku stuporów, mimo że znałam mechanizmy umożliwiajcie mi ich zrozumienie. Chociaż wiedziałam o istnieniu homoseksualizmu wśród kleru, nie znałam jednak skali tego zjawiska i jego ogromnego wpływu na środowisko Kościoła katolickiego, a w konsekwencji na zwykłego, przeciętnego katolika nieświadomego tej manipulacji. Najbardziej przerażającym w tym wszystkim jest fakt, że nie ogrania go również sam papież Franciszek, o którym autor napisał – Myślę, że Franciszek, który choć nie jest naiwny i wiedział, czego się spodziewać, był oszołomiony rozmiarem homoseksualizacji włoskiego episkopatu. Jeśli z początku wyobrażał sobie, że zdoła oczyścić Watykan i CEI z kardynałów, biskupów i prałatów homofilów, to dziś okazuje się, że musi z nimi współpracować. Z braku heteroseksualnych kandydatów został zmuszony, by się otoczyć kardynałami, o których doskonale wie, że są gejami. Nie ma już złudzeń, że może zmienić układ sił. Chce tylko „powstrzymać” to zjawisko. To co stara się robić, to polityka „powstrzymywania”.

   Bardzo smutne.

   Autor nie odpowiada na wszystkie pytania, które mnożną się w miarę czytania w postępie geometrycznym. Wiele pozostaje bez odpowiedzi. Pisze wręcz – wszystko, o czym opowiadam w tej książce, to zaledwie pierwsza strona historii, która właśnie się pisze. Domyślam się nawet, że dostrzegam jedynie drobny ułamek rzeczywistości. Odkrywanie, obnażanie, opisywanie tajemniczego i prawie jeszcze niezbadanego świata Sodomy dopiero się zaczyna.

   A przecież Sodoma to jedna strona medalu badanego zjawiska.

   Jej druga to Gomora. Lesbianizm w żeńskim życiu zakonnym, o którym mówili jego rozmówcy. Nie poświęcił jej uwagi, ponieważ zdawał sobie sprawę, że dostęp do tego świata uzyskałaby tylko kobieta. Myślę, że ukazanie się Gomory na rynku wydawniczym to tylko kwestia czasu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Czując – Agnieszka Jucewicz

24 marca 2019

Czując: rozmowy o emocjach – Agnieszka Jucewicz
Ilustrował Arobal
Wydawnictwo Agora , 2019 , 328 stron
Literatura polska

Emocje są rzeczywiste, są po to, żeby je przeżywać. Nie da się ich pozbyć, zdystansować do nich. Trzeba je poznać i nauczyć się z nimi postępować w taki sposób, który będzie najlepszy dla danego człowieka.

Tak przekonuje jeden z rozmówców autorki tej książki. Od siebie dodam – również dla innych, bo ze swoimi emocjami nie żyjemy w próżni. Są podstawą naszych zachowań i jakości kontaktów interpersonalnych, wchodząc w skład naszej inteligencji, na którą składa się poziom rozwoju intelektualnego, społecznego i właśnie emocjonalnego. Od tego ostatniego zależy, czy ktoś o nas powie – Inteligentny cham lub psychopata. To od niego zależy również wychowanie naszych dzieci. Psycholog i psychoterapeutka Danuta Golec podkreśla – rodzice nie chcą dziecka niszczyć emocjonalnie, tylko są po prostu emocjonalnie głupi. Wydaje im się, że tak trzeba je wychować – wystarczy nakarmić, ubrać, dać wykształcenie, przekazać jakiś system wartości, przy tym nie rozpuszczać, karać, a wszystko to po to, żeby wyszło na ludzi. To też uszkadza, bo brakuje ciepła, zrozumienia, bo rodzic nie umie wyrazić emocji i tę nieumiejętność niestety przekazuje dalej. Można jednak ten łańcuch przerwać. Jak?

Na to pytanie znalazłam odpowiedź w tym zbiorze rozmów.

Autorka zaprosiła siedemnastu specjalistów – psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów i seksuologa, by przyjrzeć się z bliska podstawowej palecie człowieczych emocji – wdzięczności, miłości, zazdrości i zawiści, krzywdzie i winie, lękowi, złości, radości, pokorze, stracie, współczuciu, wstydowi, nudzie, euforii, namiętności, bliskości, przyjemności i smutkowi. Pierwotnie drukowane w ramach cyklu Szkoła uczuć w Wysokich Obcasach, tutaj zebrała je razem, tworząc podstawowe compendium wiedzy oraz materiał wyjściowy do pracy nad sobą. Dla każdego, bo każdy je przeżywa i okazuje na swój, indywidualny sposób, ale nie każdy potrafi je nazwać, rozróżnić, odczytać u innych, panować nad nimi, a zwłaszcza rozmawiać o nich. Specjaliści tę wiedzę porządkują, obalając wiele mitów – złość piękności szkodzi, dziewczynki nie powinny się złościć czy śmieje się jak głupi do sera. Wskazują na ich dualizm, pokazując stronę pozytywną i negatywną oraz ich burzące i budujące właściwości. Pokazują wyraźne różnice między emocjami podobnymi, by nie mylić na przykład pożądania z miłością. Niemal każdy z nich, mimo że skupia się na jednej emocji, podkreśla konieczność autorefleksji. Znalezienia w sobie miejsca, w którym podda analizie przeżywane emocje i z czasem nauczy się je obsługiwać i nimi zarządzać, bo jak nie mamy takiej przestrzeni na myślenie, to zazwyczaj reagujemy impulsywnie i albo zadajemy ból innym, albo sobie – mówi Danuta Golec, dodając – to miejsce w głowie jest bardzo potrzebne. Nie wymaże tego, co się czuje, ale złagodzi dolegliwości, które z tym uczuciem się wiążą. Autorka chce, aby jej książka pełniła rolę korytarza prowadzącego do tego wewnętrznego pomieszczenia, jeśli ktoś jeszcze go nie znalazł lub lampki go rozświetlającej, jeśli już takie posiada. Dlatego te rozmowy nazywam życzliwym przewodnikiem, który prowadzi ku samorozwojowi, wskazując dalsze kierunki. Niekoniecznie czytając je po kolei, ale według własnych mocnych i słabych stron, w zależności od emocji, którą mniej albo bardziej rozumiemy lub mniej albo bardziej dajemy sobie radę.

Całość wydana jest w pięknej oprawie graficznej.

Każdy rozdział poprzedza rysunek ze spersonifikowaną emocją, tworząc minigalerię, którą można obejrzeć poniżej.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Miłość jest warta starania – Justyna Dąbrowska

Miłość jest warta starania: rozmowy z mistrzami – Justyna Dąbrowska
Fotografie Mikołaj Grynberg
Wydawnictwo Agora , 2019 , 392 strony
Literatura polska

Ależ intelektualna przyjemność obcowania!

Z dwudziestoma czterema umysłami nieprzeciętnymi, niepospolitymi, wyjątkowymi, oryginalnymi, które autorka nazwała mistrzami. Biegłymi z życia i w wielu dziedzinach, które uprawiali zawodowo – aktorstwo, reżyseria, tłumaczenia, krytyka literacka czy eseistyka. Artystami wielu sztuk. Wykładowcami akademickimi i badaczami nauk zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Niektórzy wielu wielu profesji i uprawianych dyscyplin nauki i sztuki.

Z szybkiego przebiegu spisu nazwisk wyłowiłam kilka znanych mi już, jak uwielbiana przeze mnie Danuta Szaflarska nie tyko za umiejętności aktorskie i wykreowane role, ale i za tę pogodę ducha, którą zawsze widziałam w jej oczach. Kazimierz Kutz, który otwierał poczet mistrzów. Hanna Świda-Ziemba, której przeciekawy życiorys poznałam, czytając jej wspomnienia w Uchwycić życie.

Ku mojej ogromnej radości wypatrzyłam również Zygmunta Baumana, którego publikacje zawsze windowały mnie na wyżyny rozważań intelektualnych takich, jak Retropia czy wpisana na mój top czytanych w 2016 roku Obcy u naszych drzwi. Jego rozmowę z autorką przeczytałam kilka razy, rozkoszując się treścią, stylem przekazu i pięknem szyku budowanych zdań, wspinając się na palce intelektu, by nie uronić żadnej myśli, żadnego logicznego wywodu czy wniosku.

Ciekawa byłam jednak wszystkich rozmów.

Razem zebrane, a nie rozproszone na łamachTygodnika Powszechnego, Wysokich Obcasów, „Pisma” i Gazety Wyborczej, dodatkowo uzupełnione rozmowami dotąd niepublikowanymi, stworzyły zupełnie inną jakość przekazu i przesłania. Nie indywidualną, osobną, dotyczącą tylko jednego człowieka, ale ponadczasową, zbiorową myśl polskich intelektualistów pokolenia, które powoli odchodzi. Niektóre z tych osób już nie żyją. Innym pozostało niewiele z powodu nieuleczalnej choroby. Ale to właśnie ten podeszły wiek, w połączeniu z bogatym, często traumatycznym doświadczeniem życiowym, pozwolił im na spojrzenie wstecz z dystansem i próbę odpowiedzenia na pytania, które człowiek zadaje sobie przez całe życie, ale pełne zrozumienie, wydźwięk i znaczenie odpowiedzi znajduje dopiero u jego schyłku. Chociażby to, o co warto się w życiu starać. Z perspektywy osiemdziesięciu i więcej lat wnioski stają się podpowiedziami dla tych, którzy zagubili się egzystencjalnie lub ich poszukują w sferze filozoficznej. Odpowiedź tytułowa – miłość jest warta starania – to tylko jeden z wariantów, bo jeszcze życie samo w sobie jest tego warte, własna wewnętrzna autentyczność czy minimalizm posiadania – wymieniają po kolei mistrzowie.

Ile osób, tyle odpowiedzi!

Właściwie różni ich wiele – pojęcie sensu życia, śmierci, przemijania, starości, miłości, religii, ale również bagaż doświadczeń, światopogląd, otwartość na innych ludzi czy styl życia.To było przeciekawe w swojej różnorodności, bogactwie emocji jakim obdarzał ich los, pasjonujące w wiedzę z wielu dziedzin nauki i sztuki, które miały decydujący wpływ na jakość życia zawodowego i osobistego.

Szukałam jednak punktów stycznych!

Tych myśli, które życie sprowadzało do wspólnego mianownika pomimo tych różnic. Konkluzji, które mogłabym zaadoptować. Mądrości uniwersalne, by uniknąć nauki na błędach własnych. Wyłuskiwałam je z rozmów o rzeczach istotnych, gdy wspólnie podkreślali takie wartości, jak miłość, rodzina, przyzwoitość i sens życia, którego, według Zygmunta Baumana, tyle jest, ile potrafimy w nie wlać. Ani grama więcej, ani grama mniej. Za to, co się w środku znalazło, ponosimy odpowiedzialność. Ale też te refleksje, które nasuwała fizjologia starzejącego się ciała, powoli ograniczającego nadal wysoką sprawność umysłu. To dlatego wszyscy pracowali mimo podeszłego wieku.

Witalność intelektualna to była podstawowa cecha wszystkich rozmówców.

Każdy z nich, pomimo emerytury, jeszcze pracował zawodowo lub umysłowo. Miał plany, terminy, zamierzenia i pomysły do zrealizowania. Żył raczej do przodu, niż przeszłością. Ta niewyczerpana kreatywność towarzyszyła im stale, czyniąc ich młodymi psychicznie. Wewnętrznie ujmowali sobie po kilkadziesiąt lat.

Przestrzegałabym jednak przed bezmyślnym przyjmowaniem ich rad.

Dosłowne kopiowanie zasady życiowej Zygmunta Baumana, którą tworzył na swój użytek prawie wiek, by żyć, jakby się miało żyć wiecznie, ale przeżywać każdą chwilę tak, jakby miała być ostatnią, a która sama w sobie niesie sprzeczność i jest formułą bardzo trudną do realizacji, może skończyć się katastrofą i zniechęceniem. To raczej kierunki pracy nad sobą. Podpowiedzi do budowania własnej, osobistej struktury konstrukcji światopoglądowej, a co za tym idzie – jakości życia. Drogowskazy stylu życia wskazane przez mistrzów, swoistą „starszyznę plemienną” Polaków, do której wysłuchania autorka stworzyła idealne warunki i zaprosiła do jej wysłuchania wszystkich.

Każdy może przed nią stanąć i zaczerpnąć dla siebie tyle, ile zechce wziąć.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przeczytaj fragment książki

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Podwórko bez trzepaka – Łukasz Pilip

Podwórko bez trzepaka: reportaże z dzieciństwa – Łukasz Pilip
Wydawnictwo Agora , 2019 , 326 stron
Literatura polska

Bardzo, bardzo cieszę się, że ta książka pojawiła się wśród nas, dorosłych!

Traktuję ją jak środek prewencyjny, który, gdy wiedzy i empatii brak, dostarcza niezbędnego dystansu dorosłym, by zobaczyli, jakie dzieciństwo stwarzają dzieciom. Dokładnie teraz, kiedy ich pociechy jeszcze są dziećmi. Kiedy nie jest za późno na korekty, zmiany, poprawę lub naprawę, a może nawet na całkowitą zmianę kierunku w wychowaniu. Nadstawia ucha ku dzieciom i pozwala opowiadać własne historie. Przeżyte i widziane już z punktu widzenia osoby dorosłej jak Tomek, który teraz jest dyrektorem, a w wieku dziesięciu lat spał z nożem pod poduszką. Również widziane tu i teraz, kiedy bohater reportażu właśnie ma piętnaście lat, kilka nieuleczalnych chorób i mamę, o której mówi – Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył mamę. Bardzo cię kocham. Czasami narratorem jest rodzic. Ojciec, który modli się o uzdrowienie syna-geja, by zrozumieć, że miłość to akceptacja bezwarunkowa. Matka z wioski dziecięcej SOS, która całe życie poświęciła wychowywaniu obcych dzieci. Innym razem jest to prowokacja autora, który tworząc w Internecie profil trzynastoletniej Natalii, pokazuje sieć pułapek stworzoną przez pedofilów oraz łatwość wpadania w nie przez dzieci. Natalia w trzy tygodnie poznała około trzydziestu mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy rozmawiali z nią o seksie.

Ale to nie tylko historie traumatyczne.

To również pozytywne opowieści, w których dorośli robią wszystko, by wspomóc dziecko w rozwoju. Do nich należy matka, która niemówiącego syna autystycznego z podejrzeniem o upośledzenie umysłowe prowadzi ścieżką edukacyjną od podstawówki do doktoratu. Również ojciec, który stworzył własnym dzieciom – Neli i Noemu – dzieciństwo na katamaranie, praktycznie pokazując świat w podróży wokół Ziemi.

Nietypową historię rodziny Ludwińskich poznałam na jednym ze spotkań autorskich z Kazimierzem Ludwińskim. To wtedy poczułam różnicę między edukacją, jaką chcielibyśmy mieć a tą, którą mamy. Najlepiej podsumowała ją Nel – To było najszczęśliwsze dzieciństwo na świecie […] A Polska? Rozczarowuje. Zabija indywidualność, trzeba się dostosować. Uczę się dla ocen, nie wiedzy.

Takich historii jest w tym zbiorze dużo więcej!

Każda inna. Każda inaczej opowiedziana. Każda niosąca inną refleksję. Wszystkie jednakowe w jednym – niosą ze sobą emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne, kończąc się optymistycznie, a przynajmniej z nadzieją na lepsze. Niczym symboliczny lizak na okładce – złamany, ale nadal słodki.

Dlaczego?

Autor nie chciał epatować traumą, cierpieniem, beznadziejnością, bólem czy nawet hura-optymizmem. Chciał pokazać dzieciństwo jako takie. Ważność czynników go warunkujących i ich ogromny wpływ na potencjalne kierunki w wychowaniu. To dlatego reportaże naprzemiennie uzupełniał krótkimi wstawkami-opowieściami o dzieciństwie tuż po wojnie według ponad osiemdziesięcioletniej kobiety i współczesnych nastolatków, których budowanie tożsamości przejął Internet. Ludzi nieznanych i z rozpoznawalnymi nazwiskami jak na przykład Monika Jaruzelska. Bez moralizowania, za to z ukrytą pedagogizacją rodziców. To w tej ostatniej kryje się niewidoczna, ale potężna moc tych reportaży. Zmuszających do zamyślenia się. Do spojrzenia dzisiaj, a nie po latach podczas oglądania zdjęć w albumie rodzinnym, na dzieciństwo tworzone teraz własnym lub cudzym dzieciom. Na jego kruchość i łatwość wypaczenia, ale i cudowność modelowania. Na to, co wkładamy do walizki wyposażającej w wiano na przyszłość, która da dzieciom w dorosłości moc poderwania się do lotu lub zamieni się w kulę u nogi uziemiająca do końca życia. Ściągającą w dól tak, jak Tomka, który powiedział – Po moich narodzinach przywiązali mi łańcuch do szyi. Jak tylko coś osiągnę, wypłynę na powierzchnię, to ściągają mnie na dno. Tonę.

Cieszę się, że oprócz mnie, i takich, jak ja pracujących z dziećmi i młodzieżą, pochylą się nad dzieciństwem inni dorośli i zobaczą w nim cud dorastania, konieczność mądrego wsparcia i grożących mu niebezpieczeństw. Może po jej przeczytaniu coś zmienią w swoim postępowaniu i przynajmniej jedno dziecko nie będzie wrzucać po wizycie w domu rodzinnym ciuchów do pralki, żeby nie śmierdzieć dzieciństwem, jak robi to dorosły Tomek.

Bo jedno dziecko to jeden świat.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wywiad z autorem

Bardzo cieszę się, że drugi egzemplarz tej książki ufundowany przez Wydawnictwo Agora mogę przekazać Wam. Jeśli ktoś ma ochotę posmakować dzieciństwa innych w przenośni i dosłownie, bo do książki dołączono lizak, zapraszam do pozostawienia tej chęci w komentarzu i napisania do mnie na adres: clevera@gazeta.pl.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Białoruś: kartofle i dżinsy – Małgorzata Nocuń , Andrzej Brzeziecki

21 marca 2019

Białoruś: kartofle i dżinsy – Małgorzata Nocuń , Andrzej Brzeziecki
Wydawnictwo Znak , 2007 , 228 stron
Literatura polska

   Płynąc promem do Szwecji poznałam Andrieja, Białorusina, lekkoatletę, którego celem był udział w międzynarodowych zawodach sportowych organizowanych w Norwegii. Rozmowa z nim zaczęła się od tego samego pytania, którym rozpoczyna się książka-reportaż: Dlaczego Białorusini rozmawiają po rosyjsku, nie macie własnego języka? Andriej uśmiechnął się i wzruszył ramionami, a potem było miło, sympatycznie i wesoło.
   Tak też zaczyna się opowieść o Białorusi. Wesoło jak w komedii, bo kariera polityczna Aleksandra Łukaszenki przypomina karierę Nikodema Dyzmy. Dyrektor sowchozu, słynącego z uprawy kartofli, bijący swoich podwładnych , o posturze i mentalności bazarowej baby, wzbudzający niedowierzanie i prowokujący podśmiewywanie się z wiejskiego głupka opozycji i pozostałych deputowanych w rządzie. Wśród wyborców zdobył jednak zaufanie. Jako syn ludu, mówiący prostym i ekspresyjnym językiem, obiecywał suwerenny, szczęśliwy, demokratyczny kraj pod swoimi rządami. A ludzie stali i słuchali. Po ich policzkach ciekły łzy.
Po zdobyciu prezydentury przestano żyć ironią, bo pojawiły się jaskółki groteski: zbieranie kwitów, wspieranie ideologii poglądami Hitlera, dymisjonowanie ministrów, przesuwanie terminów wyborów, pobicia opozycjonistów. Z czasem, niezauważalnie absurd przeszedł w dramat jak w dobrym thrillerze: likwidacja symboli narodowych, rugowanie języka białoruskiego, znikanie niewygodnych dziennikarzy i opozycjonistów, zamykanie gazet, powołanie gwardii przybocznej szkolącej się na kryminalistach, często z ich śmiertelnym zejściem, fałszowanie wyborów i referendów, stworzenie szwadronu śmierci, wykonującego wyroki na rozkaz z góry.
   Zrozumiałam dlaczego Andriej nie podjął tematu. Bał się tak, jak boi się większość narodu, która woli się cieszyć tym co jest, byle nie było wojny, bo demokracja to chaos.
   Młode pokolenie, dla którego znakiem wolności jest kolor dżinsu, nauczyło się żyć obok państwa kartofli: rozmawiać w alternatywnym języku białoruskim, kończyć alternatywne liceum z wykładowym białoruskim, słuchać alternatywnej muzyki, chodzić do alternatywnego teatru, czytać alternatywne książki. Żyć w podziemiu Niezależnej Republiki Marzeń – N.R.M. To również nazwa zespołu, który śpiewa po białorusku o schizofrenicznej Białorusi.
Jako Polka z historią swojego narodu jestem całym sercem z nimi. Wytrzymajcie!
ŻYWIE BELARUS!

Miensk-Minsk

Przekład Jan Maksymiuk

Drodzy mińszczanie i goście stolicy,
chcę wam się zwierzyć z pewnej tajemnicy:
Mówiąc krótko, to dziw, ale „c’est la vie”,
żyjemy w stolicy jak ród dwojga krwi.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

Miasto Mieńsk to pierwsze z owych dwojga miast,
dziś nie ma go na mapach ziem i gwiazd.
To miasto żyje w sercu, żyje w głowie
niektórych z miasta, co się Mińskiem zowie.
W tym Mińsku musisz być zameldowany
i masz z betonu pałac i parkany,
kamienic zrujnowanych zwidne cienie,
i twego dzieciństwa przeminione dnie.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

W Mińsku są ulice, że tylko się schować,
na przykład Kolektorska i Bazowa –
tu naród twój posłuszny wykonuje
wielkie zadanie i swą dolę kuje.
A w Mieńsku tak przyjemnie iść i marzyć,
kiedy w sklepikach światła się rozjarzą.
Tam się wieże kościołów pną do góry,
tam bruk i dachówka, podwórza i mury.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

W Mińsku wszystko się miesza, chleb i maca,
Wielki Październik i Bogurodzica,
pijana łza i taka mjuzik-sieczka,
że na nic actimel i kościelna świeczka.
No a na Mieńsk nie można nic poradzić,
nie można go zrujnować lub wysadzić,
Twój Mieńsk nie spłonie i nie zgnije,
a będzie w tobie żyć, dopóki ty żyjesz.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: