Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Portret – Pierre Assouline

21 marca 2019

Portret – Pierre Assouline
Przełożyła Anna Michalska
Oficyna Literacka Noir sur Blanc , 2010 , 199 stron
Literatura francuska

Gdybym miała przeczytać monografię historyka na temat dziejów obrazu, jego okolicznościach powstania oraz o jego właścicielach, żydowskiej rodzinie Rothschildów i czasach w jakich przyszło jej żyć, zdecydowanie powiedziałabym: nie. Ale gdy to samo zaproponował mi pisarz ubierając to w powieść, zdecydowanie powiedziałam: tak.
Opowieść zaczyna się 1 września 1886 roku w Boulogne-Billancourt pogrzebem Betty de Rothschild. Osiemdziesięciojednoletniej wdowy po Jamesie i matki czworga dorosłych już dzieci. Nie, nie jest smutno. Jest ciekawie, nawet bardzo. Dusza zmarłej zamiast odejść w zaświaty, wstępuje w swój własny portret pędzla Ingres’a, zdobiącego również okładkę tej książki. Baronowa Betty, wtopiona w obraz, zaczyna obserwować otoczenie wędrując na prawach spadkowych z pokolenia na pokolenie po domach pierworodnych synów, aż do czasów mi współczesnych. Podglądając życie toczące się w domu syna, potem wnuka i prawnuków, przysłuchuje się rozmowom rodziny i goszczącym u nich osobom. Obserwuje przychodzących, przygląda się zmieniającym czasom i ich obyczajom, łowi słowa i półsłówka, dyskretne gesty i spojrzenia, komentując i porównując z epoką jej młodości. Do tych wspomnień wystarczył jej jakiś kolor czy drobiazg, postać lub spojrzenie, słowo czy zapach, by dać się ponieść wspomnieniom i ukrytą furtką powrócić w miniony świat za sprawą tajemniczej pracy pamięci. Wydobyć z mułu niepamięci obrazy z życia wysoko urodzonych, wpływowych elit francuskich sfer, tak bliskie jej sercu, a tak przyjemnie wypełniających moją wyobraźnię o czasach dawnej arystokracji, w której pobrzmiewały polskie nuty emigrantów. O willach, pałacach i zamkach. Kolacjach kilka razy w tygodniu dla pięćdziesięciu osób. Balach w prywatnych salach mogących pomieścić do trzech tysięcy zaproszonych gości. Sukniach, toaletach i biżuterii wartych fortunę. Zasadach savoir-vivre w ubiorze, zachowaniu, a nawet konwersacji, która wykluczała w rozmowach towarzyskich temat pieniędzy i chorób. O początkach bajecznego majątku Rothschildów, jej nazwiska, tytułów i żelaznej zasadzie, przekazywanej przez umierającego ojca najstarszemu synowi: Trzymajcie się razem, a będziecie najbogatszymi ludźmi w Niemczech. Ta solidarność w obrębie rodziny, dbałość o jej jedność, w której mąż wnosił bogactwo materialne, a żona bogactwo duchowe, łączenie z aranżowanymi, wewnątrzrodzinnymi małżeństwami, kultywowanie tradycji religijnej przodków, nacisk na miłość, łączność i partnerstwo między rodzeństwem, na solidność i uczciwość noszonego nazwiska, zaowocowało jedną z największych fortun w Europie. Ale Betty miała świadomość, że taki majątek to również obowiązek i odpowiedzialność, zamykająca się w tym gorzkim stwierdzeniu: …mieć hojną rękę. I być świadomym, by nie doznać przykrego zawodu, że ludzie nigdy nie wybaczają dobra, którego od was doświadczyli.
I nie wybaczali.
Byli bezwzględnie bezlitośni w wypominaniu żydowskich korzeni. Betty była częstym świadkiem nieprzychylnych, szkalujących ją i jej męża rozmów toczonych pod obrazem. Znosiła to z godnością, choć z ogromnym żalem w duszy. Ona, kobieta o wielkim sercu, filantropka biednych, mecenas Balzaka, Chopina, Heinego i wielu innych artystów oraz sztuki w ogóle, ofiara zamieszek politycznych i wojennych, w trakcie których grabiono i rozkradano rodzinny majątek, mozolnie odzyskiwany w czasach pokoju.
A sam obraz?

 

 

Pomimo upływu lat pozostał niezwykły. O okolicznościach jego powstawania Betty snuje opowieść na końcu powieści, uzupełniając ją komentarzami odwiedzających muzea, którym od czasu do czasu rodzina wypożycza portret. Kontrastowość wypowiadanych opinii z duchem przeszłej epoki wprowadza Betty w stan konsternacji i niesmaku, bo jak można na jej rodowy herb umieszczony w górnym rogu, za którym stoi historia rodziny i epoki, mówić: logo podobne obrazkowi widniejącemu w rogu telewizora?
Obraz, który w momencie powstawania powieści wisiał w bibliotece Hotelu Lambert, roztacza wokół aurę niezwykłości do dziś. Może to sprawia nieobyczajna, jak na ówczesne czasy, poza z założeniem nogi na nogę? A może mlecznobiała skóra nasycona jasnością? A może jedwabna suknia i jej kolor nazywany różem afrykańskim, za każdym razem mający inny odcień w galeriach internetowych: Artchive, Olga,s Gallery czy oficjalnej stronie malarza Jean Auguste Dominique Ingres’a ? Cokolwiek by to nie było przyciąga wzrok, zwraca uwagę, przykuwa spojrzenie na dłużej, zmusza do zatrzymania się przy nim. Nawet będąc grafiką na okładce wydaje mi się być innym w świetle dnia, by wieczorem nabrać głębi koloru, cieplejszego tonu oświetlających go lamp. Wtedy lubiłam przyglądać mu się najbardziej. Po tej powieści to nie był już dla mnie tylko martwy obraz w muzeum, ale mit potęgi nazwiska Rothschild, rzeczywistość legendy, domy, które tętniły życiem, kolekcje, które wciąż żyją i ogromna wdzięczność muzeów narodowych.
Gdyby z każdego obrazu uczynić bohatera takiej powieści, napisanej tak pięknym językiem, historię sztuki znałabym równie dobrze jak realia życia współczesnego.

 

 

Powieść bierze udział w plebiscycie Książka na lato 2010 organizowanym przez portal Przy Kominku oraz zaprzyjaźnione blogi, w tym i mój.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi:

Stary Testament w malarstwie – Bożena Fabiani

Stary Testament w malarstwie – Bożena Fabiani
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2016 , 296 stron
Literatura polska

Uwielbiam mowę obrazów!
Poszukiwanie, zauważanie, analizowanie i odkodowywanie ich „mowy”. Tę radość z przyjemnej nauki poprzez zabawę znalazłam między innymi w Historii urody Gorgesa Vigarella i Łakomstwie Florenta Quelliera. Nastawiłam się więc na kolejne, semantyczne podejście tej pozycji do malarstwa tym razem w odniesieniu starotestamentowym. Jednak autorka już we wstępie ostudziła mój entuzjazm, pisząc – Wiele jest obszernych opracowań i pięknych albumów z objaśnieniami, jak oglądać obrazy o tematyce biblijnej; daleka jestem od ich powielania. Dobrze, że mnie uprzedziła, bo uniknęłam niepotrzebnego zawodu i rozczarowania, wpadając za to w zachwyt, że o obrazach można mówić zupełnie inaczej. Równie ciekawie i odkrywczo!
Co tam mówić!
Opowiadać? Też nie. To za mało powiedziane. Gawędzić! To bardzo dobre i adekwatne określenie charakteru przekazu tej książki. Jest w niej wszystko to, co kojarzy się z niezobowiązującym spotkaniem z osobą posiadającą przebogatą wiedzę i talent do snucia opowieści. Jest w niej przede wszystkim osobiste podejście autorki w doborze obrazów do epizodów biblijnych, kierującej się subiektywnym poczuciem urody, fascynacją czy zachwytem. Jest też podejście emocjonalne wyrażane w słowach – „uwielbiam tego”, „wolę to” czy „nie przepadam za tamtym”. Jest również miejsce na poetycką parafrazę własnego autorstwa (jest poetką!) zastępującą gawędę utworem wierszowanym opisującym dramat Hioba.

Jest także czas na skojarzenia obrazu z własnymi doświadczeniami przytaczanymi jako ciekawe zdarzenia uzupełniające temat, które rozpoczyna niemal jak opowieść w opowieści – a było to tak: całkiem niedawno… Jest również partnerstwo z czytelnikiem we wspólnej wędrówce, podczas której autorka nie boi się „przyznać”, że nie wie, nie zna czy nie miałam pojęcia, ile przegapiam, inspirując słuchacza do własnych poszukiwań, poszerzeń i rozwijania tematu. Zachęcając do oglądania obrazów i ich zbliżonych fragmentów z lupą w ręku nie tylko tych ilustrujących tekst w książce,

ale również w Internecie, bo tam można je powiększyć i zobaczyć znacznie wyraźniej, a jak napisał już przed wiekami uczony Grek, Epiktet z Hieropolis: „zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej , niż sto razy o niej usłyszeć”, czy – tu dodam od siebie – przeczytać – zapewnia autorka. I dobrze wie, co pisze, więc pracowałam z lupą i faktycznie widziałam więcej niż wydawało mi się na początku. Jakąż ja miałam frajdę! Dba przy tym o dobry nastrój spotkania, wprowadzając odrobinę humoru treściami i obrazami na pozór niezwiązanymi z tematem. I nie robi tego z roztargnienia, lecz żeby wywołać uśmiech na twarzy Czytelnika, a przy okazji pokazać niebywałą skalę zainteresowań autora. Na przykład. Dlatego ni stąd ni zowąd pojawia się w poważnej tematyce biblijnej… Czerwony Kapturek!

Swobodnie dobiera sobie przy tym artystów mniej znanych, ale ważnych lub ciekawych, którzy nareszcie mogli zaistnieć w tym konkretnym opracowaniu albo po prostu „nie zmieścili się” w poprzednich publikacjach, których autorka ma w swoim dorobku kilka. Na pozór można odnieść wrażenie chaosu, jak to przy gawędzie.
Ale to złudne wrażenie!
Każda „gawęda” ma linearny i równoległy charakter w stosunku do chronologii biblijnej i schemat porządku narracji. Najczęściej rozpoczyna króciutkim wstępem, a czasami od razu przechodzi do informacji o epizodzie z Biblii inspirującym artystów. Często przytacza konkretny cytat. Dopiero potem następuje poszukiwanie wizualizacji opisu w malarstwie. Ale nie tylko! Wbrew sugestywnemu tytułowi autorka szuka przedstawień artystycznych również w mozaikach, freskach, witrażach i rzeźbach.

Prawdą jest jednak, że malarstwo wiedzie prym. O prezentowanych działach opowiada szeroko i kontekstowo. Nie tylko interpretuje, pokazuje, zwraca uwagę, analizuje, zestawia i porównuje obrazy, ale również przedstawia proces ich powstawania i jego okoliczności, późniejszą historię i współczesne miejsce przechowywania lub eksponowania, życie jego twórcy jako krótki, uzupełniający dodatek, ale również podejście autora do tematu uwarunkowane epoką, w której przyszło mu tworzyć.
Powolutku powstawała opowieść malowana obrazem.
Nawet nie wiem, kiedy i w jaki sposób zaczęłam dostrzegać zmieniająca się perspektywę patrzenia i głębi obrazu, cielesnego aktu człowieka, dynamikę, żmudną walkę z materią w oddawaniu trudnej natury wody i coraz śmielsze ukazywanie przez artystów własnej interpretacji scen biblijnych. Zmiany te zauważałam zwłaszcza w ukazywaniu emocji. Od sztuki umownej, statycznej po emanującą, ekspresyjną, dynamiczną. Ale to, co urzekło mnie najbardziej, to, toczące się na pierwszym planie i w tle, dzieje ludzkości ukazane poprzez trud życia człowieczego. Często widziany tylko pod lupą na trzecim, czwartym planie, a nawet na dalekim horyzoncie pejzażu.
Uwielbiam takie obrazy!
Ze szczegółami i szczególikami „ukrytymi” między maźnięciami pędzla, w kropce, która okazuje się być człowiekiem tak, jak na obrazie Wieża Babel Pietera Bruegela starszego.

W efekcie nie wiem, bo nie mierzyłam, czy więcej czasu zajęło mi oglądanie obrazów, czy „słuchanie” o nich. Całkowicie pochłonął mnie świat ukazany przez autorkę. Nie byłam przygotowana na jego koniec. Nagły, wręcz wyrywający mnie z niego. Miałam żal, że nie pożegnała się ze mną kilkoma słowami zakończenia. Że po wspólnej, pasjonującej wędrówce zabrakło podsumowania. Tak na „do widzenia” w następnej książce, bo podejrzewam, że będą. Że znowu znajdzie się dobra dusza i autorkę namówi na kolejny temat tak, jak było w przypadku tej pozycji. Na pocieszenie przejrzałam jeszcze raz, tym razem bogatsza o nową wiedzę, obrazy w kolorze umieszczone na końcu książki. Hiob wyszydzany przez żonę George’a de la Toura zahipnotyzował mnie.

Uwielbiam ogień i to, co robi z mrokiem wokół. I wiem, że zrzędząca żona to ucieleśnienie charakteru artysty. Tyle mojego, bo obrazu na własność mieć nie mogę.
I dobrze!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Stary Testament w malarstwie [Bożena Fabiani]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Obrońca skarbów – Marta Grzywacz

Obrońca skarbów: Karol Estreicher – w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki – Marta Grzywacz
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 296 stron
Literatura polska

Panie generale, ratuj pan skarbiec wawelski!
Prawie krzyczy w geście rozpaczy Karol Estreicher do gen. Władysława Sikorskiego. Ratuj pan sam, ja muszę ratować rząd Rzeczypospolitej! – odpowiada generał. Proszący nie załamuje się, nie złorzeczy, nie poddaje się w sytuacji nadciągającej barbarzyńskiej grabieży ze strony Niemców. Odpowiada – dobrze – zdając sobie sprawę, że teraz może polegać tylko na sobie.
Ta sytuacja idealnie oddaje położenie historyka sztuki i trudnej jego misji w obliczu wojny, w której wszyscy ratowali Polskę, zapominając, że – jak odnotował Karol Estreicher w swoim dzienniku – istnieją narody bez terytorium, bez języka, bez państwa, ale nie przetrwają narody bez własnej kultury. Potem, w czasach komunizmu, sytuacja powtórzyła się. Rozgoryczony profesor, namawiany do pozostawienia zbiorów Czartoryskich na Zachodzie, znów zadawał sobie pytanie – Dlaczego nie rozumieją, że właśnie teraz tożsamość tego narodu jest bardziej zagrożona niż kiedykolwiek, i jeśli odbierze mu się kulturę, zostanie unicestwiony?
Oto niezłomny żołnierz z pierwszej linii frontu niewidocznej na żadnej mapie militarnej II wojny światowej!
Obrońca naszych dóbr kultury przed ich grabieżą i misjonarz rewindykacji po wojnie, bez którego prawdopodobnie nie oglądalibyśmy współcześnie ołtarza Wita Stwosza w krakowskim kościele Mariackim

Wikipedia

czy bezcennego obrazu Dama z gronostajem Leonarda da Vinci witanego ponownie w Polsce, na krakowskim dworcu w 1946 roku, jak najznamienitszą osobistość.

 To o nich była ta opowieść!
O sztuce i oddanemu jej sercem człowiekowi. Niosła ze sobą fakty nie tylko mało znane, ale również emocje im towarzyszące. Autorka „przekopała” ogrom literatury, co widać po obszernej bibliografii umieszczonej na końcu książki, by je wyłuskać z licznych naukowych opracowań, dokumentów, rzetelnych artykułów prasowych i wiarygodnych stron internetowych.
Wszystko ujęła w formę reportażu fabularyzowanego.
Czytałam go jak powieść sensacyjną angażującą mnie nie tylko w poznawanie faktów na froncie walki o sztukę w czasie drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu, ale również dynamiką akcji, pośpiechu, poczuciem ciągłego zagrożenia, niemieckim wyścigiem po wojenne łupy i atmosferą gorączki tamtych czasów, by najpierw ukraść lub ukryć co tylko się da, a potem znowu ukryć lub odzyskać tyle, ile jest to możliwe. Z kolei wątek poszukiwawczy, przewijający się przez całą opowieść z podejmowaniem tropów, napotykaniem na ślady dzieł zagrabionych, z całą masą problemów i przeszkód, rysował wyjątkową sylwetkę niezłomności Karola Estreichera. Historyka sztuki z pasją i misją, który wprowadzał elementy thrillera politycznego z najważniejszymi postaciami ze szczytów władzy oraz groteskę pazerności i chciwości Hitlera i jego ludzi. Wprawdzie autorka zastrzegła w posłowiu, że prezentowana publikacja to niewielki wycinek z życia profesora, ale wystarczający, bym wpisała go do panteonu znaczących Polaków mających wpływ na współczesny obraz polskiej kultury.
A przecież to zaledwie tylko wycinek jego działalności na jej rzecz!

 Przyglądając się okładkom całej serii (nie znalazłam nigdzie jej nazwy!), dołączonym do książki, zastanawiam się, czy ona cała jest utrzymana w konwencji reportażu fabularyzowanego. Jeśli tak, to polecam ją wszystkim lubiącym poznawać historię w sposób angażujący umysł i emocje, ciekawy i sensacyjny. To taki papierowy odpowiednik filmów dokumentalnych Bogusława Wołoszańskiego.
Wciąga z kretesem i uczy!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Obrońca skarbów [Marta  Grzywacz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Dopiero przyglądając się ogromowi ołtarza i jego licznym detalom, można zrozumieć, czego tak naprawdę dokonał Karol Estreicher.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Antyk w malarstwie XV-XXI wiek – Bożena Fabiani

Antyk w malarstwie XV-XXI wiek – Bożena Fabiani
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 336 strony
Literatura polska

Książka, którą oddaję w ręce Czytelników, różni się od poprzednich z serii moich „Gawęd o sztuce”, ponieważ jest poświęcona tylko jednemu tematowi, a o artystach opowiada jedynie przy okazji.
Nie zniechęciło mnie to uprzedzające w swojej skromności zdanie, ponieważ z pierwszego spotkania lekturowego (Stary Testament w malarstwie) z tą autorka wiem, że jej styl narracji nic nie traci z gawędziarskiej formy. Natomiast tematyczność przekrojowa tylko zaciekawia i wręcz zachęca.
Tym razem autorka sięgnęła po mity.
Jak sama napisała – Podjęłam próbę przybliżenia dorobku kultury antycznej na przykładach mitologii głównie w malarstwie, ale niekiedy także w rzeźbie europejskiej. A ponieważ artyści na przestrzeni wieków, zakresowo ujętych w tytule opracowania, najchętniej czerpali inspirację z epickiego poematu Owidiusza, postanowiła wybrać zaledwie garść z jego Metamorfoz zawierających ponad dwieście pięćdziesiąt mitów grecko-rzymskich opowiadanych w piętnastu księgach. Nie zapomniała przy tym o innych znawcach mitów jak moja ulubiona pani od religii – Anna Świderkówna, Zygmunt Kubiak, Robert Graves czy najbardziej znany mi Jan Parandowski, na opracowania których również się powoływała i cytowała, obok dzieła Owidiusza, w celach kontekstowych, porównawczych lub uzupełniających objaśnienia obrazów. Wyszła z założenia, że aby zrozumieć tysiące obrazów wchodzących w skład kanonu sztuki europejskiej, należy znać mitologię Greków i Rzymian. To dlatego swoje opracowanie rozpoczęła od rozdziału Z antykiem przez wieki, ukazując jego silny wpływ na szeroko pojętą kulturę aż do dzisiaj. Dla mnie to było nie tylko przypomnienie sobie mitologii poznanej w szkole średniej, żeby zrozumieć malarstwo, ale również, aby móc zrozumieć twórczość współczesnych pisarzy zainspirowanych Olimpem pełnym bogów i półbogów .
Dopiero po tym krótkim rysie historycznym przeszła do omawiania poszczególnych obrazów ilustrujących konkretny mit. Ułożyła je chronologicznie czyli od stworzenia świata. Zawsze na początku przypominając mityczną opowieść, a potem jego odzwierciedlenie w sztuce. Tak, jak uprzedzała we wstępie, przede wszystkim w malarstwie,

 ale i w kilku przypadkach, w rzeźbie.

Czasami poszerzając interpretację o życiorys twórcy. Wszystko bogato ilustrowane omawianymi dziełami sztuki. I tak, jak w Starym Testamencie w malarstwie spodobał mi się jeden obraz, tak tutaj nie powstrzymałam się przed wyrazami zachwytu miłości od pierwszego ujrzenia, których nie przytoczę, ale za to pokażę obiekt moich westchnień.

To Orfeusz i Eurydyka Camille’a Corota i jego niezwykłe, wspaniałe, genialne uchwycenie światła, które mi przekazał emocjonalnie, a o którym pisał w liście do przyjaciela: „Bądźmy posłuszni pierwszemu wrażeniu. Jeśli wzruszenie było prawdziwe, jego szczerość udzieli się innym”. I udzieliło mi się w pełnym znaczeniu tej myśli! Czyż nie na tym polega geniusz artysty?
Autorka pozostawiła mi również zagadkę!
Przy okazji omawiania mitu o Dedalu i Ikarze, wspomniała o Perdyksie, kuzynie Ikara, zaklętego w kuropatwę. Według Owidiusza, towarzyszącego upadkowi Ikara. Autorka umieściła zastanawiający mnie mocno komentarz – Czy kuropatwa pojawia się na obrazach? Ja jej nigdzie nie znalazłam. Odwracam więc kartkę, a tam, na pięknie rozłożonym obrazie,

widzę wyraźnie… kuropatwę!

Chyba że nie jest to kuropatwa, ale na innego ptaka mi nie wygląda. Poza tym artyści na obrazach kodujących mity nic nie umieszczali przypadkowo. A może autorka postanowiła dla żartu sprawdzić moją uważność, bo humoru nie można jej odmówić, skoro swoje gawędy okraszała anegdotami z życia wziętymi?
To nie koniec zaskoczeń!
Dwie niespodzianki umieściła na końcu książki. Pierwsza to przeciekawy przewodnik po Pompejach.

Właściwie prezent, ponieważ pierwotnie został on wydany w Rzymie z myślą o polskich turystach. Jest na tyle szczegółowy i obszerny, że pozwala na samodzielne zwiedzanie ruin miasta. Zwłaszcza, że posiada dołączoną mapkę. A druga niespodzianka to przewodnik po Capri.

Również zawierający mapkę i praktyczne wskazówki turystyczne.
I chociażby dlatego warto tę książkę nie tylko przeczytać dla lepszego zrozumienia antycznego kanonu w literaturze i malarstwie, ale również wziąć ze sobą w podróż do Włoch jako przewodnik.
I na koniec marzenie (pomysł?, sugestia?, a może nieśmiała prośba czytelniczki?), które nasunęło mi się po tym drugim opracowaniu tematycznym. Chciałabym posłuchać autorki opowiadającej o obrazach, w których artyści zakodowali wszelakiego rodzaju szyfry takie, jak magiczny kwadrat w miedziorycie Melancholia I Albrechta Dürera.

By Albrecht Dürer[1], Domena publiczna, Link

Opracowanie z wątkiem detektywistyczno-sensacyjnym czyli symbolizm w malarstwie!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Antyk w malarstwie [Bożena Fabiani]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Biblia w malarstwie – Bożena Fabiani

Biblia w malarstwie – Bożena Fabiani
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 408 stron

Literatura polska

   Powtórka z rozrywki!

   Chociaż nie do końca. Wprawdzie to wydanie zawiera w sobie treści z czytanego już przeze mnie Starego Testamentu w malarstwie, ale jeszcze nieczytanych Gawęd o sztuce sakralnej. Poza tym ja nigdy nie mam dosyć oglądania, analizowania, interpretowania i odkodowywania obrazów. Nigdy dość gawęd autorki przekazującej w takiej formie swoją przebogatą wiedzę emanującą wrażeniami. A poza tym forma albumowa skłoniła autorkę do wprowadzenia paru zmian, a tym samym trochę odmienności. Przede wszystkim skrótów opisów poświęconych biografiom artystów oraz ich obrazom. Zauważyłam też wiele interpretacji bez ilustrującego ich dzieła. W ramach rekompensaty wzbogaciła album swoimi wierszami inspirowanymi Ewangelią, tu i ówdzie umieszczanymi obok lub na obrazie.

Zachowała przy tym chronologię epizodów biblijnych, przytaczając je w cytatach ze źródła, uzupełniając wiedzą historyczną, a dopiero potem przedstawiając je „pędzlem malarza”, rzadziej „dłutem rzeźbiarza”, by wzbogacić refleksjami i dygresjami pochodzącymi z własnych doświadczeń, dochodzeń, śledztw, odkryć i wniosków. Stworzyła w ten sposób emocjonalny album, pięknie wydany przez wydawcę: w twardej oprawie, z kredowanym papierem, bogato ilustrowany.

Z  treścią inspirowaną Biblią, gromadząc w nim wybrane obrazy, które, jej zdaniem, pod względem estetycznym, filozoficznym, ekspresyjnym, przesłaniowym, filozoficznym, technicznym czy unikatowym, były tego warte. Namawiając przy tym do studiowania obrazów z lupą w ręku, bo tak to czyniła sama, uczyła „czytać” od szczegółów do ogółu, odsyłając do stron w Internecie, gdzie mogłam zobaczyć na przykład Wieżę Babel Pietera Bruegela  starszego w 22 szczegółach. Uczyła odkodowywać symbolikę i przekaz artysty. Wiązała jego treść z biografią twórcy, miejscem i epoką, w których żył. Ukazana w ten sposób panorama historyczna w tle tworzyła jednocześnie obraz zmieniającej się myśli, prądów ideologicznych, obyczajów, sposobów podejścia do tematu w jego interpretacji i ukazaniu, zmieniającej się techniki warsztatu, popełnianych błędów wynikających z niepełnej wiedzy, a tym samym nieadekwatnej interpretacji (słynne „rogi” Mojżesza), ale też i wizji proroczych lub stylów przekazów wyprzedzających epokę twórców.

   Autorka obrazy ożywiała!

   Bez jej wsparcia i przewodnictwa niewiele wiedziałabym o Skrusze Nikolaja Gaya. Uniwersalny tytuł niewiele powiedziałby mi. Wiedziałabym tylko, że bardzo mi się spodobał, nie wiedząc dlaczego. Teraz wiem, a nawet czuję go. Aż trudno powstrzymać się przed chuchnięciem, licząc na obłok pary, mimo wiedzy, że przeraźliwy chłód pochodzi z mojego własnego wnętrza, przejętego z serca Judasza, który właśnie śledzi oddalającego się, zdradzonego Jezusa z żołnierską eskortą. Można poczuć w tym momencie stan zdrajcy. Tę chwilę. Ten moment. Taki dokładnie był efekt malowania słowem w stylu Pietera Paula Rubensa przez moją przewodniczkę. Nadawała ciężkim tematycznie dziełom lekkości w gawędzie, głębię kontekstu historyczno-biograficznego, otwartości kompozycji pozwalającej dopowiadać mi własny, dalszy ciąg historii, jedności opisu sceny, w której każda cząstka miał swój cel i sens oraz tajemniczości przekazywanej w nastrojowości, emocjach lub sekrecie, którego zdarzało się jej nie odkryć. Była wrażliwym medium, któremu udało się przekazać ducha artysty w sztuce sakralnej. A jeśli ten duch poparty był tragicznymi wydarzeniami z jego życia, to nie dziwię się mojej pierwszej reakcji, gdy odwróciłam kartę i ujrzałam obraz Artemizji Gentileschi:

Przerażenie i obrzydzenie na sublimację gwałtu, krzywdy, zdrady, oszustwa i zemsty malarki na gwałcicielu w scenie Judyty i Holofernesa. Siła jego ekspresji przewyższyła tak ulubione przeze mnie nokturny.

   Drugim obrazem, który porwał mnie dla odmiany finezją i sztuką przekazu był Józef cieśla Pietra Annigoniego. Aby to dostrzec, docenić i wpaść w zachwyt, należy spojrzeć na niego z dalszej perspektywy tak, jak ukazała to autorka.

Zobaczyła go we Florencji, w bocznej kaplicy kościoła San Lorenzo. Wzbudził w niej zachwyt wieloma walorami, ale jeden, decydujący, nie wymaga bezpośredniego obcowania, by osiągnąć ten sam stan. To gra światła i świadomość odbiorcy przyszłości głównego bohatera, skupione w jednym punkcie, w jednym symbolu, który mimowolnie przyciąga wzrok – krzyż.

    Całość osiągnęła we mnie, czytelniku, jeden cel, o którym napisała cytowana przez autorkę, Anna Kamieńska radząca powierzyć się Rozumowi przekraczającemu nasz rozum i Światu przekraczającemu nasz świat. Nie zacieśniać się do naszych ludzkich ograniczeń. A jeśli nie możemy z nich wyjść, to przynajmniej miejmy świadomość ich niewystarczalności.

   Dokładnie z takim odczuciem pozostawił mnie ten album.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Najpiękniejsze kobiety z obrazów – Małgorzata Czyńska

Najpiękniejsze kobiety z obrazów – Małgorzata Czyńska
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2014 , 300 stron
Seria Prawdziwe Historie
Literatura polska

   Najpiękniejsze?

Przyglądając się tym 10 kobiecym portretom, a w dwóch przypadkach autoportretom, doszłam do wniosku, że to pojęcie względne. Nie wiem, dlaczego autorka wybrała akurat te obrazy. Nie znalazłam w książce wyjaśnienia w postaci chociażby wprowadzającego wstępu. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej otworzyło mi furtkę do rozmyślań nad subiektywnością pojmowania piękna kobiecego ciała. Spośród 14 portretów i aktów część bohaterek rzeczywiście była nieprzeciętnej urody wartej uwiecznienia. Realnie oddane rysy Dziewczyny z perłą przez Johannesa Vermeera urzekają do dzisiaj, ale Galarina Salvadora Dalego z małymi jak paciorki oczami i wąskimi ustami, już nie. Część z tych portretów rysy modelek zostały świadomie zniekształcone, jak Dora Maar z zielonymi paznokciami przez kubistę Pabla Picassa. Trudno więc w takich nierealnych odbiciach kobiet oceniać urodę modelek.

Pomagały mi w tym dołączone ich realne zdjęcia, ale tutaj z kolei pojawiał się problem norm kulturowych danej epoki. Współcześnie wydatne usta Jadwigi Witkiewiczowej są ogromnym atutem, za posiadanie którego kobiety płacą krocie, poddając się operacjom plastycznym. W jej czasach uchodziły za zbyt wydatne, a przez to brzydkie. Mój zbiór najpiękniejszych byłby trochę inny, dlatego nie uroda była najważniejsza w tym zbiorze. Równie ważnym czynnikiem decydującym była również osobowość modelek.

   Bycie muzą malarza.

   To również czynnik względny i bardzo osobisty. Kobiety albo urzekały artystów swoją powierzchownością, albo artyści kochali swoje modelki, ukazując pełną urodę całego ciała lub podkreślając tylko jedną, dominującą cechę, jak plecy Dory Maar uwielbiane przez Salvadora Dalego. Podobno to właśnie w nich zakochał się malarz, a dopiero potem w ich właścicielce.

   Ostatecznie uroda nie stała się dla mnie najważniejsza w tym zbiorze.

   Najważniejsze i najciekawsze były historie zbudowane przez autorkę wokół obrazów. Oparła je na najbardziej pikantnych, dramatycznych, wręcz tragicznych faktach zaczerpniętych z życiorysów kobiet i malarzy, często cytując źródła informacji – listy, wypowiedzi, opisy. Dodatkowo zilustrowane licznymi zdjęciami innych obrazów, fotografii czy autoportretów. Ubrane w formę felietonów tworzyły klimatyczne i romantyczne minihistorie dziejów samych obrazów, ich bohaterek, twórców i czasów, w których żyli. Autorka w ten sposób ożywiła płaskie przedstawienia, wypełniając je tragicznymi zdarzeniami i skrajnymi emocjami towarzyszącymi ludziom je tworzące. Nieme płótna okazały się tylko zastygłymi odpryskami ich bogatego, kreatywnego, dramatycznego, pionierskiego życia pod prąd epoki, często ją wyprzedzając nawet, a autorka magią słowa wprawiła w dynamiczny ruch, prowokując przy okazji do dyskusji na temat roli i funkcji sztuki.

   Zwłaszcza aktu kobiecego.

Najpiękniejsze. Kobiety z obrazów [Małgorzata Czyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wszystko

Tagi: