Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Fala po burzy – Doris Lessing

21 marca 2019

Fala po burzy – Doris Lessing
Przełożyła Magdalena Słysz
Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz , 2010 , 431 stron
Cykl Dzieci Przemocy ; Część 3
Literatura angielska

Trzecia część cyklu Dzieci Przemocy nie powinna być dla mnie zaskoczeniem. Wiedziałam, że Martha po odejściu od męża i rezygnacji z roli żony i matki, całkowicie odda się polityce. Energicznemu budowaniu wraz z przyjaciółmi komórki partii komunistycznej w miasteczku.
A jednak była i to potrójnym.
Pierwszą niespodzianką był mój opór i niechęć do przełamania własnych, negatywnych doświadczeń z ustrojem socjalistycznym. Przykre odczucia pojawiały się za każdym razem na widok wyrazów tak znienawidzonej przeze mnie „czerwonej” nomenklatury języka propagandy: komunizm, komunista, reakcjoniści, partia socjalistyczna, samokrytyka, Armia Czerwona, uciśnione masy pracujące, towarzysze, marksistowska analiza, kapitalistyczny reżim i wielu, wielu podobnych. Opisów socjotechnicznych mechanizmów manipulacyjnych stosowanych w pracy ideologicznej z ludźmi. Tak pusto brzmiących dla mnie haseł politruków i wreszcie ślepotę bezkrytycznie zaangażowanych w ideę ludzi. Chociaż tych ostatnich było mi raczej żal. Miałam wrażenie, że czytam jakąś propagandową książkę z lat 70. Na szczęście zwyciężyła ciekawość. Znałam efekt końcowy życia w państwie socjalistycznym, ale chciałam poznać narodziny ruchu poza Europą, mechanizmy go zaszczepiające w odmiennych warunkach geograficznych (ile razy upał miał wpływ również na temperaturę przebiegu zebrań!), gospodarczych i politycznych, sposoby wpływania na świadomość zróżnicowanej i podzielonej miejscowej społeczności, sposoby forsowania i samą walkę tworzenia partii od podstaw na zupełnie nowym, afrykańskim gruncie. I muszę przyznać, że nie było łatwo. Powieść faktycznie przypominała cierpienie i ból towarzyszący porodowi z jego odpływami-porażkami i ponownymi zrywami-walkami o istnienie i przetrwanie partii. Werbowanie nowych osób, których rotacja wynikająca z sytuacji politycznej kraju i świata, uniemożliwiała stały skład i pracę nad świadomością jej członków. Antagonizmy społeczne na tle rasowym, bo przecież w Anglii można sobie być socjalistą, ale tu to oznacza podważanie supremacji białych. Rozłamy wewnątrzpartyjne będące echem stalinowskiej, negatywnej polityki przeciwko trockistom. Podziały klasowe i ideologiczne wśród społeczności białych. Osobiste, egoistyczne rozgrywki personalne między przywódcami i członkami partii. Nieadekwatna, niezrozumiała, wręcz wywołująca żarty i śmiech, nieprzystająca polityka Związku Radzieckiego do warunków społeczno-politycznych w afrykańskich krajach kolonialnych. To wszystko przytłaczało mnie, deprymowało, a jednocześnie wzbudzało podziw dla umiejętności pokazania przez autorkę całej złożoności sieci zależności obserwowanego przeze mnie zjawiska, od strony uczestniczących w nim biernie lub czynnie poszczególnych członków.
A w tym politycznym zamęcie, burzy walki ideologicznej o każdy umysł – odsunięta na dalszy plan Martha. I to było dla mnie drugim zaskoczeniem. Miejsce głównej bohaterki całkowicie zajęła grupa polityczna, do której należała. Zawiodłam się na Marcie. Moje oczekiwania, że teraz nareszcie zacznie się realizować, rozwijać, osiągać stawiane cele, podążać wytyczonym szlakiem korzystając w pełni z odzyskanej z takim trudem wolności, zostały niespełnione. Ku mojemu rozżaleniu, a nawet złości, Martha jeden rodzaj niewoli zamieniła na inny. Od tej pory to partia rządziła jej życiem, wypełniając każdą, wolną od pracy zarobkowej, minutę jej życia zgodnie z zasadami dobrego komunisty. To partia określała jej poglądy, nie dopuszczając do umysłu jakiejkolwiek myśli krytycznej, nawet jeśli po drugiej stronie barykady stał jej przyjaciel, mentor myśli socjalistycznej z lat dziewczęcych. A już całkowicie popadłam w rozpacz, kiedy postanowiła z rozsądku, w celu ratowania z opresji partyjnego kolegi, wyjść za niego za mąż! I tak na własne życzenie, znalazła się w punkcie wyjścia, a raczej w jej gorszej wersji – nie tylko w klatce małżeńskiej, ale i partyjnej. Znając Marthę, a zdążyłam się już z nią dosyć blisko zaprzyjaźnić, z łatwością mogłam przewidzieć, z wyprzedzeniem kolejnych 100 stron, jak skończy się ten podwójny mezalians.
Na szczęście trzecie, ostatnie zaskoczenie, efekt porodu trwającego przez całą opowieść, okazało się być słodkim ukojeniem moich skołatanych nerwów skomplikowaną polityką i bezmyślnym, a raczej bezwolnym postępowaniem Marthy. Jakie? Nie napiszę, może tylko tyle, że przyjęte przeze mnie z radością i ulgą. OGROMNĄ ulgą!
A Martha?
Po dwóch latach przygody z komunizmem nadal zadaje sobie pytanie: dlaczego cały czas słucham echa głosów innych ludzi w tym, co mówię i co robię? Prawda jest taka, że jestem nikim, jeszcze nikim.
Cały czas czekam, aż ta zagubiona kobieta znajdzie „człowieczeństwo”, którego tak usilnie szuka po omacku jak kret. Może w części czwartej? Ale żeby się o tym przekonać, muszę poczekać aż do jej grudniowej premiery.

 

 

Na stronie autorskiej pisarki zobaczyłam również wydanie amerykańskie całego cyklu w trzech tomach i muszę przyznać, że też nie popisali się zmysłem estetycznym. Czyżby powieści autorki były aż tak trudnym wyzwaniem dla grafików?

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Gorzkie lata – Stanisława Sowińska

Gorzkie lata: z wyżyn władzy do stalinowskiego więzienia – Stanisława Sowińska
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2017 , 354 strony
Seria Świadectwa XX Wiek: Polska
Literatura polska

Wspomnienia wysoko postawionej w aparacie władzy komunistki, w których o powojennych oddziałach partyzanckich AK pisała – bandy, od których należy uwolnić kraj.
Czy powinnam w Narodowym Dniu Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” pisać o ich „kacie”, zamiast o którymkolwiek z nich? Czy warto było tracić czas dla kogoś takiego, skoro na rynku wydawniczym mnóstwo publikacji osób represjonowanych przez reżim, który budowała? Czy warto było poświęcić jej uwagę, skoro czekał mnie V już bieg Tropem Wilczym poświęcony pamięci walczących w antykomunistycznym podziemiu?
Na wszystkie pytania odpowiedziałam sobie – tak.
Byłabym ignorantką, gdybym skupiała się tylko na jednym, politycznie poprawnym, źródle wiedzy o czasach stalinowskich w Polsce. Tego samego zdania był redaktor opracowania tej pozycji i autor wstępu do niej – Łukasz Bertram, który również zadał podobne pytanie – …po co dziś mamy dawać głos komunistom, działaczom i funkcjonariuszom dawnego systemu, budowniczym jego podwalin, po co przejmować się ich rozterkami, porachunkami i cierpieniem? Chociażby dla obiektywnego i całościowego obrazu tamtych czasów – odpowiada – bo próba zrozumienia jakiegokolwiek doświadczenia za pomocą odwołania się do interpretacji i wrażliwości tylko wybranej – tej „lepszej” – grupy świadków, siłą rzeczy będzie kulawa, niepełna. Dlatego, czytając wspomnienia autorki, działaczki PPR, szefa Wydziału Informacji GL, oficera kontrwywiadu wojskowego, członka aktywu partyjnego, a potem szefa Biura Studiów rozpracowującego, inwigilującego i aresztującego wrogów partii, podwładną Mariana Spychalskiego i współpracownicę członków kierownictwa Zarządu Głównego Informacji, miałam bezpośredni wgląd w mechanizm działania systemu partyjnej władzy od środka, przyjrzeniu się z bliska, również od strony prywatnej, osobom decydującym o życiu i śmierci takich, jak Wiesław Gomółka, znani funkcjonariusze UB, śledczy i „kaci” – Józef Różański, Józef Dusza czy Anatol Fejgin, który lubił powtarzać – Od nas, z Informacji, ochodzi się albo do więzienia, albo na cmentarz…
Autorka trafiła do więzienia w październiku 1949 roku na fali czystki rozpętanej przez Stalina w ramach Wielkiego Terroru, a która do Polski dotarła w latach 40. i trwała do lat 50. XX wieku. W poszukiwaniu „wroga wewnętrznego” do więzienia mógł wówczas trafić każdy. I trafiali. Włącznie z Wiesławem Gomółką.
Jedną z takich ofiar Wielkiej Czystki była również autorka.
Ciekawym było obserwować ją uwięzioną przez współtowarzyszy na podstawie bezpodstawnego (według niej) oskarżenia, jako nosiciela groźnego, prawicowo-nacjonalistycznego odchylenia, antyradzieckiej dywersji, zdrajczyni partii i kolaborantki z Niemcami. Użyłam określenia „ofiara”, ponieważ oskarżenia nie znalazły potwierdzenia w faktach. Na swój sposób autorka była, w tym systemie nieprawości i podejrzliwości wszystkich o wszystko, prawa, a w trakcie wieloletniego śledztwa – niezłomna. Niezwykłym było dla mnie obserwowanie jej jako więźniarki, która z byłymi przełożonymi musiała odnaleźć się w zupełnie nowej i kuriozalnej relacji – kat i ofiara. Miałam nadzieję, że jej przemyślenia na temat partii i słuszności prowadzonej przez nią polityki, wątpliwości, podważanie jedynie słusznej ideologii, zmienią jej nastawienie do komunizmu i socjalistycznego ustroju.
Niestety – była w swojej postawie nieprzejednana.
Cierpienie, i dylematy przez nie wywołane, zupełnie nie wpłynęło destrukcyjnie na wierność partii i jej zasadom. Chociaż miała świadomość zachodzących w niej przemian, pisząc – Przechodzę proces wewnętrzny. Ciężko, boleśnie. Jaka z niego wyjdę – jeśli wyjdę w ogóle – lepsza, gorsza? W każdym razie na pewno inna niż byłam. Na pewno… Nie łudziłam się, że jej nastawienie ulegnie zmianom radykalnym, bo, jak mawiał sarkastycznie jeden ze śledczych – To nic, więzienie hartuje prawdziwego komunistę. A ona była prawdziwą komunistką. Może dlatego nie potrafiłam jej współczuć, pomimo przerażających scen znęcania się nad nią. Przede wszystkim psychicznych. Nie bito jej, a mimo to, opuszczając więzienie w grudniu 1954 roku, po pięciu latach niewoli, była psychicznym (choroba psychiczna, depresja, próby samobójcze) i fizycznym wrakiem człowieka.
Najciekawsze w tym wszystkim było obserwowanie moich emocji i reakcji na jej zwierzenia.
Na początku, kiedy narzekała na sadzanie jej w celi śledczej na niewygodnym (istna tortura dla ciała) taborecie w kącie, reagowałam sarkazmem – a co mieli powiedzieć ci, którzy siedzieli na odwróconym taborecie z jedną nogą w kiszce stolcowej? Gdy skarżyła się na niejadalne racje żywnościowe, domagając się posiłków dietetycznych ze względu na stary postrzał w jelita – mełłam w ustach najgorsze słowa. Piekielnie trudno było mi zobaczyć w niej człowieka. Zwłaszcza po takich wyznaniach „win” – Czyż nie warto, choćby dla własnego spokoju wewnętrznego, przyjąć – zasłużyłam na to, co mnie spotkało, mam za co siedzieć. Więcej samokrytyki, towarzyszko – strofuję się surowo w myślach – zrewiduj swoją przeszłość nie pod kątem śledztwa, a własnego sumienia. Czy nie było w przeszłości twojej czynów, które ogniwo za ogniwem nanizały łańcuch przykuwający cię teraz do więziennego wyrka? Ot i wnioski płynące z doświadczania samego dna komunistycznego piekła! I może to zafiksowanie w poglądach wbrew otaczającej ją brutalnej rzeczywistości, sprawiło, że z czasem zaczęło być mi jej tak po ludzku żal. Nie z powodu cierpień, które były niezaprzeczalnie potworne, ale z powodu jej ślepoty politycznej i wyborów, które doprowadziły ją do tej ciasnej, zimnej, ciemnej, śmierdzącej celi. Do stworzenia historii kobiety – jak napisał autor wstępu – słabej, znękanej, miażdżonej – zmuszonej do konfrontacji z potężnym i wszechogarniającym systemem, wtłoczonej w tryby ideologicznego obłędu i brutalnego cynizmu. Paradoksalnie – …paranoicznego porządku budowanego, bez szczędzenia sił, na całkowitej nieprawdzie.
Kobiety, która nigdy tego nie dostrzegła.
Była tylko rozczarowana współtowarzyszami, bo, po wyjściu z więzienia, nie wróciła do wojska i polityki, a członkiem PZPR przestała być w 1976 roku na znak protestu przeciw niesprawiedliwemu, jej zdaniem, traktowaniu komunistów pochodzenia żydowskiego, bo sama była Żydówką – Chaną Zalcman. Pozostaje mi tylko dołączyć się do jej refleksji podsumowującej cały jej los, bolejącej nad fiaskiem jej życia osobistego i rozpaczającej nad fiaskiem ideałów.
Żal mi tego zagubionego człowieka…

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gorzkie lata. Z wyżyn władzy do stalinowskiego więzienia [Stanisława Sowińska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: