Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Jak się ma twój ból? – Pascal Garnier

21 marca 2019

Jak się ma twój ból? – Pascal Garnier
Przełożyła Gabriela Hałat
Wydawnictwo Claroscuro , 2014 , 176 stron
Seria Ścieżki Życia
Literatura francuska

Po takim zaskakującym pytaniu zawartym w tytule, uprzedzająco zapowiadającym zawartość treści, spodziewałam się wszystkiego. Nie muszę dodawać, że najgorszego w sensie emocjonalnym.
I dostałam to!
Co tam ból! Oby tylko to był on! Przez całą opowieść narratora zewnętrznego o bohaterach, których losy splotły się zupełnie przypadkowo we wspólnej podróży, gdzieś we Francji, towarzyszyła mi… śmierć. To ona rozpoczęła, a zarazem zakończyła historię Simona, głównego bohatera, wokół którego toczyła się akcja. To ona towarzyszyła mu nie tylko w chwili, w której go poznałam, ale również w przeszłości, kiedy zabijał jako najemnik w konfliktach zbrojnych. W teraźniejszości, po powrocie do kraju, zajął się tym, co robił najlepiej – zabijał braci mniejszych człowieka pod szyldem firmy deratyzacyjnej. Wokół niego wszystko powoli i niezmiennie toczyło się ku ostateczności albo niespodziewanie umierało. Jego starzejące się ciało, będące codziennym wyzwaniem, by zebrać do kupy nieszczęsną powłokę ze zwiotczałej skóry, która okrywała zmęczone mięśnie i przywrócić minimum czynności życiowych, które w tym momencie wydawały mu się kompletnie pozbawione znaczenia. Umierała również jego dusza, wartości moralne od dawna gniły w bagnie brudu, a jego istnienie idealnie określało motto innej postaci tej powieści – Moja przeszłość jest smutna, teraźniejszość to katastrofa, na szczęście nie mam przyszłości. Beznadziejność, destrukcja, bezsens, niepewność, rozkład, a przede wszystkim przytłaczająca i wszechobecna brzydota, lepka jak brud odklejający się od każdego zdania, od każdej strony, od każdej kreślonej sceny, budująca duszną atmosferę, w której woń maści kamforowej, pasów przepuklinowych i barbecue przywodziła na myśl raczej cmentarz. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do nomenklatury okołochorobowej i okołośmiertnej, że niewinne wyrażenie o kobiecie siadającej na „cementowym murku” przeczytałam jako „cmentarnym murku”. Tę depresyjną rzeczywistość bohaterów podkreślała dodatkowo okładka przywodząca na myśl obwolutę z resztki tapety, upstrzoną plamami. Nie zdziwiłabym się, gdyby to była krew.

Śmierć! Śmierć! Śmierć! Wszędzie. Jawna i ukryta. Była, obecna i będąca w planach. Skradająca się, nadchodząca, zaskakująca pod każdą, nawet najbardziej niewinną postacią – sytuacją, zachowaniem, przedmiotem, człowiekiem lub puentą. A mimo to! A mimo wszystko! I pomimo tego!
Śmiałam się!
Świetnie się bawiłam, obserwując mistrzowsko precyzyjną żonglerkę autora czarnym humorem. Aptecznym dawkowaniem go niczym lekarstwo, w małych porcjach, ale często, by skuteczniej zadziałało, by zwiększyło kontrast absurdu. Bym w każdej obrzydliwej scenie dostała swoją działkę mieszaniny nieszczęścia nałogu i wynikającego z niego komizmu sytuacji. Obrzydliwości sceny i humoru toczącego się w niej dialogu. Przeraźliwego braku sensu życia i zachwytu nad uzupełniającym go inteligentnym zakończeniem rozwijanego wątku. Delektowałam się jak turpistka każdym fragmentem tej opowieści gęsto utkanej z niezwykle adekwatnych metafor, idealnie trafnych przenośni, diabelnie inteligentnych porównań, zjadliwych ripost w toczonych rozmowach, celnych wniosków kończących monologi i zaskakujących, bolesnych niespodzianek uderzających otwartą dłonią prosto w roześmianą twarz.
A mimo to, po przejściu szoku, śmiałam się dalej!
I jeśli nawet pojawiali się bohaterowie o nieskażonym depresją spojrzeniu na życie, mignęły gdzieniegdzie przebłyski pożądanego etycznie zachowania, jasne promyki nadziei na lepsze czy malutkie ziarenka radości zbłąkanych chwil nie z tej bajki, to ja ich nie chciałam.
Wręcz nie życzyłam sobie sugestii kruchej nadziei.
Chciałam oswoić ból Simona i jego towarzysza podróży Bernarda, z których jeden pragnął gdzieś dotrzeć, a drugi tylko wyruszyć oraz matki-alkoholiczki tego ostatniego. Chciałam się odczulić. Posiąść cudowną umiejętność dystansowania się wobec bólu istnienia. Przejąć zdolność spojrzenia narratora na otaczającą mnie rzeczywistość ludzi zniekształcających ją narzekaniem, które jak kurz, niczym szary śnieg, stopniowo przykrywa życie, a które od tej książki będę tak naprawdę traktować jak przykrywkę ukrytego pod nim tytułowego pytania – Jak się ma twój ból?
Ma się dobrze – odpowiem – oswojony!
A twój?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść psychologiczna

Tagi:

Bez strachu – Adam Ragiel , Magdalena Rigamonti

Bez strachu: jak umiera człowiek – Adam Ragiel , Magdalena Rigamonti
Wydawnictwo PWN , 2015 , 175 stron
Seria Bez Tajemnic
Literatura polska

Chce się żyć!
Tak na maksa, tak już i teraz, bez odkładania planów na później! Takie niesamowite doładowanie energii dostałam po przeczytaniu wywiadów autorki z ich bohaterami. Z pracownikami warszawskiego prosektorium, dla których śmierć i jej skutki fizyczne są codziennością – balsamistami, technikami sekcyjnymi, praktykantkami i kursantkami. Autorka zadawała pytania zarówno zawodowe wyjaśniające, co się dzieje z ciałem po śmierci, jak przebiega proces gnilny, w jakim stanie rozkładu otrzymują zwłoki, jak je przygotowują do pochówku, na czym polega makijaż pośmiertny oraz balsamacja i dlaczego tak mało osób ma świadomość tej usługi, jak kremuje się zwłoki, na jakie niebezpieczeństwa są narażeni (zwłaszcza na zarażenie się chorobami od zmarłych), jak i pytania osobiste – czy wierzą w Boga, czy boją się śmierci, czy doświadczyli obecności duszy, dlaczego wybrali ten zawód, jak radzą sobie z emocjami, jak żyją na co dzień ze świadomością namacalnej obecności śmierci?
Odpowiedzi na poszczególne pytania były dla mnie nie tylko merytoryczną informacją istotną dla ujrzenia kostnicy od wewnątrz, poznania jednego dnia z jej funkcjonowania, codziennych zajęć i obowiązków jej pracowników, spojrzenia na różnorodność przypadków form i sposobów śmierci i jej skutków fizycznych, ale przede wszystkim powolnym oswajaniem się z tematyką, z denatami śmierci naturalnej i tej przez samobójstwo, wypadek czy chorobę, stopniami rozkładu, z wszechobecnym odorem jako kontrastu do pachnącego ciała po balsamacji, emocjami rozpaczającej rodziny, która wdzięczna jest pracownikom chociażby za ukrycie bruzdy wisielczej, by nie ujawniło się samobójstwo.
Z obrazem nas samych po śmierci, a zwłaszcza ostatnim naszym obrazem w oczach rodziny, który albo pogłębi żałobę, albo uczyni ją lżejszą. Rola pracowników prosektorium w tym odbiorze jest nieoceniona. Bo śmierć przyjdzie. To jedyna pewna rzecz w naszym życiu. Arek, balsamista i technik sekcyjny, mówi wprost – W naszej kulturze ludzie udają, że śmierci nie ma, ona gdzieś jest zepchnięta, wymazywana. A mnie się zdarza przygotowywać dziesięć ciał jednego dnia. I paradoksalnie, to odczuwanie jej powszedniości i stałej obecności, pomaga szanować życie! To dlatego podkreśla swoje niepopularne przekonanie w dobie kultu młodości, urody i „wiecznego życia” – Moim zdaniem każdy dorosły człowiek powinien to zobaczyć. Zwłaszcza samobójcy, nieodpowiedzialni rodzice i piraci drogowi.
Ten pogląd praktyka podzielają psychologowie poznawczy, o czym pisałam przy okazji omawiania Twój umysł na detoksie chociażby dla zdrowia psychicznego i stawiania racjonalnego środka ciężkości w życiu. Odgradzanie się od śmierci, zgoda na czynienie z niej tematu tabu, według Adama Ragiela, również balsamisty i technika sekcyjnego, to zgoda nie tylko na brak odporności psychicznej w zetknięciu się z nią, ale także na ufne oddawanie naszych bliskich w ręce ludzi biznesu funeralnego.
I tu zaczynają się schody i nieoceniona wartość tej pozycji!
Według Adama Ragiela narkobiznes z aferą pavulonową w pogotowiu łódzkim i zakładem pogrzebowym w tle, to pokłosie niezmienionych do dzisiaj przepisów z lat 50. ubiegłego wieku, przyzwalających na takie praktyki. Również bezczeszczenia zwłok, które, według niego, nie są wyjątkiem, ale patologiczną normą. To dlatego uważa, że o śmierci trzeba mówić publicznie, również o jej fizycznej stronie.
I to robi!
Chociażby poprzez uświadamiające audycje radiowe czy takie publikacje, jak ta. Teoretycznie mamy prawo do szacunku również po śmierci, a z tym w zakładach pogrzebowych bywa różnie ze względów prawnych, warunków technicznych, jak i przygotowania zawodowego samych pracowników. Nie boi się mówić wprost – Połowa firm pogrzebowych, powinna być pozamykana”, bo „co tam prawo, co tam ludzka naiwność, liczy się kasa!!! (…) Ciała, zwłoki, trupy – im nic nie zaszkodzi, są ważniejsze sprawy niż zajmowanie się prawami nieboszczyków i ich rodzin. Gdzieś w tym wszystkim, za naszym przyzwoleniem podyktowanym strachem, zagubił się szacunek do ciała po śmierci. Mało tego – nawet nie mamy o tym pojęcia, że się zgubił!
Mocne słowa, których już doświadczyła lub doświadczy przytłaczająca większość z nas. I to doświadczenie będzie dwa razy cięższe w przypadku osoby z nastawieniem na wieczne życie.
I właśnie o tym, o szacunku do życia, o śmierci bez strachu i o prawie do godnego pochówku jest ta książka, po której nie będą nas śmieszyć opowieści o ludziach, którzy w szafie trzymają gotowe ubranie na pogrzeb, nie będziemy z drwiną myśleć o spisywanych za życia instrukcjach, co zrobić po śmierci,

 

 

zrozumiemy, jakie to wszystko ważne. – podkreśla Monika Kalinowska w nocie od wydawcy. Żyjmy jak najdłużej, ale pamiętajmy o śmierci. – dodaje Arek.
I chce się żyć! – powtórzę ja.

 

Na okładce znalazłam inne pozycje z serii Bez Tajemnic. Jeśli i one są tak dobre w oswajaniu człowieka z tajemnicami ludzkimi, to zapowiada się jedna z najciekawszych serii popularnonaukowych na rynku wydawniczym.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2015 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Bez strachu [Adam Ragiel, Magdalena Rigamonti]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

A tak o swojej książce mówią sami autorzy. Zainteresowanym tematyką śmierci w innych kulturach świata polecam film Spoczywaj w pokoju.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Wszystkie dżinsy M. – Teresa Monika Rudzka

Wszystkie dżinsy M. – Teresa Monika Rudzka
Wydawnictwo Poławiacze Pereł , 2018 , 96 strony
Seria Zmutowany Toster
Literatura  polska


   Właśnie trwa przyjęcie w klubie!

   Wszyscy zgromadzeni bawią się, tańczą, jedzą i śpiewają karaoke. W powietrzu unosi się zapach waniliowych kadzidełek, pieczonego mięsa oraz ciastek z kremem budyniowym. To nie imieniny, nie urodziny ani żaden inny powód do radości, bo osoby, z powodu której zorganizowano to rodzinne i przyjacielskie spotkanie, już nie ma.

   Dwie godziny temu pochowano ją na cmentarzu…

   Ukochaną Kateńkę, jak określali ją najbliżsi. Dla mnie to był szok! Dla męża Wiktora, pięcioletniego syna Jaśka, jedenastoletniej córki Michasi, babci Marylki i przyjaciół – raczej nie. Kateńka ich do tego wydarzenia dobrze przygotowała. Choroba nowotworowa dała jej czas, by pożegnać się z bliskimi i wytłumaczyć, dlaczego mają żyć dalej bez niej. Nie w smutku, a w radości. Chciała mieć wesołe pożegnanie, dlatego na pogrzebie towarzyszyły wszystkim piosenki Leonarda Cohena, Katie Meluy i Adele. Zamiast stypy chciała mieć radosne przyjęcie z dobrym jedzeniem, śpiewem i tańcami. Wyznawała zasadę, że od wylewania łez niczego nie przybywa, tylko cera się psuje. Smutek nie leżał w jej naturze, dlatego pragnęła, żeby zapamiętali ją pełną radości i życia. Zapomniała, a może nie chciała pamiętać, że żałoba rządzi się swoimi prawami i nie da się tak lekko i po prostu rozstać na zawsze z ukochaną osobą. Z uwielbianą mamą, z którą miało się wyjątkowy kontakt i kod porozumiewania za pomocą dżinsów, których kolejne pary podarowywane przez Kateńkę utrwalały najważniejsze chwile w życiu Michasi.

   Dziewczyna nie potrafiła rozstać się z ukochaną mamą.

   To kolejny tom z serii dla młodzieży Zmutowany Toster tym razem podejmujący problem śmierci osoby najbliższej. Autorka ominęła pierwszy etap żałoby – szoku i otępienia, do którego przygotowała Michasię, skupiając się przede wszystkim na drugim i trzecim etapie, których boleśnie doświadcza dziewczyna – tęsknocie i żalu oraz dezorganizacji i rozpaczy. Ukazała emocje towarzyszące głównej bohaterce oraz wynikające z nich zachowania, które z rozsądnej osoby uczyniły ją aspołeczną – zdystansowaną, wycofaną, zbuntowaną, egoistyczną, agresywną złodziejkę. Absolutnie niedopuszczającą możliwości, aby miejsce mamy przy boku ojca Wiktora zajęła inna kobieta. Autorka podkreśliła również rolę i pożądane postawy osób najbliższych nastolatce – cierpliwe, wyrozumiałe, delikatne, lojalne, obecne i komunikatywne. Niezbędne cechy warunkujące przejście do ostatniego etapu żałoby – reorganizacji. Łapania promyków nadziei, by powoli wychodzić z dołu wypełnionego poczuciem beznadziejności i bezsensowności dalszego życia bez ukochanej osoby.

   To idealny materiał do biblioterapii!

   Młodzi czytelnicy mogą utożsamiać się z Michasią, z jej problemami, emocjami i zachowaniami, ale też zrozumieć, że żałoba to naturalny proces psychiczny, który każdy przeżywa na swój, indywidualny sposób i ma do niego prawo. Przy wsparciu najbliższych, stan do przejścia – dla każdego. Ten potencjał terapeutyczny powieści dostrzegło jury, wpisując książkę na literacką listę BIS konkursu Książka Roku 2017 ps IBBY oraz przyznając jej nagrodę główną w XVI konkursie Świat Przyjazny Dziecku KOPD w kategorii „książka dla dzieci starszych”. Oprócz tego otrzymała nominację graficzną za ilustracje w konkursie Książka Roku 2017 ps IBBY, na której szatę charakterystyczną dla serii Zmutowany Toster autorstwa Studio NEUS zwróciłam uwagę przy pisaniu o Nigdy Nigdy Jurka Zielonki. Tym razem utrzymanej w niebieskim kolorze.  

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: