Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Trucizna – Eleanor Herman

3 czerwca 2019

Trucizna: czyli jak pozbyć się wrogów po królewsku – Eleanor Herman

Przełożyła Violetta Dobosz

Wydawnictwo Znak Horyzont , 2019 , 432 strony

Literatura amerykańska

   Makabryczna i fascynująca!

   Świat niezrównanego piękna i obrzydliwego brudu. Makabreski i uroku. Odoru i zapachu. Trupiego czaru dla turpistów. Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać pojęcia określające tę opowieść o truciznach, jej skutkach i antidotum na ich działanie. Nie tylko tych podawanych skrycie doustnie w jedzeniu i napojach, ale również tych wchodzących w skład kosmetyków, praktyk medycznych i… w brudzie. W miarę czytania porzucałam obraz pięknych komnat pałacowych, jaki wmówiły mi filmy historyczne, na rzecz rzeczywistego stanu ówczesnej higieny przedstawionej przez autorkę – komnat i schodów pełnych odchodów ludzkich i zwierzęcych, brudnego i śmierdzącego ciała unikającego kąpieli uznawanej za szkodliwą, włosów rojących się od wszy, które obecne tylko na głowie u wielu wspomagają zachowanie zdrowia, gdyż konsumują wiele szkodliwych humorów. Jeśli do tego dołożyć ołów, rtęć, antymon i arsen w pomadach, pudrach i bielidłach oraz w medykamentach wzbogacanych o odchody zwierząt, ludzką krew i tłuszcz, to robi się nie tylko zabójczo, ale i groteskowo. Czasami śmiesznie, kiedy napotykałam takie rady – Cierpiącym na hemoroidy lekarze zalecali gładzenie ich odciętą dłonią nieboszczyka.

   Nic dziwnego, że przy braku wiedzy medycznej i profilaktycznej, każdy zgon wpływowej, znanej osoby był podejrzany i z reguły ogłaszany jako otrucie.

   Autorka przyjrzała się kilkudziesięciu postaciom historycznym, których portrety poprzedzały rozdział im poświęcony, w tym Napoleonowi, Amadeuszowi Mozartowi i Iwanowi Groźnemu, weryfikując na nowo przyczynę ich zgonu. Swoją wiedzę konsultowała ze specjalistami – historykiem medycyny oraz doktorem medycyny specjalizującym się w diagnozowaniu chorób śmiertelnych. W ten sposób stworzyła nowe zakończenia ich losów. Umieściła je w ówczesnych warunkach politycznych, religijnych i społecznych. Przytoczyła okoliczności ich chorób, ich przebieg oraz ówczesne autopsje i diagnozy medyków, które skonfrontowała ze współczesną wiedzą medyczną, wykorzystującą najnowsze metody analizy kości i włosów.

   Wyniki? – nie zdradzę!

   To trzeba prześledzić. Zwłaszcza że autorka posiada dar opowieści z zacięciem sensacyjnym i dużym poczuciem humoru.

   Chociaż do czasu.

   Ostatnia część Trucizna w historii najnowszej trochę go studzi, bo okazuje się, że metoda eliminacji wrogów politycznych przez otrucie nadal jest stosowana w naszych czasach. Autorka nawiązała do znanych z mediów doniesień o otruciu lub jej próbie Wiktora Juszczenki, Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki, Jasira Arafata czy Siergieja Skripala. Jak się okazuje postęp wiedzy i technologii wyeliminował lewatywy z kwasu siarkowego na rzecz skuteczniejszych i bardzo trudnych do wykrycia związków chemicznych i środków radioaktywnych. Renesans trucizny tylko w polityce nie czyni jednak zwykłego człowieka bezpiecznym. Jak sama autorka napisała – Możemy się śmiać z ołowianego bielidła do twarzy, rtęciowych lewatyw czy arsenowych toników, ale przyszłe pokolenia z pewnością wyśmieją to, jak sami trujemy się chemioterapią i wszystkim tym, o czym jeszcze nie wiemy, a co w naszych nowoczesnych społeczeństwach przyczynia się do zwiększenia częstości występowania nowotworów, autyzmu czy demencji. Nie brzmi wesoło. Brzmi poważnie.

    Wręcz śmiertelnie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Twoje zdrowie w twoich rękach – Frédéric Saldmann

21 marca 2019

Twoje zdrowie w twoich rękach – Frédéric Saldmann
Przełożyła Małgorzata Bochwic-Ivanovska
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2017 , 288 stron
Literatura francuska

Uwielbiam mieć swoje zdrowie we własnych rękach!
To przede wszystkim ten tytuł, który mi to gwarantował, skłonił mnie do zajrzenia do środka. Dodatkowym atutem była informacja umieszczona u dołu tytułowej okładki:

Jakich? Tego dowiedziałam się na odwrocie książki:

 Tytuł doktora też był plusem, ale z ograniczonym zaufaniem. Dieta doktora Pierre’a Dukana i kontrowersje wokół niej mocno nadwyrężyły mój entuzjazm do stopni naukowych. Ten doktor był sprawdzony przez francuskie gwiazdy, a na okładkowym skrzydełku dodatkowo przeczytałam, że jest kardiologiem, dietetykiem i specjalistą oraz promotorem profilaktyki medycznej. Jednak przede wszystkim przekonał mnie do siebie jednym, ale ważnym zdaniem – nie istnieje cudowny lek odchudzający, a te, które stosowano w przeszłości, okazały się wręcz niebezpieczne. Święte słowa!
Co proponuje zatem?
Wykorzystanie własnych mocy tkwiących w nas samych, by zdrowiej żyć. Trochę filozoficzne podejście jak na lekarza, ale w medycynie holistyczne traktowanie człowieka nie jest niczym nowym, chociaż rzadkim. Dla mnie bardzo pożądanym.Treścią swojej wiedzy przypomina mi trochę teorię długowieczności, o której czytałam niedawno w Ikigai. Też opiera ją na kilku podobnych filarach. Tyle że jej nie nazywa i, tu ogromna zaleta!, jest dostosowana do człowieka Zachodu. Mówi raczej o radach, które pozwolą każdemu przeciwstawić się wielu chorobom i dbać o siebie, jak należy. Chodzi tutaj o nowy sposób myślenia o medycynie. Dzięki niemu będziemy wykorzystywać zasoby swojego organizmu, by tworzyć i wzmacniać odporność. Nasze ciało i umysł, to prawdziwe skarby. Musimy je poznać i codziennie pielęgnować. Kluczem do wykorzystania tych naturalnych, tkwiących w nas mocy są konkretne zasady, dobre nawyki, odruchy służące zdrowiu, a nawet zwykłe myki oszukujące nasz umysł.
Zaskakująco proste!
Rady te zgrupował w pięciu częściach stanowiących zarazem filary dobrego zdrowia. Są to: odżywianie, zarządzanie ciałem, codzienna pielęgnacja w celu zachowania go w dobrej formie, utrzymywanie kondycji umysłu oraz panowanie nad sobą i optymizm. Każdy rozdział poprzedził myślą celnie oddającą i podsumowującą jego treść:

Każdą radę zawartą w krótkim rozdzialiku uzasadniał medycznie, powołując się na najnowsze badania naukowe. Najlepsze jest to, że nie proponuje katujących diet i ćwiczeń, ale zasady, które może stosować nawet najbardziej leniwy człowiek.
Wystarczy chęć i dobra wola.
Chociaż z doświadczenia wiem, że to właśnie o nie rozbija się większość postanowień. Zwłaszcza że część z nich polega na zmianie złych nawyków. A z tym jest najtrudniej. Warto jednak powalczyć o chociażby wolniejsze przeżuwanie pokarmu czy mycie rąk po przyjściu do domu. Niby oczywiste, ale w praktyce już nie, co autor statystycznie udowadnia. Część jest bardzo odkrywcza w swojej prostocie jak oszukiwanie apetytu aromatem mięty umieszczonej w wazoniku na stole. Część wywołuje uśmiech niedowierzania, jak drapanie kostek (muszę spróbować!) przynoszące rozluźnienie i relaks w sytuacji stresowej. A część trudna do uwierzenia jak śpiewanie, które podobno jest rodzajem sportu! Nic, tylko zapamiętać, stosować codziennie, prowadząc do zmiany nawyków! Być niczym mama, która czujnie troszczy się o niemowlę – jak podsumowuje autor. Wystarczy odrobinę świadomej troski o siebie.
O swoje ciało, umysł i psychikę.
Wiele tych rad znałam i stosuję z korzyścią. Kilka przypomniałam sobie. Część zweryfikowałam, a część wzięłam sobie do serca. Jedną z nich jest ograniczenie ilości codziennie wypijanej kawy. Wprowadziłam jej odpowiednik stosowany przez naszych przodków, gdy nieznana była arabica, sporządzony na bazie topinamburu.

 W smaku lekko przypomina kawę zbożową. Natomiast niezwykły aromat zawdzięcza dodanemu cynamonowi i goździkom. Mogą ją pić wszyscy, a zwłaszcza cukrzycy. Jedna wada – trzeba ją gotować 1-2 minuty i odstawić na krótki czas przed wypiciem.
Za to zalet całe mnóstwo!
Autor dał mi do ręki dobre karty do gry o szeroko pojęte zdrowie, podpowiadając, którymi grać, a których w ogóle nie brać do ręki. Resztę pozostawił mojej decyzji, ile wezmę ich z tego poradnika i jak rozegram swoją partię życia.
Dokładnie tak, jak w tytule – moje zdrowie w moich rękach!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Twoje zdrowie w twoich rękach [Frédéric Saldmann]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Projekt zdrowie – Anders Hansen , Carl Johan Sundberg

Projekt zdrowie: szwedzki poradnik inteligenta – Anders Hansen , Carl Johan Sundberg
Przełożył Tomasz Oczkowski
Wydawnictwo Smak Słowa , 2017 , 248 stron
Literatura szwedzka

   Kolejna ważna, książkowa cegiełka w budowaniu mojego holistycznego podejścia do zdrowia!

   Czytając poradniki dotyczące szeroko pojętego zdrowia, doszłam do wniosku, że nie ma jednego, uniwersalnego poradnika na temat – jak żyć długo, zdrowo i szczęśliwie. Niewiele jest takich, które prawie sięgają tego ideału. Zaliczam do nich Ikigai Héctora Garcii i Francesca Mirallesa, którzy spojrzeli na ten problem całościowo, zawierając w nim wszystkie niezbędne elementy. Jednak niewyczerpująco omówili je. Między innymi czynnik zdrowia został tylko zasygnalizowany.

   Stąd moje sięgnięcie po tę pozycję.

   Jej tematyka zawęża się tylko do ruchu i kondycji fizycznej, ale za to rzetelnie, dokładnie, wyczerpująco, a przede wszystkim nowatorsko. Czyż nie brzmi rewolucyjnie taka myśl – lepiej być dobrze wyćwiczonym, lecz z nadwagą, niż nieaktywnym, choć szczupłym?! Nic dziwnego! Jej autorami są dwaj lekarze szwedzcy – profesor fizjologii i psychiatra. Przewrotnie, przedstawiając całą wiedzę, jaką zebrali, poznali i poparli najnowszymi badaniami nauk medycznych, zaczęli od truizmu:

Większość z nas wie, że ruch to zdrowie. Może nawet wszyscy. Ale nie do końca wiemy, dlaczego i jak bardzo? Wielu zdziwi się, że wpływ ruchu sięga nawet do tak dalekich obszarów, jak geny! Okazuje się, że niechęć do ruchu przekazujemy następnym pokoleniom w postaci  „genów leni kanapowych”! Autorzy w tym poradniku wskazują na niewiarygodne efekty, jakie przynosi aktywność fizyczna – znacznie bardziej kompleksowe niż utrzymywanie wagi i poprawa kondycji. To, czy zażywasz ruchu, wpływa na cały organizm, na twój mózg i twoje geny. Przewrotnie, przypuszczając, że sporo czytających to „lenie kanapowe”, proponują pigułkę na lenistwo, które traktują na równi z epidemią nadwagi i zarazą palenia nikotyny.

   Któż w tym momencie nie zrobiłby się czujny?!

   Skoro przekonują – jest taka pigułka, by zaraz dodać – nazywa się aktywność fizyczna! Jeśli z ich strony zabrzmiało to sarkastycznie, a ja poczułam zawód, że jednak ruszać się trzeba, to zaraz łagodzą to rozczarowanie kolejnym, rewelacyjnym dla mnie zdaniem – Mówiąc dokładnie, jest to tak proste, jak trzydzieści minut szybkiego spaceru dziennie. I uwaga na pocieszenie – Nie trzeba wcale uczestniczyć w maratonie lub Biegu Wazów. Nie trzeba nawet spacerować. Ważne jest, byś każdego dnia przez pół godziny wykonywał czynność, która pod względem aktywności będzie podobna do spaceru. To wspaniała wiadomość dla osób, które są przekonane, że ruch to trening, ćwiczenia i bieganie wymagające potu, krwi i łez czyli zadyszki, bólu mięśni i spocenia się.

   Brzmi rewelacyjnie!

   Bo ta pozycja jest rewolucyjna właśnie w takich odkryciach. Obala mity, powołując się na rezultaty najlepszych i najnowszych badań w dziedzinie medycyny poświęconych oddziaływaniu aktywności fizycznej i treningu na ciało człowieka. Żeby nie być gołosłownym, wszystkie źródła wiedzy, na które powołują się, umieścili w obszernej bibliografii. Dzięki temu mogą wskazywać na dotychczasowe błędne myślenie dotyczące ćwiczeń fizycznych. I tu niespodzianka dla tych, którzy lubią jednak trenować i kochają ruch!

   Ten poradnik jest również dla trenujących!

   Zawiera obszerne rozdziały na temat treningów przygotowujących do sportu wyczynowego czy maratonów. Proponują własny trening interwałowy, wywodzący się z tradycji trenerskich sportów wyczynowych. Ważnym elementem tej części treści jest uwaga dotycząca uzależnienia od ruchu! Po raz pierwszy spotkałam się z ostrzeżeniem przed takim skrajnym podejściem do sportu przez amatorów.

   Ale ta wiedza została umieszczona na końcu książki.

   W 2/3 objętości treści autorzy skupiają swoją uwagę na tych czytelnikach, którym ruszać się nie chce. Czyli na mnie! Nie lubię czynnego sportu, nie lubię się ruszać, posiadam „gen lenia kanapowego” i mam z tego powodu wyrzuty sumienia, że inni biegają, ćwiczą na siłowni lub „tańczą” zumbę. Nieśmiało tłumaczę się zawsze, że dużo chodzę, w duchu myśląc, że to argument wyjęty z kosza.

   Otóż okazało się, że nie!

   Moje wielokilometrowe codzienne chodzenie, bo nie jestem zmechanizowana, uzyskało w tym poradniku taką samą rangę ważności, jak treningi innych. Ważna jest suma ruchu, w którym liczy się każdy krok wykonany w danym dniu. I niekoniecznie trzeba się przy tym spocić! Żeby mnie jeszcze bardziej zmotywować do jakiegokolwiek ruszania się, najpierw mnie „postraszyli”, co mi grozi, jeśli nie będę się ruszać (można się przestraszyć!), a potem doszli do wniosku, że wskazywanie, jaki odsetek osób umrze przedwcześnie i jaki będzie poziom zgonów, nie motywuje bezpośrednio do zmiany stylu życia. Zaproponowali więc motywację dodatnią, ukazując cuda kuracji ruchowej.

   Zrobili to porywająco!

   Oczywiście do działania, do ruchu, do ruszania się! Ważne myśli wyodrębnili pogrubionym drukiem lub umieszczając je na szarym tle:

Pokazali również pośrednie efekty ruchu – zdrowie psychiczne i kondycja umysłowa. Okazuje się, że ćwiczenia umysłowe to za mało dla kondycji mózgu, bo:

Stąd podtytuł poradnika – poradnik inteligenta. Autorzy zwrócili uwagę niby na znaną prawdę, ale w jak motywujący sposób! Po lekturze tego poradnika mam ochotę się ruszać, nie dlatego, że muszę gdzieś coś sobie „załatwić” lub komuś oddać przysługę, ale dlatego, że miałam świadomość, co przy okazji zyskuje mój organizm. I właśnie o taki efekt motywacyjny u odbiorcy zabiegali autorzy – Jesteśmy przekonani, że im lepiej poznasz zalety aktywności fizycznej, tym chętniej będziesz się ruszać.

   I coś w tym jest!

   Skoro chętniej i więcej się ruszam, a na pytanie – „Chce ci się znowu pójść, zawrócić, odnieść, wstawać, przenieść, skoczyć po coś?” – zaczęłam odpowiadać – „Ruch to zdrowie!” ze świadomością tego, co kryje się za tym sloganem i jednocześnie żalem, że mój rozmówca tej świadomości nie posiada, chociaż niby wie.

   Polecam wszystkim „genetycznym leniom kanapowym”!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Projekt zdrowie [Anders Hansen, Carl Johan Sundberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wszystko

Tagi:

Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem – Oliver Sacks

Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem – Oliver Sacks
Przełożyła Barbara Jarząbska-Ziewiec
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2017 , 309 stron
Literatura amerykańska

   Jak można pomylić człowieka z przedmiotem?!

   Zaskakujący tytuł przypisałam szalonej wyobraźni autora z jeszcze bardziej wydumaną opowieścią. Nie przypuszczałam, że wejdę w świat chorób fascynująco opowiedzianych i dowiem się, że takie pomyłki w tym świecie to norma. Są dziwy w niebie i na ziemi, o których ani śniło się waszym filozofom – wiedział o tym William Szekspir, umieszczając tę myśl w Hamlecie. Podobne Adam Mickiewicz w Romantyczności – Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko.

   Skąd nagle to nawiązanie do romantyzmu?

   Z nawiązania autora-neurologa do romantyzmu w swoich rozważaniach wstępnych ukazujących neurologię i jego pacjentów z zaburzeniami pracy mózgu niemalże jak podróże w głąb nieznanych lądów, gdzie wszystko jest nowe, inne, a nawet piękne! Połączył to, co naukowe, i to, co romantyczne w jedno. To jego holistyczne nastawienie przywróciło „przypadkowi” i jednostce chorobowej człowieczeństwo. Nie pozwoliło też na bezmyślne porównywanie mózgu do komputera. Pozwoliło za to na poznanie historii osoby chorej, jej przeżyć, doznań i skojarzeń, zmagań z chorobą, walki o jej przetrwanie oraz odkrycie nieznanych przestrzeni świadomości zdrowemu człowiekowi. Autor swoich pacjentów uczynił przewodnikami po dziejach choroby i krainach świadomości niczym z bajki, które łączą się w jedno u zbiegu faktu i baśni, a co rosyjski neuropsycholog Aleksandr Łuria, na którego badania autor często się powoływał, nazwał „romantyczną nauką”. Dzięki takiemu „romantycznemu” podejściu mogłam nie tylko poznać najważniejsze zaburzenia wywołane nieprawidłową pracą mózgu o różnym podłożu uszkodzeń, ale także przekonać się, że neurologia może być „ludzka”.

   Autor całość wiedzy podzielił na cztery rozdziały, w których pogrupował choroby wynikające ze strat, nadmiarów, uniesień i powrotów oraz prostego odbioru przez umysł. W tym kontekście agnozja, amnezja, fantom, afazja, zespół Tourette’a i Korsakowa czy muzyczna epilepsja brzmiały, jak tytuły bohaterów opowieści z Baśni tysiąca i jednej nocy snutych przez autora niczym Szeherezada. I dokładnie taki był jego zamysł, o czym świadczy motto umieszczone w książce.

Do tego stopnia, że niektóre choroby nie były dla pacjentów „dopustem bożym”, ale darem pozytywnie wpływającym na psychikę, a w konsekwencji na ich życie, czyniąc je pełniejszym, ciekawszym i sensowniejszym. Ba! Niektórzy nie chcieli być z nich wyleczeni! Stając się geniuszami w innej dziedzinie, pozbawienie choroby czyniło ich kalekami. Mistyków i wizjonerów osoby tylko chore na epilepsję lub migrenę. Artystów – ludzi bez weny i natchnienia.  Ale nie wszyscy mają to szczęście stać się znanymi i uznanymi. Większość zapełnia szpitale psychiatryczne. To właśnie do nich dociera autor, ukazując bogactwo przeżyć, doznań, odmiennych procesów myślowych, a przez to fascynujących.

   Przede wszystkim jednak zbliża!

   Oswaja choroby, nadając im status normalności, a nawet atrakcyjności w swojej odmienności i, najważniejsze dla mnie, wskazuje płaszczyznę komunikacji z osobą chorą. Potwierdza sens mojej pracy, kiedy idę z młodzieżą do ośrodka Warsztatu Terapii Zajęciowej, by wspólnie z jego uczestnikami odkrywać świat książki, niwelując granice zdrowia i choroby. Nie ma różnic. Są opowieści i wspólne ich doświadczanie. Na tym spotkaniu przeżywaliśmy kolejne wcielenia i losy Baileya w Był sobie pies W. Bruce’a Camerona.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.



Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Drogi do onkologii – Renata Furman

Drogi do onkologii: liderzy patrzą wstecz – Renata Furman
Wydawnictwo Lekarskie PZWL , 2017 , 140 stron
Literatura polska

   O onkologii mówi się cicho i mało.

   Wszyscy znamy dokonania i sukcesy polskich kardiologów. Trudnej drogi do nich. Zdjęcie ze Zbigniewem Religą po pierwszym przeszczepieniu serca obiegło cały świat. Powstał nawet film (polecam!) o nim z Tomaszem Kotem w roli głównej i w reżyserii Łukasza Palkowskiego – Bogowie.

   O onkologii nie jest tak głośno i medialnie.

   Może dlatego wiemy o jej sukcesach tak mało, bo kojarzy się z bolesną i niepewną w rokowaniach chorobą? Przewlekłym cierpieniem? Przyśpieszonym wyrokiem śmierci? Ta skromna z wyglądu, ale treściwa w przekazie publikacja, próbuje ten obraz i nastawienie zmienić. Pokazuje, jak wiele dzieje się w tej dynamicznie rozwijającej się dziedzinie medycyny. Jak wiele ważnych odkryć i spektakularnych sukcesów odnotowała w swojej historii. Jak wielu ludzi uratowała, kładąc nacisk również na profilaktykę. Nie jest to jednak historia onkologii w potocznym rozumieniu, chociaż wyraźnie rysuje się ona w tle tych dziewięciu  wywiadów przeprowadzonych przez autorkę ze współczesnymi, polskimi onkologami, którzy opisali swoje indywidualne drogi do onkologii. Jednostkowe historie tworzenia jej w Polsce od podstaw.

   Przeciekawie!

   A były bardzo różne, kręte, wybierane świadomie lub z przypadku, czasami bardzo skomplikowane i stawiające przed  trudnymi wyborami decydującymi nie tylko o dalszym rozwoju zawodowym, ale i o życiu osobistym. Wszystkie ilustrowane zdjęciami.

Było w nich jednak kilka elementów wspólnych, które składały się na jednakową, charakterystyczną dla nich wszystkich, postawę lidera. Pioniera w dziedzinie polskiej medycyny (ale nie tylko!), która za ich młodości dopiero raczkowała, a w programie nauczania studentów medycyny nie było jej wcale. To przede wszystkim chęć pokonywania wyzwań i przekraczania barier stawianych przez naukę, która dopiero w Polsce powstawała. Jacek Jassem ujął to wprost – Podczas zajęć z onkologii w ramach studiów zobaczyłem, jak wiele jest do zrobienia w tej dziedzinie, z jak niskiego szczebla startujemy. Pomyślałem, że właśnie w niej najlepiej będę mógł się realizować. Chciałem podjąć to wyzwanie, bo wydało mi się ono najtrudniejsze. To również chęć zdobywania wiedzy w sposób badawczy w klinikach zagranicznych, by przeszczepiać ją na grunt polski. To także praca od podstaw w tworzeniu instytutów i nowych dziedzin i specjalizacji w onkologii oraz w przeprowadzaniu pionierskich zabiegów. To nieodparta potrzeba działania na rzecz polskich pacjentów, mimo że mogli żyć i rozwijać się zawodowo za granicą, a w Polsce, jak wspomina Marek Nowacki, czekało mnie mieszkanie w wynajmowanym pokoju z łazienką, na skraju dobrego i złego osiedla, i jeżdżenie „rdzawą strzałą”, czyli rozpadającym się przerdzewiałym autem. Słuchając wspomnień tych dziewięciu niezwykłych ludzi i lekarzy zaczęłam powoli uświadamiać sobie, ile, my, Polacy, zawdzięczamy w onkologii osobom, które w życiu wybrały „być”, a nie „mieć”. Osobom, które nie tylko leczyły, ale prowadziły prace badawcze, akcje profilaktyczne (Mam haka na rakaRzuć palenie razem z nami) i programy narodowe we współpracy z ministrami zdrowia, wprowadzały zmiany w przepisach ustawodawczych, wprowadzały standaryzację, opracowywały zalecenia w postępowaniu leczenia czy inicjowały ruchy społeczne na rzecz pacjentów. Wszystko po to, by zmniejszyć onkologiczne statystyki zachorowalności Polaków. By w powszechnym myśleniu zamienić strach przed rakiem wymawianym kiedyś szeptem, na bardziej powszechne powiedzenie, które wypowiadamy obecnie z głośną pewnością, kiedy słyszymy z ust znajomych lub bliskich o zdiagnozowanej u nich chorobie nowotworowej:

   Rak to nie wyrok!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Mózg 41 największych mitów – Christian Jarrett

Mózg 41 największych mitów – Christian Jarrett
Przełożyli Anna i Marek Binderowie
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 398 stron
Literatura angielska

   Żyłam z wiedzą o mózgu rodem z XVIII wieku!

   A nawet wcześniej. Byłam na przykład pewna, że wykorzystuję 10% możliwości swojego mózgu. Utwierdzały mnie w tym przekonaniu oglądane przeze mnie filmy (świetne zresztą!), wykorzystujące ten mit w fabule:  Jestem Bogiem w reżyserii Neila Burgera i Lucy w reżyserii Luca Bessona. „Fakt”, w który wierzyłam (ręka do góry, kto nadal wierzy!), nagle okazał się mitem! Jak to możliwe, że żyłam wśród tego typu podobnych przekłamań, mając dostęp do rzetelnej wiedzy?! Dlaczego wolałam mitologię mózgu, którą neurolodzy, aby odróżnić od rzetelnej neurobiologii, nazywają neurobełkotem, neuronowinkarstwen, neurobujdą, neurononsensem lub wręcz neurociemnotą? Dlaczego temu ulegałam? Dlaczego dotyczy to zdecydowanej większości ludzi? Mój przypadek neurociemnoty nie był odosobniony, niestety. Nie są od tej przypadłości wolni nawet sami neurolodzy!

   Dlaczego tak się dzieje?

   Na to pytanie próbował odpowiedzieć autor tej publikacji. Brytyjski neurobiolog kognitywny podał i omówił powody ludzkiego braku umiejętności rozróżniania neurobzdur od faktów nauronauki, podtrzymywanej i utwierdzanej wręcz przez media (neuroetykietowanie), beletrystykę (neuropowieści), filmy (chociażby te wyżej wymienione), dziennikarzy, a zwłaszcza neuromarketing. Sprzedawcy wykorzystują modę na naukę o mózgu, dodając przedrostek neuro- do każdej sfery działalności, jaką tylko można sobie wyobrazić, od neuroprzywództwa po neuromarketing, w którym szarlatani, terapeuci alternatywni i guru samopomocy bez skrępowania korzystają z żargonu neurobiologii, rozpowszechniając mętną mieszaninę mitów mózgowych i propagandy samodoskonalenia.

   Ku naszej szkodzie!

   Krzywdzącej nie tylko jednostkę (wątpliwe porady dotyczące samodoskonalenia i wychowywania dzieci oraz alarmistyczne ostrzeżenia przed chorobami), ale mające również negatywny, szerszy zasięg wpływu społecznego zakłócającego jego rozwój ze skutkami politycznymi na skalę międzynarodową włącznie! Dlatego autor postanowił sięgnąć po metodę dużo bardziej skuteczną niż samo przedstawianie prawdziwych informacji na temat mózgu, po które ludzie niechętnie sięgają. A jeśli nawet, to i tak nadal wierzą w mity. Podszedł do zagadnienia walki z neuromitami refutacyjnie, które polega na tym, że najpierw szczegółowo opisuje się mity mózgowe, a następnie je obala. Autor w tej publikacji nie tyle je obalał, co próbował ukazać obiektywny stan rzeczy, zgodny z osiągnięciami współczesnej nauki – jak ujął to autor blurba na okładce, prof. Uniwersytetu Gdańskiego dr hab. Michał Harciarek. Autor publikacji zebrał 41 najpopularniejszych, najtrwalszych i najbardziej niebezpiecznych fałszywych przekonań na temat mózgu, grupując je w ośmiu rozdziałach, w których mit dotyczył odpowiednio: historycznej ewolucji wiedzy o mózgu, technik okołomózgowych, postaci historycznych wpisanych w rozwój neurobiologii, trwałości i nieśmiertelności przeinaczeń i nadinterpretacji, fizycznej budowy mózgu, nowoczesnej technologii, relacji mózgu z ciałem i chorób neurologicznych. W rzeczywistości tych mitów było dużo więcej, ponieważ autor w obrębie głównego tematu wypunktowywał dodatkowo „podmity”. Każdy z mitów przedstawiał od strony przyczyn jego powstania i trwania w świadomości społecznej, począwszy od błędnej metodologii badawczej samych naukowców, a skończywszy na zafałszowaniach, nadinterpretacjach, przeinaczeniach, uproszczeniach, przekłamaniach, nadużyciach dziennikarzy, pisarzy, reżyserów, biznesmenów, liderów ruchów społecznych (płeć mózgu), a nawet polityków. Po czym ten fałszywy obraz równoważył rzeczywistą wiedzą, powołując się na rzetelne i najnowsze badania naukowe. Ten sposób podejścia w przekazie zapowiedział we wstępie – Aby rozbić błędne przekonania na temat mózgu i przedstawić prawdę o tym, jak naprawdę działa ów narząd, przewertowałem setki artykułów w czasopismach, sięgałem po najnowsze publikacje encyklopedyczne, a w niektórych przypadkach kontaktowałem się osobiście z najlepszymi ekspertami na świecie. Byli wśród nich również Polacy! Swój bogaty wybór tytułów zamieścił w bibliografiach umieszczonych pod każdym z rozdziałów, a całość zilustrował zdjęciami umieszczonymi na końcu książki.

   Co się okazało!

   Ta nowa wiedza była dużo bardziej fascynująca, zaskakująca i sensacyjna niż sam mit. Ukazywała nie tylko piękno budowy i działania mózgu, ale również ogrom nieodkrytej wiedzy na jego temat oraz kierunki dalszej jej rozwoju. Po tej lekturze na pewno inaczej będę odbierała oferty reklamowe z propozycją podłączenia mojego mózgu pod prąd i inne fale elektromagnetyczne. Krytyczniej będę odbierała filmy i neuropowieści. Zapomnę o NLP. To jednak nie wszystko w co wyposażyła mnie ta pozycja. Autor dał mi do ręki „broń” do walki i samoobrony przed neuromitami wykorzystywanymi w mass mediach. Nazwał ją przekornie i z humorem – Neurobujdy – zasady samoobrony. Zawiera ona sześć wskazówek, jak zastosować sceptyczne, empiryczne podejście do samodzielnego rozpoznania mitów mózgowych. Korzystając z nich, będzie mi łatwiej rozpoznać różnicę między prawdziwym neuronaukowcem a szarlatanem oraz przemyślanym artykułem prasowym na temat mózgu a medialną sensacją. Nie chcę zdradzać zawartości mitów (o najpowszechniejszym wspomniałam na początku wpisu), bo odebrałabym innym przyjemność zaskoczeń i olśnień, których doświadczałam podczas czytania. Muszę jednak wspomnieć o najbardziej niebezpiecznym micie, jako przykład dla tych, którzy nadal pozostają sceptyczni wobec szkodliwości neuromitów. Najbardziej wstrząsnął mną swoimi drastycznymi skutkami wiary w mit ten o uwalnianiu złych duchów przez wywiercenia otworu w czaszce. W Internecie łatwo można dziś znaleźć filmiki instruktażowe, jak samodzielnie wykonać trepanację!

   Sic!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Mózg 41 największych mitów [Christian Jarrett]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Według neurobiologii echolokacja jest kolejnym zmysłem człowieka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Sztuka obsługi penisa – Andrzej Gryżewski , Przemysław Pilarski

Sztuka obsługi penisa – Andrzej Gryżewski , Przemysław Pilarski
Wydawnictwo Agora , 2018 , 360 stron
Literatura polska


   W takiej pięknej kopercie, ozdobionej grafiką z okładki książkowej, otrzymałam tę publikację. Prawo reklamy! Pani na poczcie miłosiernie zakleiła nalepką mężczyznę z genitaliami, ale na napis naklejki już zabrakło. Książkę listonosz, nie zastawszy mnie w domu, zostawił u sąsiadki. Od tej pory sąsiadka badawczo mi się przygląda, a listonosz nieustannie usiłuje umówić się ze mną na kawę. Tak reklama trafiła we mnie rykoszetem. Mam branie!

   To tyle żartów w tym temacie.

   Bo sama pozycja to poważna i bardzo ważna publikacja, której teksty i refleksje były wcześniej rozproszone w różnych czasopismach. Autorzy: seksuolog, psycholog, psychoterapeuta i edukator seksualny oraz dziennikarz, dramatopisarz, scenarzysta i dramaturg, postanowili zebrać je w jednym miejscu w formie wywiadu. Chociażby dlatego pierwsze skojarzenie z indyjską Kamasutrą zawierającą opisy technik pozycji seksualnych, jakie nasuwa się po przeczytaniu jego tytułu, można wyrzucić do kosza. Jedno przyznać można – faktycznie chodzi w nim o najważniejszy organ seksualny człowieka i nie jest nim penis, ale mózg.

   Właśnie o tym był ten wywiad.

   Ujmował temat seksualności mężczyzny bardzo szeroko. Można w tej szczerej rozmowie dwóch mężczyzn spotkać i encyklopedyczne informacje medyczne począwszy od tych fizjologicznych na fizycznej budowie genitaliów mężczyzny skończywszy, wspartych rysunkami,

jak i informacje z zakresu psychologii tłumaczące procesy psychiczne związane z seksualnością mężczyzny. W tym zakresie ten wywiad rzeczowo i fachowo edukował (również językowo i pojęciowo), dostarczając sprawdzone naukowo fakty i obalając mity. To umiejętnie ukryta rola przewodnika tej rozmowy po dziedzinie seksuologii męskiej. Dostarczała również wiedzy na temat stanu zdrowia seksualnego Polaków. Nie była on optymistyczna. Właściwie nie powinnam się temu dziwić. Nie powinny mnie zaskakiwać wypowiedzi seksuologa, że już co trzeci mężczyzna w stałym związku nie współżyje lub regularnie unika współżyciawśród uzależnionych od porno osiemdziesiąt procent to mężczyźniodnotowuje się coraz więcej przypadków zachorowań na kiłęogromna rzesza mężczyzn, rosnąca z roku na rok, nie współżyje w związku, tylko realizuje się seksualnie, masturbując się przy komputerzew dzisiejszych czasach pornografia wygrywa z seksem i najważniejsze dla mnie spostrzeżenie  – Edukacja seksualna młodych ludzi w Polsce odbywa się najczęściej w gronie rówieśniczym albo w internecie. Obecnie częściej w sieci. Wniosek, który już znałam, bo był dokładnie taki sam, z jakim dzieliła się Izabela Jąderek w Seksolatkach. Drugi wniosek, który podzielał autor-seksuolog, a który usłyszałam podczas wykładu Izabeli Jąderek w Szczecinie Pornografia, cyberprzemoc i seksualizacja – zagrożenie i skuteczne przeciwdziałanie skierowanym do ludzi pracujących z dziećmi i młodzieżą, dotyczył uzależniania się dzieci i młodzieży od pornografii. Rekordzista miał 8 lat! Autor-seksuolog w swoich rozważaniach poszedł dalej. Pokazał skutki braku edukacji seksualnej wśród dorosłych już mężczyzn, do których należą również uzależnienia (nie tylko od pornografii!), ujmując je w trzech grupach problemowych: lęk zadaniowy, uzależnienie od pornografii i masturbacji oraz ex aequo – obniżone libido oraz zaburzenia erekcji. Grozę tej sytuacji zwiększa fakt, że tylko 8% mężczyzn z takimi problemami zgłasza się do specjalistów. Seksuolodzy często są jedynymi, którzy je poznają. W tym sensie ten wywiad był dla mnie kontynuacją Seksolatków Izabeli Jąderek i jej wykładu, mówiących o braku wychowania seksualnego w polskich szkołach i jednocześnie próbą odpowiedzi na pytanie – jakie są tego skutki wśród dorosłej męskiej populacji polskiego społeczeństwa? To wyjątkowa okazja, by usiąść w gabinecie psychoterapeuty oraz seksuologa i zajrzeć pod maskę polskiego macho i wnikliwie, uważnie przyjrzeć się jego prawdziwej twarzy. To twarz samotnego, cierpiącego, zawstydzonego, zalęknionego i niewyedukowanego (bardzo dużo problemów pacjentów wynikało po prostu z braku podstawowej wiedzy na temat własnej seksualności!) człowieka, wykorzystywanego przez grupy przestępcze proponujące cudowne pigułki na wszystkie dolegliwości, problemy i kompleksy. Między innymi zwiększające penisy i masę mięśniową. Żeby nie być gołosłownym, autorzy odesłali mnie do Google’a, by pokazać efekty. Zajrzałam pod ten drastyczny link. Te dotyczące powiększania penisów są dużo drastyczniejsze, więc darowałam sobie ich linkowanie. Dla mnie to dowód na to, jak ważnym problemem jest seksualność współczesnych mężczyzn pozbawionych wychowania seksualnego w dobie technologii cyfrowej, obalający mit, z którym spotkałam się w My zdies’ emigranty Manueli Gretkowskiej – mężczyzna to prosty mechanizm, bo posiada tylko jedną dźwignię. Jeden z pacjentów autora-seksuologa zdecydowanie temu zaprzeczył. W monologu penisa, o który poprosił swoich pacjentów, przeczytałam – Wbrew obiegowej opinii, że należę do najłatwiejszych narzędzi na świecie, chyba jestem dość skomplikowany. Dementuję więc raz na zawsze: nie jestem łatwy. I nie jestem narzędziem. Przy okazji pozwolę sobie „zacytować” wypowiedź dziewiętnastolatka, która mnie rozbawiła, ale też była symbolicznym i sztandarowym znakiem stylu komunikacji współczesnych nastolatków wolących generalnie oglądać i pokazywać niż pisać i czytać.

   Ogromną zaletą tego wywiadu była sfera doświadczeniowa czyli powoływanie się na bardzo obrazowe i przemawiające przykłady konkretnych pacjentów z problemami, w których, jak wyraził się jeden z nich – życie depcze wyobraźnię. Jeśli uważałam się za osobę wyedukowaną, bo czytającą, uczestniczącą w szkoleniach i jeżdżącą na konferencje z udziałem takich guru seksuologii, jak Izabela Jąderek czy prof. Zbigniew Izdebski,

ZCDN w Szczecinie

którego wykładu Seksualność Polaków. O potrzebie edukacji seksualnej w cyklu życia wysłuchałam podczas konferencji Seksualność młodzieży w wieku szkolnym, to faktycznie wiedza praktyka przerosła mnie nie tyle różnorodnością przypadków, co ukazaną skalą problemu. W tym sensie można tę książkę potraktować, jak dzwon bijący na alarm, który potwierdza realność doniesień o Seksrobotach w sypialni jako normy w przyszłości.

   I żadne 500+ wtedy nie pomoże.

   To również pozycja, która przekracza granice tematów medyczno-psychologicznych. W swojej treści często odwołuje się do szeroko pojętej kultury. Dzięki poleceniom autorów wynotowałam sobie między innymi kilka ciekawych filmów wartych obejrzenia, bo poruszających omawianą problematykę. Rodzice niedorosłych dzieci mogą z kolei zajrzeć pod link Nie wierzę w bociana, gdzie znajdą sporo materiałów edukacyjnych, bo wbrew pozorom, ta książka nie jest tylko dla mężczyzn, chociaż można ją potraktować jak koło ratunkowe dla nich. Polecam ją również  kobietom, bo zmienia egoistyczne spojrzenie skierowane tylko na siebie, jako tę bardziej skomplikowaną, której należy się większa uwaga i delikatność. Książka przywraca proporcje – każdemu po równo i tyle samo, bo zarówno kobieta, jak i mężczyzna są ludźmi i żadne z nich nie jest bardziej lub mniej skomplikowane. Rządzą nimi te same procesy psychologiczne mające swój początek w mózgu. Reszta to maska!

   Warto pod nią zajrzeć.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Sztuka obsługi penisa [Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tutaj można wysłuchać wykładu Życie seksualne Polaków prof. Zbigniewa Izdebskiego.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Człowiek na bakterie – Margit Kossobudzka

Człowiek na bakterie – Margit Kossobudzka
Wydawnictwo Agora , 2018 , 238 stron
Literatura polska


   Mamy w sobie zwierza!

   Nie chodzi mi o obcych, czyli robaki i tasiemce, którymi straszą nas parazytolodzy i reklamy lobbujące na rzecz leków je zwalczające. Tu chodzi o coś, co waży około 2 kg i nazywa się – mikrobiota. Żyje w nas od zawsze (w sensie ludzkości) i od narodzin (w sensie człowieka), a tym samym od zawsze nami rządzi, chociaż naukowcy nazywają to również symbiozą. Nie jest jednorodny, bo przypomina kolonię, chociaż zachowuje się, jak jeden organizm. Jest ekosystemem bakterii, wirusów, grzybów, archeanów i protozoów większym od ekosystemu Puszczy Amazońskiej.

   To niejedyna dla mnie rewelacja!

   Mikrobiota jest barierą ochronną przed światem zewnętrznym powierzchniowo większym niż skóra. Łączy się bezpośrednio z układem nerwowym. Według wielu specjalistów pełni rolę mózgu nie mniejszą niż ten właściwy organ w neurologicznym sensie, rządząc naszymi pragnieniami i chęciami żywieniowymi, wydolnością fizyczną, odpornością, a nawet tym, czy schudniemy, czy nie. Steruje nie tylko naszym metabolizmem, ale również psychiką, mając udowodniony wpływ na nasz nastrój, samopoczucie, a nawet choroby psychiczne i neurologiczne, jak depresja czy autyzm.

   Jesteśmy tym, co jemy!

   To stary i znany slogan, ale w tej publikacji autorka wypełniła go treścią dla mnie totalnie nową i odpowiedziała, dlaczego i w jaki sposób to jedzenie wpływa na mój wygląd, zdrowie, samopoczucie, a w konsekwencji osiągnięcia oraz sukcesy i jaki zwierz za tym stoi. Co we mnie i ze mną robi? Odpowiedzi szukała w rozmowach ze specjalistami – dermatologiem, wenerologiem, neurologiem, gastroenterologiem, pediatrą, neonatologiem, immunologiem, ginekologiem, farmakologiem i psychodietetykiem. Każdy z nich opowiadał o mikrobiocie z punktu widzenia własnej dziedziny nauki, opierając się na wynikach najnowszych badań, jednogłośnie wskazując na nowość zagadnienia we współczesnej medycynie, której badania w tym kierunku zapoczątkowują właśnie powstawanie nowej gałęzi – Eubiocyny? Dysbiocyny? A na pewno nowej specjalności lekarskiej – profilera mikrobioty. Ale nie dajmy się tak zaraz zwariować tymi rewelacjami i zniewolić.

   Mikrobiotę można okiełznać!

   Zwierz niekoniecznie musi nami rządzić. To my możemy na niego wpływać i tak nim kierować, żeby i jemu było dobrze, i nam. Autorka wspólnie ze swoimi rozmówcami podała instrukcję dobrego zarządzania naszą mikrobiotą. To przede wszystkim ruch i odżywianie. Paliwo dostarczane naszym ba(k)teriom. Jeśli będziemy je „chrzcili” tak, jak benzynę, nie pojedziemy długo i daleko. Energia musi pochodzić z dobrego i dobrze dobranego źródła. Ku pamięci, zamieszczę sobie tutaj jego skróconą wersję.

Jestem zaskoczona tym, że ta publikacja wywarła na mnie większy wpływ w postanowieniach żywieniowych niż nie mniej uświadamiający w tej tematyce Słodziutki Dariusza Korytki i Judyty Watoły. Patrzę teraz na jedzenie nie pod kątem jego walorów i przydatności dla mnie, ale, co mój zwierz z tym zrobi, a potem, jaką krzywdę lub przyjemność mi zafunduje.

   Jak zwykle wybór należy do każdego z nas.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.

Warto obejrzeć jeszcze część 2.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: