Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Gambit mocy – Piotr Muszyński

21 marca 2019

Gambit mocy – Piotr Muszyński
Wydawca Wydawnictwo Oficynka , 2014 , 704 strony
Literatura polska

Chcąc uniknąć smęcenia o przesłaniu w tej powieści fantasy, które jest tak stare i banalne, jak długo istnieje ludzkość, napiszę krótko – żądza władzy i jej zgubne skutki. To o jej skomplikowaniu, układach, walce dobra ze złem, podchodach, przekupstwie, morderstwach i co tam jeszcze sobie człowiek nie wymyślił, żeby być najważniejszym we wszystkim wśród wszystkich, jest ta opowieść. Historia księżniczki Sami, która posiadając niepoprawnie polityczny kolor skrzydeł, musiała opuścić ojczyznę i zacząć żyć w ukryciu na obcej ziemi Dorianu. To nieoficjalnie. Oficjalnie została uznana za zmarłą. „Ożywienie” było dla niej zbyt małą nagrodą. Chciała władzy. Osiągnięcie tego celu można było nazwać gambitem mocy. Wydarzeniem, w którym metaforycznie rzecz ujmując, któryś z właścicieli folwarku postanawia zagarnąć część pastwiska swojego sąsiada. Grą, w której każdy chwyt jest dozwolony. Włącznie z morderstwem.
I na tym krótkim wstępie mogłabym zakończyć swoje rozważania, o czym jest ta opowieść, gdyby nie cała reszta utkana na tej osnowie, czyniąc z niej opasłą, przyjemnie tłuściutką, wielowątkową historię z wielobarwnym korowodem postaci. Bo ten gambit mocy dzieje się w świecie realnym i w zaświatach, ale równie dobrze między nimi. Tuż pod cienką warstwą tu i teraz. W świecie, który mógłby istnieć równolegle do mojego, ale i w zamierzchłej przeszłości lub przyszłości. Tak rozległy przestrzennie i czasowo, że siłą rzeczy ludny postaciami z tego i nie z tego świata. Obcymi i strasznymi, ale jednocześnie tak dobrze mi znanymi ze zdolności przeżywania bliskich mi emocji. I tych dobrych, i tych negatywnych. Ta różnorodność wszystkiego oraz psychiczna i fizyczna zmienność postaci sprawiała, że nigdy nie wiedziałam, kim tak naprawdę są i co mnie dzięki temu czeka tuż za rogiem kolejnej kartki. A każdy, pomimo ich mnogości, był inny, wyrazisty i charakterystyczny. Nawet ten najmniejszy, najniższy w hierarchii, najbardziej pogardzany byt wszystkich światów. Na dodatek często zmienny w swoich poglądach, niezdecydowany komu służyć i kto więcej naobiecuje lub bardziej pogrozi. A zdarzało się, że ta skłonność do zmienności przenosiła się również na formę fizyczną. Dla duszy nie było przeszkód w wędrowaniu, a dla ciała bariery fizycznej. O prawdziwej naturze niektórych dowiadywałam się bardzo późno. Traktowałam je jak niespodzianki wprawiające mnie w zdumienie i konieczność przetasowania kart do gry, by zacząć od nowego układu. Nowego punktu wyjścia w rozwoju dalszych wypadków. I tak do następnej niespodzianki wpływającej na rozkład sił wrogich obozów.
Swoistej sztafety gry autora ze mną, czytelniczką.
Uwielbiałam te jego zagrywki. Zwłaszcza te pozostawiane w ostatnim zdaniu kończącym scenę, a jednocześnie prowokującym swoim niedopowiedzeniem kolejną. Niekoniecznie natychmiast kontynuowaną. Bywało, że moja ciekawość była zaspokajana dopiero kilkadziesiąt stron dalej, jednocześnie nadal podsycana nowymi wątkami. Do tego dochodziła umiejętność autora malowania słowami tajemniczych, czasami ciepłych, a czasami bardzo groźnych, plastycznych obrazów, w których szczegóły i detale, kolory i gra światła, dopełniały tajemniczości, niezwykłości i wyjątkowości miejsc wydarzeń. Dotyczyło to również wyglądu i ubioru bohaterów, a także efektów specjalnych.
Bo magii w tej opowieści jest mnóstwo!
Właściwie książka magią stoi. Zanim się do tej myśli przyzwyczaiłam, zanim zrozumiałam, że dzięki niej może zdarzyć się wszystko, zdążyłam opłakać mojego ulubionego bohatera negatywnego, który został uśmiercony, by po jakimś czasie cieszyć się z jego zmartwychwstania. Nie wiedziałam, czy mieć to za złe autorowi, czy być mu wdzięczną, dopóki nie zrozumiałam, że śmierć w tej powieści straszna jest o tyle, o ile nie boli przy przekraczaniu jej progu, a to w zaświaty zmarłych, w których życie tliło się nadal, a to do kolejnego ciała, czyniąc z pierwotnego właściciela zombi.
Dworowanie sobie z powagi śmierci?
Nie tylko. Żeby opowieść nie była za poważna w tym poważnym świecie żywiołaków, zmiennokształtnych, skrzydlatych, orków, wilczych jeźdźców i wielu, wielu innych istot gotowych dla swojego interesu bez skrupułów łeb drugiemu ukręcić (co nie wiązało się z definitywną śmiercią) , a raczej służyła relaksacyjnemu masażowi moich skołatanych nerwów, autor użył języka humoru. Mnóstwo go w dialogach, monologach i konkretnych sytuacjach, przechodzący momentami w sarkazm. Podejrzewam, że na tak podaną fabułę powieści miały wpływ zainteresowania i profesje autora – dziennikarz (dobry warsztat literacki), tester gier komputerowych (powieść jak gra, w której ma się po kilka żyć), magister historii (znajomość fachowych terminów chociażby oręża), badacz dawnych wierzeń (stąd wiele artefaktów i odniesień do mocy pierwotnych) i poczucie humoru, o którym w okładkowym blurbie nie ma nic, ale co wyczułam podczas czytania.
I wszystko jasne!
Z takiej mieszanki zainteresowań, musiała powstać dokładnie taka opowieść – przebogata w fabule, wciągająca w swój alternatywny świat, w którym wszystko zdarzyć się mogło i nie zawsze na poważnie. Zatracałam się w niej na tyle, że używanie zbyt współczesnego słownictwa, wyrzucało mnie spomiędzy stron. Przyznam się, że za te koszty amortyzacji zużycia miecza lub poprawę PR, któregoś z bohaterów, byłam za każdym razem na autora obrażona. Tego się nie robi czytelnikowi! To grozi wstrząsem anafilaktycznym!
Miałam jeszcze jeden problem, tym razem z powieścią. A dokładniej z określeniem jej odbiorcy. Z jednej strony głównymi bohaterami są nastolatkowie (ale bez zawracania sobie głowy rozdzierającymi serce romansami, bo z tego autor też sobie dworował) i ich dorastanie oraz dojrzewanie do wydarzeń, a także roli w nich, a z drugiej strony przebogata fabuła fantasy przypominająca grę komputerową, która pochłonie każdego, bez względu na wiek, tak jak mnie.
Ale ten dylemat pozostawiam kolejnym czytelnikom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Gambit mocy [Piotr Muszyński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Swoje wrażenia spisałam dla portalu Zbrodnia w Bibliotece.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Upadające królestwa – Morgan Rhodes

Upadające królestwa – Morgan Rhodes
Przełożyła Kinga Kwaterska
Wydawnictwo Oficyna Gola , 2013 , 509 stron
Cykl Falling Kingdoms ; Tom 1
Literatura kanadyjska

Dawno, dawno temu…
W czasach, kiedy Mytica była jedną, szczęśliwą krainą bez podziału na Królestwo Północy – Limeros, Królestwo Środka – Paelsię i Królestwo Południa – Auranos, wszyscy jej mieszkańcy żyli w dobrobycie i harmonii. Tak przekazują legendy i podania. Wśród nich krąży również przepowiednia o wyjątkowej dziewczynie, która będzie władała potężną, niewyczerpaną magią pochodzącą od czterech żywiołów. Mocą, którymi rządzą Parantele, mityczne kryształy zawierające nieskończoną magię. Podobno zaginęły tysiąc lat temu, przyczyniając się do obumierania wszystkiego w trzech królestwach, a zwłaszcza tego, co z magii powstało. Oficjalnie mało kto wierzył w ich istnienie. Nieoficjalnie każdy chciał je odnaleźć i posiąść. Królowie i przywódcy, by rządzić całą Myticą. Obserwatorzy, by odzyskać swoją własność. Kiedyś byli strażnikami kryształów w swoim Sanktuarium. Mieli chronić świat i ludzi przed ich zgubnymi wpływami. Tylko oni potrafili przywrócić i utrzymać harmonię współistnienia ich magii i mocy z życiem. Jednak kluczem do ich odnalezienia była niepozorna nastolatka.
Księżniczka Limerosu – Lucia.
Dziewczyna z proroctwa, która nie miała świadomości swojej roli w planach dorosłych do momentu objawienia się w niej zdolności nadprzyrodzonych. Jednak nie tylko na niej skupiała się fabuła tej opowieści fantasy skierowanej do nastolatków. W każdym królestwie żyli jej rówieśnicy, którzy wplątani w sprawy dorosłych, musieli odnaleźć się w świecie krwawej i zaciętej walki o władzę. Wartość większą od wiecznej młodości, urody czy magii. Stanąć twarzą w twarz i opowiedzieć się po jednej ze stron.
Autorka pod postacią baśniowej opowieści stawia młodego czytelnika przed trudnymi wyborami. Tworzy skrajne, skomplikowane sytuacje, w których decyzje i opowiedzenie się po stronie światła lub ciemności nie przynosi ukojenia. Każdy wybór, każda decyzja i każda postawa pociąga za sobą nieprzyjemne, a nawet śmiertelne konsekwencje. Nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy czynią to w dobrej wierze i ze szlachetnych pobudek. Wplątuje w nieprzewidywalne i niebezpieczne przygody, w których wróg może stać się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. Każe dostrzegać w najbardziej złym człowieku drobinę dobra, o którą warto powalczyć. Wikła w zakazane relacje przyjacielskie, siostrzane, braterskie i miłosne, by jeszcze bardziej zapętlić powiązania i sieć zależności w fabule życia. Uczy odchodzenia bliskich i kochanych, a także wrogów, by dotkliwiej dać odczuć cierpienie niesione przez śmierć i bezsens zemsty. Tworzy bolesne tajemnice, by pokazać konieczność ograniczonego zaufania do wszystkich i większej wiary we własne możliwości i umiejętności. Wbrew pozorom nie maluje świata czarno-białego i jednego słusznego frontu postępowania.
Obnaża obiektywną, surową i brutalną wiedzę o życiu.
Ani dobrą, ani złą, ale na pewno przydatną w rzeczywistości pozaksiążkowej. To, co dla ciebie nie jest złem, może być nim dla kogoś innego, a wiedza o tym czyni nas potężnymi nawet bez magii – poucza była Obserwatorka jedną z młodych bohaterek. I to jest argument w dyskusji z nieprzekonanymi do fantasy, twierdzących o jej oderwanym charakterze od realiów właśnie z powodu zawartej w niej magii.
Życie to nie bajka – mówi autorka – serwując młodym życie jak z bajki.
To pierwsza część cyklu, której kontynuacją jest Wiosna buntowników.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 A tutaj obejrzałam zwiastun książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: