Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Stary Hotel – Katarzyna Pylak

7 kwietnia 2019

Stary Hotel – Katarzyna Pylak

Wydanie własne , 2019 , 214 stron

Trylogia Saga ; Tom 1

Literatura polska

   Otrzymałam zaproszenie!

   Na spotkanie z autorką debiutanckiej powieści. Z ciekawością zajrzałam do środka w poszukiwaniu biogramu, a tam intrygująca informacja – „Artystka. Krawcowa, która postanowiła uwiecznić na kartach papieru część swoich wizji i snów.” Znałam autorkę. Korzystam z usług jej pracowni krawieckiej, którą nazwała Pracownią Artystyczną, bo nie ogranicza się tylko do szycia zwykłych rzeczy. Potrafi wyczarować stroje nawet z czasów średniowiecza. Na spotkanie również przyszła w sukni przez siebie wykonaną, a zaprojektowaną przez jej córkę.

   Skąd u autorki sentyment do epoki minionej do tego stopnia, że akcje powieści umieściła w 1895 roku? To jedno z pierwszych pytań, jakie zadano na początku spotkania. Autorka szczerze przyznała, że nie wie skąd u niej to rozmiłowanie w czasach przeszłych, ale wie, że tak czuje i dokładnie te emocje przekazuje poprzez szyte suknie, napisaną książkę, ale także poprzez styl życia i sposób kreowania rzeczywistości wokół siebie, widoczny w urokliwych, czarownych i klimatycznych zdjęciach umieszczanych na fejsbukowym profilu Fabryka Marzeń.

   Lubi tworzyć!

   Jej powieść również powstała samodzielnie, a raczej rodzinnie, bo pomagali jej mąż i córka. Od grafiki, zdjęć ilustrujących tekst, skład i łamanie, po projekt i uszycie okładkowej sukni, której pomysł i kunszt wykonania mogłam podziwiać z bliska podczas spotkania.

   To kompleksowe podejście w samodzielności miało plusy i minusy.

   Ogromną zaletą powieści był pomysł na fabułę, oparty na wizjach, które gdzieś, przy okazji czegoś, pojawiały się w umyśle autorki. Widziana oczami wyobraźni postać schylająca się do kamienia, spod którego wyjmuje klucz, była wystarczającym impulsem, by wokół tej sceny obudować historię tytułowego hotelu, do którego przybyła główna bohaterka – Konstancja. Dziewczyna, której świat rozpadł się na drobne kawałeczki wraz ze śmiercią ojca. Przed odejściem wyznał jej skrywaną i pilnie strzeżoną, rodzinną tajemnicę o jej pochodzeniu. Grób jej rzekomo zmarłej matki, który systematycznie wraz z ojcem odwiedzała, okazał się fikcją. Ojciec poprosił ją, by porzuciła Wołyń i wróciła do Wierzchowisk w Lubelskiem. Do miejsca, skąd pochodzi i gdzie znajdzie odpowiedzi na coraz liczniejsze pytania o przeszłość i tożsamość, które zaczęły się lawinowo pojawiać. Stary Hotel ukryty w zaniedbanej posiadłości krył w sobie kolejne tajemnice, które ktoś za wszelką cenę chciał nadal pozostawić w ukryciu. Śledztwo, jakiego podjęła się Konstancja wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi, stwarzało niebezpieczne sytuacje dla ich życia, rozładowywane humorem sytuacyjnym i słownym. Jedna z takich komicznych scen miałam przyjemność odczytać zgromadzonym gościom.

Świetnie poprowadzone, żywe, błyskotliwe dialogi dodawały dynamiki wydarzeń. Były one jednak zbyt dominujące w powieści. Czasami akcję budowały tylko ich kolejne sekwencje, przenosząc mnie gwałtownie z miejsca na miejsce lub w nową sytuację. Miałam wrażenie, że nie czytam powieści, ale scenariusz. Zaledwie szkic do niej. Czasami o tym, kto z kim rozmawia, dowiadywałam się w trzeciej lub dalszej wypowiedzi. Brakowało mi bardzo między nimi spoiwa w postaci opisu wprowadzającego w nowe miejsce, przygotowującego do zmiany otoczenia lub chociażby komentarza charakteryzującego postać – jego strój, wygląd fizyczny, sposób poruszania się, nastrój, wykonywane gesty czy mimikę twarzy jako uzupełnienie wypowiadanych słów. Trochę przypominało mi to papierową wersję audiobooka, który czytałam sobie sama, ale też sama musiałam dopowiadać nieokreślone okoliczności i domyślać się niewypowiedzianego.

   Poważnym błędem było również niepoddanie treści fachowej korekcie.

   Liczne błędy stylistyczne, gramatyczne, ortograficzne, a przede wszystkim interpunkcyjne obniżyły moją estetykę odbioru i komfort płynnego czytania. Nieustannie „potykałam się”, zmuszona ponownie czytać zdanie, by uchwycić jego sens. Tutaj, jak nigdzie, doceniłam ogromną rolę i wartość przecinków w zdaniu. Na szczęście autorka miała tego świadomość. Jeszcze większe, że była podatna na sugestie i rady, które, jak mówiła, uwzględni w kolejnym tomie – Wierzchowiska. Stary Hotel to pierwsza część trylogii z ogromnym potencjałem wyobraźni przenoszącej w świat minionej epoki, w której Konstancja nie boi się realizować własnych marzeń i łamać społeczne konwenanse XIX wieku. Dla mnie to alter ego autorki przeniesione w czasie, która współcześnie również nie boi się realizować własnych marzeń, wymykając się zaszufladkowaniu.

   Po prostu Artystka!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi: ,

Winna – Alicja Sinicka

6 kwietnia 2019

Winna – Alicja Sinicka

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 414 stron

Literatura polska

   Czy prawda to słabość? Siła? A może słabość przeznaczona wyłącznie dla silnych?

   Odpowiedzi na te pytania, które zadała sobie Wendy, główna bohaterka powieści, znalazłam w jej historii. Pozornie lekkiej, bo o dwudziestopięcioletniej dziewczynie wahającej się uczuciowo między właśnie porzuconym chłopakiem Warrenem a nowo poznanym Jimem. Walka emocji z rozumem, która jej towarzyszyła i niejednoznaczne wybory, których dokonywała pod wpływem chwili, a czasem w wyniku logicznego rozumowania, stwarzały atmosferę napięcia do końca historii tej trójki. W tym sensie powieść obyczajowo-psychologiczna z czasem zaczęła nabierać cech thrillera.

   Ale to nie koniec!

   Pod maską ułożonej, poukładanej dziewczyny chowało się od kilku lat permanentne poczucie winy, które miało decydujący wpływ na jej wszystkie wybory, a tym samym na kierunki rozwoju fabuły powieści. Nieprzewidywalne tak, jak nieprzewidywalne bywają emocje. Wendy winiła siebie za brak akceptacji ze strony ojca, za śmierć brata, a nawet za zdradę ze strony Warrena. Dźwigała wielkie, przytłaczające ją poczucie winy, w którym tkwiła jak w mentalnej trumnie. To ono głównie spowodowało, że została psychologiem, a w chwili rozpoczęcia opowieści doktoryzowała się w Instytucie Psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco. Wybrała psychologię kliniczną człowieka dorosłego po to, by pomóc przede wszystkim sobie. Dzięki temu powieść momentami zamieniała się w kryptoporadnik życiowy z nutą dydaktyzmu dobrze ukrytego w pouczających zdaniach – Najlepszym sposobem na radzenie sobie ze stresem jest skuteczne rozwiązywanie problemów, które nas do niego doprowadziły. Rady te nie raziły, ponieważ były umiejętnie wkomponowane w treść i dobrze uzasadnione sytuacyjnie. Ten ciekawy zabieg autorki, by bohaterkę uczynić profesjonalistką w zakresie psychologii, sprawił, że osobowości postaci i wątki emocjonalne mogłam przyłożyć do siebie. Porównać i skonfrontować z własnymi uczuciami i decyzjami w podobnych sytuacjach.

   Uczynić opowieść interaktywną emocjonalnie.

   W efekcie trudniej było mi oceniać Wendy. Trudniej ferować wyroki i krytykować za „złe” wybory, bo tak naprawdę ich tutaj nie było, nawet jeśli przynosiły negatywne skutki. Jakżeż ja ją dobrze rozumiałam! Właśnie o wzbudzenie takiej we mnie postawy chodziło autorce, która wykorzystała przesłanie w znanym powiedzeniu – szewc bez butów chodzi. Bo nawet jeśli masz głowę pełną wiedzy i teoretycznie wiesz, jak radzić sobie w życiu, to w zderzeniu z własnymi emocjami może ona przegrać. Być totalnie bezużyteczna w danej chwili i w danym kontekście sytuacji życiowej. Wendy świetnie sobie z tego zdawała sprawę, mówiąc – Uwierz mi. Są momenty, w których cała moja wiedza psychologiczna wydaje się jakimś bełkotem, a cholerna reakcja emocjonalna… Nie chcę jej, ale ona nic sobie nie robi z moich pragnień. To ona tu teraz rządzi, śmiejąc się ze wszystkich psychologicznych zabiegów, jakie poznałam. Ten brak dystansu, trauma z okresu dorastania, dezaprobata ze strony ojca i stale towarzyszące jej poczucie winy, stworzyły w niej mieszankę toksycznych emocji, które uniemożliwiły jej świadome i racjonalne korzystanie z wiedzy do rozwiązywania własnych problemów. A skoro takie zjawiska przydarzają się specjalistom, to tym bardziej my, zwykli ludzie, możemy czuć się rozgrzeszeni z własnych błędów. Pomyłek, które ciążą na nas i zatruwają nam życie. Terapeutyczna rola powieści zdejmująca ten ciężar z czytelnika, który wielokrotnie może utożsamiać się z jej bohaterami, ma cudowną moc „uzdrawiającego” głosu udzielanego Wendy – Granica poczucia winy leży we mnie, to ja ją wyznaczam. Mogę wpaść bardzo głęboko w te niebezpieczne wody, mogę dryfować po ich powierzchni, mogę w ogóle do nich nie wchodzić, choćbym stała za najgorszymi zbrodniami świata. Wszystko zależy od wewnętrznej siły, od tego, jak bardzo sobie ufam. Jak bardzo wierzę w to, że jestem dobrym człowiekiem. Niedoskonałym, dobrym człowiekiem.

   Mamy prawo do tej niedoskonałości!

   Opowieść można potraktować jako świetnie przedstawione studium psychologiczne uwikłania kobiety z traumą w związek z mężczyzną-manipulantem. Można również skorzystać z niej, jak z poradnika psychologicznego, który tłumaczy meandry zawiłości kontaktów międzyludzkich warunkowanych emocjami i wpływ innych na nasze postrzeganie świata, przywracając wiarę w siebie i w dobro w nas tkwiące. A można po prostu przeżyć historię zagubionej emocjonalnie dziewczyny, która czasami tak bardzo przypomina nas samych.

   Dobrze skonstruowana, mądra i emocjonalna historia dla czytelnika, który od powieści wymaga więcej niż tylko rozrywki.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Winna [Alicja Sinicka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Zwiastun powieści, w którym bohaterka zaprasza do swojego skomplikowanego świata emocji.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść psychologiczna

Tagi: , ,

Karta nr 98/2019

31 marca 2019

Karta nr 98/2019

Wydawnictwo Ośrodek Karta

Kwartalnik

Literatura polska

   Poczułam się cząstką historii Polskiego Czerwonego Krzyża!

   W najnowszym numerze kwartalnika Karta tematem przewodnim był Polski Czerwony Krzyż.

Jego powstanie, dzieje, dynamika zmieniających się zadań w zależności od okresu historycznego, próba utrzymania swojej działalności poza polityką w czasie II wojny światowej i w PRL-u oraz stan współczesny czyli misji bez granic. Ku mojej radości odnalazłam się w tej historii jako kontynuatorka idei niesionej przez tę organizację poprzez książkę – Myszka w paski i pierwsza pomoc.

Wybrałam się z moją młodzieżą do dzieci ze świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, by tak, jak myszka, która uczyła się udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej, nauczyć dzieci podstawowych zasad zachowania się w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. W konsekwencji ćwiczyliśmy wszystkie rady myszki pod opieką zaproszonego, certyfikowanego instruktora PCK.

   Kolejny artykuł zawierał wspomnienia Stanisława Dobrowolskiego  wydane w niedostępnej dla każdego publikacji Żołnierka i konspiracja. Byłego żołnierza carskiej armii, który w konspiracji werbował Polaków do białych oddziałów Wojska Polskiego w czasie wojny domowej w Rosji w 1917 roku. To wyjątkowa okazja, by zajrzeć do środka, zwłaszcza że publikacja rzadko bywa wykorzystywana przez historyków.

   Kolejny artykuł mówi o procesie odwrotnym – odzyskiwaniu Polaków z Wermachtu, do którego wcielano przymusowo. Wspomnienia osób uczestniczących i odpowiedzialnych za te procedury wyraźnie wskazują na napotykane problemy i jak trudno było „wydobyć” Polaka spośród Niemców stosujących szykany, represje i szantaż. Tym samym głosy świadków wpisują się ww współczesny dyskurs o „dziadkach z Wermachtu”.

   Kolejny artykuł to dla mnie niespodzianka!

   Czytając książkę dla młodzieży Tarapaty Marty Karwowskiej i Katarzyny Rygiel, napotkałam wątek Syrenki Pabla Picassa, który pod wpływem chwili zostawił rysunek na jednej ze ścian mieszkania warszawskiego osiedla. Tutaj dowiedziałam się, jak bardzo kłopotliwy był to prezent zwłaszcza dla właścicielki mieszkania Franciszki Sawickiej. Wspomnienia ukazywały komiczność i patowość sytuacji, w jakiej się znalazła kobieta. Codzienne wycieczki liczące sobie nawet po dwieście i trzysta osób dziennie, zakończyła zamalowaniem dzieła artysty.

   O porozumieniu władzy PRL-u z opozycją opowiedzieli dwaj uczestnicy tych procesów – Wiktor Woroszylski i Kazimierz Dziewianowski poprzez fragmenty prowadzonych dzienników.

Bardzo ciekawą i wzruszająca historię poznałam w artykule Domknięcie losu przybliżającą żmudne poszukiwania zaginionego dziadka w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie III Rzeszy prowadzone przez jego wnuczkę. Zakończone sukcesem dzięki Międzynarodowej Służbie Poszukiwań (z angielskiego ITS), która rozpoczęła kampanię #StolenMemory (Skradziona Pamięć) w formie wystawy plakatów opowiadających o indywidualnych losach prześladowanych w kontekście powrotu pamiątek do rodzin. Ich zdjęcia można obejrzeć na podstronie ITS.

   Numer zamyka zapowiedź książki Warszawa zapamiętana o mieście, którego już nie ma. Pozostało w relacjach biograficznych warszawiaków zebranych w tej publikacji. Można je również wysłuchać na stronie Relacje biograficzne.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Czasopisma artykuły

Tagi: , , , ,

Odwet – Zbigniew Lubieniecki

30 marca 2019

Odwet: Polski chłopak przeciwko sowietom1939-1946 – Zbigniew Lubieniecki

Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2019 , 319 stron + 32 stron zdjęć

Seria Świadectwa XX Wiek: Polska

Literatura polska

   Zabrudziłem głowę – mąka czy kurz? Ale nie – zdaję sobie sprawę, że te dwa białe pasma szerokie na dwa palce na skroniach to… siwizna.

   Autor tych słów miał w tym momencie… 15 lat! Czego trzeba doświadczyć, by w tym wieku posiwiały włosy? O tych sześcioletnich, skrajnych i traumatycznych przeżyciach w syberyjskiej głuszy w latach 1939-1946 autor napisał z obawą. Niektóre obrazy strzegł dotąd jak największej tajemnicy. Przydarzyły się chłopcu, a powinny mężczyźnie. Więc dorósł do nich. Stał się mężczyzną w każdym aspekcie życia osobistego i społecznego. Zarówno w obowiązkach wobec rodziny (matki i trzech sióstr), wcielając się w rolę nieobecnego ojca,  jak i człowieka dorosłego wśród ludzi.

   Czytając po raz pierwszy wspomnienia autora wydane pod tytułem Łowca, ujęte w formie dziennika spisanego w późniejszych latach z pamięci i zachowanych zapisków, odebrałam je przede wszystkim emocjonalnie. Czytając nowe wydanie, ale skupione tylko na latach okresu syberyjskiego, emocje również mi towarzyszyły. Jednak pojawiło się miejsce na docenienie faktów, które wówczas musiały ustąpić, pozostając w tle. Przede wszystkim przyśpieszony rozwój psychiczny, etyczny, społeczny i seksualny chłopca, który musiał zamienić się w mężczyznę. Dostrzegał tę przemianę, pisząc w dniu urodzin – Patrzę długo na ręce i nogi, oglądam się w lustrze. Rzeczywiście, jestem jeszcze bardzo mały, ani trochę nie większy od innych dziesięcioletnich chłopców. Tylko moja twarz jest jakaś inna – smutna i poważna. Próbuję się uśmiechnąć, ale uśmiech ten nie podoba mi się, nie jest prawdziwy. Potem widzę w swych rękach granat, od którego zginął bandyta Ukrainiec. Widzę pistolet wymierzony w głowę ułana, a potem w niemieckiego spadochroniarza. Widzę nóż prujący siedzenia w samochodach, młotek wbijający gwoździe w opony. I chociaż widzę, że ta ręka jest mała i słaba, że należy do dziesięcioletniego dziecka, to jednak zdaję sobie sprawę, że to jest ręka mężczyzny. Dorosłego, który zabija, żeby inni go nie zabili, zakatowali. Dostosowującego się do warunków dyktowanych przez brutalny los, by przeżyć, bo ci, którzy chcieli żyć według dawnej ludzkiej moralności, etyki, zwyczajów i tradycji – umierali. Miał osobowość niepokorną, pamiętliwą i dumną dziedzictwem wychowania patriotycznego w arystokratycznej rodzinie. Zawadiaki, kombinatora, przedsiębiorcy i inicjatora kłamiącego, kradnącego i oszukującego. Duszę wędrowca i naturę włóczęgi chętnie uczącego się od innych, otwartego i ciekawego świata, inteligentnego naśladowcy i kreatywnego nastolatka. Posiadał wszystkie niezbędne cechy do przeżycia w dżungli społeczeństwa przechodzącego gehennę wojny, jak i w tajdze, z której samodzielnie wyszedł żywy po prawie dwóch tygodniach. To dlatego sto razy umarł i sto razy zmartwychwstał, używając eufemizmu określającego wielokrotne pobicia do nieprzytomności, skrajne warunki uwięzienia i bytowania, głód, śmiertelne choroby czy bezpośrednie niebezpieczeństwa utraty życia ze strony innych ludzi.

   Cudem było to, że przeżył.

   Inna rzecz – jakim kosztem? Siwizna to koszt najmniejszy. Największy to utracone dzieciństwo, degradacja psychiki i koszmary z przeszłości. Więcej na ten temat napisała socjolog Kaja Kaźmierska w ciekawym i analitycznym opracowaniu dołączonym do książki – Zniewolone wspomnienia. Pomaga ono zrozumieć postępowanie dziecka i nastolatka, zwłaszcza że zostały napisane z punktu widzenia przede wszystkim czytelnika, a potem socjologa zrozumiałym i przystępnym językiem dla każdego odbiorcy. Kolejną nowością w tym wydaniu były również zdjęcia dokumentów autora,

jego rodziny,

a także autorskich rysunków utrwalających widzianą rzeczywistość.

Ta część wspomnień pozwoliła mi również dostrzec narastającą w autorze chęć odwetu i zemsty, za poniesione krzywdy, głód, łamanie norm moralnych, rozpad rodziny i wreszcie zabijanie. Winowajców upatrzył w sowietach i wymuszonym pobycie w ich kraju, który obudził w nim najgorsze instynkty. Wyjeżdżając z miejsca przymusowego osiedlenia, obiecał sobie – Chcę zapamiętać każdy szczegół – a potem być świadom, za co będę się mścił. (…) Ogarnęła mnie nieprawdopodobna wściekłość. Powiedziałem sobie: „Ja was jeszcze utłukę. Nie spocznę, dopóki nie ubiję was co najmniej stu”.

   Słowa dotrzymał.

   Ale o tym, w jaki sposób, kontynuuje w Łowcy.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , , ,

Czując – Agnieszka Jucewicz

24 marca 2019

Czując: rozmowy o emocjach – Agnieszka Jucewicz
Ilustrował Arobal
Wydawnictwo Agora , 2019 , 328 stron
Literatura polska

Emocje są rzeczywiste, są po to, żeby je przeżywać. Nie da się ich pozbyć, zdystansować do nich. Trzeba je poznać i nauczyć się z nimi postępować w taki sposób, który będzie najlepszy dla danego człowieka.

Tak przekonuje jeden z rozmówców autorki tej książki. Od siebie dodam – również dla innych, bo ze swoimi emocjami nie żyjemy w próżni. Są podstawą naszych zachowań i jakości kontaktów interpersonalnych, wchodząc w skład naszej inteligencji, na którą składa się poziom rozwoju intelektualnego, społecznego i właśnie emocjonalnego. Od tego ostatniego zależy, czy ktoś o nas powie – Inteligentny cham lub psychopata. To od niego zależy również wychowanie naszych dzieci. Psycholog i psychoterapeutka Danuta Golec podkreśla – rodzice nie chcą dziecka niszczyć emocjonalnie, tylko są po prostu emocjonalnie głupi. Wydaje im się, że tak trzeba je wychować – wystarczy nakarmić, ubrać, dać wykształcenie, przekazać jakiś system wartości, przy tym nie rozpuszczać, karać, a wszystko to po to, żeby wyszło na ludzi. To też uszkadza, bo brakuje ciepła, zrozumienia, bo rodzic nie umie wyrazić emocji i tę nieumiejętność niestety przekazuje dalej. Można jednak ten łańcuch przerwać. Jak?

Na to pytanie znalazłam odpowiedź w tym zbiorze rozmów.

Autorka zaprosiła siedemnastu specjalistów – psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów i seksuologa, by przyjrzeć się z bliska podstawowej palecie człowieczych emocji – wdzięczności, miłości, zazdrości i zawiści, krzywdzie i winie, lękowi, złości, radości, pokorze, stracie, współczuciu, wstydowi, nudzie, euforii, namiętności, bliskości, przyjemności i smutkowi. Pierwotnie drukowane w ramach cyklu Szkoła uczuć w Wysokich Obcasach, tutaj zebrała je razem, tworząc podstawowe compendium wiedzy oraz materiał wyjściowy do pracy nad sobą. Dla każdego, bo każdy je przeżywa i okazuje na swój, indywidualny sposób, ale nie każdy potrafi je nazwać, rozróżnić, odczytać u innych, panować nad nimi, a zwłaszcza rozmawiać o nich. Specjaliści tę wiedzę porządkują, obalając wiele mitów – złość piękności szkodzi, dziewczynki nie powinny się złościć czy śmieje się jak głupi do sera. Wskazują na ich dualizm, pokazując stronę pozytywną i negatywną oraz ich burzące i budujące właściwości. Pokazują wyraźne różnice między emocjami podobnymi, by nie mylić na przykład pożądania z miłością. Niemal każdy z nich, mimo że skupia się na jednej emocji, podkreśla konieczność autorefleksji. Znalezienia w sobie miejsca, w którym podda analizie przeżywane emocje i z czasem nauczy się je obsługiwać i nimi zarządzać, bo jak nie mamy takiej przestrzeni na myślenie, to zazwyczaj reagujemy impulsywnie i albo zadajemy ból innym, albo sobie – mówi Danuta Golec, dodając – to miejsce w głowie jest bardzo potrzebne. Nie wymaże tego, co się czuje, ale złagodzi dolegliwości, które z tym uczuciem się wiążą. Autorka chce, aby jej książka pełniła rolę korytarza prowadzącego do tego wewnętrznego pomieszczenia, jeśli ktoś jeszcze go nie znalazł lub lampki go rozświetlającej, jeśli już takie posiada. Dlatego te rozmowy nazywam życzliwym przewodnikiem, który prowadzi ku samorozwojowi, wskazując dalsze kierunki. Niekoniecznie czytając je po kolei, ale według własnych mocnych i słabych stron, w zależności od emocji, którą mniej albo bardziej rozumiemy lub mniej albo bardziej dajemy sobie radę.

Całość wydana jest w pięknej oprawie graficznej.

Każdy rozdział poprzedza rysunek ze spersonifikowaną emocją, tworząc minigalerię, którą można obejrzeć poniżej.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Kwantechizm – Andrzej Dragan

Kwantechizm: czyli klatka na ludzi – Andrzej Dragan
Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 280 stron
Literatura polska

To nie jest typowa książka popularno-naukowa. To jest zupa-śmietnik zawierająca moje prywatne i niezbyt ortodoksyjne spojrzenie na najciekawsze aspekty mechaniki kwantowej, teorii względności oraz współczesnej fizyki, którymi się zajmuję. Czasem jest smacznie, czego mi życzy autor na stronie tytułowej,

czasem pięknie, a czasem niebezpiecznie, ale zawsze nomen omen piekielnie przeciekawie, co ja jeszcze z tej zupy wyłowię i śmietnika wygrzebię. Wynika to z przyjętego przez autora podziału metod badawczych naszej rzeczywistości, którą nazywa klatką dla ludzi na wzór behawioralnej klatki Skinnera. Pierwsze z nich są metodami religijnymi opartymi na tezach trafiających w oczekiwania ludzi, gdzie dogmat, według Ludwiga Feuerbacha, to nic innego jak zakaz myślenia i polega ona na bezkrytycznym przyjmowaniu prawd objawionych, opisujących bez uzasadnienia, w jaki sposób konstruowana jest nasza rzeczywistość. Drugie są metodami naukowymi, które nakazują poddawać w wątpliwość wszystko, nawet te najbardziej prozaiczne i oczywiste oczywistości. Obserwować nie tylko człowieka w owej klatce, a przede wszystkim rozgryzać mechanizmy, w oparciu o które zbudowana jest nasza własna klatka Skinnera, dla niepoznaki nazywana „rzeczywistością”. Owoce tych pierwszych koją lęk ludzi przed nieznanym, zapewniając poczucie bezpieczeństwa kosztem wolności myślenia. Wyniki tych drugich dają wolność myślenia, ale zabierają poczucie bezpieczeństwa. Nieustanny człowieczy balans między wolnością a bezpieczeństwem wyznaczanym przez nasze wybory nie jest niczym nowym, bo wspominał o nim Zygmunt Bauman w zbiorze rozmów Miłość jest warta starania, ale w kontekście poglądów autora, wręcz rewolucją w myśleniu.

Autor wybrał naukę i jej metody.

Trzeba się mocno trzymać drabiny własnego, wypracowanego światopoglądu zarówno religijnego, jak i ateistycznego, opartego na podręcznikowej wiedzy czyli na kłamstwie wyssanym niemalże z mlekiem matki, jak twierdzi autor, by nie spaść, ponieważ autor metodycznie, po kolei usuwa z niej szczeble, pozostawiając człowieka w kwantowym zawieszeniu i udowadniając, że nie da się uprawiać myślenia z dala od mózgu. Wydaje się tobie, że znasz naturę czasu? Otóż nie! Bach! – nie ma szczebla. Wydaje się tobie, że znasz prawa rzeczywistości? Otóż nie ma ich! I bach! – brak drugiego szczebla. Wydaje się tobie, że można udowodniać naukowo? Bzdura! Kolejny szczebel usunięty. Wydaje się tobie, że znasz prawa fizyki – bach!, bach!, bach! Nie ma kolejnych szczebli. Wszystko się tylko wydaje, więc spadasz. Chociaż nie.

Właściwie unosisz się w kwantowej rzeczywistości.

Nie ma żadnych praw, dogmatów, zasad, norm, a zwłaszcza geometrii euklidesowej i innych kłamstw. Jest teoria względności , teoria kwantowa i ich implikacje oraz jedyna pewność, to brak tej pewności w odniesieniu do wszystkich znanych człowiekowi wyznaczników ocen i opisów otoczenia – czasu, przestrzeni, ruchu i procesów zachodzących w czasoprzestrzeni.

Istnieją tylko względność, nieprzewidywalność i prawdopodobieństwo.

Na pozór tworzące chaos wywołany pojawiającą się niepewnością, a za nią lękiem przed nieznanym. Ale jeśli z tej nieprzewidywalności i nieokreśloności stworzy sę pewnik, dogmat, aksjomat, zasadę czy normę, to świat stoi przed nami otworem. Nic, tylko eksplorować do bólu mózgu.

Dokładnie to robi autor!

Jak udowadnia, to nie boli. Będąc fizykiem-teoretykiem, należy do jednego promila populacji posiadającego receptę na ciągłe wątpienie i niebranie niczego sobie do serca.

Jego praca, jak sam mówi w powyższych Kultowych rozmowach z Tomaszem Raczkiem, polega na położeniu nóg na biurku, myśleniu, zapisywaniu kartek i wyrzucaniu ich do kosza. Ten ostatni jest tak samo ważnym narzędziem pracy, jak mózg, kartka i długopis. Laptopa nie polecam, bo idzie w koszty, a podobno myślenie ma nie kosztować. Dyplomatycznie rzecz ujmując, wydaje się to trochę niekonwencjonalne, a już na pewno niepowszechne.

Ale pamiętajmy – cały czas łamiemy schematy.

Jeśli jednak ktoś bardzo się upiera w domaganiu się dowodów na wysoką jakość efektywność i efektowności produktów tego myślenia, to jest nią nie tylko ta publikacja. Wydawałoby się, że jej treść, układ, potoczny i przystępny język, humor i mieszanie faktów naukowych z anegdotami z życia własnego podana w formie gawędy, może sprawiać wrażenie egalitarnej, by każdy, nawet nielubiący i nieznający fizyki, zrozumiał bez bólu głowy anihilację, dylatację czasu, czarne dziury i inne „tajemnicze” pojęcia zgodnie z zasadą autora – czego nie umiałbym wytłumaczyć własnej babci, tego po prostu nie rozumiem, a przy okazji poczuł lekkie trzęsienie ziemi podstaw swojego światopoglądu. Jednak tak dydaktycznie, przemyślnie i przemyślanie podana, by osiągnąć efekt zrozumienia, pokory, a nawet bardzo wskazanego niedowierzania, że z punktu widzenia teorii kwantowej jesteśmy tylko nagą małpą (tej z rozprawy o naturze ludzkiej Desmonda Johna Morrisa) w klatce na ludzi. To ten samodzielnie wysnuty wniosek jest najwartościowszy w tej publikacji. A w konsekwencji pokonanie lęku przed nieznanym na rzecz myślenia. To co mnie urzekło, oprócz inteligentnie podanej treści przypominające karmienie ostrym nożem, to jej odzwierciedlenie w grafice okładkowej. Właściwie mogę ją traktować jak esencjonalną prezentację. Każdy element jest celowy, symboliczny i kompatybilny z pozostałymi, tworząc harmonijny i logiczny przekaz o jej zawartości. Włącznie z „konfliktem” metod religii i nauki. Wykorzystanie symbolu sprzężenia hermitowskiego, który niewtajemniczonym kojarzy się tylko z krzyżem – to strzał w dziesiątkę!

To nie wszystko!

Autor nie tylko uważa, że…, ale również tak żyje. Realizuje kilka żyć równocześnie niczym nieprzewidywalny foton, odpowiadając sobie, kim byłby, gdyby nie był fizykiem. Byłby fotografem i robił doskonałe zdjęcia, o czym mówi w swoim wykładzie. Warto posłuchać, jak to robi i dlaczego tak mało, skoro jest w tym świetny.

Byłby również reżyserem i robił doskonałe filmy, z których ten poniżej hipnotyzuje mnie najbardziej, ale polecam obejrzeć wszystkie na stronie autora.

Jedno jest pewne – zawdzięcza to mechanice kwantowej i wolności myślenia. Można je przełożyć na pozostałe nauki. Jest tego nawet pewien, pisząc – Z praw mechaniki kwantowej można wyprowadzić własności chemiczne całej tablicy Mendelejewa. Z niej zaś wynika cała chemia. A z chemii – podobno nawet biologia. Również socjologia, o czym mówił wspomniany wcześniej Zygmunt Bauman. Od siebie dodam, że na pewno pedagogika, która ma od zawsze charakter probabilistyczny, bo nie można być pewnym osiągnięcia pożądanego efektu kształcenie. Może dlatego poglądy autora nie wstrząsnęły mną, ale zachwyciły.

Powiem więcej!

Utwierdziły mnie, że wspinam się po stabilnej drabinie opartej na metodach religijnych. Im bardziej autor szedł z pokorą w niepewność, nieprzewidywalność i prawdopodobieństwo, tym bardziej się odnajdywałam w tej rzeczywistości, obserwując daremne wysiłki autora (i wszystkich tęgich głów nauki) w dążeniu do pojęcia niepojętego. Dokładnie ten efekt stawiał pod ścianą ewolucjonistę Richarda Dawkinsa w Najwspanialszym widowisku świata i dokładnie do tej granicy dochodził autor, twierdząc, że poznanie klatki na ludzi przez nagą małpę nigdy nie skończy się, a ci którzy tak twierdzą (a byli tacy!) – mylą się.

I w tym punkcie, pod tą ścianą stoimy zgodnie i zgodni.

Chociaż z dwóch, różnych i bardzo odległych punktów widzenia. Autora można nienawidzić za bezczelność, arogancję, burzenie schematów, trzęsienie gruntu, zabieraniu drabiny w dążeniu do… i robienie przeciągów w klatce na ludzi.Tym autor daje radę, cytując Richarda Feynmana – Jak ci się nie podoba rzeczywistość, to sobie idź gdzie indziej. Można go też pokochać za szczerość i autentyczność, a w moim przypadku za inteligencję ostrą jak skalpel. Jedno jest pewne – nie można przejść obok jego osobowości, światopoglądu i twórczości obojętnie. Dlaczego tak się dzieje?

Bo każe nagiej małpie przestać żuć gumę arogancji i nieco zmarszczyć czoło.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Jak kamień w wodę – Hanna Greń

Jak kamień w wodę ; Światełko w tunelu – Hanna Greń
Wydawnictwo Replika , 2017 ; tom 1 – 304 strony , tom 2 – 320 stron
Dylogia Polowanie na Pliszkę
Literatura polska

Wzięłam udział w wyjątkowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki!

Z dwóch powodów. Pierwszym było miejsce spotkania, które wzbudziło mój entuzjazm. Pojechaliśmy do filii naszej biblioteki publicznej działającej w małej wsi. Jak się okazało prężnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu tamtejszej bibliotekarki. Najbardziej spodobało mi się pokłosie wydarzenia wyeksponowanego w antyramach na ścianach pomieszczeń, przywołującego przeszłość miejscowości w fotografii. Wśród nich jedno przedstawiające mieszkańców sprzed półwiecza siedzących przy stole z poczęstunkiem tak, jak my dzisiaj, współcześnie, ale inaczej ubranych i z inną zastawą stołową. Niesamowite wrażenie dziedziczenia tradycji spotkań. A przyjęto nas bardzo gościnnie i z sercem.

Stoły uginały się od słodkich przysmaków, z których furorę robiły pączkowe oponki, bo akurat był dzień przed tłustym czwartkiem. „Uginały się” również od książek, ponieważ naszą bohaterką dyskusji była tym razem dylogia. To drugi powód tej wyjątkowości. Ku naszej uciesze, bo im więcej treści, tym więcej tematów do roztrząsań i analiz w myśl zasady – o książkach godzinami!

A było o czym!

Na początek próbowałyśmy zaszufladkować tę powieść i doszłyśmy do wniosku, że trochę w niej kryminału i trochę obyczajówki z wątkiem romantycznym. Z przewagą pierwszego w początkowym tomie, a drugiej w następnym. Jednak nie polecałabym jej fanom kryminałów, ponieważ dla mnie to przede wszystkim powieść obyczajowo-romantyczna, która mogłaby się zamknąć w pierwszym tomie bez jej kontynuacji. Elementy kryminalne były w niej tylko ciekawym, intrygującym tłem do ukazania losów Kornelii, głównej bohaterki całego zamieszania, na poszukiwaniu której skupiała się cała akcja. W pierwszym tomie dziewczyna przepadła zgodnie z tytułem, jak kamień w wodę, a w drugim cały czas tliło się światełko w tunelu, że odnajdzie się. Stąd tytuł dylogii – Polowanie na Pliszkę.

Kornelię Pliszkę!

Dziewczyny, która nie mogła chwalić swojego ogonka, jak w znanym powiedzeniu, bo nie miała łatwego dzieciństwa. Wychowywana przez rodziców-naukowców jako przypadkowy „błąd przy pracy”, którego nie można się pozbyć, ignorowana i traktowana jak persona non grata, nie znała bliskości, zrozumienia i miłości rodzicielskiej. Poniżana i wyśmiewana w szkole, stała się ofiarą fałszywych pomówień niszczących jej dobrą opinię w środowisku. Krzywdzona w domu i wśród rówieśników, nie potrafiła zaufać innym, chociaż sama rozpaczliwie pragnęła, by zaufano jej. Ale uwaga! – bez przedstawiania dowodów, niezbitych argumentów i wiarygodnych zapewnień.

Ta silna potrzeba niszczyła jej życie.

Była powodem problemów, jakie pojawiały się przed nią i które sama generowała. Zamiast tłumaczyć i wyjaśniać, zatajała dowody swojej niewinności i uciekała. Od rodziny, od partnerów, przyjaznych jej osób i od najważniejszej osoby, która pojawiła się w jej życiu – podkomisarza Gerarda Skrzyńskiego. Z racji zawodu bardzo nieufnego i opierającego swoje opinie na twardych dowodach, musiał wiele nauczyć się, by Kornelia od niego nie uciekła. Właściwie cała fabuła to proces ujawniania mechanizmu budowania związku opartego na wzajemnym zaufaniu, podejmowania trudnych wyborów między powinnością zawodową a lojalnością wobec ukochanej osoby, ale również determinującego wpływu dzieciństwa na jakość życia w dorosłości. Autorka jednak pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, na naukę, na zdobywanie nowych doświadczeń w samorozwoju, na otwieranie się na drugiego człowieka, a nawet na konieczność ryzyka w podejmowaniu decyzji. Nawet jeśli przełamywanie w sobie barier boli, to warto.

Chociażby po to, by być szczęśliwym. 

Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę [Hanna Greń]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę [Hanna Greń]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Podwórko bez trzepaka – Łukasz Pilip

Podwórko bez trzepaka: reportaże z dzieciństwa – Łukasz Pilip
Wydawnictwo Agora , 2019 , 326 stron
Literatura polska

Bardzo, bardzo cieszę się, że ta książka pojawiła się wśród nas, dorosłych!

Traktuję ją jak środek prewencyjny, który, gdy wiedzy i empatii brak, dostarcza niezbędnego dystansu dorosłym, by zobaczyli, jakie dzieciństwo stwarzają dzieciom. Dokładnie teraz, kiedy ich pociechy jeszcze są dziećmi. Kiedy nie jest za późno na korekty, zmiany, poprawę lub naprawę, a może nawet na całkowitą zmianę kierunku w wychowaniu. Nadstawia ucha ku dzieciom i pozwala opowiadać własne historie. Przeżyte i widziane już z punktu widzenia osoby dorosłej jak Tomek, który teraz jest dyrektorem, a w wieku dziesięciu lat spał z nożem pod poduszką. Również widziane tu i teraz, kiedy bohater reportażu właśnie ma piętnaście lat, kilka nieuleczalnych chorób i mamę, o której mówi – Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył mamę. Bardzo cię kocham. Czasami narratorem jest rodzic. Ojciec, który modli się o uzdrowienie syna-geja, by zrozumieć, że miłość to akceptacja bezwarunkowa. Matka z wioski dziecięcej SOS, która całe życie poświęciła wychowywaniu obcych dzieci. Innym razem jest to prowokacja autora, który tworząc w Internecie profil trzynastoletniej Natalii, pokazuje sieć pułapek stworzoną przez pedofilów oraz łatwość wpadania w nie przez dzieci. Natalia w trzy tygodnie poznała około trzydziestu mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy rozmawiali z nią o seksie.

Ale to nie tylko historie traumatyczne.

To również pozytywne opowieści, w których dorośli robią wszystko, by wspomóc dziecko w rozwoju. Do nich należy matka, która niemówiącego syna autystycznego z podejrzeniem o upośledzenie umysłowe prowadzi ścieżką edukacyjną od podstawówki do doktoratu. Również ojciec, który stworzył własnym dzieciom – Neli i Noemu – dzieciństwo na katamaranie, praktycznie pokazując świat w podróży wokół Ziemi.

Nietypową historię rodziny Ludwińskich poznałam na jednym ze spotkań autorskich z Kazimierzem Ludwińskim. To wtedy poczułam różnicę między edukacją, jaką chcielibyśmy mieć a tą, którą mamy. Najlepiej podsumowała ją Nel – To było najszczęśliwsze dzieciństwo na świecie […] A Polska? Rozczarowuje. Zabija indywidualność, trzeba się dostosować. Uczę się dla ocen, nie wiedzy.

Takich historii jest w tym zbiorze dużo więcej!

Każda inna. Każda inaczej opowiedziana. Każda niosąca inną refleksję. Wszystkie jednakowe w jednym – niosą ze sobą emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne, kończąc się optymistycznie, a przynajmniej z nadzieją na lepsze. Niczym symboliczny lizak na okładce – złamany, ale nadal słodki.

Dlaczego?

Autor nie chciał epatować traumą, cierpieniem, beznadziejnością, bólem czy nawet hura-optymizmem. Chciał pokazać dzieciństwo jako takie. Ważność czynników go warunkujących i ich ogromny wpływ na potencjalne kierunki w wychowaniu. To dlatego reportaże naprzemiennie uzupełniał krótkimi wstawkami-opowieściami o dzieciństwie tuż po wojnie według ponad osiemdziesięcioletniej kobiety i współczesnych nastolatków, których budowanie tożsamości przejął Internet. Ludzi nieznanych i z rozpoznawalnymi nazwiskami jak na przykład Monika Jaruzelska. Bez moralizowania, za to z ukrytą pedagogizacją rodziców. To w tej ostatniej kryje się niewidoczna, ale potężna moc tych reportaży. Zmuszających do zamyślenia się. Do spojrzenia dzisiaj, a nie po latach podczas oglądania zdjęć w albumie rodzinnym, na dzieciństwo tworzone teraz własnym lub cudzym dzieciom. Na jego kruchość i łatwość wypaczenia, ale i cudowność modelowania. Na to, co wkładamy do walizki wyposażającej w wiano na przyszłość, która da dzieciom w dorosłości moc poderwania się do lotu lub zamieni się w kulę u nogi uziemiająca do końca życia. Ściągającą w dól tak, jak Tomka, który powiedział – Po moich narodzinach przywiązali mi łańcuch do szyi. Jak tylko coś osiągnę, wypłynę na powierzchnię, to ściągają mnie na dno. Tonę.

Cieszę się, że oprócz mnie, i takich, jak ja pracujących z dziećmi i młodzieżą, pochylą się nad dzieciństwem inni dorośli i zobaczą w nim cud dorastania, konieczność mądrego wsparcia i grożących mu niebezpieczeństw. Może po jej przeczytaniu coś zmienią w swoim postępowaniu i przynajmniej jedno dziecko nie będzie wrzucać po wizycie w domu rodzinnym ciuchów do pralki, żeby nie śmierdzieć dzieciństwem, jak robi to dorosły Tomek.

Bo jedno dziecko to jeden świat.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wywiad z autorem

Bardzo cieszę się, że drugi egzemplarz tej książki ufundowany przez Wydawnictwo Agora mogę przekazać Wam. Jeśli ktoś ma ochotę posmakować dzieciństwa innych w przenośni i dosłownie, bo do książki dołączono lizak, zapraszam do pozostawienia tej chęci w komentarzu i napisania do mnie na adres: clevera@gazeta.pl.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,