Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Włam się do mózgu – Radek Kotarski

18 maja 2019

Włam się do mózgu – Radek Kotarski

Wydawnictwo Altenberg , 2019 , 302 strony

Literatura polska

   Książka obnażająca, dołująca i inspirująca!

W efekcie wylewająca kubeł zimnej wody tak, jak uczynił to autor na zdjęciu poprzedzającym wstęp.

   Obnażająca przede wszystkim nieefektywność, nieskuteczność i przestarzałość polskiego systemu edukacji. Używając metafory autora, proces nauczania w polskiej szkole przypomina naukę jazdy na rowerze. Nauczyciel wyposażony w metody nauczania stara się przekazać uczniowi wiedzę, jak pedałować najefektywniej, by dojechać do celu. Uczeń stara się tę wiedzę przyswoić i chociaż nauczył się szybko i sprawnie pedałować, do wyznaczonego celu jazdy jednak nie dojeżdża. Obaj zrażeni brakiem rezultatu i obwiniani za brak sukcesu, uczeń zniechęca się, a nauczyciel wypala zawodowo. Nikt nie widzi, że obaj trenują na rowerze stacjonarnym!

   To ten element efektywnego nauczania, a raczej jego brak, obnaża autor.

   Pod rowerem stacjonarnym kryje się nieobecność metodyki pracy umysłowej w nauczaniu czyli metod uczenia się, jak się uczyć, żeby się nauczyć. Bez nich rower stacjonarny nigdy nie ruszy z miejsca, mimo że mamy wrażenie, że uczeń potrafi jechać na rowerze. Wniosek jest przygnębiający – dopóki będziemy tkwili w pruskim modelu szkoły, a tkwimy w nim od 200 lat, dopóty nauczanie będzie pracą syzyfową.

   Jest jednak nadzieja!

   Autor w inspirujący sposób postanowił uświadomić Polaków, że można to zmienić, nie czekając na odgórne decyzje systemowe w nauczaniu formalnym. Skoro zmian nie dokonują decydenci, to można dokonać tego samemu. Postanowił wypróbować znane sposoby uczenia się na sobie w dwóch cyklach nauczania teoretycznego i praktycznego. W tym celu wylosował spośród 24 języków obcych jeden do nauczenia się w 6 miesięcy (padło na szwedzki) oraz wybrał do zdobycia tytuł certyfikowanego piwnego sędziego i profesjonalnego cervesario czyli eksperta w zakresie degustacji piwa.

   Z pełnym sukcesem!

   Jak tego dokonał, opowiedział podczas omawiania 13 metod skutecznego uczenia się. W sposób zabawny, lekki, pełny metafor i z ogromnym poczuciem humoru, mimo przekazywania poważnych treści popartych naukowo z przytaczanymi eksperymentami z zakresu psychologii, których źródła umieścił w obszernej bibliografii. Każdy rozdział ilustrował zdjęciami, wykresami, tabelkami i rysunkami

z wyróżnianym na żółto tekstem poszerzającym w roli przypisu.

Każdy zakończony niebieskim podsumowaniem.

   W ten sposób książkę uczynił przystępną dla każdego bez względu na wiek, kto, tak, jak autor, zmęczył się natłokiem informacji, a mechaniczne powtarzanie i pamięciowe wkuwanie, przynosiły mierne i krótkotrwałe efekty. Przewodnik z wiedzą praktyczną i przetestowaną, którą można elastycznie dostosowywać do indywidualnych potrzeb i predyspozycji.

   A ja zastanawiam się, co zrobić, aby ta pozycja dotarła do profesorów z instytutów badawczych pedagogiki, którzy ignorują jeden z najważniejszych elementów nauczania? Autor posunął się dalej we wskazywaniu winnego zastoju w polskiej dydaktyce – „Zdecydowanie należałoby tu dodać jeszcze jednego winnego, bo jak rzucać kamieniami, to na całego. Nie można zapomnieć o politykach wszelkich narodowości i ugrupowań, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak ogromny wpływ na życie ludzi i całego państwa ma dobrze działający system edukacji”. W kontekście ostatnich strajków nauczycieli oscylujących głównie wokół pieniędzy, to rzeczowy głos w tej dyskusji patrzący dużo dalej i szerzej na katastrofalny stan systemu polskiej edukacji, w którym podwyżki pensji są tylko jednym z elementów koniecznej wręcz rewolucji.

   Póki co, nauczyciele niczego nie wywalczyli, a nam pozostało uczyć się samemu, nadrabiając braki formalnej edukacji z wykorzystaniem narzędzia, który właśnie wręczył nam do rąk autor.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Warto obejrzeć jako podsumowanie i uzupełnienie treści książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe, Poradnik

Tagi: ,

Kryształowi: łatwy hajs – Joanna Opiat-Bojarska

12 maja 2019

Kryształowi: łatwy hajs – Joanna Opiat-Bojarska

Wydawnictwo Muza , 2019 , 448 stron

Cykl Kryształowi ; Część 2

Literatura polska

   Psy na psy. Kryształowi.

Driver wszedł do zespołu ludzi elitarnych o czystych rękach, przejrzystych myślach i specyficznych umiejętnościach. Niemalże szlachetnych – chciałoby się dodać sarkastycznie, bo też i przewrotnie narrator ich opisuje. Tak naprawdę nie było tutaj nic kryształowego, przejrzystego i transparentnego poza dwiema cechami – twardość i ostrość. Ta pierwsza, by przetrwać, a ta druga, by skutecznie ciąć. Poza tym kryształowymi rządziły również takie same cechy negatywne, jak każdym innym człowiekiem. Od tych drobnych, brudzących myśli seksem i alkoholem, po te większego kalibru – jak zdobyć wpływy i władzę kosztem kolegów z firmy. Pozornie każdy z zespołu – Zofia, Kardasz i Driver – rozpracowywał inną, odrębną sprawę, działając na pograniczu prawa, ale tak naprawdę wszystkie drogi czyli liczne wątki prowadziły poprzez agencje towarzyskie i kluby go-go do jednego człowieka. Na tyle cwanego i zorientowanego w sposobach działania poznańskiego BSWP, że skutecznego w ich udaremnianiu. Nawet tych podjętych wbrew obowiązującym procedurom.

   Kryształowi trafili na równie twardego i ostrego przeciwnika.

   Kolejna część po Świeżej krwi nic nie straciła z mocy przekazu funkcjonowania świata przestępczego i struktur policyjnych. Brutalnego i bezlitosnego, w którym liczy się tylko hajs. Łatwy hajs. Pozornie, bo o krótkich nogach, ale na tyle łatwy, że potrafiący skusić nawet policjantów, próbujących zagrać na dwie strony. Obie ciemne, dwuznaczne moralnie, w którym dobre uczucia nie miały większego znaczenia, chyba że prowadziły do zaspokojenia bieżących potrzeb – seksu, władzy lub pieniędzy. Nawet cięty język i dialogi pełne wulgaryzmów podkreślały ten ciemny wymiar życia ludzi szemranych i tych, którzy ich rozpracowywali. Wydawałoby się, że daleki ode mnie, może nawet nierealny, bo wymyślony przez autorkę. Okazuje się jednak, że wizjonerski. Trudno nie oprzeć się temu odczuciu, czytając doniesienia policyjne o likwidacji w marcu przez CBŚP pięciu agencji towarzyskich w Poznaniu. Skojarzenie z powieścią nasunęło mi się automatycznie. Nie zdziwiłabym się, gdyby scenariusz wydarzeń w rzeczywistości, pokrywał się z tym powieściowym.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka o swoich powieściach.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Kociarz – Kristen Roupenian

6 maja 2019

Kociarz – Kristen Roupenian

Przełożyła Magdalena Sommer

Wydawnictwo Muza , 2019 , 320 stron

Literatura amerykańska

   Zaskoczył mnie ten zbiór opowiadań!

Swoją różnorodnością w gatunkach i suspensem w każdej historii. Tytułowe opowiadanie Kociarz tego nie zapowiadało. Czytałam je wcześniej. Wyjęte z kontekstu antologii pozostałych było, jak się okazało, zaledwie przedsmakiem tego, co zastałam w tym zbiorze. Można je czytać osobno, ale to tak, jak oglądać osobno piękne perły, których pełną urodę widać dopiero w naszyjniku. Różniły się, ale niezmienną cechą wspólną była tematyka – patologiczna psychika człowiecza wpływająca na jakość kontaktów z innymi ludźmi. Każde opowiadanie tłumaczyło źródło tych odchyleń, warunki je kształtujące i ponoszone skutki przez współczesne, młode pokolenia wychowane przez Internet. Od tych najmłodszych, jeszcze dzieci poprzez nastolatków na trzydziestolatkach skończywszy.

   Zmieniał się tylko sposób ukazania tego zjawiska.

   Poprzez historie kreślone wprost tłumaczące psychologiczne mechanizmy komunikacji międzyludzkiej rozgrywane w świecie rzeczywistym, jak właśnie w Kociarzu czy Miłym facecie. Próbujące również wyjaśnić siłę pragnień i emocji silniejszych od nakazów, zakazów i norm społecznych, jak w Fatalnym nawyku. Ukazujące także próbę przeciwstawienia się im, czerpiąc przyjemność z ocierania się o zło, które pulsuje pod cienką warstwą społecznego gorsetu moralności, jak w Look at Your Game, Girl.

   Ale również poprzez opowieści na pograniczu fikcji i realności.

   W niektórych opowiadaniach granica ta była bardzo cienka i delikatna, tworząca napięcie rozładowywane w ostatniej scenie albo niemalże w ostatnim zdaniu, jak W niedobrym chłopcu czy Sardynkach. W innych śmiało sięgała po elementy fantasy – Szramy czy baśni – Lustro, wiadro i stara kość. W minimalistyczny sposób, często posługując się metaforą czy suspensem, przekazywała przesłanie kierowane do nas, ludzi współczesnych, o stanie naszej nie najlepszej kondycji psychicznej. Zmuszając tym samym do zastanowienia się nad sobą, nad naszymi słabościami, patologiami i mrocznymi zakamarkami duszy, po to, by zacząć rozumieć przede wszystkim siebie, a potem innych.

   Autorka w krótkim wywiadzie umieszczonym poniżej przyznała, że jej autorytetem jest Stephen King. Czułam ten wpływ w jej opowiadaniach. Nie zdziwiłabym się, gdyby do tej listy dodała jeszcze Edgara Allana Poego i Howarda Phillipsa Lovecrafta.

   Opowiadania autorki to kompilacja charakterystycznych cech ich twórczości we współczesnym wydaniu.

Krótki wywiad z autorką.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść psychologiczna

Tagi: ,

P.I.I.G.S. – Tomasz Prusek

5 maja 2019

P.I.I.G.S. – Tomasz Prusek

Wydawnictwo Agora , 2019 , 344 strony

Dylogia ; Tom2

Literatura polska

Kontynuacja K.I.S.S. duuuuużo lepsza!

   W moim ratingu kredytu zaufania do umiejętności autora, używając nomenklatury ekonomicznej, podniosła się z A do AA. A to za sprawą Olgi Kirsch, z którą tym razem nie zgubiłam kontaktu do końca jej emocjonującej i niebezpiecznej historii, a narrator zewnętrzny cały czas sprawiedliwie rozdzielał uwagę pomiędzy bohaterów powieści. Zaczynającej się jak bajka, w której po próbie samobójczej Olgi zjawia się anioł stóż i ratuje ją z opresji. Opłaca kobiecie rehabilitację w niemieckiej klinice, a potem skutecznie namawia do powrotu na scenę tym razem światowej finansjery. Do gry w P.I.I.G.S., której akronim autor rozszyfrowuje w powieści. Przypomina zabawę układania kostek domino w jednym ciągu, której efekt końcowy bywa zwykle spektakularnie destrukcyjny dla układu i wszystkich graczy, oprócz tego, kto je układał i kto pchnął pierwszą kostkę.

   Dokładnie tego dokonała Olga.

   Ze swoim nowym amerykańskim współpracownikiem Stevenem. Podopiecznym Davida Bernsteina, anioła stróża Olgi. Sukcesy, przychylność i opiekuńczość ze strony mocodawcy uśpiły jej przyzwoitość. Wprawdzie na moment. Tylko na chwilę zapomnienia w codziennej adrenalinie gry, ale to wystarczyło, by uczynić ją współwinną. Było już za późno,  gdy poczuła woń krwi swoich ofiar.

   Opamiętanie i bunt ponownie postawiły ją w sytuacji zagrożenia życia.

   Druga odsłona losów Olgi była zdecydowanie lepiej opowiedziana. Autor po przeładowanej wiedzą ekonomiczną w części pierwszej, tutaj znalazł proporcjonalną równowagę między fikcją a wiedzą merytoryczną. Dzięki temu powieść nie przypominała już miniencyklopedii ekonomicznej, ale bardzo dobry thriller z wątkiem sensacyjnym. Dodatkowo rozwinął płaszczyznę korzystnie komplikującą fabułę – indywidualne układy, zależności i walka o status quo między bohaterami w życiu prywatnym. Podniosło to napięcie i przyśpieszyło dynamikę fabuły z kierunkami rozwoju nie do przewidzenia w skutkach. W ten emocjonujący sposób przekazał bardzo ważną wiedzę. Nie o ekonomii jako takiej, ale o jej wpływie na mnie, zwykłego człowieka.

   Bardzo niepokojącą.

   Nie tylko na czym polegają spekulacje giełdowe, jakie są ich konsekwencje dla gospodarek państwowych i przeciętnego człowieka, ale wytłumaczył również znane z mediów bankructwo Grecji. Fenomen państwa, które przez dekady mogło zadłużać się ponad miarę, budując kraj na oszustwie, korupcji, nepotyzmie, kumoterstwie i niepłaceniu podatków. Poszedł w tej wizji o jeden krok dalej, burząc moje poczucie bezpieczeństwa – ukazal kruchość mechanizmów giełdowych oraz łatwość wpływania na ich kierunki rozwoju włącznie z destrukcyjnym wpływem na gospodarkę dowolnego państwa.

   W tym Polski.

   Wszystko zależy od człowieczej chciwości i przyzwoitości, jakie walczą w ludziach finansów. Od umiejętności mówienia „nie” zyskom, kiedy w grę wchodzi ludzkie nieszczęście. Jej wynik obserwujemy od czasu do czasu w doniesieniach medialnych – krach, oszustwo, bankructwo, spadek, kryzys czy samobójstwo sąsiada-bankruta.

   To my, zwykli ludzie, jesteśmy ostatnią kostką w tej grze domino P.I.I.G.S.

Polecam wywiad z autorem.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

K.I.S.S. – Tomasz Prusek

2 maja 2019

K.I.S.S. – Tomasz Prusek

Wydawnictwo Agora , 2019 , 320 stron

Dylogia ; Tom 1

Literatura polska

   Pozornie historia o ludziach.

   O ich mocnych i słabych stronach. Tak też zaczęła się opowieść o nich. W ekstremalnych warunkach, sprawdzających człowieczą wytrzymałość na wysoki poziom adrenaliny, ryzyka i stresu w górskich warunkach podczas wspinaczki na stromy, trudny i wymagający bardzo dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, szczyt. Już wtedy mogłam zauważyć, kto kim jest. Co sobą reprezentuje. Jak reaguje w skrajnych i niebezpiecznych sytuacjach. Tym krótkim intro, opisującym wypad w góry czwórki znajomych ze sfery finansowej, autor wstępnie naszkicował osobowości głównych bohaterów.

   Marcina postępującego tak, jak inni tego od niego oczekiwali. Adama z lękiem wysokości zakochanego w Oldze. Kamila agresywnego i roszczeniowego  wobec świata i innych, narzeczonego Olgi. I wreszcie Olgi, urodzonej liderki potrafiącej odnaleźć się w zaskakujących i najtrudniejszych chwilach, natychmiast rozwiązującej problem z korzyścią dla wszystkich.  Te prywatnie ujawnione cechy autor przeniósł w sferę zawodową, a zdobywanie szczytu w górach uczynił metaforą  zdobywania szczytów na giełdzie. Tam wszyscy byli młodymi, obiecującymi finansistami, spośród których najbardziej wyróżniała się Olga. Nie tylko talentem analityka giełdowego, który nigdy nie popełnił błędu, ale przede wszystkim cechą kłopotliwą wśród ludzi finansów – przyzwoitością. Lubiła powtarzać za Immanuelem Kantem – Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. Te zasady czyniły ją niewygodną. Wręcz niepożądaną w kruchych układach biznesowo-politycznych, w których liczył się przede wszystkim maksymalny zysk przy minimalnym ryzyku. Uczciwość, która miała być jej tarczą, a kompetencje i talent gwarancją pozycji giełdowego guru, okazały się zbyt kruche do obrony przed agresywnymi działaniami chciwych decydentów wpływowego lobby, politycznych zależności, funduszy zarządzającymi szemranymi pieniędzmi, wykorzystującymi do tego czwartą władzę – prasę. Na dodatek nadciągała bessa przełomu lat 2007/2008, w trakcie której Olga miała przekonać się, kto był jej wrogiem, kto przyjacielem, a kto aniołem stróżem.

   Jednak te postacie nie były jedynymi bohaterami tej powieści.

   Równie ważnym, a może najważniejszym, była giełda i wszystko to, co wiązało się z jej funkcjonowaniem. Tym oficjalnym, prowadzonym w biurach analityków giełdowych, gabinetach zarządów, salach walnych zebrań, jak i tym nieoficjalnym. Planowanym i realizowanym na spotkaniach w restauracjach, klubach i prywatnych domach, na kontach w rajach podatkowych i w indywidualnych kieszeniach. Autor uchylił rąbka tajemnicy o patologii w zarządzaniu funduszami inwestycyjnymi, w której chęć zysku i ryzyko uzależniają równie mocno, jak hazard. Pozwolił zajrzeć za kulisy nieprzewidywalnej w skutkach gry, która może skończyć się pocałunkiem śmierci albo K.I.S.S., którego skrót rozszyfrowuje na ostatnich stronach książki. Może dlatego ludzie w tej powieści pełnią rolę jednego z wielu elementów wchodzących w skład mechanizmów giełdowych, które są głównym i dominującym wątkiem powieści.

   Dla mnie zbyt dominującym.

   Widać to zwłaszcza w jej końcowej części, w której o losach, zdawałoby się najważniejszej bohaterki, dowiedziałam się od osób trzecich. Również w końcowej akcji poszatkowanej szybko kończącymi się wątkami ujętymi niemalże w telegraficznym skrócie tak, jakby autorowi zabrakło chęci i cierpliwości do tworzenia spoiwa między nimi.

   Przede mną dalsze losy Olgi i giełdy.

Fragment powieści i kilka słów autora o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Niedorajda – Michał Rusinek

29 kwietnia 2019

Niedorajda: czyli co nam radzą poradniki – Michał Rusinek

Ilustrował Jacek Gawłowski

Wydawnictwo Agora , 2019 , 200 stron

Literatura polska

   Oplułam książkę!

   Nie zrobiłam tego specjalnie. Po prostu nie wiedziałam, że podczas czytania tej pozycji nie wolno jeść, ponieważ wyzwala niekontrolowane odruchy niepohamowanego śmiechu. Nie byłam świadoma, że posiada tak niebezpieczny dla książki, a dla mnie relaksacyjny, ładunek humoru, bo nie czytałam pierwszej części Pypciów na języku. Nie wzięłam sobie do serca zabawnego tekstu umieszczonego na tylnej okładce prof. Andrzeja Markowskiego z poważnie brzmiącej Rady Języka Polskiego. Również opinii o książce coś tam wspominającej o lekko prześmiewczym tonie felietonów autora. Nawet przesłania rysunków z wyraźnym nachyleniem humorystycznym poprzedzających każdy tekst.

Jakoś przywarłam przekonaniem do powagi jego autorytetu poważnej osoby znanej mi z pięknego stylu narracji w Nic zwyczajnego.

   Okazało się, że to twarz pokerzysty.

   Nie odczytałam jego intencji ze wstępu przybliżającego magię słowa o mocy zaklinania rzeczywistości, a zwłaszcza jej mieszkańców. Ze wstydem przyznaję się, że prześmiewczy, ironiczny, humorystyczny i karykaturalny charakter narracji tych 12 felietonów, które pierwotnie ukazywały się w latach 2017-2019 w krakowskim dodatku Gazety Wyborczej, dotarł do mnie dopiero w trzecim rozdziale Jak być inteligentnym? (sic!). Z ciekawością niemalże rzuciłam się na „słownik inteligenta fasadowego”. Nawet zaczęłam sobie powtarzać pod nosem co bardziej dziwnie brzmiące słowa, jak „abominacja” czy „prokrastynacja”, dopóki nie natrafiłam na znienawidzony przeze mnie i powszechnie używany wtręt kończący zdanie – „tak”, a przez autora nazwany „rozpaczliwym zabiegiem retorycznym”.

   Olśniło mnie!

   Dobrze, że o trzy rozdziały później niż wcale! Następny, czwarty felieton Jak być paryżanką?, jak wspomniałam wcześniej, oplułam. Po tym niefortunnym doświadczeniu przestałam jeść do ostatniej litery w tej książce. Nie umarłam z głody tylko dlatego, że przeczytałam ją w ekspresowym tempie czyli od obiadu do kolacji. Muszę jednak wspomnieć o dwóch tekstach, które mnie nie rozbawiły.

   A właściwie bawiły na smutno.

   Pierwszy to Jak korzystać z poczty?Miał być zabawny i trochę taki był, ale wzbudził we mnie dużo mniej zabawną refleksję, a nawet niepokój zwiastowany grafiką.

Właściwie była to analiza, co można znaleźć w placówkach Poczty Polskiej, a właściwie co można poczytać, czekając w kolejce do okienka. Po jego zakończeniu nasunęła mi się smutna myśl, która zmieniła mój pogląd na konieczność czytania czegokolwiek, byleby ono było. Niestety nie ma on zastosowania w państwie, w którym dominuje jeden, poprawny i słuszny światopogląd. Właśnie przekonałam się, jaki światopogląd obowiązuje w moim kraju, wyostrzony, niczym w soczewce, na pocztowych półkach, a który określiłabym jako patriotyczno-chrześcijańsko-kulinarny.

   Aksamitna indoktrynacja?

   Pocieszam się, chociaż nigdy nie przypuszczałam, że będę się z tego cieszyć, że skoro 63% Polaków nie czyta, to szanse na skuteczność planów rządzących są mierne.

Drugim felietonem, który mnie nie rozbawił, ale zirytował, jeśli nie zdenerwował, to Jak uprawiać seks?. Może dlatego, że w tej tematyce a zarazem wielkim problemie polskiej edukacji, jestem na etapie ubolewania, wściekłości i żalu nad katastrofalnym stanem, a właściwie brakiem wychowania seksualnego w Polsce. Wielokrotnie o tym wspominałam przy okazji literatury seksuologicznej – Seksolatki Izabeli Jąderek, Sztuka obsługi penisa Andrzeja Gryżewskiego czy #sexedpol Anji Rubik. Boli mnie to z racji profesji, w której widzę tego skutki wśród zagubionej seksualnie młodzieży. Nie osiągnęłam jeszcze takiego poczucia bezsilności, przy której pozostało mi już tylko się śmiać. Jeszcze się nie poddaję. Jeszcze na swój sposób walczę z tym za pomocą edukacyjnych książek, podsuwając je zarówno młodzieży, jak i nauczycielom.

   Na koniec przyznam się, że omal nie uległam sugestii.

   A to za sprawą felietonu Jak tatuować?

Według tatuażystów marnuje się na mojej skórze sporo dobrego miejsca. Główną przyczyną uporu w zachowaniu jej nieskalaną igłą i tuszem były opisy z literatury obozowej, w których mordowano ludzi o pięknych tatuażach, pozyskując materiał na abażury. Wiem, irracjonalny lęk, ale kto mi da gwarancję, że historia, która lubi się powtarzać, nie powtórzy się? Jest szansa, że na „złote myśli” przytaczane przez autora wyróżniane w tekście na zielono, nie będzie amatorów. Może w tym absurdzie tatuażu jest metoda?

   A mimo to prawie skusiłabym się!

   Autor tak ciekawie i zabawnie przedstawił dzieje tatuażu, że złapałam się na wybieraniu myśli i miejscu jej umieszczenia. Pocieszam się, że autor też tak miał, pisząc – Po przeczytaniu mnóstwa porad dotyczących tatuowania i przyjrzeniu się setkom, a może i tysiącom tatuaży zaczęliśmy rozważać dla siebie jeden, który widzieliśmy na dekolcie pewnej starszej damy: „Proszę nie reanimować”.

   Mogłabym zakrzyknąć – całość to dobry humor i zabawa!

   Ale czy na pewno? Jeśli dobrze wczytać się w te teksty (a lubię drążyć i dociekać), można dostrzec odrobinę goryczy i rozczarowania stanem kondycji intelektualnej rodaków, w którym mocno nadwątlona jest wiara w rozum. Rozum, który śpi nie niepokojony chociażby książkami, które jego kondycję podnoszą. Chciałam napisać, że nieważne przez jakie, ale zaraz przypomniała mi się Poczta Polska z jedynym słusznym światopoglądem na jej półkach.

   Podsumowując!

   Nie wiem, czy się po tych felietonach śmiać, płakać czy denerwować? Takie śmieszno-przerażająco—smutne emocje mną targają.

   Jeszcze jedno!

   Dlaczego autor pisze o sobie „my”? Albo to rusycyzm albo celowy zabieg pokerzysty. To dobre pytanie na spotkanie autorskie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autor o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Humor anegdota żart

Tagi: ,

Świątynia – Jakub Żulczyk

28 kwietnia 2019

Świątynia – Jakub Żulczyk

Wydawnictwo Agora , 2019 , 528 stron

Dylogia ; Tom 2

Literatura polska

   Leszy nie odpuścił!

   Pokonany wprawdzie w Głuszycach przez ludzi i ich sprzymierzeńców z legend i podań w pierwszej części Zmorojewo, zaplanował swój powrót. Tym razem wiedział więcej. Zrozumiał, że człowiecza natura uległa zmianie. Ludzie przestali wierzyć w cuda, bajki i ich bohaterów będących naturalną tarczą ochronną przed Ciemnością. Zapatrzeni w tablety i smartfony, wierzyli tylko w to, co mówiła telewizja i pisał Internet. Wiedział już, „jak pokonać człowieka, który nie wierzy w nic poza cywilizacją, światłem, logiką, nauką, techniką”. Musiał tylko znaleźć sposób na odciągnięcie ich uwagi od mass mediów i skupić ją na sobie. Ludzkim językiem rzecz ujmując, zrestrukturyzować firmę i przystosować ją do nowych warunków.

   Wymyślił Świątynię!

   Miejsce pielgrzymek chorych z uzdrowicielem w środku, który leczyłby ludzi, a tym samym przyciągał tłumy. Ich siłę, tkwiącą w nich Jasność, Leszy zamieniałby w Ciemność. Jednak by plan się powiódł, musiał narodzić się, a potem pokonać Powiernika Światła.

   Plan doskonały!

   Początkowo skutecznie realizowany, dopóki do akcji nie wkroczył Tytus, dla którego rola Powiernika była raczej przekleństwem, klątwą i odwrotną wygranej w totolotka, razem wzięte. Pewnie nie zaangażowałby się ponownie w walkę dobra ze złem, gdyby nie Anka. Dziewczyna zakochała się w tajemniczym Damianie z mrocznego towarzystwa Lidki i Eryka, którzy, wykorzystując zauroczenie nastolatki, wciągnęli ją w plany Leszego. Tytus pomimo złamanego serca, w sytuacji, kiedy ukochana potrzebowała pomocy, nie wahał się, będąc przekonanym, że skoro raz już uratował świat, to ocalenie jednej dziewczyny nie powinno być problemem. Początkowa przygoda nastolatków zamieniła się w tym momencie w mroczny, brutalny, bezwzględny horror walki Ciemności z Jasnością. Ułomnych ludzi pozbawionych ochrony bohaterów z podań i legend (bardzo mi ich brakowało!) i wysłanników Ciemności z Leszym na czele. Mimo tej wyraźnej dychotomii, nie było jednak w tej opowieści tylko dobrych i tylko złych postaci. Każdy był mieszanką cech dodatnich i ujemnych, chociaż w różnej proporcji. Najciekawszym było to, że cechy ludzkie posiadały w sobie potencjał budowania, jak i niszczenia. Wydobycie jego rodzaju zależało od postaci, która nim dysponowała. Cecha ludzka w demonie była słabością, która okazywała się w ostateczności zbawienną, a w człowieku słabością, która doprowadzała do katastrofy. To rozchwianie, pomieszanie, płynność znaczeń i dewaluację wartości odczuwałam na każdej stronie powieści, która była niczym lustro z odbiciem stanu kondycji psychicznej współczesnych ludzi, społeczeństwa i ludzkości.

   To celna metafora świata ludzkiego.

   Zastanawiam się, co stanie się, kiedy zupełnie przestaniemy wierzyć nawet w Leszego?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Świątynia [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Do posłuchania fragment powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: ,

Giełda milionerów – Mariusz Koperski

27 kwietnia 2019

Giełda milionerów – Mariusz Koperski

Wydawnictwo Muza , 2019 , 352 strony

Literatura polska

   Zlekceważyłam powyższe motto poprzedzające fabułę. To był mój błąd, bo od zrozumienia jego przesłania zależało moje czytelnicze śledztwo i podążanie tropem zabójcy. Przywiązując wagę do konkretów, tkwiłam w rzeczywistości podawanej mi przez bohaterów. Niekoniecznie prawdziwej. W swojej naiwności przyjmowałam ją jednak za jedyną obowiązującą w tej kryminalnej historii.

   A było ich tutaj kilka.

   Tworzyły delikatną tkankę powiązań. Kruchą sieć układów. Czuły system zależności. Niewidoczną  grzybnię przeszłości. Wszystkie nakładały się na siebie warstwami i przenikały, ukrywając to, co widoczne i oczywiste. Stwarzając pozory. Żeby dotrzeć do głębszych pokładów istotnych informacji, trzeba było je bezkompromisowo demaskować. Czasami boleśnie zdzierać, by dokopać się do sedna zbrodni i mordercy.

   Nie było mi łatwo.

   W Zakopanem, w siedzibie fundacji prowadzonej przez małżeństwo miliarderów, zamordowano pozornie szanowanego i lubianego emeryta – Jana Lewcuna. Wbito mu zwykły, kuchenny nóż prosto w serce.  Szybko jednak pojawiły się demaskujące ofiarę informacje, że nie przez wszystkich szanowany i lubiany. Miał wrogów. Śledztwa ustalenia sprawcy podjęło się specyficzne trio policjantów, których status zawodowy zmieniał się z dnia na dzień.  Hermann wyleciał z policji, komisarz Karpiel odszedł na urlop, a komendant policji Derebas właśnie pożegnał się z odznaką – jak podsumował ich sytuację burmistrz miasta. Role pozostałych bohaterów również ulegały zmianie w zależności od pojawiających się nowych faktów i wątków, w których obce historie innych stawały się ich osobistymi. Właściwie w miarę prowadzenia śledztwa trochę w sposób oficjalny, a trochę w sposób nieformalny, doszłam do jednego wniosku – każda z postaci miała dobry motyw.

   Każdy bohater był potencjalnym zabójcą.

   A to za sprawą odczłowieczonych powiązań, zależności i układów biznesowych, ale przede wszystkim wydarzeń z przeszłości, które miały decydujący wpływ na rozwój wypadków w teraźniejszości.

   Włącznie z morderstwem.

   Autor doskonale znał materię, z którą pracował, lepiąc z niej trudny orzech do zgryzienia. Chociaż odpowiedniejszym porównaniem tutaj byłby  mocno zciśnięty węzeł gordyjski. Wiedział, jak go zasupłać, by jego rozwiązywanie było trudne i skomplikowane czyli takie, jakim fani kryminałów lubią najbardziej. Jako mieszkaniec Zakopanego znał jego najciekawsze miejsca, by mnie do nich zaprowadzić, ukazując mroczny urok miejsc nieznanych turystom. Znał również pracę urzędnika miejskiego, by wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenie do misternego budowania skomplikowanych warstw fabuły. Był również dziennikarzem, by wiedzieć, jak z nieistotnej informacji stworzyć nośny dil, a wymowę faktu niewygodnego złagodzić. Jest literaturoznawcą, by rzeczowo, ale i efektownie wykorzystać klasykę literatury w fabule powieści.

   Może to jest przepis na świetny kryminał?

   Tego nie wiem, ale jednego jestem pewna – nie miałam szansy, by w tym gąszczu dynamicznej, płynnej, zmiennej gry, okazać się lepszą w logice myślenia niż narrator. Ciekawa jestem, czy znajdzie się czytelnik, który tego dokona? Śmiem wątpić, bo ten kryminał to wyzwanie do podjęcia gry bez zasad.

   Jak w życiu, które też jest grą.

Giełda milionerów [Mariusz Koperski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,