Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Jajko – Britta Teckentrup

25 marca 2019

Jajko – Britta Teckentrup
Przełożyła Hanna Bartoszewicz ; ilustrowała Britta Teckentrup
Wydawnictwo Agora , 2019 , 90 stron
Literatura niemiecka

Idealna książka dla dzieci!

Zwłaszcza w przedświąteczny czas wielkanocny, ale nie tylko. Również dla wszystkich, którzy dzieci wychowują lub z nimi pracują. Co roku, tuż przed świętami wielkanocnymi, poszukiwałam książki przybliżającej tradycję kraszanek i pisanek. Nie miałam z tym problemu – Pisanki wielkanocne. Schody zaczynały się, gdy chciałam poczytać o jajku, jako takim. Ratowałam się informacjami encyklopedycznymi, które musiałam dostosowywać do wieku dzieci. Teraz nie muszę, bo mam to, o czym wręcz marzyłam i co w pełni zaspokaja moje potrzeby.

Oto ona!

Kompendium wiedzy o jajku dla małych i dużych czytelników. Teksty są krótkie i bardzo krótkie (idealne dla początkujących w składaniu liter!), ale za to treściwe w informacje i ciekawostki do doświadczeń.

Każde zdanie inspiruje do rozwinięć, uzupełnień z własnej wiedzy i doświadczenia oraz do poszukiwań w książkach i w naturze. Autorka wprowadza nawet dwa (i wystarczy!) trudne słowa – oologia i kaliologia. Teksty można czytać chronologicznie lub wybiórczo, bo każdy zawiera odrębny temat – budowa jaja wewnętrzna i zewnętrzna, kształt, barwa, wielkość, kamuflaż czy rodzaje ptasich gniazd. Są tutaj również opowieści o jajach owadów, płazów, gadów i ryb. Ostatnie rozdzialiki nawiązują do sztuki, kultury, mitologii i tradycji zdobienia jaj w kulturze chrześcijańskiej.

A wszystko to podane w pięknej oprawie i szacie graficznej!

Książka wydana jest w formacie A4, w twardych okładkach i dodatkowo w pudełkowej obudowie, co gwarantuje czytanie na lata i przez kilka pokoleń. Można śmiało zabrać ją w plener.

Każda strona zwiera rysunki autorki ilustrujące tekst, a czasami tylko rysunki.

Książka wydobyła ze mnie pokłady kreatywności!

Wykorzystam ją do zajęć czytelniczych z zaprzyjaźnionymi dziećmi ze świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, do której jeżdżę z moją młodzieżą. Do czytania wybiorę te teksty, które mówią o kształcie, barwie, budowie, wielkości jaja i tradycji z nim związanej. Resztę dzieci będą mogły doczytać same, bo książka zostanie w świetlicowej biblioteczce. Koniecznie przeczytamy też rozdział o bocianie.

Musi być, ponieważ za oknem rezyduje idealna pomoc dydaktyczna – miejscowy bociek, którego uwieczniłam na wiosnę ubiegłego roku.

Będziemy również porównywać jajo kurze, przepiórcze, wymarłego mamutaka (tutaj w roli jego jaja, nadmuchany balon odpowiednich rozmiarów) oraz kolibra, którego jajko zastąpi, jak podpowiada książka, ziarno kawy. I wiele, wiele innych ciekawych rzeczy z rozbijaniem jaja, by zajrzeć do środka i przygniataniem ciężką książką włącznie, bo podobno, jak donosi tekst o krzywiźnie doskonałej jaja, jako kurze nie pęknie pod ciężarem nawet grubej książki, a jeśli ściśniemy je w dłoni, nie pęknie. Sprawdzimy! Doświadczenia podpowiedziane w tekstach zakończymy kolorowaniem pisanek.

Będzie się działo!

Nic dziwnego, że ogromną wartość informacyjną, estetyczną i kreatywną tej książki doceniło jury międzynarodowego konkursu Bologna Ragazzi Award, przyznając książce wyróżnienie w kategorii non-fiction.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla dzieci

Tagi: ,

Aimee & Jaguar – Erica Fischer

21 marca 2019

Aimee & Jaguar: historia pewnej miłości, Berlin 1943 – Erica Fischer
Wydawnictwo Czarne, 2008 , stron 344
Literatura niemiecka

   Zaintrygowała mnie okładka: dwie całujące się kobiety. Ręka sama wysunęła się po książkę i… żałuję, że nie przeczytałam jej jako pierwszej przed wszystkimi, które opowiadają o związkach homoseksualnych rodem z berlińskiej Parady Równości czy szaletowo-parkowej z Lubiewa Michała Witkowskiego.
   Aimee i Jaguar, a tak naprawdę Lilly i Felice. Dwie kobiety: Niemka i Żydówka, a między nimi miłość: zakazana, tragiczna, wielka, jedyna i wyjątkowa. Zakazana, bo homoseksualna, bo naruszająca normy rasowe, bo Lilly to matka czwórki chłopców. Tragiczna, bo niemająca szans na przetrwanie w Berlinie w czasie II wojny światowej. Wielka, bo ponad własne bezpieczeństwo i życie. Jedyna, bo na całe życie, po grób. Wyjątkowa, bo przydarzająca się tylko w literaturze. A jednak była, istniała, udokumentowana i utrwalona na dołączonych zdjęciach.
   Początkowo czytałam ją z dystansem i z lekkim poirytowaniem, kiedy pojawiał się na stronie kolejny wiersz Felice dla Lilly. Dystans jednak malał w miarę czytania, a ja nie zauważyłam, kiedy wsłuchałam się całym sercem w ich historię, w ich dialogi, w ich listy pełne troski, bólu, bezsilności, niepewności, tęsknoty, zazdrości. Fotografie oglądałam ze łzami w oczach, bo miłość w tej opowieści przestała mieć dla mnie płeć.
   Lilly zmarła mając 92 lata, przepełniona nienawiścią do rodaków-Niemców i miłością do Felice-Żydówki, kobiety, miłości jej życia.
   Lilly… mam nadzieję, że nareszcie jesteście razem, na wieczność, na pohybel homofobom.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Kobieta w Berlinie: zapiski z 1945 roku – Anonim

Kobieta w Berlinie: zapiski z 1945 roku – Anonim
Tłumaczyła Barbara Tarnas
Wydawca Świat Książki , 2004 , 200 stron
Literatura niemiecka

   Odkąd pamiętam słyszałam i czytałam wspomnienia o czasach drugiej wojny światowej opowiadane przez świadków tamtych wydarzeń, przy czym ofiarami byli wszyscy oprócz Niemców, bo tylko takie wydawano książki. W wolnej, demokratycznej Polsce po 90. roku, pojawiły się wspomnienia pisane również przez Niemców. Wzbudzały zawsze dużo kontrowersji, bo były domagające się sprawiedliwości, zadośćuczynienia, wręcz roszczeniowe, a nawet próbujące uczynić wszystkich współwinnymi ówczesnych zbrodni.
   Ta książka zaskoczyła mnie zupełnie. Anonimowa autorka dziennika, opisując dzień po dniu dwa miesiące ze swojego życia, od 20 kwietnia do 22 czerwca w 1945 roku w Berlinie, koniecznie trzeba podkreślić dni z życia kobiety, w czasie wkroczenia wojsk radzieckich do miasta, nie lamentuje, nie domaga się, nie narzeka, nie epatuje cierpieniem. Wręcz przeciwnie. W bardzo chłodny sposób rejestruje fakty: gwałty, często zbiorowe, głód, przymusową pracę, codzienną śmierć, samobójstwa i permanentny lęk o życie i przeżycie. Mimo, że jest krzywdzonym człowiekiem, zdegradowanym do wojennej zdobyczy, obiektu seksualnego przechodzącego z rak do rąk pijanych żołnierzy, nie upatruje przyczyny tej sytuacji w Rosjanach. Potrafi, mimo krzywd i cierpienia, spojrzeć na swoją sytuację w szerszym kontekście, nie personalnym, ale polityczno-historycznym. Nieszczęścia dotykają i okaleczają ją osobiście, ale ma świadomość, że wszystko to zawdzięczamy Fuhrerowi, bo przewodzili nami przestępcy i hazardziści. Obarcza również odpowiedzialnością bierność Niemców, ich powszechny brak sprzeciwu i karną posłuszność, dzięki której pozwalaliśmy się prowadzić jak owce na rzeź.
   Skąd u tej kobiety tak nietypowa postawa i to w gąszczu największych emocji? Myślę, że swoją umiejętność spojrzenia, bez zaangażowania emocjonalnego, na otaczającą ją rzeczywistość, zawdzięcza licznym przedwojennym podróżom po świecie, w tym również do Rosji. To odmienne spojrzenie, nie wywołujące we mnie poczucia winy, pozwoliło mi na wsłuchanie się w jej relację, na przyjrzenie się Berlinowi, ludziom i zdarzeniom po stronie dotychczasowego okupanta., na spojrzenie na Rosjan oczami Niemki: Niewiele jest w tym mieście osób, które potrafią z nimi rozmawiać, takich, które widziały ich brzozy i wioski (…) i które teraz, podobnie jak ja, są błotem pod ich żołnierskimi stopami. (…) którzy nie rozumieją ani jednego słowa po rosyjsku (…) mogą (…) wmawiać sobie, że to nie są ludzie, tylko dzikusy, zwyczajne bydło. Ja tak nie potrafię. Wiem, że to tacy sami ludzie jak my.
Ta kobieta wzbudziła we mnie szacunek, bo czy ja, w jej sytuacji, w której się znalazła, byłabym w stanie na taką pokorę, wyrozumiałość i zrozumienie? Czy potrafiłabym wznieść się ponad własny, jednostkowy egoizm i nie czyniąc osobiście nikomu krzywdy, przyjąć na siebie odkupienie win cudzych? Czy stać mnie byłoby na wypowiedzenie przez nią zdania ucinającego wszelkie obecne dyskusje dotyczące ofiar po stronie niemieckiej: Żadna z ofiar nie może nosić swoich cierpień niczym cierniowej korony. Ja w każdym razie mam uczucie, że to, co mnie spotkało, wyrównało w pewien sposób rachunek?

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Anioły naprawdę istnieją – Barbara Dussler

Anioły naprawdę istnieją – Barbara Dussler
Tłumaczyła Małgorzata Mirońska
Wydawca Klub Dla Ciebie , 2006 , 351 stron
Literatura niemiecka

   Z przymrużeniem oka traktowałam teorię Louise Hay, która w swoich licznych książkach twierdzi, że każdą chorobę człowieka wywołują pośrednio czynniki zewnętrzne wpływające negatywnie na naszą psychikę. Począwszy od kataru, poprzez pasożyty układu pokarmowego, na raku skończywszy. Mam uwierzyć, że apodyktyczny charakter ojca wywołuje u jego dzieci astmę?!
Przymrużyć oka jednak nie mogłam czytając tę książkę, napisaną dwugłosem matki i jej dwunastoletniej córki, dostarczających nieświadomie dowodów na poparcie poglądów Louise Hay.
   Przeczytałam wiele książek na temat walki z rakiem, ale w żadnej nie znalazłam holistycznego podejścia do człowieka w procesie leczenia, w którym terapii poddawane jest, równolegle z ciałem, jego psychika i dusza. To bardzo żmudny i powolny proces nie tylko u osoby chorej, ale również u jego najbliższych, zdrowych fizycznie członków rodziny, w formie terapii rodzinnej. W bardzo uproszczonej formie podsumowała go Basia, bohaterka wspomnień, która na pytanie: Rak? W jaki sposób udało ci się go pokonać?, odpowiada dyktowaniem przepisu na:
„Ciasto na zdrowie”:
1 albo więcej łyżek stołowych wiary w siebie
1 łyżeczka do herbaty wisielczego humoru
1 miska „prawdziwej radości życia”
szczypta egoizmu
szczypta przekory.
Całość miesza się starannie z dużą ilością miłości.

  Niby jasne, niby zrozumiałe, niby składniki łatwo dostępne, ale mimo wszystko jakie trudne do zrobienia. Zwłaszcza jeśli chodzi o „prawdziwą radość życia” i miłość. Sądząc po ilości zachorowań tylko na raka, to bardzo deficytowe i luksusowe delicje. Czyżby aż tak trudno dostępne?
  Jeśli tak, to smutne.
  Mam tylko żal do autorek? wydawcy?, o ten niefortunny, marketingowy, „anielski” chwyt w tytule. Mam uwierzyć w internetowy kontakt z aniołem o imieniu Elmer, piszącego e-maile do mamy Basi i używającego zwrotu: kochana ziemska istoto? Ale może nieważne co się kryje pod poszczególnymi składnikami „Ciasta na zdrowie”. Ważne, żeby przepis był sprawdzony. Żeby ciasto się udało. Mamie Basi i jej córeczce wyszło przepyszne. Wyszło na zdrowie.

Tutaj zobaczyłam jakimi metodami pracuje Anioł Stróż i dlaczego powinnam być mu wdzięczna za każdy upadek.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Lektor – Bernhard Schlink

Lektor – Bernhard Schlink
Przełożyła Karolina Niedenthal
Wydawnictwo Muza , 2009 , 166 stron
Literatura niemiecka

   Hanno, bardzo mnie zirytowałaś, a konkretnie twój egoizm, który był twoim sterem w życiu. Nie wpieraj mi, że wstyd, bo wstyd to kraść. Twój niby wstydliwy problem miało miliony ludzi, którzy jednak rozwiązywali go pnąc się wytrwale po schodach życia ku górze. Ty wolałaś iść w dół, bo omijanie przeszkód było dla ciebie wygodniejsze. Nie musiałaś w to wkładać zbyt wiele wysiłku i pracy. I nie mów, że myślałaś, że da się tak żyć. Miałaś świadomość, że nauka to podstawa dalszego życia. Inaczej nie wpadłabyś w taki gniew dowiedziawszy się o wagarach Michaela. Niewinnego i uwiedzionego piętnastolatka – „chłopczyka”, jak lubiłaś do niego mówić. Proszę, nie nazywaj tego miłością, bo miłość przede wszystkim daje, a ty tylko brałaś krzywdząc ludzi. Miałaś lektora i kochanka w jednym, a potem zostawiłaś go na równi z pracą, mieszkaniem, miastem. Nie mów, że dał sobie radę. Pewnie, że dał. Dał na tyle, na ile mógł skrzywdzony psychicznie kaleka z dziurą w sercu i duszy. Wiesz, że nie mógł jej zapełnić inną kobietą? Że próba stworzenia rodziny zakończyła się rozwodem? Że nawet nie był w stanie podjąć pracy po studiach prawniczych w wyuczonym zawodzie zadowalając się byciem historykiem prawa? Tego się nie robi dzieciom mając 36 lat! Nie mów, że pomagałaś więźniarkom w obozie koncentracyjnym. Dawałaś im nadzieję na przeżycie, a potem wysyłałaś na śmierć. Mylisz litość z sadyzmem. Nie pytaj mnie, tak jak sędziego, jak ja bym postąpiła na twoim miejscu? Nie zrzucaj na mnie układania tobie życia. Trzeba było uważniej słuchać odpowiedzi sędziego: miałaś wybór. Tyle, że ty chciałaś wybierać bez ponoszenia konsekwencji. Bo tak było łatwiej i wygodniej. Nie chowaj się znowu za swoim wstydliwym problemem, bo sama sobie udowodniłaś, że można było go rozwiązać. I kiedy myślałam, że już-już coś zaczynasz rozumieć, coś uświadamiać sobie, ty po raz drugi zostawiłaś Michaela. Jak zwykle uciekłaś. Tym razem ostatecznie. Może i nie mogę żądać od ciebie rachunku, ale tam gdzie jesteś, jak sama stwierdziłaś, mają do tego prawo. Tam nie masz dokąd uciekać dalej. Tam będziesz zmuszona do odpowiedzialności za wszystkie swoje czyny. Ale może to jest tylko moje wyobrażenie. Może dla ciebie jest tylko nicość, w której nie ma sumienia takiego, jak ja. Jest tylko niebyt, w którym masz Hanno, nareszcie święty spokój.

Tutaj, dla odmiany, mogłam zobaczyć parodię zwiastuna ekranizacji tej powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

A jednak… strzelę! – Elisabeth Zöller

A jednak… strzelę! – Elisabeth Zöller
Przełożyła Anna Soróbka
Wydawnictwo Zakład Narodowy im. Ossolińskich , 2009 , 104 strony
Seria Nasza Biblioteka
Literatura niemiecka

   Czaiłam się z tą książeczką jak czajnik. Niewielka objętościowo miała szansę na przemycenie i przeczytanie w miejscu, w którym wolno było tylko patrzeć i oddychać, a już absolutnie nie wolno było zwłaszcza czytać. Zastosowałam metodę śpiąco-przytomnego Indianina: jedno czujne oko przed siebie, a drugie ciekawe żurawiem pod stół.
Udało się!
    Historia, którą nieraz napisało życie, była warta ewentualnych konsekwencji przyłapania na gorącym uczynku. Seria Nasza Biblioteka skierowana do młodzieży w jakiej się ukazała, jest mi znana właśnie z takich historii. Niektóre są oparte na faktach, inne fikcyjne, ale zawsze poruszają problemy z jakimi zmagają się współcześni nastolatkowie. Zarówno te „stare” , dobrze znane rodzicom, psychologom i metodykom wychowania jak nastoletnia ciąża, narkomania, alkoholizm, depresja, patologia rodziny, jak i te, które dotkliwiej dały znać o sobie w ostatnim dziesięcioleciu: sekty, bulimia, anoreksja czy poruszany w tej opowieści mobbing szkolny wywołujący frustrację, przechodzącą w agresję skierowaną przeciw prześladowcom. Autorka opisując scenę strzelaniny w szkole o jakiej cyklicznie donoszą media z USA, Niemiec czy Norwegii , nie skupiła się tylko na jej finale. Krok po kroku ukazała proces eskalacji przemocy psychicznej i fizycznej rodzącej strach, a potem lęk. Mechanizm nieradzenia sobie z powstałym problemem, szukania różnych dróg wyjścia przez głównego bohatera Nico po omacku, by wreszcie, z braku pomocy ze strony dorosłych (rodziny, nauczycieli) wybrać najfatalniejszą w skutkach. Tragedię, o której potem sensacyjnie informują media: nastolatek wszedł do szkoły i zabił (siekierą, nożem, z pistoletu) kilku nauczycieli, wielu uczniów i na końcu popełnił samobójstwo.  Przyczyny nieznane.
    Śmiem twierdzić, że znane i to bardzo dobrze – indolencja rodziny i szkoły.
    W jakim stanie psychicznym trzeba być i w jakiej desperacji, by tak postąpić? Dlaczego nikt odpowiedzialny za tego młodego człowieka nie zauważył narastającego problemu?
    Na te i wiele innych nasuwających się pytań jakie stawia autorka, znalazłam odpowiedzi (a może wręcz oskarżenia?) w tej niepozornej książeczce i mimo, że seria jest adresowana do młodzieży, cieszyłabym się, gdyby czytali ją również dorośli w jakikolwiek sposób związani z nauczaniem i wychowywaniem dzieci i młodzieży. Uczy przede wszystkim w porę dostrzegania symptomów pojawiającego się problemu oraz niebezpieczeństwa obojętności i bagatelizowania pozornie nieszkodliwych zachowań mających moc kuli śnieżnej tak, jak w tym wierszyku Ericha Frieda Bez humoru umieszczonym jako motto na początku historii Nico:

Chłopcy
rzucają
dla zabawy
kamieniami
w żaby

Żaby
umierają
na poważnie

 A tak bawi się niewinnie nasza młodzież. W razie tragedii nikt nie skojarzy sobie jej z tą „niewinną” zabawą.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Jak elegancko rozstać się z zakochaną kobietą – Adam Soboczynski

Jak elegancko rozstać się z zakochaną kobietą: albo o sztuce nakładania masek – Adam Soboczynski
Przełożyła Małgorzata Bochwic-Ivanovska
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2010 , 158 stron
Literatura niemiecka

Dawno temu czytałam bardzo ciekawą książkę z zakresu psychologii społecznej „W co grają ludzie” Erica Berne’a, dlatego zaintrygował mnie ten chwytliwy tytuł. Bezpośredni i nieukrywający treści, sugerujący mi jej łatwość i dostępność skierowaną do każdego.
I takim ten swoisty poradnik jest.
Nie aspiruje do książki popularnonaukowej, nie posługuje się terminami naukowymi, nie wyjaśnia mechanizmów relacji międzyludzkich, a sam autor nie jest socjologiem czy psychologiem z wykształcenia. Jest dziennikarzem i z racji wykonywanego zawodu ma okazję obserwować i przyglądać się zachowaniom ludzi, ich misternej sztuce nakładania masek w różnorodnych sytuacjach. Nasuwające się wnioski i przemyślenia zebrał i umieścił w postaci prostych rad w 33 krótkich opowiastkach o tym, jak zręcznie unikać intryg i życiowych pułapek, bo według niego życie jest polem minowym, na którym udawanie warunkuje awans społeczny, a współcześnie sukces (jakikolwiek – od małego do spektakularnego) osiąga tylko człowiek elastyczny, mobilny, szybko reagujący i łatwo adaptujący się do zmiennych warunków społecznych, będący jak kameleon, przybierający kolor kamienia, na którym siedzi. Niektóre z opowiadań kończy podsumowaniem i radą, w innych obszerniej omawia problem ukazując jego złożoność, by z kilkoma pozostawić czytelnika sam na sam ze zdobytą wiedzą do przemyślenia i do samodzielnego wysnucia wniosku. Wszystkie natomiast zawierają inscenizacje sytuacji powszechnie spotykanych zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym, a czytający je może się samemu w nich odnaleźć czy utożsamić z ich bohaterami. Ci ostatni łączą wszystkie opowiadania, stwarzając iluzję opowieści w obrębie jednej, ale różnorodnej grupy społecznej oraz okazję do ujrzenia opisywanego problemu z wielu punktów widzenia jej członków. Jednocześnie ukazuje bardzo ważny aspekt moralny ludzkiego postępowania: to co dla jednego jest drogą do osiągnięcia celu, dla innego może być krzywdzącą go manipulacją. Wybór i umiejętność łączenia tych dwóch pozornie sprzecznych ze sobą interesów – nie dać sobie zaszkodzić, ale i oszczędzić innych – świadczy o wirtuozerii w sztuce zakładania masek.
Jak to osiągnąć?
Na to pytanie odpowiada autor tej książki, przekonany i przekonujący, że Cholerycy to przeżytek, przyszłość należy do czarujących.

 

 

W Niemczech autor zadebiutował książką, znaną zwłaszcza wśród tamtejszej Polonii, „Polski Tango: podróż przez Niemcy i Polskę”, a ponieważ nie doczekała się tłumaczenia, przeczytałam o niej w artykule Czarodziejskie słówko „załatwić”, przedrukowanym z Süddeutsche Zeitung.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Tak daleko jak nogi poniosą – Josef Martin Bauer

Tak daleko jak nogi poniosą – Josef Martin Bauer
Przełożył Wojciech Szreniawski
Wydawnictwo Sprzedaż Dobrej Książki , 2010 , 344 strony
Literatura niemiecka

O jej istnieniu dowiedziałam się od Matylda_ab, która zostawiła mi informację o ekranizacji tej powieści w komentarzu do mojego wpisu o podobnej tematyce – ucieczka więźnia z łagru opisanego przez Sławomira Rawicza w powieści Długi marsz. Kiedy więc zobaczyłam jej tytuł w katalogu Klubu Dla Ciebie, wybór był szybki i zdecydowany. Musiałam ją mieć!
Sama książka okazała się być nietypową. Autor napisał właściwie powieść opartą na faktach z narratorem opowiadającym o losie głównego bohatera, a nie bezpośrednią relację uczestnika ucieczki w postaci wspomnień czy dziennika. Główny bohater ma zmienione nazwisko zgodnie z życzeniem pierwowzoru. Do połowy opowieści nie wiedziałam też, który z pojmanych niemieckich jeńców wojennych w 1945 roku i wiezionych do łagru na Przylądek Dnieżniewa Półwyspu Czukockiego na wschodnim krańcu Azji, zostanie tym, któremu uda się uciec. Zwłaszcza, że nie był jedynym próbującym zbiec. Sam łagier odbiegał od znanych mi z opisów w literaturze. Mieścił się w górze z rudą ołowiu. To w niej mieszkali jeńcy. Tania siła robocza żyjąca jak krety w wydrążonych kawernach i ręcznie pracująca w niżej położonych sztolniach, wydobywając na powierzchnię rudę. Sami więźniowie wychodzili rzadko. Czasami miesiącami nie widywali słońca, nieba i horyzontu cierpiąc na klaustrofobię i ołowicę. Jedyną drogą do dłuższego pobytu na świeżym powietrzu, oprócz śmierci, była choroba i pobyt w szpitalnym budynku położonym w pobliżu góry. Tam pracował niemiecki lekarz, również jeniec i to on pomógł uciec z obozu głównemu bohaterowi. To on wybrał go do roli zbiega uznając, że miłość do żony i dzieci kandydata będzie wystarczająco silnym motywem gwarantującym powodzenie ucieczki. Nie mylił się, chociaż nie przewidział, że potrwa ona aż trzy lata i dwa miesiące, od końca 1949 do 1952 roku, obejmując dystans 14 tysięcy kilometrów.
Dlaczego tak długo, skoro niemiecki lekarz w najgorszej wersji przewidywał dwa lata?
Nie przewidział jednego. Nie mógł, bo nie znał Syberii i jej niebezpiecznego wpływu na psychikę człowieka, który się w niej zatracił. Po skrajnie trudnym i ciężkim okresie balansowania na granicy śmierci i życia w ekstremalnych warunkach takiego zimnego pustkowia:

 

 

tak dobrze przystosował się do dyktowanych przez naturę warunków, tak rozsmakował się w poszukiwaniu złota, w polowaniu na dzikie zwierzęta, że zapomniał dokąd i po co szedł. Odkrył w sobie ochotę do zyskownej przygody polowania i im większy staje się stos niegarbowanych skór na saniach z poczwórnym zaprzęgiem, tym mniej czuje ziąb, obcość, zagrożenie i beznadziejność. Bo Syberia zatrzymuje ludzi dla siebie. Zabiega o nich, zachwyca straszliwą surowością, a nienawiść i strach przemienia w dziwaczną miłość. Pochwyceni zapominają o swej tęsknocie. Od tego momentu powieść nabrała cech bardzo dobrej sensacji: ciągłej ucieczki nie tylko przed funkcjonariuszami MWD, ale i innymi zbiegami, układów z ludźmi wyjętymi spod prawa, ukrywania się wśród ludów Jakutów i Korjaków, stałej niepewności okazywanej przyjaźni i życzliwości, konieczności walki o życie i byt. Nauczył się żyć jak zbój. Kłamać jak Ormianin. Kraść jak łajdak na warunkowym. i zabijać za bryłkę złota. Żył jak motłoch, z odpadów porządku i nadużywając dobroci innych. Tak wyglądał człowiek, nadporucznik, mężczyzna z dobrego domu, żonaty, ojciec dwojga dzieci, wychowany w uczciwości, gotów niegdyś zrobić wszystko dla rodziny i powrotu do ojczyzny, po ponad dwóch latach tułaczki.
Do Niemiec wrócił przedostając się przez granicę z Iranem i tam, w najbliższym miasteczku, zgłaszając się na policyjną komendę, poprosił o azyl błagając, by władze nie wydały go Rosjanom. Był wolny, ale nie wrócił taki, jakim był przedtem. Po latach życia w ołowiu stracił zdolność rozróżniania kolorów. A długie miesiące spędzone w samotności i wśród dzikich zwierząt zmieniły jego sposób odbierania świata. Ciągła obawa, lęk i strach, odczuwany do dziś, nadal nie pozwalają mu na ujawnianie swojego prawdziwego nazwiska.
Fascynująca ucieczka ku wolności okupionej dalszym życiem w ukryciu, z ranami na duszy i bliznami na ciele.

 

 

Tutaj zobaczyłam fragmenty wspomnianej wcześniej ekranizacji tej powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: