Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Na ostrzu noża – Miroslav Žamboch

21 marca 2019

Na ostrzu noża – Miroslav Žamboch
Przełożyła Anna Jakubowska
Ilustrował Dominik Broniek
Wydawnictwo Fabryka Słów , 2007 , tom 1 – 380 stron , tom 2 – 376 stron
Seria Obca Krew
Literatura czeska

O czym myśli dziewczyna, gdy dojrzewać zaczyna? – wiem z autopsji. A o czym myśli dojrzały mężczyzna? Już widzę popłoch w męskich oczach i w odpowiedzi ciszę. Ewentualnie, w przypływie dobrego humoru szybkie: o niczym. Obie odpowiedzi były dla mnie zawsze mocno podejrzane, jeśli nie bardzo mocno. Ta powieść udowodniła mi to. Biorąc ją do rąk, nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że otrzymam odpowiedź na to pytanie z nawiązką. Dwa tomy męskiego świata, Jego świata, z Jego regułami, w którym żyją Prawdziwi Mężczyźni. Świat, do którego czytelnik wchodzi pewnym krokiem, na dobrze znany sobie grunt, a czytelniczka, taka jak ja, z obawą, z lekkim lękiem, na grunt wrogi, mając wrażenie, że narusza tabu przekraczając próg z tabliczką u wejścia: Tylko Dla Mężczyzn. Przystanęłam więc z boku, chłonąc każde słowo, obraz, marzenie, obserwując z zaciekawieniem głównych bohaterów: Koniasza, Leda czy Bonsettiego, uosobienie Prawdziwych Mężczyzn i świata, do którego ucieka, kiedy podobno nie myśli.
Prawdziwy Mężczyzna jest wiecznym kawalerem tuż przed ożenkiem (żadna nie jest go godna) lub zaraz po nim (wredna śmiała go porzucić), słusznego wzrostu ze średnią 190 cm (co u nich jest nie tak z tą długością?), z aparycją w stylu: na pierwszy rzut oka wstrętny i niebezpieczny, z ciałem pokrytym licznymi bliznami (że niby taki waleczny i niepokonany), którego jednak nie lubi eksponować (skromny?), dlatego w ubraniu wygląda tak:
Na ostrzu noża01
I chociaż go zabili, jak widać nadal stoi! Ima się różnych zajęć, ale najczęściej jest tym od brudnej roboty ( wynoszenie śmieci to nie to samo), bo potrafi mistrzowsko posługiwać się białą bronią. Ale nie tylko. On czyta! I nie mam tu na myśli procesu składania liter, ale czytanie książek. Kradnie je innym (ale głód czytelniczy!) albo udaje się do biblioteki. Tamtejszych książek nie da się ukraść, bo są okute blachą i tak ciężkie, że bibliotekarze noszą buty obite metalem, chroniącym przed odcięciem palców przez taką spadającą księgę. (Kobiece książki mogą co najwyżej, podczas upadku, potrącić pijanego mola.)
Będąc oczytanym posiada poglądy najchętniej holistyczne: w środku wszechświata jest On, a wokół niego krążą dziedziny Jego życia. Jedną z nich jest Kobieta. Każda ma u niego szansę: mężatka, panna, zhańbiona czy dziwka (jaki wachlarz tolerancji!). Potrafi się w takiej zakochać nawet od tyłu, a zwłaszcza od pierwszego spojrzenia w zagłębienie wewnętrznej strony kolana plus dwa centymetry wyżej (to nie duże, niebieskie oczy?), a która z przodu wygląda tak:
Na ostrzu noża013
A kiedy pożądanie zostanie zaspokojone (sama do niego przylazła) to powstały problem odsuwa, żeby zdechł śmiercią naturalną, bo cóż on łowca przygód, włóczęga, wieczny ciekawski i samotnik może zaoferować takiej Kobiecie? (Refleksja rychło w czas!)
Z żalu upija się i trzeźwieje po dwóch latach (to akurat nic nowego) albo rzuca się w wir zdarzeń, wydarzeń, zadań, wyzwań, polityki, zobowiązań czyli to co Prawdziwy Mężczyzna lubi najbardziej. Realizując swoje plany pali port, o tak:
Na ostrzu noża3
Wymierza sprawiedliwość w obronie zgwałconej dziewczyny, o tak:
Na ostrzu noża04
Walczy z epidemią zarazy powodującej takie skutki:
Na ostrzu noża05
Zabija kilku niewygodnych, stojących mu na drodze, o tak:
Na ostrzu noża06
Stacza wiele śmiertelnych i wyczerpujących pojedynków, o takich:
Na ostrzu noża07
Zmęczony, poraniony, dwa razy zabity, z listem gończym na karku, udaje się na zasłużony odpoczynek czyli dobre żarełko i sen. A śni o tym:
Na ostrzu noża08
I o tym:
Na ostrzu noża09
I jeszcze o tym:
Na ostrzu noża010
Noc długa, to i sen długi, a w nim seks, seks i seks, jak mawia mój znajomy (myślałam, że żartuje), a autor potakuje głową dodając: Jak każdy mężczyzna lubił takie sny (…) ponieważ po obudzeniu nie miał wyrzutów sumienia. A po nocy spędzonej w domu publicznym – tak. Nawet szlachetna myśl, tyle, że po obudzeniu zastaje się w takiej sytuacji:
Na ostrzu noża011
Jego zaskoczenie i zdziwienie jest równe mojemu. Same mu wlazły, on nawet jedną rzęsą nie mrugnął. Gdyby mnie przy tym nie było, to powiedziałabym, że łże jak pies.
Ale byłam, widziałam, przyglądałam się z ogromną uwagą tej krainie, do której tak chętnie ucieka, rządzonej przez proste zasady, gdzie w obronie takich wartości jak miłość, honor i przyjaźń, brodzi się po kolana, po pas we krwi, ryzykując własne życie. W świecie, w którym byłabym taka (a co, też mogę sobie pomarzyć):
Na ostrzu noża012
Wycofałam się z niego powoli, chociaż z ociąganiem, z niechęcią. Dobrze mi tam było, pomimo wszystko, z jednego powodu: wszechobecnej, upajającej woni krystalicznie czystego testosteronu…
Po co go mącić kobiecym jazgotem, szczebiotliwym głosem, bombardującym permanentnie niekończącymi pytaniami, wywołującymi lawinę narzekań? Niech istnieje, niech się dzieje w głowach mężczyzn. Niech mają swoją jaskinię, do której od czasu do czasu wpuści mnie jeden z nich, obdarzony darem słowa pisanego. Niech…

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Czas Czerwonych Gór – Petra Hůlová

Czas Czerwonych Gór – Petra Hůlová
Przełożyła Dorota Dobrew
Wydawnictwo W.A.B. , 2007 , 322 strony
Seria z Miotłą
Literatura czeska

   Znałam Mongolię z obejrzanych filmów dokumentalnych, jak się okazuje, jednostronnie. Może taka była ich rola. Pokazać to, co w niej najcenniejsze: ludzi opornych na wpływy cywilizacji, tworzoną przez nich kulturę, kultywowaną tradycję, piękno środowiska, które szanują i kochają, dumę z genu swojego pradziada Czyngis-chana, wierząc, że każdy Mongoł go posiada, a jak pokazują badania genetyczne, nie jest to takie bezpodstawne.
   Drugą stronę zobaczyłam w tej książce. Opowiadaną przez pięć kobiet z trzech pokoleń: matkę, jej trzy córki i wnuczkę.   Stronę, w której walka o zachowanie tradycji ponosi klęskę w zderzeniu z cywilizacją stolicy Ułan Bator, do której uciekają młodzi. Gdzie wszechobecna niemożność odnalezienia się ludzi ze wsi w warunkach miejskiego życia, zmusza do topienia marzeń w alkoholu lub do walki o materialne przetrwanie w domu publicznym. Gdzie brak jakiejkolwiek możliwości nawiązania porozumienia między najmłodszymi, wychowanymi w mieście, a dziadkami, żyjącymi w krainie Czerwonych Gór, zrywa bezpowrotnie, tkaną przez pokolenia, delikatną sieć powiązań rodowych.
   Zobaczyłam smutną stronę poszarpanych więzi rodzinnych, porozrywanych nici tradycji, których nie można już powiązać, bezdomnych obyczajów bez swojego spadkobiercy, umierających umiejętności i wiedzy, której nie ma komu przekazać, bezradności wobec wynaradawiającej polityki Chin. Stronę Mongolii opisaną bardzo emocjonalnie, analitycznie, z dużą znajomością tego kraju, jego historii i warunków życia w nim, językiem przeplecionym słowami z mongolskiego i rosyjskiego.
   Ale czy tak naprawdę jest?
   Wierzyłabym bezgranicznie, gdyby to były wrażenia z podróży. Opis kraju widziany oczami cudzoziemca. Ale wnikliwa analiza psychologiczna każdej postaci, jej motywacji, przyczyn postępowania, wewnętrznych myśli budziły we mnie nieufność.
Czy Czeszka, która wprawdzie ukończyła mongolistykę i kulturoznawstwo, mogła obiektywnie oddać rys psychologiczny kreowanych przez nią postaci?
   Ile w tym prawdy, a ile jej własnych domysłów i dopowiedzeń przefiltrowanych jednak przez pryzmat Europejki?
   Piękna historia, sugestywnie opowiedziana, ale… wewnętrzne przemyślenia jednak wolałabym napisane przez Mongołkę tam urodzoną, tam wychowaną i tam żyjącą.

 Ta książka uświadomiła mi, że współczesna Mongolia to również ta pokazana w tych wiadomościach.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wszystko

Tagi:

Zapytaj taty – Jan Balabán

Zapytaj taty – Jan Balabán
Przełożyła Olga Czernikow ; ilustracje Aleksandra Brożyna
Wydawnictwo Czeskie Klimaty , 2013 , 238 stron
Literatura czeska

To bardzo wymagający tekst.
Mimo że posiada formę powieści, trudno mi go tak nazwać. Uniemożliwia to rozbudowana, silnie przebijająca przez fabułę, kryjąca się w niej warstwa filozoficzno-psychologiczna. W zadufaniu rzuciłam się na tę pozycję po rekomendacji Mariusza Szczygła. Zmyliło mnie to, że osoba pięknie tłumacząca i przekładająca skomplikowanie świata na przystępny język, niekoniecznie sama sięga po podobne pozycje.
I wpadłam!
Otrzymałam przemyślenia, retrospekcje, analizy pod postacią wspomnień, snów, dialogów, monologów, opisów wycinków życia i scen z otaczającej rzeczywistości, trójki rodzeństwa i ich matki po śmierci ojca rodziny – Jana Niedomnego. Lekarza z wykształcenia, który rezygnując z leczenia ciężkiej choroby – umiera. Bohaterowie próbują poradzić sobie ze stratą osoby bliskiej, przechodząc przez okres żałoby w różny sposób. Zapełniają naprzemiennie pustkę po ojcu, tworząc jego osobny dla każdego, a jednocześnie wspólny dla wszystkich i jednolity dla mnie, czytelniczki, obraz bliskiego im człowieka w kontekstach sytuacji rodzinnych na tle socjalistycznej Czechosłowacji. Ale miejsce akcji nie ma właściwie znaczenia. Śmierć i wywołane przez nią cierpienie, żal, poczucie opuszczenia dotykające ludzi mogą zaistnieć pod każdą szerokością geograficzną, w każdym domu. Wszystko to sprawiło, że książkę czytałam bardzo powoli i uważnie. Od czasu do czasu napotykając między kartkami na grafikę pełną symboliki ilustrującą powieść.

 

Jednak z czasem, zagłębiając się w tekst, zaczęłam nabierać przekonania, że nie w pełni go przyjmę emocjonalnie i nie do końca pojmę bogactwo treści. I że moje rozumienie, a także interpretacja, może bardzo odbiegać od pierwotnego zamysłu autora.
Z jednego powodu.
Nigdy nie przeżyłam śmierci osoby, z którą byłabym związana emocjonalnie. Obca mi jest osobista żałoba. Brak dokładnie tego doświadczenia bardzo przeszkadzał mi w pełnym odbiorze przesłania autora, który pisał ją przez trzy lata i ukończył tuż przed śmiercią, nie doczekawszy się premiery. Książka ukazała się pośmiertnie i została jednogłośnie uznana przez krytykę za jedno z najważniejszych dzieł literatury czeskiej ostatniej dekady, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Mając tego świadomość, czytałam ją z frustracją. Na nic zdało się wolne i uważne czytanie, bo wiedziałam, że z powodu mojej czytelniczej ułomności, jakim jest brak konkretnego doświadczenia, nie mam do niej pełnego dostępu. Irytację tę pogłębiały przedsmaki zrozumienia, okruchy pojmowania, przebłyski współodczuwania i momenty utożsamiania się z cechami osobowości postaci, dając mi próbkę tego, co istnieje w niedostępnej dla mnie głębi. A wtedy przyjemnie było pojmować sens puentującego wywód zdania – Przed dobrym obrazem każdy z nas jest zarzyganym dzieciakiem, któremu trzeba podtrzymać głowę. Albo – Koegzystencja wrotyczu i piołunu to przeniesiony na grunt botaniki wzorzec wspominania. Ale zanim autor umieścił to swoiste podsumowanie, wprowadzał mnie w pozornie meandrujące w przeszłości i w teraźniejszości przeżycia oraz doświadczenia bohaterów, bym mogła tę ostateczną myśl zrozumieć. Mój ból polegał na tym, że pomimo takich rozwinięć i odniesień, nie każdą syntezę mogłam przyjąć za swoją. Przyłożyć do swojego pojmowania świata. Należałam do tego grona osób, o których autor napisał, że… nie istnieją. Według niego, żeby nie poczuć bólu utraty, trzeba byłoby żyć w katatonicznym odrętwieniu albo mieć pewność, że wszyscy bliscy są cali i zdrowi – co nie jest możliwe – albo musiałby być sam. Nie samotny, osamotniony, tylko sam dla siebie, jedyny obiekt własnej troski. W swoich przemyśleniach nie wziął pod uwagę wyjątków, które śmierć najbliższych mają przed sobą. I nie jest to związane z wiekiem, a z mniej lub bardziej oszczędzającym człowieka losem. Nie dojrzałam życiowo do pełnego odbioru tej pozycji, która przypomniała mi o pokorze czytelniczej.
Czuję się tak, jakbym obejrzała ciekawy film, ale bez głosu.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść psychologiczna

Tagi:

Grandhotel – Jaroslav Rudiš

Grandhotel: powieść nad chmurami– Jaroslav Rudiš
Przełożyła Katarzyna Dudzic
Wydawnictwo Czeskie Klimaty , 2013 , 236 stron
Literatura czeska

Polubiłam błądzić ścieżkami myśli w przebogatej wyobraźni tego autora dzięki powieści Koniec punku w Helsinkach.
Poprzednio wkręcił mnie w kołowrót czasu przeszłego z teraźniejszym. Tym razem porwał mnie w przestrzeń. Hen, wysoko! Między chmury, a nawet ponad nimi, jak zapowiadał słusznie podtytuł tej książki. A dokładnie do hotelu Grandhotel zbudowanego na wysokości tysiąca dwunastu metrów nad poziomem morza niczym fabryka chmur, chociaż z wyglądu przypominał rakietę o wysokości dziewięćdziesięciu metrów. Zagubionego w najpiękniejszym miejscu świata, gdzie kończy się ziemia, a zaczyna niebo. Położonego na szczycie góry Ještĕd, z której roztaczał się panoramiczny widok na miasto Liberec, leżące u jej podnóża. Do miejsca, w którym hulał wiatr i na korytarzach którego można było spotkać ludzi żywych i tych, którzy odeszli już w niepamięć.
Ale do tego jeszcze dojdę. – jak mawiał główny bohater i zarazem narrator – Fleischman.
Chociaż to nie jedyne jego określenie. Nazywany był jeszcze Pogodynką, Barometrem, Soplem, Termometrem, Chmuromirem i Waligruchą. Tego ostatniego nie muszę tłumaczyć, ale wszystkie wcześniejsze nawiązywały do jego obsesji – pogody. To ona była dla niego najważniejsza i to ona piętnowała, określała i wyznaczała najważniejsze momenty jego życia. To o jej opis, określenie i stan dopominał się w historiach opowiadanych przez innych. To w jego opowieści o chmurach, temperaturze, wyżach, ciśnieniu, prądach wietrznych i mgle umieszczał pozostałych bohaterów. Zagubionych lub pogubionych mieszkańców i pracowników hotelu. Zawieszonych, zabłąkanych w swoim życiu tak, jak hotel, którego byli lokatorami. Razem z tymi, których na świecie już nie było, a których dostrzegał Fleischman, traktując ich jak żywych.
W opowieści niezwykłej.
Bo i Fleischman nie był przeciętny, a według niektórych nienormalny. Postrzegał świat inaczej niż pozostali. Widział prościej, wyraźniej i więcej. Wygładzał skomplikowanie postrzegania innych. Tłumaczył na swój sposób poplątane, ambiwalentne i niekonsekwentne zachowania otaczających go ludzi. Akcentował istotę rzeczy niedostrzeganą przez pozostałych. I najważniejsze – znał swój cel. Sen, marzenie, które pragnął zrealizować. Ten piękny monolog utkany z absurdów wypowiadał nie po to, by się użalać nad sobą lub by dzielić się swoją traumą z dzieciństwa, bo od tego miał panią doktor, ale po to, by dojść przede wszystkim do samego siebie. Do środka samego siebie. A jak się okazało na końcu również do środka każdej opisywanej postaci i do środka samej mnie.
Do linii życia, którą posiada każdy z nas.
Fleischman w swoich wykresach z pogodą. Franz w swoich martwych kolegach. Zuzanna w testach. Jégr w muzeum bloku wschodniego. Patka w butelkach hepilajfu. Każdy. Również i ja. Łatwo się domyślić – w książkach. To moje chmury. Moja pogoda. I moje określenie używane przez kolegę – Biblioteczka. Zaglądam do nich, by zrozumieć, w którym kierunku kręci się świat. Pytam się o nie, by osadzić człowieka w rzeczywistości lub w światopoglądzie. Rozglądam się za nimi w nowym miejscu, by określić wspólny punkt lub styczność z realiami ludzi mnie goszczących. I wreszcie – niestrudzenie podsuwam je innym, by pomóc się im odnaleźć.
Ale uwaga!
Te życiowe konteksty mogą ściągać w dół lub dodawać skrzydeł. Nie zdradzę od czego to zależy. Nie zdradzę też, w którym kierunku poszybował Fleischman z tarasu swojego hotelu. Podpowiem tylko, że warto mu zaufać i podać mu dłoń przed skokiem. Dodam więcej słowami innego czytelnika, umieszczonymi na okładkowym skrzydełku:

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 Powieść doczekała się ekranizacji.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść psychologiczna

Tagi:

Opowiedz mi, Babciu – Monika Kopřivová

Opowiedz mi, Babciu: książka do przechowywania wspomnień – Monika Kopřivová
Przełożył Loyal Solutions
Wydawca moidziadkowie.pl , 2015 , 132 strony
Literatura czeska

Książka może być damą!

Mam właśnie taką przed sobą. Taktowną opiekunkę wspomnień oferującą pomocną dłoń w ich napisaniu i przechowaniu dla siebie, ale przede wszystkim dla najbliższych. Kto wie, może i dla następnych kilku pokoleń? Swoją szatą graficzną okładek i wyklejki, w kolorze różu i jasnego beżu z kwiatowym deseniem, wprowadza atmosferę dziewiętnastego wieku, w którym podobne rysunki ozdabiały przedmioty codziennego użytku. To piękne, klimatyczne zaproszenie sugerujące podróż w przeszłość.

Formatem przypomina album. Solidnością i starannością wykonania zapewnia, że przetrwa nie tylko lata, dekady, ale nawet wieki w rodzinnym archiwum. Grube okładki skrywają pomiędzy sobą, zszyte nicią, sztywne, ale elastyczne, białe karty.

Dużo na nich tej przestrzennej bieli, zapraszającej do jej wypełnienia pismem, zdjęciami lub dżesami, jeśli właściciela poniesie taka fantazja.

To wrażenie czystości, przejrzystości i jasności nie jest przypadkowe. Ma sprawić i sprawia, że pismo i jego treść, od momentu zajrzenia, będzie skupiało całą uwagę czytającego na sobie. Kolor długopisu czy pióra zależy od wypełniającego, ale jakikolwiek by nie wybrał, to i tak stanie się głównym głosem tej narracji. A zachęcają do niej pytania w skromnym, wtopionym w tło, brązie, sugerujące tematykę i wątki. Dla ułatwienia z poliniowanymi miejscami na odpowiedź lub, jak kto woli, opowieść.

Proste, komunikatywne, zrozumiałe, mające tylko pobudzić pamięć, wyłowić zdarzenia, przywołać wrażenia, dając możliwość ich zmaterializowania się. Samodzielnego poprowadzenia wątków według własnego uznania. Dyskretnie pomagają w tym również, nawiązując do tematu, niewielkie rysunki i fotografie umieszczone na obrzeżach stron. Czasami z króciutkim tekstem.

Album nie narzuca kolejności spisywania wspomnień, chociaż zachowuje w sobie chronologię opowieści. Pierwsze strony zaczyna od przedstawienia się i danych osobowych włącznie z drzewem genealogicznym,

a kończy na wpisach o wnukach i refleksjach podsumowujących całe życie. Ich kolejność wypełniania jest dowolna i może zależeć tylko od nastroju lub podszeptów serca i emocji, której przerwy w etapach wpisywania można zaznaczać przymocowaną na stałe tasiemką. Estetycznym i użytecznym drobiazgiem, który świadczy tylko o staranności wydania.

To przyjemna praca na cały rok lub lata, której efektem będzie osobista, rodzinna księga pamiątkowo-wspomnieniowa przekazywana z pokolenia na pokolenie. Rodzinny skarb, który może przybrać formę niezwykłego silva rerum. Ta księga, jak dama nie z tej epoki, wyciąga tylko pomocną dłoń do tych wszystkich kobiet, które chciałyby podzielić się swoim życiem z najbliższymi, ale nie wiedzą jak. Z jej dyskretną pomocą, mają niepowtarzalną szansę stać się opowiadającą i jednocześnie bohaterką swojej opowieści.
Przez cały czas unikam używania pojęcia „babcia”, mimo że tytuł sugeruje głównego odbiorcę tego albumu. Ale według mnie nie tylko babcie mogą zapełniać jego strony. To również pamiętnik dla przyszłych babć, a młodych w tej chwili kobiet, które radość posiadania wnuków mają dopiero w planach. I nie tylko dla kobiet. Istnieje bliźniacza wersja albumu dla mężczyzn.

Zbliżające się grudniowe święta to wyjątkowa okazja do obdarowania każdego tym albumem, a szczególnie babć i dziadków w styczniowych dniach ich święta.

Fragment książki

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: