Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith

21 marca 2019

Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith
Przełożył Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2004 , 184 strony
Cykl Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 ; Tom 1
Seria Salamandra
Literatura szkocka

…w rankingu sprzedaży kryminałów za rok 2003 magazynu „Bookseller” Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 znalazła się na pierwszym miejscu, pokonując dwie powieści Grishama!
Taką informację przeczytałam w krótkiej nocie umieszczonej w środku książki. Tak to jest – pomyślałam – gdy pisze się z miłości. W przypadku tej powieści, z miłości do Afryki. Autor wprawdzie jest Szkotem, ale urodzonym w Rodezji, a obecnie Zimbabwe. Jej obraz, zapach, kolory i ludzie ją zamieszkujący pozostają w każdym, kto chociaż raz odwiedził ten kontynent. Mnie również dotknęło to zjawisko nostalgii. Może dlatego tak łatwo odnalazłam się w realiach Botswany, przywołując własne wspomnienia i od razu pokochałam główną bohaterkę – mmę Precious Ramotswe. Dobrą kobietę, którą wszyscy tytułowali mma Ramotswe i która odkryła w sobie obowiązek, powołanie i sens życia – pomaganie swoim rodakom w rozwiązywaniu ich problemów. W tym celu założyła pierwszą w kraju Kobiecą Agencje Detektywistyczną Nr 1. Na dodatek prowadzoną przez nią osobiście czyli detektywa-kobietę! Sprawy, z jakimi zwracali się do niej zleceniodawcy, wywoływały we mnie rozbawienie, ale i czający się pod tą pozorną powłoką humoru, lęk i smutek. Czytając ten kryminał (chociaż nie do końca tak bym go nazwała), musiałam stale pamiętać, że w domysłach o przyczynach problemu muszę wybiegać poza „europejskie” myślenie i dedukcję. Nie bez powodu na okładce książki grafik umieścił we wnętrzu krokodyla zegarek. Mogło okazać się, że poszukiwana osoba, nie została zamordowana, ale pożarta przez dzikie zwierzę, a zaginione dziecko porwane, zamordowane i wykorzystane do amuletów czarnej magii.
Przegląd osób przychodzących do mmy Ramotswe i przynoszonych przez nich problemów czyni ten kryminał również powieścią społeczno-obyczajową.
A może przede wszystkim społeczno-obyczajową. Pod ciekawą, ale i troszkę naiwną, schematyczną i prostą warstwą kryminalną toczyło się dużo ciekawsze dla mnie życie Afrykanów. Podążając za mmą Ramotswe ulicami Gaborone czy pylistymi drogami prowincji, przypominałam sobie uroki i piękno krajobrazów Afryki, ale i problemy kraju oraz różnorodność postaw mieszkających w nim ludzi. Chociażby do tabu społecznego, o którym nie mówi się głośno, bo – jak zauważył jeden z bohaterów – nie lubimy o tym mówić, prawda? To jest rzecz, którą my, Afrykanie, najbardziej się wstydzimy. Przymykamy na to oczy. Doskonale wiemy, co się dzieje z dziećmi, które znikają. Doskonale wiemy. Przeszłość rodziny pani detektyw i jej ojca, doskonale oddawała trudny los tysięcy rodaków próbujących zwyczajnie żyć, a nawet przeżyć, a także problemy, z jakimi borykają się prości ludzie oraz elity. Spośród nich najsilniej odczułam wątek dyskryminacji kobiet wynikający z patriarchalnego modelu rodziny. Wydawałoby się, nie do zmienienia, bo pewne aspekty starego afrykańskiego porządku były nadzwyczaj słuszne i wygodne – zwłaszcza dla mężczyzn… Zdaniem mmy Ramotswe – W Afryce jest tyle cierpienia, że człowiek najchętniej wzruszyłby ramionami i poszedł dalej. Ale tak nie można, pomyślała. Tak po prostu nie można.
Dlatego pomagała tak, jak umiała.
Zrozumieniem, pochyleniem się nad każdym człowiekiem i jego problemem, konkretną pomocą, ale przede wszystkim miłością do ludzi i do kraju, którego nie zamieniłaby na żaden inny. Kochała swoją ojczyznę, Botswanę, kraj cichy i spokojny, i kochała Afrykę, ze wszystkimi nieszczęściami, jakie na nią spadały. To dlatego ta powieść ma w sobie odrobinę humoru, trochę cierpienia, ale przede wszystkim ogrom miłości wbrew wszystkim złym ludziom i wbrew wszystkiemu niepomyślnemu, co czyni ją niezwykle ciepłą, radosną i optymistyczną.
Dopiero na końcu kryminalną.

lubimyczytać.pl

Ta pozycja do dopiero początek cyklu z mmą Ramotswe. Do tej pory ukazało się kolejnych 6 części.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Fragment książki

Na podstawie cyklu powstał serial emitowany przez HBO.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

W biegu… – Marcin Wilk

W biegu…: książka podróżna: rozmowy z pisarzami (i nie tylko) – Marcin Wilk
Wydawnictwo Universitas , 2010 , 316 stron
Literatura polska

Pośpiech!
Nawet książki dostosowuje się do zawrotnego tempa życia – pomyślałam, gdy ujrzałam tę pozycję. Już biorąc ją do ręki, czułam presję uciekającego czasu. Troszkę mnie to zniechęcało do czytania. Nie chciałam wprowadzać pośpiechu do mojego książkowego świata, w którym króluje bezczas. Może dlatego tak długo czekała na moją uwagę.
Niepotrzebnie.
Właściwie całą nieprzyjemną dla mnie część jej nerwowego powstawania przejął na siebie autor. To on biegał za swoimi rozmówcami. Jak sam napisał we wstępie – Swoich rozmówców spotykałem w podróży. Większość z nich to goście, którzy odwiedzali Kraków w ciągu ostatnich – mniej więcej – 6 lat. Spotykaliśmy się po drodze. Czasem bardzo w pośpiechu. Nierzadko na chwilę, by szybko przywitać się, poznać i porozmawiać, mając za pretekst na ogół wydaną właśnie przez nich książkę. Umawiał się więc (a czasami nie) z nimi na szybką wymianę zdań, na odpowiedzi na kilka lub kilkanaście pytań. Czasami podczas biegu.
Dosłownie!
Tak było, kiedy poszedł razem z Johnem Irvingiem na wspólny trening do siłowni. Z tego pośpiechu, przebłysków myśli, łapania wypowiedzi powstał zbiór wywiadów z pisarzami i nie tylko, jak sugeruje podtytuł. Bo obok tak znanych nazwisk jak Eric-Emmanuel Schmitt, Eduardo Mendoza, Etgar Keret i wielu innych, a z polskiego podwórka – Sylwia Chutnik czy Katarzyna Grochola, byli również historycy, krytycy literatury, tłumacze, scenarzyści filmowi oraz dziennikarze.
Razem 47 rozmówców!
Przeciekawych osobowości, które poprowadziły mnie w swój odmienny od innych, a przez to różnorodny świat literatury, kultury, wyobraźni i troszeczkę życia bieżącego i prywatnego, dodającego smaku całości. Autorowi udało się jednak pogrupować te na pozór odmienne spotkania według dominującego tematu, nadającego wspólny kierunek rozmowy. Stąd 17 rozdziałów tematycznych, które nazwał podróżami. Pięknie zatytułowanymi, których istotę i treść ujął tymi słowami – Bywa to droga przede wszystkim poprzez czas, innym razem – poprzez kraje i kultury, w jeszcze innym przypadku może chodzić o introspekcję, podróż w głąb samego siebie.Wszystko dzieje się na różnych planach i w różnym tempie. Dlatego – podróż w czasie, w wyobraźni, sentymentalna, od polityki, w głąb pamięci, w pogoni za miłością, jako ćwiczenie, za utraconym głosem, do kresu rozpaczy i z kotem pod ręką. Wymieniając dla przykładu tylko niektóre.
Przepadłam w nich!
Uwielbiam spotkania z ciekawymi ludźmi i oto miałam przed sobą kwintesencję ich myśli wyłuskanych przez autora wprawdzie w biegu, ale za to teraz mogłam bez pośpiechu, na spokojnie, powoli, poobcować z ich umysłami i dać się zabrać w ich podróż. Skupić się na wątku, który w rozmowach z innymi ciekawi mnie najbardziej – książki. W tym przypadku – ich książki. Niektóre czytałam, więc z ciekawością poznawałam okoliczności ich powstawania. Nie zawsze przyjemne tak, jak było z powieścią Ericki Fischer Aimee & Jaguar. Niektóre przywołujące z przeszłości moje spotkania z pisarzami takie, jak z nieżyjącą już Moniką Szwają. Ku mojemu zaskoczeniu sporo było mi ich znanych, a teraz poznanych od innej strony. Bardziej na luzie, prywatnie, mniej oficjalnie. Natomiast ci, których nie znałam, dostarczyli mi cenną listę pozycji koniecznych do przeczytania:
1.Świadectwo skazanych na śmierć – Pia-Kristina Garde,
2.Blisko Jedenew – Kevin Vennemann,
3.Przebudzenie – Irena Matuszkiewicz,
4.Gargulec – Andrew Davidson,
5.Utalentowana – Nikita Lalwani.
Tytuły umieściłam z premedytacją, gdyby moi bliscy, czytający mój blog, mieli problem z wymyślaniem prezentu dla mnie. 😉

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Za książkę dziękuję autorce blogu GOD SAVE THE BOOK.

 

 A tutaj posłuchałam autora, który dodał jeszcze parę ciekawych informacji.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Kobieta, która ukradła moje życie – Marian Keyes

Kobieta, która ukradła moje życie – Marian Keyes
Przełożyła Ewa Penksyk-Kluczkowska
Wydawnictwo Sonia Draga , 2016 , 554 strony
Literatura irlandzka

Odkryłam dawno odkrytą autorkę dobrych powieści obyczajowych!
Może dlatego, że częściej sięgam po literaturę faktu i popularnonaukową, a tym czasem umyka mi rzeczywistość beletrystyczna. A dzieje się w niej, dzieje! I to, co dawno uznane, do mnie dociera z opóźnieniem. Świadczy o tym chociażby zaskoczenie, które towarzyszyło mi podczas oglądania filmu Zanim się pojawiłeś nakręconego na podstawie powieści kolejnej, znanej pisarki Jojo Moyes. Jego główna bohaterka dramatycznej oczywiście historii miłosnej, czytała powieść właśnie Marian Keyes. Dokładnie Sushi dla początkujących. Troszkę byłam zaskoczona takim zbiegiem okoliczności. Wprawdzie czytałyśmy różne powieści, ale to nie miało znaczenia. Ważne było moje „odkrycie”.
Autorka jest znana i uznana w szerokim świecie!
W Polsce również. Przeze mnie także z małą uwagą, ale o niej na końcu. Na razie porozpływam się w zachwytach nad przyjemnie skomplikowaną fabułą, nad której logicznością czasową musiałam dobrze pomyśleć, by posklejać czas i wątki. To było najprzyjemniejsze! To pogmatwanie królowało również w życiu głównej bohaterki Stelli. Z zagrożeniem zdrowia, a nawet życia włącznie. A samą opowieść, by było jeszcze bardziej skomplikowanie, rozpoczęła w środku nadal dynamicznie rozwijających się wydarzeń.
To również było dobre!
Tworzyło atmosferę niejednoznaczności, niepewności i łamigłówki, której nie rozgryzłam do wyjaśniającego ją końca. Znaczenie tytułu powieści też nie było jednoznaczne. To uśpiło moją czujność, by znienacka zaskoczyć mnie puentą. Autorka łamała schematy złego mężczyzny i nieszczęśliwej kobiety, mówiąc – nie wszyscy mężczyźni to świnie, a kobiety naiwnie zakochane. Wykorzystała przy tym mit o kobiecej solidarności, by go brutalnie obalić, a mnie pozostawić w osłupieniu. A wszystko to podane z humorem, z lekkim przymrużeniem oka i dystansem ironii łagodzącymi niepowodzenia, porażki lub problemy.
Te małe i te duże.
Ta skomplikowana oprawa tworzyła romantyczną ozdobę i formę przekazu najważniejszej myśli, którą wypowiedziała Stella w zabawny dla siebie sposób – …nie można mówić o miłości, dopóki wszystko jest w porządku. Dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś dramatycznego i twoje uczucie przetrwa. Miłość to nie są kwiatki i serduszka. I dobry seks też nie. W miłości ważna jest lojalność. Cierpliwość. Wspólna walka, ramię w ramię. Gdy śnieg wali ci w oczy. Na nogach masz podarte onuce. Nos ci gnije i zamarza… Spróbuj wtedy kochać takie życiowe zombie – dodam od siebie.
Dobrze znana myśl, ale jak opowiedziana!
Przeszkadzał mi w tej prawie idealnej powieści jeden wątek – świat pisarza. Nie lubię opowieści o mękach twórczych pisarzy, projektach promujących książki, wywiadach, procedurach wydawniczych i spotkaniach autorskich. Zawsze mam wrażenie, gdy na nie napotykam, że autorowi zabrakło tematu, więc pisze o najbardziej znanych mu doświadczeniach czyli o własnym warsztacie pisarskim. To dla mnie horror-temat w powieści. Nudziłam się w tych momentach – to mało powiedziane.
One mnie irytowały!
Chociaż przyznam sprawiedliwie, że były uzasadnione. Autorka wykorzystała tkwiący w nich potencjał, budując ciekawy wątek moralny. Troszkę mi tym zrekompensowała moje niezadowolenie. Ucieszyłam się więc, gdy na mojej półce odkryłam kolejną książkę tej autorki, która czekała na ten moment 16 lat! Tak mam, że kupuję książki, upycham je na półce, zapominam o nich, odkrywam je na nowo po kilku, a nawet kilkunastu latach, a one wszystko to cierpliwie, bez słowa skargi, znoszą.

Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłam maszynę do pisania na okładce, ale, jak mawia znany kucharz Michel Moran w reklamie – to dać jej szansę!
Dobrze, dam jej szansę!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kobieta, która ukradła moje życie [Marian Keyes, Ewa Penksyk-Kluczkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Monidło – Halszka Opfer

Monidło: życie po Kato-tacie – Halszka Opfer
Wydawnictwo Czarna Owca , 2011 , 224 strony
Seria Samo Życie
Literatura polska

Świadectwo ofiary przemocy domowej.
Świadectwo skrzywdzonego, a nie spowiedź osoby z poczuciem winy, jak zauważyła i podkreśliła autorka wstępu – dr hab. Ewa Jarosz. Jej wyjaśnienia są bardzo potrzebne, ponieważ można mieć wątpliwości, czy to, o czym pisze autorka, może być prawdą. Skala skumulowania zjawiska przemocy w jednej rodzinie jest tak trudna do przyjęcia i zaakceptowania, że można zacząć zadawać sobie pytania: „Czy to prawdziwe?”, „Czy tak to naprawdę wyglądało?”, „Czy ona nie przesadza?”. Dokładnie takie same, jakie zadawałam sobie, czytając jej pierwszą książkę Kato-tata, w której opisywała swoje wykorzystywanie seksualne przez własnego ojca. Wiedziałam przez co przeszła jako dziewczynka. Wiedziałam, że była wieloletnią ofiarą ojca-pedofila, a mimo to, czytając kontynuację pierwszej opowieści, nie mogłam uwierzyć w to, co opisywała.
Przypominało psychiczne piekło.
Ciężko mi się przez nie brnęło, ale chciałam wiedzieć, jak ułożyła sobie życie jako dorosła osoba? Czy uwolniła się od koszmaru dzieciństwa? Czy znalazła wolność i szczęście? Odpowiedź na te pytania znalazłam w tych czterech jej zdaniach – Mama mogła zrobić ze mną wszystko, co chciała. A ja niczym marionetka poddawałam się jej woli. Nie tylko ona pociągała za sznurki. Pozwalała na to każdemu, kto miał ochotę.
A mieli ją wszyscy!
Włącznie z jej własnymi dziećmi. Nie będę opisywać szczegółów, bo przez to cierpienie egoizmu, okrucieństwa, samolubstwa, złośliwości, poniżenia, molestowania, brutalności, egoizmu, uzależnień, bezwzględności, trzeba z autorką po prostu przejść, by zrozumieć jej bezradność i bezsilność.
To one najbardziej przerażały.
To rozpaczliwe pragnienie czułości i miłości z przeświadczeniem, że się one jej nie należą i że zawsze będzie dla innych „brudna”. W ciele dorosłej kobiety nadal chowała się mała dziewczynka. Psychologowie nazwali to syndromem Dorosłego Krzywdzonego Dziecka. To tłumaczyło zachowawczą postawę autorki i długą niemożność szukania fachowej pomocy poza rodziną. Odpowiadało również na stawiane początkowo pytania. W miarę czytania przestawały się w ogóle pojawiać. Ale ich brak burzył we mnie barierę bezpieczeństwa i konieczność przyjęcia brzemienia prawdy opowieści o okrucieństwie człowieka.
To był najtrudniejszy dla mnie moment.
Zanurzenie się w tym przytłaczającym mroku psychicznym drugiej osoby bez możliwości dystansu, jakie dawało zwątpienie i wyparcie. Pozwoliło mi to jednak nie tylko na poznanie faktów, na zrozumienie postępowania autorki, na współczucie jej całej rodzinie, ale również na dostrzeżenie promyka nadziei w tej całej historii. Faktu, że autorka znalazła w sobie odwagę, by napisać o swoim cierpieniu i to upublicznić w dwóch książkach. W dużej mierze dla siebie jako forma autoterapii, ale także dla tych, którzy tej odwagi w sobie nie znajdują z różnych powodów – boją się pamiętać, wolą nie myśleć o tym, co było i o tym, dlaczego teraz jest jak jest, boją się ponownie cierpieć, wolą zapomnieć. – jak zauważa Ewa Jarosz.
Strach!
Strach nie tylko ofiar, ale ludzi, którzy widzą cierpienie dzieci i nie reagują, bo to nie ich sprawa. Może po takim świadectwie zrozumieją, że to jak najbardziej ich sprawa.
Sprawa nas wszystkich.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Monidło [Halszka Opfer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 Warto autorkę również wysłuchać.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Turnus – Tomasz Łubieński

Turnus – Tomasz Łubieński
Wydawnictwo W. A. B. , 2012 , 240 stron
Seria Archipelagi
Literatura polska

Co za jazgot!?
Ale dobrze, myślę sobie, to dopiero początek początku turnusu. Może tak ma być, że w samolotach przewodnicy turystyczni zagłuszają myśli pasażerów, by ci nie skupiali się na turbulencjach lub gorzej – ewentualnej katastrofie lotniczej. Zresztą żadnemu z pasażerów lecących na Kretę to nie przeszkadzało. Myślę sobie – wytrzymam ten słowotok absolwentki Europejskiej Szkoły Turystyki o specjalności psychologii turystycznej z siedzibą w Bielsku-Białej. Nie będziemy przecież lecieć w nieskończoność. Kiedyś to się musi skończyć.
Ale gdzie tam!
Po wylądowaniu słyszałam ją nadal. W drodze do hotelu nadawała jak BBC. W hotelu również. W trakcie wycieczek tym bardziej. Zrozumiałam, że muszę ją wpisać w pejzaż Grecji, Krety i turnusu jako stały element mojego tutaj pobytu. Nie miałam wyjścia.
Musiałam ją nie tylko słyszeć, ale zacząć przede wszystkim słuchać.
Była jedynym źródłem mojej wiedzy o tym, co działo się w powieści. Jedyną narratorką komentującą wszystko i wszystkich. Łącznie z przekazami wypowiedzi pozostałych osób. Czy mi się to podobało, czy nie – jedyną autorką monologu. Początkowo irytującego, trochę głupiutkiego, delikatnie obnażającego niedostatki intelektualne i lekko odkrywającego osobowość stereotypowej blondynki. Roztrzepanej, gadatliwej, głośnej, nadpobudliwej, zdobywającej swoje miejsce w świecie własnym ciałem, ale sympatycznej, komunikatywnej, bezpośredniej i co chwilę wyrażanej w okrzyku – Mam na imię Persefona, ale mówcie mi Persi!
Potrafiła jednak budować dystans.
Poczułam go wtedy, gdy zaczęła więcej rozmawiać z jednym z turystów turnusu – Profesorem. Tak go tytułowała, chociaż nie było dowodów na jego rzeczywistą profesurę. Zresztą nikt tego nie wymagał. Wystarczyło, że był autsajderem i mądrze mówił. Pod jego wpływem Persi z trzpiotki zaczęła zamieniać się w dziewczynę, którą obdarzyłam współczuciem. Radziła sobie w życiu, jak mogła i potrafiła, a jej obecna praca była szczytem jej możliwości. W końcu nie każdy pochodzący z dysfunkcyjnego środowiska rodzinnego, wykorzystywanego w różny sposób przez bliskich i obcych, osiąga tyle, ile ona. Profesor na przykład, pomimo swoich mądrości, nadal ten szczyt zdobywał. Fizycznie, wspinając się na kreteński wierzchołek Psiloritis i duchowo.
Jego osoba stała się zagadką turnusu.
Wyprawa na górę zakończyła się zaginięciem Profesora. Czytając między wierszami w wypowiedziach Profesora, byłam pewna, że zaplanował je. Za dużo mówił o życiu i śmierci.
W tym sensie powinnam odbierać tę powieść alegorycznie.
Turnus może być człowieczym życiem lub tylko jego epizodem. Przewodniczka ideą, którą się kierujemy lub autorytetem, za którym podążamy w drodze na szczyt. Może nam się wydawać, że już go zdobyliśmy i spocząć na laurach, wypoczywając jak turyści. Możemy się zorientować, że za już osiągniętym przez nas szczytem stoi kolejny, wyższy, atrakcyjniejszy do zdobycia tak, jak Persi, która pod wpływem swojego mentora zaczęła dostrzegać więcej i dalej. A może, pomimo długiego życia, nadal go zdobywamy tak, jak Profesor.
Jakbyśmy nie zauważyli, że szczytem naszego życia nie są sukcesy, lecz… śmierć!
Co się zacznie, to się skończy i bardzo dobrze, takie jest życie. Bo przecież na tej ziemi jesteśmy turystami, każdy w danej chwili, w danym punkcie naszej biegowej trasy. Która ma ileś okrążeń… – jak uświadomiła sobie Persi. A ja dodam od siebie – i tylko jeden szczyt do osiągnięcia. Pojawienie się śmierci i tematów egzystencjalnych z nią związanych sprawiło, że monolog Persi w drugiej połowie stał się rozważaniami filozoficznymi, a język przekazu bardziej „uczony”. Nie był już drażniącym mnie jazgotem nowomowy reklam. Dziewczyna w niczym już nie przypominała trzpiotki z samolotu.
Persi stała się Persefoną.
Zdobyła świadomość, że ważne jest nie tylko, w jakim stanie ducha i ciała rozstajemy się z tym światem. Również gdzie się odbędzie ostatnie pożegnanie. To nie los za nas decyduje, lecz my sami. Powieść idealnie wpisuje się w odwieczny dyskurs o wyborze – żyj chwilą czy pamiętaj o śmierci?
Zdecydowanie wybieram to drugie!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Turnus [Tomasz Łubieński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Władimir Putin – Arleta Bojke

Władimir Putin: wywiad, którego nie było – Arleta Bojke
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 270 stron + 28 stron zdjęć
Literatura polska

Arleta Bojke!

To imię, nazwisko i twarz zna każdy, kto śledzi programy informacyjne. Szybkie, rzeczowe, logiczne i spójne komentarze z Rosji, tłumaczące rzeczywistość i mentalność naszych wschodnich sąsiadów, to jej specjalność i wizytówka. Klasę dobrego dziennikarza pokazała na Krymie i w Donbasie, gdzie w kamizelce i hełmie, jak po starszym bracie, szła do żołnierzy ukraińskich i separatystów po informacje, nie zważając na ostrzał i wymierzone w nią lufy karabinów.
Krucha dziewczyna z sercem pitbulla do walki o informację.
Po to, abym mogła wieczorem, włączając telewizyjną dawkę informacji, zobaczyć prosto z wozu transmisyjnego jej wejście na żywo i posłuchać, co dzieje się za wschodnią granicą.
Dziennikarce tej formy przekazu było mało.
Jak sama napisała – W przypadku dziennikarza telewizyjnego wiele rzeczy zostaje poza kadrem. Zwłaszcza wypowiedzi osób komentujących relacjonowane wydarzenia. To jeden z dwóch powodów powstania tego zbioru reportaży. Faktycznie jest w nim mnóstwo kontekstów i wątków poszerzających oglądany dotychczas wąski kadr okienka telewizyjnego. Komentarzy oddających nastrój ludzi z każdej strony konfliktu. Obiektywnego obrazu ukazującego nastawienie ludzi do aktualnych problemów Rosji i Ukrainy, walk na Krymie i w Donbasie, które z jednej strony wiele mi wyjaśniły, a z drugiej doprowadziły mnie do jednego wniosku – to, co dzieje się na Krymie, to bardzo skomplikowany problem, w który włączona jest Moskwa, duchowni prawosławni, Czeczeni, Tatarzy krymscy, Rosjanie, Ukraińcy oraz trudna historia tych ziem. Autorka, chcąc dobrze pokazać złożoność tego problemu, przyjęła formę reportaży, będącymi jednocześnie odpowiedziami na zadawane pytanie w postaci podtytułów, Władimirowi Putinowi. Dołączyła do nich również kilkanaście stron zdjęć z opisywanych miejsc.

Razem tworzyły quasi-wywiad.
Jak precyzuje podtytuł książki – wywiad, którego nie było. I prawdopodobnie długo jeszcze może nie być z jakimkolwiek polskim dziennikarzem. Udało to się tylko raz Adamowi Michnikowi z Gazety Wyborczej w 2002 roku. Dlaczego tak jest, odpowiada autorka we wstępie – Do rosyjskiego prezydenta zwracałam się z prośbą o wywiad wiele razy. Większość z tych próśb pozostała bez odpowiedzi. Na niektóre pisma służba prasowa Kremla zareagowała, ale informacja zawsze była taka sama: prezydent nie znajdzie czasu. Nie czekając więc ani na to, aż doradcy rosyjskiego prezydenta uznają, że warto Polsce poświęcić czas, ani na oficjalną wizytę Władimira Putina w naszym kraju (…) postanowiłam hipotetyczne pytania do rosyjskiego przywódcy potraktować jako pretekst do analizy zarówno celów, które być może zamierza osiągnąć, jak i sytuacji, którą stworzył na Ukrainie i w Syrii, jego postrzegania w świecie oraz tego, co może się jeszcze wydarzyć.
Brak nadziei na taki wywiad to drugi powód powstania tej książki.
Dziesięć złożonych pytań, jakie autorka zadała, nie do końca jednak pozostały bez odpowiedzi ze strony Władimira Putina. Na część z nich odpowiedział pośrednio podczas konferencji prasowych z dziennikarzami. Głównie zagranicznymi. Często bez polskiego udziału. Reportaże były tak ułożone, abym mogła najpierw zobaczyć problem aneksji Krymu, jego podłoże polityczno-historyczne, racje każdej ze stron konfliktu, przeanalizować przyczyny i skutki, stanowisko Zachodu, ale przede wszystkim dostrzec polityczne mistrzostwo świata Władimira Putina, którego osobie poświęciła jeden reportaż – Car. To po nim mogłam sobie odpowiedzieć na pytanie o fenomen popularności przywódcy Rosji wśród jego obywateli. Zwłaszcza na prowincji. Chociaż, sądząc po ostatnich doniesieniach o zamieszkach w Moskwie, zaczynającym lekko słabnąć. Przynajmniej w stolicy.
Jest jednak w tych reportażach coś, co bardzo mnie ujęło.
Coś, z czym borykałam się w czasach komuny, kiedy nie wolno było lubić Rosjan, a ja byłam rusofilką. Autorka rozgrzeszyła mnie z tej niepoprawności politycznej. Ukazała Rosję złożoną. Tę polityczną i tę, która fascynuje (myślę, że nie tylko mnie) od zawsze – zwykłych ludzi. Jestem jej wdzięczna za przedostatni reportaż Moja Rosja, w którym nie było wojny, polityki i nienawiści, a była ta Rosja, która da się lubić, a nawet ta, której nie da się nie lubić. Rosja przyzwoitych, zwykłych ludzi i ludzi ze stowarzyszenia Memoriał, którzy szukają prawdy o zbrodniach Stalina wbrew oficjalnej polityce Kremla, dlatego, że wierzą, tak po ludzku, iż trzeba je rozliczyć. Nie tylko dla Polaków, ale przede wszystkim dla Rosjan. I jeszcze wolontariuszy ze stowarzyszeń poszukujących ciał żołnierzy radzieckich pogrzebanych w całej Rosji, a zapomnianych przez kolejnych rządzących tak, jak i głośne niegdyś hasło – nikt nie jest zapomniany, nic nie jest zapomniane, po to, by odkopać i godnie pochować. O tym problemie czytałam również w publikacji Gogol w czasach Google’a Wacława Radziwinowicza. Takich przykładów innej, ludzkiej Rosji spoza politycznych doniesień informacyjnych, pokazuje więcej, a i tak, jak sama pisze – To tylko kilka przykładów „mojej” Rosji, Rosji, która nie musi kojarzyć się z Władimirem Putinem, imperialistycznymi zapędami i zachowaniem Rosjan spotykanych na wakacjach w Europie. To ta Rosja, którą można polubić, a przynajmniej warto pamiętać o tym, że ona też istnieje, nawet jeśli schowana za agresywną geopolityką.
Polecam tę pozycję również adeptom dziennikarstwa.
Między wierszami mogłam obserwować styl pracy autorki, cechy niezbędne do uprawiania tego zawodu, jego plusy i minusy, problemy, które trzeba umieć rozwiązać lub stawić im czoło. Emocje, które trzeba umieć opanować, pomimo że jest się mokrym od stresu. Wysnuć wniosek, że to bardzo wymagający i niebezpieczny zawód dla ludzi wyłącznie z pasją.
Tę pasję czułam w każdym zdaniu tych reportaży.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było [Arleta Bojke]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki

Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki
Wydawnictwo Rozpisani.pl , 2017 , 67 stron + 11 stron fotografii
Literatura polska

Okazuje się, że własny pogrzeb może być najważniejszym wydarzeniem w życiu!
Warto w tym dniu czuwać i być przytomnym, śledząc pilnie losy naszych prochów, bo nigdy nie wiadomo, dokąd zawędrują i na jakie niewygody po śmierci zostaną narażone. Jeśli ktoś pomyślał, że przecież nie jesteśmy tego świadomi i właściwie wszystko nam jedno, co będzie się działo później z naszym ciałem, to źle myśli. Boleśnie przekonał się o tym główny bohater tego opowiadania – Tadeusz, który przeoczył ten znaczący fakt. Będąc krakowianinem, zamiast w rodzinnym grobowcu na Rakowicach, został pochowany na podhalańskim cmentarzu w Murzasichlu. Okazało się, że pomyłki podczas wsypywania prochu do urny zdarzają się, a życie po życiu jest jak najbardziej realne. Tadeusz może i pogodziłby się z tym niefortunnym zrządzeniem losu, gdyby nie góralska kapela, która od tygodnia, codziennie, przez godzinę, rzępoliła mu nad grobem, zakłócając święty odpoczynek przyśpiewkami o juhasach, żyntycy, Marynie z Hrubego i góralskiej niedoli – i tak na okrągło!

Nie to, że nie lubił muzyki. Lubił! Był przecież za życia stroicielem grzebieni. Więc lubił, tylko że nie taką. I nie nad grobem! Mówiąc bez ogródek – nienawidził podhalańskiego pitolenia na skrzypcach!
Od tego momentu zaczęła się wędrówka Tadeusza po świecie żywych.
Próbował zaplanować przeniesienie na inny cmentarz z odwiedzającą grób żoną, kierownikiem cmentarza, księdzem, miejscowym góralem i wreszcie z właścicielem karczmy. Góralski świat widziany zza grobu i podany w oparach absurdu oraz czarnego humoru, śmieszy, każe przymrużać oko, bawi specyfiką myślenia i mentalności górali. Nic nie dziwi i wszystko można załatwić pomyślnie dla obu stron interesu. Nawet po śmierci.
Nawet z nieboszczykiem!
Autor opowiadania został zwycięzcą konkursu literackiego Wydaj swoich bohaterów zorganizowanego w 2016 roku przez wydawnictwo Rozpisani.pl. Przeniósł go także na deski krakowskiego Teatru KTO pod tym samym tytułem. Bilety jeszcze do nabycia! Chętnie poszłabym na przedstawienie, ale, o ironio!, mieszkam nad morzem i dlatego zazdroszczę krakowianom, że mają możliwość zobaczenia go na żywo. Zwłaszcza że przedstawienie zbiera pozytywne recenzje, a szczególnie odtwórca Tadeusza – Maciej Słota. Mnie pozostało obejrzeć rysunki Krzysztofa Krawca ilustrujące tekst,

zdjęcia z prób spektaklu umieszczone na końcu książki

i, wykorzystując nuty zamykające opowiadanie, samej zagrać sobie na skrzypcach.

A ponieważ nie umiem, poprosiłam o to zaprzyjaźnioną nastolatkę. Ona grała, a ja śpiewałam. Obie z zacięciem godnym mistrza, a może nawet górala! Tadeusz na pewno nie doceniłby tego. Ważne, że ja poczułam te góry, ten cmentarz z drewnianą kaplicą, z przepięknym widokiem na Tatry i muzyką góralską w tle.
Pomyłkom mówię zdecydowane – tak!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Stroiciel grzebieni [Krzysztof Niedźwiedzki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Białoruska ruletka – Andrej Sannikau

Białoruska ruletka: opozycyjny kandydat na prezydenta o walce z dyktaturą – Andrej Sannikau
Przełożył Michał B. Jagiełło
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2016 , 292 strony + 36 stron zdjęć
Seria Oblicza XXI Wieku
Literatura białoruska

Żywe Belarus!
To hasło białoruskich opozycjonistów, którym zakończyłam wpis w 2009 roku, nadal jest aktualne, mimo że o trudnej sytuacji Białorusinów czytałam ładnych parę lat temu w książce Małgorzaty Nocuń i Andrzeja Brzezieckiego – Białoruś: kartofle i dżinsy. Tuż po trzecim i bezprawnym wyborze w 2006 roku Aleksandra Łukaszenki na prezydenta. W 2017 roku jest nim nadal, mimo że takich wyborów w międzyczasie odbyło się jeszcze kilka. Ostatnie w 2010 roku.
Wszystkie sfałszowane!
Jednak cierpliwość i konformizm wobec ostatniego dyktatora w Europie, jak powszechnie określany jest A. Łukaszenka, o których pisałam przy okazji wspomnianej już publikacji, zaczyna się kończyć. 19 grudnia 2010 roku Białorusini na mińskim Placu Niepodległości zademonstrowali swój sprzeciw i niezgodę na sfałszowane wybory.

Fot.Maria Söderberg

Jego przywódcą był opozycjonista i „przegrany” kandydat na prezydenta – Andrej Sannikau.

Protest skończył się jak zwykle – użyciem siły na rozkaz A. Łukaszenki. Urzędnicy zostali zastraszeni. Opozycja znalazła się w więzieniach. Ja trafiłem do Amerykanki. – podsumował autor wydarzenia grudniowe. Amerykanka czyli mińskie więzienie to był początek drogi zniewolenia autora z wyrokiem pięciu lat kolonii o zaostrzonym rygorze. Często zmieniano mu miejsce pobytu. W sumie zaliczył trzy więzienia, trzy kolonie i osiem etapów w ciągu szesnastu odbytych miesięcy z zasądzonej kary. Po uwolnieniu w 2012 roku napisał wspomnienia o tym, co działo się przed wyborami, w trakcie, na Placu Niepodległości i po wyborach. Stworzył również analizę dyktatury, której zawartą w treści istotę i ponadczasowość zauważył Tom Stoppard, a którego opinię przeczytałam na odwrocie książki.

Sam autor ten bandytyzm, którego stał się ofiarą, nazwał GUŁAG-iem, ale z zupełnie innym rozwinięciem tego dobrze znanego akronimu – Główny Urząd Łukaszenki Aleksandra Grigorjewicza. By nie być gołosłownym, swoje wspomnienia poprzedził wypowiedziami osób z „ekipy”, jak nazywał ludzi z opozycji, opisujących swoją sytuację prześladowanego lub uwięzionego. Wielu z nich „zmarło” (czytaj – zamordowano) w tajemniczych okolicznościach. Nie będę opisywała warunków, w jakich przetrzymywano więźniów i zasad, na jakich ich więziono. Wystarczą słowa jednego z represjonowanych w Amerykance – Szatański system, stworzony w czasach represji stalinowskich w latach trzydziestych, w tym konkretnym przybytku funkcjonuje do chwili obecnej praktycznie bez zmian. Identyczny z tym stworzonym przez STASI w NRD, którego analizę porównawczą przytoczył autor i z tym w komunistycznej Polsce, o którym czytałam jeszcze niedawno w Gorzkich latach Stanisławy Sowińskiej. Nad bezproblemowym i sprawnym przebiegiem programu tortur czuwał starszy syn Łukaszenki, Wiktor, szef służb siłowych.
Niemalże rodzinny biznes!
Jednak sam autor, posiłkując się relacjami innych, niewiele pisze o swojej gehennie tortur psychicznych i fizycznych. Jakim go poddano, dowiadywałam się z opisów innych świadków. Ten paradoks milczenia o sobie zauważyła jedna z opozycjonistek, czytając Więzienie i wolność Michaiła Chodorkowskiego – im ciężej przeżywa się uwięzienie, tym mniej emocjonalnie to się opisuje. Najwidoczniej przeżycia schowane są bardzo głęboko, na papier przelewa się tylko fakty. Ja czytałam Michaiła Chodorkowskiego Portrety z łagru i miałam dokładnie to samo odczucie.
I o tych faktach przede wszystkim jest ta na poły relacja, na poły wspomnienia autora.
Rozpoczęte momentem uwięzienia, a potem czasem zniewolenia, po których dopiero opisuje sytuację polityczną i społeczną Białorusi przed wyborami i w ich trakcie. Ukazuje ją od środka opozycji, budując obraz kraju, który zatrzymał się w rozwoju politycznym w czasach stalinowskich. Pokazał również proces zniewolenia człowieka strachem opartym na niewolniczym systemie kontraktowym, który noblistka Swietłana Aleksijewicz, autorka wstępu, nazwała banalnością zła, cytując jego definicję za Hanną Arendt – nie ma chemicznie czystego zła, zło w naszym życiu jest rozproszone, rozpylone. Oprawca i człowiek żyją w jednym ciele: „Rozumiecie… mam dzieci”, „Wstawiałem się za wami… ale podpiszcie protokół”, „Taką mamy pracę”. Oprawcy są obok nas w metrze, w kawiarni, w kolejce do kasy w supermarkecie… Zwykły człowiek… Zwykli ludzie… Jak łatwo stanąć obok nich. Znany pisarz i więzień łagrów, Warłam Szałamow, nazwał to demoralizacją oprawcy i ofiary. Autor wielokrotnie doświadczał takich sytuacji, wspominając – Jak mnie denerwuje to ciągłe usprawiedliwianie podłości: „Przecież sami rozumiecie”! Paradoks – wiezień „musiał” zrozumieć sadystyczne postępowanie strażnika, który miał przecież rodzinę, żonę i dzieci, przez więźnia, który miał również rodzinę, żonę i dziecko.
Tak podana wiedza pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego przemiany demokratyczne Białorusi stoją w miejscu i dlaczego można mieć wrażenie, że na Białorusi nie ma silnej opozycji, a reakcje społeczeństwa są konformistyczne. W dużej mierze na tak błędną interpretację rzeczywistości ma wpływ brak pełnej wiedzy na ten temat. Jak zauważa Agnieszka Knyt, autorka wprowadzenia, w Polsce informacje na ten temat są szczątkowe, tak jak w ogóle wiedza o wschodnich sąsiadach. Ta nowa seria wydawnicza Oblicza XXI Wieku pod jej redakcją, zapoczątkowana relacjami Andreja Sannikaua, ma tę lukę wypełniać. Publikować współczesną literaturę faktu – relacje ludzi, którzy znajdują się w sytuacjach granicznych, rozstrzygających o życiu lub śmierci, stają przed nieoczekiwanymi wyborami… Książki tej serii będą również przedstawiać procesy – zwłaszcza naszego regionu świata – stanowiące niejako kontynuację poprzedniego stulecia. Ma tłumaczyć współczesny świat niedoinformowanemu lub pogubionemu w sprzecznych informacjach odbiorcy.
Jestem nim, dlatego z ciekawością i głodem rzetelnej informacji czekam na kolejną pozycję.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Białoruska ruletka [Andrej Sannikau]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: