Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Wymazać siebie – Garrard Conley

24 marca 2019

Wymazać siebie: pamiętnik geja: rodzina, wiara i walka o własną tożsamość – Garrard Conley
Przełożyła Kamila Slawinski
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 352 strony
Literatura amerykańska

Twoja noga więcej nie postanie w tym domu, jeśli zaczniesz wcielać w czyn swoje uczucia – powiedział ojciec. – I nigdy nie skończysz studiów.

Takie słowa usłyszał od swojego ojca Garrard, autor wspomnień. Miał dziewiętnaście lat, był na pierwszym roku studiów i właśnie wyznał rodzicom, że jest gejem. Jego rodzina należała do Kościoła Chrześcijan Baptystów misjonarzy, którym wiara zabraniała wszystkiego, co mogło odwodzić duszę od bezpośredniej komunikacji z Bogiem i Biblią. Mieszkali w tak zwanym pasie biblijnym amerykańskiego Południa, w którym normy społeczne i kulturowe oraz zasady moralne życia wyznaczała ortodoksyjna wiara. Mieszkańcy odrzucali ewolucjonizm, wierzyli w bliski koniec świata, AIDS uważali za karę za grzechy, a homoseksualizm za chorobę, którą można wyleczyć. Na dodatek ojciec autora był kaznodzieją. Garrard w ogóle nie zastanawiał się nad ultimatum ojca. Kochał swoją rodzinę, kochał Boga, wierzył w nauki swojego Kościoła, a myśl, że miałby opuścić rodziców, przyłączyć się do przyjaznej gejom społeczności i jakoś dalej żyć bez rodziny, wydawała się gorsza od samobójstwa. Nie był gotowy na wykorzenienie, ale był gotowy na wszystko, by pozostać mężczyzną, twierdząc – Zrobię wszystko, by wymazać tę część siebie.

Poddał się terapii konwersyjnej.

Uczestniczył w zajęciach opartych na Programie Dwunastu Kroków stosowanych powszechnie w leczeniu uzależnień, mających na celu złamanie charakteru poprzez upokarzanie, piętnowanie, straszenie i wymuszanie intymnych zwierzeń – wyjaśniła Agnieszka Graff, autorka wstępu do wspomnień, nazywając je psychicznym znęcaniem. Garrard wierzył w swoją homoseksualną chorobę i chcąc się „wyleczyć”, sumiennie uczestniczył w zajęciach „terapeutycznych” przede wszystkim dla rodziców, dla których był gwarantem przedłużenia rodu. Stale powtarzał, jak mantrę, prośbę kierowaną do Boga – Panie, pomóż mi być czystym. Proszę-pomóż-mi-być-czystym. Proszępomóżmibyćczystym. Nie potrafił jednak stłumić w sobie wątpliwości i pytań o rolę i obecność Boga w tym, co mu się przytrafiło. Po roku wewnętrznych zmagań, rozterek i nieudanych prób połączenia miłości do rodziny, Boga i własnej tożsamości, przerwał terapię, po której pozostała mu seksualna dezorientacja, liczne próby samobójcze, dwa pobyty w szpitalu psychiatrycznym, głęboka choroba dwubiegunowa typu II oraz lekki syndrom szoku pourazowego.

„Leczenie”, które dla mnie było groteską.

Gdyby nie fakty i prawdziwość opisywanych wydarzeń w życiu zdezorientowanego nastolatka, śmiałabym się. Czytając wspomnienia zagubionego chłopca nie dowierzałam, że ta parodia działa się naprawdę. Że ludzie w XXI wieku (autor „leczył się” w 2004 roku) opierali swoje metody terapii na kompilacji psychologii i religii, wypierając i zaprzeczając uznanej wiedzy medycznej na temat homoseksualizmu.

Że to podejście i proceder trwa do dzisiaj!

Po ponad dziesięciu latach autor postanowił napisać o tym, jak stał się ofiarą dochodowego interesu ludzi, którzy ówcześnie kłamali. Swoją publikacją włączył się w „wojnę” przeciwko terapii konwersyjnej, którą zaczęli potępiać ówcześni terapeuci-eksgeje i publicznie przepraszać za wyrządzone krzywdy jej uczestnikom i ich rodzinom, przyznając, że nadal są orientacji homoseksualnej i wcale się nie „wyleczyli”. Przywódca Exodusu, organizacji prowadzących ośrodki, przyznał publicznie w 2013 roku, „że zmiana jest fikcją, a obietnica zmiany – oszustwem”. Spowodowało to wprawdzie rozpad organizacji posiadającej największą sieć ośrodków terapii, ale nie wszystkich. Ziarno rzekomego wyleczenia gejów zostało zasiane i dalej kiełkuje w ośrodkach „eksgejowskich”, do których nadal kieruje się homoseksualistów. Najczęściej pod przymusem, bo chodzi o osoby bardzo młode, uzależnione materialnie i emocjonalnie od domagających się zmiany rodziców. To dla nich, dla ich obrony przed krzywdą, która spotkała autora, spisał swoje doświadczenia, obnażając absurd „leczenia” orientacji seksualnej, który nie pomaga, lecz wręcz szkodzi.

To jednak nie koniec tej groteski.

Trwa ona także w Polsce, gdzie również funkcjonuje przekonanie o homoseksualizmie jako wyleczalnej chorobie, podtrzymywane, według autorki wstępu, systematycznie i celowo przez Kościół katolicki. Gdzie tworzone są strony edukacyjne homoseksualizm.edu.pl, na których widnieją hasła i pojęcia prosto z traumatycznych wspomnień Garrarda. Gdzie istnieją ośrodki terapii takie, jak Odwaga w Lublinie „leczących” homoseksualistów metodami terapii podobnymi do tych stosowanych w USA, które obnażył Rafał Gębura w artykule Pacierzem w grzeszną miłość homoseksualistów oraz w rozmowie z uczestnikiem krakowskiej grupy terapeutycznej Tomaszem Pułą – Jak w Polsce „leczy się” homoseksualizm. To ważna pozycja uświadamiająca i przestrzegająca przed popełnieniem krzywdzącego błędu wobec siebie lub bliskich o orientacji homoseksualnej. Pokazująca ostatecznie pełną miłości postawę ojca, który po wielu latach powiedział synowi to, co powinien w momencie jego coming aut’u.

Chcę tylko, byś był szczęśliwy.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Na podstawie wspomnień powstał film z Nicole Kidman i Russellem Crowe w roli rodziców Garrarda.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , ,

Spóźnione wyznania – John Boyne

21 marca 2019

Spóźnione wyznania – John Boyne
Przełożyła Adriana Sokołowska-Ostapko
Wydawnictwo Znak Lieranova , 2014 , 349 stron
Literatura irlandzka

Po przejmującym Chłopcu w pasiastej piżamie to moje drugie spotkanie z tym autorem, ale po raz pierwszy mam okazję wrażeniami polekturowymi, podzielić się tutaj. Dla mnie to powód do radości, bo warto mówić i pisać o jego twórczości, chociaż mam świadomość, że nie jest to łatwe. Bo i problemy, jakie porusza, są piekielnie trudne. W przypadku tej powieści, autor na dodatek tak buduje fabułę, aby zawierała tematy główne, które byłyby nie tylko kontrowersyjne, ale stanowiły jednocześnie ściśle strzeżone tajemnice bohaterów. To wszystko sprawia mi ogromną trudność w takim opowiedzeniu swoich wrażeń, by nie zdradzić ich treści, ale jednocześnie opisać przesłanie na nich oparte. Zdaję sobie sprawę, że uogólnianie, do którego będę zmuszona, nie zaspokoi informacji bardziej szczegółowych, ale pocieszam się tym, że ukrywane tajemnice, mimo wszystko zaciekawią.
Najskrytsze tajemnice.
Te, które człowiek zaszywa w najciemniejszym zakamarku umysłu, często wypierając do podświadomości. Te, dla których jest gotów zaprzeć się prawdy i zdradzić przyjaciół. Te, z powodu której główny bohater Tristan, idący na wojnę, usłyszał od własnego ojca – lepiej byłoby dla nas wszystkich, gdyby Niemcy zastrzelili cię na miejscu. To one przykuwały moją uwagę. Wtedy, gdy ich jeszcze nie znałam, chociaż już zaczynałam odczuwać intrygę sekretu i wtedy, gdy je poznałam, ale nie były znane otoczeniu bohaterów. To ich ujawnienie, a potem ukrywanie wraz z głównym bohaterem przed innymi, trzymało mnie w napięciu i niepewności. I o ile pierwszej domyślałam się już na początku historii opowiadanej przez Tristana jako narratora, zanim autor jednoznacznie odsłonił ją przede mną kilkadziesiąt stron dalej, o tyle druga, ujawniona na końcu, była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale i ciosem. Stałam za Tristanem i chciało mi się krzyczeć – NIE! Czułam się zdradzona, wściekła, zła i rozżalona.
Dokładnie tak, jak Marion. Dziewczyna, do której Tristan przejechał z Londynu pewnej jesieni 1919 roku, by oficjalnie oddać listy pisane przez nią do jej brata, a w które posiadanie wszedł po jego śmierci, a nieoficjalnie, by wyznać siostrze Willa, bo tak było na imię zmarłemu, te dwie wspomniane przeze mnie wcześniej tajemnice. Ciążyły mu one odkąd wrócił z wojny w 1916 roku. A i tak, do końca spotkania zastanawiał się – Po co tu przyjechałem? (…) Na co liczyłem? Jeśli szukałem odkupienia, nie mogłem go znaleźć. Jeśli potrzebowałem zrozumienia, nikt nie mógł mi go ofiarować. Jeśli przebaczenia, nie zasługiwałem na nie. To, że je w końcu ujawnił, że nareszcie się obnażył, zawdzięczam uporowi Marion, która, z jednej strony wiedziona siostrzaną miłością, wyczuwała instynktownie prawdziwy cel przyjazdu Tristana, a z drugiej strony prowadzona przez upór, drążyła temat tak długo, aż w końcu dotarła do serca opowiadającego, poznając bolesne fakty. Ale jak sama powiedziała, jest coś, co boli jeszcze bardziej – niewiedza.
Rozmowa z siostrą, początkowo bardzo niezręczna, a nawet nieudana, powoli zaczęła przeradzać się w bardzo intymne wyznania. Spóźnione, jak ujmuje to tytuł, ale szczere do bólu. Ta spowiedź człowieka, który nareszcie zdobył się na odwagę obnażenia swoich słabości i win, była jednocześnie gotowością na poniesienie konsekwencji. Nawet tych najdotkliwszych. Aktem dojrzałości do zamiany tchórzostwa na odwagę cywilną. I nie muszę zdradzać tajemnic Tristana, by ukazać przesłanie autora, bo jakiekolwiek by one nie były, cokolwiek by nie było skrzętnie skrywane, w jakiekolwiek sekrety nie wyposażyłby autor bohaterów, to wszystkie można sprowadzić do jednej, nadrzędnej myśli – odwagi cywilnej posiadania własnego światopoglądu i wynikających z niego jawnych postaw i zachowań. Życia w zgodzie z własnym sumieniem bez względu na tego koszty. By to ukazać, autor nie ogranicza się tylko do osoby Tristana. Najpierw wybiera czas akcji. Ekstremalny. Okres wojenny. Następnie miejsce akcji, równie skrajne – okopy i pole bitwy. Potem wprowadza bohaterów – żołnierzy. Jeszcze nastolatków. Tristan ma dopiero 17 lat. O różnym nastawieniu do udziału w wojnie. Od tych zgłaszających się na ochotnika poprzez obdżektorów na radykalnych absolutystach skończywszy. A wszystko po to, by pokazać, że nie wszyscy żołnierze, którzy tam byli, chcieli walczyć. Każdy z nich znajdował się w innym miejscu szerokiego spektrum poglądów rozciągających się od pacyfizmu po skończony sadyzm. Z tych trzech elementów powieści: miejsca, czasu i bohaterów, autor snuje tak skomplikowaną fabułę wyborów moralnych w kontekście ostracyzmu społeczeństwa angielskiego z początku XX wieku, że odwaga cywilna (tutaj pojmowana względnie i ukazana jako trudniejsza od odwagi żołnierza!), prędzej czy później musi, zakończyć się śmiercią.
Tak, do tego stopnia!
Autor zadbał o to, by każdy wybór, jaki dokonywali bohaterowie, miał swój koszt, a ja miałam zobaczyć wszystkie scenariusze losów bohaterów, nie po to, by ich ostatecznie oceniać, ale by samej przyjrzeć się własnym wyborom w życiu codziennym. Zobaczyć w nich odwagę cywilną na pierwszym planie albo ukrytą za parawanem poprawności, konwenansów, wygody, kłamstwa, przemilczenia czy zaniechania.
Uwielbiam w twórczości autora to, że jego przesłania umieszczone w ekstremalnych warunkach są ponadczasowe. Problemy moralne, jakie porusza i analizuje dotyczą nie tyle bohaterów, co czytelnika pod każdą szerokością geograficzną i w każdym czasie. Nie tylko w czasach spokojnych, ale przede wszystkim w tych najtrudniejszych, ekstremalnych. Jego powieści są jak drogowskazy, pokazujące różne drogi podążania. Nie moralizuje przy tym. Jest realistą, dokładnie odzwierciedlającym rzeczywistość. Opisuje jak jest i jak być może. Dobitnie przy tym podkreślając, że akt odwagi cywilnej zawsze kończy się boleśnie. Różnica polega tylko na tym, czy będzie bardzo bolało, ale krótko, czy mniej, ale bardzo długo. Czasami do końca życia.
Wybór należy do mnie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Spóźnione wyznania [John Boyne]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

The Absolutist -Book Trailer- from Frédérique Van on Vimeo.

 Bardzo klimatyczny jest ten zwiastun książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: