Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Karta nr 98/2019

31 marca 2019

Karta nr 98/2019

Wydawnictwo Ośrodek Karta

Kwartalnik

Literatura polska

   Poczułam się cząstką historii Polskiego Czerwonego Krzyża!

   W najnowszym numerze kwartalnika Karta tematem przewodnim był Polski Czerwony Krzyż.

Jego powstanie, dzieje, dynamika zmieniających się zadań w zależności od okresu historycznego, próba utrzymania swojej działalności poza polityką w czasie II wojny światowej i w PRL-u oraz stan współczesny czyli misji bez granic. Ku mojej radości odnalazłam się w tej historii jako kontynuatorka idei niesionej przez tę organizację poprzez książkę – Myszka w paski i pierwsza pomoc.

Wybrałam się z moją młodzieżą do dzieci ze świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, by tak, jak myszka, która uczyła się udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej, nauczyć dzieci podstawowych zasad zachowania się w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. W konsekwencji ćwiczyliśmy wszystkie rady myszki pod opieką zaproszonego, certyfikowanego instruktora PCK.

   Kolejny artykuł zawierał wspomnienia Stanisława Dobrowolskiego  wydane w niedostępnej dla każdego publikacji Żołnierka i konspiracja. Byłego żołnierza carskiej armii, który w konspiracji werbował Polaków do białych oddziałów Wojska Polskiego w czasie wojny domowej w Rosji w 1917 roku. To wyjątkowa okazja, by zajrzeć do środka, zwłaszcza że publikacja rzadko bywa wykorzystywana przez historyków.

   Kolejny artykuł mówi o procesie odwrotnym – odzyskiwaniu Polaków z Wermachtu, do którego wcielano przymusowo. Wspomnienia osób uczestniczących i odpowiedzialnych za te procedury wyraźnie wskazują na napotykane problemy i jak trudno było „wydobyć” Polaka spośród Niemców stosujących szykany, represje i szantaż. Tym samym głosy świadków wpisują się ww współczesny dyskurs o „dziadkach z Wermachtu”.

   Kolejny artykuł to dla mnie niespodzianka!

   Czytając książkę dla młodzieży Tarapaty Marty Karwowskiej i Katarzyny Rygiel, napotkałam wątek Syrenki Pabla Picassa, który pod wpływem chwili zostawił rysunek na jednej ze ścian mieszkania warszawskiego osiedla. Tutaj dowiedziałam się, jak bardzo kłopotliwy był to prezent zwłaszcza dla właścicielki mieszkania Franciszki Sawickiej. Wspomnienia ukazywały komiczność i patowość sytuacji, w jakiej się znalazła kobieta. Codzienne wycieczki liczące sobie nawet po dwieście i trzysta osób dziennie, zakończyła zamalowaniem dzieła artysty.

   O porozumieniu władzy PRL-u z opozycją opowiedzieli dwaj uczestnicy tych procesów – Wiktor Woroszylski i Kazimierz Dziewianowski poprzez fragmenty prowadzonych dzienników.

Bardzo ciekawą i wzruszająca historię poznałam w artykule Domknięcie losu przybliżającą żmudne poszukiwania zaginionego dziadka w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie III Rzeszy prowadzone przez jego wnuczkę. Zakończone sukcesem dzięki Międzynarodowej Służbie Poszukiwań (z angielskiego ITS), która rozpoczęła kampanię #StolenMemory (Skradziona Pamięć) w formie wystawy plakatów opowiadających o indywidualnych losach prześladowanych w kontekście powrotu pamiątek do rodzin. Ich zdjęcia można obejrzeć na podstronie ITS.

   Numer zamyka zapowiedź książki Warszawa zapamiętana o mieście, którego już nie ma. Pozostało w relacjach biograficznych warszawiaków zebranych w tej publikacji. Można je również wysłuchać na stronie Relacje biograficzne.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Czasopisma artykuły

Tagi: , , , ,

Osadnicy – Agnieszka Knyt

21 marca 2019

Osadnicy – wybór i opracowanie Agnieszka Knyt
Wydawca Ośrodek Karta , Wydawnictwo PWN , 2014 , 158 stron
Seria Literatura Faktu PWN ; Podseria Karty Historii
Literatura polska

Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie użyłam określenia „musiała”, ponieważ obok zdecydowanej większości zmuszonej wyjechać, istnieli i tacy, którzy znaleźli się na Zachodzie powodowani ciekawością czy chęcią łatwego zysku, jak pisze Agnieszka Knyt – autorka wstępu Od Karty. Nie zmienia to jednak faktu, że migracja ludności cywilnej była efektem zmian politycznych przesuwających granice naszego kraju.
Skutki ustaleń i decyzji podjętych przez Wielką Trójkę w Teheranie , Jałcie i Poczdamie odczuwam do dzisiaj również ja.
Jestem trzecim pokoleniem Kresowian i mogłabym dopisać w imieniu moich dziadków kolejny rozdział do tej antologii wspomnień spisanych przez uczestników przesiedleń lub ich bliskich. Siedem relacji nieróżniących się przebiegiem wysiedlenia – przyczyną wyjazdu, samą podróżą w towarowych wagonach i ogromnym ładunkiem emocji człowieka skrzywdzonego materialnie, poniżonego moralnie i nierzadko oszukanego w rekompensacie utraconego majątku, ale przede wszystkim ogarniętego lękiem przed nieznanym. Różniących się natomiast celem podróży (każdy z bohaterów przyjechał do innej miejscowości – między innymi Szczecinka, Legnicy, Wrocławia, Strzelc), miejsca zamieszkania (dom na wsi, willa lub mieszkanie w mieście), stanu i zasobności zastanego majątku, postawą wobec mienia poniemieckiego i samych Niemców oraz podjętą pracą w nowym miejscu zamieszkania. Każde z tych wspomnień akcentowało jeden z wymienionych elementów, dając mi różnorodny i jednocześnie pełny obraz jednego zjawiska oraz skrajności ludzkich zachowań. Uważnie wsłuchiwałam się w relacje świadków nie tylko z powodu ciekawości ówczesnych formalnych procedur i nieformalnej strony ich przebiegu, ale i interesującego etapu funkcjonowania państwa tuż po zakończeniu wojny, kiedy na ziemiach zachodnich panował chaos informacyjny. Byłam nie tyle zaskoczona, co przerażona totalnym bezprawiem, w którym niedostatek jedzenia kompensowała nieograniczona wolność. Nie było żadnej władzy. Nie obowiązywało żadne prawo poza moralnym. Nie było własności prywatnej zatruwającej stosunki między ludźmi. Wszystko należało do wszystkich i do nikogo. Można było brać w posiadanie, nie odbierając innemu. Można było niszczyć, nie niszcząc cudzego. Włącznie z życiem. Również brakiem organizacji, sprzecznością polskich i sowieckich interesów, polityką silniejszego uzbrojonego w broń, grabieżą i wywozem wszystkiego, co wartościowe, do ZSRR, masowym szabrownictwem przez ludność cywilną ogarniętą „germanożerstwem” i „gorączką złota”. To bogactwo, którego można było brać ile się chciało, ale które miało wartość przysłowiowych diamentów na pustyni, wielu ludziom odbierało rozum. (…) Nawet ja, choć z doktorskiej rodziny, traciłem chwilami zdrowy rozsądek na widok tych nagromadzonych przez wieki dóbr… – wspominał Jan, opisując zasiedlanie Legnicy. Może dlatego niektórzy z opowiadających odważyli się mówić publicznie o tamtych czasach po bardzo wielu latach. Mój dziadek nie mówił o tym do śmierci. Babcia, w rzadkich chwilach słabości i przytłaczającej ją tęsknocie, wspominała jedynie z nostalgią pozostawiony orzechowy sad, którego nie mogła odżałować. Historię rodziny poznałam z relacji mamy, ale bardzo okrojoną i widzianą oczami malutkiej dziewczynki, pamiętającej przede wszystkim powszechny głód. Pamiętam emocje, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rodzinne strony mojej mamy na zdjęciach zrobionych przez wujka, który pojechał na Kresy.
Wykorzenienie – tak ujęłabym to, co poczułam.
Poza emocjami, ta antologia dostarczyła mi również informacji na temat wzorcowego wykorzystania człowieka, pełnego energii i wiary w odbudowę kraju, do własnych interesów ludzi władzy i partii. Przewrotność systemu socjalistycznego, który pozwalał najpierw zrobić obywatelowi najtrudniejsze, by potem uczynić go wrogiem ludu działającym na szkodę państwa. Prześledziłam dwa mechanizmy niszczenia człowieka i specyfiki działania układów partyjnych, za którymi stała żądza władzy i zysku. Jeden ze wspominających odbudowywał szkołę, a drugi młyn. Za sukcesy, praktycyzm i logiczne myślenie można było ostatecznie trafić do więzienia. Nic dziwnego, że dopiero teraz jeden z nich mógł jawnie podsumować tamte lata pracy dla ludowego państwa – straciłem wszystko, co miałem – na wschodzie i na zachodzie – i jeszcze mam dług na 22,5 kwintala żyta. Oto dorobek mojego życia. Rozgoryczanie Kresowian nie dotyczyło tylko wysiedlenia. Ono tam się dopiero zaczynało, budując poczucie żalu, który czuli do śmierci.
I w jakimś wymiarze trwa on do dzisiaj, dziedziczony z pokolenia na pokolenie.
Jestem tego przykładem. Warto czytać takie pozycje, by zrozumieć geografię podziałów politycznych na mapie Polski najbardziej uwidaczniających się podczas wyborów. By pojąć moje i mnie podobnym poczucie życia na cudzym, które czułam od zawsze. Budowano we mnie tożsamość ucząc ogólnej historii Polski, bo ta regionalna jakoś tak zawsze, prędzej czy później, kończyła się na Niemcach. W szkole uczyłam się tańców narodowych od oberka na krakowiaku i kujawiaku skończywszy, bo jakiż to taniec regionalny był kultywowany na Pomorzu Zachodnim? Wielkie banery, które jeszcze w latach 80. widziałam w Szczecinie, zapewniające o polskości ziem trąciły fałszem, kiedy spod tynków domów w moim mieście do dzisiaj wyłażą niemieckie napisy,

 

a na które, jako dzieci, natykaliśmy się stale. A piękny park, do którego chodzą właściciele z psami na „poranną i wieczorną toaletę”,

 

to niemiecki cmentarz, którego części grobów jeszcze tu i ówdzie wystają spod ziemi,

 

a których elementy zostały rozniesione po okolicy do różnych celów. Jeden z nich służy jako stoper przed wjazdem między garaże:

 

Na szczęście polityka „germanożerności” już minęła. Jest dużo lepiej. O niemieckiej przeszłości mojego miasta mówi się wprost, a nawet pielęgnuje. Nawiązujemy przyjaźnie między miastami. Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dorastałam z Ukraińcami z akcji „Wisła”, będącymi w podobnej sytuacji, jak moja rodzina. Trochę groteskowej – my z Kresów uciekający przed Ukraińcami, Ukraińcy przesiedleni na siłę tak, jak my i oba narody na poniemieckich ziemiach. Nikt tak naprawdę u siebie. Takiego u siebie, z taką pewnością swojego z dziada pradziada, jak na przykład Podhalanie. I mimo, że jest już tyle lat po wojnie, moje odczucia nie różnią się od tych odczuwanych tuż po niej przez jednego ze wspominających na temat przesiedlanych Niemców – Świadom byłem, że w jakimś stopniu łączy nas wspólny nieszczęśliwy los. Nas, zmuszonych przez banderowców do ucieczki z rodzinnych stron, i ich, którzy ponoszą teraz konsekwencje rozpętania wojny przez jednego diabła. Może dlatego tak bardzo utożsamiam się ze słowami jednej z relacjonujących kobiet – Wędrówka, te wszystkie zabiegi, żeby urządzić się na Ziemiach Zachodnich, zasiedlając cudze kąty, jest bezsensowna, niesprawiedliwa. Sprawiedliwe jest powrócić do rodzinnego domu.
Tylko, gdzie jest ten mój rodzinny dom Wyszyńskich?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Osadnicy [Agnieszka Knyt]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Lwowski ptak – Piotr Tymiński

Lwowski ptak – Piotr Tymiński
Wydawnictwo Novae Res  , 2018 , 376 stron
Literatura  polska
     

   Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi, by się uczyć miłości Ojczyzny.

   Te słowa mogłyby dotyczyć każdego wydarzenia z historii Polski w długiej sztafecie pokoleń walczących o jej niepodległość. Akurat te zostały wyjęte przez autora tej książki z wiersza Kornela Makuszyńskiego O Cmentarzu Orląt Lwowa. Z wykształcenia historyk, znający bardzo dobrze przebogatą w akty heroizmu przeszłość Polski, wybrał na swoją powieść akurat dwadzieścia dwa dni Obrony Lwowa w listopadzie 1918 roku.

   Dlaczego?

   Na to pytanie odpowiedział w nocie „Od autora” – W dwudziestoleciu międzywojennym wspaniały obraz zmagań lwowskich dzieciaków dał Artur Schroeder w zbiorze opowiadań Orlęta. Były one dla mnie inspiracją. Wzruszony lekturą tej książki postanowiłem napisać powieść, oddając w ten sposób pokłon autorowi powyższego zbioru. Również hołd 439 obrońcom Lwowa poległym w listopadowych bojach, spośród tego grona 109 osób to uczniowie. To dlatego główną bohaterką uczynił niespełna szesnastoletnią Antoninę. Dziewczynę nietypową, bo chcącą walczyć na pierwszej linii frontu. Nie interesowała ją funkcja sanitariuszki. Chciała bić się z bronią w ręku. Ten zabieg ze strony autora przydał powieści troszkę tajemnicy i sensacji, ponieważ pozwolił ujrzeć walki o Lwów oczami dziewczyny, która musiała pokonać nie tylko normy obyczajowe narzucające kobietom rolę wspierającą mężczyzn z miejscem w sanitariacie lub w kuchni, ale również rozkaz Józefa Piłsudskiego zabraniającego kobietom zaciągania się do oddziałów bojowych.

   Antonina zwana Tońką uciekła się do fortelu.

   Sposobu często stosowanego przez tak ambitne dziewczyny, jak Tońka – przebrania. Zdesperowana by spełnić pragnienie, ścięła włosy, przebrała się w strój chłopca i przyjęła imię Hipolit. Nazwisko Szpak przez przypadek nadali jej współtowarzysze broni. Zrównując się z mężczyznami, mogłam razem z Tońką docierać tam, gdzie było najciężej, najtrudniej, najbardziej krwawo. Przed salwami kul, wybuchającymi minami i granatami, celnymi strzałami snajperów chroniła ją tylko młodość i przynależne jej cechy – brawura, odwaga i marzenia o polskiej fladze na murach Lwowa. W jej osobie, postaci fikcyjnej, autor umieścił miłość do rodzinnego miasta wyrażoną w czynach całej ówczesnej młodzieży, która w walkach o Lwów stanowiła niemal połowę walczących. Tońka miała również swoje prototypy w rzeczywistości. Takich przebranych kobiet i dziewcząt było więcej.

   Młodzieży, która kładła na szalę swoje życie.

   Patetycznie i górnolotnie zabrzmiało to zdanie, ale dokładnie to chciał pokazać autor. Początkowo nie odczuwałam w tej powieści jego wagi, mimo że ścieżki, którymi prowadziła mnie Tońka jako Hipolit, były realne i pokazane na mapce dołączonej do książki.

Tak samo, jak fabuła oparta na faktach, postacie historyczne i chronologia wydarzeń rozpoczętych 31 października 1918 roku i zakończonych 20 listopada, datowanych w listach pisanych w pamiętniku przez Tońkę do brata. Te ramy historyczne autor wypełnił skrajnymi emocjami, wrażeniami, odczuciami, piekielnie trudnymi wyborami moralnymi, dylematami wyrzutów sumienia, wątpliwościami słusznego postępowania w obliczu śmierci zadawanej drugiemu człowiekowi przez nastolatkę. Autor, pozwalając mi towarzyszyć dziewczynie nie tylko w walkach, ale również w przeżywaniu emocjonalnym, nakładał powoli na mnie brzemię uczuć, które w zakończeniu rozsypały mnie.

   Wzruszyły!

   Udało mu się przekazać to wzruszenie, które otrzymał od Artura Schroedera. Uczucia, które usunęły barierę czasu, czyniąc tamtą młodzież bardzo mi bliską. Język emocji przekazany przez autora to najlepszy sposób, by trafić do serca współczesnej młodzieży. To przede wszystkim do niej skierowałabym tę powieść historyczną. Z bohaterami, z którymi może się skonfrontować lub utożsamić. Z wartościami, które przywracają środek ciężkości chaosowi współczesnej rzeczywistości. Z przeszłością Polski, która nie kończy się tylko na II wojnie światowej. Z młodzieżą, której rola w walkach o niepodległość Polski była stale obecna. Z dziedzictwem, które nie może być zapomniane, bo to ono buduje tożsamość narodu polskiego. Z przesłaniem nie do nienawiści, ale do pokoju.

   Ku przestrodze!

   Niestety dorośli bardzo psują przesłanie tej książki, wykorzystując Cmentarz Orląt Lwowskich jako kartę przetargową do rozgrywek politycznych. Zniszczony przez sowietów, odbudowany z inicjatywy Aleksandra Kwaśniewskiego, nadal toczy się walka o cząstkę polskiego Lwowa.

   Książka wpisuje się w ten bój o pamięć Orląt.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zapraszam na emocjonalny spacer po Cmentarzu Orląt Lwowskich.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi: