Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Podwórko bez trzepaka – Łukasz Pilip

24 marca 2019

Podwórko bez trzepaka: reportaże z dzieciństwa – Łukasz Pilip
Wydawnictwo Agora , 2019 , 326 stron
Literatura polska

Bardzo, bardzo cieszę się, że ta książka pojawiła się wśród nas, dorosłych!

Traktuję ją jak środek prewencyjny, który, gdy wiedzy i empatii brak, dostarcza niezbędnego dystansu dorosłym, by zobaczyli, jakie dzieciństwo stwarzają dzieciom. Dokładnie teraz, kiedy ich pociechy jeszcze są dziećmi. Kiedy nie jest za późno na korekty, zmiany, poprawę lub naprawę, a może nawet na całkowitą zmianę kierunku w wychowaniu. Nadstawia ucha ku dzieciom i pozwala opowiadać własne historie. Przeżyte i widziane już z punktu widzenia osoby dorosłej jak Tomek, który teraz jest dyrektorem, a w wieku dziesięciu lat spał z nożem pod poduszką. Również widziane tu i teraz, kiedy bohater reportażu właśnie ma piętnaście lat, kilka nieuleczalnych chorób i mamę, o której mówi – Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył mamę. Bardzo cię kocham. Czasami narratorem jest rodzic. Ojciec, który modli się o uzdrowienie syna-geja, by zrozumieć, że miłość to akceptacja bezwarunkowa. Matka z wioski dziecięcej SOS, która całe życie poświęciła wychowywaniu obcych dzieci. Innym razem jest to prowokacja autora, który tworząc w Internecie profil trzynastoletniej Natalii, pokazuje sieć pułapek stworzoną przez pedofilów oraz łatwość wpadania w nie przez dzieci. Natalia w trzy tygodnie poznała około trzydziestu mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy rozmawiali z nią o seksie.

Ale to nie tylko historie traumatyczne.

To również pozytywne opowieści, w których dorośli robią wszystko, by wspomóc dziecko w rozwoju. Do nich należy matka, która niemówiącego syna autystycznego z podejrzeniem o upośledzenie umysłowe prowadzi ścieżką edukacyjną od podstawówki do doktoratu. Również ojciec, który stworzył własnym dzieciom – Neli i Noemu – dzieciństwo na katamaranie, praktycznie pokazując świat w podróży wokół Ziemi.

Nietypową historię rodziny Ludwińskich poznałam na jednym ze spotkań autorskich z Kazimierzem Ludwińskim. To wtedy poczułam różnicę między edukacją, jaką chcielibyśmy mieć a tą, którą mamy. Najlepiej podsumowała ją Nel – To było najszczęśliwsze dzieciństwo na świecie […] A Polska? Rozczarowuje. Zabija indywidualność, trzeba się dostosować. Uczę się dla ocen, nie wiedzy.

Takich historii jest w tym zbiorze dużo więcej!

Każda inna. Każda inaczej opowiedziana. Każda niosąca inną refleksję. Wszystkie jednakowe w jednym – niosą ze sobą emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne, kończąc się optymistycznie, a przynajmniej z nadzieją na lepsze. Niczym symboliczny lizak na okładce – złamany, ale nadal słodki.

Dlaczego?

Autor nie chciał epatować traumą, cierpieniem, beznadziejnością, bólem czy nawet hura-optymizmem. Chciał pokazać dzieciństwo jako takie. Ważność czynników go warunkujących i ich ogromny wpływ na potencjalne kierunki w wychowaniu. To dlatego reportaże naprzemiennie uzupełniał krótkimi wstawkami-opowieściami o dzieciństwie tuż po wojnie według ponad osiemdziesięcioletniej kobiety i współczesnych nastolatków, których budowanie tożsamości przejął Internet. Ludzi nieznanych i z rozpoznawalnymi nazwiskami jak na przykład Monika Jaruzelska. Bez moralizowania, za to z ukrytą pedagogizacją rodziców. To w tej ostatniej kryje się niewidoczna, ale potężna moc tych reportaży. Zmuszających do zamyślenia się. Do spojrzenia dzisiaj, a nie po latach podczas oglądania zdjęć w albumie rodzinnym, na dzieciństwo tworzone teraz własnym lub cudzym dzieciom. Na jego kruchość i łatwość wypaczenia, ale i cudowność modelowania. Na to, co wkładamy do walizki wyposażającej w wiano na przyszłość, która da dzieciom w dorosłości moc poderwania się do lotu lub zamieni się w kulę u nogi uziemiająca do końca życia. Ściągającą w dól tak, jak Tomka, który powiedział – Po moich narodzinach przywiązali mi łańcuch do szyi. Jak tylko coś osiągnę, wypłynę na powierzchnię, to ściągają mnie na dno. Tonę.

Cieszę się, że oprócz mnie, i takich, jak ja pracujących z dziećmi i młodzieżą, pochylą się nad dzieciństwem inni dorośli i zobaczą w nim cud dorastania, konieczność mądrego wsparcia i grożących mu niebezpieczeństw. Może po jej przeczytaniu coś zmienią w swoim postępowaniu i przynajmniej jedno dziecko nie będzie wrzucać po wizycie w domu rodzinnym ciuchów do pralki, żeby nie śmierdzieć dzieciństwem, jak robi to dorosły Tomek.

Bo jedno dziecko to jeden świat.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wywiad z autorem

Bardzo cieszę się, że drugi egzemplarz tej książki ufundowany przez Wydawnictwo Agora mogę przekazać Wam. Jeśli ktoś ma ochotę posmakować dzieciństwa innych w przenośni i dosłownie, bo do książki dołączono lizak, zapraszam do pozostawienia tej chęci w komentarzu i napisania do mnie na adres: clevera@gazeta.pl.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Migotnik – Roberto Piumini

21 marca 2019

Migotnik – Roberto Piumini
Przełożyła Ewa Nicewicz-Staszowska , ilustrowała Katarzyna Partyka
Wydawnictwo Bona , 2012 , 133 strony
Literatura włoska

Wygrałam na loterii!
Nie-nie, nie pieniądze. Coś dużo cenniejszego, a właściwie bezcennego – nową, pokrewną duszę, która CZYTA! To od niej trafiła do mnie ta książka z rekomendacją, że pięęęękna. Dokładnie tego słowa użyła. A jeśli coś jest piękne w literaturze, to znaczy, że gra na czułych strunach duszy estetycznej i emocjonalnej. Wtedy fakt, że książka przeznaczona jest dla starszych dzieci lub, jak kto woli, młodszej młodzieży, ponieważ głównym bohaterem jest prawie jedenastoletni chłopiec o imieniu Madurer, nie ma żadnego znaczenia. Są takie historie wymykające się podziałom, które z obopólną korzyścią dla siebie mogą czytać i dzieci, i dorośli. A jeśli w rodzinie lub najbliższym otoczeniu jest chore dziecko, zwłaszcza przewlekle lub śmiertelnie, to tę książkę należy czytać wspólnie.
Powoli wchodzić w świat Madurera cierpiącego na nieuleczalną, dziwną chorobę: szkodzi mu najsłabszy promień słońca, najmniejsza drobinka kurzu. Jego oczy natychmiast puchną, oddech staje się ciężki, skórę pokrywają plamy, a nawet rany. Nie może przebywać na świeżym powietrzu, biegać i bawić się w pałacowym ogrodzie, jak inne dzieci. Jest więźniem w pałacu swego ojca, który w akcie desperacji wobec bezsilności medycyny zaprasza do syna malarza Sakumata. Mężczyznę posiadającego dwie wyjątkowe cechy, dzięki którym mógł zbudować przyjacielską więź z chłopcem. Pierwszą była mądrość życia w przyjaźni z samym sobą, nie tracą przy tym życzliwości innych, a drugą talent malarski. Spod jego pędzli, które były dla niego niczym własne palce, a każde pociągnięcie ożywiał kroplą własnej krwi, wychodziły pejzaże emanujące spokojem przestrzeni:

 

To dlatego władca egzotycznej krainy zaprosił go do siebie, by zapełnił obrazami biel ścian synowskich komnat:

 

Z czasem te czyste, puste płaszczyzny zapełniły się światem istniejącym poza murami. Szumiącymi falami oceanu pełnymi ryb i pływającymi po nim statkami, na których chłopiec mógł być majtkiem, wypatrującym nowych lądów:

 

Dolinami z barwną roślinnością, górami z zamieszkującymi je ludźmi i zwierzętami oraz łąką:

 

A wszystko to miało niezwykłą zdolność zmieniania się, przybliżania i oddalania, pojawiania się i znikania, chowania się i ukazywania, zwijania się i rozkwitania i wreszcie, powstawania i obumierania. Jednym słowem – przemijania. To ono jest kluczowym pojęciem tej baśni i najważniejszym jej przesłaniem.
Autor wykorzystał cudowną moc symboliki baśni i metaforyczne możliwości języka sztuki, by opowiedzieć umierającemu dziecku o stałym elemencie wszystkiego co żyje i świata niematerialnego – procesie rozpadu i destrukcji, prowadzącym do unicestwienia, zniknięcia, do… śmierci. O konieczności odejścia, prędzej czy później, wszystkiego i wszystkich, bo czas nie oszczędza nikogo. Jedyne, co możemy zrobić, to przeżyć go najpełniej mając nawet jedenaście lat, a rodzic jest tą osobą, która może dziecku w tym pomóc.
To jedna z tych książek, która oswaja z myślą nie tylko o nieuchronności odejścia dziecka chorego, ale i ze śmiercią dziecka zdrowego, które straciło bliską osobę. Pomaga rodzicowi ująć w słowa abstrakcję trudną do zrozumienia małemu człowiekowi. Wyręcza w tłumaczeniu bolesnych zagadnień, gdy brakuje odwagi spojrzenia w ufne, dziecięce oczy lub gdy emocje blokują zdolność mówienia. To dlatego tę opowieść należy czytać powoli. Niespiesznie. Po jednym rozdziale. Nawet ze śródtekstowymi przerwami na rozmowę, jeśli dziecko jej w danym momencie potrzebuje. Czasami tylko oglądać, jeśli na ten moment padło zbyt wiele słów, bo jest bogato ilustrowana.
Ale to nie wszystko.
Znalazłam w niej również coś dla siebie. Osoby dorosłej. I tutaj muszę nawiązać do tytułowego migotnika. Rośliny wyjątkowej, która w pałacowych komnatach, w ciemną noc, skrzyła się niczym rozgwieżdżone niebo. Jeśli przyjąć, że my, ludzie, wpatrzeni w kosmos, przypominamy uwięzione technologicznie, a przez to ułomne, istoty na planecie Ziemia, niczym bohater tej opowieści w swoich komnatach przez chorobę, to możemy pozbyć się klaustrofobicznego, depresyjnego, ziemskiego zamknięcia, wykorzystując do tego własną wyobraźnię do podróżowania bez ruszania się z miejsca. Do przynoszenia innych wymiarów, innych pozaświatów na Ziemię. Ci którzy to potrafią, bo posiadają nieprzeciętną wyobraźnię i zdolności jej obrazowania na wzór malarza Sakumata – malarze, poeci, pisarze, muzycy, reżyserzy i wielu innych przedstawicieli szeroko pojętej sztuki, pomagają nam zapełnić biel naszej wyobraźni i sterylność duszy. Przebywać w światach niedostępnych zwykłemu człowiekowi. Odkrywać inne wymiary. Przeżywać moc doświadczeń i emocji z nimi związanych. I wreszcie rozwijać się, by zniknąć z tego świata spełnionym i szczęśliwie zmęczonym. Ale, by to osiągnąć, odbiorca musi chcieć, a twórca swoją pasję karmić własną krwią. Jak Sakumat.
Bez tego skazani jesteśmy na życie w depresyjnej bieli, ubodzy duchem i z męką jałowego życia w oczach.
Przesadzam?
Proszę sobie wyobrazić świat bez sztuki. Nie można? Można, bo to nie jest trudne, to jest tylko przerażające. Ja prawdopodobnie przespałabym życie w poszukiwaniu jej substytutu w snach.
Na koniec dodam, że to nie wszystko, co ujrzałam w tej opowieści. Jest jeszcze postać Sakumata, który po odejściu z pałacu, porzuca życie wśród ludzi, by osiąść w pustelniczej chatce niczym eremita. I postać ojca… Ale tę przyjemność wyszukiwania kolejnych, nowych ścieżek i podążania nimi wspólnie z dzieckiem, pozostawiam tym rodzicom, którym zależy na rozwoju wewnętrznym swoich dzieci.
Książkę stawiam na półce obok innej książki-oswajaczki Oskar i pani Róża Érica-Emmanuela Schmitta.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla dzieci

Tagi:

Szum – Magdalena Tulli

Szum – Magdalena Tulli
Wydawnictwo Znak Literanova , 2014 , 189 stron
Seria Proza Pl
Literatura polska

Spośród polskich pisarzy twórczość tej autorki jest dla mnie jedyną w swoim rodzaju. Gatunkiem endemicznym w jednym egzemplarzu. Stoi na szczycie literatury wysokiej. Potem jest już tylko liberatura, do której jeszcze nie dotarłam, ale planuję. Czytając jej poprzednie powieści (chociaż do Trybów to określenie nie pasuje), musiałam brnąć przez jej świat, słowa, abstrakcje, by nie zgubić ścieżki, którą mnie prowadziła. Docierałam do końca, ale i tak miałam wrażenie, że nie pojęłam wszystkiego, że coś mi umknęło, że nie wyłapałam całości wątków i myśli w treści. Jej proza jest wybredna, bo nie przed każdym czytelnikiem się otwiera. Jej hermetyzm wynika z ogromnej dawki filozofii wynoszącej umysł czytelnika prosto do dziewiczego świata abstrakcji, którego z niczym porównać, nijak dopasować do już znanych, bo bez precedensu niemożliwym jest porównać go i posłużyć się wypróbowaną miarą. W tej twórczości trzeba być pionierem i badaczem w sytuacjach dalekich od typowych. Język przekazu opisywanych światów nie ułatwia tego zadania. Gęsty od treści, niedomówień i skojarzeń niekoniecznie doświadczanych przez odbiorcę. Brak wspólnej autopsji lub emocji oraz rozdźwięk między używanym językiem i kryjącym się za nim zasobem pojęciowym nie zachęca do zaczytywania się w prozie autorki. Brak takich kluczy zniechęca. To proza do której trzeba sięgać na palcach, bo stoi na najwyższej półce. Urosnąć w rozwoju czytelniczym, by ją przyjąć.
A mimo to, sięgam po nią z uporem maniaka.
Dlaczego?
Bo mnie zmusza do gimnastyki umysłu, do pracy nad tworzeniem nowych ścieżek rozumowania, sięgania do poprzeczki, umieszczonej gdzieś tam w górze, poznawania odmiennego pryzmatu patrzenia i wreszcie do odkrywania nietypowych światów funkcjonujących w umysłach nietuzinkowych ludzi. To mnie ciekawi i fascynuje. Mam wrażenie, że stąpam po terenach dziewiczych, odkrywam nowe lądy, poszukując bogactw dla siebie. Gdybym miała porównać świat literacki do muzyki, to twórczość autorki jest jazzem. A jak wiadomo ze znanej reklamy propagującej czytelnictwo – co czwarty Polak słucha jazzu. Magdalenę Tulli czyta, chyba się nie pomylę, jeśli powiem, że co dziesiąty czytający Polak. Spośród moich znajomych jedna osoba, a i to nie przebrnęła przez Tryby. Na dziesięciu próbujących czytać, ośmiu nie dociera do końca – taki wniosek nasunął mi się po przejrzeniu portalu Lubimy Czytać. Ale za to reszta jest nią zachwycona! Niszowa literatura może ma mało fanów, ale za to, jak pięknie przekładają swoje wrażenia na słowa!
To dlatego z zaciekawieniem (co tym razem będę odkrywać i czego się nauczę?), ale i lekkim niepokojem sięgnęłam po najnowszy tytuł autorki. Od ostatniej przeczytanej przeze mnie jej książki minęło osiem lat. Byłam ciekawa, czy mój rozwój czytelniczy choć odrobinę rozwinął się? Jak będzie mi się czytało? Trochę przypominało to przygotowania do swoistego testu z pytaniem – zdam go czy nie?
Pierwszy rozdział nastawił mnie optymistycznie. Załapałam wątek, rozeznawałam się w sytuacji (bohaterowie, miejsce i czas), a i dawka filozofii mnie nie przytrzasnęła w drzwiach. Będzie dobrze! Dam radę! – pomyślałam. Toż to przecież sam egzystencjalizm z jego bólem istnienia, chociaż to też nurt filozoficzny, ale taki bardziej swojski, bardziej zrozumiały, ukorzeniony w życiu i doświadczany przez każdego. A jeśli przez każdego, to rysowała się płaszczyzna do zrozumienia, pojawił się punkt styczny i szansa na kanał łączności z autorem. To swoiste intro było grubą kreską szkicującą zarys całej powieści. Wstęp ukazujący bardzo złożony problem przede wszystkim (choć nie tylko!) relacji między córką a matką, mający swoje pierwotne źródło w przeszłości starszej z nich. Jeśli pojawił się hermetyzm w tej powieści, wynikał on z rozbieżności emocji. Jest ich tutaj dużo – trudnych, przytłaczających, mrocznych, cierpiętniczych, bolesnych, otwierających stare rany, obciążających smutkiem, apatią, prowadzących do wycofania się, do zamknięcia się w sobie. Może nawet do depresji? Na pewno do ukształtowania się postawy ofiary w bohaterce. Katami (pod maskami esesmanów) byli najbliżsi. Krzywda wyrządzona przez najbliższych, w tym własną matkę, bolała najbardziej i najbardziej pustoszyła, wypaczając psychikę dziecka. Dla czytelnika o podobnych doświadczeniach, z którymi się nie uporał, powieść może być nie do przejścia albo, w przeciwnym razie, wywołać przykry i bolesny powrót do traumatycznego dzieciństwa. Ale jeśli jednak, mimo wszystko, ktoś taki dobrnie do końca, otrzyma w nagrodę sposób poradzenia sobie z podobnym problemem. Bo autorka po pierwszym rozdziale wstępnym rozwinęła i przeanalizowała problem, by w ostatnim zrobić „rachunek sumienia”. Nie swojego, ale tych wszystkich, którzy kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób wchodzili w skład trybunału orzekającego w jej sprawie lub oceniającego ją i jej rodzinę. Przez te gęste emocje i mrok przeszłości, które ciągnęły się za bohaterką niczym smuga sczerniałej krwi, przeszłam chroniona własnym, szczęśliwym dzieciństwem, dlatego mogłam z dystansem (chociaż mimo to, cień smutku i tak się we mnie zalągł) spojrzeć na fabułę opowieści.
Historię opowiadaną przez narratorkę-kobietę dojrzałą, której wspomnienia o trudnych relacjach rodzinnych od czasów dzieciństwa aż do rozwodu, wywołała śmierć ciotki i w konsekwencji list otrzymany od kuzynki. To jego treść była iskrą zapalną emocji, które przelewały się coraz większą falą przez kartki tej książki. Coraz szerszą, ciemniejszą, niszcząc osobowość narratorki, mającą ostatecznie wpływ na jakość jej życia. Przywołane obrazy z lat dzieciństwa, dorastania i czasu dorosłego, miały nie tylko zapoznać mnie z przeszłością, ale ukazać przyczyny postaw wszystkich bohaterów z punktu widzenia narratora wewnętrznego. Niestety tylko jego. To dlatego wielu rzeczy mogłam się tylko domyślać. Wpływ traumatycznej przeszłości rodziców na dzieci, jej przerzucanie na kolejne pokolenie nie jest nowy. Tutaj zaciekawiły mnie doświadczenia niemieckich obozów koncentracyjnych matki i ciotki narratorki, które przełożyły na życie w myśl zasady – by przetrwać obóz, trzeba być twardym. By przetrwać życie pełne szumu – również. Tragedia zaczyna się wtedy, gdy w życiu takich osób pojawiają się dzieci. Zwłaszcza te łaknące miłości, bliskości, niedyskretne i „wścibskie”, bo gotowe są odsłaniać słabe punkty niepodważalnych prawd i podważać je po kolei, nawet o tym nie wiedząc.
O niezwykłości, wyjątkowości, bogactwie wyobraźni i nieprzeciętnej inteligencji głównej bohaterki, której najbliżsi zawiązali na czubku głowy symboliczną kokardę kaczki Dziwaczki, świadczył język, którym opisuje przeszłość. Pełen metafor, skojarzeń, przenośni i plastycznych opisów przekładających emocje na obrazy. Tak jak w tym fragmencie – Moje tematy, te, od których nie mogłam się odłączyć, po drugiej stronie stołu uruchamiały milczący sprzeciw i nakręcały zębate kółko ironii, a ono przez specjalną przekładnię otwierało we mnie zapadkę żalu. Oto perfekcyjny obraz stosunków w rodzinie i ich skutków w jednym zdaniu. Na dodatek twarda, ostra, ciemna proza życia mieszała się z wytworami psychiki bohaterki – postaciami zmyślonymi. Pełniącymi różną funkcję – od przyjaciela i przewodnika po procesy wyparcia, kompensacji czy negacji.
Na koniec pozwolę sobie na uwagę krytyczną.
Dotyczy ona kompozycji treści, a dokładniej rozdziału pierwszego. Pełni on tutaj rolę wstępu wprowadzającego w tematykę całości. Dla mnie zbyt wiele ukazał. Więcej faktów w nim ukryłabym lub pominęła, zwłaszcza obozową przeszłość matki, by potem z przyjemnością je odkrywać lub w ogóle wyrzuciłabym go z książki, pozwalając na powolne odsłanianie się bohaterki i toczenie się historii bez uprzedzeń. To bardzo popularny chwyt w literaturze kryminalnej i sensacyjnej, ale tutaj? No, ale… ja tu tylko czytam.
Czytać czy nie czytać? – oto jest pytanie!
Odpowiedź ujmę tak – jeśli ktoś chce ładnie wyglądać, stosuje dietę i ćwiczy ciało, a jeśli chce mieć piękny umysł (co nie jest tożsame tylko z inteligencją i wiedzą), powinien ćwiczyć, czytając literaturę wysoką. Dlatego namawiam do stanięcia na palcach i sięgnięcia po tę książkę. Jeśli się nie uda, spróbować za jakiś czas ponownie. W moim przypadku to się sprawdziło.
Czytam prozę Magdaleny Tulli z zachwytem, co wcale nie znaczy, że rozumiem w pełni wszystko to, co chciała mi powiedzieć. Mam poczucie, że jeszcze trochę mi brakuje, że nie do wszystkich drzwi zdobyłam klucze. Ale wiecie co? Właśnie to jest w tej twórczości najpiękniejsze – permanentne poszukiwanie kluczy i otwieranie kolejnych drzwi do światów istniejących w jednym, jedynym egzemplarzu. Daje mi to ogromną satysfakcję, ale i osamotnienie w niemożności dzielenia się wrażeniami i przeżyciami z innymi.
Dołączcie do mnie do tej gimnastyki, a przynajmniej spróbujcie. Proszę.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Szum [Magdalena Tulli]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

Z Magdaleną Tulii również trudno się rozmawia. Namęczyli się prowadzący z nią wywiad, a przecież to wytrawni czytelnicy – krytyk literacki i tłumacz literatury!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść psychologiczna

Tagi:

Mały człowiek Tom – Barbara Constantine

Mały człowiek Tom – Barbara Constantine
Przełożyła Bożena Sęk
Wydawnictwo Sonia Draga , 2015 , 284 strony
Literatura francuska

Mój mały menie.
Tymi słowami Joss obdarzała szorstką czułością swojego syna, Toma. Nie lubiła, gniewała się, wręcz zakazywała mówić do siebie – mamo. Nie czuła się nią, mając jedenastoletnie dziecko w wieku 25 lat. Była trzynastolatką, gdy je urodziła. Traktowała, jak młodszego brata, który musiał radzić sobie sam, gdy jej nie było.
A często nie było.
Bał się zostawać sam w przyczepie kempingowej, namiastce domu. Dożywiał się w cudzych ogródkach warzywnych. Oglądał programy telewizyjne przez okno sąsiadów. Wydawałoby się, że jest najbardziej zaniedbanym i samotnym dzieckiem na świecie. Jednak autorka nie rozczulała się nad Tomem, szukając winnych jego sytuacji. Wszyscy bohaterowie tej opowieści o poplątanych życiorysach byli skrzywdzeni i samotni wśród innych. Włącznie ze zwierzętami im towarzyszącymi, którym narrator oddawał głos. Chciałoby się powiedzieć – po prostu brutalne życie, które nie oszczędziło żadnego z nich. Ani Toma, ani jego matki Joss, ani Samy’ego z kryminalną przeszłością, ani starą, niedołężną Madeleine, ani nawet jej schorowane zwierzaki – psa i kota. Ale to właśnie na chłopięce barki nałożyła odpowiedzialną rolę odkrycia tajemnicy łączącej wszystkich bohaterów. Tylko dziecięca ufność, wiara w ludzi i własne dobro jeszcze niezniszczone przez ciężar doświadczeń, mogło sprostać temu zadaniu. I niby miało skończyć się optymistycznie, niby pomyślnie i niby zgodnie z regułami – zło naprawione przez miłość. Jednak nie napiszę – i żyli długo i szczęśliwie. Nie pozwala mi na to zagnieżdżony niezauważenie smutek, który narastał w miarę czytania i nie zniknął po jego zakończeniu.
Został we mnie osad.
To świadomość, rozbudzona przez tę opowieść, że wokół mnie, wśród dorosłych funkcjonują dzieci, które nie mają dzieciństwa, starając się udźwignąć na swych kilkuletnich lub nastoletnich barkach problemy dorosłych. Mali menowie o różnych imionach.
Niektóre imiona znam tak dobrze, jak Toma…

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Mały człowiek Tom [Barbara Constantine]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat – Willy Breinholst

Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat – Willy Breinholst
Przełożyła Maria Kaczorowska
Wydawnictwo Lekarskie PZWL , 2010 , 135 stron
Literatura duńska

Dzieci i ryby głosu nie mają!
Tak głosi znane powiedzenie. Autor postanowił udowodnić, że dzieci nawet w okresie prenatalnym ten głos posiadają. Udzielił go malutkiemu plemnikowi w drodze do macicy. Troszkę zagubionemu w przepychaniu się wśród sobie podobnych do nowego lokum, a potem zadziwionemu swoim zmieniającym się wyglądem i otaczającym go światem wewnętrznym i zewnętrznym. Rozbawia przy tym swoimi komentarzami wyrażającymi dezaprobatę, radość, zaskoczenie, przykrość lub subiektywną nielogiczność zdarzeń. Otaczający go świat, ten widoczny i ten słyszalny, pokazuje z dziecięcego punktu widzenia w sposób ciekawy, odmienny i ze sporą dawką humoru aż w 56 odsłonach.

Każda zawiera króciutki tekst z rysunkami ilustrującymi mimiką i językiem ciała dziecka jego tematykę.
Przygody maleństwa rozbawiają!
Ale pod tą uroczą i słodką oprawą przekazu z językiem dostosowanym do małego czytelnika, kryje się bardzo dużo faktów i informacji merytorycznych z zakresu medycyny i psychologii ciąży, które każde dziecko poznaje przy okazji przyjemnej zabawy. Dowiaduje się o drodze plemnika do macicy nazywanej „mieszkaniem do wynajęcia” na 9 miesięcy, o rozwoju organizmu dziecka w czasie ciąży, pierwszych odruchach, czynnościach i biciu serca, wpływie trybu życia mamy na ciążę, roli ojca w okresie oczekiwania, szkodliwych czynnikach na rozwój dziecka, lekarskich badaniach kontrolnych kobiety ciężarnej i przygotowaniach do porodu. Mając świadomość tych walorów i tendencję do angażowania we wszystko, co robię, książek, wykorzystałam kiedyś tę publikację jako uzupełnienie materiału zapoznającego jedenastolatków z budową i cyklem rozrodczym człowieka. Na czytanie fragmentów książeczki chciałam przeznaczyć pół godziny. Nie pozwoliły mi na to. Musiałam przeczytać wszystko!
I to jest najlepsza rekomendacja tej książki.
Dlatego zaskoczyła mnie nieznajomość tej klasycznej już pozycji u koleżanki realizującej podobne tematy. A przecież jej pierwsze wydanie ukazało się w 1981 roku,

by wraz z kolejnym wydaniem w 1989 roku otrzymać dużo ładniejszą grafikę.

To z tego wydania korzystałam. Najnowszemu wydaniu Wydawnictwo nadało formę prezentu w twardej oprawie, idealnego dla przyszłych mam, które mogą spersonalizować swój egzemplarz, wpisując imię swojego dziecka,

wszystkie dane noworodka,

uzupełnić drzewo genealogiczne,

a nawet wybrać imię z umieszczonego na końcu kalendarza imieninowego.

To również doskonała książeczka edukacyjna dla rodzeństwa oczekującego siostry lub brata, pomagająca nie tylko „zajrzeć” mamie do brzuszka, ale przede wszystkim poznać, zrozumieć i przeżyć razem z rodzicami najbardziej fantastyczny, najbardziej niewiarygodny i zadziwiający proces poczęcia i narodzin.
Autor nie poprzestał jedynie na tej pozycji. Książka doczekała się kontynuacji. W Polsce dotychczas ukazało się 9 tytułów opowiadających o dalszych perypetiach dziecka i jego rodziców.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

FRAGMENT KSIĄŻKI

 Książeczkę można czytać, ale i posłuchać razem z dzieckiem.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla dzieci

Tagi:

Gracze – Karina Obara

Gracze – Karina Obara
Wydawnictwo W.A.B. , 2010 , 316 stron
Seria Mroczna Seria
Literatura polska

Musisz przeczytać tę książkę!
Usłyszałam od koleżanki, która dodała – Zwróć uwagę na sposób napisania, bo reszta taka sobie. Po przeczytaniu mam zupełnie odmienne zdanie. I to jest bardzo dobry przykład, jak można różnorodnie odebrać powieść w zależności od czytelnika i jego preferencji. Koleżanka sięgnęła po nią jako fanka kryminałów. Skusiła się na tytuł z widniejącym na niej logo Mrocznej Serii. Fabuła nie spełniła jej oczekiwań, za to dostrzegła inną zaletę – narrację, a dokładniej strumień świadomości. Tylko ze względu na to dałam się namówić.
Faktycznie powieść napisana została na jednym wydechu.
Uwielbiam ten styl przekazu. Powód jego użycia autorka tak uzasadniła na okładkowym skrzydełku – ”Gracze” to powieść o szaleństwie nastolatków; napisałam ją takim językiem, aby to szaleństwo zobrazować. Pisałam tę książkę jednym tchem, jakbym chciała przeżyć w literaturze coś, co każdemu z nas, ojcu, matce, mogłoby się przytrafić. I tak, jak czasami bywa po rekomendacji pełnej zachwytów, trochę się rozczarowałam. Spodziewałam się języka bardziej agresywnego, mocnego wulgaryzmami, z inteligentnymi spostrzeżeniami i ripostami, skrzącym się ironią i sarkazmem. Z góry postawiłam poprzeczkę na poziomie pióra Doroty Masłowskiej.
I to był mój błąd!
Niestety, autorka nie sięgnęła aż tak wysoko. Zabrakło mi żylety ciętych myśli i igły celnych słów. Długie, wielokrotnie złożone zdania to trochę za mało na uzyskanie efektu dynamicznego, wartkiego strumienia myśli. Zabrakło mi też realizmu w odtwarzanych monologach nastolatków. Młodzież generalnie przeklina. To, co my, dorośli, słyszymy, to wierzchołek góry lodowej. Wulgaryzmy i przekleństwa są w powszechnym użyciu. Ich skromność występowania w wypowiedziach nastolatków, dodam – wściekłych, nienawidzących, wprowadzał poczucie wyciszonych emocji, chociaż miały buzować i nakręcać do skrajnego czynu, a przez to sztuczności i rozbieżności z rzeczywistością. W zderzeniu z emocjami, w której nienawiść odgrywała główną rolę, wręcz raził. Mogłoby być wścieklej.
Ale jest coś, co mnie zachwyciło – tematyka i jej przesłanie.
Głównymi bohaterami są nastolatkowie uzależnieni od gier komputerowych, którym myli się świat wirtualny z realnym. Swoją wściekłość na słabość świata, w którym rządzi prawo słabych, przenoszą na swoich rodziców i otoczenie. Są przyczyną tragedii, z powodu której cierpią nie tylko oni, ale również wszyscy zaplątani w ostatecznie kryminalną sprawę. Sposób ukazania zjawiska społecznego, jakim jest uzależnienie od Internetu, który jest problemem wychowawczym współczesnych rodziców, to największy atut tej powieści. Autorka dokładnie wypunktowała przyczyny tragedii, pozwoliła prześledzić procesy psychiczne zachodzące w nastolatkach, ukazała absurdalność samego aktu morderstwa, opisała zagubienie chłopców i pozostawienie ich samym sobie z lękami egzystencjalnymi charakterystycznymi dla okresu dojrzewania, przedstawiła środowisko więzienne i wreszcie skutki społeczne i psychiczne obciążające rodziców, rodzeństwo, środowisko rówieśnicze i wreszcie nastoletnich przestępców. To beletrystyczna wersja książki popularnonaukowej Jacka Pyżalskiego Agresja elektroniczna i cyberbullying jako nowe ryzykowne zachowania młodzieży, o której niedawno pisałam, a którą polecałam również rodzicom. Alternatywna wersja dla tych, którzy wolą przyswajać dydaktyzm treści nie w formie naukowej, ale na płaszczyźnie emocjonalnej pod przykrywką rozrywki.
Trudno jest mi jednoznacznie określić rodzaj tej powieści.
Jedni uważają ją za kryminał. Inni za thriller psychologiczny. Ja dostrzegłam w niej silny aspekt społeczny.
Wbrew pozorom to ważne.
Od tego zależy, kto będzie sięgał po nią i jakie wrażenia pozostawi po sobie. Dla fanów kryminałów będzie taka sobie, jak określiła to moja koleżanka. Miłośnicy warsztatu pisarskiego mogą się zawieść tak, jak ja. Czytelnicy powieści społeczno-obyczajowych po nią nie sięgną, jeśli nie czytają kryminałów. Dlatego nie ośmielę się jednoznacznie określić jej rodzaju, bo wszystkiego ma po trochę. Natomiast na pewno wiem, dla kogo jest ta powieść.
Dla rodziców!
Dla każdego wychowującego dzieci i młodzież. Bez względu na to, jaki rodzaj literatury preferują. Warto przeczytać profilaktycznie tę dramatyczną historię nastolatków z „dobrych domów”, by nie być zaskoczonym przez własne dotychczas „grzeczne” dziecko. Świat wirtualny to nowe środowisko wychowawcze, jak najbardziej realne, w którym nie może zabraknąć rodziców. Jak napisała autorka na okładkowym skrzydełku – w wirtualnym świecie, w którym nasze dzieci spędzają coraz więcej czasu, pewne jest tylko to, że ten świat je podnieca. Dobrze by było, żeby zawsze był przy nich ktoś, kto nad tą podnietą będzie czuwał. Od podniety do morderstwa jest tylko jedno kliknięcie w wirtualu, a potem jeden krok w realu.
Autorka świetnie to pokazała!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gracze [Karina Obara]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: