Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Skradzione dziecko – Keith Donohue

21 marca 2019

Skradzione dziecko – Keith Donohue
Przełożyła Adriana Sokołowska
Wydawnictwo Otwarte , 2008 , 407 stron
Literatura amerykańska

   Leśne duszki, skrzaty, chochliki, elfy zawsze przywoływały z mojej pamięci obrazy z dzieciństwa, gdy leżąc pod kołdrą przykładnie podciągniętą pod brodę, z napięciem wpatrywałam się w czytającą mi baśnie nianię. Bardzo czekałam na ten moment i chociaż też bardzo szybko zasypiałam, zawsze coś jednak zdążyło zapaść w moją pamięć. Przyjemne i miłe wspomnienia aż do teraz.
   Autor książki odarł z magii moje leśne skrzaty. Przypominają bardziej strzygi, zwłaszcza, gdy się uśmiechają, pokazując drobne, mleczne zęby. W dziecięcym ciele tkwią stuletni starcy, kierujący się takimi samymi emocjami jak ludzie dorośli, również tymi negatywnymi: żądzą władzy, egoizmem czy nieopanowanym popędem seksualnym. Są bezwzględne, również dla siebie nawzajem, w dążeniu do przeniknięcia do świata ludzi. Podmieniają w tym celu nie tylko dzieci, by zająć ich miejsce, ale również kradną, by przeżyć. Nareszcie wiem dlaczego giną mi skarpetki do pary podczas prania ( wcale nie wpadają za pralkę), gdzie znika towar ze sklepowych półek (to nie pracownicy czy klienci), dlaczego rano w kuchni zastaję pobojowisko, mimo, że wieczorem wszystko leżało na swoim miejscu ( nie wierzyłam, gdy tłumaczono mi, że to skrzaty), dlaczego w bibliotece w prozie znajduję poezję (to nie panie bibliotekarki w roztargnieniu czy niedbały czytelnik) i nie „diabeł ogonem nakrywa rzecz”, która mi się gdzieś zawieruszyła. Nawet, uwaga!, homoseksualizm wśród ludzi to też ich sprawka. Właściwie całe zło tego świata to ich robota. Nie polubiłam ich.
   Jednocześnie było mi ich żal. Coraz trudniej było im znaleźć bezpieczne schronienie, bo lasy w jakich przyszło im żyć w naszych czasach są coraz bardziej zaśmiecone, pełne plączących się po nich ludzi, hałasu przelatujących nad nimi samolotów. Wspomnienia z dzieciństwa sprzed porwania, tęsknota za ludzkim życiem, posiadaniem własnych dzieci czy nieograniczonym dostępem do ludzkiego jedzenia wywoływały smutek i żal.
   To wszystko wzbudziło we mnie niechęć, współczucie, ale i czujność. Podejrzliwie patrzę na zachwyconą mamę, której dziecko nagle objawiło niezwykłe zdolności czy na ciocię dziwującą się nad blond włosami siostrzeńca w rodzinie brunetów. I tylko ja wiem, że to nie wina listonosza czy sąsiada. Podmianki są wśród nas!

Wolę jednak poczciwego Żwirka i Muchomorka, też skrzaty, a nie kradną cudzych dzieci.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *