Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Niedorajda – Michał Rusinek

29 kwietnia 2019

Niedorajda: czyli co nam radzą poradniki – Michał Rusinek

Ilustrował Jacek Gawłowski

Wydawnictwo Agora , 2019 , 200 stron

Literatura polska

   Oplułam książkę!

   Nie zrobiłam tego specjalnie. Po prostu nie wiedziałam, że podczas czytania tej pozycji nie wolno jeść, ponieważ wyzwala niekontrolowane odruchy niepohamowanego śmiechu. Nie byłam świadoma, że posiada tak niebezpieczny dla książki, a dla mnie relaksacyjny, ładunek humoru, bo nie czytałam pierwszej części Pypciów na języku. Nie wzięłam sobie do serca zabawnego tekstu umieszczonego na tylnej okładce prof. Andrzeja Markowskiego z poważnie brzmiącej Rady Języka Polskiego. Również opinii o książce coś tam wspominającej o lekko prześmiewczym tonie felietonów autora. Nawet przesłania rysunków z wyraźnym nachyleniem humorystycznym poprzedzających każdy tekst.

Jakoś przywarłam przekonaniem do powagi jego autorytetu poważnej osoby znanej mi z pięknego stylu narracji w Nic zwyczajnego.

   Okazało się, że to twarz pokerzysty.

   Nie odczytałam jego intencji ze wstępu przybliżającego magię słowa o mocy zaklinania rzeczywistości, a zwłaszcza jej mieszkańców. Ze wstydem przyznaję się, że prześmiewczy, ironiczny, humorystyczny i karykaturalny charakter narracji tych 12 felietonów, które pierwotnie ukazywały się w latach 2017-2019 w krakowskim dodatku Gazety Wyborczej, dotarł do mnie dopiero w trzecim rozdziale Jak być inteligentnym? (sic!). Z ciekawością niemalże rzuciłam się na „słownik inteligenta fasadowego”. Nawet zaczęłam sobie powtarzać pod nosem co bardziej dziwnie brzmiące słowa, jak „abominacja” czy „prokrastynacja”, dopóki nie natrafiłam na znienawidzony przeze mnie i powszechnie używany wtręt kończący zdanie – „tak”, a przez autora nazwany „rozpaczliwym zabiegiem retorycznym”.

   Olśniło mnie!

   Dobrze, że o trzy rozdziały później niż wcale! Następny, czwarty felieton Jak być paryżanką?, jak wspomniałam wcześniej, oplułam. Po tym niefortunnym doświadczeniu przestałam jeść do ostatniej litery w tej książce. Nie umarłam z głody tylko dlatego, że przeczytałam ją w ekspresowym tempie czyli od obiadu do kolacji. Muszę jednak wspomnieć o dwóch tekstach, które mnie nie rozbawiły.

   A właściwie bawiły na smutno.

   Pierwszy to Jak korzystać z poczty?Miał być zabawny i trochę taki był, ale wzbudził we mnie dużo mniej zabawną refleksję, a nawet niepokój zwiastowany grafiką.

Właściwie była to analiza, co można znaleźć w placówkach Poczty Polskiej, a właściwie co można poczytać, czekając w kolejce do okienka. Po jego zakończeniu nasunęła mi się smutna myśl, która zmieniła mój pogląd na konieczność czytania czegokolwiek, byleby ono było. Niestety nie ma on zastosowania w państwie, w którym dominuje jeden, poprawny i słuszny światopogląd. Właśnie przekonałam się, jaki światopogląd obowiązuje w moim kraju, wyostrzony, niczym w soczewce, na pocztowych półkach, a który określiłabym jako patriotyczno-chrześcijańsko-kulinarny.

   Aksamitna indoktrynacja?

   Pocieszam się, chociaż nigdy nie przypuszczałam, że będę się z tego cieszyć, że skoro 63% Polaków nie czyta, to szanse na skuteczność planów rządzących są mierne.

Drugim felietonem, który mnie nie rozbawił, ale zirytował, jeśli nie zdenerwował, to Jak uprawiać seks?. Może dlatego, że w tej tematyce a zarazem wielkim problemie polskiej edukacji, jestem na etapie ubolewania, wściekłości i żalu nad katastrofalnym stanem, a właściwie brakiem wychowania seksualnego w Polsce. Wielokrotnie o tym wspominałam przy okazji literatury seksuologicznej – Seksolatki Izabeli Jąderek, Sztuka obsługi penisa Andrzeja Gryżewskiego czy #sexedpol Anji Rubik. Boli mnie to z racji profesji, w której widzę tego skutki wśród zagubionej seksualnie młodzieży. Nie osiągnęłam jeszcze takiego poczucia bezsilności, przy której pozostało mi już tylko się śmiać. Jeszcze się nie poddaję. Jeszcze na swój sposób walczę z tym za pomocą edukacyjnych książek, podsuwając je zarówno młodzieży, jak i nauczycielom.

   Na koniec przyznam się, że omal nie uległam sugestii.

   A to za sprawą felietonu Jak tatuować?

Według tatuażystów marnuje się na mojej skórze sporo dobrego miejsca. Główną przyczyną uporu w zachowaniu jej nieskalaną igłą i tuszem były opisy z literatury obozowej, w których mordowano ludzi o pięknych tatuażach, pozyskując materiał na abażury. Wiem, irracjonalny lęk, ale kto mi da gwarancję, że historia, która lubi się powtarzać, nie powtórzy się? Jest szansa, że na „złote myśli” przytaczane przez autora wyróżniane w tekście na zielono, nie będzie amatorów. Może w tym absurdzie tatuażu jest metoda?

   A mimo to prawie skusiłabym się!

   Autor tak ciekawie i zabawnie przedstawił dzieje tatuażu, że złapałam się na wybieraniu myśli i miejscu jej umieszczenia. Pocieszam się, że autor też tak miał, pisząc – Po przeczytaniu mnóstwa porad dotyczących tatuowania i przyjrzeniu się setkom, a może i tysiącom tatuaży zaczęliśmy rozważać dla siebie jeden, który widzieliśmy na dekolcie pewnej starszej damy: „Proszę nie reanimować”.

   Mogłabym zakrzyknąć – całość to dobry humor i zabawa!

   Ale czy na pewno? Jeśli dobrze wczytać się w te teksty (a lubię drążyć i dociekać), można dostrzec odrobinę goryczy i rozczarowania stanem kondycji intelektualnej rodaków, w którym mocno nadwątlona jest wiara w rozum. Rozum, który śpi nie niepokojony chociażby książkami, które jego kondycję podnoszą. Chciałam napisać, że nieważne przez jakie, ale zaraz przypomniała mi się Poczta Polska z jedynym słusznym światopoglądem na jej półkach.

   Podsumowując!

   Nie wiem, czy się po tych felietonach śmiać, płakać czy denerwować? Takie śmieszno-przerażająco—smutne emocje mną targają.

   Jeszcze jedno!

   Dlaczego autor pisze o sobie „my”? Albo to rusycyzm albo celowy zabieg pokerzysty. To dobre pytanie na spotkanie autorskie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autor o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Humor anegdota żart

Tagi: ,

Świątynia – Jakub Żulczyk

28 kwietnia 2019

Świątynia – Jakub Żulczyk

Wydawnictwo Agora , 2019 , 528 stron

Dylogia ; Tom 2

Literatura polska

   Leszy nie odpuścił!

   Pokonany wprawdzie w Głuszycach przez ludzi i ich sprzymierzeńców z legend i podań w pierwszej części Zmorojewo, zaplanował swój powrót. Tym razem wiedział więcej. Zrozumiał, że człowiecza natura uległa zmianie. Ludzie przestali wierzyć w cuda, bajki i ich bohaterów będących naturalną tarczą ochronną przed Ciemnością. Zapatrzeni w tablety i smartfony, wierzyli tylko w to, co mówiła telewizja i pisał Internet. Wiedział już, „jak pokonać człowieka, który nie wierzy w nic poza cywilizacją, światłem, logiką, nauką, techniką”. Musiał tylko znaleźć sposób na odciągnięcie ich uwagi od mass mediów i skupić ją na sobie. Ludzkim językiem rzecz ujmując, zrestrukturyzować firmę i przystosować ją do nowych warunków.

   Wymyślił Świątynię!

   Miejsce pielgrzymek chorych z uzdrowicielem w środku, który leczyłby ludzi, a tym samym przyciągał tłumy. Ich siłę, tkwiącą w nich Jasność, Leszy zamieniałby w Ciemność. Jednak by plan się powiódł, musiał narodzić się, a potem pokonać Powiernika Światła.

   Plan doskonały!

   Początkowo skutecznie realizowany, dopóki do akcji nie wkroczył Tytus, dla którego rola Powiernika była raczej przekleństwem, klątwą i odwrotną wygranej w totolotka, razem wzięte. Pewnie nie zaangażowałby się ponownie w walkę dobra ze złem, gdyby nie Anka. Dziewczyna zakochała się w tajemniczym Damianie z mrocznego towarzystwa Lidki i Eryka, którzy, wykorzystując zauroczenie nastolatki, wciągnęli ją w plany Leszego. Tytus pomimo złamanego serca, w sytuacji, kiedy ukochana potrzebowała pomocy, nie wahał się, będąc przekonanym, że skoro raz już uratował świat, to ocalenie jednej dziewczyny nie powinno być problemem. Początkowa przygoda nastolatków zamieniła się w tym momencie w mroczny, brutalny, bezwzględny horror walki Ciemności z Jasnością. Ułomnych ludzi pozbawionych ochrony bohaterów z podań i legend (bardzo mi ich brakowało!) i wysłanników Ciemności z Leszym na czele. Mimo tej wyraźnej dychotomii, nie było jednak w tej opowieści tylko dobrych i tylko złych postaci. Każdy był mieszanką cech dodatnich i ujemnych, chociaż w różnej proporcji. Najciekawszym było to, że cechy ludzkie posiadały w sobie potencjał budowania, jak i niszczenia. Wydobycie jego rodzaju zależało od postaci, która nim dysponowała. Cecha ludzka w demonie była słabością, która okazywała się w ostateczności zbawienną, a w człowieku słabością, która doprowadzała do katastrofy. To rozchwianie, pomieszanie, płynność znaczeń i dewaluację wartości odczuwałam na każdej stronie powieści, która była niczym lustro z odbiciem stanu kondycji psychicznej współczesnych ludzi, społeczeństwa i ludzkości.

   To celna metafora świata ludzkiego.

   Zastanawiam się, co stanie się, kiedy zupełnie przestaniemy wierzyć nawet w Leszego?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Świątynia [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Do posłuchania fragment powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: ,

Giełda milionerów – Mariusz Koperski

27 kwietnia 2019

Giełda milionerów – Mariusz Koperski

Wydawnictwo Muza , 2019 , 352 strony

Literatura polska

   Zlekceważyłam powyższe motto poprzedzające fabułę. To był mój błąd, bo od zrozumienia jego przesłania zależało moje czytelnicze śledztwo i podążanie tropem zabójcy. Przywiązując wagę do konkretów, tkwiłam w rzeczywistości podawanej mi przez bohaterów. Niekoniecznie prawdziwej. W swojej naiwności przyjmowałam ją jednak za jedyną obowiązującą w tej kryminalnej historii.

   A było ich tutaj kilka.

   Tworzyły delikatną tkankę powiązań. Kruchą sieć układów. Czuły system zależności. Niewidoczną  grzybnię przeszłości. Wszystkie nakładały się na siebie warstwami i przenikały, ukrywając to, co widoczne i oczywiste. Stwarzając pozory. Żeby dotrzeć do głębszych pokładów istotnych informacji, trzeba było je bezkompromisowo demaskować. Czasami boleśnie zdzierać, by dokopać się do sedna zbrodni i mordercy.

   Nie było mi łatwo.

   W Zakopanem, w siedzibie fundacji prowadzonej przez małżeństwo miliarderów, zamordowano pozornie szanowanego i lubianego emeryta – Jana Lewcuna. Wbito mu zwykły, kuchenny nóż prosto w serce.  Szybko jednak pojawiły się demaskujące ofiarę informacje, że nie przez wszystkich szanowany i lubiany. Miał wrogów. Śledztwa ustalenia sprawcy podjęło się specyficzne trio policjantów, których status zawodowy zmieniał się z dnia na dzień.  Hermann wyleciał z policji, komisarz Karpiel odszedł na urlop, a komendant policji Derebas właśnie pożegnał się z odznaką – jak podsumował ich sytuację burmistrz miasta. Role pozostałych bohaterów również ulegały zmianie w zależności od pojawiających się nowych faktów i wątków, w których obce historie innych stawały się ich osobistymi. Właściwie w miarę prowadzenia śledztwa trochę w sposób oficjalny, a trochę w sposób nieformalny, doszłam do jednego wniosku – każda z postaci miała dobry motyw.

   Każdy bohater był potencjalnym zabójcą.

   A to za sprawą odczłowieczonych powiązań, zależności i układów biznesowych, ale przede wszystkim wydarzeń z przeszłości, które miały decydujący wpływ na rozwój wypadków w teraźniejszości.

   Włącznie z morderstwem.

   Autor doskonale znał materię, z którą pracował, lepiąc z niej trudny orzech do zgryzienia. Chociaż odpowiedniejszym porównaniem tutaj byłby  mocno zciśnięty węzeł gordyjski. Wiedział, jak go zasupłać, by jego rozwiązywanie było trudne i skomplikowane czyli takie, jakim fani kryminałów lubią najbardziej. Jako mieszkaniec Zakopanego znał jego najciekawsze miejsca, by mnie do nich zaprowadzić, ukazując mroczny urok miejsc nieznanych turystom. Znał również pracę urzędnika miejskiego, by wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenie do misternego budowania skomplikowanych warstw fabuły. Był również dziennikarzem, by wiedzieć, jak z nieistotnej informacji stworzyć nośny dil, a wymowę faktu niewygodnego złagodzić. Jest literaturoznawcą, by rzeczowo, ale i efektownie wykorzystać klasykę literatury w fabule powieści.

   Może to jest przepis na świetny kryminał?

   Tego nie wiem, ale jednego jestem pewna – nie miałam szansy, by w tym gąszczu dynamicznej, płynnej, zmiennej gry, okazać się lepszą w logice myślenia niż narrator. Ciekawa jestem, czy znajdzie się czytelnik, który tego dokona? Śmiem wątpić, bo ten kryminał to wyzwanie do podjęcia gry bez zasad.

   Jak w życiu, które też jest grą.

Giełda milionerów [Mariusz Koperski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Zasada Jednego – Ashley Saunders, Leslie Saunders

22 kwietnia 2019

Zasada Jednego – Ashley Saunders, Leslie Saunders

Przełożyła Robert J. Szmidt

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 358 stron

Cykl Zasada Jednego ; Tom 1

Literatura amerykańska

   Jestem nią, a ona mną. Jedna dusza w dwóch ciałach.

   Tak o sobie myślały główne bohaterki tej powieści dla młodzieży – osiemnastoletnie Mira i Ava. Były identyczne. Tak im się przynajmniej wydawało, bo robiły wszystko, by temu sprostać. Musiały. Żyły z piętnem przestępstwa już od urodzenia w świecie zniszczonym przez globalne ocieplenie. Brakowało wody i żywności, dlatego rząd wprowadził Zasadę Jednego – każda para mogła posiadać tylko jedno dziecko. Każde następne uznawano za nadprogramowe, zabierając je matce. Jego los nie był znany. Tym nadprogramowym w rodzinie Goodvinów była Mira. Dla świata poza domem – Ava, z którą naprzemiennie odgrywała jej rolę – studentki najbardziej prestiżowej i poważanej uczelni USA oraz córki – przedstawiciela władz, dyrektora Teksańskiego Wydziału Planowania Rodziny.

   Było jednak coś, co je różniło.

   Nawyk Miry, nad którym nie potrafiła zapanować w chwilach stresu. Blizna na szyi pudrowana przed każdym wyjściem na zewnątrz. Imitacja mokrochipu noszonego pod skórą, służącego nie tylko do monitorowania racji żywnościowych, ale również zawierającego wszystkie wrażliwe dane osobowe. Z czasem poróżnił je również pogląd na własną przyszłość. Dla uważnego obserwatora były jedną duszą, ale nie identycznym ciałem. Nie wiedziały, że oprócz wszędobylskich kamer obserwujących ludzi, uważnie przyglądał się im Halton. Kolega z uczelni.

   Wnuk najbardziej wpływowego polityka, gubernatora Teksasu Howarda Rotha.

   To on był sprawcą odkrycia tajemnicy rodziny Goodvinów i ucieczki sióstr z rodzinnego domu do Kanady, która okazała się również wędrówką po wyniszczonych stanach Ameryki. Trzymającą w napięciu akcją uciekających dziewczyn i ścigających je wysłanników rządu, w trakcie której poznałam kilka tajemnic rodzinnych mających wpływ na kierunki jej rozwoju.

   Przede wszystkim dotyczących ruchu oporu.

   Autorki, również bliźniaczki, stworzyły świat państwa totalitarnego, w którym pokazały, w jak aksamitny i niezauważalny sposób, rząd, wykorzystując słuszne cele i uznane idee, może nadużywać władzy do własnego celu – zniewolenia ludzi. Jak tworzy się państwo policyjne odbierające kolejne konstytucyjne prawa, zastępując je mikrochipami, wszechobecną kontrolą i prześladowaniami. Ale też, jak rodzi się bunt i opozycja tych, którzy mają tego świadomość. To również opowieść o sile więzów rodzinnych oraz siostrzanej miłości i przyjaźni, które są w stanie pokonać każdą przeszkodę, przekroczyć każdą barierę, rozbić każdy mur i rozwiązać każdy problem, nawet jeśli wymaga to bolesnego kompromisu, a nawet ryzyka utraty życia. Razem skuteczniej walczyć o słuszną sprawę, zwłaszcza gdy za towarzysza w walce ma się bliźniaczkę. Autorki w kreśleniu ich osobowości były autentyczne, ponieważ same są bliźniaczkami. Nie miały problemu z naprzemienną, odmienną narracją Miry i Awy, a ja z odróżnieniem jednej od drugiej. Jak zapowiada wydawca w krótkim biogramie umieszczonym na okładkowym skrzydełku – to ich debiut książkowy, który już wkrótce doczeka się kontynuacji. (…) Obecnie pracują nad adaptacją filmowa tej serii.

   Super!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Zasada jednego [Leslie Saunders, Ashley Saunders]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: ,

Idź, postaw wartownika – Harper Lee

20 kwietnia 2019

Idź, postaw wartownika – Harper Lee

Przełożył Maciej Szymański

Wydawnictwo Filia , 2015, 366 stron

Literatura amerykańska

   Największy literacki powrót XXI wieku.

   Nie to hasło umieszczone u dołu okładki skusiło mnie do kupienia tej książki. Raczej, pomimo upływu wielu lat, zapamiętana mądrość pierwszej powieści autorki – Zabić drozda. Nagrodzonej zresztą Pulitzerem. Dla mnie to jeden z czynników wpływających na moje wybory czytelnicze, dlatego dokładnie tego samego oczekiwałam po jej kontynuacji. Wydawnictwo wydało ją w dwóch, okładkowych wersjach – niebieskiej, amerykańskiej i pomarańczowej, angielskiej. Skąd taka decyzja? – wyjaśnienie poniżej.

   W swoich oczekiwaniach nie zawiodłam się.

   Autorka powróciła do bohaterów wydarzeń w pierwszej powieści za sprawą Jean Louise. Córki Atticusa Fincha, adwokata broniącego czarnoskórego mężczyzny oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie. Dwudziestosześcioletnia już Jean Louise przyjechała z Nowego Jorku do rodzinnego Maycomb w stanie Alabama, będąc przekonaną, że nadal wszystkich obowiązuje hasło ojca słyszane w dzieciństwie, które było wyznacznikiem jej wychowania i przyjętego światopoglądu – Równe prawa dla wszystkich, szczególne przywileje – dla nikogo. Że „przypadłość” nierozróżniania kolorów nadal obowiązuje wszystkich, bez wyjątku.

   Myliła się.

   Zarówno ojciec Atticus, ciotka Aleksandra, jej przyjaciel Hank, popierali rasistowskie przekonania białych mieszkańców miasteczka powszechnie wygłaszane w obliczu przemian politycznych dotyczących nadania Murzynom praw obywatelskich. Nie przyjmowali zasad demokracji narzucanych im przez jankeską Północ. Jean Louise nie mogła się z tą zdradą pogodzić. Usilnie próbowała, powracając retrospektywnie myślami do dzieciństwa, znaleźć odpowiedzi na mnożące się pytania, z których jedno było najistotniejsze – Co takiego zmieniło zwykłych mężczyzn we wrzeszczące indywidua, co utwardziło serca ludzi takich jak ona i sprawiło, że zaczęli używać słowa „czarnuch” , którym nie posługiwali się nigdy wcześniej? W zrozumieniu tej schizofrenicznej dla niej sytuacji pomógł jej stryj Jack, a rozmowa, którą przeprowadzili, stała się clue powieści. Jej istotę zawierał biblijny cytat z Księgi Izajasza wygłoszony w miejscowym kościele – Bo tak powiedział do mnie Pan: Idź, postaw wartownika, iżby doniósł, co zobaczy. To stąd autorka zaczerpnęła tytuł powieści i wokół niego obudowała losy bohaterów, ukazując ich odmienny obraz, tłumacząc ustami stryja Jacka – nie ma czegoś takiego, jak zbiorowa świadomość. Każdy człowiek jest wyspą, której strzeże wartownik czyli sumienie. To od nas zależy, czy go tam postawimy, by strzegł naszej niezawisłości, czy pozwolimy na inwazję zniewalających nas obcych. Autorka bardzo emocjonalnie ukazała bolesny proces odrywania się indywidualnego sumienia od sumień innych i stawiania własnego wartownika, na własnej wyspie.

   Dla mnie to kolejna lekcja życia i drogowskaz z zapytaniem – czy ja mam takiego wartownika? Takie niezależne sumienie, które będzie mnie strzegło, prowadziło, pomoże dostrzec prawdę, nakreśli linię przez środek spraw i powie: tu jest taka sprawiedliwość, a tam inna. Pozwoli nabrać dystansu do wysp światopoglądowych innych ludzi z wartownikiem lub bez.

   Nadal sobie na nie odpowiadam.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Idź, postaw wartownika [Harper Lee]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Posłuchaj audiobooka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Sodoma – Frédéric Martel

14 kwietnia 2019

Sodoma: hipokryzja i władza w Watykanie – Frédéric Martel

Przełożyły Anastazja Dwulit , Elżbieta Derelkowska , Jagna Wisz

Wydawnictwo Agora , 2019 , 720 stron

Literatura francuska

   Matrix Sodomy i świat pięćdziesięciu twarzy geja.

   To dwa z wielu określeń drugiego, niewidocznego, homoseksualnego życia w Watykanie, jakich użył autor w tej książce. Jednak najbardziej precyzyjnym było porównanie do kłącza z licznymi rozgałęzieniami pionowymi i poziomymi, że nie wiadomo już, czy jest on podziemny, czy naziemny ani co jest korzeniem, a co łodygą. (…) Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazje do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów: związki miłosne, relacje seksualne, zerwania, przyjaźnie, obustronne układy, sytuacje zależności zawodowego awansu, nadużywanie dominującej pozycji i prawa pierwszej nocy – a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań.

   Przede wszystkim dla niewtajemniczonego człowieka.

   Jak żadne, pasuje tutaj heideggerowskie pojęcie – obecność transparentna. Rzeczywistość istniejąca, ale niewidoczna. Nie dla przeciętnego człowieka, który Watykan ogląda w telewizji lub na pielgrzymce, a wykładnię myślenia pobiera z kazań. Żeby ją zobaczyć, a przede wszystkim zrozumieć podstawy jej funkcjonowania i wpływu na strukturę hierarchii kościelnej, wewnętrzną i zewnętrzną politykę, a tym samym historię Watykanu i Kościoła katolickiego, trzeba poznać kody ją deszyfrujące i klucze otwierające bramy do sekretnej strefy tajemnicy i zmowy milczenia, którą autor nazywa na wzór mafijny  – omertą.

   Autor zdobył je.

   Odkodował ten świat i pootwierał wiele drzwi do serc, a dosłownie do rezydencji rozmówców – świadków, uczestników, katów (to nie przesada!) i ofiar. Dziennikarskie śledztwo, które  prowadził w latach 2015-2018 we Włoszech i ponad 30 innych krajach przy pomocy zespołu złożonego z 80 współpracowników, tłumaczy, doradców, korespondentów i researcherów z różnych krajów, zajęło mu cztery lata. W tym czasie odbył niezliczoną ilość podróży do Ameryki Łacińskiej, Azji, Europy (w tym Polski), USA i na Bliski Wschód, by przeprowadzić ponad 1500 rozmów z 41 kardynałami, 52 biskupami, z 45 nuncjuszami apostolskimi, sekretarzami nuncjatur bądź zagranicznymi ambasadorami, z 11 gwardzistami szwajcarskimi i ponad 200 księżmi i seminarzystami. W tej wyliczance zapomniał o licznych kochankach i męskich prostytutkach księży oczekujących na watykańskich ulicach i rezydujących w watykańskich klubach nocnych, po których oprowadzał mnie, niczym przewodnik, w dzień i nocną porą. Pozyskane informacje pochodzą z pierwszej ręki. Nigdy drogą telefoniczną lub mejlową. Wszystkie „spowiedzi” ludzi z „parafii”, jak sami określali swoje homoseksualne otoczenie rozmówcy, były nagrywane za ich zgodą, wiedząc, że autor jest pisarzem, dziennikarzem, badaczem i doktorem nauk społecznych.

   Jego profesja miała znaczenie.

   Autor podszedł do tematu homoseksualizmu w Watykanie i Kościele katolickim, jak do socjologicznego problemu badawczego ujętego w formie bardzo obszernego, szczegółowego  reportażu, w którym liczyły się fakty poparte dowodami. Stąd bardzo obszerna, bo trzystustronicowa bibliografia, która ze względu na objętość, została umieszczona na stronie internetowej autora. Natomiast na Instagramie mogłam zobaczyć zdjęcia ilustrujące tekst oraz niektórych bohaterów opowieści. Autor zastrzegł sobie jednak, że książka nie krytykuje całego Kościoła, lecz pewną bardzo szczególną formę gejowskiej wspólnoty; opowiada historię większości w watykańskim kolegium kardynalskim. Dzieje systemu opartego na dwóch filarach – ukrytym życiu homoseksualnym i homofobii. Począwszy od seminarzystów poprzez kolegium kardynalskie na papieżach skończywszy, którzy okazywali się przynajmniej homofilami. Jak sam napisał – Nie bardzo interesują mnie indywidualne sytuacje, chodzi o ogólny typ, o psychologię kolektywną, o homospołeczność w ogóle. Chociaż nie zabrakło w publikacji wielu znanych nazwisk (również polskich) i konkretnych biografii zwykłych księży i ich przełożonych – biskupów, kardynałów i oczywiście papieży. Tym samym odżegnuje się od roli sędziego jego bohaterów, ale z całą stanowczością piętnuje ich hipokryzję. Moralną schizofrenię powodującą, że nieomylność papieża przeradza się w bezkarność, jeśli dotyka obyczajów jego otoczenia”. Papież Franciszek nazywa ją schizofrenią egzystencjalną wymienianą przy okazji innych „piętnastu chorób kurii”, tych, którzy tworzą „świat równoległy, gdzie odsuwają na bok wszystko, czego surowo nauczają innych, i zaczynają żyć drugim, ukrytym życiem, często rozwiązłym”.

   Treść podzielił na cztery rozdziały odpowiadające kadencjom papieży: Franciszka, Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Każdy poprzedził schematem struktury władzy z najważniejszymi osobami w otoczeniu danego papieża. Przybliżając ich sylwetki, prześwietlił życiorysy i działalność (czasami bardzo mroczną!), by pokazać wpływ homoseksualizmu na kierunki polityki papieży, zjawiska charakterystyczne dla poszczególnych kadencji, głośne medialnie afery i skandale, a przede wszystkim powolny, katastrofalny rozwój rozkładu moralnego, który doprowadził do abdykacji Benedykta XVI. Ustępujący papież ukrył go w sformułowaniu – Ile brudu jest w Kościele. Obnażył również  bezsilność jego następcy wobec zastanej skali zjawiska. Ostatecznie efektem śledztwa dziennikarskiego było nie tylko stworzenie obrazu gejowskiego środowiska watykańskiego i kościelnego w ogóle. To również sformułowanie czternastu reguł Sodomy, z których pięć wydawca umieścił na okładkowym skrzydełku.

Wszystkie tworzyły syntezę rozbudowanej analizy zebranej wiedzy, którą powoli podawał kropelka po kropelce, by mnie nie zszokować. W tym stanie odrzuciłabym treść reportażu, jako niemożliwą do przyjęcia, bo aż tak przekraczającą moją wyobraźnię. Co nie uchroniło mnie od kilku stuporów, mimo że znałam mechanizmy umożliwiajcie mi ich zrozumienie. Chociaż wiedziałam o istnieniu homoseksualizmu wśród kleru, nie znałam jednak skali tego zjawiska i jego ogromnego wpływu na środowisko Kościoła katolickiego, a w konsekwencji na zwykłego, przeciętnego katolika nieświadomego tej manipulacji. Najbardziej przerażającym w tym wszystkim jest fakt, że nie ogrania go również sam papież Franciszek, o którym autor napisał – Myślę, że Franciszek, który choć nie jest naiwny i wiedział, czego się spodziewać, był oszołomiony rozmiarem homoseksualizacji włoskiego episkopatu. Jeśli z początku wyobrażał sobie, że zdoła oczyścić Watykan i CEI z kardynałów, biskupów i prałatów homofilów, to dziś okazuje się, że musi z nimi współpracować. Z braku heteroseksualnych kandydatów został zmuszony, by się otoczyć kardynałami, o których doskonale wie, że są gejami. Nie ma już złudzeń, że może zmienić układ sił. Chce tylko „powstrzymać” to zjawisko. To co stara się robić, to polityka „powstrzymywania”.

   Bardzo smutne.

   Autor nie odpowiada na wszystkie pytania, które mnożną się w miarę czytania w postępie geometrycznym. Wiele pozostaje bez odpowiedzi. Pisze wręcz – wszystko, o czym opowiadam w tej książce, to zaledwie pierwsza strona historii, która właśnie się pisze. Domyślam się nawet, że dostrzegam jedynie drobny ułamek rzeczywistości. Odkrywanie, obnażanie, opisywanie tajemniczego i prawie jeszcze niezbadanego świata Sodomy dopiero się zaczyna.

   A przecież Sodoma to jedna strona medalu badanego zjawiska.

   Jej druga to Gomora. Lesbianizm w żeńskim życiu zakonnym, o którym mówili jego rozmówcy. Nie poświęcił jej uwagi, ponieważ zdawał sobie sprawę, że dostęp do tego świata uzyskałaby tylko kobieta. Myślę, że ukazanie się Gomory na rynku wydawniczym to tylko kwestia czasu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Stranger Things: mroczne umysły – Gwenda Bond

8 kwietnia 2019

Stranger Things: mroczne umysły – Gwenda Bond

Przełożyła Paulina Braiter

Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 300 stron

Literatura amerykańska

Fanką serialu Stranger Things zostałam przez przypadek.

Niedawno z polecenia obejrzałam pierwszy odcinek, potem drugi, trzeci i nie wiem, kiedy zakończyłam na ostatnim drugiego sezonu. Zaskoczyłam samą siebie, bo serial z założenia przeznaczony jest dla młodzieży i utrzymany w konwencji przygodowej z grupą szalonych dzieciaków w roli głównej. A jednak miał w sobie to coś, co przekracza granice wieku, kładąc nacisk na emocje wywołane ciekawością tajemnicy rzeczywistości równoległej, po drugiej stronie, od spodu. Mrocznej, trującej, zamieszkanej przez agresywne istoty i bardzo niebezpiecznej. Na otarcie łez przyjrzałam się z przymrużeniem oka wpadkom i błędom popełnionym podczas realizacji filmu.

Byłam przekonana, że pozostało mi już tylko czekanie na kolejny sezon, którego zwiastun niewiele zdradził.

   A tu niespodzianka!

W postaci papierowego prequela serialu. Niemalże rzuciłam się na niego, ponieważ rozwijał wątek matki Nastki. To tutaj dowiedziałam się, co tak naprawdę wydarzyło się w Państwowym Laboratorium Hawkins w stanie Indiana na przełomie lat 60. I 70. XX wieku w narracji wszystkich bohaterów włącznie z doktorem Martinem Brennerem. Opowieść o losach rodziców Nastki, Andrew i Terry, odpowiedziała mi na wiele pytań, które pojawiały się podczas oglądania serialu. Przede wszystkim kim byli rodzice Nastki, co się stało z jej ojcem, dlaczego Terry brała udział w eksperymentalnym projekcie z psychodelikami i dlaczego znalazła się ostatecznie  w stanie totalnego oderwania od rzeczywistości, powtarzając, jak mantrę, znamienną sekwencję słów – oddychaj, słonecznik, tęcza…

   Powieść nawiązuje do stylu przekazu w filmie.

Przenosi do wydarzeń, które miały miejsce piętnaście lat wcześniej, kiedy matka Nastki była zakochana w Andrew. Studentką cieszącą się życiem, mającą plany i bawiącą się często z pomocą używek. Udział w eksperymencie z wykorzystaniem psychodelików prowadzonym przez doktora Martina Brennera kusił darmowymi odlotami. Na dodatek płatnymi. Terry, chcąc zarobić, ale i być pożyteczną, robiąc coś sensownego dla innych, zgłosiła się w zastępstwie koleżanki, która zrezygnowała z udziału. Powoli, wraz z nowo poznanymi w laboratorium przyjaciółmi, zaczęła odkrywać mroczną stronę działań doktora Martina Brennera, próbując zapobiec ich kontynuacji. Czy udało się? – odpowiedzi na to pytanie dostarcza film. Wiedza wyniesiona z serialu i znajomość wątków, do których nawiązywała powieść, zupełnie mi nie przeszkadzała, ponieważ emocji dostarczało trzymające w napięciu nieformalne śledztwo bohaterów i odkrywanie przez nich tajemnicy. Przeżywali dokładnie taką samą przygodę, jak ich następcy w latach 80. Stworzyli nawet Drużynę Laboratorium na wzór Drużyny Pierścienia z Władcy Pierścieni J. R. R. Tolkiena. Literatura to niejedyny element popkultury przełomu lat 60. i 70., która tak jak w filmie, była mocno eksponowana w powieści, tworząc znany z filmu klimat tamtych czasów. Autorka nawiązywała również do słuchanej ówcześnie muzyki, popularnych gier i komiksów. A wszystko to na tle znanych wydarzeń naukowych, jak spacer Neila Armstronga po Księżycu czy politycznych, jak wojna w Wietnamie i protesty przeciwko udziałowi w niej Stanów Zjednoczonych.

Można ten serial i powieść potraktować jak Wielką Przygodę z tajemniczymi siłami istniejącymi po drugiej stronie rzeczywistości. Ja traktuję je jako ostrzeżenie przed eksperymentami w ukrytych laboratoriach na całym świecie, które, przekraczając normy etyczne i moralne, mogą stać się wprawdzie  cudownym, rewolucyjnym przełomem, ale przy okazji otwierającym bramę do obłędu.

Wszystko zależy od celu i osób stojących za nim, w imię których działają badacze.

Zwiastun książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: ,

Stary Hotel – Katarzyna Pylak

7 kwietnia 2019

Stary Hotel – Katarzyna Pylak

Wydanie własne , 2019 , 214 stron

Trylogia Saga ; Tom 1

Literatura polska

   Otrzymałam zaproszenie!

   Na spotkanie z autorką debiutanckiej powieści. Z ciekawością zajrzałam do środka w poszukiwaniu biogramu, a tam intrygująca informacja – „Artystka. Krawcowa, która postanowiła uwiecznić na kartach papieru część swoich wizji i snów.” Znałam autorkę. Korzystam z usług jej pracowni krawieckiej, którą nazwała Pracownią Artystyczną, bo nie ogranicza się tylko do szycia zwykłych rzeczy. Potrafi wyczarować stroje nawet z czasów średniowiecza. Na spotkanie również przyszła w sukni przez siebie wykonaną, a zaprojektowaną przez jej córkę.

   Skąd u autorki sentyment do epoki minionej do tego stopnia, że akcje powieści umieściła w 1895 roku? To jedno z pierwszych pytań, jakie zadano na początku spotkania. Autorka szczerze przyznała, że nie wie skąd u niej to rozmiłowanie w czasach przeszłych, ale wie, że tak czuje i dokładnie te emocje przekazuje poprzez szyte suknie, napisaną książkę, ale także poprzez styl życia i sposób kreowania rzeczywistości wokół siebie, widoczny w urokliwych, czarownych i klimatycznych zdjęciach umieszczanych na fejsbukowym profilu Fabryka Marzeń.

   Lubi tworzyć!

   Jej powieść również powstała samodzielnie, a raczej rodzinnie, bo pomagali jej mąż i córka. Od grafiki, zdjęć ilustrujących tekst, skład i łamanie, po projekt i uszycie okładkowej sukni, której pomysł i kunszt wykonania mogłam podziwiać z bliska podczas spotkania.

   To kompleksowe podejście w samodzielności miało plusy i minusy.

   Ogromną zaletą powieści był pomysł na fabułę, oparty na wizjach, które gdzieś, przy okazji czegoś, pojawiały się w umyśle autorki. Widziana oczami wyobraźni postać schylająca się do kamienia, spod którego wyjmuje klucz, była wystarczającym impulsem, by wokół tej sceny obudować historię tytułowego hotelu, do którego przybyła główna bohaterka – Konstancja. Dziewczyna, której świat rozpadł się na drobne kawałeczki wraz ze śmiercią ojca. Przed odejściem wyznał jej skrywaną i pilnie strzeżoną, rodzinną tajemnicę o jej pochodzeniu. Grób jej rzekomo zmarłej matki, który systematycznie wraz z ojcem odwiedzała, okazał się fikcją. Ojciec poprosił ją, by porzuciła Wołyń i wróciła do Wierzchowisk w Lubelskiem. Do miejsca, skąd pochodzi i gdzie znajdzie odpowiedzi na coraz liczniejsze pytania o przeszłość i tożsamość, które zaczęły się lawinowo pojawiać. Stary Hotel ukryty w zaniedbanej posiadłości krył w sobie kolejne tajemnice, które ktoś za wszelką cenę chciał nadal pozostawić w ukryciu. Śledztwo, jakiego podjęła się Konstancja wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi, stwarzało niebezpieczne sytuacje dla ich życia, rozładowywane humorem sytuacyjnym i słownym. Jedna z takich komicznych scen miałam przyjemność odczytać zgromadzonym gościom.

Świetnie poprowadzone, żywe, błyskotliwe dialogi dodawały dynamiki wydarzeń. Były one jednak zbyt dominujące w powieści. Czasami akcję budowały tylko ich kolejne sekwencje, przenosząc mnie gwałtownie z miejsca na miejsce lub w nową sytuację. Miałam wrażenie, że nie czytam powieści, ale scenariusz. Zaledwie szkic do niej. Czasami o tym, kto z kim rozmawia, dowiadywałam się w trzeciej lub dalszej wypowiedzi. Brakowało mi bardzo między nimi spoiwa w postaci opisu wprowadzającego w nowe miejsce, przygotowującego do zmiany otoczenia lub chociażby komentarza charakteryzującego postać – jego strój, wygląd fizyczny, sposób poruszania się, nastrój, wykonywane gesty czy mimikę twarzy jako uzupełnienie wypowiadanych słów. Trochę przypominało mi to papierową wersję audiobooka, który czytałam sobie sama, ale też sama musiałam dopowiadać nieokreślone okoliczności i domyślać się niewypowiedzianego.

   Poważnym błędem było również niepoddanie treści fachowej korekcie.

   Liczne błędy stylistyczne, gramatyczne, ortograficzne, a przede wszystkim interpunkcyjne obniżyły moją estetykę odbioru i komfort płynnego czytania. Nieustannie „potykałam się”, zmuszona ponownie czytać zdanie, by uchwycić jego sens. Tutaj, jak nigdzie, doceniłam ogromną rolę i wartość przecinków w zdaniu. Na szczęście autorka miała tego świadomość. Jeszcze większe, że była podatna na sugestie i rady, które, jak mówiła, uwzględni w kolejnym tomie – Wierzchowiska. Stary Hotel to pierwsza część trylogii z ogromnym potencjałem wyobraźni przenoszącej w świat minionej epoki, w której Konstancja nie boi się realizować własnych marzeń i łamać społeczne konwenanse XIX wieku. Dla mnie to alter ego autorki przeniesione w czasie, która współcześnie również nie boi się realizować własnych marzeń, wymykając się zaszufladkowaniu.

   Po prostu Artystka!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi: ,