Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Karta nr 98/2019

31 marca 2019

Karta nr 98/2019

Wydawnictwo Ośrodek Karta

Kwartalnik

Literatura polska

   Poczułam się cząstką historii Polskiego Czerwonego Krzyża!

   W najnowszym numerze kwartalnika Karta tematem przewodnim był Polski Czerwony Krzyż.

Jego powstanie, dzieje, dynamika zmieniających się zadań w zależności od okresu historycznego, próba utrzymania swojej działalności poza polityką w czasie II wojny światowej i w PRL-u oraz stan współczesny czyli misji bez granic. Ku mojej radości odnalazłam się w tej historii jako kontynuatorka idei niesionej przez tę organizację poprzez książkę – Myszka w paski i pierwsza pomoc.

Wybrałam się z moją młodzieżą do dzieci ze świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, by tak, jak myszka, która uczyła się udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej, nauczyć dzieci podstawowych zasad zachowania się w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. W konsekwencji ćwiczyliśmy wszystkie rady myszki pod opieką zaproszonego, certyfikowanego instruktora PCK.

   Kolejny artykuł zawierał wspomnienia Stanisława Dobrowolskiego  wydane w niedostępnej dla każdego publikacji Żołnierka i konspiracja. Byłego żołnierza carskiej armii, który w konspiracji werbował Polaków do białych oddziałów Wojska Polskiego w czasie wojny domowej w Rosji w 1917 roku. To wyjątkowa okazja, by zajrzeć do środka, zwłaszcza że publikacja rzadko bywa wykorzystywana przez historyków.

   Kolejny artykuł mówi o procesie odwrotnym – odzyskiwaniu Polaków z Wermachtu, do którego wcielano przymusowo. Wspomnienia osób uczestniczących i odpowiedzialnych za te procedury wyraźnie wskazują na napotykane problemy i jak trudno było „wydobyć” Polaka spośród Niemców stosujących szykany, represje i szantaż. Tym samym głosy świadków wpisują się ww współczesny dyskurs o „dziadkach z Wermachtu”.

   Kolejny artykuł to dla mnie niespodzianka!

   Czytając książkę dla młodzieży Tarapaty Marty Karwowskiej i Katarzyny Rygiel, napotkałam wątek Syrenki Pabla Picassa, który pod wpływem chwili zostawił rysunek na jednej ze ścian mieszkania warszawskiego osiedla. Tutaj dowiedziałam się, jak bardzo kłopotliwy był to prezent zwłaszcza dla właścicielki mieszkania Franciszki Sawickiej. Wspomnienia ukazywały komiczność i patowość sytuacji, w jakiej się znalazła kobieta. Codzienne wycieczki liczące sobie nawet po dwieście i trzysta osób dziennie, zakończyła zamalowaniem dzieła artysty.

   O porozumieniu władzy PRL-u z opozycją opowiedzieli dwaj uczestnicy tych procesów – Wiktor Woroszylski i Kazimierz Dziewianowski poprzez fragmenty prowadzonych dzienników.

Bardzo ciekawą i wzruszająca historię poznałam w artykule Domknięcie losu przybliżającą żmudne poszukiwania zaginionego dziadka w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie III Rzeszy prowadzone przez jego wnuczkę. Zakończone sukcesem dzięki Międzynarodowej Służbie Poszukiwań (z angielskiego ITS), która rozpoczęła kampanię #StolenMemory (Skradziona Pamięć) w formie wystawy plakatów opowiadających o indywidualnych losach prześladowanych w kontekście powrotu pamiątek do rodzin. Ich zdjęcia można obejrzeć na podstronie ITS.

   Numer zamyka zapowiedź książki Warszawa zapamiętana o mieście, którego już nie ma. Pozostało w relacjach biograficznych warszawiaków zebranych w tej publikacji. Można je również wysłuchać na stronie Relacje biograficzne.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Czasopisma artykuły

Tagi: , , , ,

Odwet – Zbigniew Lubieniecki

30 marca 2019

Odwet: Polski chłopak przeciwko sowietom1939-1946 – Zbigniew Lubieniecki

Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2019 , 319 stron + 32 stron zdjęć

Seria Świadectwa XX Wiek: Polska

Literatura polska

   Zabrudziłem głowę – mąka czy kurz? Ale nie – zdaję sobie sprawę, że te dwa białe pasma szerokie na dwa palce na skroniach to… siwizna.

   Autor tych słów miał w tym momencie… 15 lat! Czego trzeba doświadczyć, by w tym wieku posiwiały włosy? O tych sześcioletnich, skrajnych i traumatycznych przeżyciach w syberyjskiej głuszy w latach 1939-1946 autor napisał z obawą. Niektóre obrazy strzegł dotąd jak największej tajemnicy. Przydarzyły się chłopcu, a powinny mężczyźnie. Więc dorósł do nich. Stał się mężczyzną w każdym aspekcie życia osobistego i społecznego. Zarówno w obowiązkach wobec rodziny (matki i trzech sióstr), wcielając się w rolę nieobecnego ojca,  jak i człowieka dorosłego wśród ludzi.

   Czytając po raz pierwszy wspomnienia autora wydane pod tytułem Łowca, ujęte w formie dziennika spisanego w późniejszych latach z pamięci i zachowanych zapisków, odebrałam je przede wszystkim emocjonalnie. Czytając nowe wydanie, ale skupione tylko na latach okresu syberyjskiego, emocje również mi towarzyszyły. Jednak pojawiło się miejsce na docenienie faktów, które wówczas musiały ustąpić, pozostając w tle. Przede wszystkim przyśpieszony rozwój psychiczny, etyczny, społeczny i seksualny chłopca, który musiał zamienić się w mężczyznę. Dostrzegał tę przemianę, pisząc w dniu urodzin – Patrzę długo na ręce i nogi, oglądam się w lustrze. Rzeczywiście, jestem jeszcze bardzo mały, ani trochę nie większy od innych dziesięcioletnich chłopców. Tylko moja twarz jest jakaś inna – smutna i poważna. Próbuję się uśmiechnąć, ale uśmiech ten nie podoba mi się, nie jest prawdziwy. Potem widzę w swych rękach granat, od którego zginął bandyta Ukrainiec. Widzę pistolet wymierzony w głowę ułana, a potem w niemieckiego spadochroniarza. Widzę nóż prujący siedzenia w samochodach, młotek wbijający gwoździe w opony. I chociaż widzę, że ta ręka jest mała i słaba, że należy do dziesięcioletniego dziecka, to jednak zdaję sobie sprawę, że to jest ręka mężczyzny. Dorosłego, który zabija, żeby inni go nie zabili, zakatowali. Dostosowującego się do warunków dyktowanych przez brutalny los, by przeżyć, bo ci, którzy chcieli żyć według dawnej ludzkiej moralności, etyki, zwyczajów i tradycji – umierali. Miał osobowość niepokorną, pamiętliwą i dumną dziedzictwem wychowania patriotycznego w arystokratycznej rodzinie. Zawadiaki, kombinatora, przedsiębiorcy i inicjatora kłamiącego, kradnącego i oszukującego. Duszę wędrowca i naturę włóczęgi chętnie uczącego się od innych, otwartego i ciekawego świata, inteligentnego naśladowcy i kreatywnego nastolatka. Posiadał wszystkie niezbędne cechy do przeżycia w dżungli społeczeństwa przechodzącego gehennę wojny, jak i w tajdze, z której samodzielnie wyszedł żywy po prawie dwóch tygodniach. To dlatego sto razy umarł i sto razy zmartwychwstał, używając eufemizmu określającego wielokrotne pobicia do nieprzytomności, skrajne warunki uwięzienia i bytowania, głód, śmiertelne choroby czy bezpośrednie niebezpieczeństwa utraty życia ze strony innych ludzi.

   Cudem było to, że przeżył.

   Inna rzecz – jakim kosztem? Siwizna to koszt najmniejszy. Największy to utracone dzieciństwo, degradacja psychiki i koszmary z przeszłości. Więcej na ten temat napisała socjolog Kaja Kaźmierska w ciekawym i analitycznym opracowaniu dołączonym do książki – Zniewolone wspomnienia. Pomaga ono zrozumieć postępowanie dziecka i nastolatka, zwłaszcza że zostały napisane z punktu widzenia przede wszystkim czytelnika, a potem socjologa zrozumiałym i przystępnym językiem dla każdego odbiorcy. Kolejną nowością w tym wydaniu były również zdjęcia dokumentów autora,

jego rodziny,

a także autorskich rysunków utrwalających widzianą rzeczywistość.

Ta część wspomnień pozwoliła mi również dostrzec narastającą w autorze chęć odwetu i zemsty, za poniesione krzywdy, głód, łamanie norm moralnych, rozpad rodziny i wreszcie zabijanie. Winowajców upatrzył w sowietach i wymuszonym pobycie w ich kraju, który obudził w nim najgorsze instynkty. Wyjeżdżając z miejsca przymusowego osiedlenia, obiecał sobie – Chcę zapamiętać każdy szczegół – a potem być świadom, za co będę się mścił. (…) Ogarnęła mnie nieprawdopodobna wściekłość. Powiedziałem sobie: „Ja was jeszcze utłukę. Nie spocznę, dopóki nie ubiję was co najmniej stu”.

   Słowa dotrzymał.

   Ale o tym, w jaki sposób, kontynuuje w Łowcy.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , , ,

Jajko – Britta Teckentrup

25 marca 2019

Jajko – Britta Teckentrup
Przełożyła Hanna Bartoszewicz ; ilustrowała Britta Teckentrup
Wydawnictwo Agora , 2019 , 90 stron
Literatura niemiecka

Idealna książka dla dzieci!

Zwłaszcza w przedświąteczny czas wielkanocny, ale nie tylko. Również dla wszystkich, którzy dzieci wychowują lub z nimi pracują. Co roku, tuż przed świętami wielkanocnymi, poszukiwałam książki przybliżającej tradycję kraszanek i pisanek. Nie miałam z tym problemu – Pisanki wielkanocne. Schody zaczynały się, gdy chciałam poczytać o jajku, jako takim. Ratowałam się informacjami encyklopedycznymi, które musiałam dostosowywać do wieku dzieci. Teraz nie muszę, bo mam to, o czym wręcz marzyłam i co w pełni zaspokaja moje potrzeby.

Oto ona!

Kompendium wiedzy o jajku dla małych i dużych czytelników. Teksty są krótkie i bardzo krótkie (idealne dla początkujących w składaniu liter!), ale za to treściwe w informacje i ciekawostki do doświadczeń.

Każde zdanie inspiruje do rozwinięć, uzupełnień z własnej wiedzy i doświadczenia oraz do poszukiwań w książkach i w naturze. Autorka wprowadza nawet dwa (i wystarczy!) trudne słowa – oologia i kaliologia. Teksty można czytać chronologicznie lub wybiórczo, bo każdy zawiera odrębny temat – budowa jaja wewnętrzna i zewnętrzna, kształt, barwa, wielkość, kamuflaż czy rodzaje ptasich gniazd. Są tutaj również opowieści o jajach owadów, płazów, gadów i ryb. Ostatnie rozdzialiki nawiązują do sztuki, kultury, mitologii i tradycji zdobienia jaj w kulturze chrześcijańskiej.

A wszystko to podane w pięknej oprawie i szacie graficznej!

Książka wydana jest w formacie A4, w twardych okładkach i dodatkowo w pudełkowej obudowie, co gwarantuje czytanie na lata i przez kilka pokoleń. Można śmiało zabrać ją w plener.

Każda strona zwiera rysunki autorki ilustrujące tekst, a czasami tylko rysunki.

Książka wydobyła ze mnie pokłady kreatywności!

Wykorzystam ją do zajęć czytelniczych z zaprzyjaźnionymi dziećmi ze świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, do której jeżdżę z moją młodzieżą. Do czytania wybiorę te teksty, które mówią o kształcie, barwie, budowie, wielkości jaja i tradycji z nim związanej. Resztę dzieci będą mogły doczytać same, bo książka zostanie w świetlicowej biblioteczce. Koniecznie przeczytamy też rozdział o bocianie.

Musi być, ponieważ za oknem rezyduje idealna pomoc dydaktyczna – miejscowy bociek, którego uwieczniłam na wiosnę ubiegłego roku.

Będziemy również porównywać jajo kurze, przepiórcze, wymarłego mamutaka (tutaj w roli jego jaja, nadmuchany balon odpowiednich rozmiarów) oraz kolibra, którego jajko zastąpi, jak podpowiada książka, ziarno kawy. I wiele, wiele innych ciekawych rzeczy z rozbijaniem jaja, by zajrzeć do środka i przygniataniem ciężką książką włącznie, bo podobno, jak donosi tekst o krzywiźnie doskonałej jaja, jako kurze nie pęknie pod ciężarem nawet grubej książki, a jeśli ściśniemy je w dłoni, nie pęknie. Sprawdzimy! Doświadczenia podpowiedziane w tekstach zakończymy kolorowaniem pisanek.

Będzie się działo!

Nic dziwnego, że ogromną wartość informacyjną, estetyczną i kreatywną tej książki doceniło jury międzynarodowego konkursu Bologna Ragazzi Award, przyznając książce wyróżnienie w kategorii non-fiction.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla dzieci

Tagi: ,

Leningrad – Alexis Peri

24 marca 2019

Leningrad: dzienniki z oblężonego miasta – Alexis Peri
Przełożył Grzegorz Siwek
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2019 , 446 stron +16 stron fotografii
Literatura amerykańska


Czytając te słowa, pojmiecie mój jakże głęboki niepokój o człowieka, ludzkość i humanizm.

Można było nie tylko zaniepokoić się, ale również zwątpić we wszystko, a zwłaszcza w sens życia tak, jak autor powyższych słów. Jeden z uczestników 29 miesięcy, 872 dni oblężenia Leningradu, które trwało od sierpnia 1941 roku do stycznia 1944 roku. Blokady śmiertelnej walki o życie, którą przegrało od 1,6 do 2 milionów jego mieszkańców. Jednego z najstraszliwszych wydarzeń w dziejach II wojny światowej, które zapisało się mrocznymi stronami dzienników oblężonych. Krytycznych, niepoprawnych politycznie i światopoglądowo dla władz ZSRR, które uczyniły z ich zapisków nieodpowiednie dokumentalne źródła pompatycznej historii oblężenia, propagowanej przez sowieckie władze w latach powojennych. Autorka, opierając się na 125 niepublikowanych diariuszach, przedstawiła blokadę taką, jaką widzieli i przeżywali jej uczestnicy. Daleką od kreowanej przez sowietów podkreślających, że to nienawiść do wroga, w połączeniu z patriotyzmem i poczuciem solidarności społecznej, dała leningradczykom siły, dzięki którym zwyciężyli. Za to bliższej prawdzie, odzwierciedlającej zupełnie inną historię, w której skrajne doświadczenia nie wzmacniały ich patriotyzmu i walki dla idei, lecz wywołały gwałtowną falę przemian, które doprowadziły do osobistych i intelektualnych kryzysów, a fizycznie – chorób i śmierci. A mimo to pisali je nawet wtedy, gdy sprawiało im to ból i odbierało resztki sił. Przeznaczali na to cenne zasoby – pieniądze, czas i energię – konieczne do zdobywania żywności i kontynuowali pisanie przez całe miesiące nieustannego głodowania i silnego nieprzyjacielskiego ostrzału. Były metodą tworzenia znaczenia w bezsensownym świecie, a tym samym zachowania subiektywizmu w obliczu jego katastrofy. Ich autorzy pochodzili z piętnastu dzielnic Leningradu, nie wiedząc o sobie nawzajem. Ich rozmieszczenie mogłam sprawdzić na dołączonej mapie wraz ze spisem nazwisk, miejsca nauki, zamieszkania lub zatrudnienia.

Prowadziły je zarówno kobiety, jak i mężczyźni, dziewczęta i chłopcy, studenci, uczniowie, jak jedenastoletni Dima,

robotnicy, artyści, nauczyciele, pielęgniarki, lekarze, artyści, literaci i działacze partyjni. Autorka, poddając je drobiazgowej analizie, nie odtwarzała historii samego oblężenia. Skupiała się przede wszystkim na przeżyciach, emocjach i osobistych interpretacjach otaczającej ich rzeczywistości. Układ tematyczny publikacji dostosowała do powtarzających się w nich zagadnień i najczęściej przewijających się myśli w treści większości dzienników. Pierwszym, najczęstszym tematem były sprawy osobiste, a dopiero potem problematyka szersza dotycząca społeczeństwa błokadników i polityki. Dlatego podzieliła swoją analizę na dwie, główne części. Pierwsza dotyczyła zapisów osobistych skupionych na własnej tożsamości – wyglądzie, cielesności, świadomości i rodzinie. Druga zawierała analizę przemyśleń i refleksji na temat upiorności miasta, jego dystroficznych mieszkańców, hierarchii społecznej i powszechnego głodu, który był głównym tematem wszystkich diariuszy i wyznacznikiem skali tragedii mieszkańców, z których 40% nie przeżyło blokady. Jeśli wydawało mi się, że wiem, co można jeść z głodu, bo przeczytałam na ten temat wiele wspomnień obozowych, wojennych i o Hołodomorze na Ukrainie z kanibalizmem włącznie, a nawet publikację poświęconą tylko kuchni wojennej – Okupacja od kuchni, to tutaj zabrakło mi wyobraźni. Nie potrafiłam przedstawić sobie, jak można jeść zupę z kleju czy „masło orzechowe” z farby olejnej? Jak bardzo trzeba być głodnym, by to coś zjeść? Nic dziwnego, że w Leningradzie pojawił się specyficzny dla tego miasta kanibalizm – „trupożerstwo” czyli zjadanie ludzkich zwłok oraz „ludożerstwo” czyli zabijaniem ludzi dla mięsa. Degradacja wartości, zmiana światopoglądu i osobowości, rozpad norm moralnych i społecznych, a tym samym więzi międzyludzkich wraz z kryzysem rodziny, gdzie największą wartością był chleb i opał, najmniejszą życie, a najtrudniejszą do spotkania współczucie, była tak duża, że najczęściej kanibalizm spotykano między bliskimi krewnymi. Często ofiarami padały najbardziej bezbronne dzieci. W tym kontekście kanibalizm symbolizował najbardziej skrajną formę upodlenia i wzajemnej nienawiści pośród ludzi, które zapanowały w domostwach w mieście zamkniętym w pierścieniu oblężenia.

Autorka przyjrzała się również specyficznemu językowi, który w warunkach blokady uległ zmianom znaczeniowym, by móc oddać ówczesne wypaczenie rzeczywistości, kiedy to „lekarstwem” było pożywienie, „wypis ze szpitala” często oznaczał śmierć pacjenta, a „klinika” pokrywała się znaczeniowo z „jadłodajnią” lub „kostnicą”. Wśród chorób pojawiły się nowe – dystrofia niedożywienia, dystrofia głodowa i dystrofia moralna, a jedynym pacjentem był „dystrofik”. Najbardziej zaskoczyła mnie w historii oblężenia postawa komunistów, którzy nie przestali agitować i dbać o prawomyślność mieszkańców, poprzez wprowadzanie nakazów (często absurdalnych, jak odgórny nakaz zmniejszenia ilości zgonów), zakazów, eufemizmów językowych, a nawet plakatów widocznych na zdjęciach miasta. Specyfika oblężenia, która polegała na nalotach, ostrzale i trwaniu Niemców wokół Leningradu bez wchodzenia do miasta, powodowała, że dzieci wyobrażały sobie wroga dokładnie tak, jak był przedstawiany w plakatowej propagandzie – jako potworów.

Najbardziej wstrząsnął mną pamiętnik, a właściwie jego jedna strona z datami, które były jednocześnie datami zgonów bliskich jego autorki.

Przeżyłam koszmar doświadczenia niszczącej działalności głodu wśród ludzi w specyficznym „laboratorium”, jakim był ówcześnie Leningrad, bardzo szczegółowo opracowany przez autorkę z punktu widzenia historii, psychologii i socjologii. Chciałabym jednak przeczytać te dzienniki bez pośredników. Może kiedyś zostaną wydane w jednym tomie, by oddać bezpośrednio głos świadkom ówczesnych wydarzeń, którzy zdobyli się na tytaniczne wysiłki, nie tylko by przetrwać oblężenie, ale także zinterpretować sens swoich przeżyć – z myślą o sobie i całym społeczeństwie sowieckim.

Również o całej ludzkości ku przestrodze.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , , ,

Kociarz – Kristen Roupenian

Kociarz – Kristen Roupenian
Przełożyła Magdalena Sommer
Wydawnictwo Muza , 2019 , 320 stron
Literatura amerykańska

Nie rozumiesz kobiety? Przeczytaj to opowiadanie!

Margot, dwudziestoletnia studentka, poznała Roberta w kinie. Mężczyzna podszedł do barku, w którym pracowała. Poprosił o popcorn i jej numer telefonu. Ku jej zaskoczeniu, podyktowała go mu. To „ku zaskoczeniu” pojawiało się w historii ich znajomości i pierwszej, a zarazem ostatniej randki, wielokrotnie. Przeplatane wyobrażeniami o nowym znajomym, zaczęła tęsknić, za Robertem nie tym rzeczywistym, lecz za człowiekiem, którego wyobrażała sobie na podstawie wszystkich tych esemesów. Dokładnie takie ambiwalentne odczucia, oscylujące między pożądaniem a odrazą, zauroczeniem a realizmem, oczekiwaniem a rzeczywistością, kłamstwem a prawdą czy ochotą a niechęcią, pojawiały się wraz z każdym kolejnym krokiem kontynuującym znajomość. Gdy o nim myślała, gdy go widziała i gdy w końcu uprawiała z nim seks. Przy braku jasnej, wyraźnej, jednoznacznej i szczerej komunikacji, żadne z nich nie wiedziało, co czuło i myślało drugie. Zgadywanie, domyślanie się i uleganie emocjom chwili wbrew własnej chęci musiało zakończyć się fiaskiem. Musiało wybrzmieć nienawiścią.

To niepozorne opowiadanie stało się hitem czytelniczym.

Umieszczone na stronach New Yorkera zostało przeczytane rekordowe dwa miliony razy, stając się najpoczytniejszą opowieścią tego magazynu. Jego popularność kryje się w poruszanej tematyce wpisującej się w ruch #MeToo, a jej najważniejszą cechę określił The Guardian.

Wymienię tylko kilka w ogromnym uproszczeniu.

Teoria literacka może mówić o mistrzostwie minimalizmu, w którym krótka historia oddana w niewielu słowach przekazuje głębię niewypowiedzianych myśli i emocji, pojawiających się w głowie bohaterki oraz skomplikowanych procesów psychicznych. Teoria psychologiczna opisuje naturalny proces zauroczenia, które nie zdążyło przemienić się w zakochanie. Margot doświadcza zjawiska odczarowania, a posługując się metaforą, topnienia iskrzącego, urokliwego szronu na gałązce, odsłaniającego szaroburą, nieatrakcyjną korę. Teoria socjologiczna bierze opowiadanie-zwierciadło do ręki i każe się w nim przeglądać młodemu pokoleniu XXI wieku, pozwalając zrozumieć przyczyny i konsekwencje jego wyborów, zachowań i zjawisk psychospołecznych zachodzących zarówno w relacjach damsko-męskich jak i w społeczeństwie. Można tak w nieskończoność odkrywać kolejne teorie (filozoficzne czy religijne) i to jest w tym opowiadaniu najbardziej fascynujące, ponieważ, jak zauważa Vogue, jest:

Długich i na pewno bardzo burzliwych.

Mnie trochę zirytowała. Zarówno Margot, która w swojej niedojrzałości emocjonalnej, a przez to skomplikowaniu wewnętrznemu dyktującemu jej zachowania i wybory, jak i samo opowiadanie. O ile Margot miała do tego prawo, bo w założeniu autorki uosabiała współczesną, młodą kobietę, o tyle generalnie do postawy kobiet mam ambiwalentny stosunek. Chciałyby mieć wolność i poczucie bezpieczeństwa jednocześnie. Otóż, jak uważa Zygmunt Bauman w rozmowie z Justyną Dąbrowską w Miłość jest warta starania, zyskiwanie i poszerzanie wolności jest zawsze kosztem utraty bezpieczeństwa. Jeśli współczesna kobieta chce korzystać z wolności, jaką daje jej samostanowienie w każdej dziedzinie życia, w tym również seksualnej, to musi jednocześnie nastawić się na walkę o swoje bezpieczeństwo. Obrażanie się na mężczyzn, że wykorzystują ich bezbronność, przemilczanie i ukrywanie przemocy z ich strony, to zła droga i świadczy o niedojrzałości korzystania z tej wolności. O romantycznym wręcz podejściu, że mężczyźni okażą się zawsze i w każdej sytuacji dżentelmenami. Nic z tego! Jesteśmy zagrożeniem ich wolności, którą mieli od zawsze. Wybierając wolność, trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów i działać. Dokładnie to robi ruch #MeToo. Smutnym jest jednak fakt, że w tym dążeniu do wolności w sferze seksu kobiety zamieniły kochanie na seks i miłość na pożądanie, a flirt pozwalający odnaleźć się emocjonalnie na szybkie spełnienie.

Opowiadanie zwiastuje zbiór, którego premierę wydawniczą przewidziano w kwietniu.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , ,

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco? – Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galarreta

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco?: nie bój się menopauzy – Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galarreta
Przełożyła Katarzyna Górska
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 344 strony
Literatura hiszpańska

Zgaduj-zgadula: sięgnęłaś po tę książkę, ponieważ…

Po czym autorki wymieniły dziesięć powodów. Na siłę mogłabym podać dziesiąty – Interesujesz się sprawami związanymi ze zdrowiem. – bo mądrzy naukowcy donoszą ze swoich poletek badawczych, że na nie pracuje się całe życie, a nie w chwili kryzysu – choroby, zmiany, bólu, dysfunkcji czy złego samopoczucia. W tym podejściu coś było na rzeczy, bo w dalszej części książki przeczytałam, że, aby dobrze wyglądać i czuć się po pięćdziesiątce, trzeba zacząć pracować na to już po dwudziestce.

Gdybym jednak miała podać swój powód sięgnięcia po tę pozycję, mimo że do menopauzy trochę mi brakuje, a dołączony do książki wachlarz na uderzenia gorąca na razie wykorzystam podczas upalnych dni lata, to byłyby to słowa autorek – Bo jest to coś, co spotka cię na pewno, co czeka tuż za rogiem. Jesteś kobietą. Koniec kropka. Skoro, będąc nastolatką, z wypiekami na twarzy w sekrecie podczytywałam starszej kuzynce podręcznik z biologi do siódmej klasy, by poznać tajemnicę dojrzewania, to tym bardziej trzeba tę tajemnicę poznać w okresie przekwitania, które prędzej czy później nadejdzie. Wydawałoby się, że rynek od tamtych czasów zasypany jest publikacjami na ten temat i że można mówić wszędzie i ze wszystkimi o tym otwarcie.

Otóż, według autorek, nie!

Krzywda, jaką kobietom wyrządzili nasi przodkowie swoimi przekonaniami jeszcze na początku XX wieku, że menopauza to „kara za przewinienia kobiet”, i doradzano rezygnację z wszelkiej ekscytacji seksualnej, by uniknąć nagromadzenia krwi w mózgu, trwa nadal. Wtórował im sam Zygmunt Freud, który twierdził, że kobiety w okresie przekwitania są „kłótliwymi i upartymi, podłymi i sadystycznymi neurotyczkami”. Pokłosie tych poglądów zbieramy do dzisiaj.

Menopauza to nadal temat tabu!

Nadal się o niej nie mówi, chyba że szeptem i to na ucho. Autorki, dwie dziennikarki kochające życie – jak o sobie napisały – postanowiły to zjawisko zbadać,znaleźć przyczyny i rozwiązania, z pełną świadomością, że to zadanie zamieni się w terapię (przede wszystkim dla nas samych), a jej efektami podzielić się z milionami kobiet. Zaprosiły do współpracy i rozmów specjalistów i lekarzy oraz najbliższe przyjaciółki i kobiety, mające odwagę podzielić się własnymi doświadczeniami umieszczonymi w publikacjach, blogach, wideoblogach, a nawet piosenkach czy filmach.

Efektem tych działań był ten poradnik.

Szczegółowo omawiający czas przed, w trakcie i po menopauzie. Zmiany fizyczne i psychiczne zachodzące w organizmie kobiety. Charakterystyczne objawy i choroby jej towarzyszące. Profilaktykę działań je łagodzących, jak dieta z podaniem tygodniowego jadłospisu, ćwiczenia z podaniem konkretnych, czynności pielęgnacyjne (włącznie z ubiorem), badania okresowe, leczenie i przede wszystkim praca nad własnym nastawieniem i myśleniem.

Te ostatnie były bazą motywacyjnego przesłania autorek.

W tym zakresie w dużej mierze swoje inspiracje opierały na teorii długiego i zdrowego życia zawartej w publikacji Ikigai Hectora Garcii i Francesca Mirallesa. Nie popadały jednak w hurra-optymizm. Były bardzo racjonalne we wszystkim, podkreślając indywidualizm każdej kobiety i prawo do wybiórczości proponowanych działań, a swoje najważniejsze uwagi wyróżniały w ramce.

Według nich menopauza miała stać się sojusznikiem w cieszeniu się życiem. Nie odmłodzić i wyszczuplić ciało, ale uczynić je zdrowszym, pewniejszym siebie, radośniejszym i nadal cieszącym się seksem. Namawiały do odrzucania spełniania cudzych oczekiwań i konwenansów narzuconych przez społeczeństwo, w którym kult młodości, idealnego ciała i seksu jest obecnie wiodącym tematem włącznie z reklamami. Najwyższy czas na powitanie nowego – menopauzy. Na poznanie jej i kontrolowanie, by po prostu cieszyć się życiem w zdrowiu.

Dobrze czuć się we własnej skórze, bez względu na wiek.

Zdania piane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco? [Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galaretta]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Czując – Agnieszka Jucewicz

Czując: rozmowy o emocjach – Agnieszka Jucewicz
Ilustrował Arobal
Wydawnictwo Agora , 2019 , 328 stron
Literatura polska

Emocje są rzeczywiste, są po to, żeby je przeżywać. Nie da się ich pozbyć, zdystansować do nich. Trzeba je poznać i nauczyć się z nimi postępować w taki sposób, który będzie najlepszy dla danego człowieka.

Tak przekonuje jeden z rozmówców autorki tej książki. Od siebie dodam – również dla innych, bo ze swoimi emocjami nie żyjemy w próżni. Są podstawą naszych zachowań i jakości kontaktów interpersonalnych, wchodząc w skład naszej inteligencji, na którą składa się poziom rozwoju intelektualnego, społecznego i właśnie emocjonalnego. Od tego ostatniego zależy, czy ktoś o nas powie – Inteligentny cham lub psychopata. To od niego zależy również wychowanie naszych dzieci. Psycholog i psychoterapeutka Danuta Golec podkreśla – rodzice nie chcą dziecka niszczyć emocjonalnie, tylko są po prostu emocjonalnie głupi. Wydaje im się, że tak trzeba je wychować – wystarczy nakarmić, ubrać, dać wykształcenie, przekazać jakiś system wartości, przy tym nie rozpuszczać, karać, a wszystko to po to, żeby wyszło na ludzi. To też uszkadza, bo brakuje ciepła, zrozumienia, bo rodzic nie umie wyrazić emocji i tę nieumiejętność niestety przekazuje dalej. Można jednak ten łańcuch przerwać. Jak?

Na to pytanie znalazłam odpowiedź w tym zbiorze rozmów.

Autorka zaprosiła siedemnastu specjalistów – psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów i seksuologa, by przyjrzeć się z bliska podstawowej palecie człowieczych emocji – wdzięczności, miłości, zazdrości i zawiści, krzywdzie i winie, lękowi, złości, radości, pokorze, stracie, współczuciu, wstydowi, nudzie, euforii, namiętności, bliskości, przyjemności i smutkowi. Pierwotnie drukowane w ramach cyklu Szkoła uczuć w Wysokich Obcasach, tutaj zebrała je razem, tworząc podstawowe compendium wiedzy oraz materiał wyjściowy do pracy nad sobą. Dla każdego, bo każdy je przeżywa i okazuje na swój, indywidualny sposób, ale nie każdy potrafi je nazwać, rozróżnić, odczytać u innych, panować nad nimi, a zwłaszcza rozmawiać o nich. Specjaliści tę wiedzę porządkują, obalając wiele mitów – złość piękności szkodzi, dziewczynki nie powinny się złościć czy śmieje się jak głupi do sera. Wskazują na ich dualizm, pokazując stronę pozytywną i negatywną oraz ich burzące i budujące właściwości. Pokazują wyraźne różnice między emocjami podobnymi, by nie mylić na przykład pożądania z miłością. Niemal każdy z nich, mimo że skupia się na jednej emocji, podkreśla konieczność autorefleksji. Znalezienia w sobie miejsca, w którym podda analizie przeżywane emocje i z czasem nauczy się je obsługiwać i nimi zarządzać, bo jak nie mamy takiej przestrzeni na myślenie, to zazwyczaj reagujemy impulsywnie i albo zadajemy ból innym, albo sobie – mówi Danuta Golec, dodając – to miejsce w głowie jest bardzo potrzebne. Nie wymaże tego, co się czuje, ale złagodzi dolegliwości, które z tym uczuciem się wiążą. Autorka chce, aby jej książka pełniła rolę korytarza prowadzącego do tego wewnętrznego pomieszczenia, jeśli ktoś jeszcze go nie znalazł lub lampki go rozświetlającej, jeśli już takie posiada. Dlatego te rozmowy nazywam życzliwym przewodnikiem, który prowadzi ku samorozwojowi, wskazując dalsze kierunki. Niekoniecznie czytając je po kolei, ale według własnych mocnych i słabych stron, w zależności od emocji, którą mniej albo bardziej rozumiemy lub mniej albo bardziej dajemy sobie radę.

Całość wydana jest w pięknej oprawie graficznej.

Każdy rozdział poprzedza rysunek ze spersonifikowaną emocją, tworząc minigalerię, którą można obejrzeć poniżej.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Kwantechizm – Andrzej Dragan

Kwantechizm: czyli klatka na ludzi – Andrzej Dragan
Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 280 stron
Literatura polska

To nie jest typowa książka popularno-naukowa. To jest zupa-śmietnik zawierająca moje prywatne i niezbyt ortodoksyjne spojrzenie na najciekawsze aspekty mechaniki kwantowej, teorii względności oraz współczesnej fizyki, którymi się zajmuję. Czasem jest smacznie, czego mi życzy autor na stronie tytułowej,

czasem pięknie, a czasem niebezpiecznie, ale zawsze nomen omen piekielnie przeciekawie, co ja jeszcze z tej zupy wyłowię i śmietnika wygrzebię. Wynika to z przyjętego przez autora podziału metod badawczych naszej rzeczywistości, którą nazywa klatką dla ludzi na wzór behawioralnej klatki Skinnera. Pierwsze z nich są metodami religijnymi opartymi na tezach trafiających w oczekiwania ludzi, gdzie dogmat, według Ludwiga Feuerbacha, to nic innego jak zakaz myślenia i polega ona na bezkrytycznym przyjmowaniu prawd objawionych, opisujących bez uzasadnienia, w jaki sposób konstruowana jest nasza rzeczywistość. Drugie są metodami naukowymi, które nakazują poddawać w wątpliwość wszystko, nawet te najbardziej prozaiczne i oczywiste oczywistości. Obserwować nie tylko człowieka w owej klatce, a przede wszystkim rozgryzać mechanizmy, w oparciu o które zbudowana jest nasza własna klatka Skinnera, dla niepoznaki nazywana „rzeczywistością”. Owoce tych pierwszych koją lęk ludzi przed nieznanym, zapewniając poczucie bezpieczeństwa kosztem wolności myślenia. Wyniki tych drugich dają wolność myślenia, ale zabierają poczucie bezpieczeństwa. Nieustanny człowieczy balans między wolnością a bezpieczeństwem wyznaczanym przez nasze wybory nie jest niczym nowym, bo wspominał o nim Zygmunt Bauman w zbiorze rozmów Miłość jest warta starania, ale w kontekście poglądów autora, wręcz rewolucją w myśleniu.

Autor wybrał naukę i jej metody.

Trzeba się mocno trzymać drabiny własnego, wypracowanego światopoglądu zarówno religijnego, jak i ateistycznego, opartego na podręcznikowej wiedzy czyli na kłamstwie wyssanym niemalże z mlekiem matki, jak twierdzi autor, by nie spaść, ponieważ autor metodycznie, po kolei usuwa z niej szczeble, pozostawiając człowieka w kwantowym zawieszeniu i udowadniając, że nie da się uprawiać myślenia z dala od mózgu. Wydaje się tobie, że znasz naturę czasu? Otóż nie! Bach! – nie ma szczebla. Wydaje się tobie, że znasz prawa rzeczywistości? Otóż nie ma ich! I bach! – brak drugiego szczebla. Wydaje się tobie, że można udowodniać naukowo? Bzdura! Kolejny szczebel usunięty. Wydaje się tobie, że znasz prawa fizyki – bach!, bach!, bach! Nie ma kolejnych szczebli. Wszystko się tylko wydaje, więc spadasz. Chociaż nie.

Właściwie unosisz się w kwantowej rzeczywistości.

Nie ma żadnych praw, dogmatów, zasad, norm, a zwłaszcza geometrii euklidesowej i innych kłamstw. Jest teoria względności , teoria kwantowa i ich implikacje oraz jedyna pewność, to brak tej pewności w odniesieniu do wszystkich znanych człowiekowi wyznaczników ocen i opisów otoczenia – czasu, przestrzeni, ruchu i procesów zachodzących w czasoprzestrzeni.

Istnieją tylko względność, nieprzewidywalność i prawdopodobieństwo.

Na pozór tworzące chaos wywołany pojawiającą się niepewnością, a za nią lękiem przed nieznanym. Ale jeśli z tej nieprzewidywalności i nieokreśloności stworzy sę pewnik, dogmat, aksjomat, zasadę czy normę, to świat stoi przed nami otworem. Nic, tylko eksplorować do bólu mózgu.

Dokładnie to robi autor!

Jak udowadnia, to nie boli. Będąc fizykiem-teoretykiem, należy do jednego promila populacji posiadającego receptę na ciągłe wątpienie i niebranie niczego sobie do serca.

Jego praca, jak sam mówi w powyższych Kultowych rozmowach z Tomaszem Raczkiem, polega na położeniu nóg na biurku, myśleniu, zapisywaniu kartek i wyrzucaniu ich do kosza. Ten ostatni jest tak samo ważnym narzędziem pracy, jak mózg, kartka i długopis. Laptopa nie polecam, bo idzie w koszty, a podobno myślenie ma nie kosztować. Dyplomatycznie rzecz ujmując, wydaje się to trochę niekonwencjonalne, a już na pewno niepowszechne.

Ale pamiętajmy – cały czas łamiemy schematy.

Jeśli jednak ktoś bardzo się upiera w domaganiu się dowodów na wysoką jakość efektywność i efektowności produktów tego myślenia, to jest nią nie tylko ta publikacja. Wydawałoby się, że jej treść, układ, potoczny i przystępny język, humor i mieszanie faktów naukowych z anegdotami z życia własnego podana w formie gawędy, może sprawiać wrażenie egalitarnej, by każdy, nawet nielubiący i nieznający fizyki, zrozumiał bez bólu głowy anihilację, dylatację czasu, czarne dziury i inne „tajemnicze” pojęcia zgodnie z zasadą autora – czego nie umiałbym wytłumaczyć własnej babci, tego po prostu nie rozumiem, a przy okazji poczuł lekkie trzęsienie ziemi podstaw swojego światopoglądu. Jednak tak dydaktycznie, przemyślnie i przemyślanie podana, by osiągnąć efekt zrozumienia, pokory, a nawet bardzo wskazanego niedowierzania, że z punktu widzenia teorii kwantowej jesteśmy tylko nagą małpą (tej z rozprawy o naturze ludzkiej Desmonda Johna Morrisa) w klatce na ludzi. To ten samodzielnie wysnuty wniosek jest najwartościowszy w tej publikacji. A w konsekwencji pokonanie lęku przed nieznanym na rzecz myślenia. To co mnie urzekło, oprócz inteligentnie podanej treści przypominające karmienie ostrym nożem, to jej odzwierciedlenie w grafice okładkowej. Właściwie mogę ją traktować jak esencjonalną prezentację. Każdy element jest celowy, symboliczny i kompatybilny z pozostałymi, tworząc harmonijny i logiczny przekaz o jej zawartości. Włącznie z „konfliktem” metod religii i nauki. Wykorzystanie symbolu sprzężenia hermitowskiego, który niewtajemniczonym kojarzy się tylko z krzyżem – to strzał w dziesiątkę!

To nie wszystko!

Autor nie tylko uważa, że…, ale również tak żyje. Realizuje kilka żyć równocześnie niczym nieprzewidywalny foton, odpowiadając sobie, kim byłby, gdyby nie był fizykiem. Byłby fotografem i robił doskonałe zdjęcia, o czym mówi w swoim wykładzie. Warto posłuchać, jak to robi i dlaczego tak mało, skoro jest w tym świetny.

Byłby również reżyserem i robił doskonałe filmy, z których ten poniżej hipnotyzuje mnie najbardziej, ale polecam obejrzeć wszystkie na stronie autora.

Jedno jest pewne – zawdzięcza to mechanice kwantowej i wolności myślenia. Można je przełożyć na pozostałe nauki. Jest tego nawet pewien, pisząc – Z praw mechaniki kwantowej można wyprowadzić własności chemiczne całej tablicy Mendelejewa. Z niej zaś wynika cała chemia. A z chemii – podobno nawet biologia. Również socjologia, o czym mówił wspomniany wcześniej Zygmunt Bauman. Od siebie dodam, że na pewno pedagogika, która ma od zawsze charakter probabilistyczny, bo nie można być pewnym osiągnięcia pożądanego efektu kształcenie. Może dlatego poglądy autora nie wstrząsnęły mną, ale zachwyciły.

Powiem więcej!

Utwierdziły mnie, że wspinam się po stabilnej drabinie opartej na metodach religijnych. Im bardziej autor szedł z pokorą w niepewność, nieprzewidywalność i prawdopodobieństwo, tym bardziej się odnajdywałam w tej rzeczywistości, obserwując daremne wysiłki autora (i wszystkich tęgich głów nauki) w dążeniu do pojęcia niepojętego. Dokładnie ten efekt stawiał pod ścianą ewolucjonistę Richarda Dawkinsa w Najwspanialszym widowisku świata i dokładnie do tej granicy dochodził autor, twierdząc, że poznanie klatki na ludzi przez nagą małpę nigdy nie skończy się, a ci którzy tak twierdzą (a byli tacy!) – mylą się.

I w tym punkcie, pod tą ścianą stoimy zgodnie i zgodni.

Chociaż z dwóch, różnych i bardzo odległych punktów widzenia. Autora można nienawidzić za bezczelność, arogancję, burzenie schematów, trzęsienie gruntu, zabieraniu drabiny w dążeniu do… i robienie przeciągów w klatce na ludzi.Tym autor daje radę, cytując Richarda Feynmana – Jak ci się nie podoba rzeczywistość, to sobie idź gdzie indziej. Można go też pokochać za szczerość i autentyczność, a w moim przypadku za inteligencję ostrą jak skalpel. Jedno jest pewne – nie można przejść obok jego osobowości, światopoglądu i twórczości obojętnie. Dlaczego tak się dzieje?

Bo każe nagiej małpie przestać żuć gumę arogancji i nieco zmarszczyć czoło.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,