Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Włam się do mózgu – Radek Kotarski

18 maja 2019

Włam się do mózgu – Radek Kotarski

Wydawnictwo Altenberg , 2019 , 302 strony

Literatura polska

   Książka obnażająca, dołująca i inspirująca!

W efekcie wylewająca kubeł zimnej wody tak, jak uczynił to autor na zdjęciu poprzedzającym wstęp.

   Obnażająca przede wszystkim nieefektywność, nieskuteczność i przestarzałość polskiego systemu edukacji. Używając metafory autora, proces nauczania w polskiej szkole przypomina naukę jazdy na rowerze. Nauczyciel wyposażony w metody nauczania stara się przekazać uczniowi wiedzę, jak pedałować najefektywniej, by dojechać do celu. Uczeń stara się tę wiedzę przyswoić i chociaż nauczył się szybko i sprawnie pedałować, do wyznaczonego celu jazdy jednak nie dojeżdża. Obaj zrażeni brakiem rezultatu i obwiniani za brak sukcesu, uczeń zniechęca się, a nauczyciel wypala zawodowo. Nikt nie widzi, że obaj trenują na rowerze stacjonarnym!

   To ten element efektywnego nauczania, a raczej jego brak, obnaża autor.

   Pod rowerem stacjonarnym kryje się nieobecność metodyki pracy umysłowej w nauczaniu czyli metod uczenia się, jak się uczyć, żeby się nauczyć. Bez nich rower stacjonarny nigdy nie ruszy z miejsca, mimo że mamy wrażenie, że uczeń potrafi jechać na rowerze. Wniosek jest przygnębiający – dopóki będziemy tkwili w pruskim modelu szkoły, a tkwimy w nim od 200 lat, dopóty nauczanie będzie pracą syzyfową.

   Jest jednak nadzieja!

   Autor w inspirujący sposób postanowił uświadomić Polaków, że można to zmienić, nie czekając na odgórne decyzje systemowe w nauczaniu formalnym. Skoro zmian nie dokonują decydenci, to można dokonać tego samemu. Postanowił wypróbować znane sposoby uczenia się na sobie w dwóch cyklach nauczania teoretycznego i praktycznego. W tym celu wylosował spośród 24 języków obcych jeden do nauczenia się w 6 miesięcy (padło na szwedzki) oraz wybrał do zdobycia tytuł certyfikowanego piwnego sędziego i profesjonalnego cervesario czyli eksperta w zakresie degustacji piwa.

   Z pełnym sukcesem!

   Jak tego dokonał, opowiedział podczas omawiania 13 metod skutecznego uczenia się. W sposób zabawny, lekki, pełny metafor i z ogromnym poczuciem humoru, mimo przekazywania poważnych treści popartych naukowo z przytaczanymi eksperymentami z zakresu psychologii, których źródła umieścił w obszernej bibliografii. Każdy rozdział ilustrował zdjęciami, wykresami, tabelkami i rysunkami

z wyróżnianym na żółto tekstem poszerzającym w roli przypisu.

Każdy zakończony niebieskim podsumowaniem.

   W ten sposób książkę uczynił przystępną dla każdego bez względu na wiek, kto, tak, jak autor, zmęczył się natłokiem informacji, a mechaniczne powtarzanie i pamięciowe wkuwanie, przynosiły mierne i krótkotrwałe efekty. Przewodnik z wiedzą praktyczną i przetestowaną, którą można elastycznie dostosowywać do indywidualnych potrzeb i predyspozycji.

   A ja zastanawiam się, co zrobić, aby ta pozycja dotarła do profesorów z instytutów badawczych pedagogiki, którzy ignorują jeden z najważniejszych elementów nauczania? Autor posunął się dalej we wskazywaniu winnego zastoju w polskiej dydaktyce – „Zdecydowanie należałoby tu dodać jeszcze jednego winnego, bo jak rzucać kamieniami, to na całego. Nie można zapomnieć o politykach wszelkich narodowości i ugrupowań, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak ogromny wpływ na życie ludzi i całego państwa ma dobrze działający system edukacji”. W kontekście ostatnich strajków nauczycieli oscylujących głównie wokół pieniędzy, to rzeczowy głos w tej dyskusji patrzący dużo dalej i szerzej na katastrofalny stan systemu polskiej edukacji, w którym podwyżki pensji są tylko jednym z elementów koniecznej wręcz rewolucji.

   Póki co, nauczyciele niczego nie wywalczyli, a nam pozostało uczyć się samemu, nadrabiając braki formalnej edukacji z wykorzystaniem narzędzia, który właśnie wręczył nam do rąk autor.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Warto obejrzeć jako podsumowanie i uzupełnienie treści książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe, Poradnik

Tagi: ,

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco? – Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galarreta

24 marca 2019

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco?: nie bój się menopauzy – Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galarreta
Przełożyła Katarzyna Górska
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 344 strony
Literatura hiszpańska

Zgaduj-zgadula: sięgnęłaś po tę książkę, ponieważ…

Po czym autorki wymieniły dziesięć powodów. Na siłę mogłabym podać dziesiąty – Interesujesz się sprawami związanymi ze zdrowiem. – bo mądrzy naukowcy donoszą ze swoich poletek badawczych, że na nie pracuje się całe życie, a nie w chwili kryzysu – choroby, zmiany, bólu, dysfunkcji czy złego samopoczucia. W tym podejściu coś było na rzeczy, bo w dalszej części książki przeczytałam, że, aby dobrze wyglądać i czuć się po pięćdziesiątce, trzeba zacząć pracować na to już po dwudziestce.

Gdybym jednak miała podać swój powód sięgnięcia po tę pozycję, mimo że do menopauzy trochę mi brakuje, a dołączony do książki wachlarz na uderzenia gorąca na razie wykorzystam podczas upalnych dni lata, to byłyby to słowa autorek – Bo jest to coś, co spotka cię na pewno, co czeka tuż za rogiem. Jesteś kobietą. Koniec kropka. Skoro, będąc nastolatką, z wypiekami na twarzy w sekrecie podczytywałam starszej kuzynce podręcznik z biologi do siódmej klasy, by poznać tajemnicę dojrzewania, to tym bardziej trzeba tę tajemnicę poznać w okresie przekwitania, które prędzej czy później nadejdzie. Wydawałoby się, że rynek od tamtych czasów zasypany jest publikacjami na ten temat i że można mówić wszędzie i ze wszystkimi o tym otwarcie.

Otóż, według autorek, nie!

Krzywda, jaką kobietom wyrządzili nasi przodkowie swoimi przekonaniami jeszcze na początku XX wieku, że menopauza to „kara za przewinienia kobiet”, i doradzano rezygnację z wszelkiej ekscytacji seksualnej, by uniknąć nagromadzenia krwi w mózgu, trwa nadal. Wtórował im sam Zygmunt Freud, który twierdził, że kobiety w okresie przekwitania są „kłótliwymi i upartymi, podłymi i sadystycznymi neurotyczkami”. Pokłosie tych poglądów zbieramy do dzisiaj.

Menopauza to nadal temat tabu!

Nadal się o niej nie mówi, chyba że szeptem i to na ucho. Autorki, dwie dziennikarki kochające życie – jak o sobie napisały – postanowiły to zjawisko zbadać,znaleźć przyczyny i rozwiązania, z pełną świadomością, że to zadanie zamieni się w terapię (przede wszystkim dla nas samych), a jej efektami podzielić się z milionami kobiet. Zaprosiły do współpracy i rozmów specjalistów i lekarzy oraz najbliższe przyjaciółki i kobiety, mające odwagę podzielić się własnymi doświadczeniami umieszczonymi w publikacjach, blogach, wideoblogach, a nawet piosenkach czy filmach.

Efektem tych działań był ten poradnik.

Szczegółowo omawiający czas przed, w trakcie i po menopauzie. Zmiany fizyczne i psychiczne zachodzące w organizmie kobiety. Charakterystyczne objawy i choroby jej towarzyszące. Profilaktykę działań je łagodzących, jak dieta z podaniem tygodniowego jadłospisu, ćwiczenia z podaniem konkretnych, czynności pielęgnacyjne (włącznie z ubiorem), badania okresowe, leczenie i przede wszystkim praca nad własnym nastawieniem i myśleniem.

Te ostatnie były bazą motywacyjnego przesłania autorek.

W tym zakresie w dużej mierze swoje inspiracje opierały na teorii długiego i zdrowego życia zawartej w publikacji Ikigai Hectora Garcii i Francesca Mirallesa. Nie popadały jednak w hurra-optymizm. Były bardzo racjonalne we wszystkim, podkreślając indywidualizm każdej kobiety i prawo do wybiórczości proponowanych działań, a swoje najważniejsze uwagi wyróżniały w ramce.

Według nich menopauza miała stać się sojusznikiem w cieszeniu się życiem. Nie odmłodzić i wyszczuplić ciało, ale uczynić je zdrowszym, pewniejszym siebie, radośniejszym i nadal cieszącym się seksem. Namawiały do odrzucania spełniania cudzych oczekiwań i konwenansów narzuconych przez społeczeństwo, w którym kult młodości, idealnego ciała i seksu jest obecnie wiodącym tematem włącznie z reklamami. Najwyższy czas na powitanie nowego – menopauzy. Na poznanie jej i kontrolowanie, by po prostu cieszyć się życiem w zdrowiu.

Dobrze czuć się we własnej skórze, bez względu na wiek.

Zdania piane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco? [Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galaretta]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Jak elegancko rozstać się z zakochaną kobietą – Adam Soboczynski

21 marca 2019

Jak elegancko rozstać się z zakochaną kobietą: albo o sztuce nakładania masek – Adam Soboczynski
Przełożyła Małgorzata Bochwic-Ivanovska
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2010 , 158 stron
Literatura niemiecka

Dawno temu czytałam bardzo ciekawą książkę z zakresu psychologii społecznej „W co grają ludzie” Erica Berne’a, dlatego zaintrygował mnie ten chwytliwy tytuł. Bezpośredni i nieukrywający treści, sugerujący mi jej łatwość i dostępność skierowaną do każdego.
I takim ten swoisty poradnik jest.
Nie aspiruje do książki popularnonaukowej, nie posługuje się terminami naukowymi, nie wyjaśnia mechanizmów relacji międzyludzkich, a sam autor nie jest socjologiem czy psychologiem z wykształcenia. Jest dziennikarzem i z racji wykonywanego zawodu ma okazję obserwować i przyglądać się zachowaniom ludzi, ich misternej sztuce nakładania masek w różnorodnych sytuacjach. Nasuwające się wnioski i przemyślenia zebrał i umieścił w postaci prostych rad w 33 krótkich opowiastkach o tym, jak zręcznie unikać intryg i życiowych pułapek, bo według niego życie jest polem minowym, na którym udawanie warunkuje awans społeczny, a współcześnie sukces (jakikolwiek – od małego do spektakularnego) osiąga tylko człowiek elastyczny, mobilny, szybko reagujący i łatwo adaptujący się do zmiennych warunków społecznych, będący jak kameleon, przybierający kolor kamienia, na którym siedzi. Niektóre z opowiadań kończy podsumowaniem i radą, w innych obszerniej omawia problem ukazując jego złożoność, by z kilkoma pozostawić czytelnika sam na sam ze zdobytą wiedzą do przemyślenia i do samodzielnego wysnucia wniosku. Wszystkie natomiast zawierają inscenizacje sytuacji powszechnie spotykanych zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym, a czytający je może się samemu w nich odnaleźć czy utożsamić z ich bohaterami. Ci ostatni łączą wszystkie opowiadania, stwarzając iluzję opowieści w obrębie jednej, ale różnorodnej grupy społecznej oraz okazję do ujrzenia opisywanego problemu z wielu punktów widzenia jej członków. Jednocześnie ukazuje bardzo ważny aspekt moralny ludzkiego postępowania: to co dla jednego jest drogą do osiągnięcia celu, dla innego może być krzywdzącą go manipulacją. Wybór i umiejętność łączenia tych dwóch pozornie sprzecznych ze sobą interesów – nie dać sobie zaszkodzić, ale i oszczędzić innych – świadczy o wirtuozerii w sztuce zakładania masek.
Jak to osiągnąć?
Na to pytanie odpowiada autor tej książki, przekonany i przekonujący, że Cholerycy to przeżytek, przyszłość należy do czarujących.

 

 

W Niemczech autor zadebiutował książką, znaną zwłaszcza wśród tamtejszej Polonii, „Polski Tango: podróż przez Niemcy i Polskę”, a ponieważ nie doczekała się tłumaczenia, przeczytałam o niej w artykule Czarodziejskie słówko „załatwić”, przedrukowanym z Süddeutsche Zeitung.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Seksualność kobiet – Voca Ilnicka

Seksualność kobiet – Voca Ilnicka
Wydawca Seksualność Kobiet.pl , 2010 , 37 stron
Literatura polska

Kiedy byłam… kiedy byłam małym dzieckiem, hej! – chciałoby się zanucić z rozmarzeniem. Nie zawsze jednak było tak różowo i łatwo, zwłaszcza będąc dorastającą dziewczyną ciekawą świata, w tym i tego własnego, wewnętrznego, wykluwającego się w okresie dojrzewania, bo właśnie w tym momencie zaczynały się schody, bardzo trudne i strome, przede wszystkim w dostępie do źródeł wiedzy na temat seksualności człowieka. Mogłabym zawęzić je, pomijając podwórkowe, do jednego podręcznika do biologii starszej kuzynki, podkradanego w zmowie z młodszą. Studiowałyśmy go z przejęciem i pasją odkrywców na łące (w domu zawsze można było być przyłapanym na gorącym uczynku) i tylko czerwone uszy, świadczące o emocjach, wystawały nam znad trawy i łąkowego kwiecia. Poza tym dla nastolatki nie było nic. TV uboga w programy, a jeśli już to dydaktyczne na potrzeby szkoły, których i tak nam nie emitowano. Filmy po wieczornym dzienniku, w których można było chociaż podpatrzeć jak się całować, zabronione do ukończenia szkoły podstawowej. W bibliotekach królowała Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej i Kamasutra wypożyczana tylko dorosłym. Dorośli przekładający temat na potem, by pozbyć się problemu niezdrowej ciekawości smarkuli, a starsi chłopcy jak to chłopcy. Zamiast uświadamiać teoretycznie woleli warsztaty praktyczne. Konflikt interesów nie do przezwyciężenia dla nieśmiałej dziewczyny.
Dzisiaj nie tylko powieści erotycznych, ale i poradników seksualnych zatrzęsienie zarówno w księgarniach, jak i w bibliotekach. TV bogata w programy popularnonaukowe i filmy erotyczne. Ba! Nawet w teledyski ocierające się o pornografię. Sztukę całowania można opanować mimochodem już na ulicy, w autobusie lub tramwaju dzięki metodzie obserwacji nieskrępowanych zakochanych. Kioski pękają od „anatomicznych” czasopism, w szkołach prowadzone są zajęcia z przysposobienia do życia w rodzinie, a dostęp do przebogatych zasobów internetowych istnieje w większości domów. I tylko starsi chłopcy się nie zmienili. Co wcale według autorki nie jest dobre, bo jednak przed wprawieniem delikatnej maszyny w ruch, należy koniecznie zapoznać się z instrukcją obsługi i fachowym słownictwem.
Jest dobrze! – chciałoby się krzyknąć, gdyby nie następne pytanie.
To dlaczego nadal jest tak źle?!
Skoro pomimo mojej niechęci do e-booków, ale pomna moich doświadczeń zdobywania wiedzy na temat seksualności człowieka, zgodziłam się dla idei propagować tę wiedzę w Internecie, bo nadal jest takie zapotrzebowanie? Dlaczego muszą istnieć takie portale jak Seksualność Kobiet.pl i wiele jemu podobnych, uświadamiające kobietom wartość i prawa ich płci?

 

 

Dlaczego dotychczasowe uświadamianie seksualności zmierza w kierunku wulgaryzacji seksu i pojęć go określających, deprecjacji kobiecej płci, marginalizacji sfery emocji, pornografii, mody na labiaplastykę okaleczającej narządy płciowe kobiety, używania seksu jako kary i poniżenia w postaci gwałtu, również wśród młodzieży, jak donoszą ostatnio media? Dlaczego nadal temat seksu jest wstydliwym tabu albo wulgarnym tematem żartów?
Autorka w tym krótkim e-booku spróbowała odpowiedzieć na te pytania, sygnalizując jedynie problem. Jak napisała we wstępie: E-book ten jest napisany nie z pozycji ekspertki, ale zwykłej kobiety. Nie znaczy to jednak, że opierała się tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach, rozmowach z przyjaciółmi i obserwacji. W przypisach z literaturą, na której opierała swoją wiedzę, również tę historyczną, wypatrzyłam między innymi Waginę Catherine Blackledge, którą kupiłam ponad rok temu i odkładam niesłusznie na potem. Każdy rozdział rozważań na konkretny temat kończy poleceniami do przemyślenia lub wykonania, często bardzo intymnymi, nadając pracy charakter poradnika. Jednak jego główną ideą jest odkrywanie seksualności kobiet, głęboko ukrytej pod wulgarną lub infantylną nomenklaturą poprzez wpajanie dumy z własnej płci, akceptację swojej nagości i ciała, uczenie wymawiania słów określających narządy płciowe (są kobiety, które mają z tym problem!), obalanie mitów dotyczących waginy, masturbacji, orgazmu, stereotypu kobiety zakochanej czy seksu wyłącznie dla młodych i ładnych, poszerzanie wiedzy, zwracanie uwagi na tematy niepopularne, akcentowanie problemów ważnych, ale bagatelizowanych, ukazywanie elementów dotychczas niedostrzeganych, kończąc myślą-apelem do nas samych, kobiet: Jeśli chcemy, żeby zmowa milczenia wokół kobiecej seksualności została przerwana, same musimy zacząć o niej mówić. (…) Nie wypowiadając się na tematy związane z seksualnością, nie będziemy mogły także rozmawiać o naszym zdrowiu, pragnieniach i o tym, jak się uchronić przed przemocą seksualną, bo „te tematy” wciąż pozostaną tabu.
Dlatego mówię, namawiam i polecam!

 

 

Seksualność kobiet – Voca Ilnicka

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Nie potrafię schudnąć – Dr Pierre Dukan

Nie potrafię schudnąć – Dr Pierre Dukan
Przełożyła Catherine Walewicz-Bekka
Wydawnictwo Otwarte , 2008 , 212 stron
Literatura francuska

Z zaciekawieniem podeszłam do żywo rozdyskutowanej grupy nastolatek ze starszym mężczyzną. Dla mnie dwudziestoośmioletni chłopak, ale dla nich nie, z ich perspektywy wieku. I jakież było moje zdumienie, gdy okazało się , że wspólnym tematem niwelującym tę różnicę wieku było… odchudzanie! No tak, nastały czasy, kiedy i mężczyźni zaczęli dbać o linię, a właściwie o muskulaturę. A kiedy padło słowo Dukan, mogłam włączyć się do dyskusji, bo przecież ta dieta-cud została spisana i wydana w formie książki (na to słowo robię się czujna jak czujka), zajmująca od kilku miesięcy najwyższe miejsca na top listach najlepiej sprzedających się tytułów w sieci Matras i Empik. Podejrzewam, że w innych jest podobnie. Cieszyłam się z tej integracji, ale i trochę się zaniepokoiłam zachwytami, peanami i opowieściami o gwałtownych, dużych spadkach wagi po jej zastosowaniu, a szczególnie jej jednoskładnikową bazą.
Zaufanie zaufaniem, ale kontrola musi być! – jak mawia moja znajoma, wielodzietna mama i poprosiłam o pożyczenie mi tej książki. Chciałam uzyskać odpowiedzi na kilka pytań podyktowanych przez podejrzliwość:
– kim jest autor?
– na czym dokładnie polega dieta?
– czy jest bezpieczna dla zdrowia?
– czy uwzględnia specyfikę okresu dojrzewania nastolatków?
– czy rozwiązuje problem jo-jo?
Przyznam się, że podchodziłam do niej sceptycznie. Na świecie pojawiło się już tyle diet, a jak sam autor podaje około 210 licząc od początku lat 50., że jedna więcej czy mniej nie czyniła mi różnicy. Początek zaskoczył mnie przede wszystkim przebojowością, bo świat osób odchudzających się to nieustanna walka i zagrzewanie do niej, pełnej uderzających faz, piorunujących etapów, restrykcyjnych okresów i… pokuta do końca życia! To jaaa teeeraz kojaaaarzę, dlaczego w przypływie modnej diety szpinakowej zabrakło go w Biedronce i musiałam biegać na drugi koniec miasta do najdroższego sklepu w okolicy, bo tylko tam jeszcze był. Odchudzający robili zapasy wojenne i człowiek w pokojowy sposób nie mógł zjeść ulubionego makaronu ze szpinakiem. W dalszej części poradnika autor się przedstawił. Bardzo ładnie z jego strony. Ja nie musiałam i tak wiedział, że wsuwam słodycze podczas czytania, grożąc mi z dezaprobatą palcem. Jasnowidz jeden wypominający! A co mi może zrobić takie jedno ciasteczko!? No dobrze, więcej niż jedno. Mimo wszystko zyskał u mnie duży plus, bo okazał się być lekarzem z wykształcenia, a nie tylko ze skrótu dr przed nazwiskiem, które widnieje na okładce, a jego dieta to efekt kilkudziesięciu lat pracy z pacjentami. Oparta przede wszystkim na proteinach (w znacznej części na mięsie), którym poświecił sporo stron oraz warzywach dopuszczonych do spożywania w dalszych etapach kuracji, a co najważniejsze dla puszystych, rozwiązująca problem jo-jo. Po modyfikacji może ją stosować każdy w zależności od wieku (jest wersja dla dzieci i młodzieży), płci, wielkości nadwagi, chorób, ciąży, a nawet defektów kosmetycznych ciała u osób z prawidłową normą wagową. Można na przykład pozbyć się cellulitu w dolnych częściach ciała! I po tej zaskakującej informacji popatrzyłam krytycznym okiem na moje lewe biodro, potem na prawe, po czym stwierdziłam, że aż tak zdesperowana nie jestem.
Myślę, że gdybym miała nadwagę, a do książki dołączonoby gratis kucharza, najlepiej Włocha, podjęłabym to wyzwanie. Skusiłabym się, zwłaszcza że potrawy przyrządzane na bazie tej diety są bardzo apetyczne. Obejrzałam je sobie dokładnie w blogach specjalizujących się w diecie Dukana: Przepisy w diecie proteinowej – Dukana, Dukan ze smakiem, Przepisy dla diety dr Dukana. Poza tym poradnik jest bardzo przystępnie napisany i skonstruowany. Począwszy od odniesień do nauki poprzez własną praktykę, przykłady konkretnych problemów z pacjentami do dokładnego, szczegółowego wytłumaczenia samej idei diety, jej przebiegu i to co mnie podobało się najbardziej, rozpisania na poszczególne dni i posiłki wraz z podaniem wykazu przepisów na konkretne dania i potrawy. Podkreślając przy tym rolę ruchu, a przede wszystkim znaczenie najważniejszego składnika kuracji – konsekwencji w ograniczeniach żywieniowych do końca życia, której tak bardzo brakuje kuracjuszom.
Rozwiałam wszystkie wątpliwości. Odpowiedziałam sobie na wszystkie postawione pytania, ale… gdzieś z tyłu głowy zaczęło migać nowe.
Co na to wegetarianie?!
Na tym nie koniec literatury poświęconej diecie tak chwalonej przez 400 000 szczuplejszych kobiet i mężczyzn, jak głosi napis na przedniej okładce, bo na tylnej wydawnictwo poleca dwie kolejne pozycje:

 

 

A ostatnio na rynku ukazała się wersja diety przeznaczona specjalnie dla Polaków! Tacy jesteśmy wyjątkowi! Pozostaje więc tylko odchudzać się, a jeśli nie ma z czego, to z kości na ości.

 

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Podręcznik manipulacji – Gregory Hartley , Maryann Karinch

Podręcznik manipulacji – Gregory Hartley , Maryann Karinch
Przełożyła Olga Kaczmarek
Wydawnictwo Bellona , 2011 , 237 stron
Literatura amerykańska

Muszę przyznać, że przeczytanie poniższego zdania na tylnej okładce o jednym z jej autorów:

 

 

sprawiło, że trochę się wystraszyłam. W mojej głowie automatycznie pojawiły się skojarzone informacje z przerażającymi doniesieniami mediów o metodach przesłuchiwania arabskich więźniów przez amerykańskich śledczych w ośrodku Guantanamo, w którym autor zresztą pracował, a zwłaszcza z tą o torturze podtapiania. I chyba miał świadomość takiego ewentualnego skojarzenia u czytelnika, skoro już we wstępie zdecydowanie odciął się od tych praktyk, podkreślając swoje zawodowstwo takim zdaniem: Niestety, reputacja dbających o nasze bezpieczeństwo zawodowców została nadszarpnięta przez grupę całkowitych amatorów, uciekających się do niegodnych środków.
A potem mnie zmanipulował. Już na wejściu!
Dokładnie na piętnastej stronie. Polecił mi zastanowić się bez czego nie potrafiłabym żyć, którego zniknięcie pozostawiłoby istotną pustkę? Co jest moją najbardziej ludzką potrzebą, niematerialnym odpowiednikiem pożywienia, ubrań i domu?
No co? – pomyślałam.
Książki oczywiście! – wypaliłam natychmiast i bez namysłu.
A właśnie, że nie! – skontrował mnie autor. To czego potrzebuję, bez względu na typ mojej osobowości, to towarzystwo innych ludzi, bo ludzie potrzebują ludzi. I tutaj pokłonił mi się Elliot Aronson ze swoją teorią człowieka jako istoty społecznej.
Poczułam się dziwolągiem, wyrzutkiem społeczeństwa, outsiderem, który nie respektuje tej odwiecznej i ugruntowanej w psychologii prawdy. Uczynił mnie taką malutką! Taką! Ale zaraz potem przypomniał mi hierarchię potrzeb Abrahama Maslowa:

 

 

Według której to, że spełniam się i samorealizuję, oznacza wcześniejsze zaspokojenie potrzeby niższej, jaką jest, między innymi, przynależność do grupy społecznej. Uff! Moje poczucie wartości wywindował w ten sposób na szczyt piramidy i samozadowolenia, pozwalając poczuć mi się wyjątkową, wyróżnioną i dowartościowaną. Jeszcze jak dowartościowaną i taką wielką! Taką!
W ten prosty sposób, bazując na piramidzie potrzeb Maslowa i dwóch instynktach człowieka: potrzebie przynależności i potrzebie wyróżniania się (inaczej odrębności), pokazał na moim żywym przykładzie, jak można poprzez narzędzia (pytania) przesuwać człowieka (manipulować zachowaniem) w dół lub w górę piramidy, osiągając z góry postawiony sobie cel – moją degradację lub awans, przynależność lub izolację.
Stąd pytanie do mnie, czytelnika o cel sięgnięcia po tę książkę poprzez zadanie konkretnego pytania: Czy dołączasz do nowej grupy i starasz się lepiej dostosować, by zdobyć akceptację? Czy też zastanawiasz się, jak wyróżnić się w grupie? A może – odpowiedziałam mu – chcę zobaczyć jak inni (szef, bliscy, znajomi, politycy, media) manipulują mną?
Jakkolwiek bym sobie na te pytania nie odpowiedziała, byłam ciekawa dalszej treści, bo dotychczasowe informacje były dopiero początkiem potrzebnej mi wiedzy do świadomego podejmowania decyzji, przynoszących mi oczekiwane korzyści. A autor dzielił się swoją wiedzą bardzo chętnie, począwszy od zapoznania z narzędziami w formie pytań, które były mi już znane (przeznaczył na to jeden rozdział), po typy osobowości, wobec których należy je stosować. Z tym podziałem zetknęłam się po raz pierwszy i nic dziwnego. To podział autorski, zbudowany na potrzeby manipulacji, oparty na myśli Jima McCormicka – Nasze wady i zalety są w istocie tym samym. Wszystkie nasze zalety potencjalnie stać się mogą wadami. Takie ujęcie osobowości pozwoliło mu na stworzenie listy przeciwstawnych par typu: konformista i buntownik, mądrala i poszukujący mistrza czy twardogłowy i elastyczny, i przesuwanie ich po linii poziomej, zamieniając osobowość na przykład pretensjonalną w prostolinijną i odwrotnie:

 

 

Trochę trudno było mi w to uwierzyć, dopóki autor mi tego nie udowodnił jednym, prostym przykładem. Oczywiście manipulując mną!
Zawsze uważałam się za osobę elastyczną, a nie twardogłową. Obraziłabym się, a nawet oczy wydrapała, gdyby ktoś mnie tak nazwał! Ale wystarczyło jedno pytanie, które w moim przypadku było strzałem w dziesiątkę – Czy zachowywałbyś się jak twardogłowy, gdyby nagle wydawcy uznali, że odtąd będą publikować książki wyłącznie w postaci cyfrowej?
Ożeż ty! – jęknęłam i nie mając wyboru odpowiedziałam – Tak! Tak! Tak!
A teraz pomyśl, co byś dla mnie zrobiła, gdybym miał możliwość zagwarantowania tobie, że tak się nie stanie?
Ekhm?!
I wszystko na ten temat – mógłby złośliwie i z satysfakcją powiedzieć autor, osiągając swój cel.
Jaki?
Udowodnił w tej książce, że człowiek to istota niezwykle złożona, ale o jednakowych dla wszystkich ludzi instynktach podstawowych, że manipulowanie nimi, a przez to człowiekiem, wymaga nie tyle wiedzy, co niezwykłego taktu i świadomości łatwego skrzywdzenia innych. Być może dlatego ostatnie zdanie tej książki brzmi: W związku z tym może lepiej będzie zastosować to, czego uczy niniejsza książka, do siebie.
A uczy.
W sposób bardzo przystępny, ilustrując przykładami z własnej praktyki zawodowej i tak jak na formę podręcznikową przystało, od podstaw z zakresu psychologii do szczegółów związanych z tytułową tematyką. To co mnie podobało się najbardziej to powtarzalność najistotniejszych treści przy każdej nowej partii materiału. Czułam, że autorowi zależy, abym utrwaliła sobie najważniejsze myśli, na których opierał prezentowaną wiedzę, bym mogła bez problemu przejść do ćwiczeń kończących każdy rozdział. A jest ich sporo do praktycznego wykorzystania na sobie, jak i na innych osobach. Skutek wypróbowania degradacji poczucia wartości i przesunięcia mojej zaprzyjaźnionej młodzieży w hierarchii potrzeb w dół, odczuwam do dziś. Teraz usilnie pracuję z książką, jak to odkręcić. A przestrzegał mnie autor, że trzeba ostrożnie, że należy wyczuć moment krytyczny i go nie przekraczać, że zaburzanie wyobrażenia drugiego człowieka o sobie jest niezwykle niebezpieczne!
Podręcznik jednak nie wyczerpuje całości tematyki. Jest zaledwie wstępem do mechanizmów manipulacji, początkową bazą do dalszych poszukiwań, chociażby w zakresie języka ciała czy do samodzielnego rozbudowywania listy bibliograficznej do każdego rozdziału, którą autor podaje w zakresie szczątkowym. Na szczęście polski rynek wydawniczy pod tym względem jest bardzo bogaty.
I jeszcze jedno.
W trakcie czytania i spisywania moich wrażeń, zdałam sobie sprawę, że obcuję i polemizuję tylko z Gregorym Hartleyem. Wrażenie to potęgowało używanie przez niego pierwszej osoby liczby pojedynczej, częste powoływanie się na swoją wiedzę i swoje doświadczenia i rzadkie wzmiankowanie o doświadczeniach współautorki, sprawiającej wrażenie cicho siedzącej obok niego towarzyszki. Wyjątkowo autokratyczny styl pisania książki!
Ale za to bardzo dobry!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Złość u młodzieży – Nick Luxmoore

Złość u młodzieży: jak sobie z nią radzić – Nick Luxmoore
Przełożył Roman Zawadzki
Wydawnictwo Bellona , 2009 , 168 stron
Literatura angielska

Wbrew pozorom pedagogika jest nauką stale rozwijającą się. Są tacy, są, którzy w to nie wierzą. A ja, co jakiś czas, słyszę o nowych teoriach, metodach i technikach stosowanych w procesie wychowania. O większym lub mniejszym znaczeniu jego elementów, do których wcześniej nie przywiązywano wagi.
Przed czytaniem tej pozycji, próbowałam sobie przypomnieć, co wiem o złości, co czytałam o niej wcześniej i okazało się, nie licząc wzmianek przy okazji omawiania emocji, że nic. O agresji owszem, nawet sporo. Pojęcie to stało się nawet składowym znanego hasła „Stop agresji w szkole”. Natomiast złość, która często jest mylona z agresją mimo diametralnych różnic, spychano na margines jako emocję mało znaczącą, bo mniej szkodliwą w procesie wychowania, z którą „trzeba się przespać”, którą należy opanować na hasło „nerwy w konserwy i na eksport” lub, jak pisze autor – „trzeba ją przepracować”.
A złość, jak zaraz potem udowadnia ten wieloletni nauczyciel, doradca szkolny, trener i psychoterapeuta, jest emocją silnie destrukcyjną (ale nie tylko, o czym później), która wypierana (złość piękności szkodzi!), tłumiona (opanuj się!), kumulowana (narastająca frustracja) prowadzi do zachowań agresywnych, niedostosowań społecznych i niepowodzeń szkolnych włącznie z absencją szkolną, plagą polskich szkół nieradzących sobie z problemem.
W polskich szkołach nie wysyła się dziecka do pedagoga szkolnego z powodu złości okazywanej przez nastolatka. Tym bardziej z powodu tej ukrytej, bo taka również istnieje, pod postacią nieumiejętności okazywania jej, zaniechania określonych czynności, przybierania na wadze czy dolegliwości fizycznych. Trafia tam, gdy zachowa się agresywnie. A pedagog „leczy objawy choroby” umoralniającą rozmową, która przebiega mniej więcej tak, jak podaje autor: wysłucha, jak będę mu mówił o tym, że włamanie to przestępstwo, o wandalizmie, prawie własności, opinii rówieśników, o mamie, znaczeniu edukacji, o tym, jakie to straszne być oskarżonym o przestępstwo i o więzieniu, które czeka na takich niepoprawnych, młodych przestępców. On pozostanie głuchy na słowa, nie zgodzi się z niczym, co powiem i odejdzie. Dodam od siebie – albo zgodzi i przeprosi dla świętego spokoju. W przypadku braku poprawy pedagog zaproponuje podpisanie kontraktu, bardzo powszechnie stosowanej w ostatnich latach metody radzenia sobie z „recydywistami”.
W szkole angielskiej takimi złoszczącymi się nastolatkami zajmuje się dodatkowo (oprócz pedagoga szkolnego i psychologa) zatrudniony doradca (jak neutralnie brzmi!), prowadzący indywidualne lub grupowe spotkania w ramach lekcji (!). To w ramach właśnie takich zajęć prowadzący terapię rozpoznaje przyczyny złości, które autor omawia w książce bardzo szczegółowo i uczy nastolatka jak je rozpoznawać u siebie, nazywać i zarządzać nią kreatywnie. Jako praktyk skupia się w tej książce przede wszystkim na opisaniu konkretnych przypadków pedagogicznych, które spotkał w swojej pracy doradcy, pokazując krok po kroku postępowanie z takim zezłoszczonym człowiekiem. Mogłam wyłuskać niektóre metody, techniki socjometryczne czy stosowane zabawy diagnozujące, jednak sama książka nie jest ich wyodrębnionym zbiorem z dokładnym opisem czy instrukcją ich przeprowadzania. Jest przede wszystkim przystępnym przekazem sygnalizującym znaczenie niepozornej emocji złości w procesie wychowania i jak sam podkreśla we wstępie: Jest to książka o tym, jak pracować ze złością, a nie przeciwko niej, książka o słuchaniu złości. Rzecz w tym, że trzymanie się mitu „przeracowywania złości” grozi tym, iż nie będziemy w stanie „wsłuchać się” w znaczenie złości u młodych ludzi, a jej istotę potraktujemy li tylko jako niebezpieczny błąd systemu, bez którego funkcjonowałby on sobie spokojnie i bez zarzutu. A przecież dobrze ukierunkowana złość może być twórcza, konstruktywna i pożyteczna. W tym kontekście walka z agresją w szkołach pozostaje pustym sloganem, z góry skazanym na porażkę. Agresja w polskich szkołach, po szeroko zakrojonej akcji profilaktycznej na skalę kraju, ma się nadal dobrze, a nawet bardzo dobrze.
I jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz, o której wspomina autor.
O złości zawodowców, czyli wszystkich pracujących z młodzieżą. Ukrywana za maską spokoju zawodowego profesjonalisty, bez umiejętności wychodzenia z roli i braku refleksji nad pracą z uczniem lub wychowankiem, zostaje przelana na podopiecznych, innych nauczycieli czy rodzinę poprzez projekcje identyfikacyjną. To jedna z przyczyn stresu nauczycieli. I tutaj autor jest bezlitosny w formułowaniu wniosku – by móc pracować z emocją złości u ucznia, sam musi być od niej wolny, w przeciwnym razie grozi nam, że wdamy się w długotrwałą i niszczącą wojnę.
Angielscy nauczyciele mają możliwość pomocy u doradców zatrudnionych w szkole również z myślą o kadrze pedagogicznej, a polscy nauczyciele muszą zadbać o siebie sami – warsztaty, szkolenia, literatura. Nie mówię, że to złe rozwiązanie, ale zadaję sobie pytanie: ilu nauczycieli sięgnie po tę książkę (literatura), a potem zada sobie trud pracy nad własną złością (warsztaty), by móc pracować ze złoszczącym się uczniem (szkolenia)? Ilu w ogóle (poza dydaktyką) czyta książki z psychologii i metodyki wychowania?

 

 

Będąc w Szwecji, w niewielkim miasteczku, musiałam odwiedzić, przymusem czytelnika, bibliotekę. Okazała mieścić się w szkole, służąc zarówno mieszkańcom jak i uczniom. Znajdowała się w lewej części budynku na powyższym zdjęciu, będąc osobną a zarazem integralną częścią szkoły. To co mnie najbardziej wprawiło w zdumienie, to świetliki w dachach z oknami na niebo i pejzaż okolicy, a w części bibliotecznej wieżyczka. Prowadziły do nich takie kręte schody na szkolnym korytarzu:

 

 

Zezłoszczone dziecko, potrzebujące odprężenia, wyciszenia, oderwania się i chwili odosobnienia wchodziło sobie na górę i gapiło się w niebo na chmury i ptaki tak długo, jak tego potrzebowało. Nie wiem czy to powszechna praktyka w szkołach szwedzkich, ale akurat w tej uwzględniono taką potrzebę ucznia w architekturze budynku. Przyznam, że to odkrycie wprowadziło mnie w osłupienie, a potem w najprawdziwszą zazdrość nie tylko o te świetliki, ale o ogromną świadomość Szwedów znaczenia wychowania w szkole i stosowania jej w praktyce w myśl przekonania autora: Uważam, że krokiem naprzód byłoby nie tyle usuwanie złości ze szkół, ile utworzenie przestrzeni do jej bezpiecznego ujawniania, uznania jej za uzasadnioną emocję, za pewną możliwość, a nie zagrożenie.
To książka nie tylko dla nauczycieli i wychowawców, ale również dla rodziców.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Gdy rozpęta się piekło – Cody Lundin

Gdy rozpęta się piekło: poradnik survivalowy na czas kataklizmu – Cody Lundin , ilustracje Russel Miller
Przełożyli Tadeusz Zontek , Piotr Żak
Wydawnictwo Pascal , 2012 , 452 strony
Literatura amerykańska

Gdy rozpęta się piekło powodzi, pożaru, huraganu i każdej innej klęski, pierwszym i najważniejszym czynnikiem przeżycia człowieka jest, nie, nie tlen, jedzenie czy woda, ale… pozytywne myślenie! Według Cody’ego (trochę się spoufalę z autorem, ale to zasługa jego niezwykłej osobowości) to emocje i strach w chwili zagrożenia produkują zabójczą mieszankę uniemożliwiającą myślenie i działanie, a tym samym przeżycie. Zabija w ciągu 3 do 4 sekund na długo przed brakiem pożywienia, tlenu czy schronienia. Dlatego ten survivalowy poradnik przeznaczony dla człowieka z miasta (ale nie tylko!) zawiera treści zbudowane na piramidzie potrzeb pojawiających się w sytuacji kryzysowej, której podstawą jest pewność siebie przy pokonywaniu wątpliwości i lęków, pozwalając na optymalne wykorzystanie wiedzy i umiejętności.

 

 

Wiedzy, którą Cody zawarł w tej książce poukładanej właśnie według następujących po sobie poziomów powyższej piramidy, odpowiadającym poszczególnym rozdziałom, których nie trzeba czytać po kolei. Można zapoznawać się z tą swoistą biblią przetrwania w zależności od posiadanej już wiedzy lub zaistniałej potrzeby. Zastrzega przy tym, że nie daje gotowych rozwiązań podanych na talerzu, ale sensowne i sprawdzone w praktyce narzędzia i techniki, które pomagają osiągnąć spokój ducha, harmonię oraz niezależność w trudnych czasach. Daje znaną wędkę zamiast ryby uważając, że nie ma uniwersalnego zestawu ratunkowego, tak samo jak nie ma jednego planu przygotowań dla wszystkich gospodarstw. Oferuje przebogatą, wszechstronną wiedzę i sposoby jej wykorzystania, pozostawiając wybór mnie, osobie najlepiej znającej własną rodzinę i jej potrzeby. W dużym skrócie – pokazuje jak przeżyć i nie zjeść własnego psa, o innych, dużo tragiczniejszych scenariuszach, nie wspominając.
Przyznam, że to bardzo uczciwe podejście.
To dlatego jego wiedza jest uniwersalna, do wykorzystania nie tylko w czas tragiczny, ale i w życiu codziennym – na wycieczce, w lesie, w pozbawionym mediów domu czy podczas biwaku. A ponieważ Cody jest praktykiem prowadzącym kursy przetrwania dla mieszczuchów oraz pasjonatem survivalu (nie tylko miejskiego) żyjącym według swojego wypracowanego przez lata światopoglądu, bardzo duży nacisk położył na uświadomienie mi, że muszę liczyć przede wszystkim na siebie, a nie na jednostki lub organizacje, które żyją ze stwarzania iluzji bezpieczeństwa. Jest zwolennikiem brania osobistej odpowiedzialności za swój los, a co ujął w humorystyczny sposób, polecając mi wkleić swoje zdjęcie w ten rysunek. Wprawdzie zdjęcia nie wkleiłam (nie mogłam tego zrobić książce!), ale wirtualnie wpisałam się w to lusterko:

 

 

Humor słowny czy rysunkowy to ogromny atut tego poradnika. Choćby w ten sposób przy omawianiu zagadnienia wody.

 

 

Cody świadomie i umiejętnie zastosował w nim metody dydaktyczne powszechnie stosowane w procesie nauczania, wiedząc, że przekazanie samej teorii, bardzo obszernej, obejmującej niemalże wszystkie dziedziny nauki, czasami w bardzo szczegółowy sposób, byłoby dla mnie po prostu nudne. Skupiał więc moją uwagę za pomocą wyróżnień w tekście, pogrubionej czcionki, wyeksponowanego fragmentu tekstu czy wszechobecnych rysunków obrazujących treść:

 

 

Dodatkowo wprowadził kreskówkowych bohaterów:

 

 

Vinniego, Trevora, Daisy i Robbiego mających nie tylko mnie podtrzymać na duchu, ale i zmusić do odnalezienia w sobie kwintesencji ich cech – pozytywnego nastawienia do rzeczywistości (nawet tej najgorszej i beznadziejnej), kreatywności tworzenia czegoś z niczego, prostoty w działaniu i odwagi, by ostatecznie zwiększyć szanse na moje przeżycie. Rolą przerywnika i odskoczni od treści, ale zmuszającą do myślenia, obarczył Jerry’ego Lizaka, podsuwającego mi na przykład takie sentencje z dorobku ludzkiej myśli osób znanych lub anonimowych:

 

 

Dodatkowo każdy rozdział zawierał podsumowanie utrwalające i syntetyzujące przekazane wcześniej informacje, zachęcając jednocześnie do wypróbowania ich już teraz, w ramach profilaktyki, bo zapobieganie zagrożeniom zaczyna się na poziomie zwyczajnego życia i zależy od tego, jak kieruje się myślami, emocjami, słowami i czynami. To według Cody’ego najbardziej odpowiedni czas na wypracowanie w sobie automatycznych zachowań, kiedy nie będzie czasu sięgać po książkę. Niektóre z tych rad były dla mnie hardcorowe jak na przykład urządzenie głodówki dla rodziny, by poznać skrajne zachowania moich bliskich i być przygotowanym na ich opanowanie w sytuacji zagrożenia. Cody zdawał sobie z tego sprawę, ale za każdym razem ripostował – to od razu odłóż tę książkę i idź oglądać telewizję. Był przy tym bezwzględny i zawsze stawiał mnie w sytuacji albo nauczę się łapać szczury z gotowością ich zjedzenia (podaje nawet przepis jak go przyrządzić), albo powiększę grono aniołów razem z moją rodziną. Innej opcji nie było. W ten sposób skutecznie przełamywał nie tylko stereotypy żywieniowe, ale i mentalne w podejściu do zagadnień w sytuacjach skrajnych.
Ten poradnik, oprócz praktycznej wiedzy, przekazał mi również pewną ideę zawartą w tym skierowanym do mnie zdaniu – Po przeczytaniu tej książki będziesz lata świetlne przed większością populacji, jeśli chodzi o świadomość potrzeb w kryzysowych sytuacjach i odpowiedzialności wobec świata przyrody.
I muszę przyznać Cody’emu rację.
Przekazał mi ogromną wiedzę i wskazówki jak ją wykorzystać nie tylko, gdy rozpęta się piekło, ale i na co dzień wraz ze świadomością jak daleko odeszłam od natury, w jak dużym stopniu złożyłam odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo na innych, jak bardzo zaufałam w tym zakresie instytucjom, które mogą się spóźnić lub mnie zawieść w najtrudniejszym momencie, jak bardzo uzależniłam się od infrastruktury miejskiej, w której brak prądu czy wody czyni ze mnie osobę bezsilną, kalekę stojącą tylko na jednej nodze cywilizacji, bo drugą tkwiącą w naturze sama sobie dawno amputowałam i wreszcie skalę ignorancji Matki Natury i ludzkiej natury.
Ta książka jest jak życie. Jej wartość docenia się w sytuacji jego zagrożenia. Oby nie po fakcie, kiedy trzeba będzie skorzystać z rad, co zrobić, gdy znajdę trupa.
Cody wyciągnął mnie spod klosza iluzji bezpieczeństwa, ale i wyposażył w świadomość, że tak naprawdę moje życie i jego bezpieczeństwo zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: