Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Drelich: prosto w splot – Jakub Ćwiek

28 marca 2021

   …ta sprawa zaczęła się ewidentnie od niefortunnego splotu wydarzeń i przypadek sprawił, że trafiłem czy też trafiliśmy prosto w ten splot.

   Tak wyjaśniał bardzo skomplikowaną i śmiertelnie niebezpieczną sytuację, w której się oboje znaleźli, swojej byłej żonie Izie główny bohater – Drelich. Oficjalnie przedstawiciel handlowy w firmie Krasowskiego. Nieoficjalnie zawodowy złodziej też w „firmie” Kracha. Właśnie został oskarżony przez szefa gdańskiej mafii o romans z jego żoną Mileną. Tylko że Drelich nie przypominał sobie takiej sytuacji, ale obiegowe zdjęcie jednoznacznie go identyfikowało.

   Powstała sytuacja patowa.

    Węzeł gordyjski, który zamiast się rozluźniać, zaczął się niebezpiecznie jeszcze bardziej zacieśniać przy każdym ruchu osaczonego. Potrzebował więc czasu, którego nie miał i umiejętności, które na szczęście posiadał, by go rozsupłać, a gdy trzeba będzie, rozciąć bardziej radykalnymi sposobami, by uratować siebie, swoje dzieci i Izę.

    W splot zdarzeń trafił godny jego przeciwnik.

    Drelich był stworzony do takich zadań specjalnych. Zawsze czujny, zawsze przygotowany i przewidujący, bo od dawna żył pod presją zła, które potencjalnie może się wydarzyć. Miał analityczny umysł, precyzję logicznego rozumowania i umiejętność panowania nad emocjami, trzymania dystansu do wydarzeń, szybkiego myślenia i jeszcze szybszego reagowania, a najważniejsze, że zawsze, ale to zawsze, dysponował planem awaryjnym B, C i każdym kolejnym jego wariantem. Ta jego zdolność elastycznego dostosowywania działań do zmiennych i nieprzewidywalnych czynników oraz warunków tworzyła akcję dynamiczną i najeżoną niebezpiecznymi zdarzeniami z nagle otwierającymi się nowymi wątkami. Moją uwagę od początku przykuwał jeden motyw – sprawa zawsze do wyjaśnienia, bo jedna rozpracowana generowała dwie następne do rozwikłania. Wszystko to składało się na świetnie zbudowaną warstwę rozrywkową, jaką zawsze niesie w sobie dobra powieść sensacyjna trzymająca w napięciu do ostatniej kartki.

    To nie jedyny jej atut.

   Jest ich jeszcze kilka, ale pozostawiam je do odkrycia innym czytelnikom. Wskażę tylko jeden. Dla mnie najważniejszy. Można go zobaczyć, kiedy na historię i uwikłanych w nią bohaterów spojrzy się z dużym dystansem (bez tylko negatywnego oceniania świata przestępczego) i z odległej perspektywy – ocean przemocy. Nie tylko fizycznej, emocjonalnej, psychicznej czy werbalnej, ale także jej odcienie szarości od tej skrajnie brutalnej do aksamitnej, których nasycenie zależało od sprawcy, ofiary, środowiska, przyczyny i celu agresji.  Początkowo sądziłam, że w środowisku przestępczym autor skupił tylko antybohaterów, by w miarę rozwoju fabuły zrozumieć, jak cienka jest linia między światem ludzi „normalnych” a środowiskiem przestępczym. Jak niewiele brakuje przypadkowych splotów okoliczności, by z szanowanego człowieka stać się szemranym, a nawet mordercą. Przede wszystkim mężczyzn, którzy ten świat stworzyli, ustalili w nim zasady i drabinę hierarchii, na której kobieta zajmowała najniższy szczebel. To na niego autor skierował moją uwagę. Na to pozornie najsłabsze ogniwo dobrze funkcjonującego systemu – wykorzystywane, gwałcone, poniżane i traktowane jak najmniej wartościowy, ale niezbędny i bezwzględnie posłuszny atrybut macho. Wykorzystał ten powszechny schemat spojrzenia, by go zburzyć. Złamać zasadę zawsze biernej kobiety-ofiary i uczynić z jej wady zaletę otwierającą na nowe możliwości działania. Kobiety w tej powieści wciągnięte, uwikłane i zapętlone z różnych powodów w relacje z przestępcami na różnym etapie życia wykorzystują swoją „niewidzialność”, by stać się realnie zabójczym przeciwnikiem. Każda z tych kobiet – Iza – eksżona Drelicha, Milena – żona szefa mafii, Weronika – pracownica klubu należącego do przestępcy – dokonywała coming out w skrajnych sytuacjach zagrożenia tak, jakby autor chciał przekazać jedną myśl – kobieta to też człowiek i działa na tych samych zasadach psychicznych, co mężczyzna, dlatego nie wolno jej lekceważyć.

    Nigdy!

   Jakżeż ta myśl mi się spodobała. Może dlatego tak bardzo kibicowałam tym cichym bohaterkom, które niosły ze sobą nie tylko „ognisko domowe”, ciepło pozytywnych emocji, ale również śmiertelną truciznę bomby gazowej o zapachu fiołków. Każda z nich, znajdując się w granicznej sytuacji, bez wahania wyciągała zawleczkę ignorowaną przez mężczyzn, by się od ich brutalności uwolnić. Nie do końca wypisać z ich świata tak, jak bezskutecznie próbowała tego Iza, ale zawsze można, jeśli nie odciąć się w ogóle, to przynajmniej mocno ograniczyć kontakt z nim do minimum. W ten sposób autor próbował odpowiedzieć na ważne pytanie.

   Czy można żyć na styku dwóch światów – społeczeństwa i przestępczego?

   Na to pytanie odpowiada postacią Drelicha, który dokładnie tego próbował. Funkcjonować w oceanie przemocy i jednocześnie na jego powierzchni, przyjmując dwie tożsamości. Budować życie na niestabilnych fundamentach, które w każdej chwili mogły runąć. I runęły!

   A jednak ludzie żyją tak!

    Autor nie wymyślił sobie tego rodzaju rzeczywistości. Wziął go z życia i tylko uchylił rąbka tajemnicy, starając się, by jego brutalność nie poraziła. Tylko zasygnalizował, jakimi mechanizmami rządzi się i na jakich zasadach funkcjonuje od środka, miłosiernie spuszczając kurtynę w sytuacjach, kiedy lepiej, żeby pracowała wyobraźnia czytelnika, niż miałby epatować skrajnie sadystycznymi opisami scen. To czyniło jego powieść wiarygodną, bohaterów na wskroś ludzkimi z całą paletą wad i zalet, a zdarzenia prawdopodobnymi. O ile autor nie skusi się na silniejszy akcent humorystycznego podejścia, którego niebezpieczeństwo pojawienia się bardzo delikatnie wyczułam w kilku miejscach. Stąd moja prośba do autora – proszę nie iść tą drogą w stronę komedii, która zniweczy tak skrupulatnie budowane prawdopodobieństwo i wiarygodność.

   Chyba że będzie to humor tylko noir.

   To początek cyklu, który po zupełnie innej Topieli jest moim drugim, bardzo pozytywnym spotkaniem z twórczością autora. Jeśli kolejne tomy z Drelichem będą utrzymane w takiej formie, która nie tylko dobrze się opowiada, ale przy okazji porusza ważne problemy społeczne ukryte pod warstwą rozrywki, a wiem z wywiadu z autorem, że tak ma być, to zapowiada się bardzo dobry cykl społecznie użyteczny.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Drelich: prosto w splot – Jakub Ćwiek, Wydawnictwo Marginesy, 2021, 456 stron, literatura polska.

Polecam wywiad z autorem.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *