Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Wiosna zaginionych – Anna Kańtoch

27 sierpnia 2020

…staruszki nie są groźne, staruszek nikt nie podejrzewa, a ja wiedziałam już, że zamierzam popełnić przestępstwo.

   Tą staruszką była siedemdziesięciotrzyletnia Krystyna mieszkająca w Katowicach. Emerytowana policjantka pamiętająca pracę jeszcze w milicyjnej dochodzeniówce. Nieumiejąca zapomnieć o zaginionym bracie Romanie w 1963 roku, kiedy była jeszcze nastolatką. Zbyt smarkatą, według jej brata studenta, na wyprawę tatrzańskim szlakiem od Polany Chochołowskiej aż po schronisko w Dolinie Roztoki, z której wrócił tylko Jacek. Pozostała trójka przyjaciół nie żyła. To wtedy jakaś część Krystyny żegnającej brata na peronie pozostała tam na zawsze, by nigdy nie dorosnąć. Przebudziła się dopiero po ponad pięćdziesięciu latach, kiedy zupełnie przez przypadek spotkała ocalałego Jacka. To wtedy, jak wspominała – przeszłość niespodziewanie wychyliła się zza rogu, wykrzywiła do mnie paskudną gębę, szturchnęła sękatym paluchem i zapytała: I co, masz zamiar wreszcie zareagować?

   Miała!

   Nareszcie dorosła do reakcji. Wzięła nóż i pod osłoną szybko zapadającego zmroku poszła do willi Jacka w ekskluzywnej części Janowa. Problem w tym, że zastała w niej już trupa. Ekipa dochodzeniowa, w której pracowali dawni koledzy Krystyny, zaprosiła ją do nieformalnej współpracy. W ten sposób staruszka z niedoszłej morderczyni stała się wspomagająca śledztwo.

   Była w tym bardzo dobra!

   Niby starsza pani, ale o nadal świetnie funkcjonującym umyśle i długoletnim doświadczeniu prowadzenia sondujących rozmów, których tajniki zdradzała mi w wewnętrznych komentarzach myślowych. To było ciekawe również dlatego, że mogłam obserwować jej umiejętności dyplomatycznego lawirowania między faktami i półprawdami, by policjanci nie powiązali jej osoby z denatem. Zwłaszcza że nie do końca dzieliła się swoimi odkryciami z resztą ekipy. Jej śledztwo w dużej mierze miało charakter bardzo osobisty.

   Do czasu!

   Do momentu, kiedy, wydawałoby się, prosta sprawa tak bardzo skomplikowała się, że zaczęłam przychylać się do skrajnych teorii sugerowanych przez świadków, z opętaniem i porwaniem przez UFO włącznie. Dynamika zmieniającej się akcji była tak duża, że podlegała jednej powtarzającej się regule – świat na moment zyskał sens, a potem znów go stracił i wszystko rozsypało się jak zbudowany dziecięcą ręką zamek z piasku. Teoretycznie miałam łatwiej od głównej bohaterki, bo oprócz niej narrator zewnętrzny udostępniał mi informacje z życia i działalności pozostałych bohaterów: policyjnych śledczych, tajemniczego blogera i dyspozytora numeru alarmowego. Ci ostatni byli pozornie niezwiązani ze sprawą, ale dostarczali istotnych szczegółów, które uważnie wyłowione z szumu informacyjnego pomagały budować okoliczności wydarzeń oraz profil mordercy. Wbrew pozorom nie ułatwiało mi to jednak zadania, a raczej bardziej go komplikowało. Na szczęście ratował mnie zdrowy rozsądek upartej staruszki, która uspokajająco zapewniała – dojdziemy do tego […] Krok po kroku, ale dojdziemy.

   I tutaj chciałabym uprzedzić.

   Nie wierzcie staruszkom. Nawet tak miłym i niewinnym profesjonalistkom jak Krystyna, bo tak naprawdę nie dowiedziałam się najważniejszego. I wcale nie chodzi o mordercę, którego w końcu poznałam. Z założenia autorki nie mogłam poznać rozwiązań wszystkich wątków, ponieważ jak wyjaśniła – wątek ten będzie kontynuowany w kolejnych częściach trylogii.

   A przesłanie tej części?

   Czasami demony z przeszłości dopadają swoje winne i niewinne ofiary w teraźniejszości i niekoniecznie muszą mieć cokolwiek wspólnego z opętaniem.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wiosna zaginionych – Anna Kańtoch, Wydawnictwo Marginesy, 2020, 400 stron, trylogia, część 1, literatura polska.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *