Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Osobliwe miejsca, które odwiedzasz każdego dnia – Marco Kubiś

23 listopada 2019

Osobliwe miejsca, które odwiedzasz każdego dnia – Marco Kubiś

Wydawnictwo Flow Books , 2019 , 268 stron

Literatura polska

   Ale o co chodzi?!

   Zadałam sobie to pytanie po przeczytaniu bardzo tajemniczego blurba na tylnej okładce, po którym im bardziej wczytywałam się w niego powtórnie, tym mniej wiedziałam.

   Jednym słowem – pogubiłam się!

   I bardzo dobrze – autor na to – bo on od tego jest, żebym się na nowo albo na powrót odnalazła.

   Czasem dobrze się pogubić – brzmiało mieniącymi się fioletem hasło na okładce niczym migający neon. No dobrze. Skoro tak, to wejdę do wielkiej niewiadomej tej książki i przyjrzę się bliżej tym osobliwym miejscom podobno mi znanym, ale oczami autora. Prowadziło do nich siedem ścieżek-rozdziałów.

Każda poprzedzona, jak cała szata graficzna książki, mrocznym rysunkiem. Dla odmiany, żeby bardziej umrocznić, białą kreską na czarnym tle. Tematycznie nawiązującym do treści. A potem usłyszałam:

   No to w drogę!

  Zaraz, zaraz! Jak to w drogę!? Z obcym mężczyzną? W nocy? Bo pierwsza ścieżka prowadziła przez noc, a zapewnienia, że noc jest najlepszą  do spacerów, jakoś mnie ani nie uspokajały, ani nie przekonywały. Zaufałam mu dopiero, kiedy się przedstawił. Okazało się, że już popełnił podobną publikację, ale o koszmarnych istotach. Namnożyły mu się przy okazji tworzenia filmów prezentowanych na kanale YouTube.

Po obejrzeniu jednego z nich, przestałam się dziwić, że koniecznie chciał zobaczyć te osobliwe miejsca, w których żyją. 

   Ja również!

   A poza tym znalazłam punkt wspólny (bo coś musi łączyć podróżników!) – uwielbienie dla kawy. Taka kawa na pierwszą wędrówkę w labiryntach nocy była jak znalazł. Połączyła nas też kreatywność, bo nasza wycieczka w świat wyobraźni  wymagała wyjścia z siebie i poszybowania w kosmos. Dlatego bez sprzeciwu  spełniłam dwa warunki mojego przewodnika – konieczność odłączenia się od świata (bułka z masłem, bo robię to na zawołanie, cudem jeszcze nie wpadając pod samochód) i odłączenie się od mediów społecznościowych i TV. To ostatnie przyszło mi jeszcze łatwiej, bo właśnie upływają dwa lata, jak wyrzuciłam telewizor z domu.  À propos pytania, które słyszę od znajomych – jak się żyje bez telewizora? Dobrze mi się żyje – odpowiadam – mam więcej czasu na istotniejsze rzeczy. Po cichu dodaję – żadne poświęcenie, przecież TV jest w Internecie, za to więcej przestrzeni i powietrza w pokoju!  To tylko kwestia przyzwyczajeń i nawyków. Wracając do podróży.

   Zostaliśmy sami!

   W bardzo osobliwych miejscach napotykanych na drogach prowadzących przez noc, miłość, Internet, myśli, miasto, kreatywność i naszą ukochaną planetę Ziemię. Razem 52 mroczne, niepokojące, zaskakujące, a czasami jak z horroru, miejsca. Dobrze, a momentami aż za dobrze mi znanych, ale odkrytych na nowo, w odmiennej odsłonie. Te bliskie, zaczynające się od własnego łóżka i te dalekie, sięgające Księżyca. Te realne, te wirtualne i te abstrakcyjne. Te istniejące fizycznie i funkcjonujące jako zjawiska lub pojęcia.

   A czasami wszystkie w jednym!

   Najbardziej spodobał mi się Koniec Świata, do którego trafia się ze złamanym sercem. Byłam też w miejscu, które uwielbiam. To Nocna Burza. Nie polubiłam Międzyświata, Krainy Koszmarów, Pieska w Okienku (znam jego przyjemniejszą wersję – Kotek w Okienku) i kilka innych.

   Skąd te moje sympatie i animozje?

   Bo tak naprawdę przyglądałam się sobie. Swoim lękom, strachom, uprzedzeniom, a nawet koszmarom. Moich zaletom i wadom. Autor bazując na człowieczym pociągu do bania się, ubrał w mroczne szaty psychikę człowieka i jej zdolność do odbarwiania i udziwniania rzeczywistości. Do widzenia jej przez pryzmat barier, schematów, murów, uwarunkowań dyktowanych przez współczesny, wszechobecny konsumpcjonizm i egoizm. Chciał stworzyć swoisty przewodnik dla pogubionych w takim życiu – szarym i zatrważającym.  Po co? Po to by docenić ich mroczne piękno. Wlać kolory do tej szarości, a z miejsc koszmarnych wychodzić z optymizmem. Docenić dualizm wszystkiego, co nas spotyka. Nawet zło, które po coś jest. Dlatego najlepiej powoli dawkować sobie zawartość, by móc każdy rozdział przemyśleć. Może nawet odwiedzić fizycznie?

   Chyba!

   Tego ostatniego słowa autor używał niczym drążek balansu w rękach człowieka kroczącego po cienkiej linie między dwiema wersjami jednego osobliwego miejsca. Chciał, żeby ono miało zawsze podwójny wymiar. Żeby dostrzegać w nim obie strony, a nie tylko jedną. Widzieć magię w codzienności. Realną cudowność!

   Chyba!

   Na końcu książki autor pozostawił miejsce na narysowanie mojego osobliwego miejsca i trzy wskazówki na wypadek ewentualnych problemów z rozruszaniem wyobraźni. Mam to szczęście, że moje fizyczne, osobliwe miejsce łączy w sobie wszystko to, co napisał autor, a najlepsza w tym wszystkim jest możliwość przebywania w nim pięć razy w tygodniu po 7 godzin dziennie.  A potem mogę przejść w jego metafizyczną postać na tak długo, jak chcę.

   To moje ikigai!

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *