Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Mela Muter – Karolina Prewęcka

16 listopada 2019

Mela Muter: gorączka życia – Karolina Prewęcka

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 326 stron

Literatura polska

   Jedna z największych polskich malarek XX wieku.

   To zdanie przeczytałam na tylnej okładce. Dla mnie zaskakujące. Nie jestem znawczynią sztuki, tylko odbiorcą, który chętnie ją pochłania w różnej formie i okolicznościach. Byłam zdziwiona, że do tej pory nie natknęłam się na jej nazwisko. Miałam jeszcze nadzieję, że umknęło mi ono, ale znam jej jakiś obraz. Zaczęłam przeglądać internetową galerię jej twórczości w Muzeum Uniwersyteckim Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

   Nic z tego!

   Mela Muter, a właściwie Maria Melania Mutermilch z domu Klingsland stała się dla mnie odkryciem. Właściwie nie powinnam się temu dziwić, ponieważ malarka, jako młodziutka mężatka i matka niespełna rocznego syna, wyjechała z kraju w 1901 roku do Paryża. Powracała do niego, by przede wszystkim odwiedzić rodzinę. To we Francji zdobywała szlify, galerie i sławę, jako „przedstawicielka École de Paris”. Za jej czasów uznawana za Rosjankę, czemu zdecydowanie się przeciwstawiała. Obecnie we Francji wzmiankowana najczęściej jako „artystka francuska polskiego pochodzenia”, czego nie ma komu prostować. To okup za niezależność, którą ceniła sobie ponad wszystko. Malowała to, co chciała, jak i kiedy chciała. W swoim stylu, który nie zmieniał się. Nie ulegał modom.

   Po latach odkrywa się ją dla Polaków na nowo.

   Chociażby dzięki takiej niezwykłej biografii, bo podanej w ekscytujący sposób. Jej autorka oparła pomysł na myśli, że „w każdym swoim dziele Muter opowiada o sobie, o swoim stanie wewnętrznym”. W nich uwalniała i zawierała swoje emocje, a tym samym dramatyczne losy kobiety-artystki. Potrzebowała gorączki życia, by tworzyć, a ono jej nie skąpiło. To dlatego autorka biografię artystki ujęła modułowo w języku przypominającym reporterski – szybki, syntetyczny, precyzyjny, z przewaga krótkich zdań, bez ozdób w postaci środków stylistycznych. To nie jej słowa miały mnie poruszyć. To twórczość artystki miała do mnie przemówić. Głównym reprezentantem poszczególnych rozdziałów był obraz, rzadziej fotografia. Tematycznie skupiające wokół siebie pozostałą twórczość, wydarzenia z jej życia, zdarzenia w środowisku artystycznym i okoliczności historyczne, które były katalizatorem ostatecznego, artystycznego efektu.

   I tutaj kolejne zaskoczenie!

Jeden z początkowych rozdziałów poprzedzał portret młodego mężczyzny. Nie rozpoznałam w nim Leopolda Staffa. Jej wielką miłość. On i pośmiertna maska znanej samobójczyni w tle opowiadała całą historię ich wieloletniego romansu. A potem następne obrazy lub zdjęcia w roli zapowiadających kolejny etap życia artystki.

Pejzaż pokazujący kierunki i miejsca jej podróży.

Kobiety z dziećmi mówiące wiele o jej tragicznym macierzyństwie. Portrety znanych i nieznanych, bliskich i obcych, pokazujące osoby, które ją otaczały.

Martwa natura wypełniona emocjami, a nawet uczłowieczana jako ekspresja i impresja w jednym.

Mela Muter, Dachy w Ondarroa, (1913), Kolekcja Bolesława i Liny Nawrockich, fot. Piotr Jamski.

Mnie najbardziej urzekły widoki miast. Budynków i uliczek oddających nie tylko ich urok, ale przede wszystkim bajkowość i tajemnicę ukrytą w zaułkach. Jej zauroczenie, którym mnie wypełniała.

   Efekt?

   Znam Melę Muter i jej życie nie z przekazu, ale z jej sztuki. Wystarczy mi spojrzeć na jej obrazy i grafiki, by zaczęły do mnie mówić. Opowiadać o kobiecie niezależnej, dla której sztuka była ponad wszystkim i wszystko, a życie było potrzebne do jej tworzenia. Pamięć o niej można było wymazywać i ignorować w biografiach ludzi, z którymi była bardzo blisko – Leopolda Staffa czy Rainera Marii Rilkego.

   Jej sztuki już nie.

   Sztuka daje temu opór. I przetrwa. Tego pragnęła najbardziej. – z przekonaniem podsumowała autorka życie artystki.

   Ma rację i ją udowodniła w dobrze przemyślanej formie biografii i pięknie wydanej książce!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Żałuje bardzo, że jutro mnie tam nie będzie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *