Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Sieci widma – Leszek Herman

11 listopada 2019

Sieci widma – Leszek Herman

Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2019 , 608 stron

Literatura polska

   Jak dobrze, że przeczytałam tę powieść po podróży promem!

   Co nie zmienia faktu, że nabrałam obaw przed kolejnym rejsem. Naprawdę będę miała z tym problem. A zaczynało się bardzo lajtowo. Wręcz zanosiło się na powieść obyczajową. Nieznajomość poprzednich powieści autora, okazała się w moim przypadku korzystną. Bez nastawienia na powieść kryminalną, miałam więcej zaskoczeń i niespodzianek, ponieważ tutaj przyjęła trochę odmienną wersję w porównaniu z poprzednimi książkami autora, o czym dowiedziałam się z rozmowy z Joanną Skoneczną nagraną w Radio Szczecin. Motyw zbrodni nie był w nim najważniejszy, a samo dochodzenie – nieprofesjonalne i tylko jako jeden z licznych wątków. To dlatego powieść ewoluowała początkowo z obyczajowej, z czasem w thriller, a potem w sensację i dopiero tutaj mogłam dodać – z wątkiem kryminalnym. Trzysta ostatnich stron pochłonęłam za jednym razem i nie wyszłam spod koca, dopóki nie dotarłam do ostatniej kropki. Co drugi rozdział opatrywałam komentarzem o uduszeniu narratora, który sadystycznie urywał akcję w najciekawszym i najbardziej emocjonującym momencie. Gdyby koc miał duszę, byłby już trupem.

   Na szczęście nadal mamy się dobrze!

   Autor zastosował znany schemat powieści, który bardzo lubi, a do czego przyznał się w posłowiu. Wykorzystał go, by opowiedzieć własną wersję losów grupy złożonej z przypadkowych ludzi, którzy spotykają się w jednym miejscu, a czas, nieprzewidziane wydarzenia i okoliczności łączą ich ze sobą w bardzo skomplikowany, brutalny i pokrętny sposób.

   Takim miejscem w tej powieści był prom płynący ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad. Spotkały się na nim osoby zupełnie przypadkowe – starsze małżeństwo Edwarda i Anny płynące w odwiedziny do córki, paczka szóstki młodych ludzi lubiących się zabawić, skłócone małżeństwo Mariusza i Urszuli z sześcioletnim synem Kacprem oraz samotna, atrakcyjna Alex. Każda postać inna. Z odmiennym podejściem do życia i na innym jego etapie. Z problemami przyniesionymi na prom niczym dodatkowy bagaż a zarazem balast. Z różnymi planami i innymi celami podróży. Mieszanka cech tak różniących się pasażerów oraz członków załogi jedną noc zamieniła ją w psychiczny koszmar. W piekło powiązanych ze sobą wydarzeń, które każdy próbował na swój sposób wyjaśnić, rozwiązać lub z nich wydostać się. Dynamikę nagłych zdarzeń dodatkowo potęgowała sytuacja na lądzie rozegrana kilka dni wcześniej przed dramatyczną nocą na morzu, mającą decydujący wpływ na losy promu i jego pasażerów. W Szczecinie, do którego narrator przenosił mnie naprzemiennie, główną bohaterką była Paulina. Redaktorka szczecińskiej gazety. Tragizm położenia wszystkich postaci podsycały historie zatopionych promów, faktycznie mających miejsce w przeszłości, beztrosko opowiadane sobie przez młodych ludzi. Na dodatek akcja rozgrywała się na dwóch poziomach. Indywidualnym, psychologicznym i ogólnym, społecznym.

   Stąd dwa przesłania tej powieści.

   Jedno odnoszące się do jednostki i jej psychiki ujęte w przytoczonym cytacie z Myśli Blase’a Pascala w roli motta – Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. Tłumaczyło ono motywy i stany psychiczne bohaterów, wyznaczające ich wybory i postępowanie, a przez to kierunki rozwoju wydarzeń. Drugie odnoszące się do wartości uniwersalnych, społecznych w dwojakim znaczeniu – dosłownym i metaforycznym. To odniesienie dosłowne ujęte w tytule było przyczyną i katalizatorem wszystkich nieszczęść, jakie przydarzyły się każdemu bohaterowi na morzu i lądzie. Sieci widma nazywane niekiedy zjawami. W rzeczywistości zgubione lub porzucone sieci rybackie, włoki, przywłoki, drygi, pławnice i worki, dryfując pod powierzchnią wody są  całkowicie niewidoczne, nadal łowiąc śmieci, zwierzęta, ludzi i statki. Z czasem stają się trującą, ekologiczną bombą, którą zjadamy z  mięsem ryb. Grozę sieci widm autor przeniósł na toksyczne związki i relacje międzyludzkie tworzące „śmiertelną” dla psychiki człowieka pułapkę bez wyjścia.

   Psychiczną matnię.

   Jednak żeby nie było zbyt mrocznie i poważnie, autor wplótł kilka przyjemności lekko obniżających amplitudę grozy. Jedną z nich były doznania estetyczne w postaci opisów szczecińskich budynków, które widziane oczami architekta (to zawód autora) ukazywały mi się w odmiennym, bardziej ciekawym wizerunku. Gmach Wojewódzkiej Komendy Policji przybierał postać zamczyska z baśni braci Grimm, a korytarze promu filmowy labiryntu hotelowy prosto z „Lśnienia” Stephena Kinga. Drugą przyjemność czerpałam z humoru sytuacyjnego, w którym królowała emerytowana nauczycielka matematyki, Anna. Wścibska, pouczająca, namolna i irytująca, ale za każdym razem wywołująca uśmiech na mojej twarzy. Zaczęłam ją wprost uwielbiać. Ten zabieg był potrzebny o tyle, by nie bać się wejść na prom, ale na tyle utrzymujący powagę, by nie przejść obojętnie obok trzeciego przesłania, które od razu zauważy każdy czytelnik mieszkający na morzem.

   To wymiar ekologiczny tej powieści.

   Może przez autora niezamierzony, ale dla mnie, żyjącej nad Bałtykiem i czynnie uczestniczącej w oczyszczaniu jej plaż w ramach akcji WWF, o czym pisałam przy okazji książki Ryby wybrane, widoczny i bardzo ważny. Sieci widma to bardzo poważny problem nie tylko ludzi morza, ale nas wszystkich, bo rzadziej lub częściej jemy ryby i frutti di mare.

   Ostatecznie wszyscy wpadamy w sieci widma w każdym znaczeniu tego wyrażenia.

Sieci widma [Leszek Herman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tutaj trochę więcej o widmowych sieciach i projekcie „Czysty Bałtyk”.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *