Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Byłem gorylem Gomułki i Gierka – Stanisław Sątowicz

24 października 2019

Byłem gorylem Gomułki i Gierka – Stanisław Sątowicz

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 206 stron

Literatura polska

   Wiedzieć, co działo się w bliskim otoczeniu pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka w tamtych czasach, to było coś!

   Musiałam na to czekać kilka dekad, ale ciekawość nie zmalała. Nabrała jedynie innego wymiaru. Bardziej historycznego niż plotkarskiego. Tak się złożyło, że autor dużo ode mnie starszy, był również, potocznie rzecz ujmując, ochroniarzem Władysława Gomułki. Obserwował PRL z bliska, z najbliższego bliska, takiego, że już bliżej się nie da. Formalnie był oficerem Biura Ochrony Rządu w latach 1961-1976. Byłby pewnie dłużej, gdyby nie choroba dyskwalifikującą go w tym zawodzie. W tym okresie miał styczność z wieloma znaczącymi ówcześnie osobami. Również z zagranicy. W kilku rozdziałach podzielił się swoimi wspomnieniami, rysując sylwetki najważniejszych decydentów w PRL, ich sposób zarządzania, styl bycia, codzienne nawyki, dialogi, zabawne zdarzenia, ale też i te poważniejsze jak zamachy. Przybliżył charakter swojej pracy, która nie była wolna od nadużyć ze strony przełożonych, którym na przykład wyprowadzał psy na spacer.

   Miałam wrażenie, że wspomnienia ilustrowane licznymi zdjęciami i pisane prostym językiem człowieka nienawykłego przelewać myśli na papier, były zaledwie cząstką posiadanej wiedzy, z którą zechciał podzielić się. Wystarczyło to jednak, abym mogła nieoficjalnie „zobaczyć” osoby znane mi tylko z cenzurowanych doniesień informacyjnych lub niepotwierdzonych z drugiej ręki, bo przecież mediów społecznościowych w latach mojej młodości nie było. Bardzo różniące się między sobą.

   I tu uwaga!

   Zdaniem autora – Różni byli. Każdego z nich jednak, niestety intelektualnie też, stawiam wyżej niż współcześnie rządzących Polską. Bardzo szczere i odważne zdanie. Jeśli jednak wczytać się w notę od autora, można poznać uzasadnienie tej opinii – żal.

   Ogromne poczucie krzywdy!

   Wyrządzonej mu osobiście przez współcześnie rządzących poprzez ustawę obniżającą emerytury funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa. Za fasadą ciekawostek historycznych krył się, według mnie, inny cel tej publikacji. Autor określił go tak – Nie chcę być uważany za malkontenta i mizantropa. Jednak niedawne wydarzenia, polityczne decyzje, spowodowały, że poczułem się zwolniony z obowiązku. Tego, co mi nakazywał milczenie na temat pracy. Moje państwo potraktowało mnie i tysiące innych, jakbyśmy byli oprawcami, wobec których należy zmienić główną zasadę państwa prawa. Dlatego opublikował swoje wspomnienia, by pokazać niesprawiedliwość, która go spotkała, ale ze świadomością, że nie każdemu lektura tej książki przypadnie do gustu.

   Ja miałam mieszane uczucia.

   Z jednej strony rozumiem, że autor chciał po prostu żyć, awansować z bardzo niskiego pułapu drabiny społecznej do poziomu godnego, w którym będzie mieszkał w nowym, wygodnym, dużym mieszkaniu i nie martwił się o talony na buty czy pralkę, jak zdecydowana większość w socjalistycznej Polsce. Z drugiej strony są ci, którzy tego egoizmu życia lepiej tu i teraz wyzbyli się, walcząc z komuną i ponosząc najwyższą cenę – życie. Ci pierwsi, podobni autorowi, otrzymali nie tylko emerytury, ale i życie wśród najbliższych. Ci drudzy do dzisiaj nie mają nawet grobu. Jedynym usprawiedliwieniem wyboru hedonistycznego życia (nawet jeśli nie było się katem) może być to, że autor nie pochodził z domu, w którym przekazywano z pokolenia na pokolenie wychowanie w tradycji niepodległościowej i nie spotkał na swojej drodze nikogo, kto mógłby mu to uświadomić. To człowiek, któremu żyło się dobrze w PRL-u, do czego otwarcie przyznaje się i zawsze będzie wspominał go z sentymentem i nostalgią, jako kraj uczciwy w swojej nieuczciwości.

   Cóż za eufemizm!

   Pomijając wymiar moralny tych wspomnień, do których oceny nie mam prawa, traktuję tę publikację przede wszystkim, jako cenne źródło informacji bezpośredniego świadka tamtych czasów, bo, i tu przyznaję rację autorowi, też są warte opisu, czasem pierwszego, z pewnością oryginalnego, takiego „prosto od krowy”.

   Gdybym mieszkała trochę bliżej, poszłabym na spotkanie z autorem, żeby zadać mu jedno kluczowe pytanie, nawiązujące do jego rozgoryczonej myśli – Nadstawiałem kiedyś, i to trwało kilkanaście lat, własny tyłek, żeby strzec kluczowych dygnitarzy  Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

   Pytanie – Czy nie słuszniej i rozsądniej było nadstawiać własny tyłek dla sprawy obalenia komunizmu w PRL?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *