Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Zniszcz ten dziennik – Keri Smith

21 marca 2019

Zniszcz ten dziennik: kreatywna destrukcja – Keri Smith
Przełożyła Julia Tokarczyk
Wydawnictwo K.E. Liber , 2014 , 224 strony
Literatura amerykańska

Książka, która zrobiła myk w prawo, kiedy spodziewałam się myku w lewo!
Taka okazała się kreatywna! Leżała sobie spokojnie na półce księgarskiej, epatując obrzydliwą taśmą oklejającą jakiś skrawek papieru na okładce.

 

A któż ją tak oszpecił i dlaczego taką krzywdę bidulce zrobił? – pomyślałam, biorąc ją do ręki. I wtedy odkryłam niespodziankę! Ona taka miała być, prowokująca do szpiku kości swoją nonszalancją w łamaniu zasad czytelniczych. Tył książki był jeszcze ciekawszy:

 

Tak, tak! Miałam ją sobie samej, do siebie przez siebie wysłać i cieszyć się, że listonosz przyniósł mi książkę. Brakowało mi polecenia, żebym udawała, jakoby nie wiem od kogo. Jeszcze jej nie kupiłam, a już czułam przedsmak przyszłej radości otrzymania. Długo zastanawiałam się nad jej nabyciem. I tutaj sama sobą się zadziwiłam, bo jakże to? Ja, która lubi nowinki i słucha się zaprzyjaźnionej młodzieży powtarzającej niezmiennie, że należy łamać schematy, z góry odrzucam coś, co właśnie je łamie? Z drugiej strony szept dziwującej się pani obok, że co to ludzie nie wymyślą, żeby zarobić? A kto nie chce? – pomyślałam, dodając przekornie – wymyśl, odkryj niszę, stwórz książkę, która okaże się światowym bestsellerem, zamiast uprawiać łatwiejsze krytykanctwo, bo krytyka już jest w uprawie trudniejsza. Hitem na polskim rynku wydawniczym również, bo książka robi ogromną furorę zwłaszcza wśród gimnazjalistów – poinformowała mnie pani z księgarni. Nabyłam ją, ale nie wysłałam. Kulturalnie, jak na wapniaka czytelniczego przystało, przywiozłam ją sobie. Niech będzie, że przejawiłam kreatywność, wybierając inny środek transportu, a za znaczek robił bilet autobusowy. Czułam się rozgrzeszona!
Do pierwszego zajrzenia za okładkę!
Najpierw podtytuł – kreatywna destrukcja – zapowiedział, że to jeszcze nie koniec. To dopiero początek czekającej mnie przygody, zaczynający się lojalnym ostrzeżeniem:

 

Spośród wielu materiałów potrzebnych do tej destrukcji takich jak: łzy, pogoda, ślina, zapałki, ostre przedmioty czy brud, wybrałam angielską klasykę czyli herbatę:

 

Ale nie, żebym dała się namówić na to zadanie!

 

Co to, to nie. Absolutnie! Ten „materiał” posłużył mi do uspokajania się, kiedy czytałam kolejne, podnoszące mi ciśnienie, zadania. Miałam wrażenie, ze autorka po kolei brała odwet za wszystkie zakazy, nakazy i wytyczne jedynego słusznego i kulturalnego postępowania z książką. Proponowała cięcie, zaginanie rogów, rysowanie, dziobanie, wydzieranie kartek, deptanie, plamienie, a nawet to, co czytelnicy uwielbiają robić, kiedy nikt nie patrzy – bazgranie. Przygotowała do tego celu specjalną stronę imitującą tekst, po to, by przypominać książkę utrwaloną w Twojej pamięci, tę samą książkę, w której w dzieciństwie w tajemnicy pisałeś kredkami. Może ktoś Cię kiedyś za to skarcił.

 

Hulaj dusza, bibliotekarzy i księgarzy nie ma, a ostatni czytelnik pamiętający papierową książkę odszedł do Krainy Wiecznego Druku! Weź odwet za lata tłamszenia twoich pomysłów, niemożności wyrażania emocji i myśli, karcenia po łapach, zawstydzania, obchodzenia się z książkami, jak z jajkiem i czytania tylko po umyciu rąk! Smaruj ją teraz, plam, depcz, kop, wycinaj, pluj, sklejaj, wyszywaj w niej, rób samolociki i łańcuszki, weź ją pod prysznic, ciągnij na sznurku, powieść ją, umyj nią samochód i pozwól przyjaciołom też z nią zaszaleć. Bez ograniczeń! Bądź przy tym bardziej kreatywny niż sama autorka! Wyżyj się! Papier cierpliwy jest, nie odda, nie krzyknie z bólu, wszystko zrozumie, przyjmie i nie zdradzi, jakich czynów się dopuściłeś i jakiego dna musiałeś sięgnąć, żeby na zgliszczach ruin zobaczyć swoją kreatywność i z niej stworzyć nową jakość.
Nowy dziennik!
Bo to, przypominam, kreatywność destrukcyjna, która z czasem zamienia się w destrukcję kreatywną. Na końcu tej apokalipsy ma powstać zupełnie coś nowego, coś innego, coś bardzo osobistego. Powstałe na jednakowej bazie, miało być, jak Feniks odrodzony z popiołów – różne i różnorodne w swojej nowej formie i wydaniu. Dziennik niby ten sam, a jednak inny, bo silnie i skrajnie spersonalizowany.
O mało nie zachlapałam książki, tak mi ręka z herbatą zadrżała, gdy odkryłam tę myśl!
Nawet mi zaczęły się niektóre zadania podobać! Te bardziej dla wapniaków czytelniczych – naklejanie etykiet z owoców, zrobienie sobie listy zakupów czy spryskanie strony ulubionym zapachem:

 

O zgrozo! Jedno nawet wykonałam!

 

Wprawdzie w połowie, bo tylko policzyłam, ale nie zapisałam na rogach. Nie żeby mnie wciągnęła i przekonała. Co to, to nie! Zrobiło mi się pół zadania przy okazji – musiałam policzyć strony, żeby opisać książkę. I na tym skończyła się moja kreatywność. Na dodatek bez destrukcji. Mój dziennik po przygodzie z nim pozostał takim, jakim go stworzyła autorka. Nie pokażę go, bo nie mam się czym pochwalić. Jest nadal dziewiczy i czeka na kreatywnego destruktora.
Ale inni chwalą się z dziką radością, bawiąc się przy tym świetnie i odkrywając w sobie pokłady pomysłów i twórczego podejścia do zadań. Przejrzałam Internet w poszukiwaniu ostatecznych efektów i byłam pełna podziwu dla pomysłów. Niektóre to małe dzieła sztuki! Jeśli dziennik miał szczęście trafić do destruktora ze zdolnościami plastycznymi, to można dostać oczopląsu z zachwytu. Z ogromną chęcią obejrzałabym więcej takich dzienników „po” wyrażające właściciela i maksymę – pokaż mi swój Zniszcz ten dziennik, a powiem tobie kim jesteś.
Pozostało mi jedno pytanie, którego nie potrafię jednoznacznie rozstrzygnąć – czy to jest jeszcze książka, czy już nie?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *