Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Złość u młodzieży – Nick Luxmoore

21 marca 2019

Złość u młodzieży: jak sobie z nią radzić – Nick Luxmoore
Przełożył Roman Zawadzki
Wydawnictwo Bellona , 2009 , 168 stron
Literatura angielska

Wbrew pozorom pedagogika jest nauką stale rozwijającą się. Są tacy, są, którzy w to nie wierzą. A ja, co jakiś czas, słyszę o nowych teoriach, metodach i technikach stosowanych w procesie wychowania. O większym lub mniejszym znaczeniu jego elementów, do których wcześniej nie przywiązywano wagi.
Przed czytaniem tej pozycji, próbowałam sobie przypomnieć, co wiem o złości, co czytałam o niej wcześniej i okazało się, nie licząc wzmianek przy okazji omawiania emocji, że nic. O agresji owszem, nawet sporo. Pojęcie to stało się nawet składowym znanego hasła „Stop agresji w szkole”. Natomiast złość, która często jest mylona z agresją mimo diametralnych różnic, spychano na margines jako emocję mało znaczącą, bo mniej szkodliwą w procesie wychowania, z którą „trzeba się przespać”, którą należy opanować na hasło „nerwy w konserwy i na eksport” lub, jak pisze autor – „trzeba ją przepracować”.
A złość, jak zaraz potem udowadnia ten wieloletni nauczyciel, doradca szkolny, trener i psychoterapeuta, jest emocją silnie destrukcyjną (ale nie tylko, o czym później), która wypierana (złość piękności szkodzi!), tłumiona (opanuj się!), kumulowana (narastająca frustracja) prowadzi do zachowań agresywnych, niedostosowań społecznych i niepowodzeń szkolnych włącznie z absencją szkolną, plagą polskich szkół nieradzących sobie z problemem.
W polskich szkołach nie wysyła się dziecka do pedagoga szkolnego z powodu złości okazywanej przez nastolatka. Tym bardziej z powodu tej ukrytej, bo taka również istnieje, pod postacią nieumiejętności okazywania jej, zaniechania określonych czynności, przybierania na wadze czy dolegliwości fizycznych. Trafia tam, gdy zachowa się agresywnie. A pedagog „leczy objawy choroby” umoralniającą rozmową, która przebiega mniej więcej tak, jak podaje autor: wysłucha, jak będę mu mówił o tym, że włamanie to przestępstwo, o wandalizmie, prawie własności, opinii rówieśników, o mamie, znaczeniu edukacji, o tym, jakie to straszne być oskarżonym o przestępstwo i o więzieniu, które czeka na takich niepoprawnych, młodych przestępców. On pozostanie głuchy na słowa, nie zgodzi się z niczym, co powiem i odejdzie. Dodam od siebie – albo zgodzi i przeprosi dla świętego spokoju. W przypadku braku poprawy pedagog zaproponuje podpisanie kontraktu, bardzo powszechnie stosowanej w ostatnich latach metody radzenia sobie z „recydywistami”.
W szkole angielskiej takimi złoszczącymi się nastolatkami zajmuje się dodatkowo (oprócz pedagoga szkolnego i psychologa) zatrudniony doradca (jak neutralnie brzmi!), prowadzący indywidualne lub grupowe spotkania w ramach lekcji (!). To w ramach właśnie takich zajęć prowadzący terapię rozpoznaje przyczyny złości, które autor omawia w książce bardzo szczegółowo i uczy nastolatka jak je rozpoznawać u siebie, nazywać i zarządzać nią kreatywnie. Jako praktyk skupia się w tej książce przede wszystkim na opisaniu konkretnych przypadków pedagogicznych, które spotkał w swojej pracy doradcy, pokazując krok po kroku postępowanie z takim zezłoszczonym człowiekiem. Mogłam wyłuskać niektóre metody, techniki socjometryczne czy stosowane zabawy diagnozujące, jednak sama książka nie jest ich wyodrębnionym zbiorem z dokładnym opisem czy instrukcją ich przeprowadzania. Jest przede wszystkim przystępnym przekazem sygnalizującym znaczenie niepozornej emocji złości w procesie wychowania i jak sam podkreśla we wstępie: Jest to książka o tym, jak pracować ze złością, a nie przeciwko niej, książka o słuchaniu złości. Rzecz w tym, że trzymanie się mitu „przeracowywania złości” grozi tym, iż nie będziemy w stanie „wsłuchać się” w znaczenie złości u młodych ludzi, a jej istotę potraktujemy li tylko jako niebezpieczny błąd systemu, bez którego funkcjonowałby on sobie spokojnie i bez zarzutu. A przecież dobrze ukierunkowana złość może być twórcza, konstruktywna i pożyteczna. W tym kontekście walka z agresją w szkołach pozostaje pustym sloganem, z góry skazanym na porażkę. Agresja w polskich szkołach, po szeroko zakrojonej akcji profilaktycznej na skalę kraju, ma się nadal dobrze, a nawet bardzo dobrze.
I jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz, o której wspomina autor.
O złości zawodowców, czyli wszystkich pracujących z młodzieżą. Ukrywana za maską spokoju zawodowego profesjonalisty, bez umiejętności wychodzenia z roli i braku refleksji nad pracą z uczniem lub wychowankiem, zostaje przelana na podopiecznych, innych nauczycieli czy rodzinę poprzez projekcje identyfikacyjną. To jedna z przyczyn stresu nauczycieli. I tutaj autor jest bezlitosny w formułowaniu wniosku – by móc pracować z emocją złości u ucznia, sam musi być od niej wolny, w przeciwnym razie grozi nam, że wdamy się w długotrwałą i niszczącą wojnę.
Angielscy nauczyciele mają możliwość pomocy u doradców zatrudnionych w szkole również z myślą o kadrze pedagogicznej, a polscy nauczyciele muszą zadbać o siebie sami – warsztaty, szkolenia, literatura. Nie mówię, że to złe rozwiązanie, ale zadaję sobie pytanie: ilu nauczycieli sięgnie po tę książkę (literatura), a potem zada sobie trud pracy nad własną złością (warsztaty), by móc pracować ze złoszczącym się uczniem (szkolenia)? Ilu w ogóle (poza dydaktyką) czyta książki z psychologii i metodyki wychowania?

 

 

Będąc w Szwecji, w niewielkim miasteczku, musiałam odwiedzić, przymusem czytelnika, bibliotekę. Okazała mieścić się w szkole, służąc zarówno mieszkańcom jak i uczniom. Znajdowała się w lewej części budynku na powyższym zdjęciu, będąc osobną a zarazem integralną częścią szkoły. To co mnie najbardziej wprawiło w zdumienie, to świetliki w dachach z oknami na niebo i pejzaż okolicy, a w części bibliotecznej wieżyczka. Prowadziły do nich takie kręte schody na szkolnym korytarzu:

 

 

Zezłoszczone dziecko, potrzebujące odprężenia, wyciszenia, oderwania się i chwili odosobnienia wchodziło sobie na górę i gapiło się w niebo na chmury i ptaki tak długo, jak tego potrzebowało. Nie wiem czy to powszechna praktyka w szkołach szwedzkich, ale akurat w tej uwzględniono taką potrzebę ucznia w architekturze budynku. Przyznam, że to odkrycie wprowadziło mnie w osłupienie, a potem w najprawdziwszą zazdrość nie tylko o te świetliki, ale o ogromną świadomość Szwedów znaczenia wychowania w szkole i stosowania jej w praktyce w myśl przekonania autora: Uważam, że krokiem naprzód byłoby nie tyle usuwanie złości ze szkół, ile utworzenie przestrzeni do jej bezpiecznego ujawniania, uznania jej za uzasadnioną emocję, za pewną możliwość, a nie zagrożenie.
To książka nie tylko dla nauczycieli i wychowawców, ale również dla rodziców.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *