Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Za Chiny ludowe – Katarzyna Pawlak

21 marca 2019

Za Chiny ludowe: zapiski z codzienności Państwa Środka – Katarzyna Pawlak
Wydawnictwo Carta Blanca ; Wydawnictwo PWN , 2013 , 245 stron
Seria Bieguny
Literatura polska

Kiedyś, dawno temu, często używałam zwrotu, który stał się tytułem tej książki. Był tak popularny, jak „ruski miesiąc”. Od tamtych czasów zmienił się ustrój w Polsce i Rosji, zmienił się język potoczny, mentalność ludzi, tylko nie Chiny.
Są nadal ludowe.
Ale od czasu do czasu, pomimo hermetyczności, otwierają się na gości z zewnątrz. Na „laowajów”, oznaczających nie cudzoziemca, bo na to jest inne określenie, a człowieka spoza Chin, chińskiej cywilizacji, chińskiego sposobu rozumowania, chińskiej struktury społecznej. (…) Laowaj nie ma własnego kraju. Nie ma też płci, nie ma też wieku. Najczęściej pracujących lub studiujących. Do tych ostatnich zaliczała się przez dwa lata autorka tej publikacji, która w latach 2009-2011 wykonywała badania na dwóch, chińskich uczelniach do doktoratu z nauk społecznych. Informacja o socjologicznym wykształceniu miała dla mnie ogromne znaczenie, bo spisujących swoje wrażenia turystyczne z fotorelacjami z podróży i umieszczających je na blogowych stronach jest sporo, ale mało takich, które poszerzałyby je o jakikolwiek kontekst wykorzystujący specjalistyczną wiedzę.
A dokładnie to oferuje autorka.
Połączenie wnikliwych, bardzo subiektywnych obserwacji z dyskretną podbudową socjologiczną opisywanych obrazów. To dlatego początkowe teksty umieszczane na blogu Za Chiny Ludowe, pisane najpierw dla siebie i dla najbliższych znajomych, żeby zatrzymać na moment poszczególne obrazy, zdarzenia, wrażenia, przybrały ostatecznie formę książki ze zbiorem specyficznych felietonów nie o wielkiej polityce czy gospodarce Chin, ale o kraju, jaki oglądała od wewnątrz, na co dzień, składającego się z urywków rozmów przy parujących pierogach wchłanianych naprędce na rogu ulicy, z obrazu osoby w metrze, z zasłyszanych historii. Z tego, co przytrafiało się i przytrafia moim znajomym i znajomym moich znajomych, z ogłoszeń na słupie, internetowych memów i innych medialnych migawek, ale za każdym razem ze skojarzeń i wrażeń, czasami bardzo poruszających (zarówno pozytywnie, jak i negatywnie), wartych odnotowania. O fascynującym, zadziwiającym, zaskakującym, spokojnym, ale i ciężkim, trudnym życiu „lao baixing” czyli przeciętnych, chińskich Kowalskich zarówno w dużym mieście Pekinie czy Szanghaju, jak i na niedalekiej lub dalekiej prowincji. To dlatego książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza dotyczy podróży w głąb chińskiego życia, druga – podróży w znaczeniu geograficznym – jak pisze autorka – tworząc razem obraz Chin tych miejskich, współczesnych, z ideologicznymi napisami w tle i z chorobami cywilizacyjnymi – syndrom zależności od miasta, komórkowe omamy słuchowe czy ręka klikacza:

 

I tych dawnych, przeszłych, wiejskich, jeszcze z tradycjami:

 

Ale, jak sama autorka zastrzega sobie we wstępie, książka w żaden sposób nie pretenduje do stania się „obrazem kompletnym” ani „portretem”, ani „społeczeństwa”, ani „w obliczu”, ani „u progu”. Z dwóch powodów – łapania momentu, ulotnej chwili wartej odnotowania, bo ważnej w danej minucie, godzinie dla bohaterów felietonu, w tym i samej piszącej, i prężnego postępu w każdej dziedzinie życia determinującego ciągłe zmiany w rzeczywistości chińskiej. Zarówno tej materialnej, jak i mentalnej. Dzięki temu poszczególne rozdzialiki są pełne przemyśleń ponadczasowych, ale i osobistych refleksji, podanych z humorem albo nostalgią osoby poszukującej, dociekającej, wnioskującej i puentującej, jednak pełne pokory, bez poczucia monopolu na jedyną, niepodważalną prawdę o Chinach. Autorka wpoiła mi jedną zasadę podczas czytania – świadomość, że jej dzisiejsze Chiny, to inne Chiny, innych ludzi, jutro.
Dzięki takiemu osobistemu podejściu, tak różnemu od oficjalnych przekazów medialnych, ten kraj na swój sposób stał mi się bardzo znajomy. Odnajdywałam w nim te cechy rzeczywistości i mentalności ludzkiej, które tak dobrze znałam z autopsji socjalistycznej Polski. Absurdy i smutki, meandry rozumowania ludzi izolowanych i wychowywanych światopoglądowo nie tylko za grubym Murem Chińskim,

 

ale i mentalnym oraz wirtualnym, były takie swojskie. Nie miałam takich dylematów, jak autorka, która musiała najpierw przejść przez męki odcięcia się od swojej zwykłej codzienności i wygodnej, zbudowanej podczas studiów i kilku krótkich pobytów w CHRL, „wiedzy” o Państwie Środka, by swobodnie rozgościć się w chińskiej rzeczywistości. Ale mimo tej różnicy, miałyśmy wspólną refleksję – nostalgię za życiem przeszłym, chociaż z zupełnie różnych powodów. Skromnym, może i ubogim, a nawet romantycznym, bo wspomnienia zawsze są idealizowane, zwłaszcza, gdy się miało naście lat, ale dalekim od pośpiechu, od komercjalizacji, masowej produkcji, egalitaryzacji kultury w szerokim pojęciu, wyścigu, ciągłego biegu, zagrożenia poczucia bezpieczeństwa bytu. Zmiany, które niekoniecznie wymusza odgórny nakaz władz, ale po prostu życie, bez względu na szerokość geograficzną.
I to właśnie ono, płynne i zmienne, przede wszystkim w tych felietonach jest.

 

A tak wygląda laowajska twarz autorki, która próbowała się tej laowajatości pozbyć. Bezskutecznie. Ale, jak pozbyć się twarzy, która jest podstawowym kryterium obcości dla Chińczyków?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Za Chiny ludowe [Katarzyna Pawlak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Podróżnicze

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *