Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Wyspa Kanibali – Nicolas Werth

21 marca 2019

Wyspa Kanibali – Nicolas Werth
Przełożyła Marta Szafrańska-Brandt
Wydawnictwo Znak , 2011 , 292 strony
Literatura francuska

Trzynastoletnia Taissa, wiosną 1933 roku, wybrała się z rodziną na sezonowe obdzieranie kory z drzew. Miejsce wyprawy, niewielka wyspa Nazino na rzece Ob, było porośnięte topolami, które po okorowaniu spławiano rzeką. Mieszkający nad nią Ostiacy żyli z tej sezonowej pracy. Do wyspy w tym roku jednak nie dopłynęli.
Była zajęta.

 

Wikipedia

 

Na niewielkiej powierzchni skrawka ziemi o długości 3 km i szerokości 500-600 metrów, tłoczyło się ponad 6 tysięcy ludzi. Bez dachu nad głową i podstawowych rzeczy do przeżycia. Na wpół gołych, obdartych, wychudzonych, chorych, a przede wszystkim umierających z głodu. Wyspa przedstawiała widok STRASZLIWY, PRZERAŻAJĄCY – jak pisał w sprawozdaniu dowódca transportu ludności „niepożądanej” przesiedlanej na Syberię – wszędzie leżały trupy, ze sto ciał albo i więcej. Niektórzy słaniali się wołając: „Dajcie nam chleba!” Nadzór i władzę nad całością sprawowali gangsterzy i strażnicy – przy czym ci drudzy ”odróżniali się od pierwszych tylko tym, że nosili broń”, wprowadzając sadyzm, bezprawie, terror i doraźne egzekucje przypominające polowanie na zwierzęta. Zresztą przesiedleńcy przypominali stado szakali. Uwięzieni na wyspie, bez możliwości ucieczki, zaczęli zjadać siebie nawzajem. Trupom, jak donosiły późniejsze raporty badających je felczerów, brakowało serc, wątrób, płuc, mięśni. Kobietom zjadano nawet piersi.
Wśród tubylców mieszkających nad rzeką zaczęła krążyć nowa nazwa tego strasznego miejsca – Wyspa Kanibali. W dokumentach archiwalnych funkcjonowało jako Wyspa-Śmierć.
Po takiej dawce makabrycznych faktów opartych na raportach i sprawozdaniach nadzorujących akcję deportacyjną, jak i na wspomnieniach miejscowej ludności i samych zesłańców, pojawiło się w mojej głowie mnóstwo pytań. Nie o kondycję psychiczną samego człowieka, postawionego w ekstremalnej sytuacji prowadzącej do procesów decywilizacyjnych, zachowań atawistycznych i psychopatologicznych, bo na to pytanie dawno odpowiedzieli psycholodzy i socjolodzy, ale jak doszło do sytuacji, w której ci ludzie się znaleźli? Bez podstawowych środków do życia, a nawet przeżycia i bez opieki administracyjnej ze strony państwa? Identyczne pytania zadał sobie autor opisując ten tak makabryczny… epizod? Wypadek przy pracy? Łańcuch błędów i zaniedbań? Bezsilność systemu? Pomyłkę błędnych założeń w planach politycznych?
Odpowiedzi na te pytania nie były proste i jednoznaczne, jak pokazał autor, przyjmując rolę badacza archiwalnych źródeł historycznych, który krok po kroku prześledził podłoże polityczne, gospodarcze, społeczne i demograficzne, składające się na przyczynę zaistnienia „przypadku” Nazino. Jak się potem okazało, jednego z wielu, o którym wiadomo oficjalnie.
Jedno było pewne. Ten tragiczny, ekstremalny „przypadek” w historii rodzącego się Związku Radzieckiego obnażył utopijny charakter inżynieryjnej polityki społecznej w tworzeniu osiedli specjalnych, drugiego Gułagu dla „elementów zdeklasowanych i społecznie szkodliwych” na Syberii. Wysypiska śmieci dla kułaków, gospodarczych sabotażystów, kryminalistów, złodziei, spekulantów, żebraków, włóczęgów, kalek, chorych psychicznie, prostytutek, narkomanów, osób bez stałego miejsca zameldowania, ale i przypadkowych „towarzyszy socjalnie bliskich władzy radzieckiej”, niemających przy sobie, podczas zatrzymania, wymaganego wówczas paszportu. Określanej mianem Dzikiego Wschodu. Krainy „bandytyzmu” i bezprawia. Wypadki na Nazino, przyczyniły się również do zmiany polityki z osiedleńczej na… eksterminacyjną poprzez rozstrzelanie lub skazywanie do obozów pracy.
Jak historia pokazała, te 4 tysiące ludzi, które zginęło na wyspie Nazino, były w oczach przywódców bez znaczenia na drodze budowania socjalistycznej ojczyzny, ale mimo wszystko utrzymywane w tajemnicy. I tylko gdzieś, ktoś po cichu opowiadał o przerażających rzeczach dziejących się w głębi kraju. Tak jak Nina, uczennica z Moskwy, odnotowująca w swoim dzienniku – Dziwne rzeczy dzieją się w Rosji. Głód, kanibalizm… Ci którzy przybywają z prowincji, opowiadają niestworzone historie…
Rosja oficjalnie dowiedziała się o Nazino na początku lat 90. wraz z otwarciem archiwów regionalnych Nowosybirska i Tomska. Świat dowiaduje się o tym teraz, z tej niepozornej książki, której tytuł brzmi jak zapowiedź powieści-horroru. W odróżnieniu od fikcji, ten koszmar wydarzył się naprawdę.

 

 

Historia Nazino stała się motywem utworu hiszpańskiej grupy death metalowej Avulsed, którego tekst musiałam przeczytać literalnie, ponieważ z wersji śpiewanej wychwytywałam tylko jedno słowo – Nazino. W obawie przed utratą głosu, nie próbowałam karaoke, które mi zaproponowano.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *