Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej – Sławomir Koper

21 marca 2019

Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej – Sławomir Koper
Wydawnictwo Bellona , 2011 , 412 stron
Literatura polska

Takie nazwiska! Takie nazwiska!
Bo biseksualistą był Iwaszkiewicz, homoseksualistą Lechoń, a Bruno Schulz fetyszystą i masochistą, a panie o znanych, głośnych i, jak sam tytuł książki zapowiada, wpływowych nazwiskach okresu dwudziestolecia międzywojennego, nie ustępowały w tych orientacjach seksualnych mężczyznom! I wcale te moje okrzyki nie są objawem oburzenia, ale zaskoczenia, bo oto dowiedziałam się, że Mikołaj nie istnieje, a jabłko w raju wcale nim nie było. Powoli zaczynam przestawać ulegać zadziwieniom wraz z (nie, nie z wiekiem), ale z każdą kolejną książką tegoż autora. Tymczasem po tej pospadały mi wszystkie popiersia z cokołów i portrety dumnie wiszące w klasach języka polskiego w dziejach mojej edukacji i chodzę teraz wśród tego gruzowiska, z którego na nowo muszę zbudować postawione przez historię pomniki.
I nie jest tak, że ja o tym nie słyszałam wcześniej. Owszem, tu i ówdzie, ale zawsze w tajemnicy, w domyśle i niedopowiedzeniu czyichś wspomnień, w łatwo umykającym rozproszeniu czytanych dzienników, w niejednoznacznie szeptanej informacji albo jako towarzyszącą skandalowi chociażby temu, dotyczącemu zwolnieniu ze szkoły polonistki-lesbijki, która otwarcie twierdziła, że Maria Konopnicka też lesbijką była! Nie wiedziałam – wierzyć, nie wierzyć? Ale teraz, kiedy o tym w książce poważnej, historyk uznany pisze czarno na białym? Kiedy mogę otwarcie i naukowo poplotkować o życiu znanych i wpływowych kobiet? Naukowo, bo autor popiera swoje informacje cytatami z dzienników prowadzonych przez bohaterki lub ze wspomnień świadków tamtych czasów albo z opracowań innych historyków lub dziennikarzy, a poplotkować, bo biografie wybranych kobiet autor ukazuje od prywatnej, osobistej, bardzo intymnej i emocjonalnej strony, której na próżno szukać w encyklopediach i oficjalnych biografiach. Na nic zda się zwalnianie nauczycieli, skoro autor robi krecią robotę, a setki, tysiące!, uczniów może sobie sięgnąć po tę pozycję i uzupełnić „poprawne” biografie o te treści konsekwentnie pomijane. Ale uczniowie chyba przyzwyczaili się do dychotomii naszego kraju w wielu dziedzinach, bo na moje achy i ochy na temat treści tego opracowania wśród zaprzyjaźnionej młodzieży, usłyszałam – A jakie to ma znaczenie!? To WY (my dorośli) zawsze macie z TYM (wytknięcie nam homofobii) problem! Ucieszyłam się na tę ich zdrową reakcję, pomimo powszechnie panującej hipokryzji, ale zmartwiłam się trochę, bo w przypadku artystów ma! Dopiero argument, że bez tego nie zrozumie się powieści, nie pojmie wiersza, nie ogarnie obrazu, nie poczuje się muzyki – trafił w dziesiątkę.
Będą czytać! Będą czytać!
Nie wiem, jakie będzie to miało konsekwencje w szkole, ale w razie czego, to nie ja!
To Sławomir Koper!
Kogo jak kogo, ale jego z funkcji historyka nikt nie zwolni, ani tym bardziej nie odbierze mu prawa do pisania, ku pożytkowi publicznemu.
O tym, że zawarte w tej książce biografie kobiet, będą bardzo prywatne z niewielkimi dygresjami na temat działalności zawodowej, autor uprzedził mnie już we wstępie.
I słowa dotrzymał.
Dzięki temu poznałam bardzo osobiste, odmienne od tych znanych mi, portrety silnych kobiet, idących pod prąd światopoglądowo, jednocześnie tak słabych, szalonych i na wskroś ludzkich w sferze uczuciowej. Ogarniętych szałem pożądania, kochających, poszukujących miłości, pragnących więzi intelektualnej i erotycznej w jednym, chcących być kochanymi i walczących o prawo do tej miłości na forum publicznym poprzez odczyty, felietony, powieści i poezję, gotowe łamać ogólnie przyjęte normy moralne i konwenanse.
Mało tego!
Gotowe zrezygnować z własnej kreatywności, działalności, wolności, aktualnego męża, a nawet targnąć się na życie, dla tego jedynego lub jedynej! Z plejady postaci ówczesnej bohemy artystycznej od tej strony znałam tylko Katarzynę Kobro, której trudne życie z mężem poznałam w wywiadzie z jej córką Niką Strzemińską, umieszczonym wśród innych w książce Hotel Europa Remigiusza Grzeli, któremu, tak na marginesie, autor dał imię Romuald, ale kilka stron dalej, imię było już poprawne. Czytałam to historyczne opracowanie niczym romans, w którym główną rolę grała Zofia Nałkowska, nazywana Messaliną świata artystycznego, Maria Dąbrowska oddana Annie Kowalskiej , Maria Konopnicka zakochana w malarce Marii Dulębiance, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska zmieniająca mężów i kochanków w poszukiwaniu miłości romantycznej, żony czołowych polityków mające wpływ na swoich mężów, kobiety artystów uwikłane w skomplikowane związki z mężczyznami o nietuzinkowej, trudnej osobowości jak u Tadeusza Żeleńskiego-Boya czy mrocznej jak u Stanisława Ignacego Witkiewicza. A wszystko przesiąknięte atmosferą kuluarów, teatralnej loży, półmrokiem alkowy, gęstą siecią intryg, emocji i uczuć, między którymi uwijał się autor, często gęsto oddając głos, niczym w melodramacie, bohaterom wydarzeń. Te skomplikowane koligacje i galimatias uczuciowy ówczesnej bohemy najlepiej oddaje fragment opisujący powiązania między Antonim Słonimskim, Anną Iwaszkiewicz, Jarosławem Iwaszkiewiczem i Marią Morską – Sytuacja była, delikatnie mówiąc, skomplikowana. Anna darzyła Marię uczuciem, Antoni również, a na drugim planie był kochający Niutę mąż, a Jarosław podejrzewał swoją małżonkę o zbyt dużą słabość do… Słonimskiego. A ten nie bywał obojętny na wdzięki pań…
Belle époque i ileż w tym prawdy!– chciałoby się zakrzyknąć.
Epoka, która miała już się wkrótce brutalnie zakończyć wraz z wybuchem II wojny światowej i która dzięki tym barwnym, niepospolitym, kreatywnym, odważnym, silnym a jednocześnie tak kruchym kobietom, nie ze spiżu, a z krwi, kości i uczuć jest tak pociągająca dla wielu historyków, a dzięki temu autorowi, dla zwykłych ludzi.
A pomyśleć, że do poznania książek tego historyka, organicznie nie lubiłam okresu Drugiej Rzeczypospolitej.
Teraz jestem nim zauroczona!

 

 

Barwna epoka, inteligentne i piękne kobiety – pisze autor. Przyglądając się licznym zdjęciom ilustrującym tekst, a zwłaszcza Irenie Krzywickiej i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej trudno przyznać rację ostatniemu określeniu, ale to naprawdę była pożeraczka męskich serc (ta po lewej) i piękny motyl (ta po prawej) ówczesnych salonów. Jak to robiły? Ich tajemnica tkwiła w nietuzinkowych osobowościach, umysłach, talentach i wierności idei zawartej w zdaniu skierowanym przez Zofię Nałkowską do Jana Kotta – Niech pan nie wierzy, że można zrezygnować. Niech pan nie wierzy, że można żyć bez miłości.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *