Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Utracone dzieciństwo – Yehuda Nir

21 marca 2019

Utracone dzieciństwo – Yehuda Nir
Przełożył Jacek Mazur
Wydawnictwo Nowy Świat , 2011 , 232 stron
Literatura amerykańska

W takich wojennych historiach jak ta zawarta w tej książce, szukam zawsze odpowiedzi na jedno pytanie – Jak udało się bohaterowi wspomnień przeżyć nazistowskie piekło Holokaustu?
I chyba nie ja jedna poszukuję odpowiedzi na to lub podobne mu pytania, skoro przetłumaczono ją na 10 języków, Gottfried Wagner napisał na jej podstawie operę, w USA doczekała się pięciu wydań, a ja czytałam trzecie już z kolei wydanie polskie. Moje oczekiwanie na odpowiedź w tym przypadku było dodatkowo spotęgowane wiekiem opowiadającego. Było nim… dziecko.
Chłopiec miał 9 lat, kiedy wybuchła wojna. Mieszkał we Lwowie i był synem kochających go rodziców. Zamożnych Żydów. I ten ostatni fakt miał największe znaczenie w skomplikowaniu jego wojennych losów. Musiał uciekać i ukrywać się nie tylko przed Niemcami, ale i przed Polakami.
Podczas czytania jego wspomnień zaczynających się od inwazji najpierw niemieckiej, a potem rosyjskiej na Polskę, śmierci ojca rozstrzelanego przez Rosjan, ucieczkę ze Lwowa do podkrakowskiego uzdrowiska Swoszowice, z którego z kolei uciekł do Warszawy, by przejść przez obóz dla ewakuowanej ludności po Powstaniu Warszawskim i ostatecznie znaleźć się w niemieckim gospodarstwie w Herzbergu pod Berlinem w roli przymusowego robotnika, uważnie wyszukiwałam tych jego cech, które pozwoliły mu przeżyć. A nie było łatwo. Na każdym etapie tej wędrówki, każdego dnia towarzyszyło mu wysokie ryzyko rozpoznania w nim Żyda, stałe zagrożenie zdemaskowania ze strony Niemców i denuncjacji przez Polaków, ciągły lęk przed zdradzeniem się gestem lub niewiedzą i strach przed utratą własnego życia i jego bliskich. Musiał się ukryć, wtopić w polskie tło, udawać innego człowieka i w zależności od sytuacji być Polakiem lub Niemcem. Wszystkie chwyty uważał za dozwolone, by ukryć swoją przeszłość i prawdziwą tożsamość, a w konsekwencji, by przeżyć. Zmienił więc imię i nazwisko na polsko brzmiące Julian Heybowicz, posługiwał się fałszywym dokumentem tożsamości, nosił przy sobie zdjęcie komunijne, nauczył się katolickich modlitw po polsku, przyjął świat takim , jakim obdarzyli go dorośli i zaczął grać w ich brutalną grę, w której stawką było życie.
Pomogła mu w tym dziecięca zdolność przystosowywania się, przemiana niewinnego zaufania w cynizm, zdolność szybkiej oceny otaczających go warunków i pogodzenie się z faktem ich absurdalności, nieobliczalności i wysokiego stopnia niebezpieczeństwa oraz silne więzi rodzinne z towarzyszącą mu matką i starszą siostrą Lalą, z którymi tworzył, jak sam to nazywał, triumwirat, zwarty, współzależny monolit – trójkąt w symbiozie. Nasz ratunek oparty był na jedności – wspólnocie fizycznego trwania i psychicznych cierpień. Każde z nich miało wyznaczone role przez predyspozycje i zdolności. Siła Lali tkwiła w jej inteligencji i kuszącej urodzie oraz młodym wieku, wdzięku i dowcipie. (…) Atutem matki był jej aryjski wygląd: niemal blond włosy, niebieskie oczy i jasna cera, a nadto wewnętrzne opanowanie i zdrowy rozsądek. Zaletami bohatera były jego wiek, inteligencja, zdolność szybkiego uczenia się i zdrowy rozsądek oparty o zwierzęcy instynkt i szybką reakcję. Cechy, które nie raz i nie dwa ratowały mu życie z łapanki na warszawskiej ulicy, spod obozowego prysznica, gdzie widok obrzezanego penisa był wyrokiem śmierci, przed skutkiem donosu wynikającego z jego fatalnej pomyłki na temat polskich świąt czy przed denuncjacją polskich sąsiadów.
Perspektywa spojrzenia na rzeczywistość wojenną oczami żydowskiego chłopca pokazała mi również świat ukrywających się Żydów, wtopionych w polskie społeczeństwo, funkcjonujących między Polakami pod zmienioną tożsamością, żyjących i pracujących wśród nich po aryjskiej stronie Warszawy. Absurdalność rzeczywistości dopełniał fakt, że wielu z nich pracowało u Niemców tak, jak matka bohatera, profesor Zwilling, ginekolog ze Lwowa po operacji nosa i, maskującej obrzezanie, penisa, mieszkający u katolickiej gospodyni, Tadzio o wyglądzie stuprocentowego Aryjczyka żyjący z niemieckim homoseksualistą, pani Schotzler pracująca jako gospodyni domowa i jej matka udająca głuchoniemą, bo znała tylko jidysz, sześcioletni Jurek udający dziewczynkę Marię, Kazik należący do Armii Ludowej i działający w ruchu oporu, Irka o wyglądzie typowo semickim ukrywająca się od półtora roku w kościele, do którego przychodziła na poranną mszę i pozostawała tam aż do zmroku, udając, że się modli czy wreszcie pan Kramer pracujący jako technik dentystyczny u niemieckiego stomatologa. Przypominało mi to gorzki teatr absurdu z plejadą aktorów grających przybrane, przymusowe role, a każda dobra jeśli dawała choć cień nadziei na bezpieczne przeżycie kolejnego dnia. I o ile w przypadku Niemców ocena ryzyka wpadki była jednoznaczna – każdy był zagrożeniem, o tyle w przypadku Polaków poszukiwanie tego dobrego, przychylnego i gotowego pomóc Żydowi było ogromnym ryzykiem. Według bohatera wspomnień większość Polaków nie zwalczała nazizmu, a raczej walczyła z Niemcami – ich odwiecznym, historycznym wrogiem. To zaś pozwalało znacznej ich całości zachować swój antysemityzm, nawet wtedy, gdy przelewali własną krew w walce ze wspólnym wrogiem. To był główny powód, dla którego bohater nie zdradził swojej prawdziwej tożsamości nawet biorąc udział w Powstaniu Warszawskim, nawet w obozie wśród Polaków, nawet będąc robotnikiem przymusowym w Niemczech.
Po wojnie przybrał nazwisko Nir, aby nie nosić dłużej niemieckiego nazwiska – Grünfeld, odcinając się od przeszłości. Rozpoczął nowe życie, w nowym kraju, z nową tożsamością, a męczącym go przeżyciom dał upust w tej książce. Żył, ale mimo wszystko przeszłość pozostawiła w jego pamięci ślad nie do wymazania, nie do zapomnienia, nie do wyparcia, która nie tylko zabrała bohaterowi normalne dzieciństwo, ale również zdolność do radości , zadziwień i wzruszeń należnych każdemu dziecku. Podstawową i niezbędną bazę do budowania szczęśliwej przyszłości.
Staram się o tym pamiętać, o takich małych bohaterach, kiedy napotykam na chwile, w których wydaje mi się, że moje życie w czasach pokoju mnie przerasta.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 

Autor z siostrą Lalą w 1946 roku i współcześnie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *