Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Teufel – Izabela Żukowska

21 marca 2019

Teufel – Izabela Żukowska
Wydawnictwo Nowy Świat , 2011 , 223 strony
Literatura polska

Gdybym napisała, że właśnie przeczytałam kryminał, to byłaby to półprawda, wyrządzająca tej powieści ogromną krzywdę i niepowetowaną stratę w odbiorcy nieczytającego tego gatunku. Bo jest w niej nie tylko zawiła intryga kryminalno-szpiegowska, która rozpoczyna się wyłowieniem topielicy z morza w okolicach Glettkau (Jelitkowo). Nie tylko bohaterowie uwikłani w relacje osobisto-zawodowe, a nawet polityczne. Nie tylko śledztwo prowadzone przez komisarza Franza Thiedtke, powoli rozwiązującego tajemnicę utonięcia Polki, Marianny Walewicz. Nie tylko samo życie bohaterów w nieświadomości zadowolonych z kierunku w jakim świat wokół nich zmierzał, ale jest w tej powieści przede wszystkim Wolne Miasto Gdańsk dla Polaków i Danzig dla Niemców na kilka dni przed 1 września 1939 roku. Daty, którą tytułowy Teufel (diabeł) upatrzył sobie na moment wygnania ludzi z raju pokojowego współistnienia, w świat wojny.
I to właśnie ten przedwojenny Gdańsk był dla mnie jednym z głównych, jeśli nie głównym bohaterem powieści, w którym toczyło się wspólne, mniej lub bardziej trudne, życie Niemców i Polaków uwikłanych w politykę obu państw, próbujących odnaleźć swoje miejsce w tych skomplikowanych czasach. Ludzie i ich życie z doznawanymi uczuciami miłości, nienawiści, zdrady, zazdrości, przyjaźni były pretekstem do pokazania mi Gdańska sprzed wojny. Chodziłam z głównymi bohaterami brukowanymi ulicami, mijając kościoły z wieżyczkami, właśnie wyburzaną synagogę, neorenesansowe gmachy szkół, pocztę, domy z masywnymi przedprożami ozdobione kamiennymi lwami lub toczonymi kulami:

 

 

Przechodziłam przez place z pomnikami lub fontannami, uważając stale, by nie wpaść pod właśnie nadjeżdżający tramwaj. Zawędrowałam nawet nad ujście rzeki Motlau (Motława) obudowanej spichlerzami, na której zwykle było tłoczno i hałaśliwie, ładowano zboże na barki do ładowni statków, które cumowały bezpośrednio przy spichrzach na Hopfengasse (Chmielna). Przy pracy uwijali się sztauerzy, marynarze i robotnicy portowi. Przyglądałam się architekturze nowo powstającego miasta Gdingen (Gdynia), ruchowi na moście obrotowym z drewnianym pomostem, który od XIV wieku ponad wodami Neue Motlau wiódł z traktatu Królewskiego na wschód i wielkiemu żelaznemu żurawiowi nazywanego Der Grossvater, dominującego nad okoliczną panoramą. Zaglądałam do mieszkań ówczesnych gdańszczan tych żyjących w budynkach odziedziczonych po długiej patrycjuszowskiej linii zamożnych przodków, którzy w przeszłości sprawili, że miasto było tym , czym było i do lokatorów żyjących w ubogich, podmiejskich kamienicach. Przyglądałam się przedmiotom codziennego użytku, ubiorom mijanych przechodniów, czując zapach krochmalonych koszul męskich, różanej wody dla pań, morską bryzę od morza, tak charakterystyczną dla nadmorskich miejscowości, odór ryb sprzedawanych na Fischmarkt (Targ Rybny) i słysząc krzyk, unoszących się nad miastem i plażami, mew. Na chodniku przy ulicy Labesweg (Lelewela) spotkałam maszerującego Oskara z bębenkiem z powieści Guntera Grassa, a na molo w Glettkau przyglądałam się pracy doktora Hanemanna z powieści Stefana Chwina. Obserwowałam też agresywnie narastający nastrój antysemityzmu w śpiewanych pieśniach przez niemieckich chłopców z Jungvolku, antysemickich napisach, swastykach ozdabiających mury urzędów czy w pogłębiających się społecznych podziałach rasowych i narodowościowych. Widziałam też rozpacz ludzi z mieszanych rodzin, mających problem z wyborem narodowości i tragedie osób, za których decyzje podejmował splot okoliczności i przeszłość.
A wszystko to opisane językiem, którego plastyczność i sugestywność poczułam już w pierwszych pięciu zdaniach. Namacalność szczegółów oglądanych przedmiotów, zmysłowa realność kreślonych zdarzeń, historyczna atmosfera przeszłego czasu zaklęta w murach, dźwięki i zapachy towarzyszące bohaterom wydarzeń oraz umiejętność przechodzenia od detali do ogółu, to charakterystyczne cechy stylu narracji tej opowieści. Na dodatek podanej w dopełniającej atmosferę szacie graficznej. Z licznymi czarno-białymi fotografiami miejsc toczonej fabuły z przedwojennego Gdańska:

 

 

 

Z tytułami rozdziałów pisanych gotycką czcionką.

 

 

I z mapą Gdańska na wyklejce z niemieckimi nazwami ulic, których polskie, współczesne odpowiedniki, mogłam sobie sprawdzić w wykazie dołączonym do książki:

 

 

To powieść pisana duszą i przepojona miłością do miasta, którego historię autorka przelała prosto z serca na strony tej książki pod płaszczykiem kryminalnej intrygi, tworząc swoisty przewodnik po dawnym Gdańsku. Można śmiało wziąć go do ręki i wybrać się szlakiem ścieżek bohaterów, poznając i odkrywając historię mijanych miejsc. Aż żal, że nie mieszkam w Gdańsku, by to zrobić i zazdrość, że gdańszczanie otrzymali taką powieść-pomnik przywołującą i zatrzymującą w kadrze obraz przeszłości ich miasta, ich historycznego dziedzictwa. A ponieważ Gdańsk jest obecnie polskim miastem, więc i troszeczkę również mojego.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Teufel [Izabela  Żukowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *