Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Terapia – Sebastian Fitzek

21 marca 2019

Terapia – Sebastian Fitzek
Przełożyła Barbara Tarnas
Wydawnictwo Gruner+Jahr Polska , 2007 , 286 stron
Seria Danse Macabre
Literatura niemiecka

Bardzo mroczny i zwodniczy thriller psychologiczny!
Już sam fakt, że psychologiczny powinien wzbudzić moją czujność. Wszak nic nie jest tak zmienne, nieuchwytne i nieprzewidywalne, jak człowiecza psychika. A to, że główny bohater Victor Larenz, w tej bardzo skomplikowanej historii w czasie i przestrzeni, był psychiatrą, powinno mnie wręcz w tej czujności upewnić.
Dałam się jednak ponieść złudnym emocjom!
Jak mogłam nie żałować ojca, wspomnianego psychiatrę, który w tajemniczych okolicznościach traci jedyną, dwunastoletnią, ukochaną córkę Josy. Ten cios był dla niego tak niespodziewany i silny, że nawet on, profesjonalista, nie mógł poradzić sobie z wyjątkowo bolesnymi doświadczeniami, pomimo upływu czterech lat od tragedii. Żeby dojść do równowagi psychicznej i wygrzebać się z depresji, udaje się na wyspę Parkum, położoną na Morzu Północnym. Do swojego rodzinnego domu krytego słomą, w którym przeżył dobre dzieciństwo i szczęśliwe chwile z własną, kiedyś pełną rodziną. Gdzie miał nadzieję nabrać potrzebnego dystansu umożliwiającego mu rozpoczęcie nowego rozdziału życia.
I gdzie zamiast tego wszystko stracił.
Podróż, która miała zakończyć tragiczny rozdział, rozpoczęła łańcuch niespodziewanych, mrocznych, tajemniczych i niezrozumiałych wydarzeń. A zaczęło się od wizyty nieznajomej kobiety Anny, specjalnie przybyłej na Parkum do doktora Larenza i jej prośby o sesję terapeutyczną mającą pomóc jej w leczeniu schizofrenii. Z wizyty na wizytę doktor zaczął zauważać, jak bardzo niewinne opowieści kobiety, utrzymane w formie bajki, przypominają okoliczności zniknięcia córki. Czuł w nich jakiś związek ze zniknięciem Josy i chciał go odkryć. Musiał go odkryć. Tak bardzo się w nie zagłębił, że nawet nie zauważył, jak historie Anny zaczęły ingerować w jego życie. Było za późno, gdy zorientował się, jak bardzo niebezpieczną osobą może być jego pacjentka. I kiedy ostatecznie demaskuje kobietę, prawda okazuje się dużo brutalniejsza niż przypuszczał. Mnie wprawiła w całkowite zaskoczenie.
Wręcz osłupienie!
Ale nie tylko zakończenie tak na mnie podziałało. Drugim był majstersztyk w prowadzeniu intrygi, która do niego doprowadziła, a który mogłam podziwiać po przeczytaniu całości. Autor wykorzystał do tego celu wiedzę psychiatryczną na temat schizofrenii i syndromu Münchhausena w zastępstwie oraz elementów metod ich leczenia – terapii reinkarnacyjnej i regresingu. Dało mu to możliwość przenoszenia w czasie i tworzenia nierzeczywistych światów, których realność trudno było mi podważyć. Poza tym profesja głównego bohatera wzbudzała mój pełny szacunek dla jego wiedzy i zaufanie jako osoby. Okoliczności tragedii, w których się znalazł, automatycznie wymusiły na mnie współczucie. To wystarczyło, bym nawet nie śmiała podejrzewać zastawionej na mnie pułapki w logicznym rozumowaniu rozwiązywania intrygi. Napiszę wprost – nie miałam na to najmniejszych szans!
I tym sposobem znalazłam się w epicentrum gry psychologicznej!
Bez żadnych reguł. Z gorączkową atmosferą pełną niedopowiedzeń, znikających faktów i pojawiających się znikąd nowych. Z chorobliwym nastrojem gęstym od mrocznych, rozedrganych emocji, podejrzeń, dociekań i coraz mniejszej ufności w sens nowo pojawiających się wydarzeń, które pozornie nic nie łączyło. Królowała totalna dezorientacja, którą pogłębiała sztormowa pogoda na wyspie.
Mrok w duszy, mrok w umyśle i mrok na wyspie.
Przypominało to terapię szokową (stąd tytuł powieści), w której z podsuwanych elementów, chociaż niekonieczne pewnych i sprawdzonych, musiałam odtwarzać przeszłe wydarzenia prowadzące do zniknięcia Josy. A i tak odkrycie sprawcy zdarzenia nie było ostateczną, całą prawdą, która okazała się dużo bardziej skomplikowana niż przypuszczałam i w której podejrzany stawał się ofiarą, a ofiara – ofiarą podwójną.
Zostałam w perfekcyjny sposób poprowadzona w głąb najciemniejszych zakamarków chorującego umysłu ludzkiego, bez mojej świadomości. Kiedy się w tym zorientowałam, nie wiedziałam, czy być złą na siebie, że tak dałam się podejść, czy podziwiać literacki talent autora do misternego zwodzenia czytelnika do ostatniej kropki. Ostatecznie zachwyt nad całością i fascynacja pomysłem na fabułę skłoniły mnie do zaopatrzenia się w jego dwa kolejne thrillery.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2015 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *